Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

niedziela, 19 lutego 2017

Kiedy myślisz, że coś będzie rewelacyjne, a jest wręcz przeciwnie, czyli o trylogii Grisza // Leigh Bardugo

Cień i kośc / Szturm i grom / Ruina i rewolta // Leigh Bardugo

Moje zafascynowanie Rosją, autorami stamtąd pochodzącymi i książkami, gdzie są jakieś nawiązania do tego kraju i kultury rozpoczęło się jakoś w liceum. Nigdy jednak nie przywiązywałam większej wagi do trylogii Grisza, nie potrzebowałam kolejnej młodzieżówki, która nic by za sobą nie pozostawiła. Do czasu. Do czasu aż nie zaczęłam szperać na GoodReads w poszukiwaniu książek z historiami osadzonymi w Rosji (albo w krainach jej podobnych), wszystko za sprawą serialu The OA, gdzie bardzo spodobał mi się pewien wątek i takim właśnie oto sposobem moja miłość odżyła i zapragnęła czytania większej ilości książek z takimiż nawiązaniami. Cóż, przekonałam się jednak, że Grisza niestety nie należy do książek, które będę miło wspominać i wcale nie chodzi mi tutaj o brak klimatu Carskiej Rosji. Ten problem leży głębiej. Dużo głębiej, powinnam rzec.

Ravka, kraj położony w samym centrum świata stworzonego przez Leigh Bardugo, otoczony przez nieprzyjazną Fjerdę oraz Shu Han. Wydawać by się mogło, że tylko nieprzyjazne ludy zagrażają władcom rosyjskopodobnej krainy, jednakże nic bardziej mylnego. Pośrodku Ravki zieje wielka Fałda (znana również jako Niemorze), nieprzedzieralna, z okropnymi wilkorami, które są gotowe rozszarpać każdego, kto znajdzie się w zasięgu ich małych oczek. Nie dodałam jeszcze, więc zrobię to teraz: Fałda to nieprzeniknione ciemności, z każdym kolejnym dniem rozszerzające się na całą Ravkę. Także nie dość, że ludzie tam muszą zmagać się z nieprzyjaciółmi spoza granic ich kraju, to są narażeni na przeraźliwą Fałdę (której nazwa brzmi tak śmiesznie, że za każdym razem chce mi się śmiać) i czające się w ciemności stwory. 

Generalnie nie mogę zarzucić nieciekawości albo błahości świata, jaki próbowała stworzyć autorka, ponieważ dodając do niego Griszów, czyli takich troszkę magów, którzy mają różne umiejętności (powierzchownie opisane, więc i ja nie mam Wam na ten temat dużo do opowiedzenia), wydawałoby się, że ten świat jest super. Więc wyprowadzę Was z błędu: nie jest super. Okej, nie powiem, że mnie nie zaciekawił, z tym że autorka ma jeden wielki problem z opisaniem tego w nieco bardziej rozbudowany sposób. Wiemy, co gdzie jest (choć też nie do końca, bo sprawa z Fałdą to kolejne, jedno z wielu, nieporozumień w tej trylogii), wiemy kto tam żyje, ale to jest tak opisane po łebkach, że nie można nawet się ucieszyć z nowego, całkiem niebanalnego uniwersum. 

Skoro znacie już troszkę świat przedstawiony, to przejdźmy do głównej bohaterki, która ma ogromny wpływ na historię Ravki i okolic. Alina Starkov, siedemnastoletnia sierota wychowana w jakimś sierocińcu założonym przez jakiegoś możnego człowieka. Ot zwykła dziewczyna, chuda, przez służbę określana jako brzydka, nic specjalnego. Aż w końcu okazuje się, że jest Griszą - kto by się spodziewał. Kolejna bohaterka mająca ocalić świat, nie tracąc przy tym samej siebie. Czy jej się uda? Cóż, kogo to tak naprawdę obchodzi. 

Nie zrozumcie mnie źle, doceniam wysiłki, jakie Leigh Bardugo włożyła w wykreowanie tego wszystkiego, ale po drodze troszkę się zgubiła. Jak czytałam te książki (jedna po drugiej) ciężko mi było zrozumieć, gdzie jest ten skomplikowany świat, o którym mówili wszyscy w internecie, bo mi wydawał się być bardzo prosty, szczególnie biorąc pod uwagę, jak niedokładnie autorka go opisała. I sęk w tym, że muszę przyznać, że łatwo się w tym świecie zgubić, ale Boże broń, nie dlatego, że jest niesamowicie skomplikowany, tylko jest niedokładny, wydaje mi się, że Leigh Bardugo miała zbyt dużo pomysłów i zamiast skupić się na jednym, wcisnęła wszystkiego po trochu. Czułam się trochę jakbym szła przez znane mi miasto bez okularów albo soczewek, widząc wszystko jak przez mgłę, mając świadomość tego, że coś czeka za rogiem i wydaje mi się, że to znam, ale tak naprawdę później okazuje się, że ciężko stwierdzić, co to konkretnie jest. I tutaj zaczynają się wszystkie problemy, jakie mogę tej trylogii zarzucić, gdyż jestem osobą, która zwraca ogromną uwagę na świat wykreowany. Bohaterowie mogą być nudni, fabuła może być denna, oklepana i nie wiadomo jak przewidywalna, ale jeśli świat jest ciekawy, który można analizować na kilka różnych sposobów, zastanawiać się, skąd autorzy czerpali inspirację: książka będzie w moim mniemaniu całkiem dobra i chętnie będę ją polecać. Tutaj nie mam czego polecić! 


 Ostatnio do mnie dotarło, właśnie podczas czytania tej książki, że ja nie cierpię żeńskich postaci w wielu książkach, jednakże Alina wygrywa wszystko. Konkurs na najbardziej denerwującą postać, mistrzostwa świata w byciu kretynką i dodatkowo: olimpiadę na najbardziej zbędną główną postać w całej historii świata. Mamy zwycięzce, przed państwem: Alina Starkov. Zapomnijcie o denerwującej i nudnej jak flaki z olejem Belli Swan ze Zmierzchu i przywitajcie Alinę z trylogii Grisza. 

Natomiast z drugiej strony mamy takiego Mala, przyjaciela Aliny, który okej, mogę przyznać rację, jest typowym chłopakiem, który zna naszą gwiazdę od dzieciństwa, ale wbrew pozorom dzięki temu jest najlepiej wykreowaną tutaj postacią. W drugim tomie (chyba) pojawia się jeszcze jedna męska postać, która jest przez wielu uwielbiana, ja miłością tego pana nie darzę, ale muszę przyznać, że jednak jest ciekawy i nadaje tej historii bardziej znośnego charakteru. Ale wracając do Mala. Autorka z nim robi w pewnym momencie coś tak idiotycznego, że tak naprawdę cały sens bytu tej trylogii staje pod ogromnym znakiem zapytania. I to wygląda generalnie bardzo ciekawe, jeśli by się o tym usłyszało od kogoś w ramach spoilerowania książki, ale gdy się to czyta, to to jest chyba najgorszy możliwy scenariusz, na jaki mogła porwać się Leigh Bardugo. Przez ten jeden fakt cała trylogia staje się bez sensu, skoro tak chciała rozegrać tę sprawę, mogła napisać jednotomówkę, dajmy na to: 600-stronicową i nie mogłabym wtedy mieć aż tylu problemów wobec nie (chociaż kto to wie). 

Nie ukrywam, że zakończenia pierwszego i drugiego tomu pozostawiają czytelnika w takim stanie, że musi sięgnąć po kolejną część, ale zakończenie Ruiny i rewolty to jakiś nieśmieszny żart. Kompletnie mi się nie podobało i wiem, że wielu czytelników również jest negatywnie wobec zakończenia nastawione, całe szczęście. Nie cierpię, gdy autorzy najpierw mają jakiś pomysł, który wstrząsa czytelnikiem, a później dochodzą do wniosku: zrobię inaczej, żeby czytelnicy byli zadowoleni. Jezu Chryste, naprawdę? I Leigh Bardugo tak właśnie zrobiła. Nie wiem, czemu nikt jej nie powiedział, żeby została przy pierwszym pomyśle, bo wtedy to nie byłoby takie złe, ale cóż, błędy chodzą po ludziach, prawda? No prawda, co poradzisz. 

Ja naprawdę chciałam tę trylogię pokochać, szukałam w niej tyle dobrego, ile tylko mogłam, starałam się, by to przypadło mi do gustu. Niestety jest to trylogia, która na tle innych niczym się nie wyróżnia (chyba, że irytującą Aliną, bardzo irytującą), lukami w fabule i niedopracowanym światem. Nie czytało mi się tego wolno, dzięki Bogu, ale byłam zmęczona już tym wszystkim, bohaterami, bezsensownym rozwiązaniem sprawy i zakończeniem. Miałam dość wszystkiego, jedyne czego potrzebowałam, to zapomnieć, jak złe to było. Nic więcej.

Trylogia Grisza to jedna z tych pozycji, o których czyta się pieśni pochwalne w internecie, a gdy przychodzi co do czego, to wychodzi jeden wielki wegetariański klops. Nie mogę powiedzieć, że czytało mi się to źle, bo naprawdę szybko przebrnęłam przez te wszystkie książki, ale chciałam to jak najszybciej skończyć. Zakończyć przygodę z Aliną-idiotką, z której zrobili świętą (nie żartuje), opuścić czym prędzej Ravkę i nigdy tam nie wracać, bo nie to nie jest tego warte, odłożyć na biblioteczną półkę i zapomnieć (thanks God, że nie wydałam na to złamanego grosza). Leigh Bardugo nie jest królową YA, jest jej przeciwieństwem. Niestety, Szóstka wron nie jest o wiele lepsza, jest odrobinkę, ale o tym w innym poście. 

★☆☆☆☆

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka