Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 10 stycznia 2015

W śnieżną noc - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle


Tytuł oryginału: Let it snow
Tytuł polski: W śnieżną noc
Autorzy: John Green, Maureen Johnson, Lauren Myracle
Data premiery: 19 listopada 2014
Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las
Liczba stron: 336





„Trzy gwiazdy literatury młodzieżowej, z kultowym pisarzem, Johnem Greenem na czele, napisały na czas Gwiazdki trzy połączone ze sobą opowiadania.

Punktem wyjścia jest burza śnieżna, która w Wigilię kompletnie zasypuje miasteczko Gracetown. Na tle lśniących białych zasp pięknie prezentują się prezenty przewiązane wstążeczkami i kolorowe światełka połyskujące w nocy wśród wirujących płatków śniegu.

Śnieżyca zamienia małe górskie miasteczko w prawdziwie romantyczne ustronie. A przynajmniej tak się wydaje… Bo przecież przedzieranie się z unieruchomionego pociągu przez mroźne pustkowia zazwyczaj nie kończy się upojnym pocałunkiem z czarującym nieznajomym. I nikt nie oczekuje, że dzięki wyprawie przez metrowe zaspy do Waffle House uda się odkryć uczucie do wieloletniej przyjaciółki. Albo że powrót prawdziwej miłości rozpocznie się od nieprzyzwoicie wczesnej porannej zmiany w Starbucksie. Jednak w śnieżną noc, kiedy działa magia Świąt, zdarzyć może się wszystko…”
- lubimyczytac.pl

Święta, Święta i po Świętach, ale nawet po nich możemy sobie poczytać bardzo radosne i śmieszne świąteczne opowiadanka napisane przez autorów, których znamy i, niektórych, chętnie czytamy. Szczerze, to dużo spodziewałam się po tej książce i liczyłam na mega wielkie wow na samym końcu, szczególnie wiedząc, że Green napisał, podobno, bardzo fajne opowiadanko, które wszyscy chwalili. Nie byłam zaskoczona, gdy rozpoczęłam czytanie i zauważyłam, że czyta się tę książkę bardzo szybko i przyjemne. Ale zaskoczyła mnie sama treść, fabuła i bohaterowie. Dlaczego? Przekonajcie się sami.

Wydaje mi się fajnym rozwiązaniem napisanie takiego świątecznego składka przez autorów, których ludzie znają. Ja osobiście, chociaż nie od razu się zorientowałam, czytałam książki każdego z nich. Oczywiście od Johna Greena najwięcej – czyli wszystkie, Maureen Johnson znam z powieści 13 małych błękitnych kopert (link do recenzji Asi), która mi się podobała te kilka lat temu, czytałam ją chyba w pierwszej klasie gimnazjum, ale nie jestem pewna. No i Lauren Myracle czytałam wraz z przyjaciółką całą serię zatytułowaną Urocze Trio. Tylko że to nawet nie są książki, a tylko dialogi na czacie trzech przyjaciółek, co kiedyś mnie urzekło, a teraz po prostu odrzuca tak bardzo, że omijam półkę w bibliotece z tymi książkami szerokim łukiem, może kiedyś Wam o tym opowiem. Także po tej ostatniej autorce nie spodziewałam się Bóg jeden wie czego, to od Greena oczekiwałam najbardziej śmiesznego, ale i najbardziej poruszającego opowiadania. Tymczasem to właśnie Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy podobał mi się najmniej, a najbardziej – Podróż wigilijna.

W pierwszym opowiadaniu, czyli właśnie w Podróży wigilijnej autorstwa Maureen Johnson, w którym poznajemy Jubilatkę (nie, ona nie miała wtedy urodzin), zwaną przez wszystkich po prostu Julią, której rodzice mają niemałe zboczenie i kolekcjonują jakieś domki świąteczne, które się składa w jedną całość i powstaje wielka świąteczna wioska (jacy rodzice mają na to czas!). Po wielkiej aferze w sklepie z takimi domkami, Jubilatka musi udać się do dziadków, gdyż głupio spędzać Święta samemu, gdy rodzice… Nie zdradzę co się z nimi stało, ale zapewne się domyślacie. Jednak nie wiem, jaki niemądry człowiek kazał jej wsiadać do pociągu podczas nadciągania największej śnieżycy w dziejach. Sprawa później wygląda tak, że na trasie pociąg staje, Jubilatka nie wie, co zrobić, więc robi same głupie rzeczy – wychodzi z pociągu w poszukiwaniu lepszego i cieplejszego miejsca do odpoczynku, dzięki czemu poznaje Stuarta. Aaaaa! Nie nadmieniłam, że ta dziewczyna ma najprzystojniejszego, najfajniejszego i najpopularniejszego chłopaka w całej jej szkole, o ile nie w całym mieście! Noah z opisu na początku wydawał mi się przerysowany z filmu, jednak w miarę czytania, i chociaż nie było go aż tak dużo, to zorientowałam się, że wcale nie jest taki „filmowy. Co jeszcze nie znaczy, że był lepszy. Cały czas miałam ochotę ukręcić mu łeb!
To opowiadanko podobało mi się najbardziej i w sumie sama nie wiem czemu. Bardzo urzekł mnie wątek miłosny, który później się bardzo fajnie rozwija, chociaż rozwija się tak, że można by to przewidzieć. Maureen Johnson ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu tę krótką historię czytało mi się wspaniale. Nie ma ona jakoś super dużo mądrych wartości do przekazania, ale jest na tyle urocza, że można poświęcić jej ten czas w Święta na przeczytanie i radowanie się, chociaż przez chwile, losami Jubilatki.

★★★★★★☆☆☆☆

Następnym w kolejce jest Bożonarodzeniowy Cud Pomponowy Johna Greena, o którym pewnie najgłośniej można usłyszeć. Tutaj poznajemy Tobina, który wraz z dwójką przyjaciół, JP i Diukiem (to dziewczyna) spędza przedświąteczny wieczór, a na kolację wigilijną miał się udać do Diuk. Jasne, John Green ma różne pomysły, ale już same imiona, czy tam ksywki, bohaterów mnie zaczęły irytować, a ich zachowanie jeszcze bardziej.
Chociaż widać prawdziwość i autentyczność tych nastolatków, tak jak za każdym razem w książkach Greena, to tutaj nie pasowało mi to i wydało mi się nie do końca przemyślanym pomysłem. Jasne, niektóre sytuacje i teksty mnie naprawdę rozbawiły i obśmiałam się jak koń, ale nie do końca przypadło mi do gustu to opowiadanko.
Sami widzicie, że nawet nie jestem w stanie opisać tego, co czuję do końca dokładnie i długo, ale tutaj naprawdę nie ma co opisywać. Zawiodłam się i tyle. Liczę na to, że już nigdy więcej nie przeczytam tak słabego dzieła Johna Greena. A ja myślałam, że to Szukając Alaski jest najgorsze…

★★★★☆☆☆☆☆☆

No i już ostatnie opowiadanko, zatytułowane Święta Patronka Świnek autorstwa Lauren Myracle, jest jakościowo pomiędzy pierwszym a drugim. Nie należy ono do wybitnych, ale podobało mi się na pewno bardziej niż te Johna Greena.
Addie uważa, że bycie nią jest słabe (ho, ho! Mam z nią tyle wspólnego). Jej Święta nie należą do najlepszych – rozstanie z Jebem, zniszczenie swojej pięknej fryzury, kłótnia z przyjaciółkami. Jednak kto by pomyślał, że jedna mała świnka może zmienić jej postrzeganie całej sytuacji z Jebem? Gdyby tylko zdążyła na czas… W jej życiu teraz dzieją się dziwne rzeczy, ale to chyba dobrze, prawda? Nikt nie jest do końca normalny. Tak więc, jeśli chcecie się dowiedzieć, jak zakończyła się Święta Patronka Świnek to mogę ją Wam polecić, tylko nie spodziewajcie się nie wiadomo czego!
Do tego opowiadania byłam najgorzej nastawiona, a to za sprawą książek, które owa autorka napisała. Teraz wiem, że były one głupie i bezsensowne, nawet nie były do końca książkami. Jednak koniec końców to opowiadanie wypadło i tak lepiej od tego, w którym pokładałam największe nadzieje. Lekkie pióro autorki czyta się naprawdę szybko, a z Addie może utożsamiać się niejedna nastolatka, która myśli, że jej życie jest najgorsze. Wydaje mi się to trochę głupie i infantylne, ale jeśli to pominiemy, to Addie jest naprawdę fajną dziewczyną, z trochę pokręconym spojrzeniem na świat, ale jednak dalej fajną.
Nie zachwyciła mnie ona swoim wątkiem miłośnym, ciepłem czy zakończeniem, a po prostu tym, że jest prawdziwa i naprawdę w jakimś stopniu warta uwagi. Na pewno rozgrzeje co poniektórych w zimowe, świąteczne wieczory, ale nie spodziewajcie się cudu, bo ta historia nie należy do arcydzieł literatury.

★★★★★☆☆☆☆☆

Co mi się najbardziej podoba w tej książce, to to, że wszystkie opowiadania są akurat spójne i razem mogą tworzyć naprawdę urocze tło do Świątecznej kolacji. Bohaterowie poszczególnych fragmentów nie mają ze sobą aż tyle wspólnego, ale kojarzą się i w momencie spotkania wiedzą, kto jest kim. W małym miasteczku, takim jak Gracetown, powinno być to chyba silniejsze, w końcu dzieciaki chyba chodzą do jednej szkoły, ale i tak mi się to podobało. Widać, że autorom chciało się to pisać i z radością tworzyli bohaterów i te mniej lub bardziej śmieszne i wzruszające historie.

Jeśli miałabym ocenić tę książkę jako jedność, to wypadłaby ona przeciętnie. Nie wydaje mi się, że tak krótkie historie mogłyby sprawić, że zaczęłam świat postrzegać inaczej, z których dowiedziałam się wielu mądrych życiowych lekcji i które nauczyły mnie czegoś nowego. Nie. To po prostu przyjemne opowiadania, które można poczytać do poduszki albo w Święta, albo w poświątecznym okresie, lub przed. To jeszcze ujdzie. Ale im dalej od grudnia, tym mniej radości i dystansu będziecie mieć do tych nieidealnych mini-książeczek.

Ja dostałam tę książkę pod choinkę, a raczej sama ją sobie kupiłam, i trochę żałuję wydanych na nią pieniędzy. Wydaje mi się, że mogłam znaleźć coś o wiele lepszego, do czego na przykład wróciłabym po latach. Nie mówię, że W śnieżną noc już nigdy nie przeczytam. Ale za rok nie zrobię tego na pewno. Nie chcę mówić, że Wam ją polecam, bo to byłoby kłamstwo. Polecam Wam pierwsze opowiadanie, a resztę – przeczytajcie na własną odpowiedzialność, bo możecie czuć się niezwykle rozczarowani. Szczególnie Greenem, od którego spodziewacie się, pewnie jak ja, bardzo wiele.

★★★★★☆☆☆☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniach: 



"Klucznik" (Spod choinki, Śnieżna okładka)

9 komentarzy :

  1. Ja jestem bardzo ciekawa opowiadania Greena i na pewno przeczytam ten zbiór.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ejże, Szukając Alaski jest najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również bardzo się rozczarowałam tą pozycją i bardzo żałuję, że wydałam na nią swoje pieniądze, a nie na chociażby "Dawcę", nad którym również się wówczas zastanawiałam. Mnie Green AŻ TAK nie rozczarował choć to nie było jego najlepsze dzieło. :)

    Pozdrawiam i życzę lepszych wyborów przyszłych lektur!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i również uważam, że to przeciętna książka, niepotrzebnie ją kupiłam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, Greenem byłam rozczarowana, ale Maureen Johnson napisała coś cudownego - atmosfera świat była dla mnie idealna właśnie w tym opowiadaniu :) Jednak całościowo książkę się miło czyta, ale nie jest szczególnie dobra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna mam zamiar przeczytać, ale jak na razie brak czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam zamiar przeczytać w święta. Niestety nie wyszło, ale chyba będę musiała zabrać się za nią jak najszybciej, bo na wiosnę czy w lecie to już nie będzie to samo :/

    http://czytanie-i-ogladanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam w ferie. Podobnie jak ty trochę się rozczarowałam. Pierwsze opowiadanie było bardzo przyjemne i tylko do niego mam wrócić w Boże Narodzenie. Pozostałe były nijakie. Miałam zamiar kupić sobie tę książkę na święta, ale cieszę się, że ją od kogoś pożyczyłam i nie wydałam pieniędzy w błoto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie sobie kupiłam i troszkę żałuję, bo nie mam pewności, czy jednak będę chciała do niej wracać, ale przynajmniej ładnie prezentuje się na półce XD

      Usuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka