Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 11 marca 2017

o kapitanie, mój kapitanie! czyli trochę o stowarzyszeniu umarłych poetów

Stowarzyszenie umarłych poetów // Nancy H. Kleinbaum

Większość z was zapewne słyszała kiedykolwiek tytuł Stowarzyszenie umarłych poetów, prawda? Natomiast nie wiem, czy to za sprawą filmu, czy może książki. Bo chociaż ja wiedziałam, że istnieje książka, to nigdy mnie do niej nie ciągnęło, aż do pewnego piątku, kiedy postanowiłam obejrzeć sobie film, który wydał mi się niezwykle ciekawy. No i dodatkowo bardzo popularny tytuł wśród książkoholików. To nawet lektura szkolna, czyż nie? W każdym razie, co o tym myślę? Cóż, mam kilka zastrzeżeń, ale koniec końców cała historia mi się podobała. Natomiast bardziej w wersji filmowej, niźli książkowej, ale o tym za chwilkę. 

Jak wyglądało moje oglądanie i czytanie Stowarzyszenia umarłych poetów? Otóż, jak już napisałam, coś mnie tchnęło w pewien piątek i sobie włączyłam film. Stwierdziłam jednak, że chciałabym też przeczytać książkę, więc po obejrzeniu 20 minut (pi razy drzwi, dokładnie nie pamiętam) wyszłam z domu i poszłam pożyczyć książkę z biblioteki. Zaczęłam czytać i zatrzymałam się mniej więcej na czterdziestej stronie. Wróciłam do filmu i tak też skończyłam film te ileś godzin później, to był stosunkowo długi film, z tego co pamiętam. A później wróciłam do książki, ale zeszło mi się z nią nieco dłużej. Nie pytajcie czemu, przecież to taka króciutka książeczka. 

Ale, może zatrzymamy się na chwilę i opowiem, o czym to całe Stowarzyszenie w ogóle jest? Otóż opowiada ono o pewnej grupce chłopców z męskiej szkoły z internatem, gdzie pracę rozpoczyna absolwent tejże właśnie placówki jako nauczyciel języka angielskiego. Mężczyzna ten nie jest aż takim konserwatystą, a jako że sam przechodził przez to, co ci chłopcy, postanowił zmienić nieco formę prowadzenia zajęć, co oczywiście wzbudza w uczniach ciekawość, natomiast w reszcie kadry oburzenie i niedowierzanie, nawet może strach, bo co to z ich pupilów wyrośnie. John Keating, bo tak zwie się owy nauczyciel był właśnie członkiem tytułowego stowarzyszenia, a jeden z głównych bohaterów, Neil Perry, postanawia kontynuować, a raczej przywrócić do życia tę grupę. I tak to wygląda. Nic więcej, niż mniej. Chociaż w pewnym momencie sytuacja nieco się komplikuje, natomiast to byłby zbyt duży, co ja piszę: ogromny spoiler, więc wypowiem się na temat zakończenia w nieco okrojonej formie, ale to... na koniec. 

Jako że jest to blog książkowy, to w głównej mierze wypowiem się na temat właśnie niej, ale zaraz dodam coś o filmie, nie bójcie się. Więc jeśli miałabym patrzeć na Stowarzyszenie umarłych poetów właśnie tylko przez pryzmat formy papierowej, to muszę przyznać, że jest całkiem nieźle napisana i ciekawie skonstruowana, mam jednak pewne ale. Przede wszystkim fakt, że niektóre sytuacje są strasznie płytkie, źle wyjaśnione i bardzo niedokładne. Zaznaczam, że książka powstała po filmie, została napisana na podstawie scenariusza i wydaje mi się, że właśnie w tym tkwi problem. Ta historia to historia idealna do przedstawienia na dużym ekranie, przeniesiona na kartki jest spłycona, okrojona, dodatkowo: nie wnosząca do filmu nic ważnego. Również jeśli ktoś nie obejrzał filmu przed przeczytaniem książki może odczuć pewien dyskomfort wobec bohaterów, ponieważ nie są oni jakoś bardzo dobrze zakreśleni, tego właśnie nie wymaga film, natomiast powieści już tak. Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, bo wiedziałam, że to nie będzie nic genialnego, skoro powstało po filmie (w ogóle, co to za pomysł pisać powieści na podstawie scenariusza?!).

W Stowarzyszeniu umarłych poetów poznajemy przede wszystkim młodych ludzi, chłopaków, mających takie i inne problemy, jednak można wyróżnić jeden główny problem, który doprowadził do takiego, a nie innego finału i tym problemem jest brak akceptacji ze strony rodziców Neila Perry'ego, naszego głównego bohatera. Chociaż chłopak uczy się bardzo dobrze, wręcz wybitnie, i znalazł czas na hobby, jakim jest teatr, to ojciec nie aprobuje, a wręcz zakazuje mu uczestnictwa w wystawianej sztuce. Dodatkowo również poznajemy problemy z byciem tym gorszym, młodszym bratem, odrzucenie ze strony dziewczyny, w której zakochuje się jeszcze inny bohater, ale również solidarność z grupą, tworzenie jej i po prostu czystą, szkolną i młodzieńczą przyjaźń. Jest to coś niesamowitego, że w tak krótkiej książce tak pięknie przedstawione są te aspekty.

Już prawie koniec, bo nie wiem, czy mam do powiedzenia coś jeszcze na ten temat, to właśnie zakończenie, które jest... mocne, natomiast zarówno w filmie, jak i w książce całość nie trzyma się kupy, gdy wziąć pod uwagę zakończenie. Nic, naprawdę: nic, nie wskakuje przez całą historię na to, by zadziało się na koniec to, co się zadziało. I wiem, jestem w stanie się domyślić, dlaczego doszło do takiego obrotu sprawy, natomiast według mnie nie jest to wystarczające, aby tak rozwiązać tę historię.

Jeśli o mnie chodzi, trochę żałuję, że przeczytałam tę powieść, natomiast nie zepsuła mi ona filmu aż tak bardzo (może to kwestia tego, że samo zakończenie nie przypadło mi do gustu). Cieszę się, że najpierw widziałam film, a później przeczytałam tę historię, natomiast wszystkim fanom filmu nie radzę zabierać się za powieść, chyba że jest to wasza lektura szkolna, wtedy to nie macie zasadniczo wyboru. Stowarzyszenie umarłych poetów z dużego ekranu trafia na listę mych ulubionych dzieł kultury, natomiast do książki nie wrócę i tak jak najpierw chciałam mieć ją na półce, to cieszę się, że jej nie kupiłam, nawet jeśli w księgarniach internetowych kosztuje grosze. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka