Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 stycznia 2018

PREMIEROWO Czerwony Parasol // Wiktor Mrok


Rosja, tajne służby, zagadka. Czy może być lepsze połączenie? Nie sądzę. Wszystkie książki, których fabuła osadzona jest w Rosji bardzo mnie do siebie przyciągają. Może przez to, że uwielbiam klasyczną literaturę rosyjską, albo brzmienie języka rosyjskiego, albo może przez to, że zawsze chciałam tam pojechać? W każdym razie od razu wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. I nie zawiodłam się!

Nie od dziś wiadomo, że na całym świecie prowadzone są tajne badania wojskowe mające na celu udoskonalenie różnych ich technik - głównie dotyczą wynalazków biochemicznych, choć nie ma na to twardych dowodów. Fabuła książki zaczyna się od wydarzenia sprzed lat, kiedy to KGB wykradło dane pewnego amerykańskiego laboratorium. 

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Tatiana, uczennica prywatnej szkoły, trenująca od lat gimnastykę artystyczną. nie jest normalna nastolatka, jest oczytana, inteligentna, potrafi skakać ze spadochronem i strzelać z broni. 

Mam 25 lat i nie wiem jakbym zareagowała na fakt, że moi rodzice i młodsza siostra zostali zamordowani. Pewnie wpadłabym w histerię, ale bohaterka tej książki zachowała zimną krew. Rozwiązała zagadkę dziwnego smsa od ojca i odkryła o co chodziło zabójcom, a chodziło o biochemiczny wynalazek, którego receptura to udoskonalony przepis wykradzionych w 1959 roku akt. Dziewczyna nie wie, co ze sobą zrobić, ale wie, że ci, którzy zamordowali jej bliskich będą dalej szukać dziwnych ampułek, dlatego postanawia uciec tam, gdzie być może będzie bezpieczna, do podkochującego się w niej kierowcy szkolnego, Griszy. Ponieważ mu ufa opowiada mu część historii, a ten nie wiedząc co począć informuje o tym swoją babcię, trenerkę Tatiany. Aurora Nikołajewna jednak nie jest zwykłą trenerką gimnastyki - byt dużo wie o tym czym zajmował się jej ojciec, jednak nie wyjawia prawdy o sobie. Pomaga natomiast uciec Tatianie z kraju, bo to nie ulega wątpliwości, że nieznani sprawcy będą próbować dostać to, w czego posiadaniu jest dziewczyna. 

I tak Tatiana trafia do Sztokholmu i hasłem "Czerwony Parasol". Zostaje umieszczona w mieszkaniu z zakazem wychodzenia do odwołania. Z braku lepszych zajęć zaczyna przeglądać pliki ojca zabrane z domu i dowiaduje się strasznej prawdy: jej ojciec testował swój produkt na ludziach! Postanawia złamać zakaz i podejmuje próbę opuszczenia budynku. Próbę, ponieważ jak się okazuje ma również ochronę, Igora. Postanawia zrealizować plan, który ma zapewnić jej bezpieczeństwo. Jaki to plan? Cóż nie zdradzę Wam nic więcej, ale mogę zagwarantować zwroty akcji, częste zmiany miejsca zamieszkania i dreszczyk emocji.

Jedyny zarzut jaki mam do tej książki, choć wielu osobom na pewno się spodoba, to wątek miłosny. Moim zdaniem zbyt cukierkowy. Rozumiem, że siedemnastolatka ma prawo zachowywać się jak siedemnastolatka, ale prawie trzydziestoletni Igor był dla mnie zbyt cukierkowy. Oczywiście to tylko moje odczucia, choć bardzo spodobał mi się fakt, że Igor w pewnym momencie stał się nie tylko artnerem Tatiany, ale również jej nauczycielem sztuczek wywiadu (tak to się nazywa?).

Premiera jest dziś, i radzę czym prędzej udać się do księgarni i zakupić tę pozycję, bo naprawdę warto. Napięcie podkręca dodatkowo fakt, że książka została napisana na postawie tajnych akt służ specjalnych.

poniedziałek, 3 lipca 2017

cień jabłoni // wojciech szlęzak


Cień jabłoni / Wojciech Szlęzak / Wydawnictwo JanKa / 2017

Są takie książki, które powodują, że zwalniam, zatrzymuję się w pędzącym świecie i zastanawiam się nad tym dokąd zmierzam, o czym marzę, czy tu i teraz jestem szczęśliwa. Ta książką na pewno do takich należy. I nie chodzi wcale o to, że całość rozgrywa się na sielskiej wsi, gdzie życie płynie tak wolno jak to możliwe, ale o relację jaka wywiązuje się pomiędzy dwoma z pozoru obcymi sobie mężczyznami. 

Akcja rozgrywa się w miejscowości Górna, w której dochodzi do spotkania dwóch bohaterów. Młodszy, anonimowy narrator, powraca do rodzinnej wsi, aby odciąć się od pędu miasta, karieru i bezsensownej powierzchownej egzystencji. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem poznaje starszego mężczyznę, Grzegorza Adamczyka, któremu pomaga przy rozładowaniu węgla. To spotkanie skłania tego drugiego do swego rodzaju spowiedzi ze swojego życia. Wydawać się może, że tych dwóch dzieli wszystko - wiek, doświadczenie życiowe, a mimo to coś ich połączyło - ja osobiście odbierałam ich relację za wręcz intymną. Czasami zdarza się, że czujemy silną intymną więź z totalnie obcą osobą, być może chodzi o to, że łatwiej jest rozmawiać o swoich "brudach" z nieznajomym. Młody człowiek mimo to szuka wniosków dla siebie w opowieści Adamczyka. 

Rozmowa, a właściwie monolog, to głęboka refleksja nad ludzkim życiem, o szczęściu, miłości, nienawiści, ale i szukaniu celów w życiu.

Z początku trudno mi było utożsamić się z książką ze względu na płeć bohaterów. Od razu czuć, że książka pisana była przez mężczyznę o mężczyznach, ale z biegiem fabuły było coraz lepiej. I muszę przyznać, że nawet ten surowy twardy styl mi się spodobał. Sama okładka też jest dość oszczędna, ale idealnie odzwierciedla klimat fabuły -wolny, sielski i błogi. W trakcie czytania chce się wyjechać daleko od miasta i zwolnić. 

Książka idealna na wakacje. Polecam zabrać ją w sielskie wiejskie strony i tam delektować się jej pięknem, bo jest to pochwała wolnego życia, o którym wielu z nas niestety zapomina. 

mati, rafi i chomik z kosmosu // rafał kotek

 

Mati, Rafi i chomik z kosmosu / Rafał Kotek / Wydawnictwo Ridero / 2017

Jak już zdążyliście się przekonać, jestem wielką fanka literatury dziecięcej. A jeśli dodatkowo spełnia ona funkcję edukacyjną to nie trzeba mnie na nią długo namawiać. Ta książka bardzo długo czekała na swoją kolej, bo ze względu na obowiązki uczelniane kompletnie nie miałam czasu nawet na tak krótką historię (tylko 33 strony).

Bohaterami tej krótkiej książeczki jest dwoje przyjaciół, Mateusz i Rafał. Pewnego dnia trafiają na grupę łobuzów, która maltretuje chomika. Jeden z nich postanawia zaopiekować się zwierzątkiem, które po krótkim czasie okazuje się być przybyszem z kosmosu. Przybywa z misją uświadomienia młodemu pokoleniu jak ważne jest dbanie o środowisko na Ziemi. Jeśli ludzie nie zmienią przyzwyczajeń, grozi im zagłada. Udziela chłopcom lekcji jak wziąć odpowiedzialność za nasz dom, jakim jest planeta Ziemia. 

Zachowania ekologiczne nie są trudne, nie wymagają specjalistycznej wiedzy tylko chęci, a tych niestety większość nie ma, bo przecież prościej wyrzucić wszystko do jednego wora. Domy jednorodzinne mają obowiązek segregowania śmieci - służą do tego worki w specjalnych kolorach, ale w blokach nikt tego nie sprawdza. Wprawdzie w boksach ze śmietnikami są odpowiednie kontenery, ale i tak ludzie wrzucają śmieci gdzie popadnie. Sama segreguję śmieci i nie wyobrażam sobie inaczej. Jednak, aby to zmienić trzeba edukować. Rodzice powinni uczyć odpowiednich zachowań dzieci, ale jeśli sami nie segregują śmieci, to nie można wymagać tego od dzieci. Może lepiej edukować w szkole dzieci, aby nowa wiedzę zabrały do domu i uczyły rodziców...

Nie może być jednak tak kolorowo. Książka uzupełniona jest o kilka ilustracji - niestety nie są one w moim guście, ale to osobiste preferencje - ale jeśli chodzi o ilustracje to zabrakło mi ich przy lekcji o piktogramach na opakowaniach.  A dodatkowym minusem jest to, że książka dostępna jest tylko w formacie elektronicznym. O ile dorosłym to nie przeszkadza, to myślę, że dzieciom odbiera to cała magię z czytania i nauki. No i znalazłam w jednym miejscu pomylone imię, ale ogólnie nie jest źle.

Niemniej jednak polecam ją serdecznie, bo oprócz ciekawej historii dzieci mogą się nauczyć istotnych rzeczy dla naszego wspólnego dobra. Myślę, że historia sprawdzi się już dla dzieci w wieku 5 lat, mimo że bohaterowie mają osiem.

piątek, 22 kwietnia 2016

Księga jesiennych demonów - Jarosław Grzędowicz


"Wierzysz w demony? Większość ludzi nie wierzy.

Niesłusznie. Demony istnieją. I potrafią zniszczyć twoje życie. Tylko dlatego, że na kogoś musiało paść. A może kiedyś wszedłeś w ich sfery lub po prostu zwróciłeś na siebie ich uwagę zbytnim optymizmem? Może uśmiechnąłeś się w złym momencie? A terasz dziwisz się, że życie wali ci się na głowę...

Księga jesiennych demonów to książka o wszystkim, co niezwykłe; o wszystkim, co nie powinno się zdarzyć w życiu normalnego człowieka. A jednak się zdarza.

Proste rozwiązania są dla prostych problemów. Dla ciebie jest Księga."

- od wydawcy

   Do tej pory Grzędowicza kojarzyłam z serii Pan Lodowego Ogrodu. Nie ciągnęło mnie do lektury tejże, ale jak zobaczyłam Księgę jesiennych demonów w księgarni byłam oczarowana okładką. Takie niepokojąco straszne okładki to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Minęło jednak trochę czasu zanim nabyłam swój egzemplarz (na czytnik).

   Nie zaczęłam czytać od razu, ale jak to nastąpiło to przeczytałam całość w 3 dni. Niestety nie dlatego, że jest takie wciągające i trzymające w napięciu, ale dlatego, że liczyłam, że w końcu dostanę to, czego po niej oczekiwałam. A oczekiwałam bardzo dużo... I się zawiodłam. Warsztatowo jest super, ale, biorąc pod uwagę okładkę, spodziewałam się horroru w realiach na przestrzeni mistycznej.

   Całość podzielona jest na kilka mniejszych historii różnych ludzi. Prolog i Epilog stanowią jedność. Znajdziemy tu człowieka który otrzymał kartę kredytową, którą możesz płacić wszędzie, mimo że nie płacisz pieniędzmi (swoją drogą to chyba było najlepsze opowiadanie). Znajdziemy historię terapeuty, do którego zgłasza się Bóg z problemami egzystencjalnymi. Znajdziemy czarownicę, która związała swój los z wilkołakiem. A na sam koniec poznajemy wierzenia w czarne motyle, które zwiastują śmierć.

   Nie mówię, że była to słaba lektura, bo taka nie była. Podobała mi się ta książka, ale niestety nie było to to, czego oczekiwałam. Mam mieszane uczucia. Nie wiem czy Wam ją polecać, ale nie wiem też czy mogę się podpisać pod niepolecaniem. 

★★★☆☆☆
Księga jesiennych demonów, Jarosław Grzędowicz, Fabryka Słów, 2014

czwartek, 14 stycznia 2016

Zrób mi jakąś krzywdę - Jakub Żulczyk

Tytuł: Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości
Autor: Jakub Żulczyk
Data wydania: 2006 r.
Wydawca: Lampa i Iskra Boża
Format: E-BOOK
Liczba stron: 168

   "Dawid - 25 letni student prawa - spotyka uzależnioną od gier video piętnastolatkę, zakochuje się w niej i... postanawia ją porwać. Zrób mi jakąś krzywdę to łamiąca serce historia drogi, w którą zaplątani są świadkowie Jehowy, polscy aktorzy porno, detektywi - paranoicy i nieletni anarchiści. "

- od wydawcy

   Zacznę może od okładki. Ta konkretna jest okropna, ale wstawiam ją tutaj, ponieważ taka była przy moim e-booku. Inne są dużo bardziej przyjazne. Jeśli lubicie audiobooki to polecam Wam przesłuchanie tej książki, ponieważ czyta ją Sokół. Dla niewtajemniczonych jest to polski raper o nieziemskim niskim głosie - słuchając go można odpłynąć.

   Na książkę trafiłam przypadkiem. Szukając różnych książek na swój czytnik trafiłam na cytat z tej książki. Już nie pamiętam, który konkretnie, ale zainteresował mnie na tyle, że znalazłam książkę i po przeczytaniu opisu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Za lekturę zabrałam się od razu i dość szybko przez nią przebrnęłam. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, że nie rzuciłam jej w kąt, biorą pod uwagę, że nie przepadam za rodzimą literaturą, ale ta książka jest warta przeczytania.

   Główny bohater Dawid ma 25 lat i jest studentem ostatniego roku prawa. Poznajemy go, gdy znajduje się w dość nietypowej sytuacji, jak na niego - mianowicie podczas aresztowania. Aby czytelnik zrozumiał jak do tego doszło zabiera nas w podróż w niedaleką przeszłość. 

   Podczas wspólnych wakacji ze znajomymi nad jeziorem poznaje młodszą siostrę jednego z kolegów, Kaśkę. Dziewczyna ma 15 lat, wygląda jakby nigdy nie wychodziła z domu, a jedyną rzeczą, którą robi na wakacjach jest gra w Nintendo. Chłopak jest zafascynowany Kaśką, chociaż wie, że to dość dziwaczne, w końcu jest od niej 10 lat starszy. po za tym w świetle prawa ich związek podlegałby karze. Jednak fascynacja bierze górę i po wyjeździe dziewczyny postanawia ją odnaleźć, a gdy mu się to udaje, proponuje jej wspólne wakacje. Nie mają przy sobie dużo pieniędzy, podróżują stopem, w trakcie drogi poznają dużo nietypowych ludzi, między innymi Pana Wiktora, który w mniemaniu ogółu jest dziwakiem. Poznają również podstarzałych aktorów porno, okradają starsze kobiety podając się za świadków Jehowych, odwiedzają też festiwal Przestrzenie. 

   To książka o drodze - dosłownej, obfitującej w różnego rodzaju przygody, ale również drodze w sensie metafizycznym, wchodzenia w dorosłość młodziutkiej dziewczyny, odnajdywaniu się dwóch osób i rozwijaniu swojej miłości, dojrzewaniu lekkoduchów, którymi są przyjaciele Dawida. Niestety styl trochę odbiera na znaczeniu tej książki.

   Styl autora jest dość specyficzny. Może to też spowodowane jest tym, że narracja jest pierwszoosobowa, opowiadająca wszystko, co się dzieje, fizycznie i w umyśle bohatera, na bieżąco. Momentami jednak nie wiedziałam, co jest rzeczywistością, a co tylko imaginacją bohatera - nie ma wyraźnego rozdzielenia, co wprowadza pewien chaos. Mi osobiście to nie odpowiada, ale na pewno znajdą się amatorzy. Jeśli zdecydujecie się sięgnąć po tę książkę, to powinniście być też przygotowani na dużą dawkę wulgaryzmów i generalnie mocno potocznego stylu wysławiania się bohatera, chociaż muszę przyznać, że nie do końca chce mi się wierzyć, że istnieją tacy faceci jak główny bohater - niby facet, a przemyślenia ma jak baba, i to na dodatek nastolatka, oczywiście taka stereotypowa.

   Myślę, że jest to fajna pozycja, aby zacząć swoją przygodę z polską literaturą niefantastyczną. Może nie wniesie do waszego życia jakiejś ważnej mądrości, która się przyda, ale jestem pewna, że niektóre sytuacje przypomną Wam wydarzenia z własnego życia. Po za tym każdy lubi poczytać o miłości, która spełnia się mimo wszelkich przeciwności losu. Myślę, że w przyszłości skuszę się na inne powieści autora.

★★★★★★★★☆☆

niedziela, 8 listopada 2015

Chłopcy 2. Bangarang - Jakub Ćwiek

Tytuł: Chłopcy 2. Bangarang
Autor: Jakub Ćwiek
Data premiery: 28 sierpnia 2013 r.
Wydawca: Sine Qua Non
Liczba stron: 304

   "Wrócili!
Dzwoneczek i jej banda wyrośniętych, wiecznie niedojrzałych Chłopców po raz kolejny pokazują, że nie da się oddzielić dobrej zabawy od solidnych kłopotów. I nie ważne, czy to klubowy Zjazd, motocyklowa wycieczka do pobliskiego miasta czy pozornie leniwe popołudnie w opuszczonym Lunaparku - każdy dzień to nowa przygoda, a na końcu czai się ta największa. I najbardziej przerażająca. Śmierć...
Droga znowu wzywa, nie ma odwrotu ani chwili na oddech. Tylko co jeśli tym razem wiedzie wprost do znienawidzonej dorosłości?'

- lubimyczytac.pl

   Chłopcy | Chłopcy 2. Bangarang | Chłopcy 3. Zguba | Chłopcy 4. Największa z przygód

   Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z tą serią byłam tak podekscytowana, że od razu zabrałam się za lekturę. Byłam oczarowana od pierwszego zdania i miałam od razu ochotę biec do księgarni po drugi tom.

   Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się przeczytać kontynuację, bo, jak już pisałam uwielbiam wszystko, co związane z Piotrusiem Panem! A teraz autor zaserwował kolejną porcję mocnej, dobrej zabawy, przyprawioną mrocznym klimatem rodem z najstraszniejszego horroru. Jest zabawnie, ale i strasznie. Książkę czyta się jednym tchem i od razu chce się sięgnąć po kolejny tom, aby dowiedzieć się, jak to się wszystko skończy - czy bohaterowie będą przeżywać tę największą z przygód, czy w końcu dorosną i inne takie.

   Dzwoneczek i Zagubieni Chłopcy muszą znaleźć sobie poważne zadanie. Handel proszkiem i coraz większe tego efekty uboczne spowodowały, że za bardzo rzucali się w oczy. Dlatego Mama i jej Chłopcy postanowili odnowić i otworzyć stary lunapark, w którym mieszkają. Jednak to wszystko nie jest wcale takie proste, jak się wydaje. Skądś trzeba wziąć pieniądze, na kupno terenu, wynajęcie ekipy remontowej, elektryków i innych specjalistów. Dodatkowo wszystko komplikuje nadchodzący Zjazd, na którym zapowiada się epicka zabawa, bo w końcu w jednym miejscu zbiorą się wszyscy Zagubieni Chłopcy i ich nowi rekruci.

   Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem. Wśród swoim znaleźli się zdrajcy, którzy kierowali się tylko i wyłącznie własną chciwością i chęcią zysku. Po za tym zdaje się, że syrenie łzy wcale nie działają na wszystkich i jest osoba, która pamięta. Czy Dzwoneczkowi i Chłopcom zagraża osoba, która kiedyś była z nimi blisko? Przekonajcie się sami, bo warto. Może Piotruś Pan wcale nie jest taki szlachetny i dobry.

   Jak przy poprzedniej części, i ta została dopełniona ilustracjami. Są świetne, szkoda tylko, że jest ich tak mało. Chociaż autor ma tak plastyczny i obrazujący styl, że może nie są potrzebne. Ja po prostu jestem fanką ilustracji Iwa Strzeleckiego! : D

   Podsumowując. Jest to książka absolutnie dla każdego, kto lubi mocną, dobrą, no i polską, literaturę. Książka napisana na światowym poziomie, realizująca bardzo ciekawą koncepcję autora. Z niecierpliwością czekam na rozwiązanie tajemnicy. a Wam serdecznie polecam sięgnięcie po tę serie, bo naprawdę warto. Czytając tę książkę można choć na chwilę znów poczuć się jak dziecko, kiedy niczym się nie musieliśmy martwić, a w życiu liczyła się tylko dobra zabawa.

★★★★★★★★☆☆
Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

środa, 28 października 2015

Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? - Bartłomiej Trokowicz


Tytuł: Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?
Autor: Bartłomiej Trokowicz
Data premiery: 19 maja 2015 r.
Wydawca: RW2010
Liczba stron: 147 (PDF)

   "Poznaj Las i jego mieszkańców. Czy lisy śnią o gadających kurach, a wilki o puszystych ogonach? Czy rozplotkowana Wiewiórka ułoży sobie relacje z Wilczycą? Czy Szczurek "nic dobrego" przejdzie na jasną stronę mocy? I w końcu, czy Pan Misio, zawsze pomagający innym, sam zostanie uratowany? W opowieści Pan Misio spotykamy gromadę sympatycznych zwierzaków, uosabiających cechy ludzkie. Pozostają w pamięci na długo i nie sposób się w nimi nie zaprzyjaźnić. Małomówna Niedźwiedzica, rozpolitykowany Bóbr, Kura zdominowana przez Lisa oraz przybyła z miasta Świnka Morska - to tylko niektóre z nich. Poznaj Las i jego mieszkańców. Wzruszająca historia dla małych i dużych czytelników, przyprawiona nietuzinkowym poczuciem humoru. Wspaniałe ilustracje autorstwa Dalii Żmuda-Trzebiatowskiej pięknie uzupełniają tę magiczną, mądrą opowieść."

- od wydawcy

   Byłam zaskoczona, gdy na mailu znalazłam prośbę od autora o recenzję książki. Wcześniej o niej nie słyszałam, ale chętnie wspieram fajne i mądre książki dla dzieci. A ta pozycja zdecydowanie taka jest. Martwiłam się tylko, ile czasu zajmie mi przeczytanie tej książki, ponieważ otrzymałam ją w formie elektronicznej. Jednak moje obawy były bezpodstawne, bo książkę czyta się jednym tchem.

   Styl autora, jak na debiut, jest świetny. Czyta się to bardzo dobrze i jestem pewna, że nawet największy mały przeciwnik czytelnictwa nie będzie się mógł od niej oderwać. Momentami jest bardzo śmiesznie, momentami niepokojąco, ale wszystko jest spójne. Autor miał bardzo fajny pomysł na połączenie polskiej przyrody i fajnej historii. Całość jest dopełniona pięknymi ilustracjami Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej - estetyka tych grafik bardzo przypadła mi do gustu.

   Fabuła jest opisem kilku dni z życia mieszkańców lasu. Mamy Pana Misia, który bezsprzecznie jest królem Lasu. Poznajemy jego przyjaciela Wilka, który niedawno założył rodzinę i stal się alfą stada. Jest Wiewiórka - największa plotkara Lasu. Spotykamy też Szczura, który zalazł za skórę tylu zwierzętom w Lesie, że postanawia z niego wyemigrować. Dla mnie najciekawszą postacią był Lis - mój ulubiony leśny zwierz - który paradoksalnie lituje się nad porwaną Kurą i postanawia ją przyjąć do własnego domu. To oczywiście, nie wszyscy bohaterowie, ale na pewno ci, którzy najdłużej zapadają w pamięć. Czytelnik może dowiedzieć się z tej książki jakie zwierzęta zamieszkują polskie lasy, jak w te lasy ingerują ludzie i vice versa i czy ta ingerencja wychodzi na dobre zwierzętom.

   Sięgnijcie po tę książkę lub dajcie ją swojemu dziecku, bo to naprawdę wartościowa pozycja, która nie tylko zajmie dziecko na jakiś czas, ale też dostarczy mu fajnej rozrywki i ciekawych informacji o pewnych zachowaniach ludzkich. Z niecierpliwością będę czekać na inne utwory Pana Trokowicza, bo drzemie w nim niezwykły potencjał na fantastycznego autora dla dzieci.

★★★★★★★★☆☆

wtorek, 29 września 2015

Król Wron - Szymon Krug

Tytuł: Król Wron
Autor: Szymon Krug
Data premiery: lipiec 2015 r.
Wydawca: MadMoth Publishing
Liczba stron: 378

   "Król Wron jest połączeniem klasycznego urban fantasy z motywami tradycyjnie należącymi do baśni.
Jej bohaterem jest mężczyzna, który z powodu jednej zupełnie nieistotnej decyzji trafia na pogranicze zaświatu, gdzie drapieżne stworzenia wypełzają spod szaf i łóżek, martwi rozgrzebują groby a wrony wieszczą bzdury w pustych ulicach i na kurhanach. Nowy ład zbliża się coraz głośniejszymi krokami a śniący budzą się z krzykiem w kolejnych koszmarach. Na dobre i na złe, na złe i jeszcze gorsze."

- od wydawcy

   O tej książce dowiedziałam się od siostry, i to właściwie tylko dlatego, że odezwało się do nas wydawnictwo z propozycją współpracy. Lubię wszelkie nowości, dlatego nie wahałam się. I tak książka znalazła się u mnie. Fajne jest to, że została wydana dzięki wsparciu osób nieznajomych. Ale od początku. Jakiś czas temu było wszędzie głośno to tak zwanym crowdfundingu, czyli obce osoby zbierają pieniądze na jakiś cel. W miejscowości na Podlasiu grupa przyjaciół postanowiła założyć wydawnictwo i wydać powyższą książkę. No i udało się! Bardzo budujące jest to, że jeszcze wielu osobom zależy na wydawaniu fantastycznych książek, a ta właśnie taka jest.

   Książkę czyta się jednym tchem. Styl autora jest niesamowicie plastyczny i obrazujący. Do tego stopnia, że czytając ją przed snem, bałam się później zasnąć. Bohaterowie mogliby być trochę bardziej opisani, ale to dodatkowo potęguje wrażenie niepewności i grozy. Po tym jak nie mogłam spać, zaczęłam czytać książkę tylko w dzień, ale i tak było strasznie. Chociaż momentami jest zabawnie, by za chwilę znowu powrócić na mroczny tor. Bardzo podobało mi się to, że tak mocno oddziaływała na mnie lektura, bo bardzo rzadko się to zdarza. Czytałam kilka książek Stephena Kinga i powiem Wam, że ta książka jest o niebo lepsza. King jest nazywany królem horroru, ale przy żadnej jego książce się nie bałam. Wielki szacun dla Szymona! (mam nadzieję, że wybaczy mi taką poufałość ;P )

   Adam to zwykły facet. Jest redaktorem we własnym wydawnictwie, ma dom, kochanego psa Łachmana oraz najlepszego przyjaciela Eliasza, z którym wspólnie prowadzi biznes. Pewnego dnia wracając z mocno zakrapianej imprezy postanawia skrócić sobie drogę do domu i zagłębia się w alejki miejskiego parku. Tam spotyka dziwnego osobnika, który brutalnie go bije i rozpruwa od szyi aż po pas. Następnego dnia budzi się w szpitalu. Czy to tylko mu się śniło, przywidziało? Czy zaczyna wariować od uderzenia w głowę? Po powrocie do domu zaczynają mu się śnić dziwne rzeczy. Niby mara senna, ale jaka realistyczna. Tak jakby działo się to wszystko na granicy jawy i snu. Zmartwiony przyjaciel wysyła go do szpitala psychiatrycznego na badania. Tam robi się jeszcze dziwniej. Zaprzyjaźnia się z dziewczynką o fioletowych ustach i młodym chłopakiem, który nie ma kontaktu ze światem rzeczywistym, a których zdaje się zauważa tylko on. Wszyscy nazywają go Pustym i zdają się znać jego historię i nic mu nie mówić. Adam i jego nowi przyjaciele postanawiają razem uciec, lecz bardzo osobliwy personel szpitala nie wypuści ich tak łatwo. Kim jest Król Wron, przed którym każdy go ostrzega? Dlaczego wszyscy twierdzą, że Adam nie ma duszy? I czy przyjdzie mu samemu zmierzyć się z tym, którego boi się każdy w obu światach?

   Okładka jest niesamowita! Świetnie oddaje klimat panujący w książce. Ilustracje w środku są, ale już nie tak bardzo obrazujące i straszne, i nie mam ich tak dużo, ale też są fajne. :)

   Jedyne zastrzeżenia jakie mam do książki to to, że jest sporo literówek, ale jak na debiut wydawnictwa nie jest źle. Przy następnej wydanej książce na pewno będzie lepiej. Drugie zastrzeżenie jest takie, że spodziewałam się po zakończeniu czegoś innego, że wyjaśni się choć trochę ta zagadka. Czy mam rozumieć, że ma być kontynuacja? Bo ja bardzo chętnie ją przeczytam. :D

   Podsumowując. Jest to idealna książka dla tych, co lubią literaturę mocną, brutalną, lubią się bać i odkrywać nowe szlaki w literaturze. Autor świetnie skonstruował fabułę, ma lekkie pióro, bohaterowie są wielowymiarowi i tacy, których za nic nie chciałbyś spotkać w biały dzień, a co dopiero w ciemnym zaułku w środku nocy. Można ją nabyć tylko na stronie wydawnictwa MadMoth Publishing.

★★★★★★★

sobota, 26 września 2015

Ruda Sfora - Maja Lidia Kossakowska

Tytuł: Ruda Sfora
Autorka: Maja Lidia Kossakowska
Data wydania: 2007 r.
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 486

   "Ruda Sfora spopiela świat i zaświaty, gdy triumfuje wiara przekonanych, że nie wierzą w nic.
Poprzedza ją żelazisto-mdły odór ran i śmierci. Naznaczona rdzą zakrzepłej krwi, potężna butą i nienawiścią, niszczy wszystko. Niczym ludzkość opętana bratobójczymi walkami w imię kolejnego czegoś tam..
Nad kosmosem Jakutów - na kształt mrocznego oparu - zawisło widmo z góry przegranej wojny. Straceńczej misji podjąć się muszą: młody szaman na kulawym, gadającym koniu, pieśniarz-wojownik z zadrą w sercu, harda półbogini i kościak-tupilak, który miał być bardzo zły... ale nie umiał."

- od wydawcy

   Od zawsze interesowałam się przeróżnymi mitologiami. Nie miało znaczenia z jakiego kraju, ale im bardziej dziwne były tym bardziej chciałam się w nie zagłębić. Jakiś czas temu trafiłam w telewizji na film Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków swoją drogą naprawdę świetny film i jeżeli niestraszne Wam dość dziwne elementy to szczerze polecam) , który przedstawia historie 26 kobiet z ludu mieszkającego na Syberii. Całość jest w klimatach właśnie mitologicznych, folkowych. Wtedy zaczęłam szukać więcej informacji o ludach syberyjskich i trafiłam na tę książkę, której kanwą stała się mitologia Jakutów.

   Książka jest tak dobrze napisana, że czyta się ja jednym tchem. Nie chce się jej odkładać ani na chwilę. Akcja szybko się rozkręca i pędzi bez przystanku do samego końca. Czytelnik MUSI dowiedzieć się, jak ta przygoda się skończy. A zdradzę Wam, że zakończenie jest bardzo zaskakujące.

   Bohaterowie są świetnie wykreowani. Tych głównych najgłówniejszych jest pięcioro. Początkujący szaman, trzynastoletni Ergis, jego najwierniejszy rumak Bębenek, wojownik-ołonchosut (pieśniarz) Ellej, tupilak Iwaszka oraz córka  boga ognia... książkę czytałam jakiś czas temu i nie pamiętam dokładnie jak ma imię. To dlatego, że ta dziewucha była strasznie zarozumiała i denerwowała mnie na każdym kroku. Iwaszka był momentami mocno irytujący, ale jego filozofia życiowa i głupiutkie teksty są na pewno potrzebnym elementem, bo rozładowują napięcie akcji. A tej w książce nie brakuje, bo tytułowa Ruda Sfora jest przerażająca i niemożliwością jest ją powstrzymać. Jednak nasi bohaterowie mimo wszystko podejmują się tej samobójczej misji i rozpoczynają wędrówkę poprzez dziewięć poziomów Nieba i Piekła, aby dowiedzieć się czym Ruda Sfora jest i jak z nią walczyć. Czy im się to uda będziecie musieli przekonać się sami. Jednak zapewniam, że naprawdę warto.

   Za każdym razem jak czytam książki od Fabryki Słów jestem pod wrażeniem pracy ilustratorów. Jest to wydawnictwo, które zatrudnia naprawdę świetnych artystów. Dominik Broniek stworzył do książki tak niesamowite w swojej prostocie, a zarazem oddające klimat książki ilustracji, że w głowie mi się to nie mieści. Koleżka ma wielki talent!

   Świetnym pomysłem było to, że na samym końcu został zamieszczony słowniczek, który wyjaśnia wszelkie elementy mitologii jakuckiej, które dla normalnego człowieka mogą być niezrozumiałe.

   Mało jest takich książek, które mnie rozwalają na łopatki. Ta książka zdecydowanie do nich należy i z wielką radością dodaję ją do grona moich ulubionych książek. A tych do tej pory mam raptem dwie. Na pewno będę do niej wracać, bo ta historia na pewno mi się nie znudzi. Koniecznie ją przeczytajcie, jeśli lubicie fantastykę. Jeśli za nią nie przepadacie, to mimo wszystko gwarantuję Wam, że się na niej zawiedziecie. Książka "cud, miód i orzeszki" - już dawno nie czytałam tak dobrej książki, i to jeszcze z naszego rodzimego rynku. 

★★★★★★★★★★

czwartek, 24 września 2015

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka

Tytuł: Morza Wszeteczne
Autor: Marcin Mortka
Data premiery: 25 września 2013 r.
Wydawca: Uroboros
Liczba stron: 412

   "Salwa burtowa i sufit walący się na głowę to na ogół kiepski początek dnia, ale dla Rolanda zwanego Wywijasem to najczęściej zwiastun wielkich zmian w życiu (o ile uda się je ocalić). Niestety Roland miast palić, grabić i rabować, jak na pirata przystało, wplątuje się w groźną wojnę. Dobrze, że może chociaż liczyć na swoje pirackie szczęście i zgraję typów spod bardzo ciemnej gwiazdy, dla których określenia: szaleniec, moczymorda czy pokraka brzmią jak niewinne komplementy."

- od wydawcy

   Na książkę natknęłam się jak tylko wyszła. Okładka zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam ją kiedyś przeczytać, ale nie koniecznie chciałam mieć ją na swojej półce. Długo szukałam jej w bibliotekach, aż ostatnio siostra powiedziała, że jest dostępna i nie ma na nią rezerwacji. Kazałam jej ją wypożyczyć i szybko zabrałam się za czytanie.

   Spotkałam się wcześniej z twórczością pana Mortki przy okazji czytania Domu pod pękniętym niebem. Byłam wtedy pod ogromnym wrażeniem stylu autora. I nadal jestem! Ta książka trzyma światowy poziom jeżeli chodzi o stylistykę. Autor wie jak budować napięcie, jak opisywać wydarzenia, aby lektura szybko się nie nudziła, bohaterowie są wielowymiarowi. No rewelacja pod każdym względem.

   Miałam też okazję przejrzeć książki dla maluchów spod pióra pana Mortki i muszę przyznać, że mało jest autorów, którzy dobrze pisaliby dla każdego wieku. Od lat 2 do 102. Bo mimo że ta książka jest dla młodszej młodzieży, to ja jako osoba dorosła świetnie się przy tej książce bawiłam i żałuję, że przyjdzie mi trochę poczekać na drugi tom.

   Wybuchy armatnie i salwy z broni z samego rana nie zwiastują nic dobrego. Jednak tak zaczyna się dzień kapitana Rolanda, sławnego pirata. Na dodatek okazuje się, że jego okręt został zatopiony. Aby uniknąć zagłady on i jego załoga schodzą do podziemi pirackiego miasta Necroville. Tam okazuje się, że pirat może pomóc mieszkającej pod miastem bestii, która w zamian pozwala mu zatrzymać okręt najeźdźcy "Błędnego Rycerza". Jednak już po kilku chwilach na statku okazuje się, że nie jest on takim normalnym statkiem. Cały statek pokryty demonicznymi symbolami, a w najciemniejszych zakamarkach słychać niepokojące dźwięki. Okazuje się, że sterowanie demonicznym statkiem nie jest wcale takie łatwe, a zgłębienie jego tajemnic nie jest wcale takie łatwe, ponieważ żaden z konstruktorów już nie żyje. Aby czegoś się dowiedzieć kapitan Roland musi udać się do kraju, który niegdyś pokonał kraj sprzymierzeńców demonów. Co tam odkryje? Dlaczego wszyscy polują na tajemniczy kryształowy sarkofag? I co właściwie z tym wszystkim maja wspólnego aniołowie? Ja już przekonałam się czy kapitanowi uda się wyjść cało z opresji. Mam nadzieję, że sięgnięcie po tę książkę i poczujecie się jak prawdziwy pirat! Arr...!

   Projekt okładki i ilustracje w środku książki są niesamowite. Od razu czuć klimat pirackich przygód i niesamowitych wydarzeń. Muszę przyznać, że z większością załogi "Błędnego Rycerza" nigdy nie chciałabym mieć styczności, ale z drugiej strony są to bardzo fascynujące osobowości, którzy koniec końców nie okazują się wcale tacy źli. Chyba. :P

   Podsumowując, pan Mortka powalił mnie swoimi pomysłami, które ubrał w świetną historię, którą zainteresuje się każdy bez względu na płeć czy wiek. Prawdziwa gratka dla chłopców, którzy uwielbiają piratów i ich przygody. Ponadto powieść niesie za sobą kolka bardzo mądrych przesłań. Czyli świetna i mądra książka w jednym!

★★★★★★★

piątek, 21 sierpnia 2015

Upiór Południa. Czerń - Maja Lidia Kossakowska

Tytuł: Upiór Południa. Czerń
Autorka: Maja Lidia Kossakowska
Data wydania: 29 lipca 2009 r.
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 240

   "Malaria szepcze do mnie czule, lód w mojej głowie zaraz rozsadzi mózg, czuję jak tyka niewidzialny zegar uzbrojonej bomby. Krwi!!!
Korespondenci wojenni - akolici obłąkanego, żądnego krwi boga, zwanego opinią publiczną. Jego kaprys rzuca ich poza śmierć, czas i zaświaty. Wprost do prywatnej piwnicy Pana Boga, by odkryć krainę Pana Kałasznikowa. Ale i on jest tu tylko sługą.
Afryka to prastary kontynent. Duchy, przodkowie, demony, orisza. Wszyscy tu są. I skądś muszą czerpać energię, by żyć.
To jeszcze szaleństwo, czy już opętanie?"

- od wydawcy

Cykl 'Upiór Południa'
Czerń | Pamięć Umarłych | Burzowe Kocię | Czas Mgieł

   Po przeczytaniu Grillbar Galaktyka, wiedziałam, że to nie koniec mojej przygody z twórczością pani Kossakowskiej. Ponieważ nie znalazłam w bibliotece Rudej Sfory, postanowiłam zacząć cykl Upiór Południa - o którym właściwie nic wcześniej nie wiedziałam, ale chciałam przeczytać.

   Do stylu przyczepić się nie mogę, bo jest naprawdę fantastyczny. Książkę czyta się szybko i sprawnie, jedyny mankament to chyba fabuła.

   Spodziewałam się książki naszpikowanej wierzeniami afrykańskimi, które co i rusz będą przez książkę się przewijać i wpływać na bohaterów.
Książka jest o reporterze wojennym, Jacku Wilczyńskim, który po powrocie do domu zaczyna widzieć swoich zmarłych kompanów. Gdy wszystkie te terapie, na które chodził nie przynosiły żadnych rezultatów, bohater postanawia wrócić na Czarny Ląd. Tam dowiaduje się zaskakujących rzeczy, które zmieniają jego patrzenie na świat.

   Z elementów magicznych występuje w tej książce tylko opętanie przez bóstwo, trochę szamańskiej magii i to na tyle. Naprawdę spodziewałam się książki, wręcz ociekającej afrykańskimi wierzeniami i niesamowitymi wydarzeniami, a dostałam coś bardzo mdłego i bardzo normalnego. Plusem jest to, że książka przedstawia Afrykę, taką jaka ona w rzeczywistości jest, czyli brutalną, owładniętą wojną i ludźmi, którzy na tejże chcą się wzbogacić.

   Podsumowując, książka nie spełniła do końca moich oczekiwań, ale nie była taka zła. Myślę, że dokończę serię, aby przekonać się, co stanie się dalej. Jeżeli ktoś szuka polskiej fantastyki z krwi i kości, może się troszkę rozczarować. Nie wiem do końca jaki mam stosunek do tej książki, dlatego daję jej połowę gwiazdek.

★★★★★☆☆☆☆

czwartek, 6 sierpnia 2015

Dziewczyńskie bajki na dobranoc

Tytuł: Dziewczyńskie bajki na dobranoc
Autor: praca zbiorowa
Data wydania: 20 listopada 2008 r.
Wydawca: AMEA
Liczba stron: 336

   "Dziewczyńskie bajki na dobranoc to książka, którą czyta się jednym tchem. Przewrotnie, refleksyjnie i z humorem odkrywa przed nami świat dorosłych, niewyspanych księżniczek, asertywnych Kopciuszków, pewnych siebie Czerwonych Kapturków, a nawet podstarzałego Wilka. Autorki tej książki zachęcają do przypomnienia sobie znanych baśni, a także do zastanowienia się nad tym, co by było gdyby losy wszystkich księżniczek i królewien potoczyły się inaczej, niż to zapisano?  Może Kopciuszek wcale nie chciałby iść na bal, ani wkładać niewygodnych pantofelków? Może Śpiąca Królewna budząc się, wcale nie marzyłaby o Księciu z bajki? Dziewczyńskie bajki na dobranoc to zbiór opowieści, w których osiemnaście autorek zmierzyło się z symboliką starych opowieści, błyskotliwie je interpretując."

- lubimyczytac.pl

   Książkę dorwałam na jakimś kiermaszu książkowym za kilka złotych. Tematykę baśniową uwielbiam, mimo swoim dwudziestu paru lat. Baśnie braci Grimm są moimi ulubionymi, dlatego jak przeczytałam, że autorki zinterpretowały na swój sposób najbardziej znane baśnie z dzieciństwa, wiedziałam, że będę się przy tej książce świetnie bawić. I nie zawiodłam się! No prawie się nie zawiodłam - ostatnie opowiadanie było koszmarnie nudne i nie dałam rady go skończyć. Książka dodatkowo jest wzbogacona o zdjęcia, które nawiązują do baśniowych interpretacji.

   Interpretacje te są naprawdę zaskakujące! Najbardziej podobały mi się te o Brzydkim Kaczątku i Królowej Śniegu! Pomimo, że osadzone we współczesności mają w sobie sporą doże magii i tajemnicy, przy której nie sposób się nudzić. Czytanie przyspiesza dodatkowo dość duża czcionka i gruby, przyjemny w dotyku papier. Można też ją wszędzie zabrać, bo ma dość niewielki format i nie trzeba jej dźwigać.

   Myślę, że kiedyś wrócę do niektórych tych bajek, bo były naprawdę dobre. Ja za literaturą kobiecą nie przepadam, więc raczej nie sięgnę po inne książki autorek, ale jeśli lubicie tego typu literaturę i bajki, przede wszystkim!, warto sięgnąć po tę książkę.

★★★★★★★☆☆☆

piątek, 17 lipca 2015

Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze

Tytuł: Studio Ghibli. Miejsce filmu animowanego w japońskiej kulturze
Autor: praca zbiorowa
Data premiery: 2012 r.
Wydawca: Kirin
Liczba stron: 365

   "Książka ukazuje fenomen, jakim jest japoński film animowany, posługując się przykładem twórczości Studia Ghibli. Autorzy analizują kolejno produkcje studia, zwracając uwagę na zawarte w nich motywy, przesłanie, koncepcję, inspiracje oraz filozofię. Podkreślają szerokie spektrum tematyczne filmów oraz kunszt związany z samą techniką animacji. To niezwykle cenne źródło wiedzy dla badaczy współczesnej kultury popularnej, filmoznawców, ale również i dla wielbicieli japońskiej animacji."

- lubimyczytać.pl

   Filmy Studia Ghibli uwielbiam. Mój ulubiony to Ruchomy Zamek Hauru, ale wszystkie produkcje są niesamowite.

   Autorzy esejów zawartych w książce po kolei analizują filmy, które zostały wydane przez te studio. Na początku czytelnik dowiaduje się o wydarzeniach, które spowodowały, że Hayao Miyazaki i Isao Takahata wspólnie założyli studio filmowe, dlaczego nazwali jest od arabskiego słowa i inne ciekawostki. Później jest artykuł jednego współpracownika w studiu o tym jak ważna rolę w tworzeniu filmu odgrywa producent. Po tym wstępie następują analizy filmów według kolejności wypuszczania ich na rynek. Brakuje mi tylko jakiegoś słowa na zakończenie.

   Nie potrafię ocenić tej książki. Może dlatego, że jest to analiza filmów z punktu widzenia kulturoznawców. Są to fakty, dlatego ciężko jest ocenić to pod względem artystycznym, łatwości pisania itp. Niemniej jednak jeżeli jesteście fanami tych filmów to bardzo polecam tę książkę jako uzupełnienie do nich. A jeżeli jeszcze nie oglądaliście żadnego filmu Studia Ghibli to koniecznie musicie to nadrobić, bo oprócz walorów artystycznych te filmy wnoszą wiele dobrego do życia.

   Nie jest to typowa recenzja. Mogę w sumie podciągnąć to nawet pod posty filmowe. Zależało mi na zwróceniu waszej uwagi na japoński film animowany, który uważam za bardziej wartościowy niż niejeden film animowany ze Stanów Zjednoczonych (oczywiście zdarzają się wyjątki). Na koniec łapcie kilka zwiastunów. :)





czwartek, 28 maja 2015

Sezon burz - Andrzej Sapkowski

Tytuł: Sezon burz
Autor: Andrzej Sapkowski
Data premiery: 6 listopada 2013 r.
Wydawca: SuperNOWA
Liczba stron: 404

   "Miecze wiedźmina.

Miecz pierwszy jest stalowy. Stal syderytowa, ruda pochodząca z meteorytu. Kuta w Mahakamie, w krasnoludzkich hamerniach. Długość całkowita czterdzieści i pół cala, sama głownia długa na dwadzieścia siedem i ćwierć. Wspaniałe wyważenie, waga głowni precyzyjnie równa wadze rękojeści, waga całej broni poniżej czterdziestu uncji. Wykonanie rękojeści i jelca proste, ale eleganckie.

Miecz drugi, podobnej długości i wagi, srebrny. Na jelcu i całej klindze znaki runiczne i glify.

Cena wywoławcza tysiąc koron za komplet."

- od wydawcy

   Cykl wiedźmiński
Ostatnie życzenie | Miecz przeznaczenia | Krew elfów | Czas pogardy | Chrzest ognia | Wieża jaskółki | Pani jeziora | Coś się kończy, coś się zaczyna | Sezon burz

   Zacznę nietypowo, bo od strony fizycznej książki. Okładka jest niezwykle miła w dotyku. Zawdzięcza to nietypowej fakturze papieru, z jakiego została wykonana. Kojarzy mi się trochę jakby ze skórą, taka hybryda skóry i papieru. Naprawdę bardzo przyjemnie się ją trzyma w ręku i, może też dlatego nie chce się jej odkładać. Wizualnie też jest bardzo ciekawa. Moje wydania cyklu i tą książkę dzieli prawie dekada i widać, jak bardzo grafika poszła do przodu. :) Dodatkowo książka została wydrukowana na bardzo przyjemnym kremowym i grubym papierze, co zdecydowanie ułatwi czytanie, w parze z dość dużymi, jak na literaturę dla dorosłych, literami.

   Tak jak w przypadku poprzednich opowiadań, Geralt i tutaj przeżywa najróżniejsze przygody, jedne mrożące krew w żyłach, inne ckliwe niesamowicie, jednakże przez cały czas przewija się wątek główny. Mianowicie ktoś skradł wiedźmińskie miecze, i wiadomo tylko, że chce je sprzedać. A trzeba Wam wiedzieć, że takie miecze to rarytas dla kolekcjonerów, ponieważ stanowią komplet i niełatwo o taki. Miecze po prostu przepadły i nikt nie wie, co się z nimi stało. Nasz bohater postanawia mimo wszystko jakoś je odzyskać, a nie jest to łatwa rzecz, gdy w międzyczasie dostaje zlecenia. Jak pracować bez podstawowego narzędzia pracy?! Geraltowi jakoś się to udaje, wszak w niejednej walce brał udział. Sapkowski daje czytelnikowi głośną, krwawą i brutalną powieść o przygodach Białego Wilka.

   Za każdym razem, gdy czytam prozę Sapkowskiego, autor zaskakuje mnie lekkim stylem i świetnym warsztatem, jeżeli chodzi o budowanie akcji. I muszę przyznać, że wśród rodzimych autorów niewiele jest takich perełek, albo ja po prostu na nich nie trafiłam.

   Podsumowując, jest to książka najwyższych lotów i wcale nie odbiega od innych opowiadań Sapkowskiego, mimo że została wydana dekadę po nich. Myślę, że akurat ta książka spodoba się wszystkim bez względu na płeć, wiek, status społeczny czy jeszcze coś innego. Uważam, że ciekawie byłoby zacząć przygodę z cyklem wiedźmińskim właśnie od tej książki, ponieważ jest bardzo dobrze wyjaśniony zawód wiedźmina, jakie prowadzi życie i dlaczego jego miecze są tak ważne.

   Aż szkoda, że na świecie bardziej popularne są gry o naszym Białym Wilku. A tak a propos gier, to przymierzam się do jej kupna. Wprawdzie Dzikiego Gonu nie kupię, bo mam za słaby komputer, ale zastanawiam się na drugą częścią. Czy ktoś z Was może miał kiedyś styczność? Grał? Słyszał opinie?

★★★★★★★☆☆☆

piątek, 24 kwietnia 2015

Miecz przeznaczenia - Andrzej Sapkowski

Tytuł: Miecz przeznaczenia
Autor: Andrzej Sapkowski
Data wydania: 1992 r.
Wydawca: SuperNOWA
Liczba stron: 368

   "Wiedźmiński kodeks stawia tę sprawę  w sposób jednoznaczny: wiedźminowi smoka zabijać się nie godzi. To gatunek zagrożony wymarciem. Aczkolwiek w powszechnej opinii to gad najbardziej wredny. Na oszluzgi, widłogony i latawce kodeks polować przyzwala.
Ale na smoki - nie.
Wiedźmin Geralt przyłącza się jednak do zorganizowanej przez króla Niedamira wyprawy na smoka, który skrył się w jaskiniach Gór Pustulskich. Na swej drodze spotyka trubadura Jaskra oraz - jakżeby inaczej - czarodziejkę Yennefer. Wśród zaproszonych przez króla co sławniejszych smokobójców jest Eyck z Denesle, rycerz bez skazy i zmazy, Rębacze z Cinfrid i szóstka krasnoludów pod komendą Yarpena Zigrina. Motywacje są różne, ale cel jeden.
Smok nie ma szans."

 - lubimyczytać.pl


Cykl wiedźmiński
   Ostanie życzenie | Miecz przeznaczenia | Krew elfów | Czas pogardy | Chrzest ognia | Wieża jaskółki | Pani jeziora | Coś się kończy, coś się zaczyna | Sezon burz

   Stwierdziłam, że po pierwszym tomie opowiadań muszę sobie zrobić małą przerwę od wiedźmina. Bardzo mi się podobają te książki, ale co za dużo to niezdrowo. 

   Fajne jest to, że ten tom opowiadań skupia się na relacjach międzyludzkich wiedźmina. Czytelnik ma szansę zapoznać się bliżej z miłością Geralta do Yennefer, czarodziejki tak nieobliczalnej jak zmiany pogodowe. Jest też rozwinięcie jednego opowiadania z pierwszej części, a mianowicie wątek dziecka, które zostało Geraltowi przeznaczone. Czytelnik jest świadkiem jego pierwszego spotkania z Ciri oraz rozwoju ich znajomości. Są również inne smaczki, ale to już zostawiam Wam. Przekonajcie się sami, że wiedźmin to też człowiek, pomimo swoich mutacji.

   Co do stylu autora, to Pan Sapkowski jest mistrzem w pisaniu. Ani razu nie było momentu, że mnie znużyło i miałam ochotę zrobić sobie przerwę.

   O okładce znów nie mogę się wypowiedzieć. Ta sama stylistyka lat 90. W ogóle do mnie nie trafia. 

   Wyszło bardzo krótko, ale chyba nie potrafię pisać więcej o kolejnych tomach. Za każdym razem zastanawiam się jak moja siostra to robi, że jej recenzje są długie na co najmniej kartkę A4! 
Następną książkę, którą przeczytałam jest Sezon burz. Już pisałam, że chronologia sprawia, że nie czuję się zaplątana. Wyglądajcie recenzji na początku czerwca (moja siostra pomimo przygotowań do matury idzie jak burza z czytaniem i recenzje zaplanowane są do końca maja, a niektóre nawet na dalsze terminy).

★★★★★★★★☆☆

piątek, 17 kwietnia 2015

Chłopcy - Jakub Ćwiek

Tytuł: Chłopcy
Autor: Jakub Ćwiek
Data wydania: 7 listorpada 2012 r.
Wydawca: Sine Qua Non
Liczba stron: 320

   "Rykiem silników, hukiem wystrzałów i głośnym: BANGARANG! - tak zwiastują swoje przybycie Zaginieni Chłopcy, najbardziej niezwykły gang motocyklowy na świecie. Niegdyś wierni towarzysze Piotrusia Pana, dziś odziane w skórzane kurtki zakapiory pod wodzą zabójczo seksownej Dzwoneczek. Zrobią wszystko by przetrwać... i dobrze się przy tym bawić. Bez względu na cenę.

Jakub Ćwiek powraca z nową wystrzałową historią! Przekonajcie się, co wyjdzie z połączenia ciężkiego klimatu rodem z popularnego serialu Sons of Anarchy z bajkowymi postaciami z klasycznej powieści Jamesa M. Barriego Piotruś Pan."

- lubimyczytać.pl


Chłopcy | Chłopcy 2. Bangarang | Chłopcy 3. Zguba | Chłopcy 4. Największa z przygód

   Już pisałam to wielokrotnie, ale powtórzę. Nie przepadam za fantastyką, a polską znam jeszcze słabiej niż zagraniczną. Jednak, gdy przez przypadek w jednej z księgarń znalazłam trzeci tom, to mnie oczarowała ta książką. Wizualnie i fabularnie! Jestem wielką fanką Piotrusia Pana chłonę wszystko, co z nim związane. A jak jeszcze przerobiono opowieść na formę ciężką, z pazurem, to wiedziałam, że to będzie hit. I nie zawiodłam się!

   Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Autor nie zanudza czytelnika zbędnymi opisami czy nieistotnymi wątkami. Książka jest pełna akcji, a czytelnik pochłania ją jednym tchem, tylko dlatego żeby przekonać się jak to się wszystko skończy. Bohaterowie są świetnie wykreowani, tak dobrze, że nawet jestem w stanie uwierzyć, że to właśnie oni byli kiedyś tymi chłopcami ze świty Piotrusia Pana.

   Ilustracje idealnie oddają klimat książki. Aczkolwiek okładkę i grafiki ze środka robiło dwóch różnych ilustratorów. Muszę przyznać, że wizja Dzwoneczka z okładki bardziej mi przypadła do gustu niż ta na kartach książki. Niemniej jednak obu artystom udało się wpasować do mrocznego klimatu utworu. Cieszę się, że wydawnictwo postawiło na białe tło okładki.

   Książka składa się z kilku dłuższych rozdziałów, w których czytelnik powoli odkrywa, co wydarzyło się, gdy Piotruś Pan pokonał kapitana Haka i jak po tych wydarzeniach musiała radzić sobie Dzwoneczek i Zagubieni Chłopcy. Szczerze powiedziawszy to muszę przyznać, że gdyby Piotruś Pan i jego banda byli prawdziwi to z chęcią dołączyłbym do nich. I tak mamy tu walkę z zombie podobnymi stworami, magiczne przemieszczanie się przez Skrót czy nawet niebiezpieczne spotkanie z Cieniem. Przy tej książce naprawdę nie można sie nudzić i powinien ja przeczytać każdy kto choć trochę lubi mocny klimat panujący w książęce czy Piotrusia Pana i jego przygody. Już nie mogę sie doczekać, aż przeczytam kolejne tomy!

    Po skończeniu bardzo chciałam wziąć się za następny tom, ale stwierdziłam, że poczekam i odłoże tę przyjemność na inny dzień. Po pierwsze nie chciałabym Was zanudzić cały czas tą samą tematyką, a po drugie mam jeszcze kilka innych serii, które zaczęłam, m. in. Grę o Tron. Już nie mogę się doczekać, aż znów zacznę oglądać serial. Na razie zaczęłam 3 sezon.

★★★★★★★★☆☆

wtorek, 10 marca 2015

Staś i Weronika - Jacek Dubois

Tytuł: Staś i Weronika
Autor: Jacek Dubois
Data wydania: 19 listopada 2013 r.
Wydawca: Oficyna 21
Liczba stron: 156

   "Rodzina państwa Obłoków na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od innych rodzin. Pan Obłok jest architektem, pani Obłok tłumaczy książki z języka hiszpańskiego. Ich dzieci, Staś i Weronika, chodzą jeszcze do szkoły. Na pozór nie ma w tym nic niezwykłego, nieprawdaż? Rodzinę Obłoków trudno pomylić z kimkolwiek. Posiada ona pewien rzadko spotykany dar - dar nieustannego wpadania w tarapaty.

Staś i Weronika to książka dla prawdziwych księżniczek i prawdziwych piratów. W każdym razie opowiada o prawdziwych przygodach małej księżniczki i małego pirata, którzy są zawsze gotowi pomagać swoim rodzicom. I wtedy, gdy trzeba, i wtedy, gdy nie. Z tą dwójką po prostu nigdy nie można się nudzić!"

- lubimyczytać.pl

   Muszę się przyznać, że po lekturze Momo, ty łobuzie! Jacka Dubois bardzo sceptycznie podchodziłam do tej książki.Bardzo obawiałam się, że ta książka okaże się równie infantylna. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest wręcz odwrotnie!

   Książka składa się z kilkunastu rozdziałów. Pierwszy i ostatni są w narracji pierwszoosobowej, w której czytelnik dowiaduje się dlaczego Staś zaczął opisywać swoje życie rodzinne. Każdy z rozdziałów opisuje inną historię. Głównie dotyczą one dialogu pomiędzy rodzicami a dziećmi i wynikacjące z tego konsekwencje. Moją ulubioną historią jest chyba ta, w której Staś i Weronika podłączają tatę do akumulatora, dlatego że ten twierdził, że musi podładować swoje baterie. Są rownież inne prześmieszne sytuacje. Jakie? Sami musicie przekonać sie, że pomysłowość dzieci jest nieskończona i często bardzo zaskakująca.

   Tę książkę zilustrował ten sam pan, który zajął się rysunkami do poprzedniej książki. Mianowicie pan Tomek Minkiewicz. Bardzo podoba mi się jego kreska, jest bardzo komiksowa, ale akurat do tej książki idealnie to pasuje.

   Żałuję jednej rzeczy. Szkoda, że książka nie ma kontynuacji, bo tak mądrej i świetnie napisanej, a przy tym tak bardzo życiowej, książki dla dzieci dawno nie czytałam. Będzie się podobać zarówno dzieciom, jak i rodzicom! Jestem przekonana, że niejedna rodzina znajdzie swoje zachowania na kartach tej książki!

   Za możliwość przeczytania Stasia i Weroniki chciałabym serdecznie podziękować Pani Małgorzacie z Oficyny 21!


★★★★★★★★☆☆

środa, 28 stycznia 2015

Momo, ty łobuzie! - Jacek Dubois

Tytuł: Momo, ty łobuzie!
Autor: Jacek Dubois
Data wydania: 4 września 2014 r.
Wydawca: Oficyna 21
Liczba stron: 192

   "Pies o imieniu Momo istnieje naprawdę. To potężny Rhodesian Ridgeback, czyli rodezjan afrykański, potomek jednego z najstarszych psich rodów na świecie. Przodkowie Moma podobno towarzyszyli ludziom już w starożytnym Egipcie. Wędrowali z nimi przez całą Afrykę w poszukiwaniu wody, jedzenia i nowych siedlisk. Jak głoszą legendy, nieraz bronili swoich opiekunów przed lampartami, gepardami, a nawet... przed lwami.
   Ale nasz Momo jeszcze o tym wszystkim nie wie. Na razie pędzi beztroski żywot psa-łakomczucha. Dni mijają mu na spacerach, buszowaniu w kuchni i zabawach z innymi psami. Oczywiście, do czasu... Za sprawą kilku przypadków jego życie już niedługo zmieni się nie do poznania..."

- od wydawcy

   Jak przeczytałam, że jest to książka o psie, który ma zapędy detektywistyczne to byłam wniebowzięta. Liczyłam na kryminał dla dzieci, w którym będzie się coś działo. Jednak gorzko się zawiodłam.

   Autor ma dobre pióro i widać, że całkiem nieźle radzi sobie z książkami dla dzieci (jak na adwokata). Odnoszę jednak wrażenie, że fabularnie i stylem pisania ta książka przypadnie do gustu dzieciom w wieku 3-5 lat.

   Miała być książka o psie i jego przygodach, a jest książka o wyjątkowo głupim i irytującym psie, którego przemyślenia burzyły mi tylko krew w żyłach. Momo jest potężnym, ale dość tchórzliwym psem, który kocha spać, jeść (głównie parówki), a jego postura sprawia, że demoluje wszystko dookoła.

   Narracja jest pierwszoosobowa i muszę przyznać, że tak wyobrażam sobie myślenie psa. Udało mu się schwytać złodziei, udaje mu się zostać twarzą lemoniady i bohaterem książki, ale po za tym w tej książce nie ma ani grama jakiejś większej akcji.

    Raczej książka do poczytania dziecku do snu, a nie, żeby czytać samemu.

    Wyszło krótko, ale nie potrafię napisać nic więcej na temat tej książki, ponieważ nawet jak o niej myślę, to czuję irytację.

★★★★★☆☆☆☆☆

sobota, 6 grudnia 2014

Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie - Anna Czerwińska-Rydel

Tytuł: Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie
Autorka: Anna Czerwińska-Rydel
Data wydania: 2014 r.
Wydawca: Wydawnictwo Muchomor
Liczba stron: 149

   "Moc czekolady to książka o sile wyobraźni i pracowitości trzech pokoleń rodziny Wedlów, którzy z małej cukierni stworzyli nowoczesne czekoladowe imperium. Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz bywali w ich pijalni czekolady, a Zofia Stryjeńska projektowała opakowania wedlowskich słodyczy."

- od wydawcy

   Dziś Mikołajki! Jest to idealny dzień, aby przedstawić Wam tę smakowitą książkę. Z racji tego, że pracuję w sklepie z zabawkami i książkami dla dzieci, muszę znać te książki. Ta książka jest doprawdy niesamowita!

Dla nas, którzy anno 1900 i w jego okolicach uprawialiśmy czekoladowe smakoszostwo, nie zaginęły jeszcze cuda klechd i bajek, więc kojarzymy Wedla z Grimmem i Andersenem

- Julian Tuwim

   Autorka ma świetny warsztat pisarski. W niezwykły sposób połączyła fakty historyczne z literaturą. Opowieść snuta jest tak jak każda inna, a może nawet lepiej. W ogóle nie miałam ochoty odkładać jej ani na chwilę, i tak skończyłam ją w jeden dzień. Ja, jako czytelnik, w ogóle nie odczułam, że czytam książkę o prawdziwych wydarzeniach. W każdym razie cała książka jest tak  napisana, że od razu miałam ochotę lecieć na ulicę Szpitalną do Staroświeckiego Sklepu (miałam zamiar zamieścić zdjęcia z tego miejsca, ale nie miałam ostatnio czasu, aby się tam wybrać).

   Trochę ciężko opisać fabułę, bo w sumie to jej tak trochę nie ma. W każdym razie czytelnik poznaje same początki kakao, jak to się stało, że je odkryto, czemu zawdzięcza swoją nazwę, itd, kończąc na tym, co działo się z fabryką Wedla podczas wojny. Faktem jest jednak to, że książka jest jedynie wstępem do dalszego poznawania historii czekoladownictwa w Polsce, ale i na świecie. Osoby ciekawe jak to się wszystko zaczęło nie będą zawiedzione, ale osoby, które oczekują pełnowartościowej biografii Wedlów, niestety się rozczarują.

   Fajne jest również to, że oprócz kilku przepisów na samym końcu książki, zamieszczone zostały kody QR, które odsyłają czytelnika do różnych smaczków dotyczących kakao czy fabryki Wedla.

   Na sam koniec wrzucam link do niesamowitego filmiku od Wedla: kierunek przyjemność. Oraz dwa przepisy z książki. A Wam życzę udanego dnia.




★★★★★★★★☆☆

poniedziałek, 1 września 2014

Ostatnie życzenie - Andrzej Sapkowski

Tytuł: Ostatnie życzenie
Autor: Andrzej Sapkowski
Data wydania: 1993 r.
Wydawca: superNOWA
Liczba stron: 288

   "Wiedźmin nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa strzegący moralnej i biologicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem. Przewrotna literacka robota łącząca walory moralitetu, postmodernistycznej zabawy dla intelektualistów i przygodowego czytadła dla każdego.
Do czterech klasycznych opowiadań z lat 1986-1990 dołączył Sapkowski trzy dotąd nie publikowane nowele, które dają pełniejszy wgląd w przeszłość Geralta. Oto wiedźmin wojuje z diabołem, poluje wraz z Jaskrem na wielkiego suma, ulega groźnemu czarowi pięknej Yennefer i ląduje w więziennych lochach grodu, w którym panoszy się wszechmocny i mściwy dżinn... Okazuje się, że wyczyny Geralta nie są obojętne dla jego kondycji, istnieją duchowe i fizyczne koszta wiedźmińskiej roboty - za wszystko trzeba płacić."

- od wydawcy

Cykl wiedźmiński
Ostatnie życzenie | Miecz przeznaczenia | Krew elfów | Czas pogardy | Chrzest ognia | Wieża jaskółki | Pani jeziora | Coś się kończy, coś się zaczyna | Sezon burz

   Właściwie to pierwsze podejście do cyklu wiedźmińskiego miałam już sześć lat temu, kiedy to tata  na początku liceum przywiózł mi dwie książki, które mogły mi się spodobać. Nie miałam wtedy w Warszawie żadnego księgozbioru, więc od czegoś trzeba było zacząć. Już wtedy wiedziałam kto to Wiedźmin i z czym się to je, bo razem z tatą oglądałam serial. Książki jakoś bałam się zacząć. Nie przepadam za fantastyką jako literaturą. Filmy owszem, oglądam i mi się całkiem podobają. W tym przypadku bałam się, że lektura zmieni moje podejście do ulubionego w tamtych czasach serialu, że książka na tyle da mi popalić, że mnie zanudzi. 

   Teraz po skończeniu pierwszego tomu, a właściwie nie tomu tylko zbioru opowiadań, żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej. Sapkowskiemu ani razu nie udało się mnie zanudzić i nawet niezbyt lubiana przeze mnie fantastyka sprawiła, że bawiłam się przy lekturze bardzo dobrze. Autor ma niezwykły dar pisania. Wie gdzie dać jakie zabiegi stylistyczne, żeby wszystko miało ręce i nogi i czytelnik nie chciał się oderwać ani razu od książki.

   Szczerze powiedziawszy wolę czytać książki, które są ułożone chronologicznie. To daje mi pewien komfort w czytaniu. Nie czuję się jakbym była na karuzeli zwanej historią życia bohatera. Ta książka jest z tych, co nie są ułożone chronologicznie. Są to opowiadania, z których możemy się dowiedzieć o przeszłości (względem sagi o wiedźminie, która zaczyna się od książki Krew elfów). Opowiadanie Głos rozsądku, jest, nazwijmy to, opowiadaniem głównym, gdzie Geralt nabiera sił po tragicznym spotkaniu ze strzygą, która o mało go nie zabiła. Inne opowiadania są retrospekcjami tych wydarzeń, które poruszane są w "opowiadaniu głównym". I tak czytelnik dowiaduje się, że Geralt prowadzi życie obfitujące w różnego rodzaju przygody, spotyka przenajróżniejsze stwory, od kikimór (nie wiem czy tak to się odmienia) zaczynając, a kończąc na wściekłych dżinnach. Jak wyszedł Geralt z każdego z tych spotkań? Cóż, raz było lepiej, raz gorzek, a czasami nawet fatalnie. Jednak ja nie będę zdradzać Wam szczegółów. Sięgnijcie po tę książkę, bo jest naprawdę świetna, chociaż coś czuję, że wiele z Was już ją czytało.

   Okładka nie jest kunsztem, jeżeli chodzi o grafikę, ale nie mogę wymagać wiele od grafików z lat 90. ubiegłego wieku. Książka jest zaledwie tylko rok młodsza ode mnie.

   Jestem oczarowana tą książką tak bardzo, że nawet nie potrafię tego opisać. Styl autora: cud miód, fabuła: cud miód i orzeszki. Geralt z Rivii jest najbardziej fascynującym bohaterem, z jakim przyszło mi się spotkać. Jestem zaskoczona, że serial jest całkiem niezłym i szczegółowym odzwierciedleniem książki. Oczywiście książka jest zdecydowanie od niego lepsza! Ale umówmy się szczerze, że zwykle tak jest.

   Gdy czytacie ten post, ja jeszcze wygrzewam się w Grecji. Ale już niedługo będę z powrotem, i z kilkoma recenzjami. :) 

★★★★★★★★★★

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka