Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Kiedy nie wiesz, co się dzieje w Szkocji, czyli Uwięziona w bursztynie

Uwięziona w bursztynie / Diana Gabaldon // Świat Książki / 2010

   Wiedz, że gdy od razu pożyczasz trzy części jednej serii naraz, to to nazywa się już obsesją. Tak właśnie było w moim przypadku. Ale w sumie: czy na pewno, skoro po przeczytaniu drugiej części nie miałam ochoty, ani nie chciało mi się wygospodarować czasu na Podróżniczkę? Cóż, to jest oczywiście kwestia sporna, nie ukrywam jednak, że mimo wszystko uwielbiam serię Outlander, zakochałam się w Jamiem Fraserze i osiemnastowiecznej Szkocji i czym prędzej chciałam tam wrócić. Czy było to warte czasu, jaki musiałam poświęcić na brnięcie przez Uwięzioną w bursztynie, a później zmuszanie się do czytania, bo gonił mnie termin w bibliotece? Zaraz się o tym przekonacie. 

   Nie zamierzam tutaj na prawo i lewo rzucać wydarzeniami z drugiej części, bo nie chcę psuć radości z czytania tym, którzy są dopiero przed, a ci, których to nie interesuje, a jedynie chcieliby poznać moje zdanie na ten temat, nie muszą sobie zaprzątać głowy tym, co konkretnie miało miejsce. Ale ważne jest to, że to, co się działo mnie zachwycało! Niemalże cały czas. Tak do ostatnich stu albo dwustu stron. Serio. Gdybym mogła wydrzeć z Uwięzionej w bursztynie te kartki to byłabym najszczęśliwszym czytelnikiem na świecie. A druga część miała swój potencjał! I to ogromny. Byłam zachwycona (nawet bardziej niż pierwszą częścią) i tak bardzo chciałam dać tej pozycji pięć gwiazdek. A tu co? A tu klops. Jeden wielki wegetariański klops. I sama nie wiem, czym konkretnie to było spowodowane. Nie były to aż tak dramatyczne/złe/smutne (niepotrzebne skreślić) wydarzenia, ale czuję, że gdyby Diana Gabaldon zdecydowała się na inne rozwiązanie sprawy, to chyba byłabym szczęśliwsza. No, może poza jedną rzeczą, a mianowicie Szkocją (ci, co czytali, wiedzą o co mi chodzi, a ci co nie czytali: będzie Was to dręczyć, do końca Waszych dni, just kiddin').

   Bałam się tego tomu i jednocześnie byłam niezwykle podekscytowana. Nie spodziewałam się, że po tak mocnym początku, autorka da sobie radę, szczególnie, że z każdym kolejnym tomem rozszerza jego objętość i czytelnikowi ciężko ogarnąć, jakim cudem jej się to udaje, w dodatku w taki sposób, że nie jest się znudzonym (no, prawie). Ale w większości scen, które rozgrywają się na kartach tej książki siedzimy na fotelu/kanapie/leżymy na podłodze, nie wiedząc, co powinniśmy ze sobą począć. Jednocześnie ma się ochotę rzucić książką o ścianę oraz podnieść ją, przeprosić i zagłębić się w nią dalej. Autorka wie, jak targać emocjami czytelnika i to chyba tak naprawdę przykrywa te niedociągnięcia fabularne i dialogowe Uwięzionej w bursztynie, bo nie będę Was oszukiwać, że one istnieją.

   A jeśli już mówimy o wadach, to powiem Wam, bo może się nie zorientowaliście: zakochałam się w tej serii i to nie jest tak, że tylko ją wychwalam i uważam za najlepszą, jaka powstała, bo to stek bzdur, jest milion innych książek, zdecydowanie lepszych, do których pałam większą miłością. Cóż, to prawda, ale powiem Wam, że jednak wady w tej pozycji nie mają większego wpływu na odbieranie bohaterów, akcji i książki jako całości. W dodatku nawet nie doceniając tego, co nasi bohaterowie muszą przeżywać, to trzeba przyznać, że Diana Gabaldon musiała poświęcić ogrom pracy i czasu, by napisać coś takiego, więc już za samo to należy się jej szacunek.

    Wiem i w końcu muszę to głośno przyznać: oceniam tę książkę przez pryzmat serialu, przez pryzmat Sama Heughana, przez klimat, jaki jest oddany na ekranie mojego laptopa, gdy brnę przez kolejne minuty każdego odcinka, ale nie umiem tego oceniać inaczej. Dla mnie książka i serial to jedna i nierozłączna rzecz, dla mnie jedno nie może istnieć bez tego drugiego i może to jest kwestia moich zachwytów, choć wiem, że wiele osób uważa Outlander za serial, który sięgnął dna otchłani beznadziejności serialowej.

   Polecam Wam jednak serdecznie tę serię i tak. Może zakochacie się tak, jak ja, a może nie? Więc jeśli nie jesteście przekonani do tak ogromnych objętościowo książek, przepełnionych w dodatku rozdzierającymi emocjami, to polecam zacząć od serialu, jeśli się zakochacie: bierzcie się za czytanie, a jak nie, to może chociaż serialowe odwzorowanie pokaże Wam, jak wspaniałym Jamie jest bohaterem i dlaczego tak mocno go kocham.

★★★★☆

OD AUTORKI: Nareszcie udało mi się zmobilizować i napisać kolejną recenzję. Nie jest może najlepsza, ale nie należy do moich najgorszych. Czytaliście Obcą oraz Uwięzioną w bursztynie? A może oglądaliście serial? Dajcie znać w komentarzach! 

Trzymajcie się, 
Alicja 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka