Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 31 sierpnia 2016

This modern love // Will Darbyshire


This Modern Love, Will Darbyshire; Century, Penguin Random House UK, 2016

‘Question 1. What would you say to your ex, without judgement?’

Seeking closure after a tough break-up, Will Darbyshire was driven to strike up an intimate conversation with his online audience. Posting a series of questions via his YouTube, Twitter and Instagram channels, Will asked his followers to share their innermost thoughts about their relationship experiences, in the form of hand-written letters, poems, photographs, and emails.

After 6 months and over 15,000 heartfelt submissions later, from over 100 countries, This Modern Love collects these letters together to form a compendium of 21st century love, structured into the beginning, middle and end of a relationship.

Tender, funny and cathartic, This Modern Love is a compelling portrait of individual desires, resentments and fears that reminds us that, whether we're in or out of love, we're not alone."

 ~ goodreads.com


   Każdy z Was na pewno ma takie książki, o których od razu wiedział, że będą niesamowite, odmienią życie i na pewno nie zawiodą. Są takie książki, które od razu da się wyczuć. Ich niesamowitość, magię i przede wszystkim: prawdziwość. Mi się to rzadko zdarza, mieć tę pewność, że książka będzie genialna, poruszy mnie i zwali z nóg, raczej zwykle mam pewność, że będzie beznadziejna. Jednak w wypadku This Modern Love było zupełnie inaczej. Kiedy tylko usłyszałam o tym projekcie, który realizował Will Darbyshire (swoją drogą jeden z pierwszych YouTuberów, których rzeczywiście zaczęłam śledzić, jak typowa stalkera, w Internecie, zaraz po JacksGap i charlieissocoollike), wiedziałam, że nie dość, że muszę to mieć, to na pewno to pokocham. Zapewne jednak, gdy tylko zobaczyliście, że Will jest YouTuberem, w Waszej głowie narodziło się pytanie: na co kolejny YouTuber wydaje książkę? W końcu mamy ich tyle, że po co więcej, prawda? Jednak This Modern Love to coś zupełnie innego. Nie jest to kolejna książka, w której możecie poczytać o życiu Willa, jego wzlotach i upadkach (chociaż o tym powiem zaraz, bo tutaj jest jednak jedna historia, którą o nim usłyszcie). Spytacie pewnie: czym więc jest This Modern Love. Już tłumaczę. To projekt. Projekt, w którym brali udział jego widzowie, ludzie, którzy chcieli podzielić się z nim swoją historią. Powiecie, że to głupie, ale wcale takie nie jest. A przynajmniej moim zdaniem. 

   This Modern Love to projekt, który zapoczątkowało pierwsze rozstanie Willa z jego ówczesną dziewczyną. Od swoich widzów otrzymał ogromne wsparcie i chciał zrobić coś dla nich, w sumie nie tylko, dla innych też. Szczególnie miał na myśli ludzi, którzy przechodzili przez burzliwe związki, musieli rozstać się ze swoimi drugimi połówkami z przeróżnych powodów i tak oto, przez pół roku, zadawał pytania, na które można było odpowiadać albo za pomocą maili, fizycznych listów, tweetów lub zdjęć na Instagramie. Możliwości było bardzo dużo. Odpowiedzi było mnóstwo. Ponad piętnaście tysięcy ludzi z 98 przeróżnych krajów chciało się podzielić ze światem tym, co czuli podczas przeżywania pierwszej miłości, pierwszego zauroczenia, ale nie tylko. Opowiadali o tym, jak czuli się podczas rozstań. I chyba to w tym wszystkim było najważniejsze, ale oczywiście cały projekt skupia się tak naprawdę wokół miłości w XXI wieku, gdzie na porządku dziennym jest kontaktowanie się z innymi za pomocą telefonów komórkowych, aniżeli spotkania twarzą w twarz.


   Zebrawszy wszystkie nadesłane odpowiedzi Will zdecydował, że podzieli to na trzy części: początek, środek i koniec, każda odpowiadająca innej fazie miłości. Jak więc się domyślacie, w pierwszej części można znaleźć listy, w których ludzie opisują swoje uczucia jeszcze przed związkiem, w drugiej: to, jak się czuli będąc z kimś w związku, natomiast trzecia część to rozstania. Powiem Wam, że mimo wszystko moją ulubioną częścią tej książki jest ta trzecia. Sama nie wiem tak naprawdę dlaczego, może to z powodu jej największej prawdziwości? Chociaż to też błędne określenie, bo wszystko w This Modern Love jest niesamowicie prawdziwe. Może to przez fakt, że to tam najbardziej utożsamiałam się z tym, co pisali inni? Niewykluczone. Jednak tak czy siak, to jest piękne jako całość i nie chcę umniejszać tutaj wartości innych listów, oczywiście, że nie chcę. Ale wydaje mi się, że to już taki temat, gdzie każdy znajdzie coś, co będzie mu jednak wychodzić na ten pierwszy plan i najbardziej zapadnie w pamięci. 

   W założeniu Willa This Modern Love miało być czymś, po co będzie można sięgnąć w każdym momencie swojego życia i co będzie można czytać od pierwszej, setnej, jak i dwusetnej strony. I tak rzeczywiście jest, jednakże Will gdzieś napisał/powiedział, że to ma być coś, co będzie podnosiło nas na duchu w tych najgorszych chwilach i powiem Wam, że z tym się nie jestem w stanie zgodzić. W momencie kiedy zaczynałam tę książkę byłam naprawdę szczęśliwym człowiekiem. Moje życie nie jest i nigdy nie było idealne, ale tak naprawdę w większości nie mam mu nic do zarzucenia (to że się kocham nad sobą użalać, to inna sprawa), ale jak już napisałam, w chwili, gdy rozpoczynałam lekturę tej książki byłam zadowolona, prawdopodobnie głównym powodem było to, że w końcu dostałam przesyłkę, ale przemilczmy ten fakt. A kończąc ją? W sumie nawet nie pod sam koniec, a już w połowie, zaczęłam się zastanawiać, czy moje życie rzeczywiście jest takie super, jak się może wydawać. Mój nastrój z punktu numer 8 (w skali od jednego do dziesięciu) spadł do dwóch. I tutaj jest moje pytanie do Willa: GDZIE TY NIBY WIDZISZ W TYM COŚ POZYTYWNEGO!? Jednakże nie zrozumcie mnie źle. Powiem Wam, że miło się zaskoczyłam, że mimo wszystko, że jest to coś, co wzbudza takie silne negatywne emocje, to dało mi to trochę do myślenia. Zastanowiłam się nad rzeczami, nad którymi wcześniej się nie zastanawiałam, nie chcąc zagłębiać się w analizę niektórych sytuacji z mojego życia. Momentami miałam dość, naprawdę dość tej książki. Jak już napisałam, kocham się użalać nad swoim życiem i to w ogromnym stopniu, ale to było dla mnie za dużo. Nie jestem w stanie powiedzieć Wam, ile razy odkładałam tę książkę i mówiłam sobie: nie, Alicja, masz już dość tego całego smutku, ale mimo wszystko pięć sekund później podnosiłam tę książkę ze stolika i dalej czytałam. 


   W każdym razie, próbowałam Wam powiedzieć, że akurat w kwestii tego, czy ta książka jest pocieszająca, nie mogę się z nim zgodzić. Jak dla mnie, ale mówię, to tylko moje odczucie, jest to książka dla ludzi, którzy są w stanie znieść hektolitry wylanych łez przez zupełnie obcych ludzi. Jest to idealne do czytania dla osób po rozstaniu, zdecydowanie. Co z tego, że po tym będzie im jeszcze gorzej? Smutek to w sumie najczęściej występująca w naszym życiu emocja, której nie należy się bać, tylko się z nią oswajać, a przynajmniej ja wyznaję taką filozofię. Ale znów odbiegam od tematu: This Modern Love Was nie pocieszy i nawet na to nie liczcie, ale wierzcie mi, że i tak warto posiadać tę pozycję na swojej półce.

   Jeśli lubicie książki o ludziach, z którymi możecie się utożsamić, nawet jeśli napisali tam tylko jedno zdanie, to ta książka jest dla Was. Jest to idealna książka do położenia na stoliku do kawy w salonie. Wasi goście, których zaprosicie, w oczekiwaniu na kawę i ciastko, po które będziecie musieli iść do kuchni, sięgną po nią i się od niej nie oderwą. Wy wtedy stwierdzicie, że macie najgorszych znajomych pod słońcem, bo jak to tak, czytać książkę zamiast rozmawiać, ale jeśli wcześniej ją przeczytacie to zrozumiecie ich zachowanie. A wiecie, nikt Wam przecież nie zabroni czytać im przez ramię, prawda? Co z tego, że będziecie czytać dany list sto czterdziesty czwarty raz. W końcu, robimy co chcemy, żyjemy jak chcemy i miłość przeżywamy na różne sposoby, mam rację? Ale powiem Wam coś prawdziwego, bardzo dołującego, ale prawdziwego: wszystko i tak sprowadza się do końca. Szkoła, praca, szczęśliwe chwile. I związki, związki przede wszystkim.

★★★★★★★★★★★


I nie, Will mi nie zapłacił za pozytywną recenzję. Tak mówię, jakby ktoś był ciekawy.

Ciekawostka: Raya, dziewczyna Louisa Cole'a, który prowadzi kanał podróżniczo-vlogowy FunForLouis, wysłała swój list do tej książki i został on tam zamieszczony. Był to jej prezent na ich pierwszą rocznice związku. Tutaj zamieszczam filmik, w którym o tym opowiada.
 

Ciekawa jestem, co Wy uważacie o tej książce. Czy to fajny pomysł? I czy sięgnelibyście po nią, nawet jeśli nie oglądacie Willa na codzień?

sobota, 27 sierpnia 2016

Pakistan Express. Jak żyć i gotować w cieniu talibów // Anna Mahjar-Barducci


"Anna Mahjar-Barducci jest dziennikarką i pisarką, z pochodzenia Włoszko-Marokanką. Wychowała się częściowo we Włoszech, Maroku i Tunezji; część dzieciństwa spędziła w Zimbabwe, Senegalu, Gwinei i Gambii. Długo mieszkała w Pakistanie, gdzie ukończyła studia. Matka jest muzułmanką, ojciec chrześcijaninem, mąż Żydem. Mieszka i podróżuje między Rzymem, Waszyngtonem i Jerozolimą. Pisze artykuły do różnych bliskowschodnich, włoskich i europejskich gazet. Przeprowadziła wywiady z przywódcami politycznymi z całego świata, postaciami kluczowymi dla pakistańskiej kultury i polityki, w tym z byłą premier Benazir Bhutto na kilka miesięcy przed jej śmiercią. Jest prezesem Demokratyczno-Liberalnego Stowarzyszenia Arabskiego z siedzibą w Rzymie. Oprócz Pakistan Express, wydała dwie książki poświęcone problemom marokańskich imigrantów w Europie i wielokulturowości.
Pakistan Express to reportaż ze współczesnego Pakistanu, który zaczyna się od Abbotabadu, miasta w którym Amerykanie zabili Bin Ladena, a w którym autorka przemieszkała pięć lat - lecz następnie przechodzi do obrazów kraju odmiennych od oczekiwań czytelnika, przywykłego do kojarzeniu Pakistanu głównie z obłąkanymi muzułmańskimi fanatykami. Autorka prowadzi nas do mułłów (przeciwników talibów) i do pakistańskiej drag queen. Pokazuje, jak wściekle ciekawie żyje kraj, którego tożsamość jest równie różnorodna, jak własna tożsamość autorki. Na ukazanie takiego bogactwa kultur i przynależności nie może być jednego przepisu i autorka oczywiście nie sili się na to. Pokazuje nam za to swoje rozmaite przepisy na Pakistan - i przyozdabia je smakowitymi przepisami pakistańskiej kuchni, wplatając je w swoją opowieść. To nie tylko jedna z najlepszych książek o Pakistanie, jakie czytałem. To także znakomity przykład tego, jak pisać o odległym kraju, nie wpadając w pułapkę egzotyczności, orientalnej cepeliady, pozostając wiernym złożoności i tematu, i własnej - i zakładając z szacunkiem inteligencję czytelnika."

- Konstanty Gebert

   Podczas mojej ostatniej wizyty w Dedalusie trochę mnie poniosło i wyszłam z całym worem książek. Pocieszające jest to, że wydałam niewiele. W tym całym naręczu książek znalazła się i ta. Trafiła do koszyka chyba ze względu na przepisy - jak wiele książek u mnie na półce, jestem strasznym łakomczuchem. 

   Mimo że studiowałam indologię, a Pakistan był w kręgu moich nauk, to mam wrażenie, że oprócz geografii tego kraju nic innego o nim nie wiem. Do tej pory Pakistan kojarzył mi się z islamem, Al-Kaidą i Bin Ladenem. Niezbyt to dobrze świadczy o moich studiach - chyba. Ta książka jest fajna ze względu na to, że w bardzo prosty sposób przedstawia kulturę i najważniejsze wydarzenia z historii tego kraju. Jest to napisane w taki sposób, że pomimo tego, że kraj nie jest bezpiecznym miejscem miałam ochotę od razu tam jechać. Rozdziały są krótkie, a każdy z nich kończy się przepisem na danie lub napój, który był istotny w rozdziale go poprzedzającym . Kuchni indyjska i pakistańska mają wspólne pochodzenie (Indie i Pakistan rozdzieliły się w 1947 roku), a mimo to różnią się od siebie.

   Na pewno trzeba lubić reportaże, aby polubić tę książkę. Ale warto ją przeczytać też dlatego, że książka pokazuje zupełnie inny obraz Pakistanu. Pokazuje jak żyją normalni ludzie w cieniu ciągłego zagrożenia ze strony talibów. Pokazuje jaką codzienną walkę toczą, aby zachować normalność - ryzykując życiem. Bardzo budująca książka, z której powinniśmy uczyć się jak żyć, ponieważ zawsze może być gorzej. :)

★★★★★★☆☆

wtorek, 23 sierpnia 2016

Japonki nie tyją i się nie starzeją // Naomi Moriyama, William Doyle


"Jest taki kraj, w którym kobiety żyją dłużej, niż gdziekolwiek indziej na ziemi. Wskaźnik otyłości jest tam najniższy spośród krajów rozwiniętych. Czterdziestoletnie kobiety wyglądają tam tak, jak gdyby miały dwadzieścia lat.
To kraj, w którym kobiety mogą cieszyć się jedną z najsmaczniejszych kuchni świata, a jednak wskaźnik otyłości wynosi u nich zaledwie 3 procent, co stanowi jedną trzecią wskaźnika otyłości Francuzek i mniej niż jedną dziesiątą u Amerykanek.
To zarazem wysoko uprzemysłowiony kraj, który stanowi potęgę gospodarczą na świecie. Ten kraj to Japonia. I warto wiedzieć, dlaczego dzieje się tam coś niezwykłego.
Nie jest to książka z poradami dietetycznymi ani o tym, jak przyrządzać sushi. To wprowadzenie do zupełnie nowego sposobu jedzenia w domu - gotowania w stylu japońskim, a to, co jedzą japońskie rodziny jest inne i o wiele prostsze, niż możesz się spodziewać.
Książka ta pokazuje odkrycia ekspertów z zakresu długości życia oraz otyłości, którzy dzielą się swoją wiedzą na temat tego, w jaki sposób zwyczaje żywieniowe Japończyków wpływają na ich dobre zdrowie.
Książka pomaga zrozumieć, dlaczego Japonia jest krajem najzdrowszych ludzi na świecie."

- od wydawcy

   Na książkę trafiłam przypadkiem będąc w Autorskiej. Rzuciłam na nią okiem i spodobała mi się na tyle, żeby podsunąć ją siostrze jako prezent urodzinowy dla mnie. :) No i w końcu w taki sposób trafiła w moje ręce. Nie od razu się za nią wzięłam, przeleżała kilka miesięcy na półce, ale gdy w końcu się za nią zabrałam bardzo szybko ją skończyłam.

   Ta książka będzie gratką dla osób, które interesują się nawykami żywieniowymi, nie tylko swojego kraju, ale ogólnie wszystkimi. Japonia to bardzo odległy kraj, a jego kuchnia bardzo różni się od naszej. Japończycy prawie w ogóle nie jedzą mięsa, a jeśli już to jako dodatek, a nie główny składnik. Ich dieta bazuje na warzywach, owocach, rybach i ryżu. I może to właśnie jest sekretem ich długowieczności i długiego utrzymywania sprawności fizycznej. Z książki możemy się również dowiedzieć o tym jak kształtowała się japońska kuchnia na przestrzeni wieków, jak wyglądało dzieciństwo autorki i jak stopniowo wprowadziła swojego męża  do japońskiej jedzenia.

   Książka uzupełniona jest o przepisy na klasyczne japońskie potrawy, które spożywają Japończycy w domach. Cały układ książki jest przejrzysty, wszystko zostało podzielone w bardzo przemyślany sposób.

Polecam ją każdemu, kto lubi jeść i dowiadywać się nowych rzeczy. Będzie na pewno fajnym prezentem dla każdej dziewczyny, która jest fanką zdrowego stylu życia.

★★★★★★★☆☆

sobota, 20 sierpnia 2016

Harry Potter and The Cursed Child // J.K. Rowling + Jack Thorne + John Tiffany

Harry Potter And The Cursed Child, J.K. Rowling // Little Brown, 2016 // PL: Media Rodzina, 2016

"Based on an original new story by J.K. Rowling, Jack Thorne and John Tiffany, Harry Potter and the Cursed Child, a new play by Jack Thorne, is the first official Harry Potter story to be presented on stage. It will receive its world premiere in London’s West End on 30th July 2016.

It was always difficult being Harry Potter and it isn’t much easier now that he is an overworked employee of the Ministry of Magic, a husband, and father of three school-age children.

While Harry grapples with a past that refuses to stay where it belongs, his youngest son Albus must struggle with the weight of a family legacy he never wanted. As past and present fuse ominously, both father and son learn the uncomfortable truth: sometimes darkness comes from unexpected places."
~ lubimyczytac.pl

   Seria książek o Harrym Potterze to dla wielu ludzi coś bardzo ważnego, coś co traktują niesamowicie personalnie, ponieważ większość dzieciństwa spędzili na czytaniu książek i oglądaniu filmów, czekali z niecierpliwością na zakończenie serii, a kiedy przyszło... albo byli bardzo zadowoleni, albo nie do końca im to przypadło do gustu, ale pogodzili się z tym. Nikt raczej nie podejrzewał, że kiedyś, prawie dziesięć lat później będzie można trzymać ósmą część Harry'ego Pottera w swoich łapkach. Czy jest to krok naprzód, czy raczej krok wstecz, jeśli chodzi o J.K. Rowling i nową część Harry'ego? 

   Zacznę może od tego, że to broń Boże, nie jest powieść, jak poprzednie siedem tomów. Wiem, że piszę o oczywistościach, ale prawda jest taka, że w dalszym ciągu ludzie się burzą, że się okazuje, że to jakaś sztuka, a nie normalna powieść, jak poprzednie części. Cóż, nikt nie zmieni formy tej historii, więc wydaje mi się, że wszyscy powinni się z tym pogodzić i zacząć traktować jako zupełnie nową przygodę - zmiany są dobre, pamiętajcie o tym. No ale wracając do Harry Potter And The Cursed Child, jest to scenariusz sztuki, która jest wystawiana na West Endzie w Londynie i właściwie tylko dzięki temu, mamy możliwość zapoznania się z dalszymi losami naszych ulubionych bohaterów. Niestety, od razu o tym wspomnę, że możecie zapomnieć o większości swoich ulubionych postaci, ponieważ jest tam ich tylko garstka. I chociaż są wprowadzone nowe, co jest naprawdę bardzo ciekawym zabiegiem, to brakowało mi niektórych moich ulubionych postaci, o których życiu chętnie bym więcej poczytała.

   Zostanę jeszcze przy postaciach, ponieważ muszę to powiedzieć. Albus Potter irytuje. Nie jestem jedyna, która tak sądzi i piszę to z bolącym sercem, ale niestety tak jest. Pamiętacie tego Harry'ego, którego nikt nie lubi w piątym tomie, w Zakonie Feniksa? Albus momentami jest nawet gorszy, jednakże muszę zaznaczyć, że ten biedak jest naznaczony sławą swojego ojca i nie może się z tym pogodzić, więc w sumie jestem w stanie zrozumieć takie, a nie inne jego podejście nie tylko do samego życia, ale głównie w sumie do jego ojca. Denerwuje, ale jest w jakimś stopniu ciekawe, bo tak naprawdę chyba nigdy nie słyszałam, by tak mogły się potoczyć losy sławnej rodziny Potterów. Teraz natomiast będzie już bardziej kolorowo, bo powiem Wam o Scorpisie Malfoyu, który jest tak niesamowitą i dobrze wykreowaną postacią, że ja nie mogę w to uwierzyć! Naprawdę, w życiu bym się nie spodziewała, że ta postać przypadnie mi do gustu, chociaż w sumie... Kocham Draco, więc nie powinno mnie to dziwić. I tak, dobrze zakładacie, ci dwaj chłopcy zaczynają się przyjaźnić. Oboje mają nieciekawe historie rodzinne, cały czas podążają za nimi niezliczone pary oczu, a oni muszą w ciszy (lub nie) to znosić. I chyba to w głównej mierze ich do siebie zbliżyło. 

   Celowo nie opisałam Wam fabuły, ponieważ tam dzieje się tyle, że ciężko byłoby to nawet określić jednym zdaniem, ale była okej. Nie było to coś mega innowacyjnego, jakieś arcydzieło, które można podziwiać przez wiele godzin, ale najfajniejsze w tym wszystkim było to, że niezależnie, co robili nasi bohaterowie, można było odnaleźć jakieś nawiązania do poprzednich siedmiu tomów. Przynajmniej tak mi się wydaje. Albo już zbzikowałam na punkcie Harry'ego Pottera, że doszukuję się głębszego dna tam, gdzie go nie ma. Ale nie, obstawiam przy swoim - nawiązania do wszystkich siedmiu tomów są i to mi się naprawdę bardzo podoba, bo dzięki temu, bez ponownego czytania tych książek mogłam w jakimś stopniu przypomnieć sobie losy Chłopca, Który Przeżył. 

   Co na pewno zasługuje jeszcze na uwagę to cudowny humor tej książki. Nie wszyscy, ale większość bohaterów potrafi rzucić świetnym żartem, nawet jeśli w zamyśle miała być to obelga, albo wyraz zdenerwowania na kogoś. Jestem bardzo ciekawa, jak to wypada na scenie, ale tego chyba akurat nigdy się nie dowiem. Poza radością i śmiechem ta historia potrafi na jednej stronie wzbudzić bardzo dużo emocji: najpierw możemy się śmiać, później nie wiemy, o co chodzi, żeby następnie przejść do zdziwienia i wkurzenia na samym końcu. Uwielbiam historie, które generują takie sytuacje i jestem pewna, że to nie tylko dlatego, że jestem ogromną fanką tego, co stworzyła w poprzednich częściach Pani Rowling, ale ze względu na to, że tak ta historia jest po prostu opisana. I nie jest ważne, czy kochasz, czy tylko lubisz Harry'ego Pottera, albo że tylko przeczytałeś kiedyś tam, raz, całą serię. Tak to jest po prostu napisane i to jest niesamowite. 

   Przejdę teraz już do ostatniej kwestii i to nieco mniej przyjemnej, ale... TA KSIĄŻKA TO JEDEN WIEKI ŻART. Ja w pewnych momentach byłam tak zszokowana, że nie szło dalej czytać. Musiałam od nowa zabierać się za ten sam fragment, bo nie wierzyłam w to, co się dzieje. W sumie teraz zastanawiam się, czy to rzeczywiście jest na minus, bo nie każdy musi to tak odbierać, ale wierzcie mi, że ciężko jest to traktować ze spokojem ducha, to co się tam dzieje. Rozumiem, czemu tak dużej ilości osób się to nie podoba, ale z drugiej strony nie jestem w stanie uwierzyć, że nie poczuli tej samej magii, jaka jest podczas czytania tych właściwych książek. Bo to jest magiczne, tylko trzeba odpowiednio podejść do tej historii.

   Od razu po przeczytaniu Harry Potter And The Cursed Child miałam ogromny problem z wystawieniem oceny. Chciałam jednocześnie dać najniższą i najwyższą ocenę, jaką mogłam, więc sami widzicie, co ta historia robi z człowiekiem. Ale koniec końców zdecydowałam i uważam, że ta historia zasługuje na uwagę, jeśli chce się poznać dalsze losy tych bohaterów i jest się w stanie pogodzić z tym, że część rzeczy może odbiegać od naszych wyobrażeń. Nie jest to arcydzieło, nie wiadomo jak wielki geniusz, ale jestem w stanie to przełknąć i zaliczyć do kanonu (czego dużo osób zrobić nie potrafi), ale nie jest to, broń Boże, ósma część. Mały dodatek, tak jak Quidditch przez wieki, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oraz Baśnie Barda Beedle'a. Będę wracać nie raz do tej książki, bo ją polubiłam, pokochałam nawet może. Podobała mi się i nie żałuję, że ją przeczytałam. Ciężko ją ocenić przez pryzmat tego, co znamy, ale jak tamto odsuniemy na bok, to to, co się dzieje w Przeklętym dziecku wcale nie jest takie złe.

★★★★★★★☆☆☆
Ciekawostka: J.K. Rowling wcale nie miała udziału w pisaniu tego scenariusza. Tak naprawdę wszystko sam napisał Jack Thorne. Dla wielu jest to zaskoczeniem, także nie bierzcie pod uwagę tej książki jako tworu Królowej Rowling.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Bezdomny ptak // Gloria Whelan


"Trzynastoletnia Koli, jak wiele dziewczynek w Indiach, zostaje wydana z mąż. Zgodnie z tradycją, męża znajdują jej rodzice. Nie wiedzą jednak, że chłopiec, którego wybrali, jest nieuleczalnie chory. Wkrótce Koli włoży białe szaty wdowy, a jej życie całkowicie się odmieni."
- od wydawcy

   Mam bardzo mieszane uczucia, jeżeli chodzi o tę książkę. Po pierwsze: uważam, że tematyka jest trochę nieadekwatna dla młodszego czytelnika niż 13 lat, a rekomendowany wiek to 10 lat+. Po drugie: zabrakło mi tu wstępu wyjaśniającego pewne indyjskie zachowania w bardziej szczegółowy sposób niż w jednym zdaniu, gdzieś w trakcie trwania fabuły. Jednak po skończeniu lektury stwierdziłam, że chyba te moje uwagi mają małe znaczenie, bo w tej książce nie chodzi stricte o tradycje panujące w Indiach, ale o przekaz płynący z książki.

   Historia zaczyna się w momencie, gdy trzynastoletnia Koli dowiaduje się, że rodzice znaleźli jej przyszłego męża. Po dogadaniu szczegółów z rodzicami przyszłego zięcia, rodzice dziewczynki odwożą ją na ceremonię zaślubin do domu chłopca. Jednak mąż Koli nie wygląda na zdrowego i wkrótce okazuje się, że jest ciężko chory i nie ma nadziei na jego ozdrowienie. I chłopiec wkrótce umiera, a Koli musi przywdziać biały strój (biały w Indiach jest kolorem żałoby). Jej teściowa traktuje ją podle, gani za każde przewinienie, a po śmierci swego małżonka porzuca Koli we Wrindawanie, znanym jako miasto wdów. Po początkowych trudnościach znajduje przyjaciół, a jej życie nabiera nowego kierunku, a przyszłość niesie nadzieję na poprawę losu.

   Okładka jest przepiękna. Lubię hafty, a w tej książce haftowanie odgrywa bardzo dużą rolę w życiu bohaterki. 

   Mimo że książka urzekła mnie swoim pięknem i przekazem, to nadal pozostały te 'ale' - wynika to chyba z tego, że skończyłam studia indologiczne. Jeśli mimo wszystko czujecie się zachęceni do sięgnięcia po tę książkę, to się cieszę. Jeśli dacie tę książkę do przeczytania komuś w rekomendowanej grupy wiekowej, to dajcie koniecznie znać czy im się podobało. :D

★★★★★★☆☆☆

piątek, 5 sierpnia 2016

5 powodów, dlaczego musicie przeczytać trylogię All For The Game


C z e ś ć ! Dzisiaj przychodzę do Was z bardzo specjalnym postem, który jest dla mnie bardzo ważny! Wiem, że to nic specjalnego, takie wymienianie powodów, ale ta trylogia wzbudziła we mnie takie emocje!!! All For The Game Nory Sakavic to najlepsze książki, jakie przeczytałam do tej pory w tym roku (o ile nie w całym życiu!). Ta trylogia jest niesamowita! Recenzja będzie pod koniec sierpnia, także czekajcie na nią, bo naprawdę warto się za nią zabrać, a dzisiaj zapraszam Was na post wprowadzający do tego świata. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :) Również macie filmik odnośnie tego, który jest bardziej rozbudowany i rozemocjonowany, więc na dole go podlinkuję!


L A C R O S S E (no ok, coś a'la lacrosse, ale jednak)

   Lacrosse to życie, ok? W All For The Game macie coś bardzo podobnego. Sport podobny do lacrosse, którego mecze rozgrywają się na boisku wielkości tego do piłki nożnej, agresywny jak hokej, w dodatku świetnie opisany przez autorkę. To po prostu wymiata. Nawet niesportowi ludzie (czytaj: ja) kochają te opisy, całą historię i w ogóle wszystko. Lacrosse to życie, ok?

B O H A T E R O W I E 

   Prawda jest taka, że w tej trylogii nie dostaniecie pędzącej na łeb na szyję akcji, to nie te klimaty, więc nawet na to nie liczcie. To, co tak naprawdę jest głównym atutem tych książek to bohaterowie, bez dwóch zdań. Znacie niesamowitego Ganseya, Adama, Noah i Ronana z Kruczego cyklu? Świetnie. Jeśli ich kochacie, to bohaterowie trylogii All For The Game również Was zachwycą. A jeśli nie znacie jeszcze serii Maggie Stiefvater, co graniczy chyba z cudem, ale przemilczmy tę kwestię, to i tak postaci wykreowane przez Norę Sakavic Was oczarują. Uwierzcie mi. 

W Ą T E K  M I Ł O S N Y

   Najlepszy, najbardziej uroczy, dynamiczny i w ogóle super ekstra. Niestety, nie dla wszystkich bowiem głównym wątkiem romantycznym tutaj jest ten między chłopakiem a chłopakiem, a cała reszta nie jest aż tak rozbudowana, ale dla wielbicieli historii z motywem lgbt (dla mnie) idealny. Bardzo wolno rozwijający się, nie chamski, wręcz przeciwnie, subtelny i niesamowicie uroczy. JEDNAK pokazujący, że związek/miłość nie sprawi, że problemy wokół przestają istnieć. Przede wszystkim prawdziwy. OTP mojego życia, s e r i o.

W A Ż N E  T E M A T Y (mroczne, przygotujcie się na to)

   Narkotyki, alkohol, przemoc, morderstwa, samobójstwa, znęcanie się nad innymi (psychiczne i fizyczne) to tylko kilka z bardzo mrocznych tematów, jakie są w tej trylogii poruszone. Nie do końca wszystko może wydawać się prawdopodobne, ale wierzcie mi, jest. To że nie spotkaliście takich ludzi, nie znaczy, że oni nie istnieją, a ta książka pokazuje przede wszystkim prawdziwość i realność tych zjawisk. Niestety, albo stety, ze względu na to nie dla wszystkich są te książki przeznaczone, ale musicie wiedzieć, że to są bardzo ważne tematy, o których powinno się mówić, bo są coraz bardziej powszechne.

R O D Z I N A 

   Bohaterowie w tych książkach mają swoje problemy i muszą sobie jakoś z nimi radzić. I wiecie co? Uwaga, to nie żaden spoiler, większość z nich nie ma rodziny, albo po prostu się z nią nie kontaktuje. Czemu, to już musicie odkryć sami. Dlaczego więc, pewnie spytacie, wcisnęłam jako powód do przeczytania tej trylogii rodzinę. BO TA DRUŻYNA TO JEDNA WIELKA (NIE)SZCZĘŚLIWA RODZINKA, KTÓRĄ KOCHAM I KTÓRA JEST NAJLEPSZA NA ŚWIECIE, OK? Mimo wszystko, mimo tego zła na świecie, oni są dla siebie. Wszyscy, nieważne co. Nawet jeśli mówią, że jest inaczej. 


Także, w tym poście to byłoby na tyle, na koniec wrzucam Wam jeszcze ten filmik, o którym mówiłam i mam nadzieję, że się Wam podobało. Dajcie znać w komentarzach, czy macie ochotę to przeczytać, ale mam nadzieję, że tak, bo trylogia jest fenomenalna! 


Życzę miłego dnia i cieplutko pozdrawiam!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka