Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 30 września 2015

Seria ksiażkowo-zdjęciowa #wrzesień2015


     Hejka naklejka! Dzisiaj przyszła pora na kolejny post zdjęciowy, mało zdjęć, ale cóż, nie każdy post będzie pełny sklejek. Dużo się działo u mnie we wrześniu, ale nie wszystko możecie zobaczyć na zlepkach, może więcej napiszę jutro w podsumowaniu, a jak nie... to trudno. Dziś krótko, więc nie przedłużam i od razu zapraszam Was do oglądania! :)




























wtorek, 29 września 2015

Król Wron - Szymon Krug

Tytuł: Król Wron
Autor: Szymon Krug
Data premiery: lipiec 2015 r.
Wydawca: MadMoth Publishing
Liczba stron: 378

   "Król Wron jest połączeniem klasycznego urban fantasy z motywami tradycyjnie należącymi do baśni.
Jej bohaterem jest mężczyzna, który z powodu jednej zupełnie nieistotnej decyzji trafia na pogranicze zaświatu, gdzie drapieżne stworzenia wypełzają spod szaf i łóżek, martwi rozgrzebują groby a wrony wieszczą bzdury w pustych ulicach i na kurhanach. Nowy ład zbliża się coraz głośniejszymi krokami a śniący budzą się z krzykiem w kolejnych koszmarach. Na dobre i na złe, na złe i jeszcze gorsze."

- od wydawcy

   O tej książce dowiedziałam się od siostry, i to właściwie tylko dlatego, że odezwało się do nas wydawnictwo z propozycją współpracy. Lubię wszelkie nowości, dlatego nie wahałam się. I tak książka znalazła się u mnie. Fajne jest to, że została wydana dzięki wsparciu osób nieznajomych. Ale od początku. Jakiś czas temu było wszędzie głośno to tak zwanym crowdfundingu, czyli obce osoby zbierają pieniądze na jakiś cel. W miejscowości na Podlasiu grupa przyjaciół postanowiła założyć wydawnictwo i wydać powyższą książkę. No i udało się! Bardzo budujące jest to, że jeszcze wielu osobom zależy na wydawaniu fantastycznych książek, a ta właśnie taka jest.

   Książkę czyta się jednym tchem. Styl autora jest niesamowicie plastyczny i obrazujący. Do tego stopnia, że czytając ją przed snem, bałam się później zasnąć. Bohaterowie mogliby być trochę bardziej opisani, ale to dodatkowo potęguje wrażenie niepewności i grozy. Po tym jak nie mogłam spać, zaczęłam czytać książkę tylko w dzień, ale i tak było strasznie. Chociaż momentami jest zabawnie, by za chwilę znowu powrócić na mroczny tor. Bardzo podobało mi się to, że tak mocno oddziaływała na mnie lektura, bo bardzo rzadko się to zdarza. Czytałam kilka książek Stephena Kinga i powiem Wam, że ta książka jest o niebo lepsza. King jest nazywany królem horroru, ale przy żadnej jego książce się nie bałam. Wielki szacun dla Szymona! (mam nadzieję, że wybaczy mi taką poufałość ;P )

   Adam to zwykły facet. Jest redaktorem we własnym wydawnictwie, ma dom, kochanego psa Łachmana oraz najlepszego przyjaciela Eliasza, z którym wspólnie prowadzi biznes. Pewnego dnia wracając z mocno zakrapianej imprezy postanawia skrócić sobie drogę do domu i zagłębia się w alejki miejskiego parku. Tam spotyka dziwnego osobnika, który brutalnie go bije i rozpruwa od szyi aż po pas. Następnego dnia budzi się w szpitalu. Czy to tylko mu się śniło, przywidziało? Czy zaczyna wariować od uderzenia w głowę? Po powrocie do domu zaczynają mu się śnić dziwne rzeczy. Niby mara senna, ale jaka realistyczna. Tak jakby działo się to wszystko na granicy jawy i snu. Zmartwiony przyjaciel wysyła go do szpitala psychiatrycznego na badania. Tam robi się jeszcze dziwniej. Zaprzyjaźnia się z dziewczynką o fioletowych ustach i młodym chłopakiem, który nie ma kontaktu ze światem rzeczywistym, a których zdaje się zauważa tylko on. Wszyscy nazywają go Pustym i zdają się znać jego historię i nic mu nie mówić. Adam i jego nowi przyjaciele postanawiają razem uciec, lecz bardzo osobliwy personel szpitala nie wypuści ich tak łatwo. Kim jest Król Wron, przed którym każdy go ostrzega? Dlaczego wszyscy twierdzą, że Adam nie ma duszy? I czy przyjdzie mu samemu zmierzyć się z tym, którego boi się każdy w obu światach?

   Okładka jest niesamowita! Świetnie oddaje klimat panujący w książce. Ilustracje w środku są, ale już nie tak bardzo obrazujące i straszne, i nie mam ich tak dużo, ale też są fajne. :)

   Jedyne zastrzeżenia jakie mam do książki to to, że jest sporo literówek, ale jak na debiut wydawnictwa nie jest źle. Przy następnej wydanej książce na pewno będzie lepiej. Drugie zastrzeżenie jest takie, że spodziewałam się po zakończeniu czegoś innego, że wyjaśni się choć trochę ta zagadka. Czy mam rozumieć, że ma być kontynuacja? Bo ja bardzo chętnie ją przeczytam. :D

   Podsumowując. Jest to idealna książka dla tych, co lubią literaturę mocną, brutalną, lubią się bać i odkrywać nowe szlaki w literaturze. Autor świetnie skonstruował fabułę, ma lekkie pióro, bohaterowie są wielowymiarowi i tacy, których za nic nie chciałbyś spotkać w biały dzień, a co dopiero w ciemnym zaułku w środku nocy. Można ją nabyć tylko na stronie wydawnictwa MadMoth Publishing.

★★★★★★★

poniedziałek, 28 września 2015

Courtship Book TAG


   Do tego TAGu zostałyśmy nominowane przez Karolinę z bloga Czytać to żyć podwójnie oraz przez Darię z bloga Il mio gatto nero za co serdecznie dziękujemy!

Zauważenie, czyli książka, którą kupiłam ze względu na okładkę.

ALICJA: Razem będzie lepiej Jojo Moyes. Chociaż nie tylko ze względu na okładkę. Głownie dzięki Kindze z bloga Zapisane Marginesy. Okładka jest cudowna i treść również wydaje się być wspaniała, niestety, jeszcze nie miałam okazji czytać tej książki.

ASIA: Ofiara w środku zimy Monsa Kalentofta ma jedną z najbardziej niesamowitych okładek, które widziałam. Jednak po przeczytaniu kilku stron wiedziała, że nie polubię się z tą książką i ją odłożyłam. Ale mojej siostrze przypadła do gustu, całe szczęście. :)

Pierwsze wrażenie, czyli książka, którą kupiłam ze względu na opis.


ALICJA: Może nie wybrałam tej książki typowo ze względu na opis, bo wcześniej o niej usłyszałam od mojej przyjaciółki Mrówy i to głównie dzięki niej po nią sięgnęłam, ale w sumie to był jakiś opis, prawda? Dlatego do tej kategorii zaliczam Do wszystkich chłopców, których kochałam. Wspaniała książka, przeczytana już przeze mnie i śmiało mogę Wam ją polecić. Kupujcie w ciemno, na pewno się nie zawiedziecie!

ASIA:  Już sam opis Black out Marca Elsberga zmroził mi krew w żyłach i wiedziałam, że muszę ją przeczytać.

Słodkie rozmówki, czyli książka z niesamowitym stylem pisania.

ALICJA: Niestety, nie jestem w stanie wybrać tylko jednej, zatem dam tu tak jakby całą serię. A mianowicie chodzi mi o książki napisane przez Monsa Kallentofta, czyli szwedzkiego autora, który pisze kryminały. Autor ma naprawdę specyficzny, ale rzeczywiście niesamowity styl pisania. Nie przypasuje on jednak wszystkim, ale warto spróbować, bo jak się Wam spodoba, to po prostu się zakochacie!

ASIA: Cenię George R.R. Martina za to, że tak niesamowicie pisze o jedzeniu i świetnie udaje mu się to wtopić w ciąg wydarzeń w Pieśni Lodu i Ognia. Książki czyta się naprawdę jednym tchem.

Pierwsza randka, czyli pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałam sięgnąć po kolejny tom. 

ALICJA: Dużo było takich książek. Dotyk Julii, Król Kruków, Ja, diablica, Powód by oddychać, O krok za daleko. Magiczna gondola. I pewnie wiele, wiele innych, ale te czytałam ostatnio i to od nich pamiętam tę ekscytację, w jaką zostałam wprowadzona. Niektóre już przeczytałam (w sensie kolejne tomy) a inne już mam na półce i czekają na swoją kolej.


ASIA: Chłopcy Jakuba Ćwieka oraz Meto. Dom Yvesa Greveta.

Nocne rozmowy telefoniczne, czyli książka, przy której przetrwałam noc.

ALICJA: Lubię czytać w nocy, ale ostatnio zdecydowanie rzadziej mi się to zdarza. Jednak ostatnie, co pamiętam to czytałam Dotyk Julii oraz Co wylądowało w lesie Rendlesham? do późna. Dawno już nie wciągnęły mnie tak książki, żebym do pierwszej czy drugiej godziny siedzieć i czytać, czytać i czytać!

ASIA: Za bardzo cenię sobie sen, dlatego nie spędzam nocy na czytaniu. Jednak książka, z którą wytrzymałam najdłużej to, aż wstyd przyznać, Zmierzch Stephenie Meyer.

Zawsze w myślach, czyli książka, o której nie mogę zapomnieć.


ALICJA: Zdecydowanie są to książki, a nie książka i głównie książki Greena. Wiem, mało oryginalne, ale uwielbiam twórczość tego autora i na pewno nieraz jeszcze będę do nich wracać, bo są wspaniałe! 

ASIA: Chyba jest tylko jedna książka, o której nie mogę zapomnieć. Mam na myśli Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet Stiega Larssona. Na razie przeczytałam tylko pierwszy tom, ale nie mogę się doczekać lektury kolejnych.

Kontakt fizyczny, czyli książka, którą kocham za to jakie wywołuje we mnie emocje.


ALICJA: Zdecydowanie seria Oddechy. To bardzo emocjonujące książki, wypełnione radością, smutkiem, płaczem, strachem o to, czy nasza bohaterka obudzi się kolejnego dnia. Tak pięknie jak pani Donovan prawie nikt nie potrafi pisać o emocjach. 

ASIA: Mogę nazwać się osobą odporną na emocje książkowe. Nie mam jakiś emocjonalnych związań z książkami.

Spotkanie z rodzicami, czyli książka, którą chciałabym polecić znajomym i rodzinie.

ALICJA: Raczej polecam wszystko, co mi się podoba, a nie konkretnie jedną książkę dla wszystkich, więc... wszystko co oceniam na więcej niż 7 gwiazdek xD

ASIA: Polecam większość książek, które mi się podobały. Jednak w moim gronie znajomych jest niewiele takich, którzy poświęcają swój czas książkom. A szkoda! :(

Myślenie o przyszłości, czyli książka, którą wiem, że będę czytać jeszcze raz (lub kilka) w przyszłości.

ALICJA: Zdecydowanie jest to seria o Harrym Potterze. Wiem, że do niej będę wracać nie raz (teraz jestem w trakcie kolejnego czytania całej serii od nowa) i na pewno będzie mi się podobała, zawsze tak samo, a może za każdym razem może nawet nieco bardziej? Jestem wielką fanką HP i nigdy nie przestanę, bo to, co jest zawarte w tych książkach i to, co ich czytanie powoduje jest tak magiczne, że nie można obok tego przejść obojętnie, niezależenie ile się ma lat.


ASIA: Bardzo rzadko wracam do książek ponownie. Szkoda mi czasu na coś, co znam, skoro jest tyle książek do przeczytania.

Dzielimy się miłością- czyli kogo taguję!

niedziela, 27 września 2015

WYNIKI ROZDAWAJKI


   Mimo ogromnego zamieszania dzisiaj, udało nam się z Asią napisać ten post, bo wiemy, że jesteście już ciekawi, do kogo powędrują konkursowe książki i niespodziankowe zakładki (nie są jeszcze gotowe, ale ćś!). Także tego, bez zbędnej pisaniny zabieramy się za losowanie zwycięzców!


Do Pauliny leci Domek z piernika
Do Oli K leci Starter
Do Patrycji Sudoł leci Czerwona królowa
Do Kanwuje czytam testuje leci World War Z

Serdeczne gratulacje! Zwycięzców prosimy o podanie adresów koniecznie z maili, które podaliście w zgłoszeniu!!!

A następny konkurs na 1000 obserwatorów :D 

sobota, 26 września 2015

Ruda Sfora - Maja Lidia Kossakowska

Tytuł: Ruda Sfora
Autorka: Maja Lidia Kossakowska
Data wydania: 2007 r.
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 486

   "Ruda Sfora spopiela świat i zaświaty, gdy triumfuje wiara przekonanych, że nie wierzą w nic.
Poprzedza ją żelazisto-mdły odór ran i śmierci. Naznaczona rdzą zakrzepłej krwi, potężna butą i nienawiścią, niszczy wszystko. Niczym ludzkość opętana bratobójczymi walkami w imię kolejnego czegoś tam..
Nad kosmosem Jakutów - na kształt mrocznego oparu - zawisło widmo z góry przegranej wojny. Straceńczej misji podjąć się muszą: młody szaman na kulawym, gadającym koniu, pieśniarz-wojownik z zadrą w sercu, harda półbogini i kościak-tupilak, który miał być bardzo zły... ale nie umiał."

- od wydawcy

   Od zawsze interesowałam się przeróżnymi mitologiami. Nie miało znaczenia z jakiego kraju, ale im bardziej dziwne były tym bardziej chciałam się w nie zagłębić. Jakiś czas temu trafiłam w telewizji na film Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków swoją drogą naprawdę świetny film i jeżeli niestraszne Wam dość dziwne elementy to szczerze polecam) , który przedstawia historie 26 kobiet z ludu mieszkającego na Syberii. Całość jest w klimatach właśnie mitologicznych, folkowych. Wtedy zaczęłam szukać więcej informacji o ludach syberyjskich i trafiłam na tę książkę, której kanwą stała się mitologia Jakutów.

   Książka jest tak dobrze napisana, że czyta się ja jednym tchem. Nie chce się jej odkładać ani na chwilę. Akcja szybko się rozkręca i pędzi bez przystanku do samego końca. Czytelnik MUSI dowiedzieć się, jak ta przygoda się skończy. A zdradzę Wam, że zakończenie jest bardzo zaskakujące.

   Bohaterowie są świetnie wykreowani. Tych głównych najgłówniejszych jest pięcioro. Początkujący szaman, trzynastoletni Ergis, jego najwierniejszy rumak Bębenek, wojownik-ołonchosut (pieśniarz) Ellej, tupilak Iwaszka oraz córka  boga ognia... książkę czytałam jakiś czas temu i nie pamiętam dokładnie jak ma imię. To dlatego, że ta dziewucha była strasznie zarozumiała i denerwowała mnie na każdym kroku. Iwaszka był momentami mocno irytujący, ale jego filozofia życiowa i głupiutkie teksty są na pewno potrzebnym elementem, bo rozładowują napięcie akcji. A tej w książce nie brakuje, bo tytułowa Ruda Sfora jest przerażająca i niemożliwością jest ją powstrzymać. Jednak nasi bohaterowie mimo wszystko podejmują się tej samobójczej misji i rozpoczynają wędrówkę poprzez dziewięć poziomów Nieba i Piekła, aby dowiedzieć się czym Ruda Sfora jest i jak z nią walczyć. Czy im się to uda będziecie musieli przekonać się sami. Jednak zapewniam, że naprawdę warto.

   Za każdym razem jak czytam książki od Fabryki Słów jestem pod wrażeniem pracy ilustratorów. Jest to wydawnictwo, które zatrudnia naprawdę świetnych artystów. Dominik Broniek stworzył do książki tak niesamowite w swojej prostocie, a zarazem oddające klimat książki ilustracji, że w głowie mi się to nie mieści. Koleżka ma wielki talent!

   Świetnym pomysłem było to, że na samym końcu został zamieszczony słowniczek, który wyjaśnia wszelkie elementy mitologii jakuckiej, które dla normalnego człowieka mogą być niezrozumiałe.

   Mało jest takich książek, które mnie rozwalają na łopatki. Ta książka zdecydowanie do nich należy i z wielką radością dodaję ją do grona moich ulubionych książek. A tych do tej pory mam raptem dwie. Na pewno będę do niej wracać, bo ta historia na pewno mi się nie znudzi. Koniecznie ją przeczytajcie, jeśli lubicie fantastykę. Jeśli za nią nie przepadacie, to mimo wszystko gwarantuję Wam, że się na niej zawiedziecie. Książka "cud, miód i orzeszki" - już dawno nie czytałam tak dobrej książki, i to jeszcze z naszego rodzimego rynku. 

★★★★★★★★★★

czwartek, 24 września 2015

Morza Wszeteczne - Marcin Mortka

Tytuł: Morza Wszeteczne
Autor: Marcin Mortka
Data premiery: 25 września 2013 r.
Wydawca: Uroboros
Liczba stron: 412

   "Salwa burtowa i sufit walący się na głowę to na ogół kiepski początek dnia, ale dla Rolanda zwanego Wywijasem to najczęściej zwiastun wielkich zmian w życiu (o ile uda się je ocalić). Niestety Roland miast palić, grabić i rabować, jak na pirata przystało, wplątuje się w groźną wojnę. Dobrze, że może chociaż liczyć na swoje pirackie szczęście i zgraję typów spod bardzo ciemnej gwiazdy, dla których określenia: szaleniec, moczymorda czy pokraka brzmią jak niewinne komplementy."

- od wydawcy

   Na książkę natknęłam się jak tylko wyszła. Okładka zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłam ją kiedyś przeczytać, ale nie koniecznie chciałam mieć ją na swojej półce. Długo szukałam jej w bibliotekach, aż ostatnio siostra powiedziała, że jest dostępna i nie ma na nią rezerwacji. Kazałam jej ją wypożyczyć i szybko zabrałam się za czytanie.

   Spotkałam się wcześniej z twórczością pana Mortki przy okazji czytania Domu pod pękniętym niebem. Byłam wtedy pod ogromnym wrażeniem stylu autora. I nadal jestem! Ta książka trzyma światowy poziom jeżeli chodzi o stylistykę. Autor wie jak budować napięcie, jak opisywać wydarzenia, aby lektura szybko się nie nudziła, bohaterowie są wielowymiarowi. No rewelacja pod każdym względem.

   Miałam też okazję przejrzeć książki dla maluchów spod pióra pana Mortki i muszę przyznać, że mało jest autorów, którzy dobrze pisaliby dla każdego wieku. Od lat 2 do 102. Bo mimo że ta książka jest dla młodszej młodzieży, to ja jako osoba dorosła świetnie się przy tej książce bawiłam i żałuję, że przyjdzie mi trochę poczekać na drugi tom.

   Wybuchy armatnie i salwy z broni z samego rana nie zwiastują nic dobrego. Jednak tak zaczyna się dzień kapitana Rolanda, sławnego pirata. Na dodatek okazuje się, że jego okręt został zatopiony. Aby uniknąć zagłady on i jego załoga schodzą do podziemi pirackiego miasta Necroville. Tam okazuje się, że pirat może pomóc mieszkającej pod miastem bestii, która w zamian pozwala mu zatrzymać okręt najeźdźcy "Błędnego Rycerza". Jednak już po kilku chwilach na statku okazuje się, że nie jest on takim normalnym statkiem. Cały statek pokryty demonicznymi symbolami, a w najciemniejszych zakamarkach słychać niepokojące dźwięki. Okazuje się, że sterowanie demonicznym statkiem nie jest wcale takie łatwe, a zgłębienie jego tajemnic nie jest wcale takie łatwe, ponieważ żaden z konstruktorów już nie żyje. Aby czegoś się dowiedzieć kapitan Roland musi udać się do kraju, który niegdyś pokonał kraj sprzymierzeńców demonów. Co tam odkryje? Dlaczego wszyscy polują na tajemniczy kryształowy sarkofag? I co właściwie z tym wszystkim maja wspólnego aniołowie? Ja już przekonałam się czy kapitanowi uda się wyjść cało z opresji. Mam nadzieję, że sięgnięcie po tę książkę i poczujecie się jak prawdziwy pirat! Arr...!

   Projekt okładki i ilustracje w środku książki są niesamowite. Od razu czuć klimat pirackich przygód i niesamowitych wydarzeń. Muszę przyznać, że z większością załogi "Błędnego Rycerza" nigdy nie chciałabym mieć styczności, ale z drugiej strony są to bardzo fascynujące osobowości, którzy koniec końców nie okazują się wcale tacy źli. Chyba. :P

   Podsumowując, pan Mortka powalił mnie swoimi pomysłami, które ubrał w świetną historię, którą zainteresuje się każdy bez względu na płeć czy wiek. Prawdziwa gratka dla chłopców, którzy uwielbiają piratów i ich przygody. Ponadto powieść niesie za sobą kolka bardzo mądrych przesłań. Czyli świetna i mądra książka w jednym!

★★★★★★★

środa, 23 września 2015

PREMIEROWO: Sokół - Dominik W. Rettinger

Tytuł oryginału (polski): Sokół
Autor: Dominik W. Rettinger
Data premiery: 23 września 2015
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 476 (PDF)
Czas czytania: 2 tygodnie

"Polski Kontrwywiad Wojskowy trafia na ślad grupy terrorystycznej przygotowującej zamach na wielką skalę. Terroryści zostają namierzeni, a sytuacja wydaje się opanowana. Do czasu.
Kilka lat wcześniej pułkownik Karol Siennicki natrafił w Afganistanie na ślad podwójnego agenta. „Sokół”, oficer wywiadu wyszkolony przez PRL-owskie służby, po transformacji ustrojowej zapadł się pod ziemię. Wygląda jednak na to, że nadal działa, a złapanie go jest jedyną szansą na ocalenie setek tysięcy ludzi.

Sokół to najlepsza książka sensacyjna od czasów Nielegalnych Vincenta V. Severskiego."
- lubimyczytac.pl


   Wiecie, albo i nie wiecie, uwielbiam książki o takiej tematyce, chociaż jak widać na blogu, nie zdarza mi się czytać ich często. Czemu? Po prostu mało o nich wiem, nie mam bladego pojęcia, co jest dobre, a co nie i zwyczajnie w świecie nie biorę się za coś, o czym nie mam bladego pojęcia. Jednak gdy dostałam maila z propozycją zrecenzowania Sokoła, przeczytawszy opis nie mogłam się nie zgodzić! Nie wiem jak Was, ale mnie opis tak bardzo zaciekawił, że po prostu musiałam dostać egzemplarz w swoje ręce. Jak wiecie, zdobyłam wersję PDF, co bardzo, ale to bardzo utrudniało czytanie, a momentami niemal uniemożliwiało. W końcu przebrnęłam przez tę powieść i powiem szczerze, że sama nie wiem, co mam o niej myśleć. Dużo wątków, w których trzeba się połapać, w dodatku to, że czytało się ją strasznie opornie mnie odrzuca, ale to może być wina po prostu wersji PDF. Dlatego zachęcam Was do zapoznania się z dalszą częścią recenzji, bo tam będę zdradzać więcej, o wiele więcej!

   Sokół opowiada historię całej masy różnych bohaterów, jednak skupia się głównie na kilku postaciach: Ewa Sawicka, Adam Wierzbicki, Karol Siennicki oraz Joachim Kund - tak przynajmniej mi się wydaje, gdyż to te postaci najbardziej zapadły mi w pamięć. Główna część akcji rozgrywa się w Warszawie i okolicach, jednak są również wydarzenia, które dzieją się choćby w Afganistanie. Spytacie pewnie: czemu Afganistan? Otóż w Sokole głównym wątkiem jest zamach terrorystyczny, który został zaplanowany przez nieznaną nikomu osobę/grupę osób. Każdy z naszych bohaterów w jakiś sposób jest powiązany z tym wszystkim, jednak żeby dowiedzieć się w jaki sposób, musicie po prostu przeczytać książkę. Dodam jednak jeszcze, że każdy z nich ma coś do stracenia, każdy z nich będzie musiał podejmować pewne decyzje, które odmienią ich życie na zawsze.

   Bardzo ciężko jest mi opowiedzieć fabułę w skrócie, ponieważ ciężko o unikanie spoilerów. Cała książka jest napakowana pędzącą akcją i mnóstwem wątków, które przeplatają się ze sobą, a pod sam koniec tworzą naprawdę misternie stworzoną całość. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, że autor się w tym wszystkim połapał, bo ja miałam naprawdę duże problemy, przynajmniej przez pierwszą połowę powieści, aby to wszystko ogarnąć. Ale jakoś dałam radę i naprawdę, ale to naprawdę podobała mi się ta historia. Nie wiem na ile autor zna się na tych wszystkich militarnych, rządowych, politycznych sprawach, bo ja tak bardzo się na tym znam, że aż wcale, ale wydaje mi się, że większość to sprawdzone informacje i są one naprawdę świetnie opisane. Czytelnik nie czuje niedosytu, braku informacji, bo jest ich aż tyle, że to może go chwilami przytłoczyć. Ale wierzcie mi, gdyby nie te rzeczy, to nikt by nic z tej książki nie zrozumiał.

   Na co muszę zwrócić uwagę to to, że pan Rettinger świetnie opisuje to, co dzieje się z bohaterami pod względem psychicznym. Wszystkie ich odruchy, reakcje, relacje z innymi ludźmi - to jest wspaniałe i powiem Wam szczerze, że naprawdę jestem zachwycona! Szczególnie, że nieczęsto mamy okazję poznać, co siedzi w głowie różnych ludzi (chorych psychicznie również). Wydaje mi się, że to zostało opisane naprawdę fajnie i nigdy nie mogłam być pewna, jaki będzie następny ruch tego, czy innego bohatera. Takie sytuacje (zamachy terrorystyczne) pochłaniają ogromne pokłady nie tylko finansowe, ale i ludzkie - to, jaki kto będzie, zależy tylko i wyłącznie od niego samego - czy zdecyduje się popełnić ten ostateczny czyn, czy nie, jest kwestią psychiki. Tutaj, w Sokole zostało to w naprawdę genialny sposób opisane, przynajmniej moim zdaniem i mam nadzieję, że to nie jest tak, że książka mi się podoba, bo jest po prostu pierwszą (jedną z pierwszych) z tego gatunku, po którą sięgnęłam. Mam nadzieję, że nie i że wszystkie inne tego typu powieści będą tak świetne, jak ta.

   Podsumowując Sokół to naprawdę ciekawa, pełna akcji historia, z przeróżnymi, naprawdę przeróżnymi bohaterami. Jednych polubiłam bardziej, innych mniej, ale każdy na pewno znajdzie kogoś, komu będzie kibicował. Nie czytam dużo tego typu książek, ale jestem pewna, że teraz na pewno zacznę sięgać po nie znacznie, znacznie częściej! Niesamowite zwroty akcji lub ciągłe trzymanie w niepewności czytelnika to tylko dwa z bardzo wielu atutów tej powieści. Jestem prawie pewna, że fanom tego gatunku przypadnie do gustu, mi ta historia zmroziła krew w żyłach, szczególnie, gdy dowiedziałam się, że część tego, co zostało tam zawarte bazuje na faktach. Polecam gorąco, chyba że nie lubicie takich historii, to wtedy może się Wam nie spodobać.

★★★★★★★★☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

 *grzbiet zmierzłam na podstawie Czerwonej królowej wydanej przez to samo wydawnictwo

wtorek, 22 września 2015

Ene, due, śmierć - M.J. Arlidge

Tytuł oryginału: Eeny Meeny
Tytuł polski: Ene, due, śmierć
Autor: M.J. Arlidge
Data premiery: 4 marca 2015
Wydawca: Czwarta Strona
Liczba stron: 419
Czas czytania: 4 dni

"Witaj w świecie, w którym najbliższa Ci osoba staje się Twoim wrogiem, a każda podjęta decyzja może być ostatnią w życiu. W świecie, w którym łzy szczęścia mieszają się z zapachem krwi.
Dla Helen Grace praca w policji jest wszystkim. Dla mordercy, którego tropi, śmierć to gra. Zdeterminowana, twarda, ale też skrzywdzona Helen będzie musiała zagrać z mordercą według jego reguł.  

Ene, due, śmierć to mroczny i trzymający w napięciu thriller, który zmiażdży twoje poczucie bezpieczeństwa.
Zagrasz?
Ene, due, śmierć to pierwsza z serii książek z inspektor Helen Grace w roli głównej. Flagowy tytuł wydawnictwa Penguin Books. Wydarzenie Targów Książki we Frankfurcie w 2014 roku. Prawa do jej publikacji kupiło 25 krajów. Debiutancka powieść M.J. Arlidge’a – producenta telewizyjnego BBC –będzie miała też swoją ekranizację."
- lubimyczytac.pl

Seria z Helen Grace
Ene, due, śmierć | Powiedz panno, gdzie ty śpisz | The Doll's House* | Liar Liar*
* informacja znaleziona na goodreads.com

   Przed przeczytaniem Ene, due, śmierć miałam ogromne oczekiwania, co do tej książki. Sama nie wiem czemu, ale gdy widzę hasło THRILLER czekam na coś naprawdę genialnego, mrożącego krew w żyłach i nie dającego mi spać przez kilka następnych nocy. Dlatego też, gdy przebrnęłam przez nieco ponad czterysta stron tej powieści byłam zawiedziona, gdyż nie dostałam żadnej z tych rzeczy. Nie jestem wielką znawczynią kryminałów i thrillerów, ale wiem, co jest w stanie mnie zadowolić, a co, według mnie, jest po prostu słabą imitacją tego gatunku (przynajmniej w moim mniemaniu). Zaraz jednak przekonacie się, o co dokładnie mi chodzi. 

   Helen Grace to silna babka, ma ogromne wpływy na komisariacie, gdzie pracuje, jest najwyższą rangą kobietą w policji w pewnej dzielnicy Londynu. Jest naprawdę dobra w tym, co robi, uzyskała już wiele odznaczeń za swoje akcje, a koledzy z pracy ją szanują i podziwiają. Ma jednak sekret, o którym nikomu nigdy nie powiedziała. Ale teraz wszystko może wyjść na jaw. Zaczyna się fala porwań, a następnie morderstw, które jednak nie są do końca typowymi morderstwami. Dwoje ludzi, telefon i pistolet z jedną kulką. Ty wybierasz kto umrze, a kto przeżyje. Dałbyś radę? Ja na pewno nie. 

   Gdy kupowałam tę książkę nie spodziewałam się tego, co dostałam. Liczyłam na naprawdę trzymający w napięciu thriller, a tak naprawdę dostałam przeciętny kryminał i choć nie domyśliłam się, kto stał za tą chorą grą i bardzo ciekawiło mnie rozwikłanie tej zagadki, to nie byłam jakoś szczególnie zaszokowana, gdy zabrnęłam na ostatnią stronę Ene, due, śmierć. Autor niestety nie potrafił trzymać mnie aż w takim napięciu, jednak przyznam szczerze, że były chwile, gdy robiłam coś innego, niż czytałam, a myślami wracałam do historii Helen. 

   Pan Arlidge ma bardzo przyjemne pióro i jego książkę czyta się szybko, ale nic ponadto. Niektóre brutalne opisy mógł sobie darować, bo nie były straszne, a jedynie obrzydliwe, a nie o to chyba chodziło, skoro w zamyśle twórca miał porządny thriller. Jestem zła, że nie dociągnął tego do końca, tak, jak mi się wydaje, że chciał. A może to po prostu ja czytałam już dużo popapranych powieści i ta nie wydała mi się być wystarczająco nienormalna? Nie, jednak w to wątpię. 

   Generalnie książka nie jest zła. Całkiem nieźle skrojona historia, której nie do końca idzie się domyślić, przyjemne pióro i szybkość czytania świadczą dobrze o tej książce. Ale jednak coś mi tu nie pasowało i to chyba jest główna bohaterka. Silna, niezależna kobieta bez męża, nieutrzymująca kontaktu z rodziną (bliższą i dalszą), niepchająca się w związki... Zbyt idealna? Jasne, ma wady, jednak i tak kreowana jest jako idealna kobieta, którą powinna być każda z nas. No nie do końca. To główna bohaterka zepsuła moje zdanie o tej książce, bo historia sama w sobie jest naprawdę ciekawa.

   Obawiałam się, że Ene, due, śmierć może być wzorowane na [geim], które wcale a wcale mi się nie podobało. Jednak moje obawy zostały rozwiane i cieszę się, że autor nie poszedł w tę stronę, bo byłby to jeszcze większy zawód, niż w rzeczywistości teraz jest. 

   Podsumowując, Ene, due, śmierć nie jest złą książką, ale wytrawni czytelnicy na pewno mogą się na niej zawieść. Ja może nie należę do grona osób, które zaczytują się w thrillery, ale wiem, co mi się podoba, a to zdecydowanie nie spełnia moich oczekiwań. Brak większego napięcia i szoku, gdy zostaje sprawa dociągnięta do końca to zdecydowane minusy tej książki, ale głównym minusem jest Helen Grace, główna bohaterka, która tak naprawdę (jak książka) nie jest zła, po prostu nie trafia w mój bohaterkowy gust i tyle. Ciekawa jestem, czy Wam się podobała, o ile czytaliście i czy zamierzacie. Niestety, znów, nie polecę ani nie odradzę. Zdecydujcie sami.

★★★★★★☆☆☆☆ 

Książka bierze udział w wyzwaniach:

niedziela, 20 września 2015

Wielki Gatsby - Francis Scott Fitzgerald

Tytuł oryginału: The Great Gatsby
Tytuł polski: Wielki Gatsby
Autor: Francis Scott Fitzgerald
Data premiery: kwiecień 2013
Wydawca: Wydawnictwo REBIS
Liczba stron: 198
Czas czytania: 4 dni

"Nowy Jork, lata 20. Jazz, prohibicja, gangsterskie porachunki. Czas wielkiego kryzysu i równie wielkich profitów. Czas, kiedy droga od pucybuta do milionera była najkrótsza.

Jay Gatsby dostaje się w tryby przestępczego półświatka i wielkiej finansjery. Marzy o pieniądzach, władzy i tej jedynej kobiecie. Traci miłość, przyjaciół i szacunek do siebie samego. Światła wielkiego miasta i kropla szampana to jedyne szczęście, do jakiego zdolne jest stracone pokolenie."
- lubimyczytac.pl

   Zacznę może od tego, że o Wielkim Gatsbym słyszałam bardzo dużo. Jednym się podobał, innym nie. Jedni pokochali, inni znienawidzili. Byłam zaintrygowana tą książką, ale i jednocześnie się jej obawiałam. A co, jeśli klasyka literatury mi się nie spodoba? Cóż. Nie wszystko może się podobać wszystkim i nie każda książka jest dla każdego. W moim mniemaniu o Wielkim Gatsbym za dużo się mówi, a zbyt mało myśli, dlatego wokół tej historii powstała dziwna otoczka parcia na szkło i wyidealizowania jej w sposób, jakiego nie jestem w stanie znieść. I to chyba właśnie z tego powodu, z powodu zbyt wysokich oczekiwań, bo klasyka, bo wszyscy chwalą, bo mówią, jak to fajnie czytać powieści z wyższej półki, wcale się Wielkim Gatsbym nie zachwyciłam. A szkoda, naprawdę żałuję, bo liczyłam na coś naprawdę fantastycznego.

   Fabuła tej książki pozostaje dla mnie w dalszym ciągu tajemnicą, nawet po przeczytaniu. Zdziwicie się pewnie, dlaczego? Otóż dlatego, że sama nie wiedziałam właściwie, o czym czytam. To była książka zupełnie o niczym, której fenomenu nie mogę zrozumieć, niezależnie jak bardzo bym się starała. Jedyne co zrozumiałam to to, że akcja ma miejsce w West Egg na Long Island w 1922 roku oraz to że narratorem jest Nick Carraway, który opowiada historię Jaya Gatsby'ego, sąsiada mieszkającego obok, urządzającego najwystawniejsze przyjęcia w okolicy Nowego Jorku.

   Styl autora strasznie mnie męczył. Ciężko czytało mi się początek i środek, chociaż ostatnie 30-40 stron było już znośne (a może po prostu się przyzwyczaiłam?). Sama nie wiem, czytanie Wielkiego Gatsby'ego to była istna męczarnia, szczególnie, że byłam przygotowana na coś zupełnie innego, coś wielkiego i fantastycznego. A wcale tego nie dostałam.

   Ani nie odradzam, ani nie polecam. Z tą książką każdy sam musi się zmierzyć, jeśli chce, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem, czy dostanie to, czego oczekuje od Wielkiego Gatsby'ego, ja się zawiodłam. I to bardzo. Naprawdę, bardzo. Podchodźcie do tej pozycji jednak z dużą rezerwą, jeśli już postanowicie się za nią zabrać. Mniejsze oczekiwania, mniejsze rozczarowanie na koniec. 

★★★★★☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:


sobota, 19 września 2015

Moja książkowa jesień [Asia]


   Jesień tuż tuż. Ostatnie dni były jeszcze bardzo ciepłe, ale ani się obejrzymy a drzewa się zezłocą, liście zaczną opadać, zaczynie coraz częściej padać deszcz. Jednak jesień ma też swoje uroki. Czy parki w kolorach żółto-czerwonych w pogodny jesienny dzień nie są piękne? Mam takie książki, które lubię czytać w te ładne i te mniej ładne dni jesieni.

GRA O TRON (PIEŚŃ LODU I OGNIA)


   Każdy zna tę serię. Prawdopodobnie głównie za sprawą genialnego serialu. Książki również są fantastyczne, jednak jest w nich coś, co sprawia, że najlepiej czyta mi się je w niezbyt ładne dni. Może to za sprawą niezbyt przyjaznej aury panującej w fabule, ale dla mnie jest to idealna lektura na brzydkie jesienne wieczory przy kubku gorącej herbaty lub kakao.

OJCIEC CHRZESTNY


   Ojciec chrzestny to klasyka wśród książek o tematyce gangsterskiej. Chociaż opowiada historię włoskiej rodziny pochodzącej z Sycylii, to akcja dzieje się w Nowym Jorku, szarej metropolii. Jak myślę o tym mieście to przed oczami mam właśnie jesienną aurę. Po za tym przepychanki "rodzinne' wprowadzają mnie w stan melancholijny, który idealnie pasuje do jesiennych dni.

MISTRZ I MAŁGORZATA


   Klasyka sama w sobie. Nie muszę tłumaczyć o czym jest. Jest to właściwie książka, którą dobrze mi się czyta całym rokiem, jednak najczęściej jest tak, że przypominam sobie o niej właśnie jesienią. Zastanawia mnie, dlaczego tak się dzieje.

Post powstał w ramach akcji #jesienzfeeria

https://www.facebook.com/FeeriaYoung

https://www.facebook.com/events/793976914056087/

piątek, 18 września 2015

Królowa Tearlingu - Erika Johansen


Tytuł oryginału: The Queen of the Tearling
Tytuł polski: Królowa Tearlingu
Autorka: Erika Johansen
Data premiery: 4 lutego 2015
Wydawca: Galeria Książki
Liczba stron: 486
Czas czytania: 16 dni

"Młoda księżniczka musi upomnieć się o tron i stoczyć bój z potężną czarownicą w decydującej rozgrywce między światłością a mrokiem.

Kelsea dorastała w ukryciu, z dala od królewskiej twierdzy, i niewiele wie o straszliwej przeszłości Tearlingu. Jej przodkowie odpłynęli z chylącego się ku upadkowi świata, by stworzyć nowy, wolny od technologii. Jednak społeczeństwo podzieliło się na trzy zastraszone narody oddające hołd czwartemu: potężnemu Mortmesne pod rządami okrutnej Szkarłatnej Królowej.

W dniu dziewiętnastych urodzin Kelsea wyrusza w niebezpieczną podróż do stolicy, gdzie ma zająć należne jej miejsce na tronie Tearlingu. Jednak zło, jakie odkrywa w sercu królestwa, popycha ją ku śmiałemu czynowi, który otwiera Szkarłatnej Królowej drogę do zemsty. Śmiertelnie niebezpieczni przeciwnicy – od skrytobójców po ludzi posługujących się najmroczniejszą magią krwi – snują plany zamordowania dziewczyny.

Kelsea dopiero rozpoczyna walkę o ocalenie królestwa. Pełna zagadek, zdrad i niebezpieczeństw droga do jej przeznaczenia jest próbą ognia, z której wyłoni się legenda... lub która doprowadzi do jej upadku."
- lubimyczytac.pl

Trylogia "Królowa Tearlingu"
Królowa Tearlingu | The Invasion of the Tearling* | Zaplanowana**
*taką informację znalazłam na goodreads.com
** książka w przygotowaniu, brak tytułu

   O Królowej Tearlingu pierwszy raz usłyszałam na kanale Darii - Więcej Książków. Ona chyba jej nie recenzowała, ale coś po prostu wspominała, że czyta, więc kiedy zauważyłam tę książkę w bibliotece, nie mogłam po nią nie sięgnąć. Byłam niezwykle ciekawa, czy mi się spodoba. Jak wyszło? Zaraz się przekonacie. Muszę jednak jeszcze napomknąć o okładce, która jest według mnie genialna! Taka minimalistyczna, ale naprawdę cudowna. Cała książka w ogóle jest pięknie wydana, choć słyszałam od kilku osób, że nie podoba im się format (jest to zdecydowanie mniejsza książeczka niż wszystkie inne), ale mi pasuje. Przynajmniej poręcznie się ją nosi. 

   Kelsea ma dziewiętnaście lat i została wychowana przez małżeństwo - Carlin i Barty'ego - które nie jest jej biologicznymi rodzicami. Kelsea to córka poprzedniej królowej, teraz ma zasiąść na tronie i na nowo przywrócić królestwo Tearlingu jego ówczesną świetność. Jednak wiele osób czyha na jej życie, jej wuj, który jest regentem nie chce dopuścić, aby dziewczyna dotarła bezpiecznie do zamku i przejęła władzę. Biedna nastolatka, która wychowywała się bez różnego rodzaju zabaw i swobód, zamknięta w małym domu i lasku obok nie zna życia, nie wie, jak się zachowywać, a na domiar złego zakochała się w przestępcy. Czy Kelsea udowodni swoją lojalność wobec osób, które tego od niej oczekują? Czy sprosta zadaniu, jakie zostało jej powierzone? Czy w ogóle dotrze do zamku żywa? Ja już wiem, a Wy?

   Pierwsze od czego zacznę to wielowątkowość tej książki. Tak naprawdę w niej nie są opowiedziane jedynie losy Kelsea, a również to, co dzieje się z jednym ze Strażników Wrót, którzy bronią zamku, wuja Królowej Tearlingu - Thomasa Raleigha oraz ojca Tylera, który zajmował się koronacją dziewczyny. To bardzo ciekawy zabieg, bo w sumie myślałam, ze poznam jedynie to, co dzieje się z naszą główną bohaterką, a bez tych postaci historia byłaby niepełna i w większości sytuacjach pozbawiona większego sensu. 

   Styl Eriki Johansen jest dość toporny i ciężko się w niego wgryźć. Bardzo łatwo się rozpraszałam podczas czytania tej książki i szło mi to bardzo, ale to bardzo wolno. Ale ostatnie sto trzydzieści stron po prostu pochłonęłam! Albo się przyzwyczaiłam, albo w miarę pisania autorce poprawił się warsztat, zdecydowany plus, chyba że ktoś strasznie męczy się na początku, tak, że nie daje rady czytać, to wtedy nie ma z tego żadnego pożytku. W dodatku jest stosunkowo dużo przekleństw, co nieco mnie irytowało, no ale już trudno. Taki mamy klimat.

   Autorka przedstawia nam tutaj dość chaotyczny świat, bo w sumie mamy Amerykę, mamy Nowy Londyn, niby to Nowa Europa i wszystko jest tak, jak było, ale coś mi tu nie gra. Szczególnie, że są to realia podobne do Średniowiecza, a tu oni wyskakują nagle z czytnikami e-booków albo z jakimiś transplantacjami, które wtedy nie miały w ogóle miejsca. Wydało mi się to bardzo, bardzo dziwne i nie do końca pasowało, no ale pani Johansen stworzyła przynajmniej coś swojego, coś co ją symbolizuje. Nie jest to do końca dobra rzecz, no ale już trudno. Jestem w stanie się z tym pogodzić, jeśli muszę. 

   Jeśli chodzi jeszcze o aspekty techniczne, to rozdziały są zdecydowanie za długie. Mogłoby być ich więcej, ale żeby były krótsze, bo przez to cała historia jeszcze bardziej mi się dłużyła. Ale plusy również są. Największym są takie wstawki, nie umiem tego do końca nazwać, jakby wyjęte z dokumentów znajdujących się w twierdzy w Nowym Londynie, z których możemy zaczerpnąć nieco więcej informacji, niż te, które poznajemy wraz z biegiem historii. To bardzo ciekawy zabieg i rzadko kiedy się z czymś takim spotykam, jeśli chodzi o książki. 

   Bohaterowie są raczej słabo wykreowani, do gustu przypadł mi jedynie Duch oraz Pen, mężczyźni zajmujący się przed pewien czas/od pewnego czasu obroną Kelsea. Jednak to, co mnie rozdrażniło, choć dowiedziałam się o tym, jeszcze przed przeczytaniem tej książki, że w Królowej Tearlingu nie ma jako takiego wątku miłosnego. Dziewczyna zakochuje się w jednym mężczyźnie, ale nic po za tym. Liczę na to, że autorka rozbuduje ten wątek w drugim tomie, bo chociaż czasami muszę odpocząć od przesłodzonej miłości, to nie lubię, gdy takiego wątku w ogóle w książce nie ma. A jeśli się okaże, że do trzeciej części Erika nie zamierza związać Kelsea z kimś, to chyba osobiście ją znajdę i przemówię do rozsądku!

   Książka ta nie jest o pokonywaniu własnych lęków, przemierzaniu świata w poszukiwaniu miłości, ani nie jest to książka o miłości. To książka o polityce, o tym, jak należy poddać się swojemu przeznaczeniu i o tym, co zrobić, aby nie dać się zabić. Liczyłam na coś zupełnie innego, sama nie wiem, czego oczekiwałam od Królowej Tearlingu, ale na pewno nie tego, co otrzymałam. To, co przeczytałam, te prawie pięćset stron było całkiem ciekawych, ale jednak... Nie moje klimaty.

   Podsumowując, Królowa Tearlingu to przeciętna książka, w której można znaleźć wiele rzeczy, o których już czytaliśmy. Ciężki mi ocenić, czy jest to powieść warta uwagi, czy też nie. Ja nieco się rozczarowałam, bo oczekiwałam czegoś naprawdę fantastycznego, a dostałam po prostu coś, co mogę spotkać na każdym kroku. Wiadomo, mało książek jest teraz niezwykle genialnych i skradających serca czytelnikom, ale po tak cudownej okładce i intrygującym opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego i znacznie lepszego. Nie skreślam ani autorki, ani tej trylogii, mam po prostu nadzieję, że drugi tom będzie lepszy, a Erika Johansen poprawi swój warsztat, bo naprawdę ma potencjał.

★★★★★☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

czwartek, 17 września 2015

Mara Dyer: Przemiana - Michelle Hodkin

Tytuł oryginału: The Evolution of Mara Dyer
Tytuł polski: Mara Dyer. Przemiana
Autorka: Michelle Hodkin
Data premiery: 28 stycznia 2015
Wydawca: YA!
Liczba stron: 478
Czas czytania: 1 dzień

"Mara Dyer wierzyła, że może uciec od przeszłości. To nieprawda.

Myślała, że jej problemy istnieją tylko w jej głowie. Nie tylko. Była pewna, że po wszystkim, co przeszli, jej ukochany nie będzie miał przed nią więcej tajemnic. Myliła się. Druga część fascynującej trylogii, w której prawda ciągle się zmienia, a wybory mogą okazać się zabójcze."
- lubimyczytac.pl

Trylogia "Mara Dyer"
Tajemnica | Przemiana | Zemsta

   Po pierwszym fantastycznym tomie nie było możliwości, żebym nie sięgnęła po kolejny. Nie wiedziałam jednak, że tak szybko uda mi się zdobyć Przemianę z biblioteki i przede wszystkim... że tak szybko ją przeczytam! Udało mi się to zrobić dosłownie w jeden dzień, co dziwne, wychodziłam na siłownię i oglądałam Harry'ego Pottera, więc w sumie to nawet nie był cały dzień. Ale to tylko świadczy na plus o tej książce, że czyta się ją tak szybko, że czytelnik nie potrafi się po prostu od niej oderwać. I to jest 100% prawdy, mówię Wam.

   Mara Dyer budzi się w szpitalu i nie wie, co się stało. Jej umysł jest zasnuty mgłą. Rodzice zmusili ją do jakiejś pokręconej terapii, w jakimś miejscu dla psychicznie chorych dzieciaków. Jednak żeby wrócić na wolność, Mara musi udawać, że wcale nie ma halucynacji, że jej eks wcale jej nie dręczy i nie chce jej zabić i że nie potrafi sprawiać myślą, by coś się stało. Okazuje się jednak, że to może być znacznie trudniejsze, niż by się mogło wydawać. Dziewczyna popada w paranoje, nie wie, co się jej przyśniło, a co wydarzyło naprawdę. I przede wszystkim: komu może ufać? Wydarzenia z przeszłości ścigają Marę jak demony, jednak to, co czeka na nią za rogiem może okazać się jeszcze bardziej złowrogie. Czy da radę przezwyciężyć swoje lęki i czy Noah pomoże rozwiązać jej tę zagadkę?

   Drugi tom z trylogii o Marze Dyer jest jeszcze mroczniejszy i jeszcze straszniejszy od pierwszego. Czytelnik już nie wie, w co ma wierzyć, co jest prawdą, a co snem. Zupełnie jak sama Mara gubi się w akcji, nie wie, czy to tylko wyobraźnia, czy prawdziwe życie. Ja w pewnym momencie już nie ogarniałam, o co tak naprawdę chodzi, ale to nie jest minus, tylko plus. Dawno nie czytałam tak ciekawie skonstruowanej historii, która pozwoliłaby mi zastanawiać się, po co to się wszystko dzieje, czy Mara jest normalna, czy stuknięta i powinna trafić do psychiatryka. Niestety, albo i stety, książka działa na wyobraźnię i nie polecam czytać jej o dwunastej w nocy jedynie przy świetle lampki nocnej, gdy wszyscy w domu śpią, a najmniejszy nawet szmer słyszycie z drugiego końca domu.

   Przyznam się jednak szczerze, że to, co zostało wyjaśnione pod sam koniec mnie zaskoczyło i nie powiem, byłam naprawdę tym zdziwiona i z drugiej strony nieco zawiedziona. Liczyłam na coś zdecydowanie innego i nie mówię, że zakończenie jest złe, bo nie jest, a Michelle Hodkin może w trzecim tomie pociągnąć akcję na wiele różnych sposobów, jednak liczyłam na coś zupełnie innego. Sama nie wiem na co konkretnie, po prostu. Jestem jednak ciekawa zakończenia trylogii Mara Dyer i jak tylko książka trafi do mojej biblioteki, to od razu po nią sięgnę, bo nie mogę się doczekać, aż poznam ten finał, jaki przygotowała dla nas autorka, a będzie to na pewno coś mocnego, czuję to!

   Zdecydowanie polecam Wam zapoznać się z trylogią o Marze Dyer, bo to naprawdę wspaniała, nieco przerażająca i mroczna, ale jednak godna uwagi książka. Początkowo nie byłam przekonana, ale jak mi się spodobało, to teraz będę wszystkim, dosłownie wszystkim ją polecać. Jest to coś na pewno nietuzinkowego i oryginalnego, może nie każdemu przypaść do gustu, bo czytałam już negatywne opinie, ale jednak warto dać szansę, najwyżej się nie spodoba, a będzie to zmarnowany tylko dzień lub dwa, bo te książki czyta się naprawdę, ale to naprawdę szybko. Jednak wydaje mi się, że naprawdę warto, nigdzie czegoś takiego nie znajdziecie!

★★★★★★★★★☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:

środa, 16 września 2015

Liebster Blog Award - ponownie

Ostatnio zauważyłam, że jest straszny wysyp tych wszystkich Liebster Blog Award i co rusz dostajemy jakieś nominacje. Nie mówię, że to nie jest miłe, bo jest i to bardzo, tylko że czasami nie ma czasu na tego typu rzeczy i póki co chyba na tym poście zamkniemy odpowiadanie na te pytania, oczywiście możecie nominować nas dalej, tylko że posty z odpowiedziami pojawią się troszkę później. Mam nadzieję, że to nam wybaczycie! A teraz zapraszamy Was do głównej części posta. 

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po przyjęciu LBA należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. Obowiązkiem jest też wklejenie znaku LBA do wpisu.



Ostatni obejrzany przez Ciebie film godny polecenia?

ALICJA: Ostatni film jaki w ogóle oglądałam to Szybcy i wściekli i jest on również godny polecenia. Nigdy wcześniej nie miałam okazji poznać tej serii filmów, ale na pewno na pierwszej części nie skończę, bo po prostu się zakochałam! Polecam gorąco. EDIT. Ostatnio oglądałam W głowie się nie mieści i choć to nie jest taki film, tylko bardziej animacja, to i tak jest bardzo uroczy i godny polecenia, więc wybierzcie się do kina, bo warto! EDIT 2: We are your friedns. Zac Efron - więcej nie trzeba!

ASIA: Byłam ostatnio w kinie na Lost River. Okazuje się, że Ryan Gosling jest nie tylko świetnym aktorem i muzykiem, ale i reżyserem. Wprawdzie fabularnie film jest dość nietypowy i zaskakujący, ale obraz i muzyka komponują się w idealną, tajemniczą  całość. Naprawdę polecam obejrzenie, bo gra aktorska też jest niesamowita.

Gdzie najbardziej lubisz czytać?

 ALICJA: Bardzo lubię czytać w komunikacji miejskiej, jak gdzieś jadę. Wtedy wprawdzie czytam znacznie mniej i krócej i denerwuję się, gdy muszę zamknąć książkę, bo jest już moja stacja, ale najprzyjemniej czyta mi się właśnie tam.

ASIA: Zdecydowanie w łóżku. Jest wygodnie i przyjemnie. Chociaż zawsze mam książkę przy sobie i jak tylko mam chwilkę to przeczytam stronę albo dwie.


Czy kiedykolwiek próbowałaś pisać książkę lub nadal piszesz? 

ALICJA: Kiedyś. Jak byłam młodsza. Czasem w gimnazjum i jeszcze na początku liceum - pisałam. Teraz już nie. To raczej nie jest dla mnie. Może kiedyś. Jakby co, na pewno Was o tym powiadomię.

ASIA: Był taki okres w moim życiu - gimnazjum. Na początku studiów znalazłam ten magiczny zeszyt i po lekturze swoich wypocin stwierdziłam, że wstyd i nigdy nie wrócę do tego. Nie żeby mi nie sprawiało to radości, ale boję się pomysłów swojego umysłu. Oczywiście nikt nigdy tego zeszytu już nie zobaczy.
 

Kto jest twoim idolem książkowym, czyli jakiego bohatera szczególnie darzysz szacunkiem?

ALICJA: Sama nie wiem, czy istnieje taki bohater. Podziwiam Emmę z trylogii Oddechy za to, że tak długo się trzymała mimo tego całego zła, jakie jej się przydarzyło, ale nie jestem pewna, czy jest to mój idol książkowy. Każdy ma swoje wady i zalety i każdy jest na swój sposób dla mnie wzorem do naśladowania. Niemal każdego bohatera darzę szacunkiem.

ASIA: Szczerze powiedziawszy bardzo rzadko przywiązuję się do bohaterów książek. Jednak jest jeden taki, którego chciałabym poznać, gdyby był prawdziwy, bo darzę go niesamowitym szacunkiem. Mówię o Geralcie z Rivii. Tyle w życiu przeszedł, a mimo to nadal jest przyzwoity.



Czy masz osobę, z którą możesz rozmawiać o książkach? 

ALICJA: Z siostrą, czasem z mamą, ale głównie z niektórymi moimi znajomymi, albo z przyjaciółmi. Poznałam kilka osób przez blogi i z niektórymi również rozmawiam o książkach. Mam więc raczej sporo takich osób.

ASIA: O książkach rozmawiam z siostrą i mamą. Mimo że mam zupełnie inny gust niż one, to udaje nam się dogadać. :)

Czy oglądasz jakiś booktuberów? 

 ALICJA: Oczywiście, jakże mogłabym ich nie oglądać? Oglądam Anitę, Reading my passion, Caroline in the Bookland, Adę, Booksholick, Martę, Herbatkę z książką, Twierdzę zbudowaną z książek, Book Please - to z polskich, a z zagranicznych - Peruse Project, Read by Zoe, A book utopia. Ale, ale! Zapomniałam o swojej ulubionej booktuberce! Jakże bym mogła?! Klaudia, czyli TotallBookNerd7 to moja ulubiona booktuberka! <3



ASIA: Od czasu do czasu zdarza mi się obejrzeć jakiś filmik JesseTheReader.




Jak długo prowadzisz już swojego bloga? 

ALICJA: Tego bloga założyłam w 2012 roku, czyli w tym roku, w kwietniu konkretnie, minęły już 3 lata.

ASIA: Początkowo był to blog siostry. Ja dołączyłam do niego chyba dwa miesiące po założeniu, czyli minęło już 3 lata.


Czy ktoś zachęcił się do prowadzenia bloga, czy sama podjęłaś decyzję?

ALICJA: Decyzję podjęłam sama, ale dopiero po trafieniu na blog Alicji - Książki inna rzeczywistość. To był taki bodziec, żebym założyła własne miejsce, gdzie będę mogła dzielić się recenzjami z innymi. I patrzcie, ile się już Was uzbierało.

ASIA: Przypatrywałam się siostrze, jak prowadzi swojego bloga i mi się spodobało, ale że nie chciałam zakładać swojego bloga - bo moje tempo czytania jest bardzo wolne i częstotliwość dodawania postów byłaby bardzo niewielka - postanowiłam do niej dołączyć.


Jak długo po założeniu bloga nawiązałaś pierwszą współpracę, jeśli nawiązałaś?

 ALICJA i ASIA: Rok po założeniu bloga. W lipcu 2013 roku z Wydawnictwem Otwarte, gdzie dostałyśmy do recenzji pierwszy tom Piątej fali (jeszcze egzemplarz dla recenzentów) oraz Wyspę motyli.


Jak szło/idzie Ci pisanie wypracowań do szkoły?

 ALICJA: Szło. I to zależy. W gimnazjum tragicznie, a w liceum bardzo dobrze. Raz nawet udało mi się dostać piątkę z plusem. Potem nie było tak kolorowo, bo to czwórka, to piątka minus i nigdy nie udało mi się napisać więcej tak idealnego wypracowania, ale generalnie narzekać nie miałam na co.

ASIA: Całe szczęście - szło. Były tematy, które słabo mi pasowały, ale ogólnie nie miałam większych problemów z napisaniem składnego wypracowania. Z ocenami było różnie, ale nie tragicznie.


Czy podczas czytania zwracasz uwagę na cytaty i czy zaznaczasz je w jakiś sposób? 

 ALICJA: Raczej nie. Zwykle po przeczytaniu książki szukam ich w Internecie. Chyba, że jest to naprawdę piękny cytat i muszę, po prostu muszę go sobie zapisać. Ale to rzadko. Wiem, że niektórzy zaznaczają ważne rzeczy takimi kolorowymi karteczkami, ale ja chyba bym zwariowała, jakbym potem miała to odklejać i wyrzucić, czyli zmarnować.

ASIA: Kiedyś owszem. Teraz już nie. Akurat wiele cytatów, które mi się podobają, gdzieś są na lubimyczytac.pl



Spotkałeś złotą rybkę, kazała ci spełnić trzy życzenia. Jakie one będą? 

ALICJA: Kazała mi? To znaczy, że sama sobie miałam je spełniać, a nie ona? W takim razie po co złota rybka?

ASIA: Jest złotą rybką i JA mam spełniać swoje zachcianki? Oddaje ją do sklepu zoologicznego! Trochę posiedzi w akwarium to może zmądrzeje. ;p

Masz przed sobą kopertę ze swoją datą śmierci. Otwierasz? 


 ALICJA: Nie. Życie jest za krótkie, żeby zamartwiać się tym, kiedy się umrze. A co jeśli koperta by się pomyliła i pokazała, że umrę w nocy, a tak naprawdę oszukałam przeznaczenie i się obudziłam następnego dnia? Nigdy nic nie wiadomo, a tak to dramatyczna wiadomość zaprzątałaby nam głowę i nóż widelec byśmy nie zauważyli nadjeżdżającego samochodu i przyspieszyli datę swojej śmierci?

ASIA: Nie otwieram. Dlaczego? Bo wolę żyć tak jak mi się podoba, a nie martwić się, co muszę zrobić przed śmiercią. A jak będę mieć niezałatwione sprawy to pozostanę na ziemi jako duch i będę nawiedzać ludzi.

Czym kierujesz się przy wyborze książki ?


 ALICJA: Na pewno nie opiniami. Chociaż wiadomo, jak każdy zachwala, to książka musi być dobra, wtedy sięgnę, ale nawet jak książka zbiera negatywne opinie - to mnie nie odstrasza. Chcę dawać równe szanse każdej powieści, bo może mi się spodoba. Nie ukrywam, że też w dużej mierze kieruję się wyborem okładki, albo tym, czy czytałam pierwszy tom. Rzadko kiedy jak jestem w bibliotece czytam opisy, po prostu biorę, jak przykuje moją uwagę i tyle. Raczej nie wertuję pół Internetów, żeby przejrzeć, czy mi się spodoba, nie patrze na ocenę na lubimyczytac.pl ani nie szukam specjalnie recenzji. Jak coś się trafi, zapisuję i szukam w bibliotece, nigdy odwrotnie.

ASIA: Zdecydowanie okładką! Czasami i opisem. Jednak nie szukam opinii i ocen w Internetach. Chociaż zdarzyło mi się, że trafiłam na straszne książki i żałowałam, że je kupiłam.

Ulubiony tytuł książki?

 ALICJA: Chyba Powód by oddychać. Jest taki... nie wiem, tajemniczy nie jest, choć z drugiej strony po takim tytule można spodziewać się wszystkiego - romansu, dramatu, zwykłej obyczajówki. Bardzo podoba mi się ten tytuł. Ale również Wyspa motyli, Złodziejka książek i tytuły książek Monsa Kallentofta - Ofiara w środku zimy, Śmierć letnią porą, Jesienna sonata, Zło budzi się wiosną, Piąta pora roku, Wodne anioły, Duchy wiatru. I pewnie znalazłoby się jeszcze więcej, ale te to moje ulubione. Chyba.

ASIA: Śnieżka musi umrzeć, bo kojarzy się ze Złą Królową. I Pawi Tron - wprawdzie jeszcze nie czytałam, ale tytuł mi się bardzo podoba.

Czy jeśli mógłbyś kogoś zabić bez żadnych konsekwencji, zrobiłabyś to? Jeśli tak - kogo?

 ALICJA: Zabijanie jest złe, czy są konsekwencje, czy ich nie ma. Dlatego nie, nieważne jak ktoś by mnie drażnił, irytował, czy uprzykrzał mi życie - zdecydowanie bym nikogo nie zabiła. Chyba, że chodzi o postacie literackie, to wtedy chciałabym, żeby zniknął Blake z Serii Lux oraz Nan z książek Abbi Glines. I kilku innych bohaterów, którzy nie za bardzo przypadli mi do gustu.

ASIA: Chciałabym się cofnąć w czasie i zabić Hitlera - a przynajmniej spróbować.

Ulubione słowo? Dlaczego akurat ono?

 ALICJA: Nie wiem, cy to słowo należy do moich ulubionych, ale bardzo mnie śmieszy, a chodzi mianowicie o słowo KICHA. Nie uważacie, że to takie śmieszne słówko? XDD

ASIA: Cimcirimci! Nie wiem do końca co ono znaczy, ale jest urocze.


Jaką magiczną istotą chciałbyś być?

ALICJA: Żadną. Dobrze jest mi być człowiekiem. Chyba, że czarodziej to też magiczna istota, chociaż nad tą kwestią można by było polemizować. Ale tak, czarodziejem z Hogwartu chciałabym być zdecydowanie.

ASIA: Raczej wolałabym mieć moc zmieniania się w różne istoty. Wtedy mogłabym popływać w morzu jako syrenka, poczuć smak ludzkiej krwi na języku jako wampir czy polatać po lesie jako wróżka.

Czy wierzysz w istnienie istot pozaziemskich?
  
ALICJA: Chociaż dużo o nich czytam i znam już chyba wszystko, co mogłoby istnieć, to jakoś nie chce mi się wierzyć, że takie coś może istnieć naprawdę. Wierzę jedynie w to, że Hogwart istnieje. A ja kiedyś tam trafię! Co z tego, że już dawno bym go skończyła, gdybym miała. Mój list po prostu się gdzieś zgubił.

ASIA: Wydaje mi się to mało prawdopodobne. A wszystkie doniesienia o spotkaniu UFO przyjmuję ze złośliwym uśmiechem na twarzy. Żebym uwierzyła musieliby mnie porwać.

Zaglądałeś do szafy lub pod łóżko, aby sprawdzić czy nie ma tam potworów, kiedy byłeś mały?

 ALICJA: Zdecydowanie nie. Zbyt bardzo się bałam, że to coś mnie zaatakuje i wciągnie pod łóżko/do szafy, żeby robić takie rzeczy. Nawet do tej pory muszę mieć szczelnie zamkniętą szafę, jak idę spać, a jak wstaje w nocy z łóżka, to robię duży krok, żeby żadna ręka mnie nie złapała za kostkę XD

ASIA: Jak byłam mała to panicznie bałam się, że coś złapie mnie za nogę jak będę spać - co powodowało u mnie problemy z zaśnięciem. Jednak nie zaglądałam pod łóżko, żeby się upewnić, czy tam coś jest.

Czy kiedykolwiek znalazłeś się w takiej sytuacji, iż myślałeś, że Twoje życie dobiega końca?

 ALICJA: I to nie raz, chociaż gdzieś tam miałam w podświadomości, że to niemożliwe i tak naprawdę nie umrę.

ASIA: Tylko raz! Siedząc na środku tylnej kanapy samochodu pędzącego 240 km/h po krętej drodze. Po dojechaniu na miejsce dziękowałam bogom, że to już koniec i nigdy więcej nie wsiadłam z tym kolegą do samochodu.

Planujesz swój dzień czy raczej jesteś spontaniczny i żyjesz chwilą?

 ALICJA: Prowadzę życie typu jolo XD A tak na serio, to zależy. Czasami mam idealnie zaplanowany dzień, a czasami po prostu spontanicznie się z kimś umawiam, coś robię, gdzieś idę, nawet sama. Wszystko zależy od humoru, pogody i tego, na co mam akurat ochotę. Jednak jak chodziłam do liceum, to miałam idealnie zaplanowany nawet nie dzień, a cały tydzień!

ASIA: W niektóre dni, gdzie muszę zrobić dziesięć rzeczy zdarza mi się wypisać wszystkie punkty w kolejności robienia, ale po za tym raczej sprawdzam, co mi przyniesie dzień.


Jakie trzy rzeczy zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?

ALICJA: Książka, koc i kawa. To idealne rzeczy na bezludną wyspę.

ASIA: Kapelusz przeciwsłoneczny, bo łatwo łapię słońce na buzi. Mistrza i Małgorzatę, żeby trochę zmrozić sobie krew w żyłach w upale. Oraz krzesiwo, żeby w nocy móc rozpalić ogień, który odstraszy dzikie zwierzęta i da trochę ciepła w nocy.


Gdybyś miała do końca życia czytać książki tylko jednego autora, kogo byś wybrała?


ALICJA: Ciężki wybór. Ale chyba wybrałabym Johna Greena. Jego książki są fantastyczne. Nie wszystkie są 10/10, ale wszystkie mi się podobają.

ASIA: George R.R. Martin ma tak duży dorobek. I dość obszerny, że myślę, żeby mi to starczyło.

Co byś zrobiła, gdyby nagle i na bardzo długo zgasło światło i wysiadł prąd?

ALICJA: Zaopatrzyłabym się w stos książek, kilogram baterii i porządną latarkę!

ASIA: Urządziłabym sobie fort w domu i przy świetle latarki czytałabym książki.

Jakie masz plany na wakacje? :D

ALICJA: Póki co już żadne takie typowo wakacyjne. Czytanie książek, nauka, rysowanie. Ale mam jeszcze dwa miesiące, więc wszystko może się zmienić. 

ASIA:  Byłam w te wakacje w Gruzji i to był jedyny wyjazd na te wakacje. także teraz siedzę w domu.

Jaką książkę najbardziej pragniesz przeczytać?

ALICJA: Wydaje mi się, że w tej chwili jest to pierwszy tom nowej sagi Ricka Riordana - Magnus Chase i Bogowie Asgardu oraz 3 tom z Kruczego Cyklu od Maggie Stiefvater. Książkę o Magnusie już zamówiłam! :D

ASIA:  Amerykańscy bogowie Neila Gaimana i To Stephena Kinga są już od dawna na mojej liście must read. Jednak do tej pory jakoś nie dane mi było na nią trafić w bibliotece, zawsze wypożyczone, zawsze lista oczekujących jest strasznie długa, ale nie poddaję się!

Co sądzisz o powieściach graficznych?

ALICJA: Póki co czytałam tylko jedną, ale jestem zakochana w takiej formie przekazywania historii i na pewno Blankets to nie jest ostatnia powieść graficzna za jaką się zabrałam!

ASIA: Ciężko mi się czyta komiksy, więc pewnie z powieściami graficznymi byłoby podobnie.

  Jak długo siedzisz w książkowej blogosferze?

ALICJA I ASIA: Jak już pisałyśmy - w tym roku stuknęły 3 lata.

  Ideał płci przeciwnej? :D

ALICJA: Ronan Lynch z Kruczego cyklu, Jace z Darów Anioła i chyba Daemon Black z Serii Lux. A tak po za tym, to każdy książkowy chłopak jest idealny, więc każdy, jakiego nigdy nie spotkam :D EDIT: Wiem, że w Ani z Zielonego Wzgórza Gilbert pojawia się rzadko, ale odświeżyłam sobie tę powieść po prawie 10 latach i chyba go uwielbiam!

ASIA:  Ideał? Chyba nie mam jakiegoś konkretnego ideału. Lubię jak facet ma brodę i tatuaże. I jak ładnie pachnie.

Ulubione zwierzątko? :3

ALICJA: Kot, kot, kot! Zdecydowanie!

ASIA: Zdecydowanie buldog angielski!

  Igrzyska śmierci czy Niezgodna?

ALICJA: Bardzo, ale to bardzo ciężkie pytanie. Ale chyba... Igrzyska. Teraz tak myślę i wcale nie jest to ciężkie pytanie: książkowo - Igrzyska. Filmowo - nie umiem zdecydować.

ASIA: Ani jednego ani drugiego nie czytałam. Oglądałam za to filmy. I po nich wybieram Igrzyska.

  Wolisz autorów polskich czy zagranicznych?

ALICJA: Nie robi mi to różnicy, z jakiego kraju pochodzi autor, czy z Polski, czy spoza niej. Bardzo lubię szwedzkich i brytyjskich autorów, ale naprawdę, nie ma to dla mnie znaczenia.

ASIA: Częściej sięgam po zagranicznych, ale ostatnio zdarza mi się zgłębiać polską literaturę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka