Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 13 kwietnia 2016

Egzemplarz recenzencki - brać czy nie brać?

Egzemplarz recenzencki - książka otrzymana za darmo od wydawnictwa, którą należy zrecenzować w odpowiednim terminie, bardzo często trafia do czytelnika/blogera jeszcze przed premierą.
 

   Pamiętam jak zakładałam swojego bloga te cztery lata temu i nie miałam bladego pojęcia, że istnieje coś takiego jak egzemplarze recenzenckie. Żyłam swoim spokojnym, książkowym życiem i nie absorbowałam swoich myśli darmowymi książkami, no bo i po co? Rok później chyba dostałam swój pierwszy egzemplarz recenzencki i było fajnie, ale bez przesady, nie jest to jak trafienie szóstki w totka, chociaż marzyło mi się otrzymywanie tyle powieści, ile większość blogerów. Jednak czy jest sens brać te wszystkie książki? A kiedy przeczytamy własne? Wiadomo, miło jest otrzymać propozycję współpracy z jakimś wydawnictwem, jednak jestem zdania, że nie każdą ofertę należy przyjmować. Po co męczyć się z poradnikami, jak ktoś ich nie lubi? Na jakie licho brać powieść historyczną, kiedy ktoś głęboko gdzieś ma to, co wydarzyło się jakiś czas temu? Żyjemy w takim, a nie innym społeczeństwie, nastawionym głównie na posiadanie, ale przecież jaki sens ma chomikowanie słabych książek, których nie chcemy? Czy ludzie naprawdę teraz chcą zaimponować innym tym, że dostali od wydawnictwa jakąś książkę? Kogo obchodzi jaką, najważniejsze, że jest! 

   Nie rozumiem fenomenu publikowania trzytonowych stosików i pod każdą pozycją pisania: egzemplarz recenzencki od wydawnictwa takiego a takiego. Przecież widząc trzydzieści powieści otrzymywanych co miesiąc nikt nie nabierze się na to, że je wszystkie przeczyta dana osoba. Wiadomo, idzie się dogadać z przemiłymi osobami pracującymi w wydawnictwach, ale wątpię, by komuś uśmiechało się oczekiwanie na recenzję pół roku.

   Zawsze się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak, czy o co chodzi, ale mając trzydzieści pozycji do zrecenzowania to dla mnie przykry obowiązek, a nie radość z lektury. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie tyle brał, bo wie, że się z tym nie wyrobi, a nie ukrywajmy, większość tych pozycji nie jest ciekawa zapewne i mało kto zwróciłby uwagę na niektóre książki w księgarni. Dlaczego więc nie traktować egzemplarzy recenzenckich tak, jakbyśmy sami mieli je kupić, za nie zapłacić? Bo w sumie w pewnym stopniu za nie płacimy - swoją ciężką pracą i poświęconym czasem na przeczytanie i napisanie recenzji.

   Sama czasem biorę recenzenckie, nie ukrywam, ale jak możecie zauważyć biorę je w rozsądnej ilości, a czasem i tak nie wyrabiam się z przeczytaniem w terminie i opublikowaniem posta w odpowiednim czasie. Czemu? Bo jestem człowiekiem i czasem trzy książki to dla mnie za dużo. Dlatego zastanawiam się, jakim cudem rzekomo innym udaje się przeczytać trzydzieści miesięcznie? Ja wiem, są ludzie, którzy czytają szybko, sama do nich należę, ale... no to już jest przesada, przynajmniej moim zdaniem.

   Bierzcie egzemplarze recenzenckie ostrożnie, tylko to, co rzeczywiście chcecie przeczytać, a nie: o to wezmę, to może mi się spodoba. Jasne, fajnie jest dostawać darmowe książki, ale widać, uwierzcie mi, że to widać gołym okiem, kto się nastawia na lekturę, a kto na ilość. Nie będę tutaj nikogo wymieniała, ale to widać, serio. Wasza sprawa, co zrobicie, ale zastanówcie się czasem, czy jest warto brać wszystko jak leci, tylko dlatego żeby pochwalić się nie wiadomo jak wielkim stosikiem na koniec miesiąca. Z umiarem ludzie, z umiarem.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka