Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 10 grudnia 2016

Kilka tygodni w książkach // edycja jesienna

   Hej! Jak zapewne zauważyliście, staram się odchodzić od standardowych, comiesięcznych wrap upów, które robią wszyscy, bo najzwyczajniej w świecie nie podoba mi się ta opcja informowania Was o tym, co przeczytałam. Jakiś czas temu (bardzo długi czas temu), jeszcze w lipcu, pojawiła się pierwsza edycja tych właśnie kilku tygodni w książkach, a dzisiaj, pod koniec listopada, zapraszam Was na drugą, tym razem typowo tematyczną, ano bo jesienną! Kto jest ciekaw, co przeczytałam w te szaro-bure miesiące? 

   Zaznaczę jeszcze, że między tamtym postem, a tym, przeczytałam jeszcze inne książki i je będziecie mogli zobaczyć tutaj: podsumowanie czytelnicze wakacji, natomiast na moim kanale książkowym na YouTubie pojawił się filmik z książkami przeczytanymi w pierwszej połowie września, także tutaj macie wszystko podlinkowane!


 
 - wrzesień - październik - listopad -

   Natomiast teraz  chciałabym przejść już do książek, jakie przeczytałam w ostatnim czasie. I powiem Wam, że jest ich dużo i jestem bardzo zadowolona ze swojego wyniku, ponieważ w życiu nie myślałam, że aż tyle wspaniałych pozycji uda mi się przeczytać jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Dla porównania, w okresie wakacji przeczytałam jakieś szesnaście książek, natomiast, tak jak już powiedziałam w filmiku, przez pierwsze siedemnaście dni września przeczytałam ich aż 10! Także to w sumie nawet zachwycający wynik. 

   Późniejsza sytuacja, od września do teraz, ma się jednak nieco gorzej, ale nie mogę narzekać, bo przyznam Wam szczerze, że i tak nie spodziewałam się jakichś zatrważających wyników, a nawet myślałam, że będzie zdecydowanie gorzej! Ale dobra, tak piszę i piszę i Wy dalej nie wiecie CO przeczytałam, także zapraszam do dalszej części posta!

Jeśli na blogu ukazała się recenzja którejś z książek, to szukajcie linku w tekście opisującym dane książki, ale znając mnie, to za każdym razem będę i tak wspominała, że recenzja jest już na blogu.

   Układ Elle Kennedy to pozycja dla mnie na pewno nieobowiązkowa, jednak teraz, gdy jestem już po lekturze, wiem, że nie była to strata czasu! Wprawdzie książka nie powala oryginalną fabułą, a bohaterowie, jakich tam znajdziecie są bardzo podobni do innych, jakich można spotkać w powieściach z tego gatunku, ale i tak jestem pozytywnie zaskoczona i uważam, że fani NA powinni się w Układ zaopatrzyć. Żałuję tylko, że drugi tom jest o innych postaciach, ale z drugiej strony może to i lepiej, widać przynajmniej, że autorka nie chce na siłę ciągnąć wątku Hannah i Garretta, tylko zabiera się za inne postaci. 

   Przy tej powieści spędziłam miło czas i choć przez nawał rzeczy do zrobienia przed studiami czytałam ją całkiem długi czas, to jest ona idealna na odstresowanie się od szkoły, czy uczelni i na pewno nie będziecie się nudzić w ponure i deszczowe jesienne wieczory, kiedy znajdziecie chwilkę wolnego na książkę i kubek herbaty.

   milk and honey to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka mnie spotkała w 2016 roku. Zbiór wierszy na przeróżne tematy, podzielony na cztery części, które mogą istnieć jako odrębne byty i sprawiające radość lub smutek w zależności od człowieka. Recenzja jest na blogu, także polecam ją ja

   O tym nie muszę się rozgadywać, bo powstał oddzielny post na ten temat, dlatego zapraszam tutaj, ale chciałam Wam po prostu napisać, że przeczytałam tę książkę drugi raz i była nawet jeszcze lepsza, niż za pierwszym czytaniem.

     Odkąd cię nie ma to powieść jednej z moich ulubionych autorek młodzieżowych, czyli Morgan Matson. Jest to powieść w stylu Papierowych miast, ale powiem szczerze, że bardziej przypadła mi do gustu. Opowiada o Sloane, której przyjaciółka wyprowadza się z miasta i zostawia dziewczynie listę rzeczy do zrobienia. Dziewczyna za wszelką cenę chcę odnaleźć swoją przyjaciółkę i pomaga jej w tym pewien chłopak. 

   Bardzo miło napisana, szybko się czyta, ale jest raczej idealna na wakacje, niźli na teraz. Niemniej jednak polecam Wam ją serdecznie i mam nadzieję, że nie zawiedziecie się na niej, bo moim zdaniem jest świetna! 

   To też był re-read. A jeśli nie wiecie, to jest to jedna z moich ulubionych książek, uwielbiam do niej wracać, czy to w wersji papierowej, czy to w wersji filmowej. Obie kocham i obie są na bardzo wysokim poziomie. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to polecam, a jeśli chcecie poczytać o niej trochę, ostrzegam tylko, że to bardzo stare recenzje, to zapraszam tutaj oraz tutaj

   Jeśli jesteście na bieżąco z jutubem, to wiecie, co to za pozycja. Coś a'la pamiętnik Connora Franty. Jedna z najpiękniejszych publikacji, jakie miałam okazję czytać i mieć na swojej półce. Mimo że opowiadająca o życiu zwykłego człowieka, to czyta się ją jakoś inaczej, fajniej, milej, czuje się takie autentyczne ciepło. Recenzji nie będzie, ale polecam fanom Connora, jeśli jeszcze nie mieli okazji się z A Work In Progress.  

   Recenzji tej trylogii jeszcze na blogu nie ma i możliwe, że w ogóle nie będzie, dlatego tutaj szybko Wam o niej opowiem. Jest to historia pewnego księcia, Laurenta, który dostaje w prezencie niewolnika od władcy kraju, z którym jego kraina ma na pieńku, że tak kolokwialnie się wyrażę. Damen, ów niewolnik, nie jest jednak tym, kim się być wydaje. 

   Bardzo ciekawie stworzona opowieść, troszkę w klimacie średniowiecza, skupiająca się głównie na wątku politycznym oraz wątku lgbt i to bardzo mocno go podkreślając, także dla wrażliwych nie jest idealną lekturą. Niemniej jednak gorąco polecam, bo mimo że ma pełnić formę rozrywkową, to jest to również momentami bardzo mądra historia. 

   Książki są dostępne tylko w języku angielskim, na razie brak polskiego tłumaczenia. Za granicą jest to fenomen, choć też nie taki popularny (ale na pewno bardziej niż All For The Game), który polecam i ja. 

      Z tą książką nie mam miłych wspomnień. Była bardziej niż przeciętna, chorobliwie przewidywalna, momentami nawet niespójna i nielogiczna, z bohaterką, jakiej nie potrafiłam zdzierżyć. Uratuj mnie, bo o tej powiastce piszę, to sensacja polskiego wattpada. I cóż, tam powinna zostać. Link do recenzji tutaj, ale od razu odradzam Wam czytanie tej książki. 

   Drugi tom z serii Szklany tron, czyli Korona w mroku miała mnie zaskoczyć i może faktycznie w pewnym momencie tak się stało, ale po głębszym zastanowieniu to wydarzenia z tej części były do przewidzenia. Tak jak pierwsza część mnie zachwyciła, tak ta raczej zawiodła i nie mam w najbliższym czasie ochoty sięgać po Dziedzictwo ognia, choć byłam już bardzo blisko. 

   Niestety, zachwyty po pierwszym tomie osłabły i nie wiem, czy kiedykolwiek wrócą, chociaż z pewnego źródła wiem, że im dalej, tym bardziej może mi się ta seria spodobać. Cóż, poczekamy, zobaczymy, ale z ciekawości pewnie kiedyś skończę. 

       Jeśli chodzi zaś o Simona oraz innych homo sapiens to po pierwsze, nie rozumiem kompletnie tego tytułu, a dwa: nie była to wprawdzie książka zła, ale nie była też wybitnie dobra. Przyjemna, całkiem ciepła historia, poruszająca bardzo ważny temat, który powinien być podejmowany w powieściach dla młodzieży, ale to tyle. Bez większego szału, na jeden wieczór, szybko o niej zapomnę (o ile już nie zapomniałam). Nie będę polecać, ale i nie odradzam. Może jak kiedyś Wam się nadarzy okazja, to rozważcie jej lekturę, ale ja bym tej książki na pewno nie kupiła.

   Tajemna historia Donny Tartt to jedna z moich ulubionych książek i jedna z najlepszych, jakie przeczytałam w 2016 roku. Opowiada o naprawdę dziwnych, ale i intrygujących wydarzeniach z życia Richarda Papena, młodego studenta filologii klasycznej.

   Nietuzinkowa, świetnie napisana i przede wszystkim bardzo mroczna, ale i prawdziwa. Donna Tartt trafiła na listę moich ulubionych autorek. Recenzja napisana, ale nie wiem, czemu jeszcze jej nie opublikowałam, także wyczekujcie jej w najbliższym czasie.

      Odkrycie tego roku! Miłość za wszelką cenę to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie ostatnio czytałam. Thriller psychologiczny dla nieco młodszego odbiory, idealnie nada się dla nastolatków w okresie dojrzewania. 

   Momentami mrożąca krew w żyłach historia o chorej Audrey, która często zmienia miejsce zamieszkania. W końcu znajduje miejsce, gdzie chce zostać, poznaje Leo, który staje się jej jedynym przyjacielem, ale czy tylko? 

   Jest to świetnie napisana powieść, która na długo zostanie w mojej pamięci i Wam serdecznie polecam. Nie zrażajcie się tytułem, ani okładką, które przypominają nieco nudne jak flaki z olejem romansidła. Jeśli chcecie recenzję, to macie ją na kanale, o tu

   Małe życie mam odkąd tylko wyszło w Polsce. Naprawdę grubaśna książka w przepięknym wydaniu zawiera również niesamowite treści. Podobała mi się, ile ja łez wylałam, to nie jestem w stanie określić. Polecam Wam serdecznie, a więcej będzie w recenzji, która niedługo się również ukaże. 

   W związku z premierą serialu Seria Niefortunnych Zdarzeń w styczniu, postanowiłam zrobić re-read całej serii. Póki co przeczytałam dwie części, czyli Przykry początek oraz Gabinet Gadów. Obie książki podobały mi się tak bardzo, jak zapamiętałam to z czytania ich jakieś dziesięć lat temu i miło mi wrócić do książek z dzieciństwa.

   Opowiada o losach trójki rodzeństwa, którzy w wyniku pożaru stracili swoich rodziców i tułają się po krewnych, zaczynając od Hrabiego Olafa, który jest nędznym łotrzykiem dybiącym na ich majątek. Nie można brać tych książek aż tak poważnie, w pewnych momentach i starszych czytelników mogą wywołać ogromną frustrację, ale i tak Wam polecam, choć nie powinnam, bo książki ciężko dostępne, dlatego raduję mnie fakt, że mój tata kupował je, gdy tylko wychodziły. 

   I na samym końcu chciałabym Wam powiedzieć, że poza tym wszystkim, co właśnie zobaczyliście, udało mi się przeczytać kilka książek z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore i są to: Of Mice And Men Johna Steinbecka, Fahrenheit 451 Raya Bradbury'ego, Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa, Żona podróżnika w czasie Audrey Niffenegger, Proces Franza Kafki oraz Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Brontë. Wszystkie, poza tą ostatnią, zrobiły na mnie ogromne wrażenie i chociaż Jane Eyre mi się podobała, to czuję się zawiedziona, ale wszystkiego możecie się dowiedzieć dzięki tym dwóm postom: numer jeden oraz numer dwa.   

   Z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore udało mi się jeszcze przeczytać Pokutę Iana McEwana, ale jeszcze nie przeczytałam kolejnych dwóch książek z listy, żeby powstał post, więc musicie poczekać na obszerniejszą opinię. Na razie zdradzę Wam tylko, że mnie nie zachwyciła, był dobra, ale bez przesady. Gdyby skupiła się bardziej na Briony, to na pewno dałabym pięć gwiazdek, zamiast 4.

*

I to by było na tyle, z tego co chciałam Wam pokazać, co udało mi się przeczytać i jak te wszystkie książki mi się podobały. Koniecznie dajcie znać, jak Wam wypadły te pierwsze trzy miesiące szkoły pod względem czytelniczym i czy może jest coś, co chcielibyście mi polecić? 

Pozdrawiam serdecznie!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka