Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 29 października 2016

Krótko o książkach Rory Gilmore // edycja 3

   Cześć! Wiem, że pewnie macie dość już tych postów, ale cóż, to nie moja wina, że ostatnio pochłaniam książki z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore! Nie moja wina, że są takie interesujące i szybko się je czyta (w większości), ale w sumie może to dobrze, może Was szybciej zachęcę do sięgnięcia po nie. Także może już nie będę przedłużać i zapraszam Was do zapoznania się z moją opinią na temat trzech kolejnych książek, które mam nadzieję i Wam się spodobają!


Dziwne losy Jane Eyre, Charlotte Brontë; Świat Książki, 1996

   Dziwne losy Jane Eyre chciałam przeczytać, ale na pewno nie w tak szybkim czasie. Wiedziałam, że skoro książka jest na liście Rory Gilmore, to prędzej czy później po nią sięgnę, ale jednak byłam przekonana, że prędzej sięgnę po powieści Jane Austen, niźli którejś z sióstr Brontë. W każdym razie, kiedy okazało się, że w klubie książkowym na GoodReads, właśnie poświęconym książkom głównej bohaterce serialu Gilmore Girls jest to październikowa lektura, to stwierdziłam: a czemu nie? No więc przeczytałam. 

   Sama historia, tak jak się mówi, nie jest historią miłosną tak do końca i jest w niej ta głębia, także nie można mówić, że to sam romans, bo nim nie jest, aczkolwiek dla mnie tempo akcji i rozwijanie tych wątków jest bardzo, ale to bardzo nieproporcjonalne i źle wyważone, przez co czyta się to... cóż, tragicznie. I nie chodzi mi o styl pisania, o którym zaraz wspomnę, tylko o te wydarzenia. Jeśli czytaliście, to raczej wiecie o co mi chodzi, bo tutaj albo dzieje się wszystko, albo nie dzieje się kompletnie nic.

   A jeśli już o piórze autorki wspomniałam, to muszę przyznać, że tutaj również nieco się zawiodłam. Nasłuchałam się tyle dobrego o tej książce, że ciężko było mi uwierzyć, czytając ją, że czytam to samo, co inni. Pierwsze sto stron to była katorga, potem było już lepiej i to o wiele lepiej, ale nie widzę w piórze Brontë niczego niezwykłego. Ot, zwykły styl pisania, jakich wiele na tym świecie.

   Wiem, że to, co napisałam w poprzednich akapitach może wydawać się bardzo, ale to bardzo negatywne, ale o dziwo i tak ta książka raczej mi się podobała. Niestety nie mogę z czystym sercem Wam jej polecić, więc sami zdecydujcie, czy to Wasze klimaty. Jak tak, to śmiało czytajcie, raczej się nie zawiedziecie, ale jeśli nie... to poczekajcie jeszcze parę miesięcy i może wtedy?

★★★☆☆

 ~*~
Żona podróżnika w czasie, Audrey Niffenegger; Świat Książki, 2007

   Chociaż o Żonie podróżnika w czasie nie słyszałam aż tak wiele, w sumie nawet nie pamiętam, czy kiedykolwiek coś o tym słyszałam, poza tym, że istnieje taka książka. Jednak, jak się domyślacie, skoro to krótkie podsumowanie książek do Rory Gilmore, przeczytałam ją właśnie ze względu na to, że znajduje się na tej liście i wiecie co? Wcale tego nie żałuję, raczej jestem zawiedziona sobą, że tak późno ją przeczytałam! 

   Historia opowiada losy Clare i Henry'ego, który poznają się w momencie, gdy Clare ma 6 lat, a on 36 lat, jednak między nimi jest tylko 8 lat różnicy. Niemożliwe? A jednak! Wszystko za sprawą tego, że Henry ma geny pozwalające mu podróżować w czasie, raczej jest niemożliwe, by z własnych chęci znalazł się w konkretnym okresie czasu, to po prostu się dzieje, a on nie ma na to większego wpływu. Cała ta książka oparta jest o to, jak nasi bohaterowie dążą do miłości, jaki wpływ na ich życie ma to, że spotykają się raczej rzadko i tylko na chwilę, bo Henry zniknie za jakiś czas, by przenieść się do jego teraźniejszości. 

   Żona podróżnika w czasie to piękna historia o miłości, przeznaczeniu, pokonywaniu przeciwności losu. Wydawać by się mogło, że jest głupia, romantyczna powieść, jak każda inna, a właśnie nie. Dzięki temu nieco fantastycznemu wątkowi nabiera niesamowitego uroku i interesuje czytelnika bardziej, niż gdyby była zwykłym romansem. 

   Losy Henry'ego i Clare nie pozostają nam obojętne, angażujemy się emocjonalnie w ich życie i to, co czeka ich za rogiem. Jestem pod ogromnym wrażeniem, jestem oczarowana po prostu tymi postaciami i tą, na pozór, błahą historią. Polecam Wam serdecznie! Jeszcze macie okazję przeczytać ją w te chłodne wieczory jesienne, na które jest po prostu idealna! No i nie martwcie się, jeśli nie macie czasu na czytanie, bo tę powieść pochłania się w tempie błyskawicznym!

★★★★★

~*~
Proces, Franz Kafka; Kolekcja Gazety Wyborczej/Mediasat Poland, 2004

   Proces Kafki jest na mojej liście do przeczytania już od bardzo długiego czasu, ale jako że w szkole nie była to moja lektura, to przeczytałam go dopiero teraz. Czy było warto? I to jeszcze jak! Teraz żałuję, że gdy usłyszałam od znajomych z profilu o rozszerzonym polskim, że to super książka, to wtedy jej nie przeczytałam, ale jak mawiają: lepiej późno, niż wcale. 

   W Procesie poznajemy Józefa K., do którego przychodzą urzędnicy sądowi i mówią mu, że został oskarżony i będzie musiał stawić się w sądzie, jednakże na pytanie: o co został oskarżony nikt tak naprawdę nie jest w stanie mu udzielić odpowiedzi. Przez te prawie dwieście stron obserwujemy poczynania głównego bohatera i jego usilne próby dowiedzenia się, dlaczego musi szukać adwokata i stawiać się na sądowych rozprawach.

   Jest to niezwykle złożona, surrealistyczna, wręcz absurdalna powieść o wielu wątkach, których można się doszukać, gdy zna się nieco historii, ale nawet jeśli nie, to od razu na pierwszy plan wychodzi właśnie podział władzy, który w tamtym okresie był tak absurdalny, że nawet wykonawcy niektórych rzeczy (tu: urzędnicy, którzy przyszli powiadomić Józefa K. o jego oskarżeniu) nie posiadają informacji o tym dlaczego. Poza tym można się doszukać jeszcze kilku ciekawych kwestii, ale to już pozostawiam Wam, coby nie zdradzać za dużo i nie odbierać Wam radości z poznania tego dzieła.

   Czyta się szybko i przyjemnie, bardzo często również z uśmiechem niedowierzania na twarzy, ale i jakiegoś dogłębnego przerażenia, gdyż wiele aspektów tej opowieści albo było, albo jest w naszym życiu i społeczeństwie. Niesamowicie napisana i bardzo szybko się czytająca, idealna na jesienne wieczory lub poranne podróże autobusem do szkoły czy na uczelnię. Polecam!

★★★★☆

~*~

OD AUTORKI: Także na dzisiaj to by było tyle, dajcie znać w komentarzach, czy nie macie dość postów z tej serii, chociaż obawiam się, że nawet jeśli tak jest, to nic na to nie poradzę, bo jestem oczarowana większością książek z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore, więc jesteście po prostu na mnie skazani. // A jeśli bierzecie udział w tym wyzwaniu, to koniecznie dajcie znać, co Wy ostatnio z niego przeczytaliście i co macie w planach, bo w moim przypadku są to dwie książki: Dziwny przypadek psa nocną porą Marka Haddona oraz Sprzysiężenie osłów Johna Kennedy'ego Toole'a, które pozwolą mi zrealizować 5/5 mini wyzwanie jesienne w Klubie Czytelniczym Rory na GoodReads.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka