Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 26 sierpnia 2017

nie poddawaj się / rainbow rowell

 Nie poddawaj się, Rainbow Rowell / HarperCollins Polska, 2016
★★★☆☆ (dokładniejsza ocena: 3.5)

Nie poddawaj się to jedna z tych książek, których nigdy nie miałam w planach i to nie dlatego, że nie ciekawiła mnie historia, tylko problemem była autorka. Ja z Rainbow Rowell się nie lubimy. Zazwyczaj. Zarówno Eleonora i Park, jak i Fangirl były całkiem interesujące, natomiast ich problemem jest styl pisania autorki, który mi się nie podoba, ale o tym opowiem jeszcze później. W każdym razie, gdy Remi opowiadała w jednym ze swoich filmików o tej książce, stwierdziłam, że może jednak dam jej jeszcze jedną szansę. I chociaż tym razem się nie zawiodłam!

Nie poddawaj się to tak naprawdę książka, na podstawie której Cat, czyli główna bohaterka Fangirl pisała swoje fanfiction. Opowiada o losach Simona i Baza, którzy stali się współlokatorami na cały okres (siedmiu lub ośmiu lat, zależy od ucznia) nauki w magicznej szkole Watford. Cała ta seria książek z Fangirl ma być podobno oparta na serii o Harrym Potterze. I tak naprawdę tego się najbardziej obawiałam, ale to później o tym jeszcze wspomnę. A wracając do fabuły Nie poddawaj się, to Simon jest tym, który ma uratować świat przed złym i okropnym Szaroburem. Zadania nie ułatwia mu nikt, a życie jedynie dodatkowo psuje właśnie Baz, podejrzewany przez Simona o bycie wampirem i za punkt honoru chłopak postanowił mieć na niego oko i ratować ludzi przed jego niecnymi czynami.

Tak więc, jak już wspomniałam o podobieństwie do Harry'ego Pottera, to moim zdaniem ono się kończy na wątku ratowania świata i magii, natomiast tutaj mamy nieco inny system, niż we wcześniej wspomnianej serii, ale o tym musicie przekonać się sami. Momentami raziły mnie niektóre wydarzenia, ale raczej przez wzgląd na po prostu złą konstrukcję, niźli fakt, że mogłyby by odpowiednikiem tych z serii o chłopcu, który przeżył. Nie jest to bowiem idealna książka. Jak wspomniałam, niektóre wątki są bardzo dziwnie rozpisane, a czytania i zżycia z bohaterami nie ułatwia jeszcze multum różnych punktów widzenia i zmiana narracji co trzy strony.

Ale bohaterów da się polubić, a nawet pokochać! Szczególnie Simona, który jest taką uroczą cynamonową bułką, którą tylko by się chciało przytulić. Baz na początku nie zaskarbił sobie mojej sympatii, ale muszę przyznać, że gdzieś w środeczku wiedziałam, że z czasem moja niechęć wobec jego osoby zniknie. I tak się właśnie stało, co mnie bardzo cieszy. Da się polubić innych bohaterów, natomiast przyznam szczerze, że nie zwracałam na nich większej uwagi, a wszystko, wbrew pozorom, przez ich narrację. Niesamowicie irytowało mnie ciągłe przeskakiwanie z bohatera do bohatera.

Co mi się jednak spodobało najbardziej to zakończenie! W życiu bym nie wpadła na to, co się wydarzyło i chociaż dla wielu osób może się to wydawać niezwykle bezsensowne, bo tak naprawdę wszystkie dążenia Simona przez całe jego życie okazało się bezcelowe, to dla mnie było niekonwencjonalne i nie znam książek, w których autorzy tak by poprowadzili swoją fabułę. Naprawdę mi się to podobało!

Mam jednak jedno ale, natomiast to w sumie nie jest tylko wobec tej książki, ale wobec autorki i jej stylu pisania. Po dwóch trzech książkach (Fangirl, Eleonora i Park oraz Linia serc), które są wydane przez jedno wydawnictwo, myślałam, że to może kwestia po prostu tłumaczenia, natomiast Nie poddawaj się utwierdziło mnie w przekonaniu, że Rainbow Rowell pisze bardzo dziwnie i, niestety, nie jest to mój styl. Zdania są bardzo dziwnie skonstruowane i śmiesznie się to czyta, nie utrudnia to, oczywiście lektury, natomiast mi było się ciężko przyzwyczaić do takiego stylu pisania. I znów, niestety, muszę stwierdzić, że jest to ostatnia książka tej autorki, jaką czytam.

Jeśli jeszcze się wahaliście, czy sięgać po Nie poddawaj się, to moim zdaniem naprawdę warto sięgnąć. Nie jest to nic genialnego, historia z ciekawą fabułą i bohaterami, których da się lubić, stosunkowo niekonwencjonalnym zakończeniem i dziwnym stylem pisania (ale wiem, że dużo osób go lubi). No i ten uroczy (czy nie?) romans jest naprawdę super! A przynajmniej taki jest moim zdaniem.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

kluchaton: podsumowanie

Prawdopodobnie część z was, zastanawia się, czym u licha jest kluchaton i czemu go podsumowuję. Także już spieszę z wyjaśnieniem, a raczej, odesłaniem was do ludzi, którzy wyjaśniają. Jednakże jeśli komuś nie chce się kliknąć tu i tu, w filmiki Remi z kanału lilacwix i Marii z kanału Maria z kukurydzy, to wyjaśnię, tak bardzo szybko, co to jest. Także kluchaton to maraton czytelniczy, który trwał od czternastego do dwudziestego sierpnia i w wersji do zaliczenia trzeba było przeczytać 1200 stron oraz spełnić pięć (z piętnastu przygotowanych) wyzwań.

Żałuję trochę, że nie dodałam posta o tym maratonie wcześniej, bo wtedy mielibyście jeszcze szansę wziąć udział, gdyby ktoś był zainteresowany, ale co się stało, to się nie odstanie i jedyne, co mi pozostało, to zaprosić was do obejrzenia mojego filmiku z książkami do przeczytania właśnie w trakcie kluchatonu.


w y z w a n i a
(na niebiesko zaznaczyłam te, które udało mi się spełnić)
Alex Fierro: książka z zieloną lub różową okładką
Inej Ghafa: książka, której przeczytanie jest dla ciebie wyzwaniem
Syriusz Black: książka, która jest źle oceniana
Richard Gansey: książka z motywem władcy
Thalia Grace: książka autora, do którego pałasz nieśmiertelną miłością
Dorian Gray: książka napisana pięknym językiem lub klasyk
Vin: książka z silną kobiecą postacią
Willem: przeczytaj książkę wspólnie z przyjacielem/znajomym 
Raoden: książka, którą polecili ci znajomi 
William Herondale: książka z piękną, lecz tragiczną historią 
Jem Carstairs: książka z motywem muzycznym 
Neferet: książka z bohaterem tak złym, jak sama ciemność 
Luna Lovegood: książka dziwna, ekscentryczna 
Gabriel Boutin: książka z bohaterem lgbtqia+ 
Celaena Sardothien: książka z dużą ilością akcji
Kluchaton u mnie minął głównie pod znakiem re-readów, bowiem trzy z czterech książek, jakie udało mi się przeczytać to coś, co wcześniej już czytałam. Część z was może pamięta, jak dwa lata temu czytałam Króla kruków i bardzo mi się podobał. Tym razem czytałam go ze względu na klub czytelniczy, mój i Klaudii, który założyłyśmy jakiś czas temu, @czytajta, i właśnie na te dwa miesiące (lipiec i sierpień) wybrałyśmy tę książkę. Bardzo fajnie było wrócić do początku jednej z moich ulubionych serii, wiem, że nie każdemu ona może przypaść do gustu, ale warto spróbować. Jeśli jesteście zainteresowani, to podcast, bo właśnie w takiej formie prowadzimy z Klaudią klub, ukaże się na początku września, także zainteresowanych serdecznie zapraszam. [l i n k  do notki o Królu kruków]

Następną książką za jaką się zabrałam był Hotel Walhalla, o którym pisałam w poprzedniej notce. Niestety, nieco się zawiodłam na tej małej książeczce. Liczyłam na coś więcej, jakieś dłuższe opisy tego świata, bo chętnie bym się o nim dowiedziała więcej. Niestety, muszę szukać innych źródeł. Nie zmienia jednak to faktu, że i tak ten mini-przewodnik mi się podobał, to w końcu Rick Riordan! Polecam dla fanów, ale osobom, które chcą poznać nordycką mitologię, przestrzegam, że mogą nie znaleźć tutaj tego, czego szukają lub potrzebują. [l i n k  do notki o Hotelu Walhalla]

Następnie zabrałam się za Inne zasady lata, chociaż właściwie to za Aristotle and Dante Discover the Secrets of the Universe, bo tę książkę czytałam w języku angielskim i było to coś niesamowitego. Mimo że ta historia w języku polskim brzmi cudownie (tłumaczenie jest naprawdę dobre), to po angielsku było to coś jeszcze lepszego! Jeśli macie okazję, to serdecznie polecam, nieważne, czy po polsku, czy po angielsku. Wiem, że książka ta jest ciężko dostępna, ale może będziecie mieć szczęście i jakoś ją zdobędziecie! [l i n k  do notki o Innych zasadach lata]

I ostatnią książką przeczytaną jest Oddam ci słońce i jest to jedna z moich ulubionych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Cudowna, choć nieco smutna historia, napisana w przepiękny sposób i wzbudzająca tyle uczuć. Czego chcieć więcej? Zakochałam się w niej jeszcze bardziej, niż za pierwszym razem, dlatego właśnie polecam czytać książki po raz kolejny. Bardzo chciałabym przeczytać tę powieść jeszcze w języku angielskim, bo ciekawi mnie, jak wypada tłumaczenie, ale nie wiem, kiedy to nastąpi (o ile nastąpi). [l i n k  do notki o Oddam Ci słońce]

Na sam koniec zostawiam wam jeszcze filmik, który dodałam dziś na swój kanał, jest to również podsumowanie kluchatonu, także nie wiem, czy po tym poście ktoś będzie chciał go obejrzeć, ale w każdym razie zapraszam serdecznie.


notka ode mnie: dawno już nie pisałam nieco innych postów, niż po prostu notki o pojedynczych książkach, ale mam nadzieję, że się wam spodobał. Planuję wrócić do podsumowań książkowych, ale nagrywam je również na swoim kanale, także nie wiem, czy jest sens. Zobaczę, jak to wyjdzie w praniu. Dajcie znać w komentarzach, czy braliście udział w kluchatonie i jeśli tak, to co udało wam się przeczytać. Pozdrawiam cieplutko!

sobota, 19 sierpnia 2017

hotel walhalla / rick riordan

 Hotel Walhalla: przewodnik po światach nordyckich, Rick Riordan / Galeria Książki, 2016

Jak na pewno wiecie, jeśli obserwujecie mnie tutaj dłużej, to wiecie, że kocham Ricka Riordana od bardzo dawna. W sumie to zakochałam się w jego książkach już w gimnazjum, a do tej pory ich czytanie sprawia mi bardzo dużo radości. Została mi naprawdę garstka książek od tego autora i stwierdziłam, że czas najwyższy, żeby się za nie zabrać i w końcu przeczytałam dodatek do trylogii o Magnusie Chasie, który związany jest z mitologią nordycką. 

Książka ta jest właśnie takim przewodnikiem. Podzielona na trzy części: bogowie i boginie, istoty mityczne oraz fantastyczne stworzenia, a wszystko to zamknięte w 156 stronach. Jest to bardzo dobre wydanie, z twardą okładką, stylizowane na prawdziwą książkę z tamtego świata, dopełnione w środku ilustracjami, natomiast dla mnie to było troszkę za mało.
Chociaż gubiłam się w tych wszystkich nazwach, połączeniach rodzinnych, kto jest czyim rodzicem, bratem, siostrą itp, to jednak mam wrażenie, że Rick Riordan mógłby się pokusić o nieco obszerniejsze opisanie tych rzeczy, w końcu to książka do czytania, a nie podręcznik do wykucia na pamięć. Tak naprawdę, to jest największy minus, moim zdaniem, bo z chęcią poczytałabym więcej ciekawostek związanych z tym tematem, ufabularyzowanych przez mojego ulubionego autora i troszkę mi smutno, że to taka krótka książka.

Wiadomo, jak to u Riordana bywa, jest pełno humoru i świetnie napisanych fragmentów, dzięki którym możemy w bardzo luźny sposób poznać tajemnice tej mitologii, aczkolwiek póki co, dla mnie, ten dodatek jest najsłabszym, jakie czytałam. Przede mną jeszcze trzy, więc może to się zmienić. Niemniej jednak, dla fanów krótkich form oraz trylogii o Magnusie, polecam, nie jest to przecież najgorsza książka, jaką przeczytałam.

★★★☆☆
 

notka ode mnie: wiem, że jest to króciutka opinia, ale z drugiej strony, co więcej napisać o takiej krótkiej książce? Mam jednak nadzieję, że może komuś się przyda. No i w ramach rekompensaty za mało tekstu, dodałam troszkę zdjęć.

środa, 9 sierpnia 2017

ponad wszystko / nicola yoon

Ponad wszystko, Nicola Yoon / Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016
★★☆☆☆(dokładniejsza ocena: 2.5)

 Przyznam szczerze, że nigdy nie miałam w planach czytania Ponad wszystko. Niespecjalnie interesowała mnie ta pozycja, nie ciągnęło mnie do poznania, kim tak naprawdę jest główna bohaterka, a jedyne, co o niej wiedziałam to to, że jest uczulona niemal na wszystko. Wydawało mi się to całkiem ciekawe, ale nie na tyle, aby koniec końców po tę powieść sięgnąć, ale rozmowa z pewną dziewczyną, a raczej jej zdanie odnośnie zakończenia bardzo mnie zaintrygowało i stwierdziłam, że muszę sprawdzić, o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc oto jestem, po lekturze Ponad wszystko, wcale nie zaskoczona i nie ukontentowana, ale chociaż nie zdegustowana i zawiedziona, więc tyle dobrego. 

Jak już wspomniałam, książka ta skupia się na osiemnastoletniej Madeline, która żyję z mamą w domu, z którego dla niej nie ma żadnego wyjścia. Codziennie spotkania z pielęgniarką, badania, sprawdzanie, czy wszystko jest w porządku z jej organizmem, czy nie ma objawów alergii, to jest rzeczywistość, w jakiej żyje dziewczyna. Od dzieciństwa nie wychodziła z domu, jej mama i Carla, pielęgniarka, to jedyne osoby, z jakimi ma stały kontakt. Do czasu, aż do domu obok nie wprowadza się nowa rodzina, rodzice z dwójką nastolatków, na oko w wieku Maddy. Wiedziona ekscytacją nowej, możliwej znajomości, piszę maila do Olly'ego. I tak zaczyna się ta historia. 

Nicola Yoon, albo może to kwestia tłumaczenia, niestety mnie nie zachwyciła swoim stylem pisania. Jest on bardzo prosty, co w książkach dla młodzieży jest ważne, natomiast spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Czytało mi się tę książkę szybko, ale niestety, bez większych rewelacji, a dodając do tego wszystkiego bohaterkę, która praktycznie całe życie miała zerowe kontakty z rówieśnikami, wyszło coś bardzo głupiutkiego i naiwnego. Może taki był zamysł autorki, w końcu, jak już napisałam, Maddy nie kontaktuje się z kolegami i koleżankami, bo ich najzwyczajniej w świecie nie ma, ale coś tutaj mi po prostu nie zagrało.

Bohaterowie sami w sobie są znośni, nie miałam z nimi większych problemów, natomiast nie są to tacy bohaterowie, jakich lubię. Ciężko jest mi określić, o co dokładnie tutaj chodzi, ale jestem zadowolona przynajmniej z tego, że niektóre wydarzenia i relacje między tą dwójką wzbudziły we mnie emocje. I wydaje mi się, że to jest najmocniejszy punkt tej książki - ona wzbudza emocje (a przynajmniej tak było, w moim przypadku). Nie zaangażowałam się w Ponad wszystko całą sobą i nie poświęciłam jej całego swojego serca, natomiast nie czułam się przynajmniej tak, jakbym czytała o typowo papierowych postaciach, to akurat muszę przyznać. Jednakże bohaterowie sami w sobie nie są jacyś arcyciekawi, tego się po nich nie spodziewajcie, dopiero ich rozmowy sprawiły, że się uśmiechałam, denerwowałam albo wzruszałam. Z tym że, co do tego mam jedno ale. 

I tym ale jest fakt, że to jest kolejna książka, w której w życiu bohaterki wszystko zmienia się przez chłopaka, niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki. Ja wiem, niekiedy tak się właśnie dzieje, może w przypadku Maddy był to jedyny katalizator, który mógł doprowadzić do tych wydarzeń, ale szczerze, to mam już dosyć tego motywu, gdzie związki albo miłość zmieniają życie człowieka i to diametralnie. Nie chcę zdradzać nic więcej, natomiast jeśli ktoś jest wyczulony na tego typu zabiegi autorów, to w tym przypadku nie będzie cudownego olśnienia i nagle to się nie spodoba, a może jedynie irytować. 

Również negatywną rzeczą, w moim odczuciu, jest tutaj zakończenie, chociaż w sumie może nie stricte ostatnie wydarzenia, ale to, co się działo na kilkanaście (kilkadziesiąt?) stron przed tym. Przepraszam bardzo, ale nie. Ten motyw może nie jest aż tak popularny, ale na tyle oczywisty od pewnego momentu, że strasznie się zawiodłam, jak się okazało, że i w tym przypadku został wykorzystany. Jestem zaskoczona nie tym, co się wydarzyło, a tym, że Nicola Yoon zdecydowała się na taki krok. Jak dla mnie: trzy razy nie, dziękuję, dobranoc. Może to kwestia tego, że czytałam jakiś czas temu podobną książkę, wykorzystującą właśnie ten schemat i baaaaardzo podobną fabułę, natomiast może to też kwestia tego, że książka sama w sobie nie jest (jako całokształt) tak wybitna, jak mówili wszyscy wokół? Sama nie wiem, ale więcej o tym myśleć nie zamierzam. 

Teraz dopiero widzę, jak negatywnie wypadła ta książka po tym, co napisałam, natomiast nie zrozumcie mnie źle: podobała mi się, o tyle, o ile. W sensie, mam na myśli to, że w momencie czytania była naprawdę interesująca, może troszkę głupiutka, ale to nie tak, że nie miałam ochoty jej czytać, albo że byłam znudzona wydarzeniami. Niestety jest to dla mnie jedna z tych książek, które są świetne na dany moment (podobnie miałam z Caravalem), by później ją odłożyć i zapomnieć o tym, co się stało kilka dni po przeczytaniu. Na plus idzie jeszcze miłość Maddy do książek, natomiast na zdecydowany minus rozdmuchiwanie Małego księcia, to też ma ode mnie trzy razy nie.

Nie wiem, czy czujecie się bardziej zniechęceni, czy może po prostu bardziej zaskoczeni moją opinią. Ja sama nie wiem, jak się z nią czuje, bo mam wrażenie, że jestem jedną z niewielu osób, którym się ta książka nie podobała w dużym stopniu, ale jak widzicie 2.5 gwiazdki to połowa, także 50% na tak, 50% na nie, sami musicie wybrać, czy chcecie spędzić czas z tą powieścią, czy też może wręcz przeciwnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka