Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 30 listopada 2013

Seria książkowo-zdjęciowa #2

Post pierwszy tej serii - klik

W tym tygodniu wyszło tak, że dodałam tylko jedną recenzję, więc boję się trochę, że dwa posty o tej samej tematyce to za dużo. No nic, obiecałam to z obowiązku się wywiązuję. Mam nadzieję, że i tę notkę odbierzecie pozytywnie i będziecie czekać na następną :) 

 



Pierwsze zdjęcie to znany Wam już Nevermore. Kruk. Książkę skończyłam i jestem nią oczarowana *.* Recenzja pojawi się w przyszłym tygodniu (gdzieś tak w połowie prawdopodobnie), ale nie wiem dokładnie, bo mamy z siostrą przygotowany dla Was jeszcze jeden post (według mnie bardzo ciekawy, no i śmieszny) i zależy jak wybrniemy z jego przygotowaniem. Więc czekajcie!



Nie wiem, co złego zrobiłam, ale dwa dni z rzędu nie mieliśmy prądu w domu przez jakieś dwie godziny... Akurat wtedy kiedy chciałam czytać. Ale jakoś sobie poradziłam :D 
(Tak, wiem, że czytaniem po ciemku niszczę sobie wzrok).





 Trzecie zdjęcie to wprawdzie nie książki, które czytałam w tym tygodniu, ale coś z czego jestem niezmiernie zadowolona - udało mi się zebrać całą serię Olimpijskich Herosów. Przeczytałam wszystkie oprócz "Domu Hadesa", ale nieprędko zabiorę się za tę powieść >.<






Następny obrazek mógłby mieć tytuł "Decisions, decisions". Po przeczytaniu książki z pierwszego zdjęcia musiałam wybierać - co następne? A wiecie, co teraz czytam? Na pewno!










Tutaj oto prezentuje Wam nie tylko moje nabytki, ale i siostry. Jak myślicie, co się kryje pod tym pakowym papierem? ^^
Zaraz się przekonacie.











WRESZCIE MAM WŁASNEGO "PERCY'EGO JACKSONA I BOGÓW OLIMPIJSKICH". Nie macie pojęcia jak się z tego cieszę! Znaczy, teoretycznie rzecz biorąc to jeszcze nie mam tych książek, bo to mój prezent na Gwiazdkę, ale no... Wiadomo jak to książki na nas, moli książkowych działają. Nie możemy się im oprzeć :D

Zdjęcie z czwartku. Czytam sobie "Nowego przywódcę", którego wybrałam na kolejną lekturę (idzie mi koszmarnie, w piątek usnęłam podczas czytania!). Również uczę się prezentacji o Trewirze na niemiecki i słucham muzyki z WPO (recenzja filmu się pisze, ale na razie muszę się wczuć w pisanie recenzji filmowych, bo nie wychodzi mi to zbytnio).




 I ostatnie już zdjęcie, które przedstawia objętość przeczytanych przeze mnie stron "Nowego przywódcy". Czytam tę książkę od początku tygodnia. Szkoła nie pozwala na czytanie to raz, a dwa... Niekoniecznie mi się ta część podoba, przynajmniej na razie.


wtorek, 26 listopada 2013

Dom Nocy: Naznaczona - P.C. Cast + Kristin Cast



Tytuł oryginału: Marked
Tytuł polski: Naznaczona
Autorki: P.C. Cast + Kristin Cast
Data premiery: 13 listopada 2009
Wydawca: Wydawnictwo Książnica
Liczba stron: 325

„Zoey to zwyczajna nastolatka, która dzieli życie między szkolną monotonię a rodzinną niesielankę. Pewnego dnia cały jej świat staje na głowie. Zostaje N a z n a c z o n a  i musi udać się do Domu Nocy. Tylko tam może przejść niezbędną P r z e m i a n ę  w dorosłego wampira. Dziewczyna próbuje odnaleźć się w nowym, fascynującym świecie. Wkrótce odkrywa, że jest wyjątkowa, co przysparza jej wielu wrogów. Sprzymierzeńcem Zoey okazuje się Erik, jeden z najbardziej atrakcyjnych i utalentowanych wampirów w szkole.”
- opis pochodzi z tylnej części okładki

Cykl „Dom Nocy”

Naznaczona | Zbuntowana | Wybrana | Nieposkromiona | Osaczona | Kuszona | Spalona | Przebudzona | Przeznaczona | Ukryta | Ujawniona | Redeemed (nie wydana w Polsce)

Pierwszy raz do czynienia z tą książką miałam jeszcze w gimnazjum, zresztą chyba jak z większością, tego co aktualnie recenzuje na blogu. Pamiętam, jak wtedy bardzo mi się podobała, najpierw chyba od kogoś ją pożyczyłam, a potem chciałam mieć swój własny egzemplarz, który, wraz z drugą częścią, dostałam od koleżanki na urodziny. Kolejny tom pożyczyłam od innej koleżanki, a następne miałam już tylko z biblioteki. Do tej pory jestem przeszczęśliwa, że nie wydałam na te książki ani grosza. Czemu? Za pierwszym razem dotarło to do mnie dopiero przy czwartym czy piątym tomie (a może to był szósty? Już teraz nie pamiętam, ale nieważne.). Gdy postanowiłam przeczytać „Dom Nocy” po raz drugi, tym razem w całości, już przy pierwszej części, a więc przy Naznaczonej, miałam radosne uczucie, że zdecydowałam się w końcu nie kupować sama książek wchodzących w skład tego cyklu. Dlaczego? Zaraz przekonacie się o tym sami.

Zoey Redbir to zwyczajna nastolatka, która musi użerać się z problemami rodzinnymi, odrabiać lekcje i przygotowywać się do sprawdzianu z geometrii. Nie wie jeszcze, że jej życie niedługo zmieni się o 180 stopni. Staje się to pewnego dnia w szkole, kiedy nagle czas jakby się zatrzymał, a ona stała sama pośrodku korytarza. Tracker, który Naznaczał nastolatków pojawił się podczas rozmowy z jej przyjaciółką Kaylą. Zoey otrzymała Znak, którego wszyscy się piekielnie bali, została odepchnięta przez swoją przyjaciółkę, a potem innych znajomych ze szkoły. W końcu, w domu, i przez swoją własną rodzinę. Jedynie Babcia Redbir, która ma farmę i swoje lawendowe pole, ją dalej kochała. Wiedziała, że wkrótce nadejdzie ta chwila i nie była tym szczególnie zaskoczona. I wtedy dopiero jej życie zaczęło się zmieniać. Trafiła do Domu Nocy, gdzie została adeptką trzeciego formatowania. Nie jest jednak zwykłą adeptką, o nie. Jej znak wygląda, jak znaki dorosłych wampirów, w dodatku ma większą moc, niż jej się wydaje. Czy uda jej się znaleźć tu przyjaciół i powiedzieć, że to miejsce to jej prawdziwy dom? Żeby się tego dowiedzieć, sami musicie sięgnąć po tę książkę, o ile będziecie na to zdecydowani, po przeczytaniu mojej recenzji.

Bohaterów, jak na pierwszy tom jest całkiem sporo, ale nie sprawia to wrażenia przepełnienia. Relacje między nimi są bardzo ciekawe, czasem skomplikowane i trudne do zrozumienia, ale to tylko urozmaica czytanie. Najbardziej chyba polubiłam Stevie Rae, jest taką pozytywną i pełną entuzjazmu osobą, że sama chciałabym mieszkać w internacie z nią w pokoju! Najbardziej drażni mnie Afrodyta, ale to chyba jak wszystkich. Jest głupią, pustą zołzą, która myśli że wszystko ma się kręcić wokół niej. Początkowo lubiłam również Erika, ale z czasem stał się dla mnie przerysowanym typem bohatera: odchodzącym od złej dziewczyny i zakochującym się w nowej, która jest inna niż wszyscy i oczywiście, ta jego pierwsza dziewczyna jej nienawidzi, ale co ją to obchodzi, bo oczarowała wszystkich innych i jest taka super. Ja wiem, że ciężko teraz wymyślić coś nowego z efektem WOW, ale też bez przesady, prawda? Do gustu nie przypadła mi jeszcze idealna Neferet, starsza kapłanka i mentorka Zoey. Mam co do niej pewne przeczucia, ale to chyba dlatego, że jak przez mgłę pamiętam kilka wydarzeń z kolejnych tomów. Nic na razie jednak nie mówię, bo nie jestem pewna i może ktoś będzie chciał przeczytać sobie cykl „Dom Nocy”.

Teraz mam do Was pytanie – jak Wy wyobrażacie sobie, gdy dwie osoby są autorami książki? Ja tego nigdy nie rozumiem. Jedna daje pomysł, druga pisze? Obie piszą, tylko jak? To mnie zawsze zastanawia, dlatego takie książki wydają mi się niedopracowane. Nie wiem, może Wy pomożecie mi to rozgryźć?

Ale wracając już do stylu autorek (?), nie jest zły, ale brzmi tak, jakby pisała to jakaś małolata. Sporo wulgaryzmów, które czasem mnie bulwersowały, bezpruderyjność niektórych bohaterów po prostu mnie zadziwiała, ale raczej w negatywnym sensie. Nie, to stanowczo nie jest dla mnie, tak napisane książki mnie drażnią i zwykle nie sięgam po nie, jeśli wiem, że takie coś ma miejsce. Tutaj nie wiedziałam, dlatego gdy zaczęłam musiałam już skończyć. Po kolejne tomy też sięgnę, ale nie będę już na pewno tak zgorszona, bo wiem co mnie czeka.

Następna sprawa to bieg akcji a szybkość czytania. Tutaj wypowiem się raczej pochlebnie. „Naznaczoną” czytało mi się naprawdę szybko i nie czuło się, że akcja pędzi, a pędzi, musicie mi uwierzyć na słowo. Nawet jeśli ktoś nie lubi szybko zmieniającej się akcji (ja lubię, najbardziej w książkach Ricka Riordana *.*) to tutaj tego nie zauważy, bo i sam książkę pochłonie w mgnieniu oka. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo to taki typ, który naprawdę czyta się z prędkością światła. Co jest niezwykłym plusem, bo jak komuś się nie podoba, to szybko się skończy (tutaj znów porównanie do książek Riordana – powieści jego autorstwa czyta się bardzo szybko, ale ja raczej się smucę, gdy docieram do końca niż raduję :<), więc nie ma z tym większych problemów.

Co mi się jeszcze w tej powieści podoba to zakończenie, które jest początkowo przerażające, a potem niezwykle sympatyczne. Lubię sympatyczne zakończenia i tutaj takie naprawdę pasowało, choć gdyby stało się coś niewyobrażalnego, a autorki by zakończyły ten tom, raczej bym się nie obraziła. Przyznam się szczerze, że właśnie to zachęca mnie do sięgnięcia po kolejne tomy, których już nie pamiętam, ale to raczej jedyna rzecz, która mnie do wykonania tego zamiaru popycha.

Kończąc już recenzję „Naznaczonej” chciałabym powiedzieć, że jest to średniego poziomu lektura, ale czasami tylko takie można czytać, np. gdy ma się jakieś „bariery” w czytaniu. Ja miałam taki okres swojego czasu, kiedy musiałam czytać tylko niezobowiązujące lektury i może to jest powodem mojego teraźniejszego zawodzenia się na takich książkach? Nie wiem, ale to bardzo możliwe. Jest to jednak powieść, która może kogoś zaciekawić i wcale nie będzie tej osoby oburzała. Ja mam swoje zdanie i chciałam się z nim podzielić, Wy możecie mieć inne. Niemniej jest to książka, która była fajna, jak byłam młodsza, więc jeśli jesteście w okresie gimnazjalnym to spróbujcie, może Wam się akurat spodoba.

★★★★☆☆☆☆☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”.




ODAUTORSKO

Dzięki minionemu weekendowi mogłam bez wyrzutów sumienia oddać się lekturze jakiejkolwiek książki, więc teraz przychodzę do Was z recenzją. Może również nienajlepszą, ale cóż. Każdy może mieć gorszy dzień. Aktualnie kończę już „Nevermore. Kruk”, które mnie po prostu oczarowało. Magiczna książka! Recenzja już niedługo.

sobota, 23 listopada 2013

Seria książkowo-zdjęciowa #1



Tak więc dziś sobota, i jak obiecałam, na blogu pojawia się nowa seria na blogu, jak z tytułu możecie wywnioskować „Seria książkowo-zdjęciowa”. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ten typ postów i z chęcią będziecie raczej te notki oglądali, niż czytali.

Ale zaraz, zaraz. Pewnie teraz się zastanawiacie o co w tym wszystkim chodzi. A więc już tłumaczę. Każdej soboty (o różnych godzinach, zależy od moich zajęć) będę dodawała właśnie taki post na moim blogu, w którym zamieszczę kilka (maksymalnie będzie to prawdopodobnie 10) zdjęć mojego autorstwa. Co będzie na zdjęciach? Oczywiście, że książki. Ale jakie?, pewnie zapytacie. Już mówię. Będą to zdjęcia, na których zobaczycie książki, które aktualnie czytam. Będę się starała, żeby były one jakieś ciekawsze, niż samo zdjęcie okładki. 

Początkowo miałam plan, by robić każdego dnia jedno zdjęcie, ale wiadomo – brak czasu może dawać się we znaki, albo zwyczajnie zapomnę. Tak też się stało i 21 listopada nie udało mi się zrobić zdjęcia. W dodatku wczoraj, czyli 22 listopada, najpierw zrobiłam zdjęcie, a potem się okazało, że zaczęłam czytać jeszcze jedną książkę, więc musiałam zrobić kolejne. Dlatego też będą to zdjęcia robione każdego kolejnego dnia, albo kilka zdjęć z jednego dnia. Mam nadzieję, że rozumiecie mój jakiś taki nie do końca sensowny wywód. Przepraszam, ale jestem chora :< 

No więc nie przedłużając już, zapraszam do pierwszej „paczki” zdjęć, którą udało mi się wykonać w minionym tygodniu. Nie są najlepszej jakości, bo robione iPadem, ale z moją hybrydą jest za dużo zachodu i przy złym oświetleniu robi kiepskie zdjęcia, dlatego mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Ale teraz już zapraszam gorąco :D 






 Pierwsze zdjęcie, które zrobiłam przedstawia "Miasto Popiołów", którego recenzję już dodałam. Jak widzicie, zostało mi go już wtedy bardzo malutko. A przeczytałam to w mgnieniu oka przy pięknie pachnącej świeczce i niesamowicie smacznej herbacie bubble tea o smaku kiwi z truskawkowymi kuleczkami.
 To zdjęcie przedstawia "Naznaczoną", której czytanie zaczęłam po skończeniu "Miasta Popiołów", "Nie-boską komedię", którą musiałam przeczytać na polski do szkoły i materiały pomocnicze do mojego najukochańszego przedmiotu (poza matematyką), czyli geografii. Nie, nie piszę matury w tym roku :)



 "Naznaczona" w trakcie czytania kolejnego dnia. Jak widzicie, jestem dopiero na 84 stronie, a żeby czytało mi się jeszcze przyjemniej, włączyłam sobie Lanę Del Rey, którą uwielbiam *.*

 Tutaj widzicie "Naznaczona" i "W Pierścieniu Ognia" z wczoraj. Zdjęcie zrobione zostało jeszcze zanim wyszłam do szkoły. Sukienkę, którą mam na sobie wręcz kocham! *u* Jest mega cudowna. Ale wracając do książek - nawet nie zaczęłam WPO, a miałam, w związku z tym, że w niedzielę idę na film. Nie uda mi się jej jednak przeczytać, ale mówi się: trudno.

 Wczorajsze zdjęcie. Wróciłam do domu koło 11, bo z powodu, że źle się czułam, zwolniłam się z 3 ostatnich lekcji. Gdy wróciłam, poszłam spać i spałam do 15. Ale potem dzielnie wzięłam się za "Naznaczoną", a jak tylko ją skończyłam porwałam "Nevermore. Kruk". Było jeszcze stosunkowo wcześnie.




No i ostatnie już zdjęcie przedstawia również książkę pod tytułem: Nevermore. Kruk. Pokazałam Wam również na nim mój telefon z godziną, która aktualnie była. 23:09, jeśli nie widać. Zwykle czytam do późna, ale wtedy byłam akurat bardzo śpiąca. Mimo to ta książka pochłonęła mnie tak bardzo, że nie mogłam się od niej oderwać do w pół do pierwszej. Recenzja na blogu już wkrótce! Jestem naprawdę zachwycona.







Mam nadzieję, że ten post Wam się spodobał i z chęcią przeczytacie następne. Napiszcie, co sądzicie o tym, co akurat czytam, i oczywiście, o zdjęciach. Chociaż nie wiem, czy na ich temat macie coś do powiedzenia :) 

Powiedzcie jeszcze, co Wy aktualnie czytacie, z chęcią się tego dowiem. A może coś mi polecicie? Piszcie!

piątek, 22 listopada 2013

Dary Anioła, tom 2: Miasto Popiołów



Tytuł oryginału: City of Ashes. The Mortal Instruments – Book Two
Tytuł polski: Trylogia Dary Anioła Tom 2: Miasto Popiołów
Autorka: Cassandra Clare
Data premiery: 21 października 2009
Wydawca: Wydawnictwo Mag
Liczba stron: 442

„Tysiące lat temu, Anioł Razjel zmieszał swoją krew z krwią mężczyzn i stworzył rasę Nephilim, pół ludzi, pół aniołów. Mieszańcy człowieka i anioła przebywają wśród nas, ukryci, ale wciąż obecni, są naszą niewidzialną ochroną. Nazywają ich Nocnymi Łowcami. Nocni Łowcy przestrzegają praw ustanowionych w Szarej Księdze, nadanych im przez Razjela. Ich zadaniem jest chronić nasz świat przed pasożytami, zwanymi demonami, które podróżują między światami, niszcząc wszystko na swej drodze. Ich zadaniem jest również utrzymanie pokoju między walczącymi mieszkańcami podziemnego świata, krzyżówkami człowieka i demona, znanymi jako wilkołaki, wampiry, czarodzieje i wróżki. W swoich obowiązkach są wspomagani przez tajemniczych Cichych Braci. Cisi Bracia mają zaszyte oczy i usta i rządzą Miastem Kości, nekropolią znajdującą się pod ulicami Manhattanu, w której leżą martwe ciała zabitych Nocnych Łowców. Cisi Bracia prowadzą archiwa wszystkich Nocnych Łowców, jacy kiedykolwiek żyli. Strzegą również Darów Anioła, trzech boskich przedmiotów, które anioł Razjel powierzył swoim dzieciom. Jednym z nich jest Miecz. Drugim Lustro. Trzecim Kielich. Od tysięcy lat Cisi Bracia strzegli Dary Anioła. I było tak aż do Powstania, wojny domowej, która niemal na zawsze zniszczyła tajemny świat Nocnych Łowców. I mimo że od śmierci Valentine`a, Nocnego Łowcy, który rozpoczął wojnę, minęło wiele lat, rany, jakie zostawił, nigdy się nie zabliźniły. Od Powstania minęło piętnaście lat. Jest upalny sierpień w tętniącym życiem Nowym Jorku. W podziemnym świecie szerzy się wieść, że Valentine powrócił na czele armii wyklętych. A Kielich zaginął...”
- lubimyczytac.pl
Seria „Dary Anioła”

Miasto Kości | Miasto Popiołów | Miasto Szkła | Miasto Upadłych Aniołów | Miasto Zagubionych Dusz | Miasto Niebiańskiego Ognia (niewydane, premiera 27 maja 2014)

Serię „Dary Anioła” rozpoczęłam dawno temu, jeszcze w gimnazjum, kiedy była informacja, że będzie to jedynie trylogia składająca się z „Miasta Kości”, „Miasta Popiołów” i „Miasta Szkła”. Trylogie to coś, co lubię najbardziej, choć od jednotomówek wolę wieloczęściowe serie, takie jak np. GONE czy Harry Potter. Z „Darami Anioła” mam do czynienia po raz kolejny i nie żałuję, że znów czytam, bądź czytać będę te książki. Mam jedno ale, które może nie jest na miejscu do recenzji akurat tej części, ale gdzieś to napisać muszę. A mianowicie chodzi o to, że Miasto Szkła skończyło się tak, jakby miał być to koniec, więc bezsensem jest, według mnie, pisanie kolejnych części, które, również według mnie, na pewno nie spełnią moich oczekiwań. Mówiłam, że poza tymi trzema nie czytałam nic więcej. Ale przypomniało mi się jednak, że któregoś razu zaczęłam czytać „Miasto Zagubionych Dusz”. Wrażenia? Nijakie, wcale mi się nie spodobało, więc wątpię by i całość, i kolejne przypadły mi do gustu. Jak uda mi się trafić w bibliotece – pożyczę i dokończę tę serię, ale zabijać się nie będę, bo trylogia „Darów Anioła” mi w zupełności wystarcza.

Zacznę może od przybliżenia Wam trochę nie tylko tej części, ale ogólnie całej serii. A więc, Clary wiedzie normalne życie do pewnego czasu, gdy na jej drodze pojawia się niezwykły blondyn o imieniu Jace. Okazuje się jednak, że pochodzi on nie z tego świata, do którego należy Clary. Jace jest bowiem Nocnym Łowcą, który tropi i zabija demony zagrażającego Przyziemnym, czyli nam, zwyczajnym ludziom. Z czasem okazuje się jednak, że i ona należy do jego świata, do świata Nocnych Łowców, wampirów, faerii i wilkołaków. To jest dla niej nieprawdopodobne, chce o tym zapomnieć i wieść zwyczajne życie ze swoim przyjacielem Simonem, który tylko jej pozostał. Jednak gdy raz wstąpi się na ścieżkę poskramiaczy demonów nie ma z niej żadnego zejścia, nie można zboczyć w prawo lub w lewo, trzeba iść przed siebie, z magicznym sztyletem w ręku i być gotowym na wszystko.

Cassandra Clare stworzyła naprawdę fajny świat, w którym zakochały się miliony. I w sumie się nie dziwię. Kto by nie chciał, by przystojny Nocny Łowca wyratowywała nas z opresji? Albo żeby nieprzyzwoicie piękne dziewczyny były naszymi przyjaciółkami? Odpowiedź brzmi: wszyscy! Dlatego książki tej autorki odniosły taki sukces. No i dlatego też, że są wspaniałe. Myślałam tak do czasu. Do wczoraj, kiedy skończyłam po raz drugi czy trzeci czytać Miasto Popiołów. Z perspektywy czasu, jak o tym myślę, przestaje mi się to podobać, Clary mnie wkurza, a Jace jest… Jacem. Niewychowanym egoistą, który myśli że może mieć wszystko i wszystkim może rozkazywać. Niestety, taka jest prawda. Bardzo drażni mnie również użalający się nad samym sobą Simon, który myśli że wszystko ma być fajnie, pięknie a on będzie zawsze przy Clary i kiedy tylko będzie chciał może ją całować. Ludzie! Wcześniej nie miałam pojęcia, jak mnie to wszystko denerwuje. Wprawdzie wtedy byłam młodsza i może miałam inne wymagania… Trudno. Teraz mi to nie odpowiada, przynajmniej w tym tomie. Mam nadzieję, że z Miastem Szkła za kolejny razem będzie inaczej i nieco lepiej.

Jeśli jednak chodzi o pióro Cassandry Clare to za pierwszym razem było całkiem nieźle: fajnie, przyjemnie, czytało się szybko. Teraz, poza tym, że czytało się szybko, tamte dwa określenia wcale a wcale tutaj nie pasują. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale kiedyś to była moja ulubiona powieść, w dodatku najulubieńsza z całej serii. A teraz co? Może zaczęłam dostrzegać, że to wcale nie jest takie perfekcyjne, jak mi się zdawało? Czasem dialogi między postaciami były nijakie, takie… pełne sztuczności, ale tak to ujdzie w tłoku. Są po prostu gorzej napisane książki, o których miałabym bardziej niepochlebne zdanie, niż o Mieście Popiołów.

Chciałabym jednak podkreślić, że kiedyś ta książka mi się podobała, a ta nagła zmiana zdania jest spowodowana czymś, o czym nie mam bladego pojęcia. Prawdopodobnie już wyrosłam z tego typu książek, choć to zastanawiające, bo książki dla jeszcze młodszych czytelników dalej mi się podobają i nie mam z nimi największego problemu. Nie wiem co się stało, naprawdę, jeśli się dowiem to od razu Was wszystkich powiadomię.

Mimo że nie jestem w tej recenzji zachwycona przeczytaną powieścią, to uważam, że wielu osobom się spodoba, więc nie możecie się zniechęcać. Więcej opinii na temat tej serii jest bardzo dobra, nawet moja recenzja pierwszego tomu jest o niebo lepsza o do tej. Dlatego jeśli chcecie przeczytać jakąś niezobowiązującą lekturkę, o fantastycznym chłopaku i nieco irytującej dziewczynie – do dzieła, bo to książka dla Was.

Po kolejny tom na pewno sięgnę, czyli po ten „początkowo zamykający” Dary Anioła, ale i pewnie na kolejne się skuszę, by zobaczyć co też takiego przygotowała nam pani Clare dalej.

★★★★★☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”.




ODAUTORSKO

Chciałbym na wstępie przeprosić Was bardzo za moją dość długą nieobecność. Jak się pewnie domyślacie, była ona spowodowana szkołą, nauką i ogólnym brakiem czasu. Nie miałam go kompletnie, na czytanie książek wcale, a co dopiero na pisanie recenzji i zastanawianie się, co by Wam tutaj dziś na blogu opublikować. Postanowiłam, że zacznę od tej soboty umieszczać „Sobotnie książkowo-zdjęciowe notki”. Z nazwy pewnie się domyślacie o co mniej więcej chodzi, ale zobaczycie dopiero jutro konkrety :D Mam nadzieję, że to będzie jakieś urozmaicenie blogowego życia, którego ostatnio nie ma prawie wcale.
Przeprosiny numer dwa są za koszmarność tej recenzji. Bardzo Was przepraszam, ale nie mam głowy ani do czytania, ani do pisania w tej chwili – otóż jestem podziębiona, wiecznie boli mnie głowa i się nie wysypiam :< Do połowy może i jest okej, ale ogólnie rzecz biorąc jestem raczej niezadowolona, ale w najbliższym czasie nic lepszego napisać mi się nie uda.
W niedzielę miałam zaplanowane kino, ale nie wiem czy wypali z moją chorobą :< Tak czy siak, może w ten weekend zabiorę się za recenzowanie filmów, na których byłam, ohoho, bardzo dawno. Na pewno ukarze się notka z „Thorem” i „Thorem: Mroczny Świat”. Niestety nie wiem, jak szybko to nastąpi.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi moje zamieszanie i jakąś taką niechęć i ogólny brak czasu. Przyjadą Święta Bożego Narodzenia – będzie lepiej. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Życzę Wam wszystkiego dobrego, żeby nie dopadł Was taki stan, jak mnie teraz, dużo weny, chęci do czytania i oczywiście zdrówka, bo to jest najważniejsze. Trzymajcie się wszyscy ciepluteńko!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka