Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 31 października 2015

Podsumowanie miesiąca #październik2015



    Hejka naklejka! Kolejny miesiąc dobiegł już końca, a ja znów w to nie mogę uwierzyć. Dwa miesiące zostały do końca 2015, mówię, bo pewnie nie macie w domu kalendarzy, tak, tak, śmieszna jestem, wiem. W październiku w sumie nie działo się nic specjalnego, jeśli o to chodzi, chyba że za coś osobliwego weźmiecie to, że nie nagrywałam aż tak dużo snapów, albo to, że dodałam filmik na jutuba. Tak, tak, wiem, że nie ma ich tam dużo i pewnie w najbliższym czasie więcej się nie pojawi. Cóż, ale zobaczymy, jak to będzie, trzymajcie kciuki. A tymczasem zapraszam Was do przeglądnięcia moich książkowych osiągnięć z października, które są... ekhem, ekhem... marne. Ale lepsze takie, niż żadne, co nie?

CO UDAŁO MI SIĘ PRZECZYTAĆ?

   Cóż, przy poprzednich miesiącach, jakbyśmy się tak cofnęli, no nie wiem, do kwietnia (?!) to październik wypada tak blado, że ja nie mam pytań. Wiem, że to i tak nie jest zły wynik, bo na to całe zamieszanie, jakie spotkało mnie w październiku jest całkiem okej, nawet nieźle bym powiedziała, to i tak wiele osób może być zszokowanych ilością przeczytanych przeze mnie książek. W dodatku liczba ta z każdym kolejnym miesiącem prawdopodobnie będzie się zmniejszać, ale już trudno. Mam nieco inne priorytety, niż 20 przeczytanych książek w miesiącu, bywa. Ale może wreszcie podzielę się z Wami tym, co rzeczywiście przeczytałam, a nie tu gadam Bóg jeden wie o czym.


 Byłam tu Gayle Forman -> 327 stron; 2,4 cm   ★★★★★☆☆☆☆☆
Origin Jennifer L. Armentrout -> 455 stron; 3,4 cm ★★★★★☆☆☆☆☆
Jacy jesteśmy. Nasza oficjalna autobiografia One Direction -> 352 strony; 3,2 cm ★★★★★★★★☆☆
Światło, którego nie widać Anthony Doerr -> 636 stron; 4 cm ★★★★★★★★★★★
Ania z Szumiących Topoli L.M. Montgomery -> 200 stron; 1,3 cm ★★★★★★★☆☆☆
Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Miecz lata Rick Riordan -> 519 stron; 3,7 cm ★★★★★★★★★☆

   W tym miesiącu udało mi się zacząć jeszcze 3 książki, których niestety (lub stety) nie skończyłam, dlatego zamierzam dokończyć je w listopadzie. POPRAWKA: 1D już skończyłam!

Siła marzeń. Życie w One Direction -> 288 stron; 2,1 cm
Pięćdziesiąt twarzy Grey'a E.L. James -> 185 stron
Anna i pocałunek w Paryżu Stephanie Perkins -> 8 stron

Przeczytanych książek: 7
Przeczytanych stron: 2970
Przeczytanych stron dziennie: 95
Suma grzbietów: 20,1 cm
Najlepsza książka: Światło, którego nie widać | Magnus Chase i bogowie Asgardu. Miecz lata
Najgorsza książka: Byłam tu | Pięćdziesiąt twarzy Greya (nie skończyłam, ale już wiem, że taka będzie)

CO PLANUJĘ NA LISTOPAD?


    Jak pewnie wszyscy z Was wiedzą (albo i nie) od dłuższego czasu interesuję się architekturą i planowałam w tym roku wybrać się na studia, właśnie na architekturę, ale jako że na moje niedostanie się złożyły się różne czynniki, postanowiłam spróbować w 2016 roku, a do tego czasu zamierzam zapoznać się z różnymi ciekawymi dziełami, właśnie z tej dziedziny. W tym wypadku (póki co) Zarys historii architektury, który pożyczyłam z mieszkania dziadków. Natomiast Kiedy katedry były białe oraz W stronę architektury pożyczyła dla mnie współlokatorka z BUWu (:*), niestety, ja nie mam możliwości wynoszenia stamtąd książek.

   Te książki pożyczyłam sobie z biblioteki, wszystkie jeszcze w październiku. Miasto 44 i Szare śniegi Syberii miały zostać przeczytane w październiku, ale cóż, nie udało mi się, zatem przechodzą na listopad. A Opowieści niepokojące to kolejna pozycja, którą muszę przeczytać! 

   Piątą porę roku miałam przeczytać jeszcze w październiku, ale cóż, nie wyszło mi. A jako że tę książkę wylosowała dla mnie Mrówa ze słoiczka, to powinnam w końcu ją przeczytać, szczególnie, że następny (lub jeszcze następny) tom jest w wyzwaniu u mnie i muszę w końcu zrealizować tamten punkt. Strefę skażenia dostałam do recenzji od Wydawnictwa SQN i wstyd mi, że jeszcze się za nią nie zabrałam, dlatego jak tylko rozpocznie się listopad, biorę się za nią w pierwszej kolejności! A Gdzie jesteśmy. Nasz zespół, nasza opowieść to moje kolejne MUST READ o 1D! Chyba nie jesteście zbytnio zdziwieni, prawda? Książkę tą kupiłam już bardzo dawno temu, ale nie było okazji jej przeczytać, a kiedy, jak nie teraz, gdy One Direction zaraz robi sobie przerwę? No właśnie!  

CO INNEGO?



Zaczęłam ostatnio tworzyć playlisty na Soundcloudzie, gdzie, swoją drogą, można znaleźć naprawdę ciekawe remixy, o czym pewnie wiecie i już dawno z tego korzystacie. Tutaj zamieszczam Wam jedną z moich ulubionych playlist. Tej akurat słucham podczas rysowania, ale nie tylko, więc słuchajcie, jak macie ochotę.

   Tak więc na dziś to tyle. Zapraszam do dzielenia się w komentarzu tym, co Wy przeczytaliście i jak zapatrujecie się na to, co ja przeczytałam lub chcę przeczytać. Życzę Wam również powodzenia w listopadzie, mam nadzieję, że jakoś żyjecie i dajecie sobie radę w szkole!

piątek, 30 października 2015

Niebo jest wszędzie - Jandy Nelson

Tytuł oryginału: The Sky Is Everywhere
Tytuł polski: Niebo jest wszędzie
Autorka: Jandy Nelson
Data premiery: 8 marca 2011
Wydawca: Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 366
Czas czytania: 8 dni

"Siedemnastoletnia Lennie jest załamana po niespodziewanej śmierci starszej siostry. Jedyną osobą, przy której czuje mniejszy ból, jest chłopak siostry, Toby, który cierpi tak samo jak ona. Są ze sobą coraz częściej, coraz bliżej. Nic nie mogą na to poradzić – ani na potworne wyrzuty sumienia.
Wszystko staje się jeszcze bardziej trudne, gdy w szkole zjawia się nowy chłopak, Joe. A Lennie z przerażeniem odkrywa, że nie może przestać myśleć o jego czarnych oczach i miękkich ustach...

Czy można przeżywać żałobę i myśleć o chłopaku? Rozpaczać i równocześnie być tak szczęśliwą?
A może miłość jest właśnie po to, by nie dać się prześladować temu, co przepadło, i tylko trwać w zachwycie nad tym, co było..."
 - lubimyczytac.pl

   Po przeczytaniu Oddam ci słońce Jandy Nelson postanowiłam sięgnąć po Niebo jest wszędzie tej samej autorki, wychwalane przez Klaudię. Myślicie sobie pewnie, oczywiście ci z Was, którzy czytali Oddam ci słońce, że ta książka jest genialną historia, w której jest coś, co na pewno nas zachwyci. Cóż, ja nieco inaczej określiłabym tę powieść, ale o tym przekonacie się za chwilkę, także zapraszam. 

   Lennie ma siedemnaście lat i jest załamana po stracie swojej siostry bliźniaczki - Bailey. Jest niezdolna do prowadzenia normalnego życia, przestaje brać czynny udział w szkole, w orkiestrze, gdzie gra na klarnecie, po prostu się z tego wszystkiego wycofuje i nic nie sprawia jej radości. Zapisuje swoje myśli na przypadkowych papierkach, kubkach, papierze nutowym, w książkach itp. Jest zdruzgotana tym, że nie Bails nie ma obok niej, czuje się strasznie samotna, do czasu, aż nie zaczyna rozmawiać z Tobym, z chłopakiem, z którym Bailey była nim umarła. Ta relacja przyjmuje w końcu bardzo niespodziewany (i moim zdaniem niesmaczny) obrót, którego oboje się wstydzą. Jednak czy dla Joego, nowego chłopaka w szkole, Lennie urwie kontakt z Tobym i zajmie się wreszcie własnym życiem, niż, tak jak dotąd, odtwarzaniem życia swojej bliźniaczki? Ja już wiem, a Wy?

   Powiem Wam tak, gdybym nie przeczytała wcześniej Oddam ci słońce, Niebo jest wszędzie otrzymałoby ocenę o dwie lub nawet trzy gwiazdy wyższą, a tak, to cóż. Jednak to bardzo dobrze świadczy o autorce, że przez pewien okres czasu się wyrobiła i teraz wydaje coraz lepsze książki. Aczkolwiek nie zmienia to faktu, że teraz Niebo jest wszędzie mi nie przypadło do gustu, a nic z tym już nie zrobię, bo najnowszą książkę Jandy Nelson już przeczytałam i tę po prostu będę oceniała przez pryzmat przeczytania tamtej. Dodam też, że gdybym mogła teraz wybrać, czy najpierw przeczytać Niebo jest wszędzie czy Oddam ci słońce, to i tak nie zmieniłabym swojego wyboru, nawet historia z tej drugiej powieści podoba mi się bardziej i nie jest obrzydliwa, tak jak momentami ta tutaj. 

   Główna bohaterka, czyli siedemnastoletnia Lennie, jak już wspomniałam, była bardzo, ale to bardzo głupia i irytująca. Ja nie mówię, że każdy, kto kogoś stracił zachowuje się racjonalnie i nie ma prawa do popełniania błędów, ale ona zdecydowanie przesadza i nie jest to, w moim mniemaniu, autentyczne zachowanie, jakie można spotkać u nastolatki po takich przejściach. Może nie wiem nic o życiu, ale mi to po prostu nie pasuje do prawdziwej rzeczywistości. Toby i Joe się od siebie różnią i każdy na swój sposób skradł moje serce, jednak to Joe, mimo tego, co postanawia na końcu, jest moim faworytem i zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Nie wiem nawet czemu dokładniej, tak po prostu jest i już. Jednakże Joe na pewno nie znajduje się wysoko na liście moich literackich miłości, bo nie wyróżnia się ponad innymi zupełnie niczym. 

    Ocena tej książki jest dla mnie ciężka, ponieważ wiem, że niesie za sobą piękne przesłanie, które mówi mniej więcej tyle, że po śmierci naszych bliskich dalej istnieje życie i można je wieść naprawdę dobrze, ale żałoba również jest ważna i należy o tych utraconych bliskich pamiętać. Sam wątek Lennie został jednak tak rozdmuchany, ta jej czarna rozpacz, smutek, który wiecznie ujawniała i fakt, że zachowywała się jak pieprzona egoistka względem innych po prostu były nie na miejscu, moim zdaniem, oczywiście i autorka nie powinna decydować się na taki zabieg, bo po prostu on obrzydził mi książkę, zresztą nie tylko ta rzecz, jest jeszcze jedna, ale może ją zachowam dla siebie, bo to byłby delikatny spoiler, choć niektórzy zapewne się domyślają, o co mi chodzi.

   Dla mnie to mogłaby być piękna historia o dorastaniu, o miłości, o silnej więzi między siostrami, które w jakiś sposób zostały rozdzielone i jedna musi zmagać się z ogromną stratą. To mogłaby być niesamowita opowieść o dokonywaniu wyborów, z których konsekwencjami należy się pogodzić, bo inaczej nie da się wieść normalnego życia, mogłaby być o sile przyjaźni między osobami, które utraciły tego samego bliskiego człowieka, jednak nie jest, przynajmniej w moim odczuciu. Pełna niesamowitych cytatów książka jest trochę niezdarnie napisana, główna bohaterka popadła w czarną rozpacz, która niestety, nie pozwala mi jej współczuć, nieważne, jak bardzo bym tego chciała. Po wszystkich wychwalających opiniach spodziewałam się czegoś miliard razy lepszego, a dostałam w sumie takiego średniaka. Cóż, sami zdecydujcie, czy chcecie czytać, czy nie, ale powiem Wam jedno - jeśli czytaliście Oddam ci słońce, pod żadnym pozorem nie bierzcie się za Niebo jest wszędzie, obrzydzicie sobie tylko życie. W innym przypadku, gdy chcecie poznać twórczość Jandy Nelson, sięgnijcie po tę powieść, a potem po Oddam ci słońce, wyjdziecie na tym zdecydowanie lepiej niż ja.

★★★★★★☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:
 Przeczytam tyle, ile mam wzrostu (2,3 cm)

czwartek, 29 października 2015

Seria książkowo-zdjęciowa #październik2015



   Hejka naklejka! Tak, znów będę to pisała, ale nie wiem kiedy ten miesiąc przeleciał... Jakoś październik był bardzo zabieganym miesiącem, powiem Wam, że nawet bardziej niż maj, kiedy były matury, a to stosunkowo dziwne. Ale no nic. Listopad zaraz do nas zawita i jestem ciekawa, czy może czytelniczo i zdjęciowo będzie lepiej, ale tego dowiem się za miesiąc!
































31 zobaczycie książkowe podsumowanie, a teraz dajcie znać, jak Wam generalnie minął październik :)

środa, 28 października 2015

Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? - Bartłomiej Trokowicz


Tytuł: Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?
Autor: Bartłomiej Trokowicz
Data premiery: 19 maja 2015 r.
Wydawca: RW2010
Liczba stron: 147 (PDF)

   "Poznaj Las i jego mieszkańców. Czy lisy śnią o gadających kurach, a wilki o puszystych ogonach? Czy rozplotkowana Wiewiórka ułoży sobie relacje z Wilczycą? Czy Szczurek "nic dobrego" przejdzie na jasną stronę mocy? I w końcu, czy Pan Misio, zawsze pomagający innym, sam zostanie uratowany? W opowieści Pan Misio spotykamy gromadę sympatycznych zwierzaków, uosabiających cechy ludzkie. Pozostają w pamięci na długo i nie sposób się w nimi nie zaprzyjaźnić. Małomówna Niedźwiedzica, rozpolitykowany Bóbr, Kura zdominowana przez Lisa oraz przybyła z miasta Świnka Morska - to tylko niektóre z nich. Poznaj Las i jego mieszkańców. Wzruszająca historia dla małych i dużych czytelników, przyprawiona nietuzinkowym poczuciem humoru. Wspaniałe ilustracje autorstwa Dalii Żmuda-Trzebiatowskiej pięknie uzupełniają tę magiczną, mądrą opowieść."

- od wydawcy

   Byłam zaskoczona, gdy na mailu znalazłam prośbę od autora o recenzję książki. Wcześniej o niej nie słyszałam, ale chętnie wspieram fajne i mądre książki dla dzieci. A ta pozycja zdecydowanie taka jest. Martwiłam się tylko, ile czasu zajmie mi przeczytanie tej książki, ponieważ otrzymałam ją w formie elektronicznej. Jednak moje obawy były bezpodstawne, bo książkę czyta się jednym tchem.

   Styl autora, jak na debiut, jest świetny. Czyta się to bardzo dobrze i jestem pewna, że nawet największy mały przeciwnik czytelnictwa nie będzie się mógł od niej oderwać. Momentami jest bardzo śmiesznie, momentami niepokojąco, ale wszystko jest spójne. Autor miał bardzo fajny pomysł na połączenie polskiej przyrody i fajnej historii. Całość jest dopełniona pięknymi ilustracjami Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej - estetyka tych grafik bardzo przypadła mi do gustu.

   Fabuła jest opisem kilku dni z życia mieszkańców lasu. Mamy Pana Misia, który bezsprzecznie jest królem Lasu. Poznajemy jego przyjaciela Wilka, który niedawno założył rodzinę i stal się alfą stada. Jest Wiewiórka - największa plotkara Lasu. Spotykamy też Szczura, który zalazł za skórę tylu zwierzętom w Lesie, że postanawia z niego wyemigrować. Dla mnie najciekawszą postacią był Lis - mój ulubiony leśny zwierz - który paradoksalnie lituje się nad porwaną Kurą i postanawia ją przyjąć do własnego domu. To oczywiście, nie wszyscy bohaterowie, ale na pewno ci, którzy najdłużej zapadają w pamięć. Czytelnik może dowiedzieć się z tej książki jakie zwierzęta zamieszkują polskie lasy, jak w te lasy ingerują ludzie i vice versa i czy ta ingerencja wychodzi na dobre zwierzętom.

   Sięgnijcie po tę książkę lub dajcie ją swojemu dziecku, bo to naprawdę wartościowa pozycja, która nie tylko zajmie dziecko na jakiś czas, ale też dostarczy mu fajnej rozrywki i ciekawych informacji o pewnych zachowaniach ludzkich. Z niecierpliwością będę czekać na inne utwory Pana Trokowicza, bo drzemie w nim niezwykły potencjał na fantastycznego autora dla dzieci.

★★★★★★★★☆☆

wtorek, 27 października 2015

Biorąc oddech - Rebecca Donovan

Tytuł oryginału: Out of Breath
Tytuł polski: Biorąc oddech
Autorka: Rebecca Donovan
Data premiery: 8 kwietnia 2015
Wydawca: Wydawnictwo Feeria/Feeria Young
Liczba stron: 484
Czas czytania: 1 dzień

"Po trudnych przeżyciach najpierw z dręczącą ją ciotką, a następnie z uzależnioną od alkoholu matką, Emma zupełnie odcięła się od tego, co było. Ale tylko pozornie. Ma nowe życie i nowych znajomych w Kalifornii, a mimo to każdego dnia ścigają ją te same wspomnienia. Broni się przed natrętnymi głosami z przeszłości, również za pomocą tego, czego tak się brzydzi – alkoholu. Tak rozpaczliwie próbuje zapomnieć i ochronić bliskich przed sobą samą…

Co jeszcze ją czeka? Czy nauczy się kochać siebie? Czy wybierze miłość i nadzieję zamiast rozpaczy i mroku? Czy Evanowi uda się ją ocalić? A może zrobi to ktoś inny?

Oto trzeci tom serii Oddechy – ostatnie spotkanie z Emmą i Evanem, ostatnia szansa na to, by wsiąść do kolejki górskiej i wstrzymać oddech aż do ostatniej strony…"
- lubimyczytac.pl 

Trylogia "Oddechy" 
Powód by oddychać | Oddychając z trudem | Biorąc oddech

- Miałaś kiepski dzień, co?
- Kiepskie życie.
 


   Sama się sobie dziwie, że niemal od razu po przeczytaniu Oddychając z trudem zdecydowałam się sięgnąć po Biorąc oddech, ale po prostu nie mogłam wytrzymać tej niepewności i nie miałam innego wyboru, bo wiem, że żadna inna książka by mnie nie usatysfakcjonowała, gdyż ciągle wracałam do losów Emmy i Evana. Powiem szczerze, że zakończenie drugiego tomu dało mi bardzo niewielki ogląd sprawy i nie wiedziałam, czego spodziewać się po trzecim, ostatnim już, nadmienię, tomie. Bałam się go i jednocześnie byłam niezwykle podekscytowana. Jak na tym wyszłam? Nieco się zawiodłam i jest mi smutno, że to już koniec, ale jednak i tak cieszę się, że udało mi się w końcu przeczytać. Zapraszam do dalszej części recenzji, jeśli jesteście ciekawi, co takiego mnie urzekło, a co zawiodło w Biorąc oddech. 

   Emma cały czas stara się zwalczyć demony z przeszłości, jednak w dalszym ciągu jest jej ciężko pogodzić się z tym, co widziała, co ją spotkało i z tym, co uczyniła. Nie mogę dać sobie rady, wróciła do swojego życia sprzed Evana - bycia ciągle zajętą, uczęszczania na różne zajęcia dodatkowe na Uniwersytecie Stanforda i do siedzenia w domu, gdy tylko inni wychodzą na imprezy w weekendy. Dziewczyna jest cieniem radosnej siebie, kiedy miała Evana. Jest zdruzgotana, jednak nie daje nic po sobie poznać. Sara, która aktualnie znajduje się we Francji na wymianie studenckiej nie jest już dla Emmy takim oparciem, jakim była kiedyś, jednak dalej troszczy się o swoją przyjaciółkę. Życie obu tych dziewczyn, jednak przede wszystkim Emmy, zmienia się o kolejne sto osiemdziesiąt stopni, gdy dochodzi do pewnego incydentu, którego nikt nie był w stanie przewidzieć. Wtedy nasza główna bohaterka pęka i nic nie jest w stanie już jej uratować. Ale czy aby na pewno?

   Pierwsza połowa tej książki bardzo, ale to bardzo mnie irytowała. W sumie nie było w tym nic złego, jednak Biorąc oddech jest zupełnie inną częścią od swoich poprzedniczek. Ci, co czytali doskonale wiedzą, o co chodzi, ale niestety, nie umiem za bardzo tego wytłumaczyć. Jednak jak przeczytacie, to się zorientujecie, o co tak naprawdę chodzi. Emma nie jest już tą dziewczyną, którą poznaliśmy w Powodzie by oddychać.  Nie jest również tą osobą z Oddychając trudem. To nowa Emma, którą należy zaakceptować, mimo jej tragicznych w skutkach wyborów. Ja nie mogłam przełamać się również do nowego bohatera - Cole'a, który został wprowadzony jako jej wybawca od sennych koszmarów. Typ mnie tak drażnił, że nie macie nawet pojęcia... Nie podobało mi się to, co Rebecca Donovan zrobiła z Emmą, ale wydaje mi się, że nie miała zbytnio wyboru. Po takich przeżyciach ludzie zachowują się dokładnie tak, jak główna bohaterka, jestem tego niemal pewna.

   Gdzieś tak po dwusetnej stronie akcja nabiera tempa, wiele rzeczy się zmienia, a wszyscy wokół, oprócz Cole'a, przestali mnie denerwować. Cieszę się też, że Emma w końcu ma dobre przyjaciółki - Serenę, Meg i Peyton, które nie zadają pytań, a jednak chronią dziewczynę przez złymi rzeczami i ma w nich naprawdę duże oparcie. W dodatku gdzieś tak w połowie książki możemy również poznać narrację Evana, nie jest tego dużo, ale jednak. Cieszę się, że mogłam poznać choć trochę, co temu chłopakowi siedzi w głowie. Dzięki temu zrozumiałam, dlaczego w pewnych sytuacjach zachowywał dystans, albo dlaczego mówił i robił to co mówił i robił. Wprowadzenie tej narracji nie było jednak przemyślane dokładnie i to widać. Szczególnie, gdy autorka skacze tak od Emmy do Evana i na odwrót. Jednak tak czy siak wyszło to zdecydowanie na plus, bo mamy większe pole widzenia i nie jesteśmy zamknięci tylko w osobowości Emmy.

   Co jest pewne to to, że Biorąc oddech zapewni Wam całą gamę emocji. Głównie smutek i wzruszenie, ale są również radosne chwile, którymi czytelnik cieszy się razem z bohaterami. Jestem zadowolona, że autorka nie zrobiła z postaci smętnych i zmęczonych życiem ludzi, bo to byłoby słabe i naciągane. Na pewno nieraz się wzruszycie podczas czytania tej powieści, ja bardzo często miałam łzy w oczach i nie wiedziałam, co bym zrobiła, jakbym była na miejscu Emmy. Ale w sumie... Nie chcę tego sprawdzać. Zdecydowanie jest to dobrze skonstruowana historia pod względem emocji i tak, jak jest napisane na okładce, musicie przygotować się na emocjonalny rollercoaster! Porządna dawka emocji jest tu gwarantowana i nie można przejść obok niej obojętnie

   Biorąc oddech to całkiem dobre zakończenie trylogii, jednak nie idealne, jeśli porównujemy je do pierwszego tomu. Jestem jednak zadowolona całkiem z tego, jak autorka potoczyła losy Emmy i Evana, gdyż wskazuje to, że zna się ona na życiu i wie, że nie zawsze jest kolorowo. Historia tej dwójki to naprawdę ciężka podróż przez przemoc domową, strach przed utratą bliskich i nawiązaniem nowych relacji i więzi. To jednak również wspaniała historia o szukaniu samych siebie, radzeniu sobie z własnymi demonami, o braniu pomocy wtedy, kiedy jej potrzebujemy. Emma jest przykładem zagubionej dziewczyny, która musi wybaczyć sama sobie i na nowo móc kochać innych. Nie mówię, że mam w życiu tak ciężko, jak miała ona, ale jest kilka sytuacji, które mogę odnieść do swojego życia i uważam, że nie byłam nawet w połowie tak silna, jak ona, a przecież spotkało mnie znacznie mniej dramatów niż tę biedulkę. Naprawdę Wam gorąco polecam. Emma nie jest papierowa,a Evan to nie książę na białym koniu, który uratuje ją z każdej opresji. Trzeba się nauczyć, że każdy ma wady, w życiu nie zawsze dzieje się dobrze, a my mamy prawo popełniać błędy. Czasem jednak należy dać szansę na popełnienie ich komuś innemu. Bo nigdy nie będzie mieć prawa do podejmowania decyzji za innych i tego uczy ta historia. Sami się przekonacie, jak przeczytacie.

   Seria Oddechy trafia do szufladki z moimi ulubionymi książkami i jest to zasłużone wyróżnienie. Chociaż poziom od pierwszego tomu nieco spadł, to dalej książki się bardzo dobre jakościowo i miłe w odbiorze, chociaż nie powinnam tak mówić, bo historia w nich opisana jest naprawdę ciężka i trudna do ogarnięcia przez zwykłego człowieka. Na pewno jeszcze nie raz będę wracała do historii Emmy i Evana i smutno mi, że to się już skończyło, bo jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczy się ich życie i czy będą razem, czy też nie... Autorka pozostawia nas w ogromnej niepewności, przez co niezwykle mnie zdenerwowała, ale ważne, że sami możemy dopowiedzieć sobie to, czego tak bardzo pragniemy. Emma i Evan to jedna moich ulubionych książkowych par i póki co na pewno nic tego nie zmieni. Polecam Wam gorąco przeczytać Powód by oddychać, a potem sięgnięcie po kolejne tomy, bo naprawdę warto. 

W życiu doświadczyłam miłości i straty. Utrata rzuciła mi wyzwanie, czyniąc mnie silną, ale to miłość mi pomagała, gdy byłam słaba. Przetrwałam.

★★★★★★★★☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:


niedziela, 25 października 2015

Fangirl - Rainbow Rowell

Tytuł oryginału i polski: Fangirl
Autorka: Rainbow Rowell
Data premiery: 27 lipca 2015
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte/Moondrive
Liczba stron: 457
 Czas czytania: 10 dni

"Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie.
Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne.
Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).

Fangirl to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i o trudnej sztuce dojrzewania. To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one ich całym światem."
- lubimyczytac.pl

    Jestem wyrozumiała. Daję szansę każdej książce, przynajmniej staram się to robić w zakresie moich możliwości, bo wszystkich książek świata na pewno nie przeczytam. Zastrzegałam się, że po twórczość Rainbow Rowell nie sięgnę prędko, ale Klaudia mi tak zachwalała, że fajna, lepsza od Eleonory i Parka, która, krótko mówiąc, wcale mi się nie podobała. No więc się skusiłam i pożyczyłam od niej tę powieść. Ładnie wydana, urocza, ciekawy opis - idealna, by się zdawało, dla takiej osoby jak ja, która kocha świat fikcji, chociaż sama raczej nic nie pisze. Czy właśnie taka okazała się Fangirl? Fajna, przyjemna, urocza... idealna? Cóż, niestety nie, ale zaraz się o tym przekonacie!

   Cath ma osiemnaście lat, a od dwóch pisze fanfiction na podstawie bestsellerowej serii Gemmy T. Leslie o Simonie Snow (jakby ktoś pytał, wzorowanej na Harrym Potterze J.K. Rowling - to jest fajne, tego nie hejtujemy!). Główna bohaterka ma bliźniaczkę, która na czas studiów postanawia odciąć się od swojej siostry i zająć się własnym życiem, zostawiając na pastwę losu ciapowatą i w dodatku aspołeczną dziewczynę. I nagle na jej drodze staje Reagan oraz Levi - współlokatorka i jej chłopak, cóż, przynajmniej tak myśli Cath. Nastolatka musi uwijać się w pocie czoła, nie tylko na zajęciach, na których poznaje Nicka, ale również w internecie, ponieważ chciałaby skończyć Rób swoje, Simonie jeszcze przed premierą ósmej I OSTATNIEJ części z serii. Czy jej się uda? Cóż, ja wiem, a Wy?

   Bohaterowie tej powieści są... cóż, są irytujący, nie oszukujmy się. Ani Cath, ani Wren, ani nawet Levi (o zgrozo!) nie przypadli mi do gustu, chociaż cieszę się, że żadne z nich nie jest idealne i ma swoje za uszami. Niestety jednak ich kreacja wcale mnie nie usatysfakcjonowała, i szczerze powiedziawszy, to nie wiem, czemu wszystkie dziewczyny wzdychają do tego Leviego, no jasne, może i jest przystojny, no jasne, może pracuje w Starbucksie i uśmiecha się do wszystkich w około, ale mnie do siebie nie przekonał i chyba nigdy nie przekona. Nie mogę jednak jeszcze zapomnieć o tacie bliźniaczek, który, no cóż... do końca normalny nie jest i nie chciałabym mieć takiego ojca, ale jak to mówią: rodziny się nie wybiera. Była to jednak postać, która mnie pozytywnie zaskoczyła i cieszę się, że akurat on został przedstawiony tak, a nie inaczej. Jest też kilka innych postaci, które przewijają się prawie cały czas przez karty tej powieści, ale nie są one ani ważne, ani warte uwagi, więc je pominę. 

   Tak jak zakończenie Eleonory i Parka autorce nie wyszło, tak samo było w tym przypadku. Nie chcę mówić, że była to totalna kicha, bo w sumie nie była. Ale... nie wiem. Po prostu zakończenia, jakie serwuje nam Rainbow Rowell mnie nie satysfakcjonują, nie sprawiają, że czuję, aby lektura była warta uwagi i zakończenie to coś, na co powinniśmy czekać podczas ej czytania. Zawiodło mnie i to totalnie, chciałabym, żeby napisała je od nowa, ale cóż ja mogę. No co zrobisz, nic nie zrobisz.

   Fangirl to na pewno nie jest zła książka, skoro wszyscy dookoła ją wychwalają, ale niestety, nie spełniła moich oczekiwań, mimo że nie były one jakieś ogromne (szczerze powiedziawszy to po lekturze Eleonory i Parka znacznie je względem innych powieści Rainbow Rowell obniżyłam). Jest to książka o wielu problemach - wychowywaniu bez matki, rozejściem się dróg dwóch sióstr, w dodatku bliźniaczek, o przyjaźni, pierwszej miłości i trudzie, jaki czeka nas, młodych, na studiach. Jednak ta powieść nie wnosi nic nowego do mojego życia, ja to wszystko już po prostu wiedziałam. I mimo że była to całkiem przyjemna i szybko się czytająca lektura, nie zadowoliła mnie ona bardziej niż E&P i szczerze to mam tak mieszane uczucia, że po inne książki tej autorki po prostu sięgać nie będę. Może już wyrosłam, a może pani Rowell po prostu słabo pisze? Cóż, ile ludzi, tyle opinii. Fangirl jednak nie będę wspominać długo, chociaż pewnie miło, jak mi się nagle coś przypomni, ale nie chcę marnować czasu na słabe książki, bo ostatnio po prostu tylko na takie trafiam.
 
★★★★☆☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 
 Moje recenzje innych książek Rainbow Rowell
Eleonora i Park 

piątek, 23 października 2015

Wynalazek Hugona Cabreta - Brian Selznick

Tytuł: Wynalazek Hugona Cabreta
Tytuł oryginału: The Invention of Hugo Cabret
Autor: Brian Selznick
Data wydania: 2008 r.
Wydawca: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 536

   "Hugo - sierota, zegarmistrz i zlodziej - mieszka w korytarzach ruchliwego paryskiego dworca, gdzie jego przetrwanie zależy od zachowania tajemnicy i anonimowości. kiedy jednak jego losy zazębiają się z życiem dziewczynki uwielbiającej książki oraz zgorzkniałego starca prowadzącego na dworcu sklepik z zabawkami, jego największy sekret zostaje zagrożony.
   Tajemniczy rysunek, cenny notes, skradziony klucz, mechaniczny człowiek i ukryta wiadomość - oto elementy tworzące szkielet tej wzruszającej i fascynującej powieści.

   Na stronach pokrytych oryginalnymi rysunkami, łącząc elementy książki obrazkowej, opowieści graficznej i filmu, Brian Selznick przekracza ramy formy powieściowej."

- od wydawcy

   Będąc w bibliotece z siostrą miałam zamiar tylko oddać książki. Jednak jak na osobę uzależnioną od książek przystało nie mogłam wyjść bez chociaż jednej pozycji. O tej książce nigdy wcześniej nie słyszałam. Zresztą to nawet nie ja ją znalazłam na półce, ale zaintrygowały mnie czarne brzegi kartek oraz to, że książka łączy w sobie powieść graficzną i normalny tekst. Komiksy czyta mi się ciężko, niby obrazki z tekstem, a jednak, ale tu było inaczej, bo te obrazki są jak kadry filmowe.

   Pochłonęłam ją w kilka godzin, bo tekstu jest niewiele. Jak już się pojawia, to jest to napisane w bardzo przyjemny sposób i czyta się to bardzo szybko. Autor miał bardzo fajną koncepcję na napisanie fajnej książki dla dzieci i młodej młodzieży, która łączy w sobie wiedzę na temat filmu, zegarmistrzostwa i umiejętności manualnych. Dodatkowo przekazuje pasję do czytania książek. Czyli to, co tygryski lubią najbardziej. No i inspiracją do powstania tej książki była prawdziwa osoba, która w tej książce występuje.

    Dwunastoletni Hugo, po śmierci rodziców został przygarnięty przez zdziwaczałego wuja, który zabiera chłopca na paryski dworzec pociągowy i tam uczy obowiązków dworcowego zegarmistrza. Społeczeństwo nie ma pojęciu o istnieniu chłopca, dlatego gdy wuj znika, nikt się nie orientuje, ponieważ zegary nadal są nakręcane i chodzą tak, jak powinny. Wszystko idzie w miarę dobrze, do momentu, gdy jedna ze sklepikarek przyłapuje go na kradzieży. Hugo postanawia brać nogi za pas, tylko co zrobić z tajemniczą ludzką machiną, którą otrzymał od ojca? Czy przypadkowo spotkana dziewczynka okaże się jego jedyną przyjaciółką? Czy pan ze sklepu z zabawkami wie coś o mechanizmie, nad którym pracował jego ojciec? I co z tym wszystkim wspólnego ma nieżyjący już twórca filmów? Dajecie się porwać przygodzie, która zaprowadzi Was w niespodziewane alejki sztuki filmowej

   Naprawdę świetna książka, która zachwyci każdego, tego małego, i tego trochę większego czytelnika. Gratka, która zachęci do czytania nawet największego rozbrykanego przeciwnika. Na pewno na chwilę zatrzyma energiczne dziecko i będziecie mieli chwilę spokoju dla siebie.

★★★★★★★★★

środa, 21 października 2015

Co wylądowało w lesie Rendlesham? - Mateusz Kudrański

 Tytuł oryginału (polski): Co wylądowało w lesie Rendlesham?
Autor: Mateusz Kudrański
Data premiery: 19 czerwca 2013
Wydawca: Wydano nakładem autora
Liczba stron: 405
Czas czytania: 5 dni 


Anglia rok 1981.
Dwie rywalizujące ze sobą grupy nastolatków. Czworo Anglików, para Amerykanów, dwóch braci pochodzenia polskiego. Co z takiej mieszanki może powstać?

Uwikłani w nieziemski ciąg wydarzeń, muszą połączyć swoje siły żeby przeżyć jeden bardzo intrygujący i tajemniczy dzień 11 lipca 1981 roku.
Co takiego przydarzyło się owego dnia na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii?
Co takiego widzieli, że na zawsze zmieniło ich życie?
Kogo kocha Maggie?
Kim były istoty, które ich ścigały?
Co z tym wszystkim wspólnego miało wojsko USA?
Ile jedzenia może pomieścić brzuch Piguły?
Jeśli lubisz humor, przygodę, fantastykę oraz nietuzinkową historię miłosną zapraszam do lektury. A dowiesz się co wylądowało w lesie Rendlesham."
- lubimyczytac.pl

   Po tę książkę nigdy bym nie sięgnęła, gdybym nie usłyszała o niej na polskim booktubie, jednak niestety nie jestem w stanie sobie przypomnieć u której z dziewczyn na kanale. Zainteresowałam się bardziej tą książką, jednak okazało się, że jest trudno dostępna, a o tym, żeby znaleźć ją w bibliotece mogę tylko pomarzyć. Znalazłam więc e-booka, który okazał się być strzałem w dziesiątkę i tak oto udało mi się przeczytać tę powieść. Jak wrażenia? Jestem zachwycona, ale o dokładniejsze informacje zapraszam do przeczytania tej recenzji!

   Jest rok 1981. Anglia. Dwie grupy nastolatków, które walczą... no właśnie, o co? Muszą połączyć siły, żeby przeciwstawić się złu, które niespodziewanie na nich spadło. Jaki finał będzie miała historia, w której główną rzeczą jest niesamowity srebrny talerz, który ujrzeli w lesie Rendlesham? Jak potoczą się losy naszych bohaterów, po całej tej akcji, o ile w ogóle przeżyją? Jersey i Ice, a raczej Jerzy i Icek to jedni z głównych bohaterów tej książki, bliźniacy, synowie jednego z członków Amerykańskiej armii, która znajduje się na terenie Wielkiej Brytanii - Franka Kłikowskiego, inaczej Quicka. Boogie i Maggie to ich przyjaciele ze szkoły. Wszystko robią razem. Jest jeszcze BB, Piguła, Red i Andy - brytyjska grupka nastolatków, która za punkt honoru obrała sobie nie lubić amerykańskich nastolatków. Muszą połączyć swoje siły. Czy uda im się zapomnieć o zwadach, jakie stoczyli na boisku podczas meczów? Czy Maggie wreszcie wybierze, kogo tak naprawdę kocha - BB czy Jersey'a? Czy cała reszta da sobie radę z potwornościami, jakie ich czekają? Ja już wiem, a Wy?

   Widać, że autor nie ma jeszcze większego doświadczenia, bo jego styl jest jeszcze taki prosty i zwyczajny, jednak nie przeszkadza to całkowicie w czytaniu. Początkowo może miałam problem z wbiciem się w akcję i przyzwyczajeniem do pióra pana Kudrańskiego, ale potem... Potem jest tylko lepiej i tak szybko mknie się przez kolejne strony, że to aż niesamowite! Jestem naprawdę pod wrażeniem, ponieważ Co wylądowało w lesie Rendlesham? to jego debiut i jest naprawdę wspaniały!

   Drażniło mnie odrobinę to, że bohaterowie są wykreowani bardziej do blogowego opowiadania, niż do pełnowymiarowej książki, a grupki nastolatków (dwie) są niemal identyczne. To mnie irytowało, ale jednak da się to znieść. Osoba, która nie czytała w młodości opowiadań pisanych na blogach, nie będzie miała tego problemu i nie rzuci się jej to aż tak w oczy. Jednak zostając przy postaciach, to powiem Wam, że moją ulubioną jest chyba Jersey. Nie mogłam znieść BB i Piguły, po prostu to najbardziej idiotyczne postacie, ale wiadomo, takie też powinny być. Maggie chwilami była spoko, ale w następnym rozdziale znów zrobiła coś, co mnie niezwykle oburzyło i doprowadziło do białej gorączki. Jednak koniec końców nie było tak źle i cieszę się, że poznałam te postaci. 

   Wyjaśnienie tego, co rzeczywiście wylądowało w tym lesie jest nieprawdopodobne i szokujące! Ja naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu akcji i jestem zdezorientowana i zaskoczona, ale raczej w tym pozytywnym sensie, chociaż cały czas się zastanawiam, czy to rzeczywiście fajne wytłumaczenie. Ale raczej tak, jestem z niego zadowolona, szczególnie, że to nie jest takie przewidywalne, jak by się mogło wydawać. Ale nie zdradzę Wam nic, bo już byście nie mieli frajdy z czytania, a przecież o to chodzi - o zabawę!

   Ta powieść jest napakowana akcją, fantastycznymi stworzeniami, że tak je nazwę oraz odrobiną magii, która czasem rozświetla nasze życia. Bohaterowie muszą zmagać się z niesamowitym darem poznania tego, czego my, zwykli śmiertelnicy, nigdy nie doświadczymy. Muszą jednak poświęcić równie dużo, a czy są do tego zdolni? Pełna przyjaźni, dobroci i nawet troszkę miłości historia jest idealna na deszczowy wieczór, a dla wzmocnienia przerażającego efektu można ją czytać podczas burzy - jest do tego idealna. Dla tych, co lubią się bać i dla tych, co nie lubią - sprawdzi się idealnie, bo to wyważona porcja strachu, chociaż ci bardziej bojaźliwi... niech uważają!

   Podsumowując, Co wylądowało w lesie Rendlesham? to wspaniały debiut autora i mam nadzieję, że pan Mateusz napisze jeszcze coś ciekawego, co mogłabym w przyszłości przeczytać. Ta historia uświadamia nam bardzo wiele ważnych kwestii - to, jak bardzo ważne jest mieć przy sobie bliskich, nauka na własnych błędach to najlepsza nauka i BB doskonale się o tym przekonał. Ukazana jest tu również walka dobra ze złem, wiadomo, co zwyciężyło, ale czarne charaktery również nauczyły się kilku rzeczy. Jak macie dostęp - polecam gorąco, ja się nie zawiodłam i myślę, że Wy też się nie zawiedziecie. To naprawdę ciekawa historia, choć momentami straszna i makabryczna, innymi zadziwiająca oraz wzruszająca. Sami musicie się przekonać, a naprawdę warto, zapewniam Was!
  
★★★★★★★★★☆ 
 
Książka bierze udział w wyzwaniach: 

poniedziałek, 19 października 2015

Liebster Blog Award


Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po przyjęciu LBA należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. Obowiązkiem jest też wklejenie znaku LBA do wpisu.

Zostałyśmy nominowane do kolejnego Liebster Blog Award przez Julkę z Czytelnicka, za co oczywiście serdecznie dziękujemy! 


PYTANIA OD JULKI:
Czy masz jakieś dziwne nawyki dotyczące czytania? 

ALICJA: Sprawdzam ostatnie zdanie/akapit/stronę, nim zacznę czytać książkę, naczytałam się przez to oczywiście już dużo spoilerów, ale oj tam. Zaginam grzbiety (wiem, karygodne!, powiecie, ale to moje książki, nie Wasze). Muszę dobierać zakładkę kolorystycznie pod okładkę akurat czytanej książki.

ASIA:  Zawsze czytanie zaczynam od podziękowań.

Jeśli mogłabyś spotkać jedną postać z wybranej książki, kto by to był? Dlaczego?


ALICJA: Sama nie wiem. Chyba ktoś z Harry'ego Pottera i chyba byłaby to Hermiona. Tak, zdecydowanie. Kiedyś nawet miałyśmy takie same włosy - normalnie przyjaciółki! Mi niestety takie zostały... Ale Hermiona to tak ciekawa i intrygująca postać, że na pewno bym się z nią dogadała!

ASIA: Chciałabym spotkać Tyriona Lannistera z Gry o tron. Uwielbiam jego cięty język i trafne spostrzeżenia.

Czy znasz jakiś film, który według Ciebie jest lepszy od książki? 

ALICJA: Tak. I są to, póki co, dwa filmy - Niezgodna oraz Zbuntowana. Chociaż książki nie są takie złe, to ja jednak zdecydowanie bardziej wolę filmy. Sama nie wiem czemu, w nich Tris mnie nie wkurza (w książkach tak), lubię razem Cztery i Tris (w książce nienawidzę Cztery), w ogóle filmy są jakieś bardziej klimatyczne i fajniejsze.

ASIA: Do tej pory chyba nie trafiłam na ekranizację lepszą niż książka.

Dlaczego akurat ta nazwa bloga? 


ALICJA I ASIA: A dlaczego nie? Skoro siostry i lubimy czytać, to nazwa idealna. Siostry w księgarni nie brzmiałyby tak klimatycznie i w ogóle brzmi to jakoś źle. A biblioteki są fajne.

Jakie miejsce na świecie najbardziej chciałabyś odwiedzić? Dlaczego? 

ALICJA: Jedno z takich miejsc już odwiedziłam, a jest nim Sztokholm, ale zamierzam tam wrócić, bo jest pięknie. W ogóle Szwecja jest piękna. A drugim miejscem jest Kanada (ewentualnie przeżyję USA), żeby zobaczyć prawdziwy mecz lacrosse. Wiem, w Polsce, jak się uprę, też jakiś znajdę. Ale to jednak nie jest to samo.

ASIA: Chciałabym zobaczyć Meksyk i obchody Święta Zmarłych. wprawdzie kuchnia pewnie by mnie zabiła, bo niezbyt dobrze toleruję pikantne potrawy, ale kultura bardzo mnie fascynuje.

 Jaki jest Twój ulubiony cytat? 

ALICJA: Mam dużo cytatów ulubionych i chciałabym powiedzieć, że możecie zajrzeć na lubimyczytać.pl, żeby je zobaczyć, ale to byłoby kłamstwo. Już dawno temu nie aktualizowałam swoich ulubionych cytatów, więc to byłoby bez sensu... Ale wstawię tutaj kilka swoich ulubionych, a co tam.

Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest.
John Green, Papierowe miasta

Nic nigdy nie zdarza się tak, jak to sobie wyobrażamy. [...] Z drugiej strony, jeśli sobie niczego nie wyobrażasz, nigdy nic się nie wydarza.  
John Green, Papierowe miasta

To nie takie proste, gdy rany próbuje wyleczyć ta sama osoba, która je zadała.  
Cecelia Ahern, Love, Rosie

Każdy powinien umierać w czyiś ramionach. 
Cassandra Clare, Miasto Niebiańskiego Ognia

Wszyscy jesteśmy tym, co pamiętamy. Składamy się z nadziei i lęków tych, którzy nas kochają. Póki istnieje miłość i pamięć, nie ma prawdziwej straty. 
Cassandra Clare, Miasto Niebiańskiego Ognia

Nic na świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, co kocha. A jednak ja także się odwracam, sam nie wiedząc dlaczego. 
Albert Camus, Dżuma 

Służymy swobodnie, bowiem swobodnie kochamy,
Mogąc wybierać: kochać lub nie kochać;
I tym stoimy albo upadamy.
 
John Milton, Raj utracony

Things change. And friends leave. And life doesn't stop for anybody. 
Stephen Chbosky, The Perks of Being a Wallflower

Nie można zapełnić pustki tym, co się straciło.
John Green, 19 razy Katherine 

  Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.
John Green, Gwiazd Naszych Wina

Nie masz wpływu na to, że ktoś cię zrani na tym świecie, staruszku, ale masz coś do powiedzenia na temat tego, kim ta osoba będzie. Podoba mi się mój wybór.
John Green, Gwiazd Naszych Wina

Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne.
John Green, Gwiazd Naszych Wina

To byłby dla mnie zaszczyt, gdybyś złamała mi serce.   
John Green, Gwiazd Naszych Wina


ASIA: Nie przywiązuję dużej wagi do cytatów.

 Masz coś co Cię uszczęśliwia? 

ALICJA: Jeśli chodzi o coś, poza czytaniem, to zdecydowanie mam. Pasję do gotowania. Taka prosta rzecz, a jak się już spróbuje, to tak się człowiek cieszy, że nie da się tego porównać z niczym innym. Szczególnie jak się gotuje/piecze dla kogoś - wtedy jest jeszcze sto razy lepiej. No i lubię dawać ludziom prezenty.

ASIA: Dobre jedzenie to coś, co mnie uszczęśliwia. 

 Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie, które pamiętasz? 

ALICJA: Jak rzuciłam w mamę drewnianymi (chyba) koralami. Ale nie wiem, czy to dlatego, że rzeczywiście to pamiętam, czy dlatego, że kiedyś bardzo często oglądałam to na kasecie (tak, mój tata to nagrał, kicha).

ASIA: Najwcześniejsze wspomnienie? Hmm... Chyba jak z siostrą szukałyśmy prezentów świątecznych po domu. Nie pamiętam dokładnie kiedy to było, ale wiem, że siostrą jeszcze wtedy raczkowała.

 Fantastyka, horror, romans czy obyczajówka?

ALICJA: Ciężki wybór. Zdecydowanie najbardziej fantastyka - tam jest wszystko, elementy romansu, jakaś akcja, przygoda i w ogóle. Ale zauważyłam, że niektóre książki fantastyczne mnie zaczęły męczyć i zdecydowanie chętniej sięgam po obyczajówki.

ASIA: Każdego po trochu, chociaż fantastyki najmniej.

Ile pieniędzy dałabyś za spotkanie z ulubionym autorem? Kto to jest? 

ALICJA: Gdzieś już pisałam, że chociaż kocham niektórych autorów, to nie chciałabym się z nimi spotkać, bo to mogłoby zepsuć moje wyobrażenie o tej osobie. Jednak jeśli już miałabym wybrać i zostać zmuszona do pójścia na takie spotkanie to byłby to albo John Green albo Rick Riordan.

ASIA: Wolę czytać książki ulubionych autorów niż się z nimi spotykać. Także to mi musieliby zapłacić. :P

 Wolisz trylogie czy powieści jednotomowe?

ALICJA: Też już gdzieś pisałam i to się często zmienia. Raz to, raz to. Jak mam dość serii/trylogii, to sięgam po powieści jednotomowe i odwrotnie. Jednak uważam, że w trylogii łatwiej zamieścić to, co się planowało, niż w jednym tomie, dlatego tak często pojedyncza książka pozostawia u mnie pewien niedosyt.

ASIA: Zdecydowanie powieści jednotomowe. Zwykle po drugiej części jestem zmęczona i nie mam ochoty kontynuować serii.

Jakiego rodzaju książki lubisz czytać najbardziej?


ALICJA: Młodzieżówki, to raczej nie jest dla was żadne zaskoczenie.

ASIA: Kryminały to mój ulubiony gatunek literacki, ale ostatnio przekonuję się też do innych gatunków.

Kawa czy herbata? 


ALICJA: Kawa! Mogę pić ją bez końca. Co z tego, że po niej mam tyle energii, że nie sposób mi wysiedzieć w miejscu, a moje serce ma ochotę wyskoczyć z piersi.

ASIA: Oczywiście herbata, a jeśli kawa to tylko zbożowa. Niestety mój układ pokarmowy nie toleruje kofeiny zawartej w kawie, a w połączeniu z laktozą z mleka to już totalnie mnie rozwala.

Czytanie książek w ciszy czy w zgiełku? 


ALICJA: Bez różnicy. Mogę czytać w domowym zaciszu, jak i w metrze, gdzie ludzie drą ryje na cały regulator.

ASIA: W ciszy. W zgiełku za bardzo się rozpraszam i czytam to samo zdanie po 10 razy.

Ulubiona część biżuterii? 


ALICJA: Zdecydowanie kolczyki, które noszę cały czas - urocze złote śnieżynki z kryształkami oraz bransoletka z Lilou, która towarzyszy mi już dobre 5 lat, zawieszka jest w kształcie kotka.

ASIA: Kolczyki i złoty zegarek.

Ulubiona piosenka?


ALICJA: Póki co muzyka z Teen Wolfa, nie jedna piosenka. Choć jakbym miała wybrać jedną... Chyba Ghosts - BANNERS, której niestety nie ma na tej plejliście, gdyż sama piosenka jest niedostępna na Spotify.


ASIA: Aktualnie: Empire of the Sun - Celebrate.


Jaka książka najbardziej zapadła ci w pamięć?


ALICJA: Chyba Oddam ci słońce oraz Cień wiatru.

ASIA: Black out Marca Elsberga to jedna z nielicznych ksiażek, która zmroziła mi krew w żyłach.

Ustawiasz książki na półce seriami czy kolorami?


ALICJA: Zdecydowanie seriami. Chociaż kolorami wygląda ładnie, to potem w tym bałaganie nie idzie nic znaleźć.

ASIA: Staram się seriami, ale w praktyce wygląda to tak, że każda książka stoi jak popadnie.

Ile książek miesięcznie zazwyczaj udaje ci się przeczytać?


ALICJA: Zależy od miesiąca. W lipcu udało mi się przeczytać 21 i 1/3 (życiowy rekord), między majem a sierpniem (bez lipca) koło 10-11, ale zwykle, tak jak miałam rok szkolny, to koło 6-7.

ASIA: Bardzo mało. Czytam wolno i nie zawsze udaje mi się znaleźć czas. Jedną albo dwie książki miesięcznie.

Ulubiona potrawa?


ALICJA: Pizza, spaghetti, burger z frytkami.

ASIA: Nie ma nic lepszego niż dobry burger!

Jaki był ostatni film obejrzany przez ciebie?


ALICJA: Zdecydowanie bardziej ostatnio wolę seriale od filmów :D

ASIA: Ostatnio widziałam Dar w reżyserii Joela Edgertona. Smutny film o tym jak plotka może zniszczyć niejedno życie. Film wpędził mnie w straszny dołek emocjonalny.

Po jaki rodzaj książki sięgasz najrzadziej? 


ALICJA: Sama nie wiem, czytam dużo różnych książek. Ale chyba historycznych najmniej.

ASIA: Książki młodzieżowe. Nie ma nic gorszego niż (nie)szczęśliwa miłość i rozterki.

~*~
 
Skończyły nam się pomysły na pytania. I na nominacje. Wybaczcie.

sobota, 17 października 2015

Pretty Little Liars. Uwikłane - Sara Shepard

Tytuł oryginału: Pretty Little Liars. Twisted
Tytuł polski: Pretty Little Liars. Uwikłane
Autorka: Sara Shepard
Data premiery: 15 października 2012
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte/Moondrive
Liczba stron: 328
Czas czytania: 2 dni

"Dziewiąty tom serii Preety Little Liars.

WYDAJE WAM SIĘ, ŻE TO WSZYSTKO, CO WIEM? TO TYLKO WIERZCHOŁEK GÓRY LODOWEJ, A JA DOPIERO SIĘ ROZKRĘCAM...
A.

Po pamiętnych wakacjach na Jamajce Emily, Aria, Spencer i Hanna próbują rozpocząć nowe życie. Niestety przeszłość upomina się o nie w najmniej oczekiwanym momencie,a tajemniczy nadawca SMS-ów znów wkracza do akcji. Czy dziewczyny przyznają w końcu, że w starciu z A. nie mają szans?"
- lubimyczytac.pl

Seria „Pretty Little Liars”
Kłamczuchy | Bez skazy | Doskonałe | Niewiarygodne | Zepsute | Zabójcze | Bez serca | Pożądane | Uwikłane | Bezlitosne | Olśniewające | Rozpalone | Skruszone| Zatrute | Toksyczne | Vicious

   Zauważyłam, że między czytaniem jednego, a drugiego tomu mija bardzo dużo czasu, a ja potem siedzę i się zastanawiam, co się stało. I w sumie to dalej nie wiem. Jednak gdy rozpoczynam czytanie kolejnego tomu, to wszystko znów się wyjaśnia w miarę brnięcia w dalsze rozdziały. Tutaj było tak samo. Sięgnięcie po Uwikłane było w sumie spontaniczne, jak byłam u Klaudii i miałam chwilę wolnego to nie chciałam czytać Dotyku Julii, który ze sobą zabrałam, a na jej stoliczku zauważyłam właśnie 9 tom z serii Pretty Little Liars. Na szczęście, u siebie miałam go na półce również, bo pożyczyłam go od kuzynki. Ale ten wyjazd przyczynił się do szybkiego sięgnięcia i jeszcze szybszego przeczytania kolejnych przygód Kłamczuch. Czy mi się podobały? Zaraz się przekonacie! 

   Tym razem nasze dziewczyny wracają z wakacji, które spędziły na Jamajce. To, co się tam wydarzyło, tam powinno zostać, jednak nawet gdy Kłamczuchy chciały zapomnieć o tym wszystkim po powrocie do Rosewood, to może wyjść na jaw. Domyślacie się zapewne, dlaczego, prawda? Wszystko za sprawą tajemniczego A. Aria, Spencer, Emily i Hannah muszą się mieć na baczności, bo nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś wyciągnie ich brudy pod społeczną lupę. Czy wreszcie uda im się rozwiązać całą masę zagadek, jakie pojawiły się w ich życiu?

   Szczerze powiedziawszy to ten tom nieco mnie zawiódł, choć czytało się go przyjemnie i szybko. Nie jest on tak dobry, jak poprzednie. Sama nie wiem czemu, w sumie to tylko jedna gwiazdka mniej, ale jednak nie podobało mi się to, że autorka tak jakby po kolei ujawniała te wydarzenia z Jamajki, ewidentnie mnie to drażniło.Wiadomo, zrobiła to dla zbudowania napięcia, ale jednak nie za bardzo trafił do mnie ten sposób przekazywania informacji. Niemniej jednak jestem ciekawa tego, co wydarzy się w kolejnych tomach i jak Sara Shepard poprowadzi dalsze śledztwo nad tym wszystkim.

   Przede mną jeszcze 7 tomów, w których może wydarzyć się dosłownie wszystko, a ja i tak jestem ciekawa tego, choć zdecydowanie bardziej jestem fanką serialu, niż wersji papierowej tej historii. Autorka naprawdę nieźle sobie to wszystko wymyśliła, chociaż jej książki nie są jakoś super grube i długie, to seria wydaje się ciągnąć w nieskończoność (to pewnie przez ilość tomów). Wiem, że wiele osób zrezygnowało z czytania, właśnie przez taką dużą ilość, ale te kolejne części są już znacznie bardziej straszne i mające taki niepowtarzalny klimacik. Tutaj jest tego mniej, ale jednak jest.

   Nie wiem, czy Wam polecać tę serię, mimo że ja jestem zachwycona i na pewno w końcu ją skończę. Problem w tym, że jeśli nie czyta się tych książek od razu po sobie, to wiele szczegółów umyka i ta całą konspiracja i te detale, jakie zostały wprowadzone nie są takie efektowne. Niemniej jednak ja lubię wielotomowe serie, choć ostatnio czytam ich aż nadto i tęskno mi do jednotomówek.

   Jestem ciekawa, co Sara Shepard przygotowała dla nas w kolejny, dziesiątym już tomie, czyli w Bezlitosnych, które muszę dorwać w bibliotece. Zbliżamy się już do końca, a ja na pewno tego nie przegapię! Dla przeciwników takich okropnie długich serii polecam serial, choć też ma już te swoje sześć sezonów. Jest to nieco inaczej poprowadzona akcja niż w książce, ale tak czy siak jest to serial warty uwagi. A potem zawsze można sięgnąć po książki!

★★★★★★☆☆☆☆  

Książka bierze udział w wyzwaniach:

Nikogo chyba nie zdziwi, że tę książkę dopasowałam do istnieje serial na jej podstawie, prawda?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka