Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

niedziela, 30 sierpnia 2015

Podsumowanie miesiąca (Sierpniowy WRAP UP + TBR na wrzesień)


SIERPNIOWY WRAP UP


Starter - Lissa Price -> 400 stron; 2,8 cm                                             ★★★★☆☆☆☆☆☆
Mara Dyer: Zemsta - Michelle Hodkin -> 411 stron; 2,5 cm                     ★★★★★★☆☆☆☆
Rywalki - Kiera Cass -> 333 strony; 2,4 cm                                           ★★★★★☆☆☆☆☆
BYŁO HOPELESS, ALE ZREZYGNOWAŁAM Z CZYTANIA
Papierowe miasta - John Green -> 397 stron; 2,9 cm (czytana ponownie) ★★★★★★★★☆☆


Królowa lata - Melissa Marr -> 373 strony; 2,3 cm                                 ★★★★☆☆☆☆☆☆
NIE DAŁAM RADY PRZECZYTAĆ LAWENDOWEGO POKOJU - TO JAKIŚ KOSZMAR
udało mi się przeczytać 96 stron i nie zamierzam czytać więcej
Jeśli zostanę - Gayle Forman -> 248 stron; 1,5 cm                               ★★★★★★☆☆☆☆ 
Jak być szczęśliwym - Lee Crutchley -> 160 stron; 1,3 cm                    ★★★★★★★★☆☆
Oddam ci słońce - Jandy Nelson -> 372 strony; 2,4 cm                         ★★★★★★★★★☆
Kasacja - Remigiusz Mróz -> 496 stron; 3,4 cm                                    ★★★★★★★★★☆


Cień wiatru - Carlos Ruiz Zafón -> 516 stron; 4,6 cm                              ★★★★★★★★★☆
CUDOWNE TU I TERAZ - PRZECZYTANE 46 STRON
FANGIRL - PRZECZYTANE 49 STRON

Przeczytanych książek: 8 w całości + 2/3 Rywalek + fragmenty innych
Przeczytanych stron: 3737
Czytałam średnio 120 stron dziennie.  
Grzbiety przeczytanych książek mają łącznie 24,8 cm.

Najlepsza książka: Kasacja | Oddam ci słońce | Cień wiatru
Najgorsza książka: Starter | Królowa lata |
Największe zaskoczenie: -
Największy zawód: Starter | Mara Dyer: Zemsta | Lawendowy pokój

TBR NA WRZESIEŃ


Wylosowałam kolejne siedem książek na wrzesień. Ale słabo idzie mi realizowanie planów książkowych. Oby teraz wszystko poszło znacznie lepiej. Prawdopodobnie zacznę czytania od Piątej pory roku, która już długi czas stoi na mojej półce. Potem chciałabym zabrać się za Niezbędnik obserwatorów gwiazd oraz Czerwoną królową. Dwie małe książeczki, czyli Kod przeznaczenia i Zespoły napięć przeczytam w mig, mam nadzieję. A na samym końcu wezmę się za Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta oraz, jeśli zdążę, World War Z, którego wcale a wcale nie chce mi się czytać, nawet nie wiem, po jakie licho kupiłam tę książkę.  

CO SIĘ DZIAŁO W SIERPNIU?

Dużo! Uczyłam się, miałam poprawkę, zdałam poprawkę, pojechałam do Klaudii. W międzyczasie założyłam książkowego snapa - alickaczyta - jeśli ktoś jeszcze mnie nie dodał. Obejrzałam wszystkie sezony Teen Wolfa, zakochałam się w tym serialu, planowałam kilka rzeczy, których póki co zdradzać Wam nie zamierzam. Ale wrzesień to będzie na pewno zabiegany miesiąc. Zresztą, przekonacie się już niedługo! I tak, wiem, miałam nagrać o tym filmik, ale... zrezygnowałam. Dowiecie się dlaczego już niebawem.



sobota, 29 sierpnia 2015

Krótka rozprawa na temat... #7 SZKOLNE PRZYJAŹNIE


   Ile razy cieszyliście się, że macie obok siebie wspaniałych ludzi, którzy są gotowi Wam pomóc w każdej chwili? Pewnie niezliczoną ilość razy, tak samo jak ja. A ile razy przyszło Wam do głowy, że to tylko szkolna przyjaźń i jak pójdziecie na studia, to wszystko się zacznie sypać i kontakt z tymi wspaniałymi ludźmi się Wam urwie? Pewnie rzadko, no bo jak to - to przyjaźń na całe życie. Kiedyś ktoś mi podesłał link do jakiegoś PODOBNO potwierdzonego info, że jeśli przyjaźń przetrwa siedem lat, to już jest to przyjaźń na całe życie. Nie wierzę w to i nie wierzę, żeby każda taka relacja mogła przetrwać dosłownie wszystko. Wiadomo, mówi się, że prawdziwa przyjaźń będzie zawsze, a osoba, z którą tworzy się tę wspaniałą więź zawsze będzie przy nas i nam pomoże. Ale to nie jest prawda. I trzeba się z tym pogodzić. 

   Zacznę może od podstawówki - wiadomo, to tam tworzy się pierwsze relacje przyjacielskie. Przez sześć lat miałam pewną przyjaciółkę, właściwie to przez siedem, osiem albo dziewięć, bo znałyśmy się już od przedszkola, a potem razem trafiłyśmy do podstawówki (wiadomo, jak to w mniejszym mieście bywa) w dodatku nasze siostry również chodziły razem do klasy. Potwierdzone info powinno mi zapewnić przyjaźń z tą dziewczyną na całe życie, no bo jak to - więcej niż 7 lat. Cóż, bujdy na resorach. Od podstawówki widziałyśmy się raz - na osiemnastych urodzinach mojej innej przyjaciółki, z którą zaczęłam się przyjaźnić w trzeciej klasie podstawówki. Później na kilka lat kontakt nam się urwał, w wyniku mojej przeprowadzki, a po trzech latach znów wróciłyśmy do przyjacielskich stosunków. Na trochę. Teraz znów nie rozmawiamy. Tak samo było z innymi moimi przyjaciółmi ze starego miasta - po prostu nasze relacje ochłodziły się wskutek dzielących nas kilometrów, ja zaprzestałam przyjeżdżania w weekendy tam, gdzie wcześniej mieszkałam, a oni byli za młodzi, żeby rodzice samych ich puszczali do Warszawy, logiczne. Teraz z żadną z tych osób nie mam kontaktu, ale to nie znaczy, że to nie byli moi prawdziwi przyjaciele. Następnym przykładem jest moja przyjaciółka z gimnazjum, wprawdzie dalej czasem rozmawiamy, ale już nie tak jak kiedyś. Pięć lat było okej, a potem zaczęły się nasze drogi rozchodzić. Dalej jednak mam nadzieję, że to tylko chwilowy kryzys, że tak powiem. Obie idziemy na studia, obie mamy różnych nowych znajomych, nie dziwię się. Takie rzeczy się zdarzają. Jeszcze inna przyjaciółką, z którą chodziłam najpierw trzy lata do gimnazjum, potem pół roku do liceum (obie zmieniłyśmy zdanie i poszłyśmy w różne strony) - udało nam się utrzymywać kontakt przez okres szkolny, do końca liceum. Teraz? Nie rozmawiamy. Tak po prostu. 

  Widzicie? Nie opisuje Wam tego po to, żeby się chwalić (albo żalić) ilością moich przyjaciół, ale tak naprawdę to z większością nie mam już takiego kontaktu, jaki miałam albo chciałabym mieć. Mam kilka osób, z którymi autentycznie spędzam czas, często rozmawiam i mam nadzieję, że w okresie studiów również tak będzie, ale tak naprawdę to tylko garstka. Nie mogę narzekać, bo moje przyjaciółki są wspaniałe, a ja nie chcę mieć ich tysiąca tylko po to, żeby wymieniać się ubraniami, czy dobierać odpowiedni kolor szminki do stroju na imprezę. 

   Szkolne przyjaźnie były, są i będą. I nie od nas zawsze zależy to, czy je utrzymamy. Wiadomo, jak się będzie chciało to można wszystko. Jednak należy pamiętać, że w niektórych przypadkach albo nie warto walczyć, albo nie ma się po prostu na to wpływu. Jeśli obie strony nie będą działały, to nici z przyjaźni, to chyba rozumiecie. Poza garstką przyjaciół, jakich mam od długiego czasu, mam również nowych znajomych, chociażby Mrówę, którą poznałam ledwie pół roku temu, a teraz jesteśmy takimi przyjaciółkami, niemal siostrami, jakbyśmy znały się od kilkunastu lat. Nieważne, jaki staż ma dana przyjaźń. Za przyjaciela można mieć osobę, którą się zna od kołyski, jak i kompletnie obcą, wziętą z Internetu (przepraszam za brutalność? tego stwierdzenia, ale nic innego nie przyszło mi do głowy). Piję do tego, że każda przyjaźń ma szansę istnieć, ale i każda może się rozwalić, a w szczególności te długie przyjaźnie, zawarte jeszcze w podstawówce i gimnazjum. Z liceum jest trochę inaczej, bo są profile, dzięki którym wybiera się bardzo podobne studia, przez co czasem wyląduje się z całą swoją klasą na jednej uczelni lub, co gorsza (albo na szczęście) na jednym wydziale. 

   Moim zdaniem spędzanie dwudziestu czterech godzin ze swoim przyjacielem czasem jest koniecznie, a czasem męczące. Każdy z nas pewnie miał sytuacje, kiedy nawet najlepsza przyjaciółka nas drażniła. Ja miałam, mam i będę mieć na pewno. Ale cóż, tak już jest, a gdyby tak nie było - znaczy że coś jest źle. Nie chcę Was straszyć, że ludzie, z którymi się przyjaźnicie (większość z Was jest jeszcze w gimnazjum) kiedyś odejdą, ale tak, tak właśnie będzie. I nie zawsze od Was i Waszych chęci zależy, czy zostaną. Po prostu cieszcie się tym, co macie, bądźcie uśmiechnięci, a jeśli jedni odejdą, na ich miejsce przyjdą drudzy, a Wam pozostaną wspaniałe wspomnienia, których nigdy na pewno nie zapomnicie. 

   Ciekawi jesteście, co mnie zainspirowało do napisania tego posta? Jak niektórzy z Was wiedzą, bo obserwują mnie na snapie, oglądam serial Teen Wolf. I powtarzam od początku, że nie za bardzo lubię postać Stilesa, choć wszyscy inni go kochają, jednak rozpoczynając piąty sezon (ci, co oglądali, wiedzą jak się zaczyna) zrozumiałam, że to naprawdę ciepła i kochana postać, która chce utrzymać kontakty ze swoimi przyjaciółmi (rozpoczynają właśnie ostatnią klasę liceum). To on wszystko planuje, żeby poszło tak, jak tego by chciał. Jego ojciec nie utrzymuje żadnych kontaktów z kumplami z liceum, a Stiles nie chce powtarzać jego błędów, szczególnie, że ktoś taki jak Scott to naprawdę skarb. Rozumiem go w 100%, ale czasem nie przewidzimy tego, co się może zdarzyć. I nie mówię tu o krwiożerczych istotach, które nasza wataha musi zwalczyć, mówię tu o ludzkich problemach, sytuacjach, na które człowiek nie ma wpływu. Wiem, że to może idiotyczne, że serial o nastoletnim wilkołaku skłonił mnie do takich refleksji, ale jak widać we wszystkim można znaleźć coś mądrego i inspirującego. Także nieważne, co robicie, wszystko, dosłownie wszystko, może być inspiracją. Do pisania, bycia lepszym człowiekiem, po prostu do życia. 


piątek, 28 sierpnia 2015

Kasacja - Remigiusz Mróz

 Tytuł oryginału (polski): Kasacja
Autor: Remigiusz Mróz
Data premiery: 18 lutego 2015
Wydawca: Czwarta Strona
Liczba stron: 496
Czas czytania: 5 dni

"Manipulacje, intrygi i bezwzględny, ale też fascynujący prawniczy świat…
Syn biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób. Sprawa wydaje się oczywista. Potencjalny winowajca spędza bowiem 10 dni zamknięty w swoim mieszkaniu w towarzystwie ciał zamordowanych osób.
Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, pracująca dla bezwzględnej, warszawskiej korporacji. Nieprzebierająca w środkach prawniczka, która zrobi wszystko, by odnieść zwycięstwo w batalii sądowej. Pomaga jej młody, zafascynowany przełożoną, aplikant Kordian Oryński. Czy jednak wspólnie zdołają doprowadzić sprawę do szczęśliwego finału?
Tymczasem ich klient zdaje się prowadzić własną grę, której reguły zna tylko on sam. Nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą.
Dwoje prawników zostaje wciągniętych w wir manipulacji, który sięga dalej, niż mogliby przypuszczać."
- lubimyczytac.pl

   Mroza wychwalali wszyscy, a najgłośniej i najwierniej Anita. Nie mogłam więc nie sięgnąć po którąś z jego powieści. Nie ukrywam, że wolałabym zacząć od serii Parabellum, choć przyznam szczerze, że teraz sama nie wiem, bo ten kryminał prawniczy (mogę go tak określić?) podobał mi się tak bardzo, że potrzebuję więcej Chyłki i Zordona! Kogo, spytacie, otóż zaraz Wam wszystko wytłumaczę. Potrzebuję tylko chwili by się ogarnąć, siebie i swoją ekscytację, bo Remigiusz Mróz zasługuje na to, a nawet i na więcej. Więc chwalcie go, czytajcie jego książki i chwalcie. Kolejność nie ma znaczenia, bo i tak się zakochacie, mówię Wam.

   Kordian Oryński cudem załapał się do kancelarii Żelazny & McVay jako aplikant, któremu płacą grosze, mimo że jest to renomowane biuro. Mieszka na Placu Wilsona w jakiejś klitce, podróżuje tramwajem, ale na chodzenie na squasha raz w tygodniu i kawy ze Starbucksa go stać, więc nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Wtem na jego drodze staje Joanna Chyłka, jego patronka, seksowna babka, z którą od teraz będzie pracować. A ma naprawdę dużo pracy, w końcu obrona faceta, który siedział 10 dni w mieszkaniu ze zmasakrowanymi trupami to nie lada wyczyn. W dodatku oskarżony ani nie zaprzecza, ani się nie przyznaje. Winny czy niewinny? Zrobił to, czy tego nie zrobił? - takie pytania są w głowach naszych prawników, którzy pracują nad sprawą. Ja już wiem, że Piotr Langer... Ale nie zdradzę Wam tego, nie myślcie sobie. Przeczytajcie i zobaczcie, bo naprawdę warto.

   Muszę przyznać, że dawno nie czytałam już tak dobrego kryminału, który trzymałby mnie w napięciu i od którego nie mogłabym się oderwać. Wprawdzie takie właśnie są książki Monsa Kallentofta, ale dawno już nie miałam okazji ich czytać, ale na pewno to szybko nadrobię. Remigiusz Mróz świetnie się porusza w literackim świecie swoimi postaciami, które stworzył i które wyszły mu naprawdę fantastyczne.

   Kasacja to lektura godna uwagi, nie tylko dla fanów kryminału, ale dla tych, co kryminałów nie lubią - po tej książce na pewno się do nich przekonają. Wartka akcja, wspaniali bohaterowie oraz przede wszystkim: niespodziewane zakończenie - to na pewno znajdziecie w tej powieści, ale mogę Was zapewnić, że to nie wszystko, bo czeka Was jeszcze więcej niespodzianek. Polecam, polecam, polecam! Ja już nie mogę się doczekać kolejnej części z duetem Chyłka-Zordon, bo uwielbiam tę dwójkę, są po prostu genialni!

★★★★★★★★★☆ 

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Piąta fala #2 Bezkresne morze - Rick Yancey

Tytuł oryginału: The Infinite Sea
Tytuł polski: Piąta fala. Bezkresne morze
Autor: Rick Yancey
Data premiery: 8 października 2014
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 411
Czas czytania: 2 dni

"Porywająca kontynuacja Piątej fali!

Ci, którym udało się przeżyć kolejne fale inwazji Obcych, zrozumieli, że by przeżyć w nowej rzeczywistości, nikomu nie można ufać. Konflikt dwóch cywilizacji wkracza na zupełnie inny poziom. Ocaleć może tylko jedna ze stron. Dlaczego bezcieleśni Obcy chcą wymazać z powierzchni Ziemi ostatnie ślady ludzkiej cywilizacji? Jak Cassie i jej przyjaciele zamierzają przetrwać okrutną zimę i czy uda im się znaleźć sposób na pozbycie się najeźdźców?

Jeden z najlepszych cykli science fiction ostatnich lat to pasjonująca opowieść o sile ludzkiego uporu i odwadze mimo wszystko."
- lubimyczytac.pl

Trylogia "Piąta fala" 
Piąta fala | Bezkresne morze | The Last Star*
* informację o tym tytule znalazłam na goodreads.com i książka prawdopodobnie wyjdzie 17 maja 2016 roku

    Nie pamiętam już, kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, ale wiem, że po pierwszej przeczytanej recenzji nie chciałam po nią sięgnąć. Po fantastycznej Piątej fali Bezkresne morze miało być znacznie słabsze, a ja nie chciałam psuć sobie opinii o tej serii i tym autorze. Jednak w końcu się przełamałam i pożyczyłam z biblioteki. W końcu sama muszę się przekonać, czy warto kontynuować tę serię, czy też nie. Zaraz się przekonacie, jakie jest moje zdanie na ten temat. Zapraszam!

    Akcja Bezkresnego morza dzieje się chyba mniej więcej w tym momencie, w którym kończy się pierwszy tom (tak mi się wydaje), ale nie jestem pewna. W każdym razie, to co pamiętałam, dawało mi bardzo mało informacji, jedynie tyle, by wreszcie po trzydziestu czy czterdziestu stronach wkręcić się w tę książkę i wszystko sobie przypomnieć. Ale czekajcie, bo odbiegam od tematu... Cassie, Ben, Sam, Filiżanka, Dumbo, Pączek i Ringer siedzą w hotelu, zamarzają z powodu nadchodzącej mroźnej zimy i czekają na swój rychły koniec. Jednak pewne wydarzenia sprawiają pojawienie się pewnego tajemniczego mężczyzny (wszyscy, którzy czytali pewnie wiedzą kogo mam na myśli) zaburza ich niemal spokojny żywot, jednak zanim to nastąpi poznajemy jego losy, to, co się z nim działo wcześniej. Zaraz po tych wydarzeniach poznajemy jeszcze masę innych osób, no dobra, nie jest ich tak dużo, ale jednak. Nie zdradzę Wam więcej, bo może są osoby, które nie czytały nawet pierwszego tomu, więc to byłoby ryzykowne, dlatego sami musicie się przekonać, co będzie dalej! 

   Bezkresne morze jest podzielone na 8 części, a w każdej z nich jest inny narrator. Tutaj możemy spotkać najwięcej rozdziałów z Ringer, której nie cierpię i czytanie o niej bardzo mnie męczyło, Cassie - to moja ulubiona bohaterka i chciałabym, żeby autor skupił na niej całą swoją uwagę. Jest również kilka rozdziałów poświęcanych Pączkowi, małemu chłopcu, który od bardzo długiego czasu nie odezwał się ani słowem. Niestety w głównej mierze Rick Yancey skupił się właśnie na Ringer. Nie wiem czemu, ale ta dziewczyna niezmiernie mnie irytuje i nie miałam ochoty o niej czytać, szczególnie, że zachowuje się kretyńsko i wiedziałam, że nic z tego dobrego nie mogło wyniknąć. Nie polubiłam jej i trzymam kciuki, że w trzecim tomie będzie jej zdecydowanie mniej. 

   Jeśli już o zirytowaniu mówimy, to niezwykle irytowała mnie Filiżanka, która łaziła krok w krok za tą całą Ringer i która myślała, że wszystko jej wolno i zachowywała się jak dorosła. Nadmienię, że dziewczyna ma tylko siedem lat. Była jeszcze jedna postać, która przyprawiała mnie o negatywne emocje, ale nie zdradzę Wam kto to i w jakim celu pojawia się w tej książce, bo to byłby już chyba karygodny spoiler.

   To, co irytowało mnie może nieco mniej, niż niektórzy bohaterowie to to, że chwilami nie mogłam się w tej książce odnaleźć. Było sporo retrospekcji, które nijak oddzielone od reszty, mieszały mi się w jedną całość przez co gubiłam wątek i musiałam na nowo czytać niektóre fragmenty. Zresztą tak samo było pod koniec, na jakichś ostatnich trzydziestu czy czterdziestu stronach był istny chaos i nie wiedziałam, co ja w ogóle czytam, czy to była prawda, czy też nie. No ale trudno, nie można mieć wszystkiego czysto i klarownie napisanego, bo to nie o to chodzi. 

   Ciekawą rzeczą, która występuje w tej książce jest to, że wiele razy na jej stronach pada bezkresne morze jednak morze jako takie nigdy nie występuje. Wydaje mi się to bardzo fajne i inne, niż to wszystko, co zawsze spotykaliśmy, bo w sumie tytuł można wyjaśnić, jednak trzeba naprawdę zwracać uwagę na małe szczegóły. To zdecydowanie na plus, bo lubię książki, przy których mogę sama wywnioskować, dlaczego tytuł został nadany taki, a nie inny. 

   Podczas czytania Bezkresnego morza często miałam tak, że gdy już kładłam się spać, bo była bardzo, ale to bardzo zmęczona, to po odłożeniu książki i zgaszeniu światła, znów wstałam, zapalałam lampkę i sięgałam po książkę, bo tak bardzo mnie wciągnęła! Rzadko kiedy tak mam, że nawet mimo zmęczenia jestem w stanie czytać dalej, ale tutaj po prostu nie mogłam się oderwać od tej historii! To takie wspaniałe uczucie, gdy się czyta coś naprawdę fantastycznego.

    Podsumowując, Bezkresne morze wciąga, pochłania i nie puszcza aż do ostatnich stron, mimo kilku niewypałów, zwanych bohaterami, ale to naprawdę może zejść na drugi plan. Książkę tę czyta się szybko, nie ma siły, która mogłaby nas od niej oderwać, wzbudza wiele mieszanych emocji, ale to bardzo dobrze. Nie żałuję, że po nią sięgnęłam, a wiem, że o mały włos bym jej nie przeczytała, ze względu na dużo negatywnych opinii, które miałam okazję czytać. Jednak ja należę do osób, których Piąta fala pochłonęła bez reszty i z niecierpliwością czekam na finałowy tom tej serii.

★★★★★★★★☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Jako że większość recenzji, jakich czytałam o tej książce, były dość negatywne, postanowiłam dopasować ją do kategorii ma złe recenzje. Chyba pasuje.  

środa, 26 sierpnia 2015

Location Book TAG


Tagów w blogosferze jest bez liku. Jednak tym razem dostałyśmy nominację od Julii  Liszewskiej z bloga Bujając się w obłokach, która sama stworzyła swój unikalny tag - Location Book TAG. Dziękujemy bardzo za nominację :*

Wieś - książka, przy której strasznie się nudziłeś

ALICJA: Tę książkę wyłowiłam z odmętów naszego bloga, a mianowicie mówię o Crysis: Eskalacji Gavina Smitha, która była tak nudna i tak beznadziejna, że ja nie wiem, po co takie książki w ogóle się wydaje...

ASIA: Zdecydowanie Wszystkie drogi prowadzą do Mekki! W całym swoim życiu nie czytałam takiej książki, która co 5 minut powodowałaby u mnie napady senności. Udało mi się ją zmęczyć, ale już nigdy do niej nie wrócę!

Las - spokojna lub cicha książka, bez żadnych porywczych akcji

ALICJA: Jakoś nic mi nie przychodzi do głowy... Chociaż no nie wiem... Może Krzywe 10? W tej książce dzieje się dużo różnych rzeczy, ale jest to zwykła obyczajówka, gdzie bohaterami są nastolatki na wakacjach, w dodatku akcja dzieje się jakieś 10 lat temu, więc... No, niech będzie ta książka.

ASIA: Piana dni Borisa Viana. Bardzo piękna opowieść o tragicznej miłości w surrealistycznym wydaniu.

Miasto - Bardzo znana książka

ALICJA: Chyba Gwiazd naszych wina. O tej książce (i ekranizacji) słyszeli już wszyscy i nawet jak nie czytali, to na pewno znają.

ASIA: Kto nie zna Gry o Tron?! Nie znam takiej osoby!
Rzeka - książka z rwącą akcją

ALICJA: Zdecydowanie Próba ognia Josephine Angelini, którą miałam okazję przeczytać w maju. Polecam wszystkim fanom pędzącej akcji i wielu niespodziewanych sytuacji!

ASIA: Wydaje mi się, że pasuje tutaj Grillbar Galaktyka Mai Lidii Kossakowskiej. Jest tam i intryga, ucieczka, poszukiwania i walka o przetrwanie. Emocji na pewno tam nie brakuje.


Sklep - książka z dużą ilością bohaterów

ALICJA: Wydaje mi się, że tutaj pasuje Osobliwy dom Pani Peregrine, chociaż książka niezbyt mi się podobała (ba, wcale) to trzeba przyznać, że jest tam bardzo dużo różnych bohaterów. Według mnie beznadziejnych, no ale co zrobić.

ASIA: Kroniki Żelaznego Druida Kevina Hearne'a obfitują w niezliczoną ilość bohaterów.

Kino - książka ze świetną ekranizacją

ALICJA: Na pewno Gwiazd naszych wina oraz Love, Rosie. To jedne z moich ulubionych ekranizacji książek i na pewno jeszcze nie raz będę te filmy oglądała.

ASIA: Niesamowicie podobała mi się ekranizacja Ojca chrzestnego.


ZOO - książka z udziałem zwierząt

ALICJA: Folwark zwierzęcy. Podobał mi się i na pewno przeczytam inne książki George'a Orwella, ale nie wiem, czy to są idealne pozycje na wakacyjny czas. Nieco przyciężkawe mogą zepsuć magię wakacji.

ASIA: W każdej książce gdzieś tam są zwierzęta. Jednak takiej, gdzie byłyby one bohaterami książki to jeszcze nie zdarzyło się czytać.

Policja - kryminał, który cię zaciekawił

ALICJA: Wszystko zaczęło się od Ofiary w środku zimy. Jeśli tytuł Was nie urzekł, to na pewno treść to zrobi, więc czym prędzej bierzcie się za czytanie!

ASIA: Śnieżka musi umrzeć. Już sam tytuł zaciekawił mnie na tyle, żeby ją kupić. Całe szczęście środkiem też się nie zawiodłam. :)

Cyrk - książka z dziwnymi stworzeniami i magią

ALICJA: Dużo takich czytam, ba, prawie wszystkie. Ale ostatnio dużo magii i dziwnych stworzeń było w Złodziejach snów. Chociaż książka jest troszkę gorsza od pierwszego tomu, to i tak warta uwagi, a ja niedługo zabiorę się za trzecią część, wprawdzie po angielsku, ale jakoś dam sobie radę!

ASIA: Tom Holt w swojej książce Przenośne drzwi sięgnął po postacie iście bajkowe takie jak gobliny, trolle i inne paskudy. Jednak jednak jest ich tam tak dużo - okazuje się, że połowa mieszkańców Londynu to postacie nadnaturalne - że świetnie wpisuje się w tę kategorię.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Oczy wlepione w ekran #11


Oczy wlepione w ekran
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11

   Ostatni filmowy post przyszedł w udziale tylko Asi, dlatego tym razem chciałam, aby zestawienie filmowe było tylko ode mnie. Jednak filmów, które obejrzałam nie było zbyt wiele, więc dwie ostatnie pozycje są od Asi. :)

   W komentarzach tradycyjnie napiszcie, czy coś widzieliście, a może chcecie zobaczyć? Również możecie napisać propozycje filmów, które mogą przypaść mi do gustu.


Szybcy i wściekli | 2001 | Akcja | Vin Diesel, Paul Walker, Jordana Brewster | ★★★★★★★★☆☆

   Przyznam szczerze, że tego typu filmy to nie moje klimaty, ale będąc na wakacjach i oglądając jakiś kanał muzyczny znalazłam piosenkę See you again Wiza Khalify i Charliego Putha, która jest w soundtracku do siódmej części, że postanowiłam, iż obejrzę wszystkie filmy z tej serii. Zaczęłam od pierwszego, tradycyjnie i bardzo mi się spodobał. 

   Film ten opowiada o policjancie, który jest wtyką w gangu organizującym nielegalne wyścigi samochodowe. Wszystko jednak się w końcu zmienia, gdy poznaje on siostrę przywódcy i się w niej zakochuje. Generalnie fabuła chyba jak dla typowego filmu akcji, choć nie jestem pewna. Ale bardzo mi się spodobał ten film, chociaż był nieco przewidywalny. Chętnie będę do niego wracała, bo nawet jak znam zakończenie, to czuję, że oglądanie go po raz kolejny i tak będzie sprawiało mi wiele radości.

Człowiek, który gapił się na kozy | 2009 | Komedia, Szpiegowski | George Clooney, Ewan McGregor, Jeff Bridges | ★★★★★★★☆☆☆

   Oglądałam ten film dosyć dawno i szczerze powiedziawszy to nie zrozumiałam z niego za wiele. W dodatku oglądałam go ze znajomymi na wakacjach, więc też raz to było oglądanie, a raz gadanie i śmianie się. Nie powiem Wam, o czym on dokładnie jest, wiem, kiepska ze mnie recenzentka, ale to chyba całkiem trudno sprecyzować.

   Wiem tyle, że był jakiś facet, który gapił się na kozy, wiem, jestem odkrywcza. Ale dlaczego? Nie powiem Wam, bo się boję, że to spoiler (tak naprawdę nie mam bladego pojęcia). Zdziwicie się pewnie, dlaczego w takim razie oceniłam ten film tak wysoko? Otóż dlatego, że po prostu najzwyczajniej w świecie mi się podobał, ot co. 

W głowie się nie mieści | 2015 | Animacja, Fantasy, Komedia | Amy Poehler, Phyllis Smith, Richard Kind | ★★★★★★★★☆☆

   Nie od dziś wiadomo, że czasem lubię obejrzeć sobie taką animację dla dzieci. Szczególnie jak wybieram się do kina z przyjaciółmi. Tak było w tym przypadku, w dodatku zupełnie spontanicznie. Miłe wyjść, a film był naprawdę fenomenalny.

   Chodzi o to, że każdy z nas ma w głowie centrum sterowania, a w nim kilka lokatorów, czyli emocje - Radość, Smutek, Złość, Strach... Kolekcjonują wspomnienia, fundamenty, które tworzą nasze osobowości. W umyśle pewnej dziewczyny coś zaczyna się psuć. A oni muszą sobie z tym poradzić.

   Naprawdę ciekawie zrobiony, pełen emocji, wzruszający film o tym, że należy ze sobą rozmawiać o tym, co siedzi w naszych głowach i sercach, bo inaczej można stracić naprawdę wiele. Niby taki niepozorny, a można z niego naprawdę dużo wynieść.

The DUFF | 2015 | Komedia | Mae Withman, Robbie Amell, Bella Thorne | ★★★★★★★★☆☆

   Nie spodziewałam się po tym filmie dużo. Ale jednak, mile się zaskoczyłam. Chociaż wiem, że nie jest to nic ambitnego, a książka podobno nie jest związana w żadnym stopniu z filmem, ale co z tego. 

   Okazuje się, że Bianka wcale nie jest taka fajna, jak się jej wydawało, a jej przyjaciółki to dziewczyny, które się z nią przyjaźnią tylko dlatego, żeby wyglądać przy niej lepiej. Cóż ona biedna ma teraz zrobić. Mało ambitne, ale mi się podobało.

  Przyjemny film na odstresowanie, przedmaturalny relaks albo nocowanie z przyjaciółką lub kuzynką. Ja i moja kuzynka nieźle się przy nim ubawiłyśmy i obie go Wam polecamy.


Cela | 2000 | Thriller, Sci-Fi | Jennifer Lopez, Vince Vaughn, Vincent D'Onofrio | ★★★★★★☆☆☆☆

   Obejrzałam go razem z M. Wcześniej nic o tym filmie nie słyszałam, ale krótkie zdanie: "Pani psycholog wchodzi do umysły mordercy, aby znaleźć informację o tym, gdzie jest jego ofiara" sprawiło, że chciałam obejrzeć ten film.

   Początek był naprawdę obiecujący. Środek dość popieprzony, w stylu mocno surrealistycznym, ale końcówka mocno mnie zmęczyła. Pod koniec byłam bardzo znudzona - nie wiem z czego to wynika, bo film jest naprawdę fajnie zrobiony.

   Warto go obejrzeć, nawet jeśli nie lubicie takich tematów, bo ta produkcja ma bardzo dużo z gatunku fantastyki i science fiction.

Dar | 2015 | Thriller | Jason Bateman, Rebecca Hall, Joel Edgerton | ★★★☆☆☆☆☆☆☆

   Poszliśmy z M. do kina totalnie w ciemno. Znaczy ja poszłam totalnie w ciemno. Tuż przed seansem przeczytałam tylko opis. I to był wielki błąd! Film trzyma w napięciu, ale koniec końców jest strasznie smutny. Wpędził mnie w taki dołek emocjonalny, że płakałam przez cały wieczór bez powodu.

   Nie będę Wam szczegółowo opisywała fabuły, ale jest to film o tym jak plotka może zniszczyć niejedno życie i konsekwencji z niej wynikającej. Wszystko to podane zostało w sposób mroczny i mrożący krew w żyłach.

   Myślę, że gdybym wiedziała w jakim stylu to jest, to nie zareagowałabym tak emocjonalnie. Ale sam film nie był zły. Warto go zobaczyć.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

TEEN WOLF BOOK TAG


    Dziś przychodzę do Was z czymś nowym, tak mi się wydaje. Tagi w książkowej blogosferze to chleb powszedni, każdy wie, o co chodzi. Jako że ostatnio mam ogromną fazę na serial Teen Wolf postanowiłam poszukać książkowych tagów z bohaterami w rolach głównych. Znalazłam go na youtubie, po hiszpańsku i postanowiłam go przetłumaczyć, oczywiście z małą pomocą słownika, bo nie znam tego języka aż tak dobrze, jakbym chciała, ale dzięki trzem latom nauki coś tam jednak umiem. Nie jestem jednak w stanie zgodzić się, co do niektórych bohaterów, dopasowanych do, WEDŁUG MNIE, złych kategorii, więc zmieniłam po prostu je tak, jak ja oceniam dane postaci, więc w sumie to tak, jakbym niemal sama ten tag stworzyła XD I tak oto przedstawiam Wam TEEN WOLF BOOK TAG, do którego dodałam kilka postaci, bo nie podobało mi się to, że ich tutaj nie ma. Od razu może zacznę od nominacji, a tak dziś, jakoś od drugiej strony. A więc nominacje lecą do:

Sylwii z bloga i kanału na YT Moje spojrzenie na kulturę 
Ani z kanału na YT Ania z książkowego wzgórza  
Sherry z Feniksa
Zuzi z bloga ...ale zaczytana...
Charlotte Andell z bloga In Bookland
oraz do innych fanów tego serialu, niestety, ale więcej nie ogarniam, kto ten serial ogląda i lubi

Scott McCall, czyli książka, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania

   Zdecydowanie Oddam ci słońce! Chociaż wiedziałam, że to będzie dobra książka, to nie spodziewałam się, że AŻ TAK dobra. Historia tam przedstawiona złamała mi serce, ale jednak bardzo przypadła mi do gustu i uwielbiam ją i jej bohaterów, mimo że nie za bardzo przepadam za Jude. Jednak i tak uważam, że Jandy Nelson odwaliła kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że o Niebo jest wszędzie będę mogła niedługo wypowiedzieć się tak samo pozytywnie, jak o Oddam ci słońce. Sam Scott, mimo iż jest głównym bohaterem, nie należy do moich ulubionych, a w piątym sezonie wręcz go nie rozumiem i mogłabym godzinami krytykować, za to co robi.

Stiles Stilinski, czyli książka (lub bohater), dzięki której czuję się dobrze, mimo że jestem smutna

   Wydaje mi się, że tutaj idealnie pasują Papierowe miasta, bo chociaż książkę uwielbiam, tak samo zresztą jak film, to zawsze jak o niej myślę jest mi jednocześnie przykro i ciepło na sercu. Tak samo mam z postacią Stilesa, którego z początku nie lubiłam, ale jednak w końcu się przekonałam, a potem producenci złamali mi serce, jednak mimo wszystko dalej się jakoś trzymam i czuję ciepło na samą myśl o Stilesie. A jeśli miałabym wybrać bohaterów... to żeby nie spoilerować, po wiem po prostu, że na samą myśl o tych, którzy umarli w serii o Harrym Potterze też się tak czuje.

Allison Argent, czyli bohater/bohaterka, której powierzyłabym własne życie

   Katniss Everdeen. Kto by nie powierzył jej swojego życia? Chyba tylko jakiś głupiec. Na pewno by mnie ocaliła. A jak nie... Cóż. Wydaje mi się, że Augustus Waters, jakby tylko mógł, też na pewno by mnie ochronił, jakby zaszła taka potrzeba. Quentin też był w stanie rzucić wszystko w kąt i ruszyć na poszukiwania Margo. Jemu chyba też bym mogła pozwolić na chronienie mnie, jak tylko by chciał. Co do Allison - nie przepadam za nią, ale mam do niej ogromny sentyment. Uwielbiam ją i Scotta. Jest naprawdę godną podziwu postacią, jej zaciętość i chęć chronienia nie tylko rodziny, ale i przyjaciół... Naprawdę coś wspaniałego.

Lydia Martin, czyli książka, która z pozoru wydaje się być głupiutka, ale jednak niesie za sobą głębsze przesłanie/zmusiła mnie do refleksji

   Twardy orzech do zgryzienia tutaj miałam, mimo że sama wymyśliłam tę kategorię. Ale koniec końców zdecydowałam się na Do wszystkich chłopców, których kochałam. Książka na pierwszy rzut oka niepozorna, zwykła obyczajówka, ot tak. Jednak ja naprawdę ją pokochałam, pod koniec przez cały czas miałam łzy w oczach i ciężko było mi ją czytać, ale mimo że było mi przykro, to i tak ją uwielbiam. W dodatku potem myślałam wiele na różne tematy, o miłości, przyjaźni, rodzinie, drugich szansach... Przeczytajcie, przekonacie się, o czym mówię. Lydia od początku jest jedną z moich ulubionych postaci żeńskich, ale nie przebije Jacksona i bliźniaków. Niezwykle bystra i pomocna dziewczyna, a również wspaniała przyjaciółka, nie tylko dla Allison, ale i dla Scotta.

Derek Hale, czyli bohater, który jest na tyle zdeterminowany, żeby osiągnąć to, co sobie zaplanował, nieważne jakim kosztem

   Na pewno takim bohaterem jest Voldemort z serii o Harrym, co doskonale wszyscy wiedzą. Również Q z Papierowych miast też taki jest, ale on chyba nie byłby gotów zabić każdego, kto mu w tym przeszkodzi. Chociaż kto to wie. Prezydent Snow z Igrzysk śmierci również należy do takich postaci. Co do samego Dereka, to polubiłam go dopiero pod koniec, na początku mnie strasznie drażnił, szczególnie w pierwszym i drugim sezonie, ale teraz jest mi nawet szkoda, że go nie ma (choć podobno ma wrócić!).

Jackson Whittemore, czyli bohater, który udaje kogoś kim nie jest

   W Starterze Lissy Price główna bohaterka udaje kogoś kim nie jest, ale nie mogę chyba więcej zdradzić, bo boję się, że to był spoiler. Również Margo Roth Spiegelman, chociaż ona raczej nie udaje, a po prostu sama nie wie, kim tak naprawdę jest. W trylogii o Wiktorii Biankowskiej, sama Wiktoria udaje żywą, choć tak naprawdę jest martwa. To nie spoiler, jakby ktoś pytał. Co do samego Jacksona... To moja ulubiona postać z Teen wolfa EVER, więc... kocham go, no po prostu go kocham. Żałuję, że jest tylko w dwóch sezonach, ale wiadomo, obsada ciągle się zmienia i cieszę się, że w ogóle był aż tak długo. Jestem pod wrażeniem jego determinacji i tego wszystkiego w ogóle. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę jeszcze czas, żeby odświeżyć sobie pierwsze dwa sezony dla tego bohatera.

Malia Tate, czyli bohater, który czuje się nieswojo w miejscu, w którym się znajduje

  Wydaje mi się, że tutaj pasuje Charlie z The Perks of Being a Wallflower. Ten chłopak naprawdę nie daje sobie rady w życiu i ciężko mu być uczniem w liceum, jednak stara się jak może sobie z tym poradzić. Taka sama jest Malia, jedna z moich ulubionych żeńskich bohaterek w tym serialu. Ale szczerze? Wolę ją zdecydowanie bardziej w krótkich włosach XD

Isaac Lahey, czyli smutna książka, którą uwielbiam

   Gwiazd naszych wina. Zdecydowanie. Ostatni tom Harry'ego Pottera. Prawie jak gwiazda rocka. Bezdomna. Powiem Wam szczerze, że według mnie każda książka jest na swój sposób smutna i dzieją się tam straszne rzeczy. Zależy wszystko od punktu widzenia. Czemu taka kategoria do Isaaca? Ci co oglądali, na pewno wiedzą. Ja chociaż za jego postacią nie za bardzo przepadam, to tak samo mam, jak w przypadku Stilesa - ciepło mi się robi na sercu, jak pomyślę o tej postaci.

Chris Argent, czyli bohater, który jest jednocześnie bardzo silny i zdeterminowany, ale również wrażliwy i czuły

    Mimo że Igrzyska śmierci czytałam dość dawno i nie za bardzo pamiętam to wszystko, to wydaje mi się, że Finnick właśnie taki jest. Uwielbiam Finnicka i podziwiam go. Za wszystko. Chrisa Argenta z początku nie lubiłam. W pierwszych i drugim sezonie po prostu miałam ochotę go udusić. Teraz go rozumiem i współczuje mu, nie wiem, jak ja bym sobie poradziła, gdybym była w jego sytuacji.

John Stilinski, czyli książka, która powinna zostać uznana za lekturę szkolną

   Oddam ci słońce, Papierowe miasta, Gwiazd naszych wina, Prawie jak gwiazda rocka. Daję tutaj książki typowo młodzieżowe, jednak niosące za sobą jakieś głębsze przesłanie, do których można stworzyć wiele ciekawych motywów i symboli, o których można by dyskutować aż do nocy. Na pewno chętniej takie książki byłyby czytane. Nie kwestionuję tego, że lektury trzeba czytać, chodzi mi o to, że większość dzieciaków nic nie czyta, bo szkolne lektury są zbyt ciężkie. A John Stilinski w moich oczach? Cudna postać, fantastyczny człowiek, nieco nieporadny ojciec, któremu jest chyba jeszcze ciężej niż Stilesowi. Uwielbia, uwielbiam, uwielbiam. Choć momentami go nie rozumiem.

Melissa McCall, czyli książka, która otworzyła mi oczy na różne sprawy

   W każdej książce jestem w stanie znaleźć coś, co mnie zmusi do refleksji i pozwoli spojrzeć na coś z zupełnie innej perspektywy, jednak ostatnio były to książki, które już się przez ten tag przetoczyły: Papierowe miasta, Oddam ci słońce. Jednak również Love, Rosie oraz Przekleństwa niewinności. Jednak jak już mówiłam, większość książek powoduje, że zaczynam zastanawiać się nad różnymi rzeczami. Co do Melissy McCall uwielbiam ją jako matkę, ale i lekarza, którym jest z zawodu. To naprawdę wspaniała postać i Scott ma ogromne szczęście, że jest przy nim ktoś taki jak ona.
 
Peter Hale, czyli czarny charakter, który jednocześnie kocham i nienawidzę 

   Snape, chociaż nie wiem, czy to taki do końca czarny charakter. UWAGA, TO MOŻE BYĆ SPOILER! (zmieniłam kolor czcionki na biały, żeby przeczytać, zaznacz fragment myszką) Sebastian z Darów Anioła. Lubię go, nawet bardzo, ale jednocześnie mnie wkurza, że to negatywna postać. A Peter Hale? Jest przystojny. I tyle mi wystarczy. Owszem, drażni mnie. I to nawet bardzo. Więcej niż bardzo. Ale jest przystojny, a ci, którzy twierdzą inaczej - jesteście ślepi :D

 Aiden i Ethan, czyli ulubiona para (grupa) przyjaciół

   Oczywiście nie mogłam do tego punktu dać nic innego, jak tylko grupkę naszych urwisów z serii Harry Potter. Uwielbiam ich, tak samo jak bliźniaków z Teen wolfa, oni wszyscy są wspaniałymi ludźmi, może nieco zagubionymi, ale naprawdę ich wszystkich kocham! 

Alan Deaton, czyli książka, do której wracam kiedy mam czytelniczego kaca

   Dwa słowa. Harry Potter. Tak, tak, pewnie nie jesteście zdziwieni. Większość osób tak ma, że wraca do HP, gdy ma czytelniczego kaca. Na pewno nie jestem jedyna. Co do Deatona - nie za bardzo przepadam za jego postacią, ale jest on bardzo pomocny i wydaje mi się, że jest dla Scotta bardzo dużym oparciem, prawie jak ojciec, którego nie miał przez bardzo długi czas. Cieszę się więc, że jednak jest w serialu taka postać.

Kira Yukimura, czyli książka, którą przeczytałam nie wiedząc o niej kompletnie nic

   Kompletnie nic, to może nie, ale na pewno bardzo niewiele. Mówię tu o trylogii Abbi Glines pod tytułem Rosemary Beach. Za daleko, czyli o O krok za daleko, Spróbujmy jeszcze raz oraz Zacznijmy od nowa. Wiedziałam kilka rzeczy, ale byłam zaskoczona, jak się okazało, że to nie to, czego oczekiwałam. Kirę lubię, ale nie na tyle, by było mi smutno, że jej w przyszłych sezonach nie zobaczę.

Liam Dunbar, czyli książka, która tak mnie oczarowała okładką, że musiałam ją kupić

   Tutaj mogę dopasować dwie książki. Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta oraz Razem będzie lepiej. Książki kupiłam kilka miesięcy temu, chyba w maju, do tej pory ich nie przeczytałam, ale okładki są po prostu CU-DO-WNE! Tak jak Liam, którego bardzo lubię. Musi on się zmierzyć z wieloma trudnymi sytuacjami, mimo młodego wieku. Ale i tak daje sobie świetnie radę. 

Jordan Parrish, czyli książka, na którą zwróciłam uwagę dzięki opisowi

   Jej wszystkie życia, Ene, due, śmierć, Endgame. Wezwanie. To trzy książki, które głównie skusiły mnie właśnie opisami. Tak mi się wydaje. Z tego co pamiętam, Jej wszystkie życia są wychwalane w blogosferze, ale chyba nie na tyle przekonały mnie recenzje do jej kupna, bardziej właśnie opis. A Jordan Parrish? Sama nie wiem, co o nim myśleć. Przystojny, zastępca szeryfa, inteligenty. Ale coś mi w nim nie gra. Jeszcze nie wiem co, ale wkrótce to rozgryzę. 

Theo Raeken, czyli bohater, wobec którego mam mieszane odczucia

   Dałam taką kategorię, a sama nie wiem, kogo by tutaj wpasować. Może America z Rywalek by się nadała, chociaż nie. Nie cierpię jej. Bardziej widzę w tej roli Maxona, bo sama nie wiem, co o nim myśleć. Tak, on tu pasuje. Tak samo jak Piotruś z trylogii o Wiktorii Biankowskiej. Niby go uwielbiam, ale jednak... coś mi tu śmierdzi. Z Theo jest tak samo. Nigdy nie przewidzę, co on zrobi, jaki będzie jego kolejny krok. Chciałabym wierzyć, że to dobra postać, ale daje mi tyle powodów, by przestać tak myśleć, że już jestem tak skołowana, że mam ochotę wyrzucić mojego laptopa przez okno. 

Bobby Finstock/Coach, czyli najśmieszniejszy bohater EVER

   Ben Starling z Papierowych miast Johna Greena. Jak znajdziecie mi kogoś śmieszniejszego (szczególnie w filmie) to chyba padnę Wam do stóp. Ten chłopak to po prostu śmieszek nad śmieszki, uwielbiam go! W sumie teraz przyszła mi do głowy jeszcze Bianca z The Duff, ale niestety, ja widziałam tylko film i tam była prześmieszna, a nie wiem, jaka jest w książce, więc... Co do Trenera w serialu - lubię jego postać, najbardziej podobała mi się scena, w której rzucił piłką w uczennice i nic sobie z tego nie zrobił. To było bardzo śmieszne! W dodatku zależy mu na drużynie, wie jak motywować ludzi, chociaż czasem jest okropnym sku...rczybykiem. Stilesa i Scotta traktuje jak swoich synów, czasem jednak potrafi się wkurzyć i im dopiec. Ale to dobry facio, wierzcie mi!

Sciles, czyli książka (lub bohater), która złamała mi serce

   Gwiazd naszych wina złamało mi serce. Augustus Waters złamał mi serce. Percy Jackson złamał mi serce, Love, Rosie złamało mi serce. Jace Wayland złamał mi serce. Q złamał mi serce. Harry Potter złamał mi serce. Czas żniw oraz Zakon mimów złamały mi serce. Ostatnia piosenka złamała mi serce. Ale przede wszystkim to Sciles złamało mi serce. Na pół. A potem jeszcze na pół. I jeszcze, i znów, znów i znów. Rozpadło się na milion małych kawałeczków, których chyba już nigdy wszystkich nie uda mi się zebrać do słoika.

niedziela, 23 sierpnia 2015

W otchłani - Beth Revis

Tytuł oryginału: Across the Universe
Tytuł polski: W otchłani
Autorka: Beth Revis
Data premiery: 21 marca 2012
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 392
Czas czytania: 2 dni

Przerażające i cudownie klaustrofobiczne, które jest po części sci-fi, po części dystonią, zupełnie olśniewające dzieło.

Siedemnastoletnia Amy dołącza do swoich rodziców jako zamrożony ładunek na pokładzie ogromnego statku kosmicznego "Błogosławiony" i sądzi, że obudzi się na nowej planecie za trzysta lat. Nigdy nie przypuszczałaby, że jej drzemka skończy się o 50 lat za wcześnie i że będzie zmuszona żyć w wymagającym odwagi i uporu świecie statku kosmicznego, który rządzi się swoimi prawami.
Amy szybko zdaje sobie sprawę, że jej pobudka nie była żadną awarią komputera. Ktoś z kilku tysięcy mieszkańców statku próbował ją zabić. I jeśli Amy nie zrobi czegoś i to szybko, jej rodzice będą następni.
Teraz Amy musi spieszyć się, aby rozszyfrować ukryte sekrety statku. Lecz wśród jej listy podejrzanych morderców jest tylko jeden, który naprawdę się liczy: Starszy, przyszły dowódca statku i miłość, której nigdy by nie przewidziała."
- lubimyczytac.pl

Trylogia "W otchłani"
W otchłani | Milion słońc | Cienie Ziemi

   Szczerze powiedziawszy, sama nie spodziewałam się po tej książce niczego. Chciałam ją przeczytać, ot, tyle. Nie wiedziałam, że akcja dzieje się w kosmosie, że coś tam coś tam, ale nigdy jakoś nie zagłębiałam się w fabułę, a to, co przeczytałam z tyłu i na skrzydełku okładki... cóż, niewiele mi to pomogło. Pożyczyłam jednak z biblioteki i trzymałam w domu, więc żal było nie przeczytać. W końcu więc wybór padł i rozpoczęłam swoją przygodę z nową autorką i z zupełnie nową historią i bohaterami. Jak to się skończyło? Przekonacie się dosłownie za chwilkę. 

   Amy ma szesnaście lat i ciężką decyzję do podjęcia. Zostawić chłopaka, szkołę, marzenia o maratonie nowojorskim i polecieć z rodzicami zasiedlić nową planetę, czy też może pozwolić rodzicom na to, by nigdy nie mogli obejrzeć jej kreacji na bal maturalny, dostającej dyplom ukończenia studiów, bawiącej się ze swoimi dziećmi? To było nie lada wyzwanie, jednak nastolatka sama podjęła decyzję, której, jak się może wydawać, później będzie żałowała. Czy tak się stało? Sama nie wiem, co siedzi w głowie tej dziewczynie, ale wydaje mi się, że koniec końców jednak udało jej się dostosować. Jak się później dowiadujemy, dziewczyna budzi się z procesu hibernacji i ktoś chce ją zamordować. Pytanie tylko: kto? Na ratunek przybywa jej Starszy, szesnastoletni chłopak, który niedługo ma objąć rządy na Błogosławionym, statku kosmicznym lecącym z misją zasiedlenia nowej planety. Jednak w tym miejscu Amy różni się od pozostałych, jest buntownicza i nie wierzy w to, co przekazuje jej Najstarszy, to jak traktuje innych "obywateli". Dziewczyna coś podejrzewa, nie wie jednak, że odkrycie sekretów sprawi, że nic nie będzie już takie samo, zwłaszcza ona.

   Szczerze powiedziawszy to bohaterowie denerwowali mnie od samego początku. Sama nie wiem dlaczego, ale tak i już. Wiadomo, Starszy wychował się na statku i zna tylko to, co poznał dzięki tamtejszej kulturze i zasadom. To, co zrobił z nim Najstarszy przechodzi ludzkie pojęcie, szczególnie że sam miał bardzo dużo za uszami. Amy natomiast nie potrafiła się dostosować do tego świata i to również rozumiem, tylko że... oni błądzili jak ślepcy w ciemności, a przecież wszystko tak naprawdę mieli pod nosem. Nie wiem, ta dwójka po prostu z początku nie przypadła mi do gustu, jednak pod sam koniec jakoś się do nich przekonałam i teraz na pewno będę śledzić ich losy z niemałą ekscytacją.

   Emocje, jakie panowały podczas czytania tej książki idealnie opisała Klaudia (Nic nie zabija czasu tak jak książka), z którą rozmawiałam podczas czytania W otchłani.

Alicja rano: Beznadziejne to, nie czytam tego. 
Alicja wieczorem: Boże, dajcie mi drugi tom!

I to rzeczywiście racja, tak wyglądało moje podejście do tej książki. Ale cieszę się, że jednak w końcu mi się spodobało, bo nie lubię czytać słabych książek, a ta jest taka tylko na początku, co jest do przeżycia.

   Był taki jeden moment w książce, który właśnie zmienił moje nastawienie z takiego negatywnego na niesamowicie emocjonujące, jednak nie chcę zdradzać za bardzo, co to konkretnie jest, bo dla kogoś mógłby być to wielki spoiler, ale powiem, że dla tego wydarzenia i to, co ogarniało mnie podczas czytania o tym było warte czekania i jęczenia na temat beznadziejności pierwszych dwustu stron.

   Zapomniałabym, miałam jeszcze wspomnieć o dwóch słowach, które ciągle przewijały się przez karty tej powieści a są to słowa: gzyfowy oraz hucpiarz. Czytam tak i czytam tę książkę i sobie myślę, autorka pewnie je wymyśliła, kurczę, bo nie mam pojęcia co to są za słowa. I do pierwszego miałam rację, jest to przymiotnik stworzony od skrótu GZF, czyli Giełda Zasobów Finansowych, która finansowała misję Błogosławionego. Natomiast to drugie słowo podobno istnieje w potocznym użyciu i oznacza kogoś bezczelnego i aroganckiego. A to ci nowina, można poznać nowe ciekawe słowa, chociaż w prawdziwym życiu pewnie nigdy nie udałoby mi się go wykorzystać, bo ta wymowa... no i pewnie nikt nie wiedziałby o co chodzi.

   Samo zakończenie mnie wbiło w fotel (a raczej w łóżko, bo wtedy leżałam). Jestem naprawdę pod wrażeniem, tego, jak idealnie udaje się Beth Revis budować napięcie między kolejnymi rozdziałami. To naprawdę niesamowite, bo niektórzy autorzy nie potrafią stworzyć takiego klimatu w swoich dziełach. Bardzo mi się to podobało, bo dzięki temu mam wielką ochotę na poznanie drugiego tomu i bardzo chętnie poszłabym od razu do biblioteki i przeczytała go, choćby od razu tam!

   Podsumowując, W otchłani było dobrą lekturą, mimo kilku potknięć na początku i tego, że  wbiłam się w akcję dopiero po dwieście trzydziestej którejś stronie. Jednak w dalszym ciągu jest to zaskakujące, na pewno nowe doświadczenie, które będę miło wspominała. Bohaterowie, choć nieco irytujący, są do przeżycia, a pod sam koniec nawet im kibicowałam. Ci, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać tej książki lub się wahają - nie zwlekajcie, możecie odkryć coś nowego i zaskakującego. Dla fanów thrillerów może nie będzie taka straszna, ale ja się bałam i to bardzo! Polecam, sięgnijcie, jak macie okazje, bo wydaje mi się, że warto.

★★★★★★★☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Zrobiłam mały risercz i wynika z niego, że W otchłani to pierwsza książka pani Revis, a że stała się ona bestsellerem, a sama autorka jest bardzo popularna, to idealnie nadaje się do kategorii pierwsza książka popularnego autora!

piątek, 21 sierpnia 2015

Upiór Południa. Czerń - Maja Lidia Kossakowska

Tytuł: Upiór Południa. Czerń
Autorka: Maja Lidia Kossakowska
Data wydania: 29 lipca 2009 r.
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 240

   "Malaria szepcze do mnie czule, lód w mojej głowie zaraz rozsadzi mózg, czuję jak tyka niewidzialny zegar uzbrojonej bomby. Krwi!!!
Korespondenci wojenni - akolici obłąkanego, żądnego krwi boga, zwanego opinią publiczną. Jego kaprys rzuca ich poza śmierć, czas i zaświaty. Wprost do prywatnej piwnicy Pana Boga, by odkryć krainę Pana Kałasznikowa. Ale i on jest tu tylko sługą.
Afryka to prastary kontynent. Duchy, przodkowie, demony, orisza. Wszyscy tu są. I skądś muszą czerpać energię, by żyć.
To jeszcze szaleństwo, czy już opętanie?"

- od wydawcy

Cykl 'Upiór Południa'
Czerń | Pamięć Umarłych | Burzowe Kocię | Czas Mgieł

   Po przeczytaniu Grillbar Galaktyka, wiedziałam, że to nie koniec mojej przygody z twórczością pani Kossakowskiej. Ponieważ nie znalazłam w bibliotece Rudej Sfory, postanowiłam zacząć cykl Upiór Południa - o którym właściwie nic wcześniej nie wiedziałam, ale chciałam przeczytać.

   Do stylu przyczepić się nie mogę, bo jest naprawdę fantastyczny. Książkę czyta się szybko i sprawnie, jedyny mankament to chyba fabuła.

   Spodziewałam się książki naszpikowanej wierzeniami afrykańskimi, które co i rusz będą przez książkę się przewijać i wpływać na bohaterów.
Książka jest o reporterze wojennym, Jacku Wilczyńskim, który po powrocie do domu zaczyna widzieć swoich zmarłych kompanów. Gdy wszystkie te terapie, na które chodził nie przynosiły żadnych rezultatów, bohater postanawia wrócić na Czarny Ląd. Tam dowiaduje się zaskakujących rzeczy, które zmieniają jego patrzenie na świat.

   Z elementów magicznych występuje w tej książce tylko opętanie przez bóstwo, trochę szamańskiej magii i to na tyle. Naprawdę spodziewałam się książki, wręcz ociekającej afrykańskimi wierzeniami i niesamowitymi wydarzeniami, a dostałam coś bardzo mdłego i bardzo normalnego. Plusem jest to, że książka przedstawia Afrykę, taką jaka ona w rzeczywistości jest, czyli brutalną, owładniętą wojną i ludźmi, którzy na tejże chcą się wzbogacić.

   Podsumowując, książka nie spełniła do końca moich oczekiwań, ale nie była taka zła. Myślę, że dokończę serię, aby przekonać się, co stanie się dalej. Jeżeli ktoś szuka polskiej fantastyki z krwi i kości, może się troszkę rozczarować. Nie wiem do końca jaki mam stosunek do tej książki, dlatego daję jej połowę gwiazdek.

★★★★★☆☆☆☆

czwartek, 20 sierpnia 2015

Pamiętniki półbogów - Rick Riordan

Tytuł oryginału: The Demigod Diaries
Tytuł polski: Pamiętniki półbogów
Autor: Rick Riordan
Data premiery: 3 kwietnia 2013
Wydawca: Galeria Książki
 Liczba stron: 276
Czas czytania: 4 dni

"Młodzi herosi!
Już znacie swój los!
Musicie się przygotować na trudną przyszłość: będziecie walczyli z potworami, przeżywali przygody na całym świecie i mieli do czynienia z kapryśnymi greckimi i rzymskimi bogami. W tym supertajnym zbiorze nigdy dotąd niepublikowanych opowiadań, wywiadów, planów, diagramów i zagadek spotkacie waszych ulubionych bohaterów serii „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” i „Olimpijscy herosi”, którzy stawią czoła groźnym potworom i podejmą się niebezpiecznych zadań. Wiedza, którą zdobędziecie podczas lektury tych opowiadań, może i wam uratować życie!"
- lubimyczytac.pl

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy
*jeszcze nie zrecenzowana

Olimpijscy Herosi

   Tę książkę mam u siebie już bardzo długo, bo minęły chyba już ze dwie Gwiazdki, a ja jeszcze nie miałam czasu, żeby się za nią zabrać. Trafiła do mnie w ramach prezentu bożonarodzeniowego od mojego ówczesnego chłopaka i to był bardzo milusi prezent, bo chciałam mieć całą kolekcję książek Ricka Riordana (opórcz Kronik Rodu Kane, które były słabe), no i teraz udało mi się to wszystko skompletować. Właściwie to nie teraz, a właśnie dwa lata temu na Gwiazdkę. No, ale dość o tym, jak ta książka do mnie trafiła. Czas przejść do właściwej recenzji. Zapraszam!

   Na początku powiem może, że jest to zbiór krótkich opowiadań, znajdują się tam aż 4 krótkie historie, trzy z nich są autorstwa Ricka Riordana, natomiast czwarta, ostatnia (i chyba najdłuższa) to twór jego szesnastoletniego (wtedy) syna. Bardzo ciekawiło mnie, co ten chłopak miał do powiedzenia na temat historii Percy'ego i reszty naszej zabawnej gromadki, ale ten kąsek zostawiłam sobie na sam koniec.

   Pierwszym opowiadaniem jest Pamiętnik Luke'a Castellana, syna Hermesa. I poznajemy go jak miał te naście lat i razem z czternastoletnią Thalią błąkają się po Richmond. To opowiadanie irytowało mnie najbardziej, bo Luke'a szczerze nienawidzę, a za Thalią nie przepadam, ale przebrnęłam przez tę historię i pod sam koniec nawet mi się spodobała. Zakończenie było fajne i miłe.

   Kolejnym opowiadaniem było Percy Jackson i laska Hermesa, które opowiada już o tych czasach, jak Percy i Annabeth są parą, ale to nie znaczy jeszcze, że mają błogie życie zwykłej nastoletniej zakochanej pary, co to to nie, taka kolej rzeczy nie może nastąpić, gdy jest się półbogiem. Ktoś ukradł Hermesowi jego kaduceusz, pytanie tylko: kto? Nasi młodzi bohaterowie muszą rozwikłać tę zagadkę, odbić magiczny przedmiot, symbol boga podróżnych, kupców i złodziei, a to wszystko musi stać się przed piątą. Zdążą?

   Ostatnim opowiadaniem napisanym przez Ricka jest Leo Valdez i pościg za Bufordem. Ta historia opowiada losy Leo, któremu uciekł jego żyjący na trzech nóżkach stolik, a wszystko przez to, że zamiast użyć cytrynowego pronto z ekstra nawilżaczem użył zwykłego ajaxu. No cóż, takie życie wybrednego stolika i jego właściciela, że należy zachcianki swojego pupila traktować poważnie. Jak skończył się pościg za przeklętym stołem? Ja już wiem, a Wy?

   I ostatnią historią, napisaną nie przez Ricka Riordana, a przez jego syna, Haleya, jest Syn Magii, który opowiada o tym, jak powstałą Mgła i dlaczego niektórzy śmiertelnicy potrafią przez nią patrzeć i co najważniejsze, czasem uratować kogoś, zwykle jakiegoś półboga, przez rychłą śmiercią.

   Wszystkie te opowiadania były całkiem przyjemne i miłe, ale najlepsze chyba jest to z Leo w roli głównej. Nie mówię jednak, że tamte mi się nie podobały, po prostu wybrałam najlepsze, tak mi się wydaje. Jednakże muszę powiedzieć, że jak na twórczość tego autora, książka ta wypada niezwykle blado na tle Bogów Olimpijskich czy też Olimpijskich herosów. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale niestety, zawiodłam się. Gdyby nie fakt, że opowiadania zostały napisane przez jednego z moich ulubionych autorów, ocena spadłaby pewnie o jedną lub dwie gwiazdki.

   Podsumowując, nie polecam ani nie odradzam. Sami zdecydujcie, czy chcecie poznać krótkie historie swoich ulubionych (lub wręcz przeciwnie) bohaterów, którzy muszą zmagać się, momentami z niemożliwymi rzeczami. Było to miłe doświadczenie, ale jednak cieszę się, że to nie ja wydałam na to pieniążki, bo pewnie bym tego żałowała. Zdecydowanie bardziej polecam wrócić do ulubionych książek z tych serii, niż sięgać po to, aby odświeżyć sobie wspomnienia z Percym, Annabeth, czy innymi podróżnikami na Argo II. Jednak jeśli jesteście ciekawi, jak działa ten cały Mglisty świat dla zwykłych śmiertelników, to opowiadania Haley'a fajnie to wyjaśnia, choć momentami jest męczące. No, ale to opowiadanie mogę Wam polecić, jak na szesnastolatka, spisał się on nad wyraz dobrze.

★★★★★☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 

Wydaje mi się, że Pamiętniki półbogów idealnie nadają się do kategorii zbiór opowiadań. A już się bałam, że nic nie znajdę, żeby wypełnić tę książeczkę na wyzwaniu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka