Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 czerwca 2013

Trafny wybór - J. K. Rowling

Tytuł oryginału: The Casual Vacancy
Tytuł polski: Trafny wybór
Autorka: J. K. Rowling
Data premiery: 12 listopada 2012 r.
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 510

   "Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd.
Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barrym? Jak daleko się posunie w tym zaciekłym konflikcie?
Pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca wielka powieść o małym miasteczku."

                                                            - od wydawcy

   Ci, co są z nami od dłuższego czasu wiedzą, że książka była prezentem gwiazdkowym. Byłam bardzo podekscytowana przeczytaniem tej książki, ale gorzko się rozczarowałam. Biorąc pod uwagę to, jakimi fantastycznymi książkami są te o Harrym Potterze, oczekiwałam od pani Rowling czegoś równie niesamowitego. Wiedziałam, że ta książka to zupełnie coś innego, dlatego nie oczekiwałam książki, umówmy się, dla dzieci. Jednak liczyłam na równie dobry styl. A tu psikus. Książka jest nudna jak flaki z olejem, a styl, mówiąc krótko, jest typowy dla osiedlowego chama. Miałam problem ze skończeniem tej książki właśnie przez styl, który działał na mnie jak czerwona płachta na byka.

   Jednak udało się. Po męczącej sesji, którą zakończyłam kilka dni temu, skończenie tej książki przyszło trochę łatwiej.

   Gwiazdą miasteczka Pagford jest Barry Fairbrother. Radny, trener drużyny wioślarskiej dziewcząt, działacz społeczny. Po prostu człowiek przez wszystkich lubiany i szanowany. Jednak życie jest przewrotne i nie wiemy, kiedy może się skończyć. Śmierć radnego Fairbothera zaczyna akcję książki. W wyniku tego zdarzenia w radzie tworzy się tak zwany tymczasowy wakat i należy powołać jakąś osobę na to stanowisko. Zaczyna się walka trzech, na początku, kandydatów, których można rozróżnić na tych, którzy chcą oddzielenia Fields, czyli dzielnicy/przedmieść, w której żyją ludzie najniższej warstwy społecznej, niekiedy uzależnionej od różnego rodzaju narkotyków, oraz tych którzy chcą je zachować.

   To tak w skrócie o najważniejszym wątku fabuły. Ponad ten wątek nie ma żadnego innego ważnego. Książka jest z działu psychologicznej, czyli główny nacisk jest położony na codzienne rozterki bohaterów. I jest na przykład wicedyrektor z nerwicą natręctw, który prowadzi ciągłą wojnę ze swoim adoptowanym synem. Jest również synowa innego radnego, Howarda Mollisona, która zakochuje się w członku boysbandu.To tylko nieliczni z występujących. Bohaterowie są zarysowani rewelacyjnie, jednak muszę przyznać, że ich zachowanie jest poniżej krytyki. Wiem, że są rodziny patologiczne, ale w tej książce jest ich za dużo, bo właściwie każda rodzina podchodzi pod skrają patologię. Jednak na szczególną uwagę zasługują bohaterowie nastoletni, pełni gniewu, pierwszych miłości i kłopotów personalnych.

  Reasumując, książka jest raczej dla fascynatów tego typu książek. Pokazuje jak uprzedzenia potrafią zaburzyć kontakty towarzyskie. Mi osobiście oprócz okładki i zaskakującego zakończenia nic się nie podobało. Mam nadzieję, że ten dość krótki opis zachęci bądź zniechęci do wzięcia tej książki do ręki. Jak już napisałam nie jest to książka dla każdego. Ja nie jestem do końca pewna czy sięgnę po kolejne utwory pani Rowling. Po przeczytaniu tejże twierdzę, że autorka powinna zostać przy pisaniu książek dla dzieci i młodzieży. Taka jest moja opinia i wiem, że nie wszyscy się muszą z nią zgadzać.

★★★★★☆☆☆☆☆

niedziela, 28 kwietnia 2013

U mnie zawsze świeci słońce - Victoria Twead

Tytuł oryginału: Chickens, Mules and Two Old Fools
Tytuł polski: U mnie zawsze świeci słońce
Autorka: Victoria Twead
Data premiery: 7 marca 2012 r.
Wydawca: Wydawnictwo Pascal
Liczba stron: 384

   "Może porzucić szarą codzienność, przeprowadzić się do malowniczej wioski w słonecznej Andaluzji i tam znaleźć swój raj na ziemi?

Victoria namawia męża na przeprowadzkę z deszczowej Anglii do południowej Hiszpanii.
Odtąd kierują się tylko sercem. kupują ruinę w maleńkiej wiosce, poznają nowych przyjaciół, biesiadują przy winie, stają się częścią tego gościnnego świata o fascynującej kulturze. Zaprzyjaźniają się z osiemdziesięciopięcioletnią, popalającą trawkę seksbombą. zostaną hodowcami kur, a ich jajka będą "najgorętszym towarem" w rodzimej wiosce. Nie spodziewają się jednak, że to miejsce potrafi nieźle zażartować z przyjezdnych.

Daj się uwieść czarowi małego, hiszpańskiego miasteczka, gdzie życie staje się sielanką... z odrobiną chilli."

                                                                                                                                -od wydawcy

Tak jak sobie obiecałam, że zanim wezmę się za coś nowego skończę te książki, o których już kiedyś mówiłam, tak staram się to wypełnić. Zakończyłam czytanie książek z pierwszego zamówienia z Kumiko.pl, więc teraz przyszedł czas na stosik bożonarodzeniowy klik. Prawdę powiedziawszy zaczęłam go już z początkiem tego roku. O książkach już zrecenzowanych możecie poczytać tu ("Sen i śmierć") i tu ("Sztuka morderstwa"). Recenzje "Atlasu chmur" i "Charliego" pojawią się w postach mojej siostry już niebawem (przynajmniej taką mam nadzieję). Ja zajęłam się resztą i tak oto możecie teraz przeczytać recenzję tej książki.

   Książkę czyta się naprawdę fantastycznie. Jest napisana w bardzo przyjemny sposób, momentami czytelnik zaśmiewa się przez dłuższy czas. Najbardziej komiczny moment to ten z plaży, kiedy trzeba było nasiusiać na oparzenie po meduzie. Ale nie będę pisać jak to się skończyło. :) Przepiękne jest też zakończenie, które jest pewnym zawieszeniem. A życie toczy się dalej...

   No dobrze, pisze i pisze, a nie wspomniałam o treści. Zacznijmy od początku. Victoria Twead postanowiła wyprowadzić się do Hiszpanii, ponieważ miała dość okropnej angielskiej pogody. Po długich rozmowach z mężem, który nie chciał wyjeżdżać, postanowiono postawić na Plan Pięcioletni. Kupują dom do remontu, remontują, mieszkają tam pięć lat, a potem ewentualnie wracają do Anglii. Kupno domu okazało się nie lada wyzwaniem, zwłaszcza dla kogoś kto bardzo słabo mówi po hiszpańsku. Jednak z pomocą przychodzi im nowo poznana kobieta-Angielka. Daje im numer do Kurta - agenta nieruchomości dla obcokrajowców. I tak oto udaje się małżeństwu kupić dom, który właściwie wymaga rozbiórki. Remont domu nie jest łatwą pracą. Już same malowanie jest nie lada wyzwaniem, a co dopiero remont generalny z położeniem płytek na czele, kończąc na bieleniu domu.
Jednak nie było tak źle. Ludzie w mieście byli wobec nich bardzo życzliwi, po wprowadzeniu się obdarowywali ich prezentami, niekoniecznie przydatnymi, karmili ich i byli generalnym wsparciem. Ich sąsiad, Paco, pomógł im kupić kury (potem wszystkie kobiety przychodziły po "jajka od Angielki"), pokazał Victorii jak produkuje się wino, był ich przewodnikiem.
Książka pełna jest ciekawych osobowości, np. Geronimo, mężczyzna od wszystkiego, który zawsze popija piwo, czy Stary Sancho, który wybiera się na wieczorne spacery ze swoją czarną kotką u boku.

   To tak w skrócie. Jedyną rzeczą, która mnie zbulwersowała było to, że zakupili dom i przynależący do niego sad, który wycieli. Od zawsze chciałam mieć duży sad i gdyby było mnie stać na dom z sadem w życiu nie przerobiłabym go na dwa domy. Zwłaszcza, że sad był również wybiegiem dla stadka 16 kurek i jednego małego, zaborczego kogucika.

   Książka jest idealna na taką pogodę jak dzisiaj, ponieważ czytając ją czytelnik czuje się jak w słonecznej Hiszpanii i od razu ma ochotę rzucić całe dotychczasowe życie i się tam wyprowadzić. Nie wiem czy sięgnę po inne książki Victorii Twead, ale tą jestem zachwycona. Daję książce zasłużone pięć (5/6).

★★★★★★★☆☆☆

niedziela, 23 grudnia 2012

Księga o Niewidzialnym - Eric-Emmanuel Schmitt

Tytuł oryginału: Cycle de l'invisible
Tytuł polski: Księga o Niewidzialnym
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Data premiery: 7 listopada 2012 r.
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 368

   "Księga o Niewidzialnym to zbiór najpiękniejszych opowieści Erica-Emmanuela Schmitta.

Na kartach książki znajdziemy nieznaną w Polsce buddyjską baśń Milarepa, a ponadto najbardziej cenione przypowieści autora: Oskar i pani Róża, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Dziecko Noego i Zapasy z życiem.

Historie te poruszają najczulsze struny ludzkiej wrażliwości i przypominają o prawdziwym sensie życia - Niewidzialnym, lecz możliwym do odkrycia."

                                             - od wydawcy


Była to kobieta ulotna, niczym dym z jej własnego papierosa.

   Muszę przyznać, że specjalnie za tą książką się nie rozglądałam. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem, podczas wycieczki po Empiku w poszukiwaniu prezentu gwiazdkowego dla mamy. Ostatecznie kupiłam co innego, choć rozważałam i tę pozycję. Aczkolwiek ta książka tak zaprzątnęła mój umysł, że nie mogłam opuścić księgarni bez niej. 

   Miałam już styczność z twórczością tego pana. Choć może nie z jego bezpośrednio. Jednym z moich ulubionych filmów, do których co jakiś czas wracam i chyba nigdy mi się nie znudzi jest "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu". Gdy pierwszy raz go obejrzałam, postanowiłam nabyć książkę. Niestety skończyło się tylko na znalezieniu autora. Potem kupno książki odeszło w zapomnienie, jak wiele rzeczy w mojej egzystencji. Ale cóż poradzić, po prostu jestem osobą zapominalską. Jednak przypadkowe odkrycie, było pretekstem do powrotu do kiedyś zamierzonego celu nabycia książki.

Żyć powoli, na tym polega tajemnica szczęścia.

   Nie ukrywam, że moją ulubioną przypowieścią ze zgromadzonych w tej książce jest wyżej wspomniana "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu". Przypowieść o przyjaźni, niezwykłej i nierealnej, w której muzułmanin pomaga odnaleźć młodemu Żydowi szczęście i sens życia. Płakałam przy filmie, płakałam i przy książce.
Z największym sceptycyzmem podchodziłam do "Zapasów z życiem" i "Oskara i pani Róży". Lecz w miarę czytania przekonałam się do nich to mało powiedziane. Pokochałam je całym sercem. Jednak "Dziecko Noego" w ogóle nie przypadło mi do gustu, choć porusza kwestię łapania Żydów podczas II wojny światowej w Belgii. Przypowieść opowiada o księdzu, który ukrywa garstkę młodzików-sierot.
Ach, no i jest jeszcze "Milarepa"! Buddyjska przypowieść o tybetańskim joginie, który swoją nienawiść zamienił na szczęśliwe życie w ascezie. To tak w skrócie, jednak nie da się nie zauważyć, że książka bardzo mocno obfituje w sprawy religijne, a jeżeli nie w te, to w duchowe.

- Mnie się bardzo podobasz, Oskarze.
Trochę mnie tym ciocia Róża speszyła. Miło jest słyszeć takie rzeczy, człowiek dostaje gęsiej skórki, tylko że nie bardzo wiadomo, co odpowiedzieć.

   Muszę powiedzieć, że po lekturze tej książki wyjaśniło mi się wiele rzeczy. Odnalazłam odpowiedzi na problemy, które nurtowały mnie od kilku miesięcy. Dodatkowo jest to okres, w którym zawsze poupadam trochę psychicznie, a dodatkowy stres na uczelni też robi swoje. Książka pomogła mi się podnieść i sprawiła, że mam siłę dalej zmagać się z życiem i optymistycznie patrzę na nowy roku. Jeżeli wśród Was, jest osoba, która jak ja mam gorszy okres w ziemie, to gorąco polecam lekturę tej pozycji. Naprawdę dzieją się cuda! Zmiany, które zachodzą w psychice są niewiarygodne! Zimowa depresja nie ma szans.

   Dodatkowym atutem tej książki jest oprawa graficzna. Podejrzewam, że gdyby nie ona, przeszłabym obok książki i nie zwróciła na nią uwagi. Jako studentka indologii, bardzo interesuje się tego typu grafiką. Koleżanka z roku stwierdziła nawet, że to wydanie wygląda jak Koran. I być może nawet można porównać ją do swego rodzaju świętej księgi, gdyż zawiera wskazówki jak żyć, aby być szczęśliwym.

Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia.

★★★★★★★★★★

   Muzyka: Hey - Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan

Po drugiej stronie chmur zawsze jest czyste niebo.

P.S. Z tego miejsca chciałabym życzyć Wam, drodzy czytelnicy, wesołych i pogodnych świąt, niech Św. Mikołaj będzie rozdawał książki na prawo i lewo, a zabawa sylwestrowa będzie trwała do białego rana, oczywiście bez kaca. Jestem pewna, że tego samego życzy Wam również moja siostra. :) Nie chcę nic obiecywać, ale być może przed nowym rokiem pojawi się jeszcze jakaś recenzją, ale jeśli nie to Do napisania już w roku 2013.

środa, 5 grudnia 2012

Bóg nosi dres - Piotr Sender

Tytuł: Bóg nosi dres
Autor: Piotr Sender
Data wydania: 1 sierpnia 2011 r.
Wydawca: Wydawnictwo Replika
Liczba stron: 292


     "Dres też człowiek. Ma potrzeby, przyjaciół, przeszłość i - przede wszystkim - problemy. Głównie cudze. Pozostaje sobą, nawet w butach do garnituru. Dres też człowiek. W końcu nawet Bóg miał na sobie taki ciuch, prawda?

[...]

Zapraszamy na przesyconą smakiem piwa i zapachem papierosów podróż wgłąb studenckiego Gdańska.... i nie tylko. Mocny język, nieszablonowa narracja splatająca w jedno teraźniejszość i problemy przeszłości, przewijające się w tle ikony polskiej kultury oraz popkultury gwarantują świetną, choć może nieco kontrowersyjną rozrywkę."


                                                                                                                         - od wydawcy


Twierdzisz, że Bóg pochodzi z Indii?

     Książkę kupiłam w tym samym dniu, w którym nabyłam :Pocztówkowych zabójców". Wniosek z tego, że było to tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy. Po zakupie zaczęłam ją czytać, ale jakoś tak się złożyło, że musiałam to przerwać i odstawić książkę na później. I tak oto książka została zapomniana na wiele miesięcy i dopiero niedawno została odkurzona.

     W moim przypadku, jeżeli nie zainteresuje mnie tytuł i/lub okładka, to wiem, że książka raczej mi się nie spodoba. Choć oczywiście są wyjątki od reguły. W tym konkretnym przypadku zainteresował mnie tytuł, ale po zaczęciu książki nie byłam jakoś mocno wciągnięta. Jednak będąc ostatnio u rodziców nie wzięłam ze sobą książki i postanowiłam jeszcze raz podejść do tej pozycji. I byłam mocno zaskoczona, że jest całkiem niezła. Pochłonęłam ją w dość krótkim czasie.

Ludzie są dziwni. Szczególnie w Polsce.

      Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Naszym bohaterem jest student Politechniki Gdańskiej, który tak się składa, że jest dresem. Niestety nie powiem Wam, jak ma na imię, bo nigdzie w książce to nie padło. A nawet jeśli to nie pamiętam, przepraszam. Choć przyznam, że nie jest istotne dla sprawy jak ma na imię. Fabuła toczy się w dwóch przestrzeniach między, którymi nie ma określonego rozdzielenia. Czytamy o czymś i nagle orientujemy się, że akcja została przeniesiona do czasów dzieciństwa bohatera. Narracja jest pierwszoosobowa, więc można powiedzieć, że są to przemyślenia dresa.
Sama przez pierwsze kilkanaście lat mieszkałam na "dresowym blokowisku". Mam wśród nich znajomych, lecz przyznam się, że nigdy mi jakoś nie zależało na bliższych relacjach z nimi. Jednak po przeczytaniu tej książki wychodzę z założenia, że może jednak nie trzeba się ich bać, jak to w większości mają ludzie. Owszem kaptur na łysej głowie, srogie spojrzenie, rozwalone barki może nie świadczyć o ich przyjacielskości, lecz nasz bohater wśród znajomych ma nawet punkówę.
Przeszłość dotyczy głownie tego, jak ciężko w dzieciństwie miał nasz bohater. Zaczynając od alkoholizmu rodziców, poprzez ściganie mordercy, a na śmierci jedynego przyjaciela kończąc.
Nasz bohater ma grupę przyjaciół, których problemy czytelnik poznaje w miarę postępu czytania. Jednak wszystkie te problemy spowodowane są przez niejakiego Grubego, który jest powiedzmy mafijnym bossem. Co do zakończenia to powiem tylko tyle, że życie pisze czasami trochę na przekór.

Wydmuszki cywilizacji: mama, tata i synek w poszukiwaniu skarbów miasta XXI wieku.

     Książkę czyta się bardzo łatwo. Myślę, że wynika to z charakteru książki, to jest z narracji w pierwszej osobie. Pojawiają się tu nawet bardzo drażniące mnie słowo 'chłopacy'. Jednak dodaje to książce autentyczności. Co do okładki to muszę powiedzieć, że troszkę przeraża mnie wyraz twarzy tego chłopaka, aczkolwiek nie jest on autorem (który nawiasem mówiąc z nacją dresów ma chyba niewiele wspólnego, ale to tylko moje osobiste odczucie).

     Teraz napiszę słów kilka odnośnie autora. Jestem pod wrażeniem łatwości pisania, który ma ten chłopak. Piszę chłopak, bo urodził się w 1990 roku w Olsztynie. I jak na "umysł ścisły", naprawdę może pochwalić się talentem. Sama mam w planach napisanie książki, jednak coś czuję, że będzie to książka do szuflady, chociaż kto to tam wie. Mogę tylko pogratulować chłopakowi talentu i odwagi, bo do wydania książki i to jest potrzebne.

Tu leży dres, który przydał się Bogu.

★★★★★★★★☆☆

     Muzyka: O.S.T.R. - Autobiografia

Nic to, przecież Polska jest krajem, który zawsze robi na przekór.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka