Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 2 lipca 2015

Czas Żniw #2 Zakon Mimów - Samantha Shannon

Tytuł oryginału: The Mime Order
Tytuł polski: Zakon mimów
Autorka: Samantha Shannon
Data premiery: 22 kwietnia 2015
Wydawca: Wydawnictwo SQN
Liczba stron: 541
Czas czytania: 4 dni

"Paige Mahoney uciekła z brutalnej kolonii karnej Szeol I, ale jeśli myślała, że to koniec jej problemów, to bardzo się pomyliła. Od teraz jest bowiem najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Kiedy Sajon zwraca swoje wszystkowidzące oko w stronę Paige, mim-lordowie i mim-królowe gangów miasta zostają zaproszeni na bardzo rzadkie wydarzenie. Jaxon Hall i jego Siedem Pieczęci są gotowi na pojawienie się w samym centrum uwagi. W społeczności jasnowidzów pojawia się jednocześnie coraz więcej gorzkich oskarżeń, a za każdym rogiem czają się mroczne sekrety. Z cieni wypełzają Refaici..."
- lubimyczytac.pl

Cykl "Czas żniw"
Czas żniw | Zakon mimów | Tom 3 | Tom 4 | Tom 5 | Tom 6 | Tom 7

   Po tym, co zadziało się na ostatnich stronach Czasu Żniw byłam pod ogromnym wrażeniem, a jednocześnie byłam bardzo zdenerwowana i musiałam, po prostu musiałam w tempie natychmiastowym sięgnąć po drugi tom. Niestety, nie miałam go pod ręką, ale jakaś miła duszyczka wiedziała, czego będę potrzebować i zakupiła książkę do biblioteki. Nie zastanawiając się dłużej po prostu zarezerwowałam i czekałam, aż wreszcie będzie dostępna. I w końcu się udało, a ja wreszcie jestem po lekturze Zakonu mimów. Chcecie wiedzieć, jakie są moje wrażenia? Zapraszam do dalszej części recenzji!  

   Szczerze? Sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć i napisać. Jest mi tak ciężko sklecić jakieś logiczne zdanie na temat Zakonu mimów, że z góry przepraszam za chaotyczność tej recenzji. Ale naprawdę nie umiem się pozbierać po tym, co przeczytałam. 

   Paige Mahoney jest teraz na celowniku władzy Sajonu, jednak się nie poddaje. Jest gotowa rzucić się w wir walki o prawa jasnowidzów, o wolność i brak ograniczeń. Jest również uciekinierką z Szeolu I, kolonii karnej zajmującej miejsce dzisiejszego Oxfordu. Dziewczyna nie ma łatwego zadania - obalenie władzy, ukrywanie się przed DDK i NDK, praca dla Jaxona Halla, swojego mim-lorda... A to nie jest koniec, to dopiero początek. Początek wielkiej wojny między jasnowidzami, Sajonem i Refaitami, to początek piekła, jakie zgotują ludziom stworzenia z Międzyświatów. To jest po prostu dopiero początek. Początek wszystkiego. 

   Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę to to, że Zakon mimów jest zupełnie inny od Czasu żniw. Ciężko mi jednak stwierdzić, na czym ta różnica polega, ale gdy tylko przeczytacie obie te książki, na pewno się zorientujecie. Drugi tom z serii The Bone Season czyta się o wiele lepiej i przyjemniej już od pierwszych stron. Z zapartym tchem śledziłam losy Paige i całej reszty, czekając na najgorsze. Wiedziałam, że ta dziewczyna nie może się już cofnąć i wrócić do swojego sielankowego życia sprzed ucieczki z miejsca zbrodni i schwytania ją przez Refaitów, ale nie wiedziałam, że sprawy mogą się aż tak bardzo pokomplikować! 

   Nie było momentu, w którym chciałabym odłożyć Zakon mimów, ale było kilka sytuacji, w których musiałam to zrobić i byłam z tego powodu bardzo niezadowolona. Naprawdę się wciągnęłam! W tej książce nie ma czasu na odpoczynek, tutaj cały czas się coś dzieje i autorka nie daje nam nawet chwili oddechu. Rozdział pędzi za rozdziałem, akcja przyspiesza, to zwalnia odrobinkę, ale jednak cały czas mamy przed oczami ludzi, którzy biegają w poszukiwaniu różnych rzeczy, załatwiają pewne sprawy, a niektórzy nawet nie są w stanie znaleźć kilku godzin na sen! 

   Powiem szczerze, że lubię Paige, ale to bohaterka, która nie trafiła na górą część listy moich ulubionych bohaterek. Nie jest zła, wie, jak sobie dać radę, potrafi zmanipulować ludzi kiedy chce, ale kocha swoich najbliższych i wie, co w życiu jest ważne. Nie jest egoistyczna, pomaga innym jak tylko może, nawet w obliczu zagrożenia. Ale jednak nie podbiła ona mojego serca. Zdecydowanie bardziej polubiłam postać Naczelnika (już w pierwszym tomie, ale teraz moja miłość do niego się znacznie pogłębiła) oraz Nicka, który jest tak kochaną, uroczą postacią, że ja nie wierze, że ktoś taki w ogóle może istnieć! Chociaż to dorosły facet, to jestem pod wrażeniem jego zaangażowania w życie młodych i tego, co robi, co poświęca, dla społeczności Syndykatu. 

   Samo wydanie książki podoba mi się nieco mniej, niż to Czasu żniw, ale nie jest złe. Ładne i schludne, choć znacznie ćmy wyjaśni się dopiero pod sam koniec, co jest niezwykle irytujące, bo nie lubię, gdy na okładce są rzeczy, o których nie mam bladego pojęcia (tak samo przy numerkach rozdziałów widnieje ta sama ćma w różnym ustawieniu). Nie jest to spartaczona robota, bo książka jest naprawdę cudowna, ale wolę zdecydowanie grafikę pierwszego tomu. Druga sprawa to liczne błędy, literówki i brak znaków interpunkcyjnych. Rzuca się to w oczy i aż razi nieprofesjonalnością, ale już trudno. Nie mogę winić za to autorki, bo ona na to nie miała w ogóle wpływu. A chcę ocenić genialną historię.

   Samantha Shannon, chociaż młodziutka i dopiero debiutująca autorka, potrafi wprawić czytelnika w niemałe osłupienie przez całą powieść, ale jednak to zakończenie jest wisienką na torcie i jej specjalnością! W życiu nie czytałam tak dobrze skonstruowanych ostatnich rozdziałów, a ostatnie już strony to po prostu majstersztyk! Pani Shannon chyba chce nas zabić tą niecierpliwością, która się objawia u każdego w różnym stopniu po przeczytaniu jej książek. Nie wiem, jak wytrzymam do premiery trzeciego tomu, ale no cóż, muszę dać radę. I co najważniejsze, wiem, że się nie zawiodę! 

   Podsumowując, Zakon mimów to wspaniała kontynuacja Czasu żniw i coś mi się wydaje, że w końcu zabraknie mi skali, abym mogła oceniać kolejne tomy. Bałam się, że po fantastycznej pierwszej części autorka nieco spasuje i zepsuje historię, ale nie, jej udało się mnie jeszcze bardziej zachwycić, a myślałam, że to niemożliwe. Polecam, gorąco polecam. Wiem, że pierwszy tom idzie opornie, ja również nie byłam nim z początku zachwycona, ale to co dzieje się w drugiej części... Musicie sami się przekonać, a wierzcie mi, że naprawdę warto, chociaż Paige nie należy do moich ulubionych bohaterek. Naprawdę, dajcie szansę The Bone Season, a na pewno się nie zawiedziecie, jak już dobrniecie to ostatniej strony. A co więcej, będziecie błagali o więcej!


★★★★★★★★★☆ 

Książka bierze udział w wyzwaniach: 


12 komentarzy :

  1. Kurcze nie czytałam pierwszej części i nie wiem o co w niej chodzi, ale Twoja recenzja wprowadziła we mnie ogromne zaciekawienie i na pewno nie przejdę obok tej książki obojętnie. Trochę mnie martwi że pierwsza część nie ma dobrego początku i trudno przebrnąć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja czytałam pierwszy tom, to początek strasznie mnie męczył i nie widziałam w tej książce nic, co mogłoby mnie zaciekawić - była skomplikowana i ciężko się ją czytało, ale tylko do setnej strony mniej więcej, potem naprawdę akcja się rozkręca i nie idzie oderwać się od książki, a zakończenie wbija w fotel! Obok tej serii nie można przejść obojętnie! :D

      Usuń
  2. Genialna, genialna, genialna! I jak tu wytrzymać, gdy chce się już mieć w dłoniach następny tom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Nie wiem, jak ja wytrzymam to oczekiwanie :c

      Usuń
  3. Ja najpierw muszę się zabrać za pierwszy tom, który, nie wiem, dlaczego, leży na półce od roku. Jakoś nie mogę się za niego zabrać, bo boję się rozczarowania... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem jak się czujesz, bo ja również się bałam, że się rozczaruję. Ale gwarantuję Ci, pokochasz "Czas żniw" :D

      Usuń
  4. Nie czytałam pierwszego tomu, bo tyle było o nim słychać, że się aż zniechęciłam... Tak to już ze mną jest :) Mimo to widzę, że drugi tom trzyma fason, więc teraz jestem w kropce. Seria naprawdę ma mieć siedem tomów?!
    Przy okazji informuję o nominacji do Liebster Blog Award. Mam nadzieję, że znajdziesz chwilkę by odpowiedzieć na moje pytania :) --> http://papierowemiasta.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-czyli-mordercze.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również byłam zdziwiona ilością tomów, ale po "Zakonie mimów" wiem, że na żadnym się nie zawiodę! Polecam szybko zabrać się za "Czas żniw" :D
      Oczywiście, chętnie zrobię posta LBA, w końcu są wakacje, jakoś uciułam trochę czasu. Dziękuję za nominację :3

      Usuń
  5. Jestem przed przeczytaniem Czasu Żniw, muszę się niedługo za tę książkę zabrać. :)

    Pozdrawiam!
    zaczytanekoty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, jak ja bardzo bym chciała już dorwać tę książkę *___*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby szybko Ci się to udało! I oby Ci się spodobała :D

      Usuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka