Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 1 października 2016

milk and honey // rupi kaur

milk and honey, Rupi Kaur; Andrews McMee, 2015

"The book is divided into four chapters, and each chapter serves a different purpose. Deals with a different pain. Heals a different heartache. milk and honey takes readers through a journey of the most bitter moments in life and finds sweetness in them because there is sweetness everywhere if you are just willing to look."
- goodreads.com
   Nie wiem czy wiecie, ja do poezji podchodzę sceptycznie. Mam już tak, że gdy tylko słyszę w głowie słowo wiersz zapala mi się czerwona lampka, która mnie ostrzega, że coś będzie nie tak, że coś źle zinterpretuję. I chyba w tym leży problem większości uczniów, który nie cierpią poezji i katorgą jest dla nich omawianie wierszy w szkole. Natomiast od pewnego czasu staram się do wierszy podchodzić inaczej. Z założeniem, że po przeczytaniu go, będę mieć coś do powiedzenia i ze świadomością, przede wszystkim z nią, że nie będzie to złe. Wydaje mi się, że żyjemy w takich czasach, gdzie mało kto zwraca uwagę na to, co myślał sobie autor, który pisał wiersz, załóżmy te sto lat temu. Tak naprawdę pewnie nie myślał nic konkretnego. Dlatego uważam, że jeśli jest w danym wierszu coś, co ma mnie albo poruszyć, albo zmusić do jakichś refleksji, które wychodzą poza moją osobę (mam na myśli aspekty historyczno-polityczne, jakich zwykle trzeba się doszukiwać w twórczości) to wtedy i tak to poczuję i zrozumiem. Natomiast jeśli wiersz nie posiada tego drugiego dna, jak to pozwolę sobie określić, to nie powinnam kłopotać się interpretacją polonistów. No, po tym przydługim wstępie chce Was zaprosić na moją krótką (albo długą, zobaczymy) odnośnie tomiku wierszy Rupi Kaur pod tytułem milk and honey. 

   Autorką tych wierszy jest niewiele ode mnie starsza, bo tylko 4 lata, dziewczyna pochodząca z Indii i to, co można wywnioskować po tych wierszach to fakt, że nie miała ani łatwego dzieciństwa, ani generalnie życia. Jednak powiem Wam, że mimo że tematy, jakich się w głównej mierze podejmuje w swoich wierszach nie każą nam się nad nią użalać, ona tego jakby nie oczekuje, a wręcz przeciwnie, odbieram to nawet jako taki zakaz może? Z tego, jak ja interpretuje to wszystko, chodziło o to, żebyśmy mogli się z niektórymi sytuacjami utożsamić. Nie chodziło tu również o pokazanie tego, kto ma gorzej, a kto lepiej. Raczej, a nawet na pewno, chodzi przede wszystkim o prawdziwość tych wierszy. I to jest chyba właśnie najpiękniejsze. Nie są one ani jakoś rozdmuchane, ani nie wiadomo jak poetyckie, wbrew pozorom. Łatwe w odbiorze (nawet w języku angielskim) pokazują nam prawdziwe oblicze życia. 
   Cały tomik podzielony jest na cztery części: the hurting, the loving, the breaking i the healing. I jeśli ktoś czytał moją recenzję This Modern Love, to może się domyślić, która była moją ulubioną. Tak, zgadliście, to nie jest żadna tajemnica: the breaking. Chociaż cała książka, bo tak będę ją nazywać, jest mi o wiele łatwiej, jest piękna i prawdziwa, to jakoś dopiero w tej trzeciej części odczuwałam ogromną potrzebę zaznaczenia ulubionych fragmentów i wierszy. Nie bez powodu, w moim odczuciu oczywiście, jest ona również najgrubszą częścią ze wszystkich czterech.

   Autorka ma naprawdę niesamowity dar przelewania emocji na papier i chociaż nie pisze o niczym odkrywczym, tylko o prawdziwych rzeczach, jakie mogą spotkać (i spotykają) nas każdego dnia, to jest w tym coś magicznego, niesamowitego i pięknego. Jak powiedziała Weronika z bloga Bookocholic, że nie będąc nigdy zakochaną, jest w stanie wyobrazić sobie to uczucie właśnie dzięki wierszom Rupi Kaur i to jest prawda. To jest jednocześnie tak nieprawdopodobne i niesamowite, a jednak realne, że nie można się temu nadziwić, serio.

   Dodatkowo możemy znaleźć przepiękne ilustracje, a raczej szybkie i proste szkice obrazujące wiersze. Nie każdy ma swój wizualny odpowiednik i nie wszystkie obrazki są niesamowite, ale mają w sobie coś, co zatrzymuje czytelnika na chwilę, nawet gdy wierszyk ma tylko dwie linijki. Długo zastanawiałam się nad tym, co mają w sobie te szkice i jeszcze nie znalazłam odpowiedzi na te pytanie, ale w sumie nie jest to aż takie ważne.

   milk and honey to przepiękna publikacja, którą warto mieć na swojej półce. Do przeczytania albo na jeden wieczór albo do czytania wybiórczo, w zależności od nastroju i aktualnej sytuacji życiowej. Bardzo prawdziwe, piękne i wzruszające krótkie (albo i trochę dłuższe) historie na pewno zaciekawią niejednego czytelnika, a dodatkowo nacieszą oko. Cieszę się, że kupiłam sobie tę książeczkę, chociaż jest taka niepozorna, to kryje w sobie naprawdę wiele. Polecam z całego serca.
Ciekawostka: Rupi Kaur, podobnie jak Nora Sakavic, początkowo wydała swoją książkę zupełnie niezależnie i w formie ebooka, w 2014 roku.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka