Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

wtorek, 27 grudnia 2016

Najlepsze książki 2016 roku

Cześć! Witam się z Wami w ten przepiękny zimowy dzień z nowym postem! Jak widzicie, w kalendarzu ubywa coraz więcej dni grudnia, ostatniego miesiąca w roku, a więc przyszła pora na przedstawienie Wam najlepszych książek, jakie udało mi się w 2016 przeczytać. Wybrałam sześć pozycji, początkowo miało być ich dziesięć, jednak nie udało mi się znaleźć ich aż tyle. Mam nadzieję jednak, że może mniejsza ilość książek sprawi, że szybciej się za nie zabierzecie, a wierzcie mi, że naprawdę warto! Książki nie są ustawione w jakiejś konkretnej kolejności, więc tym się nie sugerujcie, wszystkie są tak samo dobre i tak samo warte uwagi.
Trylogia All For The Game / Nora Sakavic // CreateSpace Independent Publishing Platform / 2016 

   Jeśli jeszcze nie wiecie, jak wielką fanką tej trylogii jestem, to żyjecie chyba pod kamieniem. Dlaczego uważam, że ta książka, a raczej trylogia jest jedną z najlepszych, w sumie nie tylko przeczytanych w 2016, ale w ogóle? Przede wszystkim furorę tutaj robią bohaterowie. Neil, Andrew, Matt... i cała reszta tej lisiej gromadki jest przecudowna! Te postacie dorównują tym z Kruczego cyklu i to jest chyba najpiękniejsze, szczególnie właśnie dla fanów historii Maggie Stiefvater. Sama fabuła również jest ciekawie nakreślona i zaskakująca, więc to kolejny czynnik. Problemem może być jednak dostępność, ale wierzcie mi, że naprawdę warto. Czytałam w tym roku pierwszy i trzeci tom dwa (!) razy, także coś w tym naprawdę jest. 


This Modern Love / Will Darbyshire // Century by Penguin / 2016

   Kolejna książka to projekt, który wyszedł z inicjatywy Willa Darbyshire'a, czyli jednego z moich ulubionych jutuberów, który publikuje niesamowity content. Jestem pod wrażeniem tego, co robi i wiedziałam, że w będę musiała kupić tę książkę i przeczytać ją, przynajmniej raz. W tym roku czytałam ją dwa razy i wiem, że w 2017 przeczytam ją drugie tyle. Niesamowita książka poświęcona miłości, każdego rodzaju, w każdym stadium. Coś przepięknego, co raduje, a jednocześnie smuci. Pięknie wydana, będzie się prezentować idealnie na półce i wierzcie mi, że nie zawiedziecie się jej lekturą. Polecam każdemu, szczególnie tym, którzy mają problem z uporządkowaniem sobie swoich uczuć i spraw sercowych.


Trylogia The Captive Prince / C.S. Pacat // Berkley / 2015

   O tej trylogii na moim blogu mogliście przeczytać tutaj, nie powstała jednak nigdy pełnowymiarowa recenzja, sama nie wiem czemu, jakoś nie czuję się na siłach, żeby pisać o tej trylogii, ale musicie wiedzieć, że naprawdę warto ją przeczytać. Opowiada ona o Laurencie, który jest księciem pewnego kraju i w wyniku pewnego konfliktu, dostaje w ramach rekompensaty od władcy innego - niewolnika, który jest bardzo specyficznym niewolnikiem, o czym dowiecie się prawdopodobnie już czytając sam opis. Świat przedstawiony przez autorkę pokazuje świat, gdzie to związki homoseksualne są na porządku dziennym i to te heteroseksualne są tymi "dziwnymi", co jest bardzo ciekawe i nigdy z czymś takim się jeszcze nie spotkałam. Jest to pełna napięcia, intryg i romansu historia, która zadowoli wielu czytelników, nie tylko pod względem akcji, ale również wykreowania bohaterów i zakończenia, które jest nie tyle, co zaskakujące, ale naprawdę zachwycające czytelników. Polecam z całego serca.

Moja walka. Księga 1 / Karl Ove Knausgård // Wydawnictwo Literackie / styczeń 2015

   Uwielbiam trafiać na książki, o których myślałam, że są tyko dobre, a okazują się być genialne. Magiczne w swej prostocie, niezwykle prawdziwe i piekielnie wciągające. Taką książką jest właśnie Moja walka, a raczej pierwsza księga, bo tylko tę (póki co) udało mi się przeczytać. Autobiografia Karla Ove Knausgårda, którego dzieł jeszcze nie znam, opowiadająca o człowieku, o którym prawie nic nie wiem, pozostawiająca dziwne uczucie nostalgii po zakończeniu. Dawno nie czytałam tak dobrej książki, zapomniałam już, jak to jest trafiać niemalże na arcydzieła. Stosunkowo duża objętość książki (ponad pięćset stron) nie przytłacza, czyta się ją szybko i przyjemnie, o ile możemy mówić o czerpaniu przyjemności z czytania o śmierci. Jest w tej pozycji coś magicznego, niesamowitego i tajemniczego, co intryguje, ale i przeraża. Mrozi krew w żyłach, mimo że nie jest kryminałem, zapiera dech w piersi nawet jeśli nie dzieje się nic pełnego akcji, oczarowuje, to odpowiednie słowo do jej opisania. Jest to jedna z najlepszych pozycji, jakie udało mi się przeczytać w 2016 roku i nie mogę się doczekać zapoznania z dalszymi księgami, które wchodzą w skład tejże autobiografii, ano i Wam gorąco polecam, bo naprawdę warto.

Małe życie / Hanya Yanagihara // Wydawnictwo W.A.B / 2016

   Na zawsze zapamiętam JB, Malcolma, Willema, Jude'a, Harolda, Andy'ego i inne postaci, które przewijają się przez ponad osiemset stron Małego życia. Na każdym kroku będę czuć magię sztuki JB, widzieć Willema na wielkim ekranie w kinie, Jude'a, który spieszy się na kolejne spotkanie z klientem, czy Malcolma, który mnie nie zauważy, bo będzie żuł końcówkę ołówka próbując nanieść poprawki na jakiś projekt. (Nie)idealna opowieść o życiu, małym życiu, które paradoksalnie jest wielkie, ogromne, nieskończone. Piękne w swojej brutalności, prawdziwe w swoim okrucieństwie, ale przede wszystkim zapadające w pamięć. Nie mogę wyjść z podziwu, mimo że za miesiąc lub dwa dojrzę całą resztę wad tej historii, ale na tę chwilę (i na każdą kolejną też, mimo wszystko) polecam wam. Nie. Ja was zmuszam do przeczytania Małego życia. Jeśli czujecie się na siłach. A jeśli nie, to jeszcze poczekajcie. Ale nie zwlekajcie zbyt długo, kto wie, ile nasi bohaterowie jeszcze będą stąpać po tym świecie? 

fragment pochodzi z recenzji, która nie została jeszcze opublikowana

Tajemna historia / Donna Tartt // Wydawnictwo Znak Literanova / 2015

    Książki Donny Tartt są ogromne. W dodatku wydane jakiś czas temu, dlatego tak mało osób chyba po nie sięga. Aczkolwiek wznowienie i dodanie nowych okładek na pewno jest na plus, bo dzięki temu więcej osób zaczyna się interesować tą autorką, która jest przegenialna. Niesamowita Tajemna historia opowiada o zepsuciu ówczesnej młodzieży (a może już młodych dorosłych), która myśli, że jest królem i królową świata i na wszystko można im pozwolić. Piekielnie dobrze wykreowani bohaterowie, cudowne pióro Donny Tartt i przepiękne wydanie to tylko kilka autów Tajemnej historii. Ale resztę musicie poznać sami, bo inaczej straci ona na uroku
recenzja

 ~*~

Tak więc na dzisiaj to tyle, mam nadzieję, że post się Wam podobał i zachęciłam Was do przeczytania przynajmniej połowy z tych pozycji. W komentarzach dajce mi znać, co Was najbardziej zachwyciło w tym roku!

Trzymajcie się ciepło,
Alicja

środa, 14 grudnia 2016

Jak daleko gotowi są posunąć się młodzi ludzie, czyli trochę o Tajemnej historii

Tajemna historia, Donna Tartt // Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
   Kiedy ponad pół roku temu przeczytałam Małego przyjaciela Donny Tartt (link do recenzji), to wiedziałam, że kiedyś będę musiała sięgnąć po jej inne powieści. Wcześniej wspomniana książka bardzo mi się spodobała i liczyłam na to, że następne będą przynajmniej trzymały poziom. Jednak w wypadku Tajemnej historii było inaczej. Ona po prostu przerosła moje najśmielsze oczekiwania i coś czuję, że nawet Szczygieł nie będzie w stanie jej przebić. Ale to się jeszcze zobaczy, na razie chcę Wam opowiedzieć co nieco o Tajemnej historii właśnie. 

   Zacznę od tego, o czym opowiada Tajemna historia. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że głównym bohaterem jest Richard Papen, student ekskluzywnego uniwersytetu, na którym choć nie od początku, studiuje filologię klasyczną, której limit przyjęcia studentów wynosi pięć, a on jest szóstym, jakby dodatkowym uczniem. Cała historia zaczyna się od prologu, który jest opisem wydarzeń prawie z końca książki. Zostało popełnione morderstwo. Od razu dowiadujemy się, kto to zrobił i nie szukamy winowajcy właśnie, a podłoża dlaczego owe morderstwo zostało popełnione. Nigdy nie spotkałam się z takim obrotem sprawy i całkiem mi się to podobało. Na początku byłam stosunkowo sceptycznie do tego nastawiona, ale im dalej w las, tym było lepiej. I to o wiele, wiele lepiej. 

   Pewnie wielu z Was zacznie się zastanwiać: Alicja, dlaczego podobała ci się ta książka, kiedy na GoodReads albo w ogóle wszędzie jest tyle negatywnych opinii? Otóż, wydaje mi się, że mimo iż książki Donny Tartt są uważane za niejaką klasykę (oczywiście nie mylmy tego z typową klasyką), to mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, a powodem jest fakt, w wielu wypadkach są one, może nie tyle, że bezcelowe, ile trzeba odnaleźć w nich głębię, która nie jest widoczna na pierwszy rzut oka. Nie chcę mówić, bo Boże broń, tak nie myślę, że osoby, które je czytały i im się nie spodobały (mówię tu o powieściach Donny Tartt) są zbyt głupie by zrozumieć ich przekaz, co to, to nie. Problem w tym jest raczej inny, a mianowicie taki, że istnieje bardzo duża rozbieżność między zachowaniami prezentowanymi w książkach tej autorki, a tym, co aktualnie nas otacza. I fakt, że różnica w czasie akcji, a czasie teraźniejszym nie jest aż taka duża, jeśli chodzi o czas, to jednak jest widoczny ogromny kontrast między tym wszystkim. Nie jestem pewna, w którym rzeczywiście roku ma miejsce akcja Tajemnej historii, ale czuć tę rozbieżność i wszyscy, którzy czytali tę powieść na pewno się ze mną zgodzą. 

   Niemniej jednak dla mnie było to fantastyczne uczucie, móc poznać tych wszystkich bohaterów, żyjących na pewno w XX, a nie w XXI wieku i mam do nich pewien sentyment, dzięki czemu na pewno do tej powieści będę powracała. Jednakże teraz o bohaterach... Jak wspomniałam, główny opiekun kierunku filologii klasycznej przyjmuje tylko 5 studentów, natomiast Richard jest wyjątkiem. Pozostała piątka, czyli Henry, Charles, Bunny, Francis i jedyna dziewczyna, Camilla, są już pod opieką profesora Morrowa już od jakiegoś czasu. Fakt, że Richard zostaje wzięty do ich kręgu z początku przyjmują z dystansem, jednakże później staje się on częścią grupy, z czego oczywiście się cieszy (choć nie do końca powinien).

   Mimo że Richard został przyjęty w szeregi swoich kolegów z kierunku, to czuje się nieco wyobcowany, ponieważ oni mają pewną tajemnicę, której niestety nie chcą mu zdradzić, chociaż ja na miejscu Richarda byłabym z tego zadowolona, bo to, co ukrywają jest straszne i nie chciałabym żyć ze świadomością, że wiem o tym i nikomu nie mogę zdradzić ich tajemnicy, ponieważ wtedy również miałabym ogromne kłopoty. Sprawa dla nikogo nie jest łatwa, jednak wydaje mi się, że najgorzej z nich wszystkich miał Bunny, który nie do końca był zdrowy na umyśle po tym wszystkim. Ale tak czy siak stosunkowo długo udało mu się zachować trzeźwy umysł. 

   Fakt jednak, że to Bunny jest tym najbardziej pokrzywdzonym nie rzutuje jednak na moją ogromną miłość do tej postaci, ponieważ był on i tak zły. Oczywiście żaden z tych bohaterów nie jest do końca dobry, nawet główny bohater, czyli Richard, nie jest tym przeciwstawieniem czarnych charakterów. Chociaż tak naprawdę to nie powinno tutaj być mowy o czarnych postaciach, bo to tylko i wyłącznie ludzie, którzy postąpili jak postąpili i nie można ich za to winić, bo tacy są po prostu ludzie. I to chyba w tej książce jest jednocześnie najbardziej fascynujące i przerażające. Fakt, że raczej nie moglibyście zamienić Henry'ego czy Francisa na swoich znajomych, aby powieść była bardziej autentyczna, nie zmienia faktu, że jest ona po prostu wymyślona i nierealna, przynajmniej w moim odczuciu. A nawet wręcz przeciwnie: jest do bólu prawdziwa i dlatego ludziom jest ciężko się z tym pogodzić, bo nie chce im się wierzyć w okrucieństwo i zło innych. 

   Poza tym, styl Donny Tartt jest niesamowity i uważam, że tutaj nawet poradziła sobie z tym lepiej, niż w Małym przyjacielu, bo od samego początku Tajemną historię czytało mi się szybko i rewelacyjnie, mknęłam między rozdziałami w bardzo szybkim tempie, natomiast w wcześniej wspomnianej powieści miałam kilka problemów z wkręceniem się w fabułę. Tartt pisze niesamowicie, jest mi ciężko porównać jej styl do czegokolwiek innego i to chyba jest właśnie również fascynujące, że istnieje tak dobre pióro, niemożliwe do porównania z czymkolwiek innym. Dzięki temu właśnie Donna Tartt się wyróżnia, dla wielu niestety negatywnie, ale ja się z tym nie zgadzam i bardzo lubię twórczość tej autorki.

   Sam klimat powieści, zarówno Tajemnej historii, jak i Małego przyjaciela, jest niesamowity i idealny do zagłębienia się w niego właśnie w trakcie trwania jesieni. Dzięki temu nawet najbardziej pochmurny dzień, mimo że klimat również jest utrzymany w tonacji jesiennej, stanie się o wiele lepszy, jeśli nie jaśniejszy, to na pewno Was pochłonie, tak czy siak. Ciężko jest mi to uczucie opisać, ale musicie wierzyć mi na słowo, lub po prostu sami musicie się przekonać, jak dobrze to zostało napisane i z jakim uczuciem Was pozostawi ta historia.


   Koniec końców, polecam Wam bardzo Tajemną historię, nawet jeśli jesteście zewsząd zalewani negatywnymi opiniami, bo, a nóż widelec, się Wam spodoba, tak jak mi. Jestem oczarowana i zakochana, Donna Tartt trafia na listę moich ulubionych autorek i ja już nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać Szczygła, podobno najlepszą książkę tej autorki, ale to sprawa jeszcze do sprawdzenia. Jak już pisałam: klimat książki, bohaterowie i styl pisania autorki - niesamowite rzeczy, które rzutują na całą powieść i są niesamowite. Mam nadzieję, że podzielacie moje zdanie.

★★★★★
Dajcie znać, czy czytaliście Tajemną historię albo czy planujecie!
Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 10 grudnia 2016

Kilka tygodni w książkach // edycja jesienna

   Hej! Jak zapewne zauważyliście, staram się odchodzić od standardowych, comiesięcznych wrap upów, które robią wszyscy, bo najzwyczajniej w świecie nie podoba mi się ta opcja informowania Was o tym, co przeczytałam. Jakiś czas temu (bardzo długi czas temu), jeszcze w lipcu, pojawiła się pierwsza edycja tych właśnie kilku tygodni w książkach, a dzisiaj, pod koniec listopada, zapraszam Was na drugą, tym razem typowo tematyczną, ano bo jesienną! Kto jest ciekaw, co przeczytałam w te szaro-bure miesiące? 

   Zaznaczę jeszcze, że między tamtym postem, a tym, przeczytałam jeszcze inne książki i je będziecie mogli zobaczyć tutaj: podsumowanie czytelnicze wakacji, natomiast na moim kanale książkowym na YouTubie pojawił się filmik z książkami przeczytanymi w pierwszej połowie września, także tutaj macie wszystko podlinkowane!


 
 - wrzesień - październik - listopad -

   Natomiast teraz  chciałabym przejść już do książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. I powiem Wam, że jest ich dużo i jestem bardzo zadowolona ze swojego wyniku, ponieważ w życiu nie myślałam, że aż tyle wspaniałych pozycji uda mi się przeczytać jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Dla porównania, w okresie wakacji przeczytałam jakieś szesnaście książek, natomiast, tak jak już powiedziałam w filmiku, przez pierwsze siedemnaście dni września przeczytałam ich aż 10! Także to w sumie nawet zachwycający wynik. 

   Późniejsza sytuacja, od września do teraz, ma się jednak nieco gorzej, ale nie mogę narzekać, bo przyznam Wam szczerze, że i tak nie spodziewałam się jakichś zatrważających wyników, a nawet myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej! Ale dobra, tak piszę i piszę i Wy dalej nie wiecie CO przeczytałam, także zapraszam do dalszej części posta!

Jeśli na blogu ukazała się recenzja którejś z książek, to szukajcie linku w tekście opisującym dane książki, ale znając mnie, to za każdym razem będę i tak wspominała, że recenzja jest już na blogu.

   Układ Elle Kennedy to pozycja dla mnie na pewno nieobowiązkowa, jednak teraz, gdy jestem już po lekturze, wiem, że nie była to strata czasu! Wprawdzie książka nie powala oryginalną fabułą, a bohaterowie, jakich tam znajdziecie są bardzo podobni do innych, jakich można spotkać w powieściach z tego gatunku, ale i tak jestem pozytywnie zaskoczona i uważam, że fani NA powinni się w Układ zaopatrzyć. Żałuję tylko, że drugi tom jest o innych postaciach, ale z drugiej strony może to i lepiej, widać przynajmniej, że autorka nie chce na siłę ciągnąć wątku Hannah i Garretta, tylko zabiera się za inne postaci. 

   Przy tej powieści spędziłam miło czas i choć przez nawał rzeczy do zrobienia przed studiami czytałam ją całkiem długi czas, to jest ona idealna na odstresowanie się od szkoły, czy uczelni i na pewno nie będziecie się nudzić w ponure i deszczowe jesienne wieczory, kiedy znajdziecie chwilkę wolnego na książkę i kubek herbaty.

   milk and honey to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka mnie spotkała w 2016 roku. Zbiór wierszy na przeróżne tematy, podzielony na cztery części, które mogą istnieć jako odrębne byty i sprawiające radość lub smutek w zależności od człowieka. Recenzja jest na blogu, także polecam ją ja

   O tym nie muszę się rozgadywać, bo powstał oddzielny post na ten temat, dlatego zapraszam tutaj, ale chciałam Wam po prostu napisać, że przeczytałam tę książkę drugi raz i była nawet jeszcze lepsza, niż za pierwszym czytaniem.

     Odkąd cię nie ma to powieść jednej z moich ulubionych autorek młodzieżowych, czyli Morgan Matson. Jest to powieść w stylu Papierowych miast, ale powiem szczerze, że bardziej przypadła mi do gustu. Opowiada o Sloane, której przyjaciółka wyprowadza się z miasta i zostawia dziewczynie listę rzeczy do zrobienia. Dziewczyna za wszelką cenę chcę odnaleźć swoją przyjaciółkę i pomaga jej w tym pewien chłopak. 

   Bardzo miło napisana, szybko się czyta, ale jest raczej idealna na wakacje, niźli na teraz. Niemniej jednak polecam Wam ją serdecznie i mam nadzieję, że nie zawiedziecie się na niej, bo moim zdaniem jest świetna! 

   To też był re-read. A jeśli nie wiecie, to jest to jedna z moich ulubionych książek, uwielbiam do niej wracać, czy to w wersji papierowej, czy to w wersji filmowej. Obie kocham i obie są na bardzo wysokim poziomie. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to polecam, a jeśli chcecie poczytać o niej trochę, ostrzegam tylko, że to bardzo stare recenzje, to zapraszam tutaj oraz tutaj

   Jeśli jesteście na bieżąco z jutubem, to wiecie, co to za pozycja. Coś a'la pamiętnik Connora Franty. Jedna z najpiękniejszych publikacji, jakie miałam okazję czytać i mieć na swojej półce. Mimo że opowiadająca o życiu zwykłego człowieka, to czyta się ją jakoś inaczej, fajniej, milej, czuje się takie autentyczne ciepło. Recenzji nie będzie, ale polecam fanom Connora, jeśli jeszcze nie mieli okazji się z A Work In Progress.  

   Recenzji tej trylogii jeszcze na blogu nie ma i możliwe, że w ogóle nie będzie, dlatego tutaj szybko Wam o niej opowiem. Jest to historia pewnego księcia, Laurenta, który dostaje w prezencie niewolnika od władcy kraju, z którym jego kraina ma na pieńku, że tak kolokwialnie się wyrażę. Damen, ów niewolnik, nie jest jednak tym, kim się być wydaje. 

   Bardzo ciekawie stworzona opowieść, troszkę w klimacie średniowiecza, skupiająca się głównie na wątku politycznym oraz wątku lgbt i to bardzo mocno go podkreślając, także dla wrażliwych nie jest idealną lekturą. Niemniej jednak gorąco polecam, bo mimo że ma pełnić formę rozrywkową, to jest to również momentami bardzo mądra historia. 

   Książki są dostępne tylko w języku angielskim, na razie brak polskiego tłumaczenia. Za granicą jest to fenomen, choć też nie taki popularny (ale na pewno bardziej niż All For The Game), który polecam i ja. 

      Z tą książką nie mam miłych wspomnień. Była bardziej niż przeciętna, chorobliwie przewidywalna, momentami nawet niespójna i nielogiczna, z bohaterką, jakiej nie potrafiłam zdzierżyć. Uratuj mnie, bo o tej powiastce piszę, to sensacja polskiego wattpada. I cóż, tam powinna zostać. Link do recenzji tutaj, ale od razu odradzam Wam czytanie tej książki. 

   Drugi tom z serii Szklany tron, czyli Korona w mroku miała mnie zaskoczyć i może faktycznie w pewnym momencie tak się stało, ale po głębszym zastanowieniu to wydarzenia z tej części były do przewidzenia. Tak jak pierwsza część mnie zachwyciła, tak ta raczej zawiodła i nie mam w najbliższym czasie ochoty sięgać po Dziedzictwo ognia, choć byłam już bardzo blisko. 

   Niestety, zachwyty po pierwszym tomie osłabły i nie wiem, czy kiedykolwiek wrócą, chociaż z pewnego źródła wiem, że im dalej, tym bardziej może mi się ta seria spodobać. Cóż, poczekamy, zobaczymy, ale z ciekawości pewnie kiedyś skończę. 

       Jeśli chodzi zaś o Simona oraz innych homo sapiens to po pierwsze, nie rozumiem kompletnie tego tytułu, a dwa: nie była to wprawdzie książka zła, ale nie była też wybitnie dobra. Przyjemna, całkiem ciepła historia, poruszająca bardzo ważny temat, który powinien być podejmowany w powieściach dla młodzieży, ale to tyle. Bez większego szału, na jeden wieczór, szybko o niej zapomnę (o ile już nie zapomniałam). Nie będę polecać, ale i nie odradzam. Może jak kiedyś Wam się nadarzy okazja, to rozważcie jej lekturę, ale ja bym tej książki na pewno nie kupiła.

   Tajemna historia Donny Tartt to jedna z moich ulubionych książek i jedna z najlepszych, jakie przeczytałam w 2016 roku. Opowiada o naprawdę dziwnych, ale i intrygujących wydarzeniach z życia Richarda Papena, młodego studenta filologii klasycznej.

   Nietuzinkowa, świetnie napisana i przede wszystkim bardzo mroczna, ale i prawdziwa. Donna Tartt trafiła na listę moich ulubionych autorek. Recenzja napisana, ale nie wiem, czemu jeszcze jej nie opublikowałam, także wyczekujcie jej w najbliższym czasie.

      Odkrycie tego roku! Miłość za wszelką cenę to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie ostatnio czytałam. Thriller psychologiczny dla nieco młodszego odbiory, idealnie nada się dla nastolatków w okresie dojrzewania. 

   Momentami mrożąca krew w żyłach historia o chorej Audrey, która często zmienia miejsce zamieszkania. W końcu znajduje miejsce, gdzie chce zostać, poznaje Leo, który staje się jej jedynym przyjacielem, ale czy tylko? 

   Jest to świetnie napisana powieść, która na długo zostanie w mojej pamięci i Wam serdecznie polecam. Nie zrażajcie się tytułem, ani okładką, które przypominają nieco nudne jak flaki z olejem romansidła. Jeśli chcecie recenzję, to macie ją na kanale, o tu

   Małe życie mam odkąd tylko wyszło w Polsce. Naprawdę grubaśna książka w przepięknym wydaniu zawiera również niesamowite treści. Podobała mi się, ile ja łez wylałam, to nie jestem w stanie określić. Polecam Wam serdecznie, a więcej będzie w recenzji, która niedługo się również ukaże. 

   W związku z premierą serialu Seria Niefortunnych Zdarzeń w styczniu, postanowiłam zrobić re-read całej serii. Póki co przeczytałam dwie części, czyli Przykry początek oraz Gabinet Gadów. Obie książki podobały mi się tak bardzo, jak zapamiętałam to z czytania ich jakieś dziesięć lat temu i miło mi wrócić do książek z dzieciństwa.

   Opowiada o losach trójki rodzeństwa, którzy w wyniku pożaru stracili swoich rodziców i tułają się po krewnych, zaczynając od Hrabiego Olafa, który jest nędznym łotrzykiem dybiącym na ich majątek. Nie można brać tych książek aż tak poważnie, w pewnych momentach i starszych czytelników mogą wywołać ogromną frustrację, ale i tak Wam polecam, choć nie powinnam, bo książki ciężko dostępne, dlatego raduję mnie fakt, że mój tata kupował je, gdy tylko wychodziły. 

   I na samym końcu chciałabym Wam powiedzieć, że poza tym wszystkim, co właśnie zobaczyliście, udało mi się przeczytać kilka książek z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore i są to: Of Mice And Men Johna Steinbecka, Fahrenheit 451 Raya Bradbury'ego, Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa, Żona podróżnika w czasie Audrey Niffenegger, Proces Franza Kafki oraz Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Brontë. Wszystkie, poza tą ostatnią, zrobiły na mnie ogromne wrażenie i chociaż Jane Eyre mi się podobała, to czuję się zawiedziona, ale wszystkiego możecie się dowiedzieć dzięki tym dwóm postom: numer jeden oraz numer dwa.   

   Z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore udało mi się jeszcze przeczytać Pokutę Iana McEwana, ale jeszcze nie przeczytałam kolejnych dwóch książek z listy, żeby powstał post, więc musicie poczekać na obszerniejszą opinię. Na razie zdradzę Wam tylko, że mnie nie zachwyciła, był dobra, ale bez przesady. Gdyby skupiła się bardziej na Briony, to na pewno dałabym pięć gwiazdek, zamiast 4.

*

I to by było na tyle, z tego co chciałam Wam pokazać, co udało mi się przeczytać i jak te wszystkie książki mi się podobały. Koniecznie dajcie znać, jak Wam wypadły te pierwsze trzy miesiące szkoły pod względem czytelniczym i czy może jest coś, co chcielibyście mi polecić? 

Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 3 grudnia 2016

Seria książkowo-zdjęciowa #listopad2k16

   HEJKA! Wiem, że ten post miał pojawić się nieco wcześniej, ale byłam kompletnie pozbawiona czasu na cokolwiek. W każdym razie aktualnie wyszłam na prostą (a jestem nawet na plusie) ze wszystkimi projektami, kolokwiami i rysunkami, jakie musiałam zrobić na studia, więc jest super! Czasu na czytanie... chciałabym powiedzieć, że nie ma, żeby mieć wymówkę, dlaczego nie czytam, ale nie mogę tego powiedzieć. Skupiłam się na serialach. Jednych lepszych, innych gorszych, ale nieważne. Może kiedyś nagram filmik albo napiszę post o tym, co oglądam. Zobaczy się jeszcze.
   No ale dziś przyszłam z postem zdjęciowym (wiem, że je lubicie), niestety jednak nie mam dobrej wiadomości, bo tych zdjęć jest malutko i coś czuję, że im dalej w las, tym paradoksalnie będzie ich mniej. Ale to się zobaczy. Wiecie, światło, brak czasu, no i nie czytam, a nie lubię robić zdjęć książkom, których nie czytam, bo nie widzę takiej potrzeby (chyba, że coś kupię, albo jest mi potrzebne do dodania, nieważne). Zapraszam do przeglądania! 
 Na początek jedna z ulubionych piosenek z tego miesiąca i moja tapeta (która już została zmieniona na początku grudnia, ale ćś). Dajcie mi znać, jakie Wy fajne piosenki odkryliście w listopadzie! 
 


Koncert Piotrka Zioły, który jest niezapomnianym wydarzeniem. Koniecznie sprawdźcie muzykę tego chłopaka, bo jest niesamowita.
 
 
 Tutaj możecie zobaczyć zakładki Julii (@tojkoo), które zasiliły w tym miesiącu, znaczy się ubiegłym, moją kolekcję, która jest już tak duża, że nie wiem, z których zakładek powinnam korzystać.
 
 
 
 


 Te zdjęcia, to trochę oszukany listopad, bo były zrobione 1 października w Krakowie, ale dostałam je dopiero w listopadzie, bo zrobiła je Klaudia
I na koniec snapczatowa sklejka, która nie jest tak duża, jak kiedyś, ale brak snapczata książkowego nie ułatwia XD


   No i generalnie to by było na tyle. Listopad minął całkiem fajnie, ale zdecydowanie zbyt szybko. Zaraz będzie kolejny rok, który przecieknie mi przez palce, a ja nawet nie zorientuje się kiedy to nastąpiło. Dajcie znać, co tam u Was!

Pozdrawiam serdeczniem,
Alicja

poniedziałek, 28 listopada 2016

Pokoloruj magię // kolorowanki ze świata Harry'ego Pottera


   Hejka naklejka! Dzisiaj przychodzę do Was z postem, gdzie chciałabym zaprezentować Wam zestaw kolorowanek ze świata Harry'ego Pottera od Wydawnictwa Moondrive! Wiem, że wszyscy kochacie zarówno Harry'ego, jak i kolorowanki, więc mam nadzieję, że post się Wam spodoba!

Zacznijmy od tego, co wchodzi w skład całej kolekcji kolorowankowej:

- Plakaty do kolorowania
- Magiczne miejsca i postacie do kolorowania
- Magiczne zwierzęta do kolorowania
- Pocztówki do kolorowania

   Moje serce skradły przede wszystkim pocztówki: nieduży format, 20 pocztówek, które można zabrać w całości albo pojedynczo na nudne wykłady na uczelni i ma się zajęcie na najbliższy czas. Zaraz później są chyba Magiczne zwierzęta, które prezentują się przeuroczo. Jednakże wszystkie pozycje mają w sobie coś magicznego, co przyciąga i cieszy oko.

   Co mnie zachwyciło poza treścią to przecudne wydanie tych książek do kolorowania. Są naprawdę porządnie wykonane i prezentują się prześlicznie zarówno czyste, jak i kolorowe. Plakaty są idealne, bo obrazek do pokolorowania jest tylko z jednej strony (co nie zawsze się zdarza), mam tylko jedno ale. Pocztówki powinny mieć perforację, która umożliwiłaby łatwiejsze oderwanie arkusika od całego bloczku, bo tak tylko się męczymy z wyrwaniem kartki bojąc się, że ją podrzemy. Fakt, że da się to zrobić idealnie, ale zajmuje dużo czasu, a perforowana linia ułatwiłaby cały proces.
   W środku mamy również kolorową wklejkę, która może być inspiracją do pokolorowania niektórych obrazków. A apropos samych obrazków: jest ich masa, chociaż te z pocztówek i plakatów powtarzają się, więc tutaj nie polecam zakupu obu, tylko wybrać lepszą dla siebie opcję. Niektóre obrazki są łatwiejsze, inne trudniejsze, zależy od ilości elementów, ale dla wprawionych kolorowaczy na pewno nic nie będzie wyznaniem!

Kolorowanki możecie zakupić TU.

A Wy lubicie kolorować? A może już macie którąś z tych kolorowanek w dodatku całą zapełnioną? Dajcie znać, bo jestem ciekawa!

Pozdrawiam cieplutko,
Alicja
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka