Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 31 marca 2016

#MARZEC2016


HEJKA NAKLEJKA!

   Czyżbym znów miała marudzić na temat tego, jak szybko minął mi ten miesiąc? Otóż nie, ha! Nowości, co nie? Stety, albo też niestety, sama nie wiem, ten miesiąc wlókł mi się niemiłosiernie, może to za sprawą paskudnego choróbska, które mnie dopadło, albo dlatego, że czytałam mało książek i przemijające dni nie były wprost proporcjonalne do stosu (a raczej malutkiego stosiku) książek, który rósł na moim nocnym stoliku? Możliwe. Ale nieważne, że przeczytałam mało, bo nie czytamy na wyścigi, prawda? Dlatego może po prostu pokażę od razu, co udało mi się przeczytać.

CO PRZECZYTAŁAM?

    Marzec zaczęłam z Czy wspominałem, że cię potrzebuję? Estelle Maskame i książka bardzo, ale to bardzo mi się spodobała. Jest o wiele lepsza od swojej poprzedniczki i teraz z niecierpliwością czekam na trzeci tom. Mały przyjaciel to pozycja, którą czytałam bardzo długo w marcu, ale w końcu przez nią przebrnęłam. Książka ma jakieś 600 stron, ale ja przeczytałam 350, które mi zostały z lutego. Nie ma tragedii. A książka jest naprawdę intrygująca, także też Wam polecam. Następnie bardzo długo męczyłam się ze Szklanym mieczem. Jego przeczytałam około 500 stron, czyli prawie całą książkę, ale nie całą, bo jej czytanie rozpoczęłam w lutym. Nie polecam i bez pozdrowień dla autorki. Natomiast koniec marca, tak, tak, zbliżamy się już do końca, spędziłam z Ekspozycją Remigiusza Mroza, która była... okej i nic ponadto. Kocham Mroza, ale ta powieść nie za bardzo mu wyszła. Ciekawa jestem, czy drugi tom spodoba mi się bardziej. Samą samiutką końcówkę, czyli Święta Wielkiej Nocy spędziłam z Osobliwymi i cudownymi przypadkami Avy Lavender, o tej książce jeszcze nie umiem się wypowiedzieć, ale wkrótce to zrobię, więc czekajcie. No i na sam koniec pozostała Dziewczyna z pomarańczami, po której nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Zakochałam się w tej powieści i gwarantuję Wam, że Wy również się zakochacie. Recenzja już wkrótce! Na samym końcu miesiąca przeczytałam DUFF. Ta brzydka i gruba i nie była to jakaś mega wybitna powieść, ale miło spędziłam przy niej czas i nie uważam, żeby była to tragiczna książka, tak jak wszyscy mówią.

 CO CIEKAWEGO WYSZPERAŁAM W SIECI?

 

   Zuzia aka Banshee dodała ostatnio bardzo fajny filmik odnośnie tego, jak wyglądamy i jak powinniśmy się z tym czuć. Oczywiście, jak ktoś z Was wie, że ćwiczę i staram się zdrowo odżywiać, to powie, że jestem hipokrytką czy coś, ale nie. Zgadzam się z tym, co mówi Zuzia, ale jednocześnie uważam, że jeśli chcę i sprawia mi radość zarówno ćwiczenia jak i przygotowywanie zdrowych posiłków to czemu nie? No i przede wszystkim nie chodzi tutaj tylko o to, jak wyglądamy, ale jak reagujemy na innych, a to już inna sprawa. Obejrzyjcie i się przekonajcie, o co w tym chodzi, naprawdę warto.

   Beatka z bloga Czas dla książki pokazała tanie książki warte uwagi, także jak macie ochotę coś kupić, ale nie za miliony monet, to zapraszam. Również Klaudia z bloga Claudlez, którą na pewno kojarzycie po przepięknym insagramie, przygotowuje co miesiąc (albo i częściej) posty z cyklu 10 książek za 10 złotych. Też tanio, też fajnie, także na pewno znajdziecie coś dla siebie!


Linków w tym miesiącu nie jest dużo, ale nie siedziałam w sieci aż tyle (raczej leżałam i chorowałam), także radujcie się tym, co jest, bo mimo wszystko to linki warte uwagi!


Dajcie znać, ile Wam udało się przeczytać i jak podobały się Wam książki z marca.
Życzę wszystkim powodzenia w kwietniu i cieplutko pozdrawiam!

wtorek, 29 marca 2016

Ekspozycja - Remigiusz Mróz


"Termin ekspozycja ma przynajmniej pięć znaczeń. Podobnie wieloznaczny jest każdy krok mordercy.Pewnego ranka turyści odkrywają na Giewoncie makabryczny widok – na ramionach krzyża powieszono nagiego mężczyznę. Wszystko wskazuje na to, że zabójca nie zostawił żadnych śladów.
Sprawę prowadzi niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst. Zanim tamtego ranka stanął na Giewoncie, wydawało mu się, że widział w życiu wszystko. Tropy, jakie odkryje wraz z dziennikarką Olgą Szrebską, doprowadzą go do dawno zapomnianych tajemnic… Winy z przeszłości nie dadzą o sobie zapomnieć. Okrutne zbrodnie muszą zostać odkupione."
- lubimyczytac.pl

   Wiecie, kiedy czytelnikowi najgorzej pisze się recenzje książki? Kiedy została ona napisana przez ulubionego autora, a wcale nie jest taka dobra, jak się nam wydawało, albo jak chcielibyśmy, żeby była. Taką sytuację mam z Ekspozycją Remigiusza Mroza, bo autora uwielbiam za to co napisał - za Kasację, Zaginięcie i pewnie inne książki, które kiedyś przeczytam. Jednak Ekspozycja... cóż, nie wiem, co poszło nie tak, ale to troszkę nie moje klimaty, chociaż to nie jest koniecznie główny powód, dla którego uważam pierwszy tom trylogii o Forście za przeciętny. Nie jest to zła powieść, ale na pewno nie należy do moich ulubionych, dlatego szybciutko przebrnę przez tę recenzję i mam nadzieje, że Przewieszenie mnie nie zawiedzie.

   Wiktor Forst ma za zadanie rozwiązać tajemnicę nagiego ciała wiszącego na krzyżu na Giewoncie. Jednak w pewnym momencie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Komisarz zostaje odsunięty od śledztwa, co więcej, zostaje oskarżony sam nie wie o co. Razem z dziennikarką, Olgą Szrebską ucieka i na własną rękę postanawia rozwikłać zagadkę tego morderstwa, a może samobójstwa? Czy mu się uda? Cóż, ja już wiem, teraz Wasza kolej.

   Zacznę może od tego, że historia sama w sobie nie jest jakoś super zła. Ona jest po prostu trochę... nieprawdopodobna, naciągana, niepasująca do realiów? Ciężko nawet nazwać to kryminałem. Bardziej jakąś sensacją albo powieścią przygodową. I takie jest nie tylko moje zdanie, ale z tego, co czytałam na portalu lubimyczytac.pl dużo osób tak sądzi. Remigiusz Mróz poszedł w wielowątkowość i to troszkę go zgubiło, bo tego jest po prostu za dużo! Ciężko ogarnąć te wszystkie napoczęte historie, które może się zakończą w kolejnej części, ale pewności nie ma.

   Pomijając chorobę, podczas której Ekspozycję czytałam, to nie miałam problemów z przebrnięciem przez tę książkę. Jest napisana bardzo przyjemnym piórem, które wręcz uwielbiam, tak jak to pisałam podczas recenzowania Kasacji. Naprawdę historie Mroza czyta się z zapartym tchem, mają w sobie to coś i nawet jak nie do końca pasuje nam to, co czytamy, to z wielką przyjemnością czytamy dalej. To jest dziwne, ale naprawdę fajne z drugiej strony, bo z tym rzadko się spotykam.

   Remigiusz Mróz to wspaniały pisarz, tylko w pisaniu Ekspozycji nieco się pogubił i sam chyba nie wiedział, co chciał czytelnikowi przekazać. Nie mówię, że jest to zła pozycja, bo nie jest, ale trzeba przyznać, że jest specyficzna i nie każdy może ją polubić i zrozumieć jej fenomen. Ja na pewno dam szansę drugiej części, czyli Przewieszeniu, ale jestem pewna, że moimi faworytkami będą te powieści, w których pojawia się duet Chyłka-Zordon.

   Jeśli jednak macie ochotę na zawiłą akcję, która pędzi na łeb na szyje, jeśli macie ochotę na ciekawych bohaterów, bo nie można powiedzieć, że Wiktor i Olga są nijacy, co to, to nie, to serdecznie polecam Wam przeczytanie Ekspozycji. Może Wam przypadnie do gustu bardziej niż mi? 
★★★★★★☆☆☆☆

Ekspozycja, Remigiusz Mróz; Wydawnictwo Filia, 2015

piątek, 25 marca 2016

Inne zasady lata - Benjamin Alire Saenz

"Zdecydowałem, że to będzie moje lato. Jeśli miało być książką, to napiszę w niej coś pięknego.
El Paso. Dwóch nastoletnich samotników o niecodziennych imionach.
Arystoteles. Wściekły nastolatek, którego brat siedzi w więzieniu.
Dante. Mądrala i artysta z nietypowym poglądem na świat.

Zdaje się, że nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale kiedy zaczynają spędzać ze sobą czas, odkrywają przyjaźń, która zmieni ich życie. Przyjaźń, która sprawi, że nauczą się najważniejszej prawdy o sobie i akceptacji tego, kim tak naprawdę chcą być.

Kiedy tak szedłem do domu, myślałem o ptakach i znaczeniu ich istnienia. Dante znał odpowiedź. (…) Jeśli obserwowalibyśmy ptaki, może moglibyśmy się nauczyć być wolni. Myślę, że o tym właśnie mówił. Nosiłem imię filozofa, ale jakie było moje imię? Dlaczego nie znałem odpowiedzi? I dlaczego niektórzy mieli w sobie łzy, a niektórzy ich nie mieli? Różni chłopcy żyją według różnych zasad."
- lubimyczytac.pl


// Kolejna tajemnica wszechświata: czasami ból był jak burza, która przychodzi znienacka. Najpiękniejszy letni poranek może zakończyć się ulewą i grzmotami //

   Chociaż Inne zasady lata bardzo chciałam przeczytać, to szczerze powiedziawszy, nie spodziewałam się po tej książce niczego spektakularnego. Domyślałam się, że jakoś mną poruszy, ale nie sądziłam, że zawładnie moim sercem tak bardzo! Jestem po ogromnym wrażeniem i jestem mile zaskoczona, bo choć do książki miałam bardzo duże oczekiwania, to nie dość, że je spełniła, to jeszcze je przeskoczyła. Tak ze dwa razy.

    Arystoteles i Dante, dwójka chłopców, którzy spotykają się pierwszy raz w wakacje. Nie łączy ich wiele, wręcz przeciwnie, raczej wszystko dzieli. Ale czy właśnie dlatego nie są dla siebie idealnymi przyjaciółmi? No właśnie. Ale żeby poznać ich losy musicie sięgnąć po Inne zasady lata, a naprawdę, naprawdę warto! Zakochacie się w tych chłopakach, mówię Wam!

   Warto zwrócić uwagę również na styl autora. Nie jest to coś mega genialnego, ale powiem Wam, że potrafi człowieka oczarować i pochłonąć. A te cytaty, które można znaleźć na kartach tej powieści są niesamowite! I wierzcie mi, najlepiej ich klimat oddaje przeczytanie książki, a nie przejrzenie listy cytatów na portalu lubimyczytac.pl, także książki w dłoń i czytajcie!

   Historia zawarta w tej książce jest piękna, trochę smutna, trochę wesoła, prawdziwa, to na pewno też i to w niej jest najlepsze. Nie dostajemy papierowych bohaterów, papierowych miast i papierowych historii, dostajemy prawdziwe uczucia, prawdziwe, wyraziste charaktery, które ukształtowały się w danym otoczeniu i to jest cudowne. Często powtarzam, że większość postaci, jakie mam okazję poznać są nieprawdziwe, ale tutaj tak nie jest, wręcz przeciwnie.

   Z czystym sumieniem polecam Wam Inne zasady lata. Chociaż to książka wyglądająca bardzo niepozornie wcale taka nie jest. Jest pełna emocji i wrażeń, będziecie nią poruszeni, mam nadzieję, że tak bardzo jak ja i pokochacie tę historię i bohaterów. Inne zasady lata to jedna z niewielu książek, które wychwala zagraniczny booktube i która jest warta uwagi. Polecam Wam serdecznie, nie zawiedziecie się, obiecuję! A jeśli od kogoś ją pożyczycie, to na pewno będziecie chcieli mieć swój własny egzemplarz!

★★★★★★★★★☆

Inne zasady lata, Benjamin Alire Saenz; Wydawnictwo Rodzinne, 2013

OD AUTORKI: Dawno nie pisałam recenzji, przez chorobę miałam przerwę, a Inne zasady lata i tak czekały na recenzję zbyt długo i chyba w złym czasie za jej pisanie się zabrałam. Cóż, trudno, na blogu nie mogą świecić pustki, a i tak nic lepszego chyba nie napiszę. Zbyt dobra książka, by można było wszystko dobrze ubrać w słowa. Chciałabym Wam jeszcze życzyć Wesołych Świąt Wielkiej Nocy, spędźcie ją przede wszystkim bezpiecznie i w rodzinnym gronie. 

czwartek, 17 marca 2016

Czerwona królowa #2 Szklany miecz - Victoria Aveyard


"W kontynuacji bestsellerowej Czerwonej Królowej Mare Barrow musi zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę, stawić czoło bezlitosnemu królowi Mavenowi i własnym słabościom.

Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.

Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?"
- lubimyczytac.pl

   Długi czas, jeszcze przed wydaniem drugiego tomu w Polsce zastanawiałam się, czy sięgać w ogóle po kontynuację Czerwonej królowej, która była po prostu beznadziejna. W końcu jednak stwierdziłam: kurde, skoro ludziom się podoba, to może coś w tym jest. Może drugi tom będzie lepszy? Cóż, dałam szansę tej książce i co? I się zawiodłam. Nie, przepraszam, tego nawet nie mogę nazwać zawodem, to istny koszmar, masakra, totalna beznadzieja. Nie wiem, co się innym w tej powieści podoba, ale wiecie co? Nie chcę widzieć, bo im więcej o tym myślę, tym bardziej boli mnie głowa. W każdym razie, przejdźmy do tego, co sądzę na temat Szklanego miecza, bo to jest dzisiejszym tematem posta. 

   Biedna Mare musi uciekać, jej ukochany ją zdradził (no tak, nie można było tego przewidzieć), królowa jej nienawidzi, a ona jest najbardziej poszukiwaną osobą w kraju, ponieważ wszyscy już wiedzą, że jest, oczywiście według Mavena, głupią oszustką, bo tak naprawdę ma czerwoną krew. Zrobiła z siebie gwiazdę w Norcie i pragnie przywrócić ład i porządek w swoim kraju. Idzie jak ta głupia owca na rzeź, ciągle, DOSŁOWNIE, powtarzając, że robi to dla innych, że ona sama nie jest ważna, jednocześnie mówiąc, że TYLKO ONA może naprawić to, co się zepsuła. Ona ze swoimi mocami i czerwoną krwią. Ma rację, ona jest taka wyjątkowa, ona jest jedyną Czerwoną z mocami Srebrnych, wręczcie jej Nagrodę Nobla, bo na nią zasłużyła.

   Zacznijmy może od Mare, która jest jeszcze większą idiotką, niż była. Głupia, zapatrzona w siebie, myśląca tylko o sobie, a sprawiająca pozory, że tak naprawdę najważniejsza dla niej jest rodzina. To jedne z niewielu cech, jakimi mogłabym ją określić. Głupia, infantylna, arogancka, najpierw robi potem myśli, pozbawiona jakichkolwiek zahamowań... Chcecie więcej? Proszę bardzo - nie liczy się zupełnie z nikim, życie ich braci w jej oczach nie jest warte, przecież to ona ma najfajniejszą i najlepszą moc. Dziewuszka od błyskawic. Za takie bohaterki to ja bardzo dziękuję. Czytałam już o wielu Mare podobnych, ale ta idiotka przebija dosłownie wszystkie inne razem wzięte. Ciągle powtarzała jaka to ona jest wyjątkowa, jak to ona uratuje innych Nowych i cały świat. Czego to ona nie potrafi? Cóż, sama chciałabym wiedzieć, ale chyba nie ma takiej rzeczy w jej mniemaniu! Ideał dziewczyny po prostu no, uratuje ludzkość kosztem własnej rodziny. Czy Wam naprawdę się to podoba? Nie rozumiem jej fenomenu, bohaterki, książki i autorki. Ludzie, trzymajcie mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok. 

   Zastanawiam się, gdzie autorka miała mózg, jak pisała tę powieść, chociaż żal mi to coś powieścią nazywać. Chociaż czyta się szybko, to akurat muszę przyznać, to nie ma to dla mnie większego sensu i nie czerpałam z tego przyjemności. Teraz tylko zaczęłam się zastanawiać, że może czytało mi się to szybko, bo po prostu chciałam już skończyć tę jedną wielką farsę, jaką jest Szklany miecz. Błagam, niech ta autorka przyjdzie na Targi w Warszawie, to jej powiem, co myślę o tych jej książeczkach.

   Racja, okładka jest ładna, nie jakoś mega cudowna, że muszę mieć tę powieść na swojej półce, ale ładna. Jednak oprawa graficzna to nie wszystko. Ona nie zakryje braku talentu autorki, braku jej kreatywności i ciągłego ściągania pomysłów z innych, nawet jeśli są to inspiracje, jak to ktoś mógłby określić. Nie wyjaśniajcie mi fenomenu Victorii Aveyard ani Czerwonej królowej, guzik mnie to obchodzi, bo dla mnie ta książka (pierwsza część również) to coś, co nie powinno istnieć na tym świecie i serce mi się kraje, jak widzę, ile papieru poszło na wydrukowanie tej szmiry. To jest gorsze niż serial Shadowhunters, serio. Tam jest chociaż Malec, a tutaj? Cóż, spoiler pozostawię dla siebie, ale ci, którzy czytali, pewnie wiedzą, o co mi chodzi.

   Pięćset pięćdziesiąt sześć stron, podczas których dzieje się jednocześnie tyle i nic. Nie wiem, jaki zamysł miała autorka, ale coś jej po drodze nie pyknęło i pogubiła się biedulka w tym, co ściągnęła od innych ludzi. Kontrowersyjne zakończenie? Raczej obrzydliwe. Czekam, aż w trzecim tomie wrzuci jeszcze coś w stylu Pięćdziesięciu twarzy Grey'a, może wtedy docenię to, co stworzyła E.L. James. Niemniej jednak jest to totalna porażka, jedna z dwóch najgorszych książek jakie miałam okazję przeczytać w całym swoim życiu. MA-SA-KRA! Udało jej się osiągnąć sławę, cóż, nie wnikam, jak ktoś chce to czytać, niech czyta. Nasuwa mi się kilka epitetów, jakimi mogłabym zakończyć tę recenzję, ale zachowam resztki swojego oburzenia dla siebie, a Wy dopowiedzcie sobie to, wnioskując z tego co już napisałam. Bez pozdrowień dla autorki. 

★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Czerwona królowa | Szklany miecz

Czerwona królowa #2 Szklany miecz, Victoria Aveyard; Wydawnictwo Otwarte/Moondrive, 2016

poniedziałek, 14 marca 2016

Mały przyjaciel - Donna Tartt

 
"Mały przyjaciel, druga powieść w dorobku Donny Tartt, była nominowana między innymi do Orange Prize.
Alexandria w stanie Missisipi, Dzień Matki. Mały Robin Dufresnes zostaje powieszony na drzewie w ogródku rodziców. Dwanaście lat później zagadka jego śmierci pozostaje nierozwiązana. Harriet, która była niemowlęciem w momencie śmierci brata, postanawia znaleźć i ukarać mordercę i scalić rodzinę, która rozpadła się po tej tragedii.

Uzbrojona w wiedzę zaczerpniętą z książek przygodowych, Harriet, w towarzystwie najlepszego przyjaciela, szuka zemsty w śmiertelnie niebezpiecznym półświatku amerykańskiego Południa.

Mały przyjaciel, druga powieść w dorobku Donny Tartt, była nominowana między innymi do Orange Prize. To amerykańska powieść gotycka, a zarazem epicka opowieść o zemście, utracie niewinności i sprawiedliwości, którą pragnie się wymierzyć samemu."
- lubimyczytac.pl

   Gdy tylko otrzymałam propozycję zrecenzowania Małego przyjaciela, nie wahałam się. Dlaczego? Od jakiegoś czasu chciałam przeczytać jakąś książkę Donny Tartt, i mimo ze miałam Szczygła oraz Tajemną historię, wiedziałam, że szybko się za nie nie zabiorę, a tak to przynajmniej mogłam się zmobilizować. No i tak się stało, że zaczęłam Małego przyjaciela. A czy mi się podobał? Przeczytajcie dalej, to się dowiecie!

   Hariett, dwunastoletnia dziewczynka, zaczyna zagłębiać się w historię, której nikt nie chciał w poprzednich latach poruszać, mianowicie chodzi o morderstwo jej brata, którego znaleziono powieszonego na drzewie w wieku 9 lat. Cała rodzina milczy na ten temat, matka Hariett i Alison, jej starszej siostry, pochłonięta rozpaczą, nie zwraca większej uwagi na resztę swoich dzieci. A cała rodzina milczy. Dziewczynka jest jednak zbyt ciekawska i nieugięta, za wszelką cenę chce dowiedzieć się, co się stało. Pytanie tylko, czy jej się to uda? I czy będzie bezpieczna podczas swoich poszukiwań? Na te i kilka innych pytań, które na pewno nasuną się Wam podczas czytania, dostaniecie odpowiedź. Ale czy wszystkie tajemnice i zagadki zostaną rozwiązane? Cóż, niektóre rzeczy muszą pozostać niewyjaśnione.

   Miałam problem z wkręceniem się w akcję. Chyba pierwsze dwieście, dwieście pięćdziesiąt stron męczyłam się niemiłosiernie czytając Małego przyjaciela, ale uważam, że naprawdę warto chwilkę się przemęczyć, żeby później móc być naprawdę zachwyconą z lektury. Wprawdzie czytanie nie idzie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale nie jest to również książka młodzieżowa, którą czytamy czasem nawet w ciągu kilku godzin. Jednak w dalszym ciągu uważam, że naprawdę warto poświęcić swój czas tej powieści. Jest ona pełna tajemnic, ciekawych wątków, niespodziewanych zwrotów akcji, które na pewno wielu z Was pokocha, tak jak ja.

   Rozmawiając z moją mamą, która przeczytała wszystkie książki tej autorki (Małego przyjaciela na samym końcu) dowiedziałam się, że ta książka jest najsłabszą w jej dorobku. Trochę się tego obawiałam, szczególnie, że początek nie przypadł mi jakoś szczególnie do gustu, ale koniec końców bardzo, ale to bardzo mi się podobała i już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za inne powieści Donny Tartt. Wiem, że nie wszystkim Mały przyjaciel się podobał, dużo osób nie rozumie, dlaczego ta historia została napisana, ale ja się z tym nie zgadzam. Jasne, pierwsze dwieście stron było bardzo męczące i nie mogłam się odpowiednio skupić na tym wszystkim, to później bardzo mocno się wkręciłam i jestem zachwycona tym, co autorka dla nas przygotowała. 

   Nie jest to historia, która spodoba się wszystkim, dużo osób również może się zawieść zakończeniem (ja miałam tak na początku), ale z drugiej strony podziwiam autorkę za to, jak poprowadziła tę historię i zdecydowała się na tak odważny krok. Naprawdę, nie spodziewałam się, że tak bardzo Mały przyjaciel mi się spodoba, więc Wam również polecam dać mu szansę. Jestem przekonana, że na pewno znajdą się inne osoby, którym się spodoba, trzeba tylko przebrnąć przez pierwsze strony, a potem będzie z górki! Polecam Wam gorąco, a ja idę czytać kolejną książkę tej autorki. Padnie na Szczygła czy Tajemną historię? 

★★★★★★★★★☆

Mały przyjaciel, Donna Tartt; Wydawnictwo Znak Literanova, 2016

wtorek, 8 marca 2016

Czy wspominałem, że cię potrzebuję? - Estelle Maskame


"Drugi tom popularnej trylogii o zakazanej miłości.
Od pamiętnych wakacji w Santa Monica upłynęły już dwa lata. Eden i Tyler nie widzieli się przez ten czas, dla dobra rodziny próbując zapomnieć o uczuciu, jakie się między nimi zrodziło. Gdy jednak spotykają się w Nowym Jorku, by spędzić tam wspólnie kolejne lato, nie potrafią udawać. Oddaleni od przyjaciół i rodziców, sami wśród niezliczonych atrakcji Wielkiego Jabłka, zaczynają rozumieć, że ich miłość wykracza poza zwykły wakacyjny flirt.
Teraz czas na zmierzenie się z rzeczywistością i kilka ważnych postanowień. Jak zareaguje na nie rodzina? Czy związek Eden i Tylera przetrwa katastrofalne skutki ich decyzji?"
- lubimyczytac.pl

   Jak tylko otrzymałam katalog od Wydawnictw Feeria Young i zauważyłam w nim drugi tom z trylogii DIMILY to wiedziałam już, co na pewno będę chciała przeczytać w najbliższym czasie i w końcu Czy wspominałem, że cię potrzebuję? do mnie trafiło! Od razu tego samego dnia zabrałam się za czytanie i przeczytałam niemal połowę tej powieści, tak się wciągnęłam! Ale, ale, po więcej informacji zapraszam do dalszej części recenzji!

   Minęło bardzo dużo czasu od ostatniego spotkania Eden i Tylera, jednak jednocześnie jest to zbyt mało czasu, aby ta dwójka mogła o sobie zapomnieć. Zbyt mało czasu by uleczyć złamane serca, zbyt mało czasu, by zapomnieć o tym, co razem przeżyli. Ich drogi jednak w końcu znów się splatają, Eden jedzie do Nowego Jorku na całe wakacje, do Tylera, jej przyrodniego brata, w którym jest zakochana. Czy będą się zachowywali jak para? Czy może zapomną o tym, co było i zaczną traktować się jak rodzeństwo? Na te i inne pytania dowiecie się czytają Czy wspominałem, że cię potrzebuję?, a tę książkę gorąco Wam polecam. 

   Szczerze powiedziawszy, to nie spodziewałam się, że drugi tom spodoba mi się bardziej niż pierwszy, a jak wiecie, pierwszy według mnie był bez szału. Jednak ten... nawet nie wiem za co powinnam się zabrać najpierw. Przede wszystkim: Nowy Jork! Widać, a przynajmniej moim zdaniem, że autorka zna to miasto i bardzo je kocha. Zawsze mi się marzyła tam podróż, jednak wiadomo, póki co na marzeniach tylko się kończy, a tutaj miałam możliwość przynajmniej czytania o tym wspaniałym miejscu i naprawdę czułam jego klimat.

   Drugą sprawą są nowi bohaterowie - Emily i Stephen aka Snake. Emily to koleżanka Tylera z projektu, w jakim brał udział w Nowym Jorku, natomiast Snake to jego współlokator. W sumie z dwojga tych bohaterów bardziej przypadł mi do gustu chłopak i chociaż nie było o nim jakoś bardzo dużo informacji, to przewijał się on niemal cały czas przez karty tej powieści i zdążyłam go polubić. Ciekawa jestem, czy w trzecim tomie również będzie występował, jednak z każdym dniem tracę nadzieję. Ale nie będę chyba miała tego autorce za złe, bo i tak nie wniósł do wątku Tyler-Eden nic wielkiego. Był po prostu fajnym, wyluzowanym studentem, który czasem rzucił jakąś sarkastyczną uwagę, ale podobał mi się, to była naprawdę ciekawa postać i bardzo dobrze, że Estelle Maskame nowe postaci wprowadziła. 

   Styl autorki nie zmienił się aż tak bardzo, ale przy tego typu historiach (chodzi mi o opowiadania pisane na platformie Wattpad) rzadko się to dzieje, chyba że pisanie tej książki zajęło więcej niż rok, przynajmniej takie jest moje zdanie, a wierzcie mi, dużo siedziałam (bo teraz już znacznie mniej) w tamtej aplikacji i śledziłam swoich ulubionych autorów i ulubione historie. Nie jest to jakiś genialny styl pisania, nie porusza on swoją wyjątkowością do głębi, ale jest przyzwoity i wiele autorek powinno właśnie tak pisać takie historie. Jestem jak najbardziej na tak.

   Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz i nie wiem, czy ja czegoś nie zrozumiałam, w każdym razie na początku tytuł miał być taki, jakby mówiła to dziewczyna, potem został zmieniony na ten z perspektywy chłopaka i wydaje mi się, z tego co czytałam, że narratorem również miał być bohater męski, a nie Eden. Jednak gdy książka już do mnie dotarła, to okazało się, że narratorką dalej jest postać żeńska. Nie mówię, że to jest źle, jednak nastawiłam się już na historię z perspektywy Tylera i wydaje mi się, że to byłby fajny zabieg, jednak niestety, nie doczekałam się tego. Mam tylko nadzieję, że autorce nie przyjdzie do głowy napisać specjalnej trylogii (tej samej) tylko z perspektywy chłopaka, bo chyba wyjdę z siebie i stanę obok. W każdym razie, nie jest to jakiś super duży minus, bo osoby, które o tym nie wiedziały, zapewne się nawet nie przejmą, w każdym razie ja się troszeczkę zawiodłam, ale w dalszym ciągu powieść mi się podobała.

   Podsumowując, Czy wspominałem, że cię potrzebuję? jest odrobinkę lepszą częścią od swojej poprzedniczki i teraz z miłą chęcią będę wyczekiwała ostatniego tomu tej trylogii. Jestem bardzo ciekawa tego, jak rozwiąże się sprawa Eden i Tylera, jak autorka zakończy ich wątek i czy będą razem i przetrwają wszystkie złe rzeczy, jakie ich spotkają, a na pewno tak będzie, czy może dojdą do wniosku, że to nie ma sensu, że powinni odpuścić i dać sobie spokój. Chociaż nie spodziewałam się, ze ta książka tak mną poruszy, to tak się stało i cieszę się, że dałam szansę drugiemu tomowi. Teraz bardzo dużo oczekuję od trzeciego i oby Estelle Maskame mnie nie zawiodła!

★★★★★★★☆☆☆

DIMILY. Czy wspominałem, że cię potrzebuję?, Estelle Maskame; Wydawnictwo Feeria Young, 2016

Czy wspominałam, że cię kocham? | Czy wspominałem, że cię potrzebuję? | Did I Mention I Miss You?*
*premiera za granicą 28/04/2016

niedziela, 6 marca 2016

CHODŹ ZE MNĄ DO KSIĘGARNI #3 Księgarnia Autorska w Złotych Tarasach


   Kocham ten moment, kiedy przeglądając Instagrama natykam się na różne ciekawe miejsca, szczególnie w Warszawie. Jak większość z Was wie, chociaż spędziłam tutaj już prawie połowę swojego życia (prawie robi wielką różnicę, ale oj tam, oj tam) to nie znam wszystkich zakątków, fajnych miejsc ani przede wszystkim: wszystkich księgarni. Wydaje mi się jednak, że to dobrze, bo dzięki temu o swoich odkryciach mogę Wam napisać. I dzisiaj przyszedł taki moment, w którym właśnie podzielę się z Wami moim nowym odkryciem, a mianowicie Księgarnią Autorską w Złotych Tarasach. 

   Z tego, co się dowiedziałam, założycielem tej sieci (póki co są tylko trzy placówki, jedna w Warszawie, druga w Sanoku, a trzecia we Wrocławiu) jest Wydawnictwo Znak. Zdziwiłam się, gdy się o tym dowiedziałam, ale nie było to negatywne zaskoczenie. Chwali się to temu wydawnictwu, bo ta księgarnia jest fenomenalna! W niej na pewno poczujecie się jak w domu. Łóżko, kanapa, fotele, stoliki z różnymi rzeczami, które większość z nas na pewno ma w domu oraz wanna, tak, dobrze przeczytaliście - to tylko część tego, co tam znajdziecie. Kuchenny blat? Proszę bardzo! Pod względem wizualnym jest to na pewno jedna z najlepszych księgarni, w jakich miałam okazję być i na pewno nie raz jeszcze tam zawitam.

 

   Jeśli chodzi o ceny to nie jest tu tak kolorowo, bo raczej promocji nie ma, przynajmniej wtedy, gdy ja byłam, to ich nie było, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na książkę za pełną cenę. Szczególnie, że to, jak pakują wynagradza chyba cenę okładkową! Możecie zobaczyć to na zdjęciach powyżej lub w filmiku. W dodatku do każdej zakupionej książki możecie dostać kawę albo czekoladę (tak mi się wydaje) zupełnie za darmo. 

   Co mi się podoba w tej księgarni jeszcze? Akurat gdy ja byłam, żadnego eventu nie było, ale z tego co się orientuję, bardzo często organizowane są tam spotkania autorskie i inne różne ciekawe akcje, w których może kiedyś wezmę udział, jeszcze nie wiem. W każdym razie gorąco Wam polecam odwiedzić Księgarnię Autorską, jak będziecie przejazdem w Warszawie, albo jak tu mieszkacie, to naprawdę warto się tam wybrać.

   W Autorskiej kupiłam sobie tylko jedną książkę, bo aktualnie ma szlaban na ich kupowanie i jest to powieść jednotomowa pod tytułem Tam, gdzie śpiewają drzewa. Słyszałam o niej wiele, ale co konkretnie, to nie pamiętam. Sama chcę się przekonać, w dodatku ta książka ma tak cudowną oprawę graficzną, że żal nie mieć jej na swojej półce... No i do tego dokupiłam sobie dwie kocie zakładki, które są CU-DO-WNE! Nikomu ich nie oddam!



piątek, 4 marca 2016

W ramionach gwiazd - Amie Kaufman + Meagan Spooner

"Jedno jego spojrzenie wystarczy, by rozpalić we mnie krew. Zdaje mu się, że nie widzę, jak wyciąga rękę w moją stronę i jak powstrzymuje się w ostatniej chwili. Jest niecierpliwy, ale potrafi się hamować – chce mnie odzyskać, ale czeka. Myśli, że mamy czas.

Ikar, największy prom kosmiczny w całej galaktyce, rozbija się podczas rejsu. Jedyni ocaleni to Lilac – córka najbogatszego człowieka w całej galaktyce, i Tarver – młody bohater wojenny, który nie należy do elity. Muszą zjednoczyć siły, by wrócić do domu i rozwiązać zagadkę tajemniczych wizji, jakie zaczynają ich nękać. Wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Jednak w świecie, z którego pochodzą, ich związek jest skazany na potępienie. Czy mimo to nadal będą chcieli opuścić planetę?"
- lubimyczytac.pl

   Gdy słyszałam zachwyty odnośnie W ramionach gwiazd na zagranicznym booktubie, byłam święcie przekonana, że ta powieść mnie zachwyci. Dlatego, gdy nadarzyła się okazja, żebym mogła tę powieść przeczytać, nie wahałam się, tylko stwierdziłam, że wezmę. Byłam podekscytowana lekturą tej książki tak bardzo, że może dlatego tak bardzo się na niej zawiodłam, gdy rozpoczęłam jej czytanie. Ale o tym w dalszej części recenzji, także zainteresowanych zapraszam.

   Lilac ma szesnaście lat i jest córką najbardziej wpływowego biznesmena w... no właśnie, gdzie to ja nie wiem, nikt nie wie, te autorki same chyba nie wiedzą gdzie. Ale o tym później. Mamy też Tarvera, osiemnastoletniego żołnierza, który zdążył już wykazać się czymś niezwykłym w terenie (co konkretnie zrobił? On chyba sam tego nie wie) i jakimś dziwnym trafem nie wie, kim jest Lilac. W wyniku katastrofy (z jakiego powodu niestety Wam nie powiem), Lilac i Tarver lądują na tajemniczej planecie, która została porzucona przez ekipy ojca dziewczyny, z niewiadomych dla nikogo powodów. Dopiero po pewnym czasie dwójce rozbitków udaje się rozwiązać tę zagadkę. Nie od początku jednak pałają do siebie sympatią, także pewnie jesteście ciekawi, jak wygląda ich historia miłosna? Cóż, może i jesteście ciekawi, ale wierzcie mi, że nie warto się w nią zagłębiać.

   Spodziewałam się po tej powieści wielkiego wow. Przecież skoro zagraniczny booktube wychwala, to musi być dobre, jednak zauważyłam, że większość polecanych książek mi wcale a wcale się nie podoba. Czerwona królowa jest jednym z wielu przykładów, Fangirl oraz Eleonora i Park kolejnymi. A teraz i W ramionach gwiazd dołączyło do tego grona książek. Stety albo i nie. W każdym razie teraz wiem, że jak ktoś zza granicy poleca jakąś powieść i będzie ona wydawana w Polsce, muszę podchodzić do niej z dystansem, bo mogę się rozczarować. A jeśli mi się spodoba? Wtedy będę taką powieść wychwalać pod niebiosa.

   Ta książka była mi tak obojętna, nie wzbudziła we mnie żadnych większych emocji. Bez entuzjazmu czytałam kolejne rozdziały, żeby nie zachwycić się zakończeniem, które nawet dla osoby, której podobała się ta powieść, może być beznadziejne. Jeśli o mnie chodzi, lubię, gdy coś dzieje się nagle, coś, czego nie byłam w stanie przewidzieć, a W ramionach gwiazd jest przewidywalne do bólu, nawet nie jako love story, którym jest to reklamowane, tylko po prostu jako książka. Jest jednak jedna rzecz, która rzeczywiście mnie zirytowała i jest tym fakt, że autorki nie wyjaśniły tego, dlaczego oni żyją w kosmosie, co się stało, że muszą gdzieś lecieć itp. Nie wiem, czy według nich to było nieważne, nie wiem, czy inni czytelnicy na to nie zwrócili uwagi, ale mi to strasznie rzuca się w oczy i cholernie nie pasuje. Chciałabym mieć chociaż delikatny zarys świata, który postanowiły stworzyć, a tak to nie mam nawet nic, nad czym mogłabym się pozachwycać.

   Chociaż styl pisania nie jest aż taki straszny, to moim zdaniem W ramionach gwiazd nim nie nadrabia. Nie wiem, co takiego jest w tej książce, że się ludziom podoba, bo ja nic takiego znaleźć niestety nie mogę. Irytujący bohaterowie (Tarver nie jest jeszcze taki zły, ale też nie należy do moich ulubionych postaci), którzy sami gubią się w tym, co czują, myślą i robią? Szczególnie Lilac, która jest tak niezdecydowana, a kiedy dociera do niej, co czuje do Tarvera, to dalej zachowuje się jak kretynka. Czy może niewyjaśnienie kompletnie nic, a jeśli już cokolwiek zostaje wytłumaczone, to jest to zrobione w tak beznadziejny sposób, że nie wiem sama, co mam o tym myśleć i skąd te autorki w ogóle wpadły na ten pomysł. Cały czas próbowałam coś wymyślić, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy.

   Podsumowując, moim zdaniem W ramionach gwiazd nie jest ani wciągającą powieścią, ani urzekającą historią miłosną. Nie jest to coś, co mnie niezwykle irytowało, albo rzeczywiście z jakichś powodów nie przypadło mi do gustu. Bardziej jestem zawiedziona tym, że historia Lilas i Tarvera jest tak nijaka, a oni sami są tak papierowi, że ciężko jest tę skalę ich mdłości opisać. Może jestem zbyt wybredna, może nie umiem się zachwycić cudownym wątkiem romantycznym, cóż, trudno. Mi W ramionach gwiazd do gustu nie przypadło, jednak z tego co widzę większości się raczej podoba. Więc nie wiem... sięgajcie, jak chcecie, ale ja na Waszym miejscu bym się zastanowiła. Chociaż może Wam się spodoba, kto to wie? Ja po drugi tom raczej nie sięgnę, szczególnie, że słyszałam, że to już będzie oddzielna historia o innych bohaterach (ale nie jestem pewna, więc jak chcecie to sobie sprawdźcie gdzieś w Internecie).

★★★☆☆☆☆☆☆☆

W ramionach gwiazd, Amie Kaufman + Megan Spooner; Wydawnictwo Otwarte, 2016

Dajcie znać, czy mimo wszystko chcecie sięgać po W ramionach gwiazd, a jeśli czytaliście już, to jak Wam się podobało! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka