Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 25 maja 2015

Krótka rozprawa na temat... #3 OCENY + trochę o tym dlaczego piątkowa uczennica ma dwóję na świadectwie


Gdy przyszło do wystawiania ocen całorocznych nam, maturzystom, zaczęłam się zastanawiać, jaki to w ogóle ma sens. Całe to ocenianie, skala od 1 do 6, bycie kujonem lub wręcz przeciwnie - dwójkowiczem. Zawsze moim marzeniem było być najlepszą w klasie, ba, nawet jeśli nie w szkole (mój były nazywał to chorą ambicją, ale jakoś nie przywiązuję do tego wielkiej wagi). To może niektórym wydawać się głupie, niektórym nie, ale cóż, każdy ma swoje niespełnione marzenia, prawda? W podstawówce nie należałam do najlepszych, ale miałam piątki, a z matematyki nawet szóstki, więc nie było źle. W gimnazjum zmieniłam swoje nastawienia na: to moje życie, moje oceny, po co mi piątki, jak mogę mieć trójki? W liceum jednak postanowiłam to zmienić (niewiele czasu muszę poświęcić na naukę, żeby opanować materiał do perfekcji, co wiele mi ułatwia, jestem szczęściarą, w dodatku nie jest to bezsensowne kucie, bo wiem, jak potem daną wiedzę wykorzystać). Pierwsze dwa lata były spoko, że się tak wyrażę. Trzeci - zależy od przedmiotów. A w właściwie od jednego przedmiotu - języka niemieckiego. 

Zastanawiacie się teraz pewnie, że prawdopodobnie nikt nie lubi niemieckiego i tak samo było ze mną. Nie. Kocham język niemiecki, uwielbiam się go uczyć, a w przyszłości to jego chcę opanować do takiego poziomu, na jakim jestem wraz z angielskim. O co więc chodzi? Już tłumaczę. Podczas gdy przez pierwsze dwa lata mieliśmy multum sprawdzianów, tryliardy kartkówek i jeszcze więcej ćwiczeniówek, w trzeciej klasie, jako tej maturalnej, moja pani od języka niemieckiego postanowiła, że nie będzie ani sprawdzianów, ani kartkówek, jedynie prezentacje multimedialne i zadania na lekcji, które można było robić z podręcznikiem. Jednak ja nie miałam mieć tak lekko, jako że zdawałam rozszerzony niemiecki na maturze. Jak jednak było? Tak samo, czyli jeśli nie uczyłam się w domu, to na lekcjach nie robiłam kompletnie nic. I w tym miejscu proszę, żebyście dali sobie spokój z tekstami: jak ktoś chce, to zawsze znajdzie sposób. Nie. Na początku naprawdę się starałam, dopinałam wszystko na ostatni guzik, aż nie zachorowałam na początku tego roku i prawie cały luty nie chodziłam o szkoły (język niemiecki mam raz w tygodniu, dwie godziny, więc jak uzbierały mi się nieobecności z miesiąca, miałam niemały problem). Rzecz jednak nie w moich nieobecnościach, bo ja z zaległościami jestem w stanie sobie poradzić, nawet jeśli obejmują większy zakres materiału. Rzecz w tym, że moja pani stwierdziła, że byłam zbyt leniwa, żeby przyjść na jej lekcje i po prostu nie chciało mi się tego robić. Wobec czego postanowiła zwiększyć ostrość, z jaką mnie traktowała (w poprzednich latach miałam niemal najlepsze oceny w klasie, poza takim jednym chłopakiem z drugiej, podobno lepszej grupy). Już od początku, gdy się dowiedziała, że zdaję rozszerzenie, zaczęła stawiać mi większe wymagania i to rozumiem, wy zapewne też. Ale dalej nie w tym rzecz. 

Jak już wspomniałam na początku postu, sprawdziany zostały zastąpione przez prezentacje multimedialne. Były dwie w drugim semestrze (nadmienię, że na pierwszy semestr miałam czwórkę przy 0 prezentacjach), jedna dotycząca działu jakim jest geografia (można było wziąć niemal co się tylko chciało) druga dotyczyła nauki i wynalazków człowieka. Proste, przyjemne i przydatne. Tak. Prezentacje zrobiłam. Tylko co one mi dały? Nic. Moi rodzice uważają, że jestem dobra w robieniu prezentacji. Są one przejrzyste, czytelne i przyjemne dla oka - owszem, mogę się zgodzić. Ale poza wklejaniem obrazków i tekstu, który swoją drogą można przetłumaczyć w translatorze w Internecie (nie zawsze poprawnie) to nie nauczyłam się dzięki nim nic. Czemu? Może temu, że nie cierpię prezentacji, choć w sumie to nie jest nielubienie, ile lęk przed prezentowaniem ich przed większą grupą osób, nawet jeśli składa się ona z moich dobrych kolegów, z którymi mam do czynienia już trzeci rok i nawet jeśli liczy ona ledwie 13 osób. Czy naprawdę muszę poświęcać swój komfort psychiczny, żeby dostać ocenę w szkole? Od tego są sprawdziany, które sprawdzają poziom mojej wiedzy (nie zawsze poprawnie, ale jednak). Ludzie, to jest szkoła! Prezentacje multimedialne to ja mogę robić na studiach, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale nie w liceum. Co ja na maturze mam to wykorzystać? Czy gdzie, bo ja już sama nie wiem. I tak zarobiłam dwie jedynki, bo ani jednej, ani drugiej, nie byłam w stanie zaprezentować, mimo że miałam je przygotowane i wcale nie wyszły mi takie złe. 

Co ja zrobię z dwoma jedynkami pod koniec roku, gdy zostały mi 3 dni do wystawienia ocen? Nic. Zatem wspaniałomyślnie dostałam jeszcze 2- za "wypracowanie", czyli opis obrazka, którego nie skończyłam, bo miałam na jego napisanie 5 minut - nie wiedziałam, że jestem uznawana za taką genialną w tej szkole. Zatem, jak się pewnie domyślacie - na świadectwie z języka niemieckiego mam dwójkę. Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Nigdy nie miałam takiej oceny na świadectwach, w dodatku nie z przedmiotu, z którego uchodzę za piątkową uczennicę i który naprawdę lubię. 

Pytam się więc, jaki sens mają oceny, bo ta moja dwójka to jest oceną za NIEODDANIE i NIEPREZENTOWANIE wcześniej przygotowanej przeze mnie prezentacji, a nie oceną mojej wiedzy i umiejętności posługiwania się językiem obcym. Wiem, że na świecie nie ma sprawiedliwości i będą takie sytuacje, ale wcześniej byłam w stanie zrozumieć, gdy zabrakło mi pół punktu do piątku, jednej setnej do średniej z czerwonym paskiem, czy dziesięciu złotych do kupna torby/spodni/butów. Takie jest życie. Pytam się tylko, jakim prawem z piątkowej uczennicy zjechałam nagle na sam dół piramidy szkolnej, stając się leniwą dziewczyną, która ma gdzieś oceny i szkołę? Wypraszam sobie. Nie uważam, żeby ta ocena odzwierciedlała stan mojej wiedzy, więc się nią nie przejmuję. Ale osoba, która mnie nie zna i spojrzy na moje świadectwo pomyśli sobie: kolejna dziewczyna, która uważa niemiecki za okropny, bo wojna, bo nie lubi Niemców, bo coś tam. A to nieprawda. Kocham język niemiecki i zamierzam zacząć się go uczyć na własną rękę, w szkole językowej albo prywatnie, bo to, co dostałam w liceum, to jedna wielka żenada, której, dzięki Bogu, już nigdy nie będę musiała powtarzać. 

Wiem, że są osoby, którym naprawdę zależy na ocenach i mają same piątki i szóstki. Tak, mi też kiedyś zależało. Ale teraz widzę, że co z tego, skoro trafi się jeden wypadek, który zmieni opinię o uczniu na cały kolejny rok (lub semestr) i zaważy o ocenie, w dodatku nie mającej nic wspólnego ze stanem wiedzy tegoż ucznia. Uczucie się przede wszystkim dla siebie, a dopiero potem patrzcie na oceny, bo jaki sens ma zdobywanie tych dobrych ocen, jeśli nie dają one radości? Wiem z własnego doświadczenia - mnie dobre oceny budowały, motywowały do dalszej nauki i kiedyś czułam, że w jakiejś mierze są wyznacznikiem tego, co umiem, a co powinnam jeszcze poprawić i dopracować. Teraz stały się zmorą, z którą będę jedynie musiała się zmagać na studiach, ale to inna bajka i liczę na to, że będę traktowana jak dorosła, a nie durne dziecko, które ma zrobić prezentację i dostać za nią dobrą ocenę. Nie generalizuję, bo moja pani od matematyki, którą miałam w liceum była wspaniała i choć oceniała surowo, to zawsze się czułam oceniona sprawiedliwie, nawet jeśli piątki były rzadkością w całej klasie. Po prostu raz mi się noga powinęła, w dodatku nie z mojej winy, a z winy natury (choroba to rzecz normalna), ale dopowiedziana historia przez innych sprawiła, że równie dobrze mogłam nie zdać i powtarzać rok, tylko dlatego, że mam opory przed prezentowaniem durnowatych informacji z Internetu na rzutniku na kolorowym kwadraciku zdobytych metodą "kopiuj wklej". 

Dla porównania, to moja jedyna dwójka w całym moim życiu, a inne oceny na świadectwie to czwórki i piątki, niestety, w związku z niewielką ilością przedmiotów jakie miałam, przez feralną ocenę moja średnia jest naprawdę niska, więc nie zamierzam jej tutaj przytaczać. Bierzcie się za robotę, ale tylko i wyłącznie dla siebie, jak dostaniecie jedynkę, a uważacie, że nią nie zasłużyliście - olejcie sprawę. Życie nie jest sprawiedliwe, a ocena nie wyznacza tego, jak widać, co macie w głowach. Najważniejsza jest dobrze zdana matura, a czasem nawet i ona nie jest potrzebna, żeby być w życiu szczęśliwym i spełnionym. 


25 komentarzy :

  1. Rozumiem co przeżywasz, chociaż nie... Nie mogę tak powiedzieć, bo nigdy mi się nic takiego nie przytrafiło.
    Tak, to prawda, że w szkole oceniana nie jest nasza wiedza, lecz przygotowanie do lekcji, posiadanie zadania domowego etc. U mnie w szkole, na niektórych przedmiotach, widać po ocenach także relacje ucznia z nauczycielem. Uważam, że jest to nie w porządku. No ale niestety... Szkoły polskie nie są i raczej nie będą nigdy idealne. Mam nadzieję, że kiedyś to choć trochę się poprawi.

    http://nastoletniabiblioteczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierzę, że może kiedyś poprawi się coś na lepsze, ale w tej chwili, gdybym była mamą i miała dzieci, to za Chiny Ludowe nie pozwoliłabym im chodzić do polskich szkół i iść programem szkolnictwa w Polsce.

      Usuń
  2. Masz rację, życie nie jest sprawiedliwe i nigdy nie będzie. A dobrze zdana matura wcale nie przesądza o tym, czy będziesz w przyszłości szczęśliwa, czy też nie. Wiem to z własnego doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, na życie trzeba zarobić, a póki co wyobrażam siebie jedynie na studiach, a dopiero potem podejmującą prace. A matury tak czy siak póki co nie mam. Staram się nie załamywać, bo jakie znaczenie będzie to miało za 5 lat?

      Usuń
  3. Szczerze mówiąc, oceny wogle nie odzwierciedlają naszego stanu wiedzy. Myślę, że najlepszym przykładem jestem ja: mieszkałam 4 lata w Niemczech, mówię płynnie po niemiecku, chodziłam tam normalnie do szkoły i miałam naprawdę dobre oceny. Wróciłam do Polski i mam czwórkę w grupie zaawansowanej. Ciągnąć dalej? Mój kolega również mieszkał kiedyś w Niemczech, ma tatę niemca i jest w dokładnie takiej samej sytuacji.
    Nie przejmuj się i ucz się dalej, bo niemiecki to w gruncie rzeczy bardzo fajny język :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również uważam, że niemiecki to bardzo fajny język i chętnie będę się go uczyć.
      Jak słucham takich historii, to mam wrażenie, że nauczyciele albo specjalnie tak robią, albo nie są w stanie zrozumieć, że ktoś mieszkając w obcym kraju może być lepszy z języka, którego owy nauczyciel akurat naucza.

      Usuń
  4. Bardzo dziękuję za ten naprawde madry artykuł . Niestety u mnie w szkole bywa, że można dostać pały z niemieckiego zupełnie za darmo... Kolega pobił rekord, bo zarobił aż 5 na jednej lekcji . Serdecznie polecam . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, co jest nie tak z tym polskim szkolnictwem, jak nauczyciel może jednemu uczniowi dać aż pięć jedynek?!
      Polski system szkolnictwa i edukacji chyba trzeba przeboleć, jak się już zaczęło w to niestety brnąć.

      Usuń
  5. Ciężko w takich momentach wyczuć, dla kogo tak właściwie te oceny są dobre. Chyba tylko dla tych, którzy uważają, iż jeżeli trafi im się 5 na koniec roku to będzie to równoznaczne z tym, że poradzą sobie w życiu.
    BŁĄD!
    Same oceny są całkowicie zależne od wielu czynników - jak chociażby nasze podejście, nasza inteligencja, czy coś tak niezależnego od nas jak pracowitość nauczyciela czy dobry plan lekcji.

    Pamiętaj, że świadectwo chowasz do szuflady, czego nie można powiedzieć o zdobytej wiedzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację, tylko wątpię, by osoba, która pracowałam solidnie trzy lata, nagle z samych piątek dostała dwóje na świadectwie, była z takiego obrotu sprawy zadowolona :)
      Wyraziłam tylko swoją opinię i zdaję sobie sprawę, że świadectwo jest nic nie warte, ale zawsze milej mieć na nim 5 niż 2, szczególnie gdy ma się świadomość, że ta przeklęta dwójka jest niesprawiedliwa.

      Usuń
  6. Trudno się nie zgodzić. Ja na przykład, mogę opowiedzieć swoją historię i coś co mi się wydaje cholernie niesprawiedliwe, ale za co ponoszę odpowiedzialność. Już na samym wstępie nadmienię - jestem humanistką. Taką do bólu, humanistką. Od zawsze interesowałam się polskim i historią, później w gimnazjum, spodobały mi się jeszcze geografia, angielski, wos. I to na tych przedmiotach się skupiałam, one sprawiały mi przyjemność i wiedziałam, że będą mi kiedyś potrzebne, bo wiążę z nimi przyszłość. Tyle, że co z tego, że miałam dobre chęci, skoro moja nauczycielka w gimnazjum od polskiego, była straszną zołzą? Kiedyś wróciłam na przykład do szkoły, po dwutygodniowej przerwie i nie byłam zupełnie przygotowana, bo przez te dwa tygodnie nie odzywałam się do nikogo z klasy i ze znajomych. W związku z tym nie miałam pojęcia, że było zadanie. Wielkie, ważne zadanie. I co z tego, że miałam inne wszystkie ćwiczenia. Nie miałam tego jednego i poleciała jedynka. Później kolejne przybywały, bo pani zaczęła mnie szczerze nie znosić. Gdy innym oceniała wszystko, mi oceniała wybiórczo zadania, dając jedynki z tego co nie miałam, a ignorując to co miałam zrobione. No w każdym razie, nie o tym miałam opowiedzieć, ale okej. Ważnym z tego wynika, że ja czułam się silna z polskiego, ale pani kompletnie mnie rujnowała. I kończyłam gimnazjum z cholerną tróją, co jak dla mnie było nie do pomyślenia.
    Mój nauczyciel od matmy w gimnazjum, ignorował słabszych uczniów, czyli tych, którzy potrzebowali trochę więcej czasu na przyswojenie informacji - czyli ja na przykład, a skupiał się i uczył tych najlepszych. W związku z czym moja przygoda z matmą, zaczęła przypominać cholerną wojnę o wyciągnięcie dwói czy trói.
    Gdy przyszło mi wybierać technikum, byłam strasznie oczarowana grafiką komputerową, więc na to właśnie poszłam, z wiedzą, że mam mieć rozszerzony polski. Koniec końców, okazało się, że grupa grafików była tak mała, że musieli nas połączyć z informatykami i co dostałam? Rozszerzoną matmę. Matmę. Ja. Humanistka. Która znienawidziła matmę po gimnazjum. I po tym nauczycielu nieszczęsnym.
    W każdym razie, w tym momencie, jestem w czarnej d... to znaczy, mam okropną sytuację, bo nauczycielka ciągle bierze nowe tematy z rozszerzonej matmy, ciągle pędzi z materiałem, wyobraża sobie, że dlatego, że jesteśmy na rozszerzeniu, wszyscy weźmiemy je na maturze i w związku z tym, jest okrutnie wymagająca. A ja, w pocie czoła, staram się coś ogarniać, ale nie potrafię, bo wszystko zlewa mi się w jedno. A ja wiem, że wcale nie jestem aż tak głupia z tego przedmiotu. Ja wiem, że ja bym to umiała, gdyby ktoś poświęcił mi chwilę czasu, bo już kiedyś radziłam sobie z takimi sytuacjami i wychodziłam na prostą. Tyle, że teraz, w trzeciej klasie technikum, gdy za rok matura, nikt się już mną nie przejmuje. Wszyscy biegną dalej, a ja zostaję z tyłu, walcząc o marną dwóję, która wciąż jest niepewna.
    I chociaż wiem, że to moja wina, bo mogłam iść do liceum na humana, to nie mogę... nie mogę po prostu ogarnąć tego, jak okrutnie potraktowana zostałam przez matmę, jako przedmiot. :(

    Jeszcze tylko skomentuję niemiecki - ja nie znoszę tego przedmiotu, ale nie z powodów, które wypisałaś. Bardziej chodzi o fakt, że w gimnazjum nauczycielka mi obrzydziła ten przedmiot, a później, zdałam sobie sprawę, że nie podoba mi się w ogóle brzmienie tego języka. Jest taki chrapowaty, ostry. Nie lubię. :D
    W każdym razie, ciesz się, że szkoła średnia za tobą. Podobno później, po studiach, może być już tylko lepiej. :D
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matematyka to chyba najbardziej nielubiany przedmiot przez uczniów, a jeśli nie nielubiany, to sprawiający duże kłopoty. Wiem, bo chociaż z matmą nie mam większych problemów, to czasami nawet ja nie umiałam rozwiązać jakiegoś zadania a uchodziłam za jedną z lepszych osób w klasie.
      I uważam, że to właśnie słabszym uczniom należy poświęcać większą uwagę, bo ten zdolny, jak będzie chciał, sam sobie przeczyta temat z podręcznika i zrobi zadania.

      Jestem oburzona, jak czytam/słyszę takie historie, bo to jest po prostu nie do pomyślenia. Ja miałam podobną sytuację w gimnazjum, raz mi się noga powinęła na fizyce i chociaż nie byłam orłem, to coś tam umiałam i zawsze jedynka, jedynka, dwója, kolejna jedynka. Tak skończyłam z tróją, chyba się ulitowała, ale nie wiem dlaczego, to dla mnie jedna wielka tajemnica.

      Również mnie oburza fakt, że skoro dla waszej grupki nie utworzyła się klasa z tą grafiką komputerową i że połączono was z informatykami, to dalej karzą wam ciągnąć tę matmę. Powinni podzielić to jakoś na grupy, albo zapisać w dzienniku, kto tej matmy nie chciał i teraz nie wrzucać wam do głowy tych tematów, bo na co wam to? Tak szczerze? No na nic, nawet rozszerzenie nie wykorzysta nigdy tego, czego się w liceum uczy. Nie rozumiem.

      Mam nadzieję, że dasz sobie radę z tą matematyką i wszystko będzie dobrze. Poczujesz się znacznie lepiej, jak i za tobą będzie już ten cały stres maturalny i będziesz mogła cieszyć się zasłużonymi wakacjami.

      Co do studiów, to nie jestem pewna, czy pójdę w tym roku, bo mam z egzaminu z języka polskiego ustnego poprawkę w sierpniu, ale mam nadzieję, że się uda. To kolejna niesprawiedliwość, jaka mnie spotkała, ale już próbowałam się odwoływać i nic to nie dało. Prawie najlepsza uczennica w szkole nie zdała matury. Dziwne, ale co poradzę. W dodatku oblała mnie sama dyrektorka. :D

      Usuń
  7. Niestety mam z prezentacjami to samo - lubię i umiem je robić, ale po co one komu, to ja już nie wiem. W ogóle nie bardzo rozumiem cel tej całej bieganiny za ocenami, bo przecież jak masz 3 to jesteś leniwym ignorantem, a jak 5 - wychwalają Cię pod niebiosa. Sama przez takie sytuacje i chorą logikę nauczycieli miałam spore problemy w gimnazjum, i przez to jestem rok w plecy.
    Uważam, że o wiele lepszym pomysłem na koniec danej szkoły byłoby wystawienie ogólnej opinii o uczniu - jak pracował przez te trzy lata, z czym sobie radził, a z czym nie. Wtedy na pewno byłoby to bardziej sprawiedliwe niż niesłuszne zaniżanie ocen... Ale chyba nie doczekam się takiego traktowania w szkole, a szkoda.
    Pamiętaj, że wciąż trzymam za Ciebie kciuki i czekam, aż oplujesz dyrektorkę XD <3
    http://biblioteczka-blanki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takiej opinii nigdy nie myślałam, ale rzeczywiście to bardzo dobry pomysł. Tylko że po co się tak męczyć, skoro szybciej jest wystawić zagrożenie niż napisać, że uczeń przez problemy prywatne lub zdrowotne opuścił się w nauce? I napisać takie coś razy 30, skonsultować z innymi nauczycielami, co oni sądzą. Nikomu by się tego robić nie chciało.
      Mam nadzieje, że na studiach, o ile już na nie pójdę, nie będą mnie spotykać tak karygodne rzeczy, bo w końcu może ktoś zacznie traktować nas tam jak dorosłych. Szkoda gadać po prostu.

      Usuń
  8. Przyznam, że trochę mnie nastraszyłaś jeśli chodzi o liceum i to jakich nauczycieli mogę tam spotkać. Nie będzie łatwo, jeśli ktoś sobie mnie upatrzy za cel i będzie mnie nękał przez 3 lata!
    A co do ambicji, to kiedyś miałam je spore. Pamiętam, że w podstawówce starałam się być tą drugą pod względem średniej, uczennicą w klasie, a potem z roku na rok ambicje malały, coraz mniej mnie obchodziły 3 i inne słabe oceny. Teraz w gimnazjum no cóż... popuściłam całkowicie, zadań domowych raczej nie odrabiałam, NAWET SPISYWAĆ MI SIĘ NIE CHCIAŁO!, na kartkówki ściągi, a potem NAWET ŚCIĄG ROBIĆ MI SIĘ NIE CHCIAŁO! do nauki na sprawdziany przysiadałam tak tylko wieczorkiem, aby napisać, najwyżej poprawię i proszę w taki oto sposób w klasie 2 gimnazjum po raz pierwszy w życiu nie miałam paska na świadectwie. Obiecałam sobie wtedy, że w trzeciej klasie nie popuszczę i pasek będzie, a nawet średnia 5,0, a tu proszę znowu muszę walczyć, aby był pasek .... Ja już nie wiem, czy to lenistwo, czy co ....
    Niemiecki nie należy do moich ulubieńców (zresztą angielski również), ale jeśli Ty go lubisz i umiesz, a zostałaś oceniona w ten sposób ... no życie nie zawsze jest sprawiedliwe, ale masz rację, ważna jest matura, a z tego co widziałam w Twoim poście o maturze i Twoich wynikach, to poszło ci naprawdę bardzo dobrze ! Gratuluję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, może tylko ja natrafiam na takich nauczycieli, choć historie, które słyszę albo czytam (chociażby tu w komentarzach) na to nie wskazują. Moja najlepsza rada, dla Ciebie, jak będziesz szła do liceum: rób swoje i się ucz tyle, ile uważasz że musisz, ale nie odpuszczaj sobie. Ja, chociaż uczyłam się trzy lata, czuję, że mogłam mieć lepsze wyniki na maturach, ale i tak jestem całkiem zadowolona. Wiadomo, 100% jest ciężko uzyskać, ale to możliwe, jeśli jest się systematycznym.

      Życzę Ci powodzenia i tego, żeby Ciebie nigdy nie spotkały takie przykre niesprawiedliwości, bo to tylko psuje krew i chęci do dalszej pracy. :)

      Usuń
  9. Tak to już jest w Polsce. Wiele osób mówi, że nie ocenia się umiejętności uczniów ani ich wiedzy, a głupoty. Bo co to za ocena za prezentację? Taka może zrobić każdy. I rozumiem, naprawdę rozumiem Twoją złość. I wcale się nie dziwię... Też bym się wkurzyła....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście zostały mi już tylko studia, a tam chyba tej niesprawiedliwości jest mniej i całe szczęście.
      Wydaje mi się, że takie sytuacje są typowe dla polskich szkół, bo i w gimnazjum miałam kilka scysji z nauczycielami. Dla mnie to niepojęte, jak można tak traktować ludzi, nieważne czy to uczniowie, których się ma za debili bez własnego zdania, czy ktoś inny. A skoro traktują tak uczniów, to kto wie, czy nie są tacy sami dla innych. No ale niestety ja nikogo nie zmienię, mogę jedynie zmieniać siebie.

      Usuń
  10. Ja miałam taką sytuację: w podst wszystko super świetnie z matmy zbierałam same 5 i 6, bo a) lubiłam ten przedmiot i był prosty dla mnie, b) mam babcię matematyczkę, z którą często się uczyłam, rozwiązywałam zadania konkursowe itp, żeby więcej umieć.
    Poszłam do gim i na początku było wszystko super, chociaż ta matematyczka wie jak wyrobić sobie autorytet i jak zaczęła już od pierwszych lekcji pytać i drzeć się wiedziałam, że z nią nie ma żartów. Lekcje jednak były proste, więc nie było sensu (w moim początkowym rozumowaniu) się uczyc na pierwszy sprawdzian. Dzień przed nawet pojechałam gdzieś do rodzinki na urodziny cioci i wróciłam późno, więc postanowiłam sobie odpuścić naukę. Bo przecież wszystko rozumiem, bo babcia mi tłumaczyła wcześniej, bo jestem zmęczona. I tak wleciała mi pierwsza trója... Coś pomieszałam, czegoś nie napisałam (bo babka jest znana z tego, że robi spr na kilkanaście zadań)... A dalej było tylko gorzej. I już nie chodzi o to, że mi się nie chciało uczyć, przeciwnie! Uczyłam się systematycznie, wieczorami zamiast czytać, czy oglądać filmy lub wychodzić ze znajomymi ja siedziałam na matematyką i kułam, rozwiązywałam zadania z lekcji, a z kolejnych sprawdzianów szły kolejne tróje. I co z tego, że zrobiłam zadanie na 6, bo przecież tu nie dałam sprawdzenia, które nawet nie było uwzględnione w treści zadania... Nauczycielka co lekcję mnie i kilka innych osób pytała, a na spr z byle powodu obcinała nam punkty i co najważniejsze: nie uznawała poprawy. Bo ona nie chce siedzieć nad naszymi pracami, bo ją denerwuje to, że ktoś się nie nauczył na spr i tylko na poprawy lata. No cóż.
    W tym roku pierwszy semsestr miałam zaliczony na 4+. Jednak pech chciał, żebym pół marca spędziła w łóżku z gorączką, a drugie pół snuła się w szkole jak zombie i niekontaktowała na lekcjach, bo przeziębienie to jednak za mało, żeby zostać w domu. Nie było mnie dwa tygodnia i wróciłam akurat na sprawdzian.
    -Ale prosze pani ten dział przerabiali w całości wtedy, gdy mnie nie było, a nie miałam jak wziąć zeszytów, bo wszyscy się musieli uczyć.
    -Ale co mnie to obchodzi, Kaśka? Siadaj i pisz.
    I napisałam. Na dwa. A rodzicom nie dało się wytłumaczyć, że ja nic nie wiedziałam, bo krótki dział i przerobili go w dwa tygodnie. Po prostu mają mnie za nieuka. A ‘nauczycielka nie pozwala na poprawę, uwzięła się na mnie’ sprawia, że jeszcze bardziej krzyczą, szlaban itp.
    Już wiem jak to z tą babą jest, więc zamierzam zacząć się już w sierpniu uczyć. Może coś pomoże, bo nie mogę skończyć roku z tróją na świadectwie. Zabiliby mnie chyba...


    Masakra trochę się rozpisałam, ale chciałam po prostu przedstawić moją sytuację. Niesprawiedliwość jest w każdej szkole. :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, jak można nie robić poprawy. To dla mnie niepojęte. Chociaż u mnie w liceum zdarzyły się osoby, które nie przychodziły na pierwszy termin, dowiadywały się co było i szły na poprawę, rozumiem, żeby tacy ludzie nie mieli poprawy. Ale jak ktoś jest chory, to niby jak miał się uczyć, nie rozumiem logiki nauczycieli. Może oni zostali kiedyś skrzywdzeni złą oceną i coś im nie poszło, ale dlaczego mają teraz niszczyć życie komuś jeszcze?
      Ja akurat na matmę w mojej szkole narzekać nie mogę, bo i miałam poprawy, a pani od matematyki to moja ulubiona nauczycielka w całej tej szkole, ale rozumiem, bo spotkałam wielu takich nauczycieli, jakich opisałaś. Nienormalne. Chyba zanim kogoś wezmą na stanowisko nauczyciela, powinni zrobić jakieś sprawdziany, czy przypadkiem dana osoba jest sprawna i nie wywinie jakiemuś biedakowi numeru, który zniszczy mu plany na całe życie.
      Wiadomo, gimnazjum i liceum to tylko epizod z naszego życia i jakie znaczenie będzie to miało za 10 czy 15 lat, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś chce iść na studia, to matura jest mu niezbędna, a jak ma się uczyć w takich warunkach? Ja nie wiem.

      Usuń
  11. Współczuję sytuacji, ale muszę zapytać, czemu nie poprosiłaś rodziców o pomoc i interwencje u dyrektorki? Słusznie zauważyłaś, że w życiu nie ma sprawiedliwości, ale o swoje trzeba walczyć. Skoro byłaś chora to na pewno miałaś zwolnienie od lekarza, więc nauczycielka nie ma prawa mówić, że nie chodziłaś na lekcje, bo jesteś leniwa i nie chce ci się uczyć. Oczywiście, że nie warto strzępić nerwów o każdą niesprawiedliwą ocenę, ale w tym przypadku powinnaś walczyć, może egzamin komisyjny? Na pewno poradziłabyś sobie i udowodniła, że zasługujesz na więcej niż 2.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stwierdziłam, że szkoda zachodu, pewnie byłabym jeszcze bardziej zdenerwowana, gdybym o to zawalczyła. Najważniejsza była dla mnie w tamtym momencie matura, a że zdawałam ją również z języka niemieckiego, to może to pokaże nauczycielce, jak niesłusznie mnie oceniła.

      Jestem również zdania, że o swoje należy walczyć, ale są sytuacje, w których człowiek ma już dość i na taką niesprawiedliwość po prostu macha ręką.

      Usuń
  12. Z jednej strony - tak - oceny czasami dostaje się za nic. Ale z drugiej strony to nie jest też tak, że oceny nie są wyznacznikiem. Świadczą o sumienności oraz zdobytej wiedzy. Nie zawsze, ale czasami tak jest. :)
    Nie ścigam się o lepsze oceny, ale nie mam też na nie całkowicie wyrąbane. Niby nie są ważne, ale tak naprawdę, co jest w życiu ważne? Całkowite wyjebanie na oceny nie jest dobre, może nawet doprowadzić do tego, że nie będziemy mieli w życiu żadnych celów. Choć oczywiście nie można przesadzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja stwierdziłam, że o piątkę z niemieckiego zabijać się nie będę. Nie było mi dane być dobrą osobą z prezentowania głupich prezentacji i nie zamierzałam poświęcać swojego komfortu psychicznego dla oceny, więc odpuściłam.

      Z mojego liceum, choć je uwielbiam, nie wyniosłam dobrej opinii o nauczycielach i sprawiedliwości, choć są oczywiście wyjątki od tej reguły.

      A co do stopnia wyrąbania na oceny, to zależy od każdego, niektórzy chcą po prostu zdać i znam takie osoby, ale to jeszcze nie znaczy, że nie mają w życiu żadnych celów. No ale to już jest osobista opinia i doświadczenie oraz to, na co w życiu liczymy i co realnie może nam się przytrafić :)

      Usuń
  13. Oceny moim zdaniem nie są miarą wiedzy. Jednak jakoś przygotowanie uczniów trzeba w jakiś sposób ocenić. I tu pojawia się problem, bo nie oszukujmy się, ale obiektywny nauczyciel za często się nie zdarza. I kółko się zamyka. Ja przyjęłam swoją taktykę. Wiem co umiem, wiem ile się przyłożyłam, opanowałam materiał. Jeśli nauczyciel zaś ma nadmiar weny w tworzeniu sprawdzianów, to po prostu się tym nie przejmuję. A teraz na szczęście jestem już wakacyjną maturzystką. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka