Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 9 sierpnia 2017

ponad wszystko / nicola yoon

Ponad wszystko, Nicola Yoon / Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016
★★☆☆☆(dokładniejsza ocena: 2.5)

 Przyznam szczerze, że nigdy nie miałam w planach czytania Ponad wszystko. Niespecjalnie interesowała mnie ta pozycja, nie ciągnęło mnie do poznania, kim tak naprawdę jest główna bohaterka, a jedyne, co o niej wiedziałam to to, że jest uczulona niemal na wszystko. Wydawało mi się to całkiem ciekawe, ale nie na tyle, aby koniec końców po tę powieść sięgnąć, ale rozmowa z pewną dziewczyną, a raczej jej zdanie odnośnie zakończenia bardzo mnie zaintrygowało i stwierdziłam, że muszę sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc oto jestem, po lekturze Ponad wszystko, wcale nie zaskoczona i nie ukontentowana, ale chociaż nie zdegustowana i zawiedziona, więc tyle dobrego. 

Jak już wspomniałam, książka ta skupia się na osiemnastoletniej Madeline, która żyję z mamą w domu, z którego dla niej nie ma żadnego wyjścia. Codziennie spotkania z pielęgniarką, badania, sprawdzanie, czy wszystko jest w porządku z jej organizmem, czy nie ma objawów alergii, to jest rzeczywistość, w jakiej żyje dziewczyna. Od dzieciństwa nie wychodziła z domu, jej mama i Carla, pielęgniarka, to jedyne osoby, z jakimi ma stały kontakt. Do czasu, aż do domu obok nie wprowadza się nowa rodzina, rodzice z dwójką nastolatków, na oko w wieku Maddy. Wiedziona ekscytacją nowej, możliwej znajomości, piszę maila do Olly'ego. I tak zaczyna się ta historia. 

Nicola Yoon, albo może to kwestia tłumaczenia, niestety mnie nie zachwyciła swoim stylem pisania. Jest on bardzo prosty, co w książkach dla młodzieży jest ważne, natomiast spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Czytało mi się tę książkę szybko, ale niestety, bez większych rewelacji, a dodając do tego wszystkiego bohaterkę, która praktycznie całe życie miała zerowe kontakty z rówieśnikami, wyszło coś bardzo głupiutkiego i naiwnego. Może taki był zamysł autorki, w końcu, jak już napisałam, Maddy nie kontaktuje się z kolegami i koleżankami, bo ich najzwyczajniej w świecie nie ma, ale coś tutaj mi po prostu nie zagrało.

Bohaterowie sami w sobie są znośni, nie miałam z nimi większych problemów, natomiast nie są to tacy bohaterowie, jakich lubię. Ciężko jest mi określić, o co dokładnie tutaj chodzi, ale jestem zadowolona przynajmniej z tego, że niektóre wydarzenia i relacje między tą dwójką wzbudziły we mnie emocje. I wydaje mi się, że to jest najmocniejszy punkt tej książki - ona wzbudza emocje (a przynajmniej tak było, w moim przypadku). Nie zaangażowałam się w Ponad wszystko całą sobą i nie poświęciłam jej całego swojego serca, natomiast nie czułam się przynajmniej tak, jakbym czytała o typowo papierowych postaciach, to akurat muszę przyznać. Jednakże bohaterowie sami w sobie nie są jacyś arcyciekawi, tego się po nich nie spodziewajcie, dopiero ich rozmowy sprawiły, że się uśmiechałam, denerwowałam albo wzruszałam. Z tym że, co do tego mam jedno ale. 

I tym ale jest fakt, że to jest kolejna książka, w której w życiu bohaterki wszystko zmienia się przez chłopaka, niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki. Ja wiem, niekiedy tak się właśnie dzieje, może w przypadku Maddy był to jedyny katalizator, który mógł doprowadzić do tych wydarzeń, ale szczerze, to mam już dosyć tego motywu, gdzie związki albo miłość zmieniają życie człowieka i to diametralnie. Nie chcę zdradzać nic więcej, natomiast jeśli ktoś jest wyczulony na tego typu zabiegi autorów, to w tym przypadku nie będzie cudownego olśnienia i nagle to się nie spodoba, a może jedynie irytować. 

Również negatywną rzeczą, w moim odczuciu, jest tutaj zakończenie, chociaż w sumie może nie stricte ostatnie wydarzenia, ale to, co się działo na kilkanaście (kilkadziesiąt?) stron przed tym. Przepraszam bardzo, ale nie. Ten motyw może nie jest aż tak popularny, ale na tyle oczywisty od pewnego momentu, że strasznie się zawiodłam, jak się okazało, że i w tym przypadku został wykorzystany. Jestem zaskoczona nie tym, co się wydarzyło, a tym, że Nicola Yoon zdecydowała się na taki krok. Jak dla mnie: trzy razy nie, dziękuję, dobranoc. Może to kwestia tego, że czytałam jakiś czas temu podobną książkę, wykorzystującą właśnie ten schemat i baaaaardzo podobną fabułę, natomiast może to też kwestia tego, że książka sama w sobie nie jest (jako całokształt) tak wybitna, jak mówili wszyscy wokół? Sama nie wiem, ale więcej o tym myśleć nie zamierzam. 

Teraz dopiero widzę, jak negatywnie wypadła ta książka po tym, co napisałam, natomiast nie zrozumcie mnie źle: podobała mi się, o tyle, o ile. W sensie, mam na myśli to, że w momencie czytania była naprawdę interesująca, może troszkę głupiutka, ale to nie tak, że nie miałam ochoty jej czytać, albo że byłam znudzona wydarzeniami. Niestety jest to dla mnie jedna z tych książek, które są świetne na dany moment (podobnie miałam z Caravalem), by później ją odłożyć i zapomnieć o tym, co się stało kilka dni po przeczytaniu. Na plus idzie jeszcze miłość Maddy do książek, natomiast na zdecydowany minus rozdmuchiwanie Małego księcia, to też ma ode mnie trzy razy nie.

Nie wiem, czy czujecie się bardziej zniechęceni, czy może po prostu bardziej zaskoczeni moją opinią. Ja sama nie wiem, jak się z nią czuje, bo mam wrażenie, że jestem jedną z niewielu osób, którym się ta książka nie podobała w dużym stopniu, ale jak widzicie 2.5 gwiazdki to połowa, także 50% na tak, 50% na nie, sami musicie wybrać, czy chcecie spędzić czas z tą powieścią, czy też może wręcz przeciwnie.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka