Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 12 października 2015

Światło, którego nie widać - Anthony Doerr

Tytuł oryginału: All The Light We Cannot See
Tytuł polski: Światło, którego nie widać
Autor: Anthony Doerr
Data premiery: 23 września 2015
Wydawca: Wydawnictwo Czarna Owca
Liczba stron: 636
Czas czytania: 3 dni

"Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch. Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.

Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii. Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się…"
- lubimyczytac.pl

Stones are just stones and rain is just rain and misfortune is just bad luck.

   Czasem po prostu się wie, że książka, którą się rozpoczyna będzie najlepszą przeczytaną książką w całym roku, o ile nie w życiu. Odkąd tylko usłyszałam o Świetle, którego nie widać wiedziałam, że właśnie trafi ona do tej kategorii, ale wiecie co? Ta powieść przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Zdawałam sobie sprawę, że to będzie piękna i klimatyczna historia, osadzona w okresie II Wojny Światowej, ale nie miałam bladego pojęcia, że tak bardzo mną wstrząśnie, że mnie poruszy do głębi i wzbudzi we mnie tyle emocji, naprawdę. Ciężko jest mi to opisać słowami, bo niektóre historie są tak fantastyczne, że żeby zrozumieć ich fenomen, trzeba je przeczytać. To, co stworzył Anthony Doerr właśnie należy do tej kategorii i jest naprawdę genialne. To, co dostajemy w Świetle... jest tak wciągające, klimatyczne i świetnie napisane, że czujemy się, jakbyśmy chodzili za naszymi głównymi bohaterami. Jestem wstrząśnięta tym, co pan Doerr dla nas napisał, oczywiście w pozytywnym sensie i chociaż uroniłam kilka łez podczas czytania, to jest to naprawdę piękna opowieść, którą każdy musi przeczytać. 

   Marie-Laure jest młodziutka, ale traci wzrok i musi zacząć radzić sobie sama, oczywiście, z małą pomocą ojca. Wychowywana bez matki, spędzająca wiele czasu w Muzeum w Paryżu, gdzie pracował jej ojciec, poznaje świat poprzez dotyk, zapach i słuch, nie jest jej łatwo, ale nie skarży się na to, co ją spotkało. 
   Werner Pfenning to piekielnie bystry chłopak-sierota, który za jedyną rodzinę ma młodszą siostrę Juttę. Oboje mieszkają z innymi dzieciakami w domu prowadzonym przez Frau Elenę, która robi wszystko, by każdemu zapewnić godziwy byt. 
   Nadciąga jednak wojna, w którą, póki co, mało kto chce wierzyć. Informacje o niej są jak kubeł zimnej wody, wszyscy drżą o swoje życia, nie wiedzą, co ich czeka za rok, dwa, za pięć. Jak długo będzie trwała walka, tego nie wie nikt, a już na pewno nie Marie-Laure i Werner. 
   Historia tej dwójki wkrótce ma się połączyć, o czym żadne z nich nie wie i się tego nie spodziewa. Jaki wpływ na historię będą miały ich losy? Cóż, na historię świata żaden, ale na ich życia - ogromny. 

   Jak już słyszycie, że coś dzieje się w okresie II Wojny Światowej, zapewne macie w głowie koszmarny obraz zniszczonych miast, ludzi z oczami pełnymi cierpienia, krew, trupy i gruz na ulicach. Cóż, takie są realia wojny. Nie u wszystkich wzbudza ona strach, powagę, czy smutek, ale ja należę do osób, które z dreszczem podniecenia czytają takie historie. Ale, ale. Nie myślcie sobie, że jestem bezduszną istotą, która nie zdaje sobie sprawy, jak straszne musiały być wtedy realia, doskonale to wiem, no, może nie doskonale, bo wtedy nie żyłam, ale naczytałam się już naprawdę wielu książek, wierszy i dzienników opowiadających o życiu w tamtym okresie. Fikcyjna opowieść pana Doerra różni się od nich tylko tym, że jest po prostu fikcją, serio. Autor świetnie oddał klimat IIWŚ, później (krótki rozdział) Rosyjskiej okupacji i nie ma dla mnie żadnego znaczenia to, że urodził się w 1973 roku i tak naprawdę mógł nie mieć bladego pojęcia o tym, co się wtedy działo, ale ma, cóż, niespodzianka (albo i nie). Jestem naprawdę pod wrażeniem warsztatu pisarskiego Anthony'ego Doerra, bo jest on niezwykle dopracowany, melodyjny, plastyczny... Trudno mi to opisać słowami, naprawdę, to po prostu trzeba przeczytać. Powiem jednak jeszcze tyle, że to jest kawał naprawdę świetniej powieści i nie chodzi mi tutaj tylko o to, że książka ma prawie 650 stron. 

   Co mi się podobało, a zwykle mi się nie podoba, to krótkie rozdziały, naprzemiennie opowiadające o losach Marie-Laure i Wernera, później jeszcze Von Rumpla, ale o nim to już sami musicie się dowiedzieć, bo nie chcę Wam psuć radości z czytania. Ale takie skakanie to tu, to tam, po pierwsze daje możliwość poznania większej ilości szczegółów danej historii, bohatera itp. Po drugie - jest niezwykle świetnym rozwiązaniem, jeśli autor chce zbudować napięcie, choć tutaj nie jest ono tak widoczne, to nie można i tak oderwać się od książki, bo apetyt rośnie w miarę czytania. 

   Wiecie, co jeszcze jest w tej historii wspaniałe? To, że w niej również jest zawarta inna opowieść. Opowieść o Morzu Ognia, tajemniczym kamieniu, który ma zapewnić posiadaczowi wieczne życie, ale tym samym skazuje jego bliskich na cierpienie i śmierć. Marie-Laure nie wie, czy ma w to wierzyć, czy też nie. Są jednak osoby, które zrobią wszystko, aby dostać Morze Ognia w swoje ręce i zrobią dosłownie wszystko. Jednak czy nieśmiertelność jest warta poświęcenia bliskich? Cóż, to kwestia sporna, ale według mnie nie. Marie-Laure myśli podobnie, dlatego tak bardzo ją polubiłam i mam wrażenie, że to jedna z moich ulubionych postaci w ogóle, o jakich kiedykolwiek miałam okazję czytać.

   Zakończenie było dla mnie niemałym zaskoczeniem, ponieważ nie spodziewałam się, że autor tak pociągnie tę historię. Jestem w pełni usatysfakcjonowana, ale i bardzo, ale to bardzo zaskoczona. Ci, którzy czytali, na pewno wiedzą, albo przynajmniej domyślają się, o co mi chodzi. Jednak szczerze powiedziawszy, to nie tylko zakończenie było dla mnie szokiem, ale sama droga, jaką autor obrał. Byłam przekonana, że to będzie, przynajmniej po części, historia miłosna, ale ku mojemu zdziwieniu nią nie jest. To opowieść o ciepłych relacjach rodzinnych, szukaniu szczęścia nawet w najgorszych chwilach naszego życia, radzeniu sobie z przeciwnościami losu i przede wszystkim o szukaniu szczęścia, celu w życiu. Nie jest to może tak wprost powiedziane, ale to również przepiękna opowieść o bezinteresowności, o potrzebie wsparcia kogoś, niekoniecznie nawet bliskiego - kogokolwiek. Werner i Marie-Laure są przykładem bohaterstwa i ogromnej odwagi, ale nie tylko. To również portrety osób godnych zapamiętania, nawet jeśli nigdy takie osoby nie istniały. Światło, którego nie widać można różnie interpretować, każdy robi tak, jak mu akurat podpowiada serce i aktualna sytuacja życiowa. Dla mnie ta powieść będzie miała ogromne znaczenie i na pewno nie raz jeszcze do niej powrócę. Anthony Doerr stworzył coś, co jest uniwersalne, piękne, a jednocześnie tak smutne i prawdziwe, że aż niemożliwe. 

   Światło, którego nie widać opowiada o wszystkim tak naprawdę. Każdy znajdzie w tej powieści coś dla siebie, cząstkę siebie w którymś z bohaterów, powód do radości i do płaczu, odrobinę strachu, paniki, nieszczęścia, które jest obok nas, z czego nie zdajemy sobie sprawy, dopóki to nas ono nie dotknie. To wspaniała opowieść o życiu, które ucieka nam przez palce, ale które jednocześnie jest wspaniałe, nawet jak coś idzie nie tak, jak coś się nam nie udaje. Również to historia dwójki przypadkowych ludzi, których losy zostały spisane już dawno temu i ich przeznaczeniem było spotkanie, o czym nikt, poza samym Bogiem nie wiedział. Pamiętajcie więc, że na Waszej drodze może stanąć jakaś przeszkoda, Wasz świat może pogrążyć się w totalne, nieprzeniknione ciemności, ale wiedzcie, że wtedy nie jesteście sami, musicie tylko dostrzec to małe, delikatne światło, którego nie widać i może nie od razu wszystko przybierze lepszy obrót, ale na pewno znajdziecie w sobie wiarę i nadzieję, której potrzebuje każdy z nas, zwłaszcza, jeśli zostaje zupełnie sam. 

Open your eyes and see what you can with them before they close forever.

★★★★★★★★★★★*
*tak, dobrze widzicie, 11 gwiazdek, to było tak dobre, że nie mogłam dać tylko 10


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka