Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

niedziela, 26 lutego 2017

kim jestem w książkowej sferze?


Dzisiaj przyszłam wam coś wyjaśnić. Nie jestem recenzentką. Ani amatorką, ani tym bardziej profesjonalistką. Jestem dziewczyną, która chce dzielić się z ludźmi tym, co przeczytała. I tym różnię się od większości społeczeństwa, które czyta. Właśnie tak. Tym, że umieszczam swoje przemyślenia w internecie. Właśnie w taki sposób podsumowała to Klaudia z bloga Odczytaj o tutaj. Trafiła w punkt. Kto tak robi, w sensie dzieli się swoimi przemyśleniami książkowymi? Wydawać by się mogło, że dużo osób, patrząc na ilości blogów czy bookstagramów, ale prawda jest taka, że odsetek ludzi mających jakieś książkowe social media w ogóle ludzi lubiących czytać jest niewielki. Dlatego powinnam czuć się ważna, powinnam czuć się kimś. Ale tak nie jest. A wiecie czemu? Bo nie jestem osoba, która się na literaturze zna. Nie skończyłam studiów typu filologicznego (nawet nie wiem, czy to poprawnie określiłam), nie brałam udziału w żadnych warsztatach pisarskich (aby wiedzieć, jak się powinno pisać), a tym bardziej nie zgłębiłam połowy, ba, pewnie nawet dziewięćdziesięciu dziewięciu procent tekstów literackich, które choćby w jednej tysięcznej mogłoby przybliżyć mnie do posiadania bardzo podstawowej wiedzy z dziedziny literatury. Smutne, bo smutne, ale takie są fakty. 

Co więc robię tutaj? Jak już napisałam: dzielę się tym, co myślę na temat danej książki lub jakiś okołoksiążkowy/okołoliteracki temacik, ot co. Nic więcej. Kiedyś jednakże, gdy byłam młodsza, posiadanie bloga było dla mnie czymś niesamowitym, a pisanie postów o książkach podnosiłam do rangi recenzji. Na samo to wspomnienie przechodzą mnie ciarki i wzdrygam się mimowolnie. Czemuż to, zapytacie. Otóż temu, że ja na recenzowaniu książek znam się tak, jak Królowa Anglii na fizyce jądrowej (poprawcie mnie jeśli się mylę, może Królowa jednak się na tym zna, zmienię wtedy swoje porównanie). Złapaliście się pewnie za głowy, co nie? Cóż, ja wtedy pewnie też bym się załapała, jakby ktoś napisał coś takiego. Teraz już nie. 

Co się zmieniło? Przede wszystkim zmieniło mi się nieco patrzenie na świat, niektóre wątki w książkach zaczęły mnie nudzić, a inne style pisania, niż miałam okazję poznać do tej pory otworzyły mi oczy na to, jak pięknie można ubrać w słowa bardzo prostą historię. I nie, nie mówię, że to co sądziłam do tej pory i to, co czytałam, nie daj Boże, jest już be i fu. Ludzie dorastają, zmieniają im się gusta czytelnicze i nie jest to niczyja wina, tak jest i już. To, że zaczęłam czytywać Tołstoja nie robi ze mnie znawczyni literatury i bogini w książkowym światku, a odnoszę wrażenie, że znaczna część osób sądzi, że za takiego kogoś się uważam. Błagam was, czy ja wam wyglądam na świętą Alinę Starkov? Nigdy z siebie nie robiłam mądrzejszej od całej reszty, ja po prostu nie chce marnować czasu na coś, co nie wniesie do mojego życia tego, czego aktualnie potrzebuję. Nie czuję potrzeby czytania danej książki, to jej nie czytam jednocześnie NIE ZNIECHĘCAJĄC was do sięgnięcia po dane pozycje. Często dostaje pytania, czy planuję czytać książkę A albo B, a gdy odpowiadam, że nie, to tylko widzę teksty typu "ale to takie dobre, bo to warto przeczytam" i okej. Nie kwestionuję tego, że dana pozycja jest dobra i warta uwagi, ale jak czegoś nie chcę czytać, to czytać tego nie będę i tyle.

Często też odnoszę wrażenie, że ludzie mnie nie słuchają. Oczywiście, nie jestem przecież prezydentem naszego wspaniałego kraju, mnie nikt nie musi słuchać, ale kiedy ktoś wypowiada się na temat tego, co powiedziałam, to zależy mi na tym, żeby wysłuchał mnie do końca, a nie tylko usłyszał jedno zdanie (prawdopodobnie w dodatku niepochlebne) na temat książki, którą dany osobnik kocha i od razu mieszał mnie z błotem. Okej, nie ukrywam, mnie bardzo często ponosi, gdy wypowiadam się na temat pozycji, które nie przypadły mi do gustu, ale ja nie atakuje czytelników i miłośników danej książki, chciałabym, żebyście o tym pamiętali. 

Ja dzielę się opiniami, moimi opiniami, na temat książek, jakie przeczytałam. I nie jestem odpowiednią osobą do analizy, jakiej grupie wiekowej powinnam ją polecić. W dodatku Weronika z bloga Bookocholic nauczyła mnie, że kategoryzowanie wiekowe wcale nie popłaca i nie zawsze jest na miejscu. Ja mówię i piszę to, co ja sądzę i wydaje mi się, że to jest oczywiste. Nie muszę szukać plusów i minusów każdej książki (co jednak oczywiście robię) i nie mam obowiązku, wręcz czuję się dobrze z powiedzeniem: nie mam nawet prawa, by mówić dlaczego po to warto sięgnąć, a od czego trzeba się trzymać z daleka. Zakładam, że każdy ma jakiś rozum i wie, co może mu się spodobać, a co nie. Zakładam (czytajcie uważnie, to tylko założenia), że każdy mój czytelnik, widz czy obserwator mojego bookstagrama wie jaki mam gust i czy jego gust jest podobny do mojego (choć to też temat na oddzielny post, bo to często się ze sobą rozmija) i czy coś może mu się spodobać, a coś nie. Istnieją wyjątki od reguły, niektóre książki są po prostu takie, że podobają się nawet osobom, które danego gatunku nie lubią. I tyle, takie jest życie

Nie ukrywam oczywiście, że zawsze mi jest przyjemnie, gdy ktoś sięga po coś z mego polecenia (o zgrozo, wracamy do punkty wyjścia), ale tak jak napisała Klaudia, pozwolę sobie zacytować, bo to idealnie odda punkt widzenia: 
Czasem znajduję różne komentarze pod filmikami i widzę jak ktoś mówi, że zmusiłam go do przeczytania danej książki albo sięgnął po książkę, bo ja tak polecałam, a nigdzie nie znalazł tych moich zachwytów Może ich nigdzie nie znalazł, bo każdy z nas ma swój gust. Każdemu podoba się coś innego, moje zachwyty to najprawdopodobniej nie są Twoje zachwyty.
Nie twierdzę, że nigdy nie popełniłam grzechu i przez pryzmat mej opinii zdarzyło mi się uderzyć krytyką w czytelników danej pozycji. Jestem tylko człowiekiem i błędy się zdarzają. Aktualnie jestem na etapie końcowym wykorzeniania z siebie przeświadczenia, że to co nie podoba się mi, musi się nie podobać również całej reszcie. Każdy z nas uczy się całe życie, każdy z nas przechodzi różne fazy, nie tylko czytelnicze, nie tylko te w życiu książkowym. I ja, i wy mamy jakieś książkowe potrzeby i one mogą być inne. Inne, nie znaczy złe. Tego się trzymajmy, egzystujmy w sferze booktubowo-blogowo-bookstagramowej w zgodzie. Moja opinia nie jest zła, jest po prostu moja. Tak jak wasza opinia, jest wasza i wcale też nie jest zła.

Do czego dążę? Może zabrzmieć to idiotycznie, biorąc pod uwagę fakt, że dzielę się z wami opiniami na temat książek, ale nie zawsze należy mnie słuchać przy wyborze następnej lektury. Nie uważam się za recenzentkę, ani za osobę, od której można wymagać jakichkolwiek polecajek przygotowanych pod ręką dla widzów/obserwatorów/czytelników. Jeśli oglądaliście kiedyś mojego lajwa na instagramie, to na pewno często słyszeliście, że nie jestem w stanie wybrać jakichś konkretnych książek do polecenia (np. z jakiegoś gatunku, czy dla grupy wiekowej podanej przez osobę pytającą). Właśnie na tym polega problem. Pewnie gdybym była profesjonalną recenzentką, to bym bez wahania miała kilka takich pozycji, jakie mogłabym wam podsunąć. Ja was nie znam, tym bardziej nie znam waszych gustów czytelniczych. Wy znacie siebie najlepiej i wiecie, co lubicie, więc należy z głową wybierać swoje lektury. I proszę, nie nazywajmy siebie wzajemnie recenzentami, bo nimi nie jesteśmy. A przynajmniej ja.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka