Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

niedziela, 28 kwietnia 2013

U mnie zawsze świeci słońce - Victoria Twead

Tytuł oryginału: Chickens, Mules and Two Old Fools
Tytuł polski: U mnie zawsze świeci słońce
Autorka: Victoria Twead
Data premiery: 7 marca 2012 r.
Wydawca: Wydawnictwo Pascal
Liczba stron: 384

   "Może porzucić szarą codzienność, przeprowadzić się do malowniczej wioski w słonecznej Andaluzji i tam znaleźć swój raj na ziemi?

Victoria namawia męża na przeprowadzkę z deszczowej Anglii do południowej Hiszpanii.
Odtąd kierują się tylko sercem. kupują ruinę w maleńkiej wiosce, poznają nowych przyjaciół, biesiadują przy winie, stają się częścią tego gościnnego świata o fascynującej kulturze. Zaprzyjaźniają się z osiemdziesięciopięcioletnią, popalającą trawkę seksbombą. zostaną hodowcami kur, a ich jajka będą "najgorętszym towarem" w rodzimej wiosce. Nie spodziewają się jednak, że to miejsce potrafi nieźle zażartować z przyjezdnych.

Daj się uwieść czarowi małego, hiszpańskiego miasteczka, gdzie życie staje się sielanką... z odrobiną chilli."

                                                                                                                                -od wydawcy

Tak jak sobie obiecałam, że zanim wezmę się za coś nowego skończę te książki, o których już kiedyś mówiłam, tak staram się to wypełnić. Zakończyłam czytanie książek z pierwszego zamówienia z Kumiko.pl, więc teraz przyszedł czas na stosik bożonarodzeniowy klik. Prawdę powiedziawszy zaczęłam go już z początkiem tego roku. O książkach już zrecenzowanych możecie poczytać tu ("Sen i śmierć") i tu ("Sztuka morderstwa"). Recenzje "Atlasu chmur" i "Charliego" pojawią się w postach mojej siostry już niebawem (przynajmniej taką mam nadzieję). Ja zajęłam się resztą i tak oto możecie teraz przeczytać recenzję tej książki.

   Książkę czyta się naprawdę fantastycznie. Jest napisana w bardzo przyjemny sposób, momentami czytelnik zaśmiewa się przez dłuższy czas. Najbardziej komiczny moment to ten z plaży, kiedy trzeba było nasiusiać na oparzenie po meduzie. Ale nie będę pisać jak to się skończyło. :) Przepiękne jest też zakończenie, które jest pewnym zawieszeniem. A życie toczy się dalej...

   No dobrze, pisze i pisze, a nie wspomniałam o treści. Zacznijmy od początku. Victoria Twead postanowiła wyprowadzić się do Hiszpanii, ponieważ miała dość okropnej angielskiej pogody. Po długich rozmowach z mężem, który nie chciał wyjeżdżać, postanowiono postawić na Plan Pięcioletni. Kupują dom do remontu, remontują, mieszkają tam pięć lat, a potem ewentualnie wracają do Anglii. Kupno domu okazało się nie lada wyzwaniem, zwłaszcza dla kogoś kto bardzo słabo mówi po hiszpańsku. Jednak z pomocą przychodzi im nowo poznana kobieta-Angielka. Daje im numer do Kurta - agenta nieruchomości dla obcokrajowców. I tak oto udaje się małżeństwu kupić dom, który właściwie wymaga rozbiórki. Remont domu nie jest łatwą pracą. Już same malowanie jest nie lada wyzwaniem, a co dopiero remont generalny z położeniem płytek na czele, kończąc na bieleniu domu.
Jednak nie było tak źle. Ludzie w mieście byli wobec nich bardzo życzliwi, po wprowadzeniu się obdarowywali ich prezentami, niekoniecznie przydatnymi, karmili ich i byli generalnym wsparciem. Ich sąsiad, Paco, pomógł im kupić kury (potem wszystkie kobiety przychodziły po "jajka od Angielki"), pokazał Victorii jak produkuje się wino, był ich przewodnikiem.
Książka pełna jest ciekawych osobowości, np. Geronimo, mężczyzna od wszystkiego, który zawsze popija piwo, czy Stary Sancho, który wybiera się na wieczorne spacery ze swoją czarną kotką u boku.

   To tak w skrócie. Jedyną rzeczą, która mnie zbulwersowała było to, że zakupili dom i przynależący do niego sad, który wycieli. Od zawsze chciałam mieć duży sad i gdyby było mnie stać na dom z sadem w życiu nie przerobiłabym go na dwa domy. Zwłaszcza, że sad był również wybiegiem dla stadka 16 kurek i jednego małego, zaborczego kogucika.

   Książka jest idealna na taką pogodę jak dzisiaj, ponieważ czytając ją czytelnik czuje się jak w słonecznej Hiszpanii i od razu ma ochotę rzucić całe dotychczasowe życie i się tam wyprowadzić. Nie wiem czy sięgnę po inne książki Victorii Twead, ale tą jestem zachwycona. Daję książce zasłużone pięć (5/6).

★★★★★★★☆☆☆

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wśród Zdradzonych. Wśród Notabli - Margaret Peterson Haddix

Tytuł oryginału: Shadow Children: Among the Betrayed. Among the Barons.
Tytuł polski: Dzieci Cienie: Wśród Zdradzonych. Wśród Notabli.
Autorka: Margaret Peterson Haddix
Data premiery: 2012
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
Liczba stron: 384

„MOŻESZ OCALIĆ ŻYCIE.
ZA JAKĄ CENĘ?

Nina Idi żyła bezpiecznie w szkolnych murach do dnia, w którym została zdradzona przez chłopaka, którego kochała. Schwytana przez Policję Populacyjną, osadzona w więzieniu, wie, że niedługo zginie. Ale rząd daje jej wybór. Nina może ocalić siebie w zamian za współpracę. Musi tylko skłonić troje współwięźniów, by przyznali się do winy, wydali swe rodziny… Wściekła i załamana, dziewczyna decyduje się na ryzykowny krok – ucieczkę. Ale… Czy Nina ucieka naprawdę? W świecie kamer i stałego nadzoru dziewczyna nie może mieć pewności czy nie stałą się zwierzyną, która doprowadzi prześladowców do innych nielegalnych dzieci.

Luke Garner ukrywał się przez 12 lat. Po śmierci Jen dostał fałszywą tożsamość – kartę identyfikacyjną Lee Granta, przepustkę do świata elit… Ale Lee Grant również miał rodzinę. Teraz do szkoły trafia jego młodszy brat. Uwikłany w sieci kłamstw, która zaciska się coraz bardziej, Luke musi zmierzyć się z gniewem i smutkiem kogoś, kto utracił najbliższą mu osobę. Choć chłopak dobrze rozumie uczucia Smitsa, wie również, że znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.”
- od wydawcy

            Wreszcie udało mi się znaleźć czas na kolejne tomy serii o nielegalnych dzieciach. U mnie zawsze jest tak, że pierwszy tom, mimo że dobry, to nie dorównuje kolejnemu. Tutaj jest jednak inaczej. „Wśród ukrytych. Wśród oszustów” wypadło lepiej na tle drugiej książki, co jednak nie oznacza, że była ona zła. Co to, to nie. Tak samo jak swoją poprzedniczkę, tę książkę czyta się niezwykle przyjemnie i szybko. Rozwój zdarzeń również następuje w zawrotnym tempie, co raz jest dobre, raz jest złe. Zależy też co kto lubi, i jak komu podoba się dana historia. Ja wyczekiwałam końca tej powieści, więc byłam niezwykle uradowana szybkim biegiem zdarzeń. Niestety, niepotrzebnie aż tak szybko czytałam, gdyż kto wie, kiedy ukarzą się ostatnie trzy tomy rozwiązujące całą zagadkę trzecich dzieci i owego państwa totalitarnego, w którym tak ciężko żyć.

            W tych tomach poznajemy nowych bohaterów. Wszystko zaczyna się od Niny Idi, która została schwytana i podejrzewana o to, że jest trzecim dzieckiem. Wydał ją Policji Populacyjnej chłopak, którego kochała i który rzekomo również ją kochał. Niestety, pracował dla rządu, który pragnął śmierci trzecich dzieci, tak jak on sam. W więzieniu, gdzie przetrzymywana jest Nina, jeden mężczyzna z Policji Populacyjnej stawia dziewczynie pewną propozycję. Albo zginie, albo pomoże w wydobyciu informacji od trójki więźniów na temat ich prawdziwych rodzin i nazwisk. Nina nie ma innego wyjścia, waha się jednak, kiedy okazuje się, że są to tylko małe dzieci, nie mające więcej niż 10 lat. [spoiler] Pod koniec pierwszej części, pod tytułem: „Wśród zdradzonych”, okazuje się jednak, że była to tylko próba, i facet, który proponował dziewczynie współpracę, owszem, był z Policji Populacyjnej, jednak nienawidził rządu i chce mu się przeciwstawić. A trzecie dzieci, takie jak Nina są gotowe mu pomóc w obaleniu niechcianej władzy. Wcześniej jednak musieli ją sprawdzić, czy przypadkiem nie jest gotowa zdradzić młodszych, żeby ratować swoje życie. W tomie pierwszym, a raczej trzecim, nie ma Luke Garnera, czy może raczej Lee Granta. Pojawia się on dopiero w części zatytułowanej „Wśród Notabli”. Jest on zdecydowanie bardziej dojrzały niż był, wie jak zachowywać się powinien i stara się sprawiać pozory dzieciaka, który naprawdę jest tym kim jest, czyli Lee Grantem, a nie się tylko pod niego podszywa. Niestety, sprawy się komplikują, kiedy jego młodszy brat trafia do szkoły, w której uczy się Lee, a raczej Luke, który go „zastępuje”. Sprawy w późniejszym momencie bardzo się komplikują. Państwo Grant pragną, by Smits wraz ze swoim starszym bratem przyjechali do ich posiadłości na jakiś czas, „dopóki nie naprawią elektryczności w szkole”. Następnie jest jeszcze gorzej, ale nie będę już zdradzała więcej szczegółów. Warto samemu zapoznać się z tą serią i dowiedzieć się, w jak ciężkiej sytuacji znalazły się wszystkie trzecie dzieci.

            Styl autorki raczej się nie zmienił, a przynajmniej ja nie odniosłam takiego wrażenia, więc jeśli nawet to minimalnie. Książkę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i bez większych problemów, dlatego starczyły ledwie dwa dni (ze względu na szkołę, tak to pewnie skończyłabym wcześniej :D), żebym dotarła do ostatnich stronic.

            Podsumowując, „Wśród oszustów. Wśród Notabli” jest nieco gorszą powieścią od swojej poprzedniczki. Nie wiem czemu tak się stało, gdyż zazwyczaj jest na odwrót, ale ja tylko piszę co myślę. Niemniej jednak jest to kontynuacja historii warta polecenia. Dlatego mam nadzieję, że nieco niższa ocena do 5, bowiem 4+ zachęci Was do zapoznania się z tą serię od początku, bądź kontynuowanie jej, jeżeli zniechęciliście się po pierwszym tomie. Osoby o zbyt wygórowanych wymaganiach mogą się niestety rozczarować! 

★★★★★★☆☆☆☆

ODAUTORSKO
            I kolejne przeprosiny. Naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, że nie mam czasu na pisanie i czytanie ostatnio. To straszne! W każdym razie już niedługo majówka, więc pewnie co nieco nadrobię.
            Wiem, że wiele z Was, moi kochani mole książkowi, pisali egzaminy gimnazjalne? Wiem, jaki to stres, bo sama pisałam rok temu. Jak poszły? Z tego co patrzyłam to o średnim poziomie trudności. Więc pisać! :D
            Następny w kolejce do recenzji „Wyścig śmierci”. Pytanie do Was: co mam przeczytać teraz z piątego stosiku? Doradzicie coś? :3
             No i przypominam o konkursie!!! :D

środa, 24 kwietnia 2013

Kompozytor burz - Andres Pascual

Tytuł oryginału: El compositor de tormentas
Tytuł polski: Kompozytor burz
Autor: Andres Pascual
Data premiery: 23 marca 2011 r.
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 392

   "Nim świat wyłonił się z chaosu, ona już istniała - pradawna melodia duszy. Ten, który odkryje jej sekret, zdobędzie panowanie nad ziemią i ludźmi. Jednak przyjdzie mu za to zapłacić tym, co najważniejsze.

Matthieu z rozkazu króla Francji Ludwika XIV wyrusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę w poszukiwaniu melodii duszy. Jednak nie tylko on pragnie odkryć prastarą tajemnicę. Ścigany przez bezlitosnych morderców dociera na Madagaskar. Piękno wyspy oczarowuje go niemal tak bardzo jak tajemnicza i zmysłowa kapłanka Luna, która zdaje się czekać na niego od zawsze...

Wyrusz w egzotyczną podróż, daj się porwać przygodzie, przeżyj namiętną miłość.

Andres Pascual to bestsellerowy hiszpański pisarz. Z zawodu jest prawnikiem, z zamiłowania muzykiem i podróżnikiem."

                                                                                                                             - od wydawcy

   Ostatnia pozycja z pierwszego zamówienia w księgarni internetowej Kumiko. Do kupna zachęcił mnie głównie opis, ale po otrzymaniu książki doszłam do wniosku, że i okładka zachęciłaby mnie w księgarni. Na zdjęciu jest to słabo widoczne, ale tłem dla całej kompozycji są stare mapy, które na myśl przywołują tamte czasy. Czasy wielkich podróżników, którzy nie mieli samolotów czy pociągów na zawołanie.

   Zanim na dobre przejdę do treści wspomnę o stylu, który jest bardzo dobry. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Aż czasami nie chce się jej odkładać. Akcja jest tak zbudowana, że czytelnik chce wiedzieć, co stanie się dalej. Obawiałam się, że hiszpański autor nie poradzi sobie z nadaniem francuskiego klimatu, ale udało mu się to! Przeplatanie się wątków historycznych z przygodowymi też mu się udało. Nie było zbyt historycznie. Momentami było nawet tak, że zatraciłam się całkowicie i na przykład wysiadłam nie na tym przystanku, co powinnam.

   Jeżeli chodzi o treść to przez cały czas czytania książki miałam efekt deja vu. Jednak nie potrafię powiedzieć z jakiego powodu.

   Akcja książki rozpoczyna się w czasach współczesnych. Sławny dyrygent, Michael Steiner, ma zagrać swój ostatni koncert i odejść na emeryturę. Jednak do występu nie dochodzi z powodu chwilowego załamania bohatera. Wtedy z pomocą przychodzi jego przyjaciel i dyrektor opery pokazuje muzykowi list-testament Ludwika XIV. W tym momencie czytelnik zostaje przeniesiony w XVII wiek do Francji. Od tego momentu głównym bohaterem zostaje Matthieu. Syn służącej, która umiera przy porodzie i prosi swoją pracodawczynię o opiekę nad chłopcem. Matthieu zostaje adoptowany. Od małego przejawia wielkie zdolności muzyczne i jego wuj, muzyk, podejmuje się jego wykształcenia. W wyniku wydarzeń, o których tu nie wspomnę, ponieważ uważam, że powinniście sami odkryć, co tam tak naprawdę się wydarzyło, Król Słońce zleca Matthieu znalezienie melodii duszy. I tu rozpoczyna się przygoda. Młody chłopak wyrusza w podróż. Jednak w pogoni za nim udają się niebezpieczni ludzie, bowiem znajomość tej melodii da władzę nad ludźmi i światem. Matthieu trafia na Madagaskar, gdzie oprócz pięknego krajobrazu oczarowuje kapłanka Luna, która jest Matroną Głosu, czyli strażniczką melodii duszy. Jak skończy się wyprawa Matthieu? Czy uda mu się zapisać tajemniczą partyturę? A może pozostanie na Madagaskarze, bo się zakocha? Te pytania towarzyszyły mi podczas czytania książki i z tymi pytaniami Was zostawię.

   Książka fantastyczna, magiczna, niewyobrażalna. Autor ma świetne pióro, jeżeli chodzi o przykucie uwagi czytelnika. Z tego powodu mogę z czystym sumieniem dać jej piątkę (5/6). Mam cichą nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po tę wyjątkową książkę, ponieważ naprawdę warto.

★★★★★★★★☆☆

piątek, 19 kwietnia 2013

Blog ma rok, czyli czas na konkurs

 


 Uprzejmie informuję, że jesteśmy z Wami już rok. Strasznie szybko ten czas zleciał, mam wrażenie jakby to było wczoraj, jak siostra zakładała bloga. Mogę uczciwie przyznać, że nie próżnowałyśmy i czytałyśmy tak dużo jak tylko pozwalał na to czas. W związku z tym, że działamy tu już tak długo, postanowiłyśmy zorganizować dla Was konkurs.

ZASADY:
  1. Dodaj bloga do obserwowanych.
  2. Polub nasz fanpage na Facebooku - przycisk znajdziesz po prawej stronie bloga.
  3. Pytanie konkursowe: Kto to jest mól książkowy? (wierszem, prozą, jak kto woli; może być też praca plastyczna przysłana na któregoś maila, którego znajdziecie w zakładce WSPÓŁPRACA)
  4. Umieść baner konkursowy w widocznym miejscu z linkiem na swoim blogu (opcjonalnie - będzie nam miło jeśli to zrobisz)
  5. W komentarzu zostaw mail kontaktowy, pod jaką nazwą/nazwiskiem figurujesz na FB/obserwujesz bloga oraz odpowiedź na pytanie konkursowe.
  6. NAGRODĘ WYBIERASZ SAM. Doszłyśmy do wniosku, że gusta są różne i damy Wam możliwość  otrzymania książki, której od dawna, bądź nie, pragniecie. Zaznaczamy jednak, że książka ma być JEDNA i o pułapie cenowym maksymalnym 40 PLN.
  7. Konkurs trwa od dnia dzisiejszego, tj. 19.04  do 10.05.
  8. Wyniki konkursu ukażą się do 7 dni od jego zakończenia. Przy wyborze zwycięzcy będziemy kierować się przede wszystkim Waszą kreatywnością.
Zapraszamy do konkursu. Mamy nadzieję, że Wasz odzew będzie duży. :)


P.S. Jeżeli interesuje Was orient i chcielibyście dowiedzieć się czegoś ciekawego to serdecznie zapraszam Was na bloga koleżanki z roku.  Klik. :)

sobota, 13 kwietnia 2013

Eon: Powrót Lustrzanego Smoka - Alison Goodman





Tytuł oryginału: EON: Dragoneye Reborn
Tytuł polski: Eon. Powrót Lustrzanego Smoka
Autorka: Alison Goodman
Data premiery: luty 2010
Wydawca: Wydawnictwo TELBIT
Liczba stron: 576

Kobietom nie przysługuje miejsce w świecie smoczej magii. W powszechnym mniemaniu wprowadzają pierwiastek zepsucia do rzemiosła lorda Smocze Oko, nie posiadają też fizycznej siły i żelaznej woli, niezbędnej do zjednoczenia się ze smokiem. Uważa się, że niewieście oko, zbyt często zapatrzone w siebie, nie potrafi ogarnąć natury świata energii.

Choć prawo panujące w Imperium Niebiańskich Smoków jest surowe, jeden z dwunastu kandydatów na ucznia lorda Smocze Oko zdołał ukryć przed światem swoją prawdziwą tożsamość. Stając do walki o przychylność Szczurzego Smoka, który na rok obejmuje przywództwo nad duchowymi bestiami, chroniącymi kraj i cesarza, Eon podejmuje śmiertelne ryzyko. To, czy zdoła ocalić siebie i wpłynąć na losy państwa, zależy od siły głęboko skrywanej natury…”
- od wydawcy

               Po Eona sięgnęłam spontanicznie. Przechadzając się między półkami w bibliotece z trzema już książkami w ręku, stwierdziłam, że chcę wziąć coś jeszcze. Pytanie tylko: co? Siedząc na fantastyce, gdzie to przeważnie można mnie spotkać, szukałam czegoś dla siebie. Znalazłam „Eona”, którego tytuł wcześniej obił mi się o uszy, nie pamiętałam tylko gdzie i kiedy. Czytając opis z tyłu okładki postanowiłam, że wezmę tę książkę, byłam pewna, że mi się spodoba. I się nie myliłam.

               Świat, który stworzyła pani Goodman nosi nazwę Imperium Niebiańskich Smoków. Jak sama autorka opowiada na samym końcu książki: To baśniowy świat, który początkowo czerpał inspirację z historii i kultury Chin i Japonii, lecz szybko stał się krainą wyobraźni, niezakorzenioną w znanym nam kulturowym i historycznym kontekście. To co udało się jej przekazać czytelnikom za pomocą słowa pisanego jest niezwykle genialne. Jest to świat, który wyróżnia się na tle innych, według mnie: jest niezapomniany i cudowny. Tyle niesamowitych nazw, historii i aspektów kulturowych, że aż trudno się połapać! Sama początkowo miałam z tym mały problem, jednak później idzie szybko się odnaleźć w akcji, nazwach miejsc i imionach bohaterów. 

               Teraz może trochę opowiem o fabule, ale też nie za dużo, bo nie chcę zdradzić wielu szczegółów. No więc, jest sobie Eon, a raczej Eona, która się za tego Eona podaje. Wiem, to trochę skomplikowane. W Imperium Niebiańskich Smoków panuje cesarz, który do ochrony całego kraju ma „Smoczą Radę” złożoną z lordów Smocze Oko. Każdy lord pełni funkcje ascendenta przez jeden rok. Rada powinna składać się z dwunastu lordów Smocze Oko, jednak dawno temu Lustrzany Smok odszedł i nikt nie wiedział co się stało. Co roku chłopcy startują na stanowisko ucznia lorda Smocze Oko. Kiedy Eon stara się o tę posadę, ascendentem jest lord Ido, który  połączył się ze Szczurzym Smokiem. Podczas ceremonii wyboru nowego następcy na lorda przez smoka dzieje się niespodziewana rzecz. Eon, a właściwie Eona, zostaje wybrana przez Lustrzanego Smoka, który powrócił z niewiadomych powodów. Niestety, dziewczyna nie połączyła się ze smokiem, toteż nie umie go przywołać ani pobrać jego mocy. Wszyscy jednak wierzą, że jest inaczej, a Eona nikogo nie zamierza z owego błędu wyprowadzić. Stara się zachować to w tajemnicy i poczekać, aż pozna imię smoka i będzie w stanie się z nim porozumieć. Niestety nie wiadomo kiedy ten dzień nastąpi, a w tym samym czasie dzieją się bardzo dziwne i złe rzeczy. Nie będę tutaj przytaczała wszystkiego, bo to nie ma sensu, jednak zdradzę Wam jedno: lord Ido jest zły i zamierza pozbawić cesarza tronu, uważając, że to lordowie Smocze Oko znów powinni pełnić funkcję cesarza. Eon odegra ważną rolę w całej tej małej „wojnie”. Niestety jeszcze nie w pierwszej części, więc drugiej już się nie mogę doczekać. 

               Styl pisania pani Goodman jest bardzo przyjemny, dzięki czemu bardzo szybko czyta się tę książkę. Niestety, czasem jest zbyt ubogi, według mnie i sądzę, że można by go jakoś wzbogacić. Nie drażni to tak bardzo, ba, prawie wcale. Ta pozycja jest lekkim czytadłem, które spokojnie można czytać w każdych warunkach, nawet tych najgorszych. Liczę jednak na to, że w drugim tomie zostanie ten aspekt nieco zmieniony i rozbudowany.

               Reasumując, „Eon: Powrót Lustrzanego Smoka” podobał mi się bardzo, mimo nieco niedopracowanego stylu, ale nie mnie jest to dogłębniej oceniać, gdyż sama lepiej na pewno bym tego nie napisała. Dlatego też uważam, że dobra piątka należy się autorce i jej powieści. Mam nadzieję, że druga będzie nie tak samo dobra, a jeszcze lepsza i zaskakująca. Nie mogę się doczekać, aż trafi w moje łapki. Niestety: nie wiem kiedy to nastąpi.

★★★★★★★☆☆☆

ODAUTORSKO

               Chciałabym bardzo przeprosić za kolejne niepisanie, ale jakoś tak wyszło. Dużo nauki i pracy było ostatnio u mnie w szkole. Ten tydzień zapowiada się tak samo, a przecież w maju to wolnego mam tyle, jako pierwszoklasistka, bo matury są, a wcześniej majówka. No a w czerwcu to wiadomo jak z tymi poprawami ocen jest J Dlatego teraz pracuję, żeby potem wszystko mieć z głowy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i wybaczycie. Bo ja postaram się poprawić! „Dzieci Cienie” już przeczytane. Teraz powinnam zabrać się za „Wyścig śmierci”, ale chyba sięgnę po coś innego. Hm. Tylko po co? Stosik, który teraz kończę kusi i kusi i nie wiem za co się zabrać. Ech. Życzę Wam miłego, czytelniczego weekendu i kolejnego tygodnia i do szybkiego napisania! – na to przynajmniej liczę.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Kroniki rodu Kane: Cień węża - Rick Riordan



Tytuł oryginału: The Kane Chronicles: Book Three: The Serpent’s Shadow
Tytuł polski: Kroniki Rodu Kane: Tom III: Cień węża
Autor: Rick Riordan
Data premiery: czerwiec 2012
Wydawca: Galeria Książki
Liczba stron: 419

„Od momentu, gdy młodzi magowie Carter i Sadie nauczyli się, jak podążać ścieżką bogów starożytnego Egiptu, wiedzieli, że odegrają ważną rolę w przywracaniu w świecie porządku – Maat. Nie spodziewali się jednak, że świat stanie się aż tak chaotyczny. Wąż chaosu, Apopis, uwolnił się i grozi, że za trzy dni zniszczy świat. Magowie są podzieleni. Bogowie znikają, a ci, którzy pozostali, są słabi. Waltowi, jednemu z najzdolniejszych uczniów Cartera i Sadie, nie pozostało zbyt wiele życia – czuje, że jego siły słabną. Ziya jest zbyt zajęta opieką nad zgrzybiałym bogiem słońca, Ra, żeby mogła być naprawdę pomocna. Czego może dokonać dwoje nastolatków z kilkoma jeszcze młodszymi uczniami?
Być może istnieje sposób na powstrzymanie Apopisa, ale jest on tak trudny, że może kosztować Cartera i Sadie życie – nawet jeśli im się powiedzie. Jednak aby mieć na to szansę, muszą zaufać obłąkanemu magowi, że ich nie zdradzi albo, co gorsza, nie pozabija. Trzeba być szalonym, żeby podjąć się tego zadania. Cóż, możecie zatem nazwać ich szaleńcami.
Zabawne sytuacje, niezapomniane potwory, nieustannie zmieniająca się drużyna przyjaciół i wrogów – w Cieniu węża tempo akcji nigdy nie zwalnia; trzeci tom jest wciągającym i w pełni satysfakcjonującym dopełnieniem trylogii Kroniki Rodu Kane‘ów.”
- od wydawcy

Kroniki Rodu Kane
Tom I | Tom 2 | Tom 3

                 Wreszcie udało mi się znaleźć czas na przeczytanie ostatniej części „Kronik rodu Kane” autorstwa Ricka Riordana, jednego z moich najulubieńszych autorów. Bałam się trochę w sumie czytać tę powieść, gdyż tak jak „Czerwona piramida” dostała pozytywną piątkę, tak druga część, czyli „Ognisty tron”, spadła niżej aż o półtorej oceny! Dlatego nie wiedziałam czego doświadczę tym razem, w książce, która zakończy całą serię i która może być wielkim rozczarowaniem, mimo że naprawdę w panu Riordanie pokładałam ogromne nadzieje po przeczytaniu serii o Percym Jacksonie. Czy się rozczarowałam „Cieniem węża”? Odpowiedź brzmi: tak. Trochę? Nie. Dość bardzo. 

                 W „Cieniu węża” znów spotykamy Cartera i Sadie Kane. Jednych z moich ulubionych bohaterów. Oboje znów muszą uratować świat, a raczej nie znów, a muszą dokończyć to co zaczęli w poprzednich częściach. Apopis powstał i czeka na odpowiedni moment, aby pożreć boga Słońca, Ra i wypełnić cały świat chaosem, którym sam jest. Rodzeństwo boi się jednak, że limit czasowy, który został na nich nałożony znów nie pozwoli im na sukces, jednak to dzieci z rodu Kane! Im zawsze się uda. 

                 Cała sytuacja się komplikuje jeszcze bardziej, kiedy Walt, jednej z najbardziej zaufanych uczniów Sadie i Cartera czuje się z każdym dniem coraz gorzej. Klątwa, która została na ród, z którego się wywodzi, ród z którego wywodził się również sam Tutenchamon, działa coraz mocniej i już prawie łapie młodego maga w sidła śmierci. Poza tym Sadie nie wie co on do niej czuje i co sama do niego czuje. Jest przecież jeszcze niesamowity Anubis, bóg życia pozagrobowego, w którym Sadie również się durzy. Wszystko dla naszej młodej bohaterki jest tak skomplikowane. Straciła już mamę, tatę, został jej jedynie Carter z rodziny. I Walt, który również niedługo może ją opuścić.

                 Przejdę teraz do sytuacji Cartera, piętnastolatka, który dawno temu stracił swoje spokojne życie podróżnika towarzyszącego Juliusowi Kane, swojemu ojcu. Teraz zmaga się z problemami, jako przewodnik Domu Brooklyńskiego, gdzie naucza młodych uczniów ścieżki bogów. Musi przewodniczyć tym wszystkim dzieciakom, które dopiero co zgłębiają tajniki niebezpiecznej magii. A jest jeszcze problem z Ziyą Rashid, ocaloną magiczką, w której uszebti nasz młodziutki bohater się zakochał. Teraz stara się utrzymywać z nią czysto przyjacielskie relacje, gdyż ona na nic innego mu nie pozwala. Zresztą, jest przecież w pierwszym nomie, Domu Życia, pomagając wujowi Cartera i Sadie: Amosowi, który został w „Ognistym tronie” najwyższym lektorem. Ziya opiekuje się również Ra, tak, dziwnie to brzmi, prawda? Skoro Ra jest najwyższym z najwyższych, bogiem Słońca, który przewodzi całej reszcie bóstw. Jednak kiedy został w poprzednim tomie obudzony przez rodzeństwo Kane, niestety, nie obudził się w swojej naturalnej postaci. Był starcem, w dodatku zdziecinniałym starcem, który nie ma pojęcia o niczym. 

                 Z tego, jak opisałam to wszystko może się wydawać, że książka mi się podobała. Ale wcześniej już pisałam, że się zawiodłam. Owszem. Styl Ricka Riordana pozostał niezmienny, dlatego udało mi się przeczytać tę książkę. Dalej niesamowicie oddaje wszystkie emocje i genialnie opisuje wydarzenia. Jednak to co zaserwował nam pan Riordan w trzecim tomie Kronik Rodu Kane, niezbyt mi przypadło do gustu, szczerze? Było nudne. Kilka razy odkładałam książkę i leżałam bezczynnie piętnaście minut, żeby trochę od tego odpocząć. Pewnie zdarzyło mi się kilka razy przysnąć między poszczególnymi rozdziałami, czego nie pamiętam, ale przed ostatnimi stoma stronami zrobiłam sobie dość długą drzemkę. Nie spodziewałam się tego po tym autorze. Nie po tym, jak genialna była seria „Percy Jackson i bogowie olimpijscy”. Nie po tym. Chętnie chciałam jednak poznać zakończenie tej serii, mimo że trzecia część nie spełniła moich oczekiwań. Bardzo przywiązałam się do Cartera i Sadie, Walta, Anubisa, Bastet. Czasem zdarzyło mi się uśmiechnąć do tego co czytałam. Dlatego książka nie jest koszmarnym gniotem. Nie mogłaby być ze względu na autora, mitologię egipską i śliczną okładkę. Niestety akcja była nudna. I to ujmuje tej pozycji. 

                Smutno mi stawiać „Cieniowi węża” tylko marną trójkę (3/6), ale nie mogę się przekonać do wyższej oceny. Zawiodłam się na tej serii bardzo. Mam nadzieję jednak, że seria o „Olimpijskich herosach” Ricka Riordana, której przeczytałam dopiero pierwszy tom nie okaże się być podobna do tej serii pod względem atrakcyjności. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkam się z tym autorem i światem przez niego wykreowanym, obojętnie z którą mitologią (a może już bez?), liczę na to, że to jednorazowy „wybryk”, gdzie akcja jest taka a nie inna i że kolejne pozycje pisane przez Ricka Riordana będą tak samo ekscytujące jak wszystkie (no prawie) jego książki. 

★★★★★☆☆☆☆☆

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Krąg - Mats Strandberg i Sara Bergmark Elfgren


Tytuł oryginału: Cirkeln
Tytuł polski: Krąg
Autorzy: Mats Strandberg i Sara Bergmark Elfgren
Data premiery: październik 2012
Wydawca: Wydawnictwo Czarna Owca
Liczba stron: 576

PIERWSZA CZĘŚĆ TRYLOGII O MROCZNYM MIASTECZKU ENGELFORS

Na pozór zwyczajne miasteczko Engelfors,
W którym dzieją się dziwne rzeczy.
Sześć dziewczyn właśnie rozpoczęło naukę
W lokalnym liceum. Nic ich ze sobą nie łączy,
 Każda z nich jest inna.
Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się
Czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku.
Nie wiedzą, jak ani dlaczego się tam znalazły.
                           Odkrywają, że
               Drzemią w nich tajemne moce,
         A ich życiu zagraża niebezpieczeństwo…
     Aby przeżyć, muszą działać wspólnie, tworząc
      Magiczny krąg. Od tej chwili szkoła staje się
                Dla nich sprawą życia i śmierci…



- od wydawcy

Trylogia "Krąg"
1 | 2 | 3

               Z „Kręgiem” pierwszy raz zetknęłam się na którymś z blogów, które obserwuję. Otworzyłam okno z recenzją i pierwsze co przykuło moją uwagę to okładka. Zachwyciło mnie w niej wszystko. Przeczytałam recenzje dwa czy trzy razy i stwierdziłam, że muszę, MUSZĘ, przeczytać tę powieść i nie było innej możliwości. Spojrzałam jednak na datę ukazania się „Kręgu” w Polsce i mój entuzjazm nieco opadł. Wiedziałam, że żadna moja biblioteka nie będzie w posiadaniu tak świeżo wypuszczonej na rynek książki. Potem jakoś nie szukałam jej ani na półkach w bibliotece, ani u koleżanek, które czytają tego typu powieści, aż wreszcie o niej zapomniałam na jakiś czas. Potem na którymś blogu znów zauważyłam recenzję „Kręgu” i stwierdziłam, że jeśli nie znajdę jej nigdzie do pożyczenia, to ją kupię. Zupełnym przypadkiem, nawet jej nie szukając, natrafiłam na nią w jednej z bibliotek, do których jestem zapisana. Nie macie pojęcia, jakie było moje zdziwienie! Myślałam, że zacznę piszczeć ze szczęścia. Warto wspomnieć, że byłam wtedy chora, prawdopodobnie z gorączką udałam się na łowy nowych pozycji do przeczytania. Nieco przymulona błądziłam między półkami, aż wreszcie zmęczona ukucnęłam, a że na dole książki również stały, tak oto moim oczom ukazał się „Krąg”, książka która ostatnimi czasy podbiła moje serce i nie wiem, kiedy coś innego zastąpi jej miejsce. 

               Wszystko zaczyna się wtedy, kiedy pewien uczeń z problemami o imieniu Elias popełnia samobójstwo w szkolnej łazience na piętrze, gdzie mało kto zagląda. To wydarzenie splata ze sobą drogi szóstki dziewczyn, które w normalnym świecie w życiu by ze sobą nawet nie rozmawiały, jednak świat w którym żyją wcale nie jest normalny. Minoo jest dziewczyną, która zawsze wszystko wie najlepiej i potrafi zachowywać się idealnie w każdej sytuacji, w której się ją postawi. To ona wraz z Linneą, znalazły ciało Eliasa w łazience. Linnea była najbliższą osobą dla Eliasa i to ją najbardziej dotknęła jego śmierć. Jest raczej wyrzuconą na margines hierarchii szkolnej osobą, która sama również zbytnio nie jest towarzyska. Kolejną dziewczyną jest Rebecka, która borykała się z problemami żywieniowymi, jest dziewczyną ładną i lubianą, ma chłopaka Gustava, którego kocha i któremu boi się powiedzieć prawdy o swoich problemach. Kolejną dziewczyną jest Vanessa. Vanessa jest tym typem dziewczyn w liceum, które uwielbiają się bawić, a ich chłopakiem może być tylko starszy, bardziej dojrzały mężczyzna. Jest jeszcze Ida, popularna dziewczyna, która uwielbia stosować przemoc wobec innych uczniów, jednak w głębi duszy potrafi kogoś kochać, bo tym kimś jest Gustav. No i ostatnią dziewczyną jest Anna-Karin, która sama o sobie nie ma najlepszego zdania, wypchnięta tak samo jak Linnea na margines społeczny jest niezauważalna w szkole. Jedynie Ida kocha się z niej wyśmiewać i obrażać, tak jak robiła to wcześniej. 

               Pewnej nocy, kiedy Księżyc na niebie świeci się na krwistoczerwono, wszystkie dziewczyny idą jak zahipnotyzowane w niewiadomym sobie kierunku. Kiedy ich umysły nieco się budzą, wszystkie sześć stoi w parku i wpatruje się w siebie wzajemnie. Spotykają na miejscu Nicolausa, który jest woźnym w ich liceum, a którego zadaniem jest mentorowanie Wybranemu. Okazuje się jednak, że Wybrany nie jest jeden, a jest ich sześć, sześciu Wybranych, sześć dziewczyn, sześć dziewczyn, które nie mają ze sobą nic wspólnego poza szkołą, do której uczęszczają. To wszystko wydaje im się dziwne i nienormalne, żadna z nich nie chce brać w tym udziału, tutaj jednak chodzi o losy większej liczby osób, więc nie mają wyboru, inaczej będą dziać się dziwne i złe rzeczy, a żadna nie chce mieć później wyrzutów sumienia. 

               Mats i Sara stworzyli niesamowitą historię, która w pewnych momentach nawet mnie przerażała. No ale nic dziwnego, skoro to thriller dla młodzieży. Podobał mi się cały koncept opowieści, wiele zagadek, których rozwiązania można się domyślać, wiele ciekawych wątków, które poza konkretnymi wydarzeniami są również obrazem życia codziennego każdej z dziewczyn. W książce poruszane są również zwyczajne problemy młodzieży, które były na świecie zawsze i zawsze będą. Zostało tutaj przedstawione współczesne społeczeństwo, które opiera się na niewłaściwych systemach, które mogą doprowadzić młodych ludzi do ogromnego nieszczęścia, nie chodzi tu już tylko o sam fakt, że historia jest fantastyczna. 

               Dziewczyny zmagają się nie tylko z własnymi problemami, ale i z problemami całego społeczeństwa, które muszą uratować przed jeszcze nieznanym wrogiem. Muszą stawić czoła swoim przeciwnikom, równocześnie pomagając sobie nawzajem, bo każda z osobna nie dałaby sobie rady. W grupie siła i tego dziewczyny muszą się trzymać. 

               „Krąg” to interesująca, pełna akcji i emocji powieść, którą serdecznie polecam wszystkim, niezależnie czy takie historie lubią czy nie. Uważam, że właśnie dzięki tej powieści można przekonać się do nadprzyrodzonych mocy występujących we współczesnym społeczeństwie. Powieść Matsa i Sary zasługuję na ogromną szóstkę (6/6) i z niecierpliwością wyczekuję już kolejnego tomu tej trylogii. 


★★★★★★★★★★

ODAUTORSKO

               Pogodę za oknem mamy paskudną, niestety, wiosna chyba tak prędko do nas nie przyjdzie. Ale żeby śnieg w kwietniu?! No nic, z domu na razie się nie ruszam, więc czasu na czytanie nie zabraknie. Pierwsza recenzja w kwietniu, mam nadzieję, że nie jest zła, więc liczę na to, że kwiecień rozpocznę dobrze i dobrze przez niego przejdę. Jak na razie jest to ostatnia recenzja, którą miałam na „czarną godzinę”. Jestem w trakcie czytania „Cienia węża” Ricka Rirodana, na razie nie mam dokładnej opinii, ale niezbyt mi się podoba. Jak skończę tę powieść to zabiorę się za „Eona”, a potem to się zobaczy. Liczę, że „Cień węża” pójdzie mi szybko i już niedługo będę mogła podzielić się z Wami moja opinią nie tylko na temat tej pozycji, ale na temat całej serii „Kronik rodu Kane”. Na razie to tyle, i ja Wam życzę wesołych Świąt Wielkanocnych, które w tym roku spędzamy z białym puchem, zupełnie jakby to było Boże Narodzenie. Oby wiosna szybko przyszła, bo mam dość zimowych ubrań i butów. 

Życzę Wam wszystkiego dobrego, żeby w kwietniu Wasze statystyki podskoczyły w górę, tak samo jak słupek rtęci w termometrach! Pozdrawiam :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka