Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

wtorek, 12 czerwca 2018

Shinrin-Yoku // dr Qing Li


Lubię spacery po lesie. Ostatnio mam na to bardzo mało czasu, ale w końcu nadchodzą wakacje i będzie go trochę więcej. Las mnie uspokaja - jego dźwięki i zapach chętnie wzięłabym ze sobą do domu. Do tej pory myslałam, że to po prostu stateczność drzew tak na mnie działa. 

Okazuje się jednak, że to nie tylko kontakt z przyrodą tak działa. Ta książka uświadomiła mi, że na uspokojenie ma wpływ wiele czynników, od substancji wydzielanych przez drzewa, poprzez bakterie żyjące w glebie a na dźwiękach kończąc.

Dr Qing Li to specjalista medycyny leśnej. Tak, dobrze widzicie. Medycyny leśnej czyli uzdrawiania poprzez wizyty w lesie. Oczywiście drzewa nie wyleczą nas z chorób, ale mogą przyczynić się do tego, że nie zachorujemy lub dodadzą nam energii do walki z nimi. Autor przez wiele lat prowadził badania jak wizyty w lesie poprawiają nasze samopoczucie i stan zdrowia, nie tylko zaraz po spacerach, ale badał też skutki długofalowe. 

Jakie było moje zdziwienie, gdy przeczytałam, że 2-godzinny spacer po lesie raz w tygodniu może znacznie zwiększyć aktywność komórek antyrakowych, obniżyć stres i ciśnienie krwi czy nawet osłabiać depresję. 

Książka oprócz opisu badań zawiera wskazówki do samodzielnego praktykowania shinrin-yoku - i wcale nie jest potrzebny do tego las, medycynę leśną można praktykować nawet w miejskim parku. Autor zachęca do zwolnienia, zostawienia telefonu w domu i chłonięciu lasu całym sobą (włączając w to chodzenie boso czy jedzenie w lesie). Ale nie martwcie się osoby z chronicznym brakiem czasu - las można zaprosić do siebie. Co mam na myśli? Olejki eteryczne i rośliny doniczkowe.

Po lekturze postanowiłam wygospodarować te 2 godziny w tygodniu dla lasu, a tak naprawdę dla siebie, bo w obecnych czasach mamy bardzo niewielki kontakt z naturą. Polecam każdemu, a tym co mieszkają blisko lasu zazdroszczę. Dodatkowym atutem jest na pewno bardzo prezentowe wydanie książki - ładna okładka, piękne zdjęcia i ciekawe łamowe strony.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Pszczoły // Joachim Petterson


Muszę się do czegoś przyznać. Panicznie boję się owadów żądlących. Do niedawna nie lubiłam miodu. Mimo to czuję wielki szacunek do pszczół i chciałabym kiedyś spróbować swoich sił jako pszczelarz. Dziwne co? Cóż, im bardziej poznaję pszczoły, tym mniej się ich boję. Wytatuowałam sobie nawet kilka pszczół na ciele.

Na swojej półce mam już kilka pozycji dotyczących pszczół i trzmieli, więc pewnie zostaniecie zasypani ich recenzjami. Jednak ta pozycja jest z nich chyba najpiękniej wydana. Wszystkie zdjęcia w niej z chęcią powiesiłabym na ścianie, ale szkoda mi ją rozrywać. Ich autor jest przyjacielem autora tekstu.

Joachim Petterson jest mieszkającym w Szwecji dyrektorem artystycznym, który razem z rodziną zajmuje się pszczelarstwem. W 2013 roku postanowił zrealizować pomysł i napisać książkę o największych przyjaciółkach człowieka. Bo pszczoły są naszym przyjaciółkami czy Wam się to podoba czy nie. Gdyby nie one nie byłoby większości warzyw i owoców, które, my ludzie, spożywamy. Od kilku lat dochodzą niepokojące informacje o masowym wymieraniu pszczół, dlatego naszym obowiązkiem jest podtrzymać ich populację albo przynajmniej przyczynić się do ich utrzymania.


Co ciekawe pszczoły pomogły również w stworzeniu fontu Svea Sans, który został użyty w książce. Jej zawartość to również anegdoty z życia pszczelarza, o tym jak to się zaczęło i pasji życiowej, która ukształtowała nie tylko samego autora, ale również jego rodzinę, sąsiadów i wiele innych osób.

Ta pozycja to kompendium wiedzy know-how i podręcznik działania pszczelej rodziny. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać, ponieważ są tutaj też rady jak ułatwić pszczeli żywot, czyli jakie rośliny sadzić w ogródkach i na balkonach, aby te owady miały pokarm przez cały sezon. Dodatkowym fajnym aspektem tej książki są przepisy. 


piątek, 19 stycznia 2018

PREMIEROWO Czerwony Parasol // Wiktor Mrok


Rosja, tajne służby, zagadka. Czy może być lepsze połączenie? Nie sądzę. Wszystkie książki, których fabuła osadzona jest w Rosji bardzo mnie do siebie przyciągają. Może przez to, że uwielbiam klasyczną literaturę rosyjską, albo brzmienie języka rosyjskiego, albo może przez to, że zawsze chciałam tam pojechać? W każdym razie od razu wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. I nie zawiodłam się!

Nie od dziś wiadomo, że na całym świecie prowadzone są tajne badania wojskowe mające na celu udoskonalenie różnych ich technik - głównie dotyczą wynalazków biochemicznych, choć nie ma na to twardych dowodów. Fabuła książki zaczyna się od wydarzenia sprzed lat, kiedy to KGB wykradło dane pewnego amerykańskiego laboratorium. 

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Tatiana, uczennica prywatnej szkoły, trenująca od lat gimnastykę artystyczną. nie jest normalna nastolatka, jest oczytana, inteligentna, potrafi skakać ze spadochronem i strzelać z broni. 

Mam 25 lat i nie wiem jakbym zareagowała na fakt, że moi rodzice i młodsza siostra zostali zamordowani. Pewnie wpadłabym w histerię, ale bohaterka tej książki zachowała zimną krew. Rozwiązała zagadkę dziwnego smsa od ojca i odkryła o co chodziło zabójcom, a chodziło o biochemiczny wynalazek, którego receptura to udoskonalony przepis wykradzionych w 1959 roku akt. Dziewczyna nie wie, co ze sobą zrobić, ale wie, że ci, którzy zamordowali jej bliskich będą dalej szukać dziwnych ampułek, dlatego postanawia uciec tam, gdzie być może będzie bezpieczna, do podkochującego się w niej kierowcy szkolnego, Griszy. Ponieważ mu ufa opowiada mu część historii, a ten nie wiedząc co począć informuje o tym swoją babcię, trenerkę Tatiany. Aurora Nikołajewna jednak nie jest zwykłą trenerką gimnastyki - byt dużo wie o tym czym zajmował się jej ojciec, jednak nie wyjawia prawdy o sobie. Pomaga natomiast uciec Tatianie z kraju, bo to nie ulega wątpliwości, że nieznani sprawcy będą próbować dostać to, w czego posiadaniu jest dziewczyna. 

I tak Tatiana trafia do Sztokholmu i hasłem "Czerwony Parasol". Zostaje umieszczona w mieszkaniu z zakazem wychodzenia do odwołania. Z braku lepszych zajęć zaczyna przeglądać pliki ojca zabrane z domu i dowiaduje się strasznej prawdy: jej ojciec testował swój produkt na ludziach! Postanawia złamać zakaz i podejmuje próbę opuszczenia budynku. Próbę, ponieważ jak się okazuje ma również ochronę, Igora. Postanawia zrealizować plan, który ma zapewnić jej bezpieczeństwo. Jaki to plan? Cóż nie zdradzę Wam nic więcej, ale mogę zagwarantować zwroty akcji, częste zmiany miejsca zamieszkania i dreszczyk emocji.

Jedyny zarzut jaki mam do tej książki, choć wielu osobom na pewno się spodoba, to wątek miłosny. Moim zdaniem zbyt cukierkowy. Rozumiem, że siedemnastolatka ma prawo zachowywać się jak siedemnastolatka, ale prawie trzydziestoletni Igor był dla mnie zbyt cukierkowy. Oczywiście to tylko moje odczucia, choć bardzo spodobał mi się fakt, że Igor w pewnym momencie stał się nie tylko artnerem Tatiany, ale również jej nauczycielem sztuczek wywiadu (tak to się nazywa?).

Premiera jest dziś, i radzę czym prędzej udać się do księgarni i zakupić tę pozycję, bo naprawdę warto. Napięcie podkręca dodatkowo fakt, że książka została napisana na postawie tajnych akt służ specjalnych.

piątek, 8 grudnia 2017

Tekst // Dmitry Glukhovsky


Panie i Panowie! Przedstawiam nowego Dostojewskiego!

Zbrodnia i kara nie była łatwa w czytaniu, ale jest jedną z moich ulubionych książek. Nie dowierzałam, że komuś mogło udać się powielenie tego klimatu, ale jednak się miło zaskoczyłam. Tekst jest na wskroś dostojewski. Niby nic specjalnego się tam nie dzieje, a jednak dzieje się dużo. Dzieje się w sferze psychicznej głównego bohatera. Do głosu dochodzą żal, gorycz, zmęczenie, poczucie przegrania i winy, miłość, nadzieja i inne emocje, które towarzyszą każdemu z nas.

Szczerze powiedziawszy to po samym opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Spodziewałam się akcji i przestrogi przed zapisywaniem całego życia na smartfonie. Jednak ta druga sprawa jest gdzieś bardzo w tle. Autor skupił się na przeżyciach sfery emocjonalnej. Wykreował sprzecznego wewnętrznie bohatera, którego ja nie mogłam nie lubić. Przyznam się nawet do tego, że do końca miałam nadzieję, że jednak mu się uda i w końcu będzie żył takim życiem, jakim powinien.

Ale od początku. Ilja ma 27 lat i właśnie wyszedł z więzienia. Jedzie do rodzinnej Łobni, aby spotkać się z matką, której nie widział 7 lat. Po dotarciu pod blok od sąsiadki-ciotki dowiaduje się, że matka przed kilkoma dniami zmarła. Początkowo do chłopaka to nie dociera - tyle lat był w więzieniu, liczył, że po wyjściu spotka się z matką, ale los chciał inaczej. Chłopak pogrąża się w żalu i wspomina dlaczego znalazł się w więzieniu. Wrobiono go! Policjant podrzucił mu narkotyki, bo stanął w obronie swojej dziewczyny. Sąd był bezlitosny - wyrok: 7 lat. Dla 20-letniego chłopaka to całe wieki, po za tym w więzieniu trzeba umieć sobie poradzić. Udało się - przetrwał ten okres, a tu okazuje się, że odebrano mu nie tylko młodość, ale i matkę. Ilja odnajduje policjanta, Piotra Chazina, i postanawia się z nim rozmówić. Jednak los po raz kolejny miał inny plan - Ilja zamordował mundurowego i za pomocą jego telefonu udaje, że Pietia Chazin nadal żyje. Jego matka, dziewczyna, przełożeni, wspólnicy, itd. nie domyślają się nawet, że rozmawiają z obcą osobą. Ilja postanawia ciągnąć tą szopkę jak długo się da, pochować matkę i uciec z kraju, ale problemem są pieniądze, których były więzień nie posiada. Na jaw wychodzą grzeszki policjanta i pojawia się nadzieja na brudne pieniądze.

Jedyny zarzut jaki mam to fakt, że w książce jest wiele słów z więziennej grypsery. Dla mnie nie był to problem, ponieważ kiedyś interesowałam się kulturą więzienną, ale osoba, która nigdy się tym nie interesowała raczej nie będzie wiedziała kto to ment, chomąto i kilka innych, których teraz nie pamiętam. ;P Przydałby się mini słowniczek.

Niemniej dla mnie jest to bardzo mocne 9/10 i polecam ją każdemu, kto lubi klasyczną literaturę rosyjską. Muszę tylko uprzedzić, że ta książka Glukhovskiego jest zupełnie inna od tego, co autor do tej pory wydał.

poniedziałek, 27 listopada 2017

PRZEDPREMIEROWO Murder Park // Jonas Winner


Odcięty od świata hotel położony z dala od ludzkich osad. Wyważanie drewnianych drzwi siekierą. Już coś się Wam kojarzy? 
Cóż, muszę Wam zdradzić, że wcale nie chodzi o Lśnienie. Niemniej jednak w tej książce te motywy też się pojawiają, ale nie tylko te. Autor sprytnie żongluje znanymi motywami z literatury kryminalnej dostosowując je do swojej fabuły.

Zodiac Island. Park rozrywki położony na wyspie należącej do terytorium Stanów Zjednoczonych. Zamknięty pod koniec lat 90. po serii brutalnych morderstw. Po 20 latach postanowiono ponownie otworzyć wyspę, ale już w innej konwencji. Konwencji parku morderców. Murder Park. Park, w którym single mogliby stworzyć związek, a wszystko to w otoczce morderstwa. Idea jest taka, że ktoś "morduje" na wyspie, a napięcie spowoduje przełożenie na sferę uczuciową. Dodatkową atrakcja będzie muzeum najsławniejszych morderców, w tym tego, który mordował na Zodiac Island, Jeffa Bohnera. Ktoś chętny?

Pomysłodawcy nowego parku zaprosili na pokaz pilotażowy 12 osób (moje pierwsze skojarzenie - Morderstwo w Orient Ekspressie). Wśród nich jest trzyosobowa ekipa filmowa, dziennikarz śledczy, agentka, która ujęła Jeffa Bohnera, psychiatra itd. Początkowo większość osób podeszło do pomysłu dość sceptycznie. Wszystko zmieniło się w momencie, kiedy ktoś na wyspie naprawdę zaczął mordować. Czy mordercą jest jedna z zaproszonych osób? Czy może na wyspę dostała się osoba trzecia? 

Paul Greenblatt, dziennikarz śledczy, główny bohater, dochodzi do tego, że ujęty w przeszłości mężczyzna był niewinny, a prawdziwy Jeff Bohner nadal żyje i jest wśród nich. Rozpoczyna się walka o życie pozostałych członków pokazu. Czy uda mu się ocalić życie swoje i innych? 

Bohaterowie są różnorodni i złożeni - nic nie jest takie jak na pierwszy rzut się wydaje. Każdy z nich miał w przeszłości związek z Zodiac Island, ale nie chcę odbierać Wam możliwości przekonania się jakie.

Uwielbiam kryminały, ale mam brzydki nawyk analizowania wszystkiego i odbieram sobie element zaskoczenia (bo najczęściej udaje mi się dobrze wytypować mordercę). Zdarzają się jednak wyjątki takie jak ta książka - gdy myślałam, że udało mi się dobrze wskazać podejrzanego nastąpił zwrot o 180 stopni, a zaraz po nim kolejny! (Muszę sięgnąć po drugą książkę tego autora Cela - ktoś z Was ją czytał?)
Taka była moja reakcja po skończeniu tej książki.
Czyta się ją naprawdę szybko, bo tak wciąga. Mi zajęło to niecałe półtora dnia. Wprawdzie trzeba przebrnąć przez pierwsze 100 stron, ale to chyba każda książka musi się rozkręcić.
Premiera książki jest 30 listopada, i naprawdę polecam się w nią zaopatrzyć. Całą aurę książki potęguje nasza obecna pogoda. 

poniedziałek, 3 lipca 2017

cień jabłoni // wojciech szlęzak


Cień jabłoni / Wojciech Szlęzak / Wydawnictwo JanKa / 2017

Są takie książki, które powodują, że zwalniam, zatrzymuję się w pędzącym świecie i zastanawiam się nad tym dokąd zmierzam, o czym marzę, czy tu i teraz jestem szczęśliwa. Ta książką na pewno do takich należy. I nie chodzi wcale o to, że całość rozgrywa się na sielskiej wsi, gdzie życie płynie tak wolno jak to możliwe, ale o relację jaka wywiązuje się pomiędzy dwoma z pozoru obcymi sobie mężczyznami. 

Akcja rozgrywa się w miejscowości Górna, w której dochodzi do spotkania dwóch bohaterów. Młodszy, anonimowy narrator, powraca do rodzinnej wsi, aby odciąć się od pędu miasta, karieru i bezsensownej powierzchownej egzystencji. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem poznaje starszego mężczyznę, Grzegorza Adamczyka, któremu pomaga przy rozładowaniu węgla. To spotkanie skłania tego drugiego do swego rodzaju spowiedzi ze swojego życia. Wydawać się może, że tych dwóch dzieli wszystko - wiek, doświadczenie życiowe, a mimo to coś ich połączyło - ja osobiście odbierałam ich relację za wręcz intymną. Czasami zdarza się, że czujemy silną intymną więź z totalnie obcą osobą, być może chodzi o to, że łatwiej jest rozmawiać o swoich "brudach" z nieznajomym. Młody człowiek mimo to szuka wniosków dla siebie w opowieści Adamczyka. 

Rozmowa, a właściwie monolog, to głęboka refleksja nad ludzkim życiem, o szczęściu, miłości, nienawiści, ale i szukaniu celów w życiu.

Z początku trudno mi było utożsamić się z książką ze względu na płeć bohaterów. Od razu czuć, że książka pisana była przez mężczyznę o mężczyznach, ale z biegiem fabuły było coraz lepiej. I muszę przyznać, że nawet ten surowy twardy styl mi się spodobał. Sama okładka też jest dość oszczędna, ale idealnie odzwierciedla klimat fabuły -wolny, sielski i błogi. W trakcie czytania chce się wyjechać daleko od miasta i zwolnić. 

Książka idealna na wakacje. Polecam zabrać ją w sielskie wiejskie strony i tam delektować się jej pięknem, bo jest to pochwała wolnego życia, o którym wielu z nas niestety zapomina. 

mati, rafi i chomik z kosmosu // rafał kotek

 

Mati, Rafi i chomik z kosmosu / Rafał Kotek / Wydawnictwo Ridero / 2017

Jak już zdążyliście się przekonać, jestem wielką fanka literatury dziecięcej. A jeśli dodatkowo spełnia ona funkcję edukacyjną to nie trzeba mnie na nią długo namawiać. Ta książka bardzo długo czekała na swoją kolej, bo ze względu na obowiązki uczelniane kompletnie nie miałam czasu nawet na tak krótką historię (tylko 33 strony).

Bohaterami tej krótkiej książeczki jest dwoje przyjaciół, Mateusz i Rafał. Pewnego dnia trafiają na grupę łobuzów, która maltretuje chomika. Jeden z nich postanawia zaopiekować się zwierzątkiem, które po krótkim czasie okazuje się być przybyszem z kosmosu. Przybywa z misją uświadomienia młodemu pokoleniu jak ważne jest dbanie o środowisko na Ziemi. Jeśli ludzie nie zmienią przyzwyczajeń, grozi im zagłada. Udziela chłopcom lekcji jak wziąć odpowiedzialność za nasz dom, jakim jest planeta Ziemia. 

Zachowania ekologiczne nie są trudne, nie wymagają specjalistycznej wiedzy tylko chęci, a tych niestety większość nie ma, bo przecież prościej wyrzucić wszystko do jednego wora. Domy jednorodzinne mają obowiązek segregowania śmieci - służą do tego worki w specjalnych kolorach, ale w blokach nikt tego nie sprawdza. Wprawdzie w boksach ze śmietnikami są odpowiednie kontenery, ale i tak ludzie wrzucają śmieci gdzie popadnie. Sama segreguję śmieci i nie wyobrażam sobie inaczej. Jednak, aby to zmienić trzeba edukować. Rodzice powinni uczyć odpowiednich zachowań dzieci, ale jeśli sami nie segregują śmieci, to nie można wymagać tego od dzieci. Może lepiej edukować w szkole dzieci, aby nowa wiedzę zabrały do domu i uczyły rodziców...

Nie może być jednak tak kolorowo. Książka uzupełniona jest o kilka ilustracji - niestety nie są one w moim guście, ale to osobiste preferencje - ale jeśli chodzi o ilustracje to zabrakło mi ich przy lekcji o piktogramach na opakowaniach.  A dodatkowym minusem jest to, że książka dostępna jest tylko w formacie elektronicznym. O ile dorosłym to nie przeszkadza, to myślę, że dzieciom odbiera to cała magię z czytania i nauki. No i znalazłam w jednym miejscu pomylone imię, ale ogólnie nie jest źle.

Niemniej jednak polecam ją serdecznie, bo oprócz ciekawej historii dzieci mogą się nauczyć istotnych rzeczy dla naszego wspólnego dobra. Myślę, że historia sprawdzi się już dla dzieci w wieku 5 lat, mimo że bohaterowie mają osiem.

środa, 15 marca 2017

miasteczko darkmord // shane hegarty


darkmouth / shane hegarty / wydawnictwo znak

Z polskim rynkiem książki dziecięcej jestem w miarę na bieżąco. Lubię oglądać w księgarniach nowe książki, to jak są wydane, jakie mają ilustracje, o czym są. I w większości przypadków chętnie bym po nie sięgnęła, ale niestety doba ma tylko 24 godziny i nie da się wszystkiego przeczytać. 

Ta książka zwróciła moją uwagę zaraz po wejściu do księgarni. Cała czarna, włącznie z bokami, i fluozielona paszcza potwora - zastanawiałam się, czy nie za bardzo przerażająca jak na książkę dla dzieci, ale na pewno przyciąga uwagę. Ta okładka podoba mi się nawet bardziej niż wersji oryginalnej.

Fabuła osadzona jest w miasteczku Darkmord, położonego na uboczu, do którego nigdy nie zajeżdża się świadomie, a gdy przypadkowo tam trafisz jedyne o czym myślisz to, aby jak najszybciej stamtąd uciec. Miasteczko ma jeszcze jedną bardzo specyficzną właściwość, która już prawie nigdzie nie występuje... Mianowicie miasteczko jest nawiedzane... Ale nie przez jakieś tam zwykłe duchy. Nawiedzają je Legendy, czyli potwory ze wszelkich mitologii i wierzeń. Natrafić możemy tam na minotaura, hydrę, mantykorę, hobgoblina czy wolpertingera.  A wszystko to, dlatego że miasteczko połączone jest z innym wymiarem, krainą potworów, Skażoną Strefą.

Jednak miasteczko wcale nie jest bezbronne. Mieszka w nim Hugo Wielki, ostatni aktywny łowca Legend. W przeszłości na świecie było więcej takich miasteczek jak Darkmord, jednak teraz nie wiadomo dlaczego Darkmord zostało ostatnią nawiedzioną wioską. Hugo Wielki szkoli swojego następcę, dwunastoletniego syna Finna, który już niedługo ma zostać ogłoszonym pełnoprawnym łowca. Niestety chłopiec niespecjalnie dobrze radzi sobie podczas treningów, jest nieporadny, a każda dotychczasowa próba pokonania Legendy, kończyła się fiaskiem. Jednak już niedługo Finn stanie przed wielkim wyzwaniem, którego pokonanie będzie wymagało od chłopca nie tylko odwagi, ale i zachowań, które do tej pory mu nie wychodziły. Potwory chcą przedrzeć się na dobre do świata ludzi, dowodzi nimi Gantrua, mityczny i przeraźliwy potwór, który zdaje się ma pomocnika w świecie ludzi.... Kto okaże się zdrajcą i czy Finnowi  uda się przezwyciężyć własne słabości? 

Z początku główny bohater bardzo mnie irytował, taka trochę szkolna niedojda, ale autor w miarę postępowania fabuły zaczął kreować zupełnie inny obraz chłopca. Fajnie wykreował przemianę ze słabego i trochę strofowanego przez ojca dzieciaka w odważnego i podejmującego dorosłe decyzję młodziaka, aby uratować przyjaciół i rodzinę.

Autor miał fajny pomysł na historię, ciekawa jestem jak rozwinie się w kolejnych tomach. Jednak nie może być tak różowo - spodziewałam się większego trzymania w napięciu, ale może to wynika z mojej wrodzonej potrzeby rozwiązywania zagadek, bania się, itp. Myślę, że fajna książka dla dzieciaków w wieku końcowopodstawówkowym, czyli 12-13 lat - chłopcom na pewno się spodoba, ale dziewczynki też będą usatysfakcjonowane, ponieważ Finna ma rezolutną koleżankę, Emmie. Jeśli szukacie ciekawej lektury, to ta książka zdecydowanie jest warta uwagi.

środa, 23 listopada 2016

PREMIEROWO: Wszystkie smaki Skandynawii // Claus Meyer


"W nordyckim stylu gotowania największy nacisk kładzie się na sezonowość, smak i lekkość. 
Claus Meyer, współzałożyciel słynnej na cały świat kopenhaskiej restauracji Noma, przedstawia w tej książce ideę, która stała się podstawą nordyckiego ruchu kulinarnego - New Nordic Cuisine. Proponowane przez niego dania można bez trudu przyrządzić w domu.
Książka podzielona jest na cztery rozdziały odpowiadające porom roku. Każdy zawiera wyczerpującą listę najlepszych produktów, których w tym czasie dostarcza natura w naszej strefie klimatycznej.
Meyer jest autorem manifestu nowej kuchni nordyckiej podpisanego przez najznakomitszych skandynawskiego kuchmistrzów."

- od wydawcy

   Pierwsze, co rzuca się w oczy w momencie wzięcia tej książki do ręki to staranność wydania. Twarda okładka, gruby papier. Drugi bardzo widoczny aspekt to zdjęcia - bije z nich spokój i piękno skandynawskiej natury i produktów. Naprawdę duży plus za fizyczny aspekt książki! :)

   Co do samego autora to do tej pory wiedziałam tylko tyle, że jest współwłaścicielem Nomy, jednej z najbardziej popularnych i renomowanych restauracji w Kopenhadze. Jednak z tej książki aż bije jego wiedza i pasja jaką darzy gotowanie i szacunek jaki ma do każdego pojedynczego produktu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest kucharzem z powołania, a książki pisane z powołania najlepiej się czyta.

   Bardzo podoba mi się pomysł podzielenia przepisów ze względu na sezonowość użytych produktów. Mało tego, na początku każdego z rozdziałów są dwie listy sezonowych produktów, jedna uprawianych i hodowanych, a druga dziko rosnących. Po pierwszym przejrzeniu książki odniosłam wrażenie, że przepisy są w każdym rozdziale uporządkowane dość chaotycznie, ale po głębszym wczytaniu się w rozdział jest jednak pewien system. Jest system, ale ciężki do opisania. Mimo to nie przeszkadza to w odbiorze przepisów. Minusem jest jednak to, że znajdziemy przepisy, które wymagają składników mało popularnych, o których nie słyszałam, nie mówiąc już o tym gdzie ich szukać. Ale może warto poświęcić trochę więcej czasu na znalezienie tych produktów, aby zakosztować niecodzienności w zwykły dzień?

   Nie miałam jeszcze czasu na wypróbowanie przepisów, ale już wybrałam swoich faworytów, które pójdą na pierwszy ogień. A fanom dobrej i fajnej kuchni proponuję udać się do księgarni i nabyć tę książkę, bo naprawdę warto. Premiera książki jest dziś.

Za możliwość przeczytania Wszystkich smaków Skandynawii serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

środa, 16 listopada 2016

PRZEDPREMIEROWO: Nordicana // Kasja Kinsella


"Moda na Skandynawię trwa! Co takiego ma w sobie skandynawski styl życia, że tak często i chętnie sięgamy po nordyckie inspiracje? Czy chodzi o charakterystyczne swetry z Wysp Owczych, rozsławione przez serialową detektyw Sarah Lund, praktyczne i jednocześnie przytulne wnętrza, uwielbienie dla mrocznej literatury kryminalnej, podziw dla surowej i dzikiej przyrody, a może o pyszne cynamonowe bułeczki, którymi zajada się Erika Falck  powieści Camilli Läckberg?
Ta książka zabierze Was w cudowną podróż w czasie i przestrzeni po Skandynawii. Niedoścignione wzornictwo, piękne krajobrazy, umiejętność tworzenia ciepłej, domowej atmosfery oraz znani na całym świecie twórcy literaccy i filmowi to tylko niektóre elementy skandynawskiej kultury, która dla wielu Polaków stanowi wymarzony wzór do naśladowania.
Nordicana to bogato ilustrowany, nowoczesny leksykon, w którym czytelnik znajdzie 100 haseł opisujących najważniejsze skandynawskie ikony: od zorzy polarnej przez klocki LEGO aż po Madsa Mikkelsena."

 - od wydawcy

   Właściwie w naszym siostrzanym duecie to moja siostra zawsze przejawiała fascynację Skandynawią... Chociaż raczej ta fascynacja dotyczyła tylko Szwecji. Zaczęło się oczywiście od szwedzkich kryminałów, potem była nauka języka szwedzkiego, a na końcu wakacje w Sztokholmie. U mnie fascynacja kulturą Skandynawów zaczęła się stosunkowo niedawno - a mianowicie od propozycji wyjazdu pod namiot do Norwegii w przyszłe wakacje. Trzeba Wam wiedzieć, że traper ze mnie żaden, ale jakoś bardzo spodobał mi się ten pomysł i teraz nie mogę się doczekać. :D

    Do czasu mojej fascynacji moja wiedza na temat Skandynawii była niewielka. Oczywiście kojarzę mitologię nordycką, najbardziej fascynujące zjawiska przyrodnicze (zorza polarna, dzień polarny, gorące źródła), IKEA (mój ulubiony sklep meblowy; prostota mebli daje wiele możliwości dostosowania ich do własnego gustu, choć ja najbardziej lubię surowe drewno), no i oczywiście bułeczki cynamonowe (śmiem twierdzić, ze w moich żyłach płynie cynamonowa krew)!

   Co do samej książki to muszę przyznać, że samo jej wydanie jest przepiękne. Piękne ilustracje, jakby namalowane, na całą stronę, opisy nie za szczegółowe, w końcu to leksykon. Jedyne co mi nie odpowiada to format, akurat duży kwadrat nie ułatwia czytanie, no ale leksykony raczej czyta się wyrywkami i przy stole - przynajmniej ja tak robiłam, jak byłam młodsza. ;p

   Wybrane elementy leksykonu zostały podzielone na kilka działów: MITY I TRADYCJE, w tej części możemy dowiedzieć się ciekawych rzeczy na temat historii z różnych epok, trochę jest o samej mitologii nordyckiej, tutaj również znajdziemy opisy takich rzeczy ja łyżki miłości czy znany wszystkim konik z Dalarna.  Drugi dział to NATURALNIE SKANDYNAWSKIE, to dział przyrodniczo-turystyczno-życiowy (hygge też się tu znalazło). SKANDYNAWSKI DESIGN dostał swój własny rozdział i muszę przyznać, że oprócz klocków LEGO nic wcześniej nie wiedziałam o Skandynawach jako designerach. Mój ulubiony rozdział, jak na łasucha przystało, to JEDZENIE I ŚWIĘTOWANIE - jak sama nazwa wskazuje rozprawia o jedzeniu. Ciekawostka: w tym dziale w końcu dowiedzie się skąd wzięła się tradycja szwedzkiego stołu, który w języku wcale tak się nie nazywa. Fani filmów i seriali najwięcej frajdy znajdą w rozdziale poświęconym bohaterom, aktorom, pisarzom (NOIR I SYMBOLE KULTURY). Całą książkę zamyka rozdział poświęcony SKANDYNAWSKIEJ ARCHITEKTURZE - rozdział typowo turystyczny. Czytelnik dostaje jeszcze kilka stron na notatki, może przydadzą się w planowaniu podróży po jakimś skandynawskim kraju, a może do zaplanowania remontu jakiegoś pokoju w tak popularnym stylu skandynawskim.

   Czytając ten leksykon dowiedziałam się mnóstwa ciekawych i inspirujących rzeczy, moja wycieczka do Norwegii nabrała pierwszych kształtów, a ja jeszcze bardziej pokochałam Skandynawię! Mam jednak jedno małe 'ale'. Szkoda, że wiele aspektów skandynawskiej kultury się w tym leksykonie nie znalazło, ale może będzie drugi tom? ;p Ja naprawdę polecam tę pozycję, nie tylko fanom Skandynawii, ale każdemu. Świetna książka na prezent świąteczny. Książka swoją premierę ma 23 listopada.

★★★★★★★★★

Za możliwość przeczytania Nordicany serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

czwartek, 10 listopada 2016

Gotuj zdrowo dla całej rodziny // Jamie Oliver


"Tworząc tę książkę, chciałem sprawić, żeby zdrowe posiłki stały się proste i rzecz jasna przepyszne. Wziąłem na warsztat przepisy na znane i lubiane potrawy, stare szlagiery i rodzinne przysmaki, które zmodyfikowałem, przetestowałem i zaadaptowałem w zgodzie ze swoją filozofią zdrowego jedzenia.

Znajdziesz tu przepisy na smaczne śniadania oraz wspaniałe obiady i kolacje - błyskawiczne dania, zdrową klasykę, sałatki, curry i potrawki, zapiekanki, makaron i risotta oraz zupy. Książka zawiera też bonusowy rozdział o moich kuchennych trikach, a na końcu poradnik Zdrowie i zadowolenie pełen przydatnych rad i wskazówek. Smacznego!"

- Jamie Oliver

   Jamie Oliver już od dawna propaguje zdrowe odżywianie. Zaczęło się od szkolnych stołówek i tego co dzieciaki dostają na lunch od rodziców. Potem zwiększał swoją wiedzę dotyczącą zbilansowanego odżywiania, czego efektem są dwie książki. Jedną z nich jest właśnie ta książka.

   Na pierwszy rzut pójdzie oprawa graficzna. Po pierwsze: zdjęcia są autorstwa samego Jamiego i muszę przyznać, że są niesamowite. Po drugie: okładka jest solidna, co przyda się w kuchni. Po trzecie, i chyba moje ulubione, co już jest zasługą wydawnictwa: papier, na którym wydrukowano książkę jest śliski. Jak zachlapałam ją przez przypadek książkę wodą to tak się cieszyłam, jak woda została w kropelkach a się nie wchłonęła. To naprawdę bardzo duży plus. :)

   Jednak muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziona tą książką. Oczywiście przepisy są super, oprawa graficzna również, ale tak jak w przypadku poprzednich książek Jamiego Olivera tego nie czułam, tak przy tej pozycji miałam straszny mętlik w głowie. Mam wrażenie, że przepisy pomimo swojego uporządkowania tematycznego (makarony, zapiekanki, śniadania) są strasznie pomieszane. Jest osobny rozdział o zapiekankach, a te znajdziemy też w innych rozdziałach. 

   Wypróbowałam już kilka przepisów z tej książki i na pewno będę dalej testować. W przepisach autor wykorzystuje łatwo dostępne składniki, a samo wykonanie jest szybkie i proste. Każdy danie jest opatrzone tabelką z wartościami odżywczymi. Warto ją mieć na półce, zwłaszcza jeśli posiadacie dzieci. Znajdziecie w niej informacje jak zachęcić dzieci do próbowania nowych rzeczy, gotowania, ale również cenne rady, m.in. ile wody pić dziennie, jak ważne podczas jedzenia jest przeżuwanie, jak istotny jest błonnik i wiele więcej.

Ziołowo-łososiowe jajko w koszulce na grzance z kremowym serkiem i szpinakiem gotowanym na parze.
Za możliwość przeczytania Gotuj zdrowo dla całej rodziny serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.


P.S. Dajcie znać czy interesuje Was więcej recenzji książek kucharskich, bo mam ich trochę. :P

sobota, 5 listopada 2016

Hygge. Duńska sztuka szczęścia // Marie Tourel Søderberg


"Jedno niepozorne słowo wyraża to, co naprawdę liczy się w życiu: hygge.

Hygge to sowo określające filozofię życia, która czyni Duńczyków najszczęśliwszym narodem na świecie. Nie ma ono odpowiednika w języku polskim, a opisuje chwile szczęścia, ciepła i bliskości, które możemy odnaleźć w najzwyklejszych sytuacjach.

Wszyscy instynktownie rozpoznajemy uczucie hygge. Pojawia się, kiedy przybierasz ulubioną pozycję na kanapie z ciekawą książką albo jesz pyszny posiłek z przyjaciółmi. Nie wszyscy jednak potrafimy wygospodarować czas na takie chwile.

Ta piękna, autentyczna książka Marie Tourell Søderberg pokaże ci, że hygge tak naprawdę można zaleźć wszędzie, jeśli się tylko wie, jak szukać. Bo hygge przenika wszystkie aspekty naszej codzienności: od wystroju wnętrz po gotowanie.

Dzięki tej książce nauczysz się odnajdywać i tworzyć hygge. Docenisz znaczenie tych momentów i zrozumiesz, dlaczego we współczesnym zabieganym świecie tak ważne jest na chwilę wyłączyć się i znaleźć czas na hygge."

- od wydawcy

   Jestem przekonana, że w Waszym życiu były takie momenty błogości, że chcieliście, aby ta chwila trwała wiecznie. Czy to magicznie miejsce w dalekim kraju, obiad rodzinny, a może wizyta w uroczej kawiarni w okolicy domu - każda chwila może być hygge. Bo hygge to właśnie duńskie słowo określające tą chwilę wywołującą ten błogostan. 

   Książka jest przepięknie wydana. Piękne zdjęcia, piękna okładka, gruby biały papier. Okładka kojarzy mi się dodatkowo ze Świętami, które też są jednym z tych momentów hygge. Osobiście uważam, że jest to idealny prezent świąteczny, nie tylko ze względu na walory wizualne, ale i na treść.

   Treść podzielona została na kilka rozdziałów, z których każdy traktuje o innej stronie hygge. Pierwsze kilka rozdziałów to wprowadzenie czytelnika w termin hygge, który jak się okazuje dobrze znamy, mimo że nie mamy na ten stan osobnego słowa. Jest rozdział, który został poświęcony jedzeniu (znajdziemy tu kilka ciekawych przepisów - ja sama na pewno z nich skorzystam); rozdział poświęcony wystrojowi wnętrz; rozdział, który nauczy nas jak szukać hygge w każdej sytuacji przez cały rok.

Hygge to zaprzeczenie wyścigu szczurów. Nie trzeba o wszystko walczyć. Hygge przyczynia się do ogólnego stanu zadowolenia w dłuższej perspektywie. Właściwie hygge powinno być religią.

Moje hygge:
  • wpatrywanie się w ogień w letni wieczór
  • cieszenie się kubkiem parującej indyjskiej herbaty w zimowy wieczór
  • wspólne gotowanie z przyjaciółmi
  • wieczorna ciepła kąpiel po ciężkim dniu
  • te chwile, w których muzyka oddziałuje na każdą komórkę mojego ciała
  • kluski leniwe mojej Mamy - na pewno każdy z Was ma taką potrawę, która wprawia go w stan hygge
  • WarsandSawa - to jedno z tych nielicznych miejsc, które nigdy mi się nie znudzą, koniecznie tam zajrzyjcie będą w Warszawie
   Koniecznie zapoznajcie się z tą książką. Nauczycie się, jak czerpać jak najwięcej z codziennych wydarzeń, a może już z nich czerpiecie? Jeśli tak to dajcie znać w komentarzach kiedy odnajdujecie hygge.

Chwile hygge to przebłyski codzienności, które nas uszczęśliwiają.
Najwspanialsze z nich lśnią i migoczą jak gwiazdy na niebie. 
Kiedy umiesz je nazwać, uświadamiasz sobie, że są na wyciągnięcie ręki.
Tylko czekają, aż je zauważysz.

★★★★★★★

Za możliwość przeczytania Hygge. Duńska sztuka szczęścia serdecznie dziękuję Wydawnictwu Insignis.

sobota, 22 października 2016

Premiera 8. części Harry'ego Pottera w Księgarni Baczyński

Link do wydarzenia: klik | Link do księgarni: klik

   Wszyscy fani Harry'ego Pottera wiedzą (niefani pewnie też), że w noc z 21 na 22 października swoją premierę miała książka pt. Harry Potter i przeklęte dziecko. Wybrałyśmy się do jednej z fajniejszych księgarni w Warszawie, która postanowiła zorganizować z okazji premiery wydarzenie.
Nie wiem jak Wy, ale my nie przepadamy za wielkimi bezosobowymi księgarniami, w których wszystko skupione jest wokół pieniądza. Małe księgarnie są tak samo dobrze zaopatrzone jak te sieciowe, ale domowa atmosfera zmienia wszystko. Jedną z takich księgarń jest ulokowana na warszawskich Bielanach Księgarnia Baczyński. Wystrój, niesamowicie mili ludzie i pyszna herbata wprowadza w taki błogostan, że aż trudno wyjść.

   I teraz wyjdę z apelem do Was. Jeśli macie w okolicy małą księgarenkę, którą prowadzą fani dobrych książek, z ogromną wiedzą na ich temat i świetnym podejściem, to wręcz powinniście tam zaopatrywać się w lekturę. Nasz świat nie będzie taki sam, kiedy bezosobowe sieciowe księgarnie będą miały swego rodzaju monopol. Dlatego właśnie wspierajmy małe księgarnie!

   Wracając jednak do samego wydarzenia.... Miałyśmy okazję wejść do księgarni zanim jeszcze otworzyły się wrota do Hogwartu. Przyglądałyśmy się przygotowaniom do wydarzenia i robiłyśmy zdjęcia przed, jak się później okazało, burzą.

   Księgarnia rzetelnie przygotowała się do premiery, wszystko było gotowe wcześniej, personel miał świetne nastawienie i było go tyle, aby podołali nalot fanów Harry'ego, wystarczyło tylko donosić w międzyczasie to czego brakowało. Wystój też na 5 - osobiście poczułam się, jak w sklepie na ulicy Pokątnej w Księgarni Esy i Floresy.

   Gdy zegar wybił 23 (prawie - ze względu na deszczową pogodę personel wpuścił licznie oczekujących klientów do środka wcześniej) zaczęła się magia. Ludzi było co niemiara, ledwie księgarnia wszystkich pomieściła. W oczekiwaniu na godzinę 00 młodszym gościom czas umilały konkursy z nagrodami oraz prawdziwy czarodziej(!), a wydzielona mała kawiarenka zamieniła się w Pub pod Trzema Miotłami i serwowała kremowe piwo. Dzieciaki naprawdę wczuły się w rolę i poprzebierały się za ulubione postacie, oprócz Harry'ego, Hermiony i Rona, można było spotkać Draco Malfoya czy Bellatrix Lestrange. Gdy w końcu wybiła wyczekiwana godzina nastał istny szał. Wszyscy chcieli być w szczęśliwej 100, która dostanie do książki upominek.

   Bawiłyśmy się świetnie, frekwencja przeszła nasze najśmielsze oczekiwania, a sama realizacja była bez błędu. Piszę się na kolejne premiery w Baczyńskim. :) A teraz garść zdjęć z tego magicznego wieczoru.


Na dokładkę trzymajcie naprawdę krótki filmik, żeby chociaż troszkę zobaczyć, jak fajnie na tej premierze było!

Dajcie znać, czy Wy wybraliście się na takie wydarzenie i czy macie jakieś pamiątkowe zdjęcia! 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka