Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 29 maja 2014

Papierowe miasta - John Green


Tytuł oryginału: Paper Towns

Tytuł polski: Papierowe Miasta

Autor: John Green

Data premiery: 5 czerwca 2013

Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las

Liczba stron: 393


„Nastoletni Quentin Jacobsen spędza czas na adorowaniu z oddali żądnej przygód, zachwycającej Margo Roth Spiegelman. Więc kiedy pewnej nocy niegrzeczna Margo uchyla okno i, zakamuflowana jak ninja, wkracza na powrót w jego życie, wzywając go do udziału w tajemniczej i misternie zaplanowanej przez siebie kampanii odwetowej, Quentin oczywiście podąża za dziewczyną. Gdy ich całonocna wyprawa dobiega końca i nastaje nowy dzień, Quentin przychodzi do szkoły i dowiaduje się, że zagadkowa Margo w tajemniczych okolicznościach zniknęła. Chłopak wkrótce odkrywa, że Margo zostawiła pewne wskazówki i że zostawiła je dla niego. Podążając jej urywanym śladem, w miarę zbliżania się do celu Q odkrywa zupełnie inną Margo, niż ta, którą kochał i znał dotychczas.”

- lubimyczytac.pl


Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest.

  
Gdy tylko skończyłam Gwiazd naszych wina, John Green wskoczył na miejsce mojego ulubionego autora. Mając na półce Papierowe miasta i Szukając Alaski, nie sposób było czytać coś innego. Zakochana w jego twórczości i prawdziwości tego, co wychodzi spod jego pióra nie zastanawiałam się nad niczym, nie obchodziły mnie terminy książek pożyczonych z biblioteki ani szkoła. Musiałam, po prostu musiałam zacząć kolejną przygodę z bohaterami wykreowanymi przez Greena. Czy się zawiodłam? Zdecydowanie nie! To było warte swojej ceny! Ale zapraszam do recenzji po więcej informacji. 

Quentin Jacobsen to zwyczajny nastolatek w swojej szkole, który właśnie jest w ostatniej klasie. Niezbyt popularny, mający jedynie dwójkę przyjaciół, z którymi spędza większość czasu. Nie jest jednak również nękany w szkole, wiedzie spokojne, nudne można by rzec, życie, ale je lubi. Zdecydowanie nie chce nagłych zmian i ryzyka. Jest do szaleństwa zakochany w swojej sąsiadce – Margo Roth Spiegelman – której do zachowania Quentina bardzo wiele brakuje. Szalona, wiecznie poszukująca przygód i ryzyka dziewczyna zawróciła w głowie tej szarej myszce, którą jest Q już wtedy, gdy mieli ledwie dziewięć lat. Połączyła, a potem rozłączyła ich śmierć obcego mężczyzny Roberta Joynera. Jaką rolę odegra w najbliższej przyszłości to wydarzenie w życiu chłopaka? Czy Margo naprawdę jest Margo z jego wyobrażeń? Co takiego intrygującego jest w dziewczynie, której nie można złapać, która jest jak nieuchwytny wiatr? I czy Q w końcu powie jej, co do niej czuje? Ja już wiem, a Wy?

Pewna noc odmienia życie chłopaka, podczas której razem ze swoją byłą przyjaciółką z dzieciństwa robi rzeczy, o których wcześniej nawet mu się nie śniło. Nie przewidział tylko jednej małej rzeczy, a mianowicie tego, że Margo po tym wszystkim zostawi go i zniknie z jego życia raz na zawsze. Przynajmniej taki początkowo miał być zamiar. Jednak nastolatek dowiaduje się o niej kilku ważnych faktów, jednym z nich jest to, że każda jej „eskapada” była owiana tajemnicą, ale tajemnicą do odkrycia, gdyż dziewczyna uwielbiała zagadki. Pozostawiała za sobą wskazówki mogące doprowadzić wytrwałego poszukiwacza do miejsca jej aktualnego pobytu. Tym razem to Quentin ma za zadanie ją odnaleźć. A przynajmniej tak mu się wydaje. 

Papierowe miasta przeczytałam z gorącymi wypiekami na twarzy w ciągu kilku dni, jednak jest to tak pochłaniająca czytelnika lektura, że dałabym radę skończyć ją w ciągu jednego dnia. Nie chciałam jednak robić tego tak szybko, a poza tym nie miałam tyle czasu. Wiadomo – szkoła. Teraz cieszę się, że rozłożyłam sobie czytanie tej książki na kilka mniejszych partii. Nie wiem, co stałoby się ze mną i moją psychiką, gdybym zaraz po odłożeniu na półkę Gwiazd Naszych Wina musiałabym rozstać się z kolejnym wspaniałym dziełem Johna Greena. To byłoby zbyt bolesne. 

Zaintrygował mnie tytuł, którego najpierw nie rozumiałam, a dopiero w trakcie czytania został mi o objaśniony. Papierowe miasto to najzwyczajniej w świecie nieistniejące miasto, ale zaznaczone na mapie w celach ochronnych prawo autorskie. Ciekawe, prawda? A ja myślałam, ze papierowe miasto to takie puste, szare, bure, gdzie nic się nie dzieje, ludzie są bez życia, a każda, nawet najmniejsza emocja jest tłumiona w geście bezsilności i bezsensu istnienia. Tak samo myślała Margo, ale nie wiem, czy mam się cieszyć z tego, że jestem do niej choć trochę podobna, czy raczej smucić. Szczerze? Jest fajna jako bohaterka, ale momentami nie pochwalałam jej zachowań. Nawet będąc na jej miejscu i czując się osaczona przez ludzi, za którymi nie przepada, nie wywinęłabym takiego numeru jak ona. Chwilami mnie drażniła. A największą irytację odczuwałam, gdy motała Quentinem i raniła jego uczucia. Czemu? Pewnie dlatego, że do niego jestem jeszcze bardziej podobna niż do Margo. W którymś poście 30-dniowego wyzwania napisałam, że to właśnie z nim utożsamiam się najbardziej. I to najprawdziwsza prawda. Na jego miejscu raczej bym płakała niż radowała się z faktu, że ktoś taki jak Margo Roth Spiegelman mógł zwrócić na mnie uwagę i wplątać w zwariowane, a czasem nawet głupie i niebezpieczne „misje”. 

I tutaj styl Greena po prostu mnie urzekł. Zakochałam się w nim na nowo. Z początku bałam się, że po przeczytaniu Gwiazd Naszych Wina, gdy moje oczekiwania wzrosły względem autora, Papierowe miasta okażą się słabe i nie warte mojego czasu i zachodu. Jakże się myliłam. Choć nie jest to tak piękna historia, jak ta z Hazel i Augustusem, to również jest niesamowita i pełna wielkich i małych mądrości, które w codziennym zgiełku gdzieś giną, zapomniane i osamotnione, gdyż ludzie szukają czegoś naprawdę wielkiego i cudownego, wolą to od czegoś prozaicznego i nic niewartego. Czyż to nie jest smutne?

Zakończenie totalnie mnie rozwaliło i miałam co do niego mieszane uczucia, ale w końcu zdecydowałam, że jednak wywarło na mnie pozytywne wrażenie. W sumie, nie wiem jak sama sobie to wyobrażałam, po prostu nie spodziewałam się takiego obrotu akcji, ale to dobrze. W tym przypadku nie chciałabym, żeby książka okazała się zbyt przewidywalna. 

Jest to pełna humoru powieść o wadze przyjaźni i miłości wśród nastolatków. Jest o zwyczajnych ludziach, którzy robią niezwyczajne rzeczy, o samotności i tym, jak ważne jest podejmowanie własnych decyzji. Każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje, każdy wybór sprowadza na nas coś innego i dzięki tej książce możemy zrozumieć (i nauczyć się), jak żyć z naszymi własnymi wyborami, których nigdy nie cofniemy. Quentin to moja ulubiona postać z tej powieści, choć jest tam również wiele innych barwnych postaci. Ale żeby je poznać, trzeba samemu przeczytać Papierowe miasta. 

Miasto było z papieru, ale nie wspomnienia.

★★★★★★★★☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach: 




Klucznik(Z kolorem w tytule)





ODAUTORSKO
Szczerze? Dziwnie pisało mi się tę recenzję, ale summa summarum jestem z niej zadowolona. Teraz będę Was zasypywać recenzjami, bo mam ich naprawdę dużo. Aż 6!
Poza tym chciałabym Wam jeszcze przypomnieć o Wymiance Wakacyjnej! Ja biorę udział, a Wy?
 
KLIK

środa, 28 maja 2014

Jakim jestem czytelnikiem?

Zostałyśmy nominowane do tego wyzwania przez Lawinię, za co serdecznie dziękujemy. Jednak Asia postanowiła go nie robić. Tak więc dziś macie tylko moje odpowiedzi :) Zapraszam!

Właściwie sama nie wiem!
Uwielbiam mieć ułożone plany czytelnicze na bliższy lub dalszy czas w postaci stosików. Dodaję wtedy wszystkie pozycje z danego zbiorku jako "Teraz czytam" na portal lubimyczytac.pl i mam wszystko super zorganizowane. To zdecydowanie ułatwia mi połapanie się, co aktualnie muszę również oddać do biblioteki, albo pożyczyć od znajomych. 

A jeśli już o pożyczanie chodzi... Nie znoszę rozdawać swoich książek innym. Spotkałam się już z wieloma sytuacjami, gdy kontakt z daną osobą mi się urywał, a ja książki (przeważnie jednej z ulubionych) nigdy nie odzyskałam. 

Dobieram zakładki kolorystycznie do okładki aktualnie czytanej książki. 



Zwykle nie potrafię czytać więcej niż jedną książkę naraz, ale kiedyś (w gimnazjum) mogłam czytać i dziesięć i nie miałam z tym problemu. 

Mogę słuchać muzyki podczas czytania, ale nie takiej, która zawsze wpływa na mnie rozrywkowo. Często sobie śpiewam przy ulubionych kawałkach, a wtedy nie mogę skupić się na lekturze.

Przeczytałam każdą szkolną lekturę z wyjątkiem Krzyżaków. Ale zamierzam to zmienić w tegoroczne wakacje, kiedy będę czytać wszystkie lektury do podstawowej matury z języka polskiego.

Mam swój własny The Book Jar, z którego kocham losować książki następne do czytania. Nigdy nie wiadomo co się trafi!

Kocham mieć własne egzemplarze ulubionych książek na półce w pokoju, ale teraz już nie kupuję ich tyle, ile wcześniej. Większości książek nie opłaca mi się kupować, bo przeczytam je tylko raz, a potem będą się kurzyły.

Kocham chodzić do bibliotek! Nawet jak nic nie pożyczam, to świetnie się czuję w takich miejscach.

Uwielbiam wracać do ulubionych serii i książek. Szczególnie upatrzyłam sobie za cel Harry'ego Pottera, Sagę Zmierzch i Percy'ego Jacksona. 

Podczas czytania muszę coś jeść lub pić. Jogurt, czipsy, ciastka lub mamba to najlepsze przekąski do czytania. 
Nie uważam, żeby pobrudzenie książki kawą, herbatą czy sosem z sałatki było zbrodnią. Moja książka = nikt nie może mi wytknąć, że ją niszczę. Aczkolwiek zaginanie rogów, wyrywanie stron i podkreślanie cytatów czymś innym niż ołówkiem to już dla mnie przesada.

Prawie zawsze, gdy zaczynam nową książkę patrzę na ostatnią stronę. Często psuję sobie zakończenie, ale cóż, taki mój nawyk. 

Kocham czytać w komunikacji miejskiej, nawet jeśli nie mam gdzie usiąść. Ogólnie nienawidzę tramwajów i autobusów, ale z książką wszystko jest fajniejsze! 

Często oceniam książki po okładce. 

Prawie w każdej książce mam bohatera płci męskiej, w którym się mentalnie zakochuje. 

Nie lubię książek, które mają śnieżnobiałe kartki. Są one niewygodne, łatwo się skaleczyć i mają nieciekawą fakturę. Grube i kremowe stronice są zdecydowanie fajniejsze. 

Książki mam ułożone seriami. Potem wpycham, gdzie popadnie. 

Nie lubię czytać całej serii naraz, bo 1. potem nie wiem, co napisać w tych niekończących się recenzjach. 2. odbiera mi to radość towarzyszącą oczekiwaniu na to, co będzie dalej.

Zawsze patrzę, co kto czyta w komunikacji miejskiej. Często zdarza się również tak, że mam przy sobie taką samą książkę, jaką osoba obok.

Uwielbiam robić książkom zdjęcia! I okładkom, i temu, co jest w środku, ostatnim stronom, rysunkom, początkom rozdziałów, tytułowi. Wszystkiemu, co można w książce znaleźć. 


Jestem czytelnikiem zwariowanym, często nieogarniętym i zdecydowanie nieosiągalnym, jeśli zagłębię się w jakąś lekturę! Wymagającym, ale tylko względem ulubionych serii i autorów. Łatwym do rozpracowania, rozbawienia i wymuszenia łez. 
Samemu to ciężko ocenić, prawda? 

poniedziałek, 26 maja 2014

Pamiętnik nastolatki 2.5: Wakacje Natki - Beata Andrzejczuk





Tytuł oryginału (polski): Pamiętnik Nastolatki 2 Wakacje Natki

Autorka: Beata Andrzejczuk

Data premiery: 2011

Wydawca: Dom Wydawniczy Rafael

Liczba stron: 221

"Natka, bohaterka "Pamiętnika nastolatki", na wakacjach.

To najbardziej upragniony moment w całym roku ! Teraz tylko słońce, plaża i ja... Nareszcie oderwę się od nudnej codzienności. Może uda mi się przemyśleć kilka bardzo ważnych spraw? A może poznam kogoś ciekawego, kto pomoże rozwiać moje wątpliwości Może wreszcie zdecyduję, czego sama chcę? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziesz w tej części mojego pamiętnika. Przede wszystkim zaś dowiesz się, jakie wakacyjne przygody spotkały mnie tego lata. Będzie super!”
- lubimyczytac.pl

Seria „Pamiętnik nastolatki” z Natką

Tom 1 | Tom 2 | Tom 2.5 | Tom 3 | Tom 4 | Tom 5 | Tom 6 | Tom 7

Wiecie, jak bardzo nie lubię niedokończonych serii? A wiecie, jak bardzo kocham durnowate powieści o nastolatkach? Jeśli tak, to już wiecie, dlaczego na blogu pojawia się recenzja „Pamiętnika nastolatki 2.5”! Nie mam pojęcia, czemu ciągnie mnie do takich historii. Może dlatego, że są (albo były) kiedyś mi tak bliskie, bo sama je przeżywałam? Bardzo możliwe. Nawet teraz, mając osiemnaście lat, uwielbiam sięgać po książki dla młodzieży o młodzieży z problemami, szkołą i chłopakiem na głowie. Czemu? Właśnie nie do końca jestem pewna, ale nie zamierzam przestać czytać takich powieści. A już zwłaszcza Pamiętnika nastolatki! Wkręcił mnie i to bardzo. Ten tom przeczytałam kilka dni temu podczas dwóch (nawet niecałych) godzin upalnego wieczora. Cudownie było móc czytać o wakacjach, mając jeszcze rok szkolny, ale go wcale nie czując! Ale niepotrzebnie się już rozwodzę na ten temat. Zapraszam na recenzję!
Nasza Natka jedzie na wakacje poprzedzające jej trzecią klasę gimnazjum. Rozstanie z Jackiem na taki długi okres czasu, w dodatku nie będąc parą, jest dla niej niczym wiadro zimnej wody – niespodziewane i koszmarnie dołujące. Jednak wakacje, które są przed nią, mimo że zapowiadają się niefajnie, wcale takie nie zamierzają być. A to dlaczego? A to za sprawą pewnej grupki znajomych, których Natka pozna zupełnym przypadkiem. Dzięki Kacprowi, czyli psu jej cioci Kasi, dziewczyna zdobędzie przyjaźń na długi okres czasu (ale czy na pewno?), tak mi się przynajmniej wydaje.
Maksym, bo tak ma na imię najprzystojniejszy chłopak w paczce, ma siedemnaście lat, burzę brązowych włosów i śliczne oczy, którymi świdruje naszą młodą bohaterkę. Mając na nią ogromny wpływ, będzie się starał jej pomóc w zrozumieniu tego, co czuje i czego chce. Czy mu się uda? Kiedyś na pewno. Ale co, jeśli w końcu będą musieli się rozstać, gdyż wakacje dobiegną końca? Natalia na pewno będzie zrozpaczona, czyż nie? A Maksym? Może dla niego byłby to tylko przelotny wakacyjny romans, a może nie? Tego dowiecie się tylko wtedy, gdy sięgniecie po wcześniejsze tomy, no i ten Pamiętnika nastolatki.

Zapomniałam już, jak dobrze jest czytać głupawą młodzieżówkę! Nie wiecie nawet, jak bardzo tęskniłam za tego typu książkami, pogrążona ostatnim czasem w fantastyce szerokiego rozumowania. Brakowało mi tej nutki nastoletniego szaleństwa w powieściach, gdzie zawsze główna bohaterka była niezwykle odpowiedzialną dziewczyną, która chce zbawić cały świat. Natka taka nie jest, nie jest również idealna, ale ma swój urok, który z każdą książka coraz bardziej do mnie przemawia. Jest taka, jaka każda nastolatka w tym wieku: niezdecydowana, ale na pewno prawdziwa, a bynajmniej nie sztuczna. Zadziwiające, jak Beata Andrzejczuk dobrze zna teraźniejszą młodzież. W tym tomie to zdecydowanie pokazuje.

Pamiętnik nastolatki 2.5 czytało mi się niezwykle szybko. Jak już wspomniałam, niecałe dwie godziny. Pytanie tylko, czy warsztat pisarski jest wprost proporcjonalny do czasu czytania? Czy to dzięki niemu, tak szybko udało mi się skończyć książkę? Obawiam się, że nie, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Na pewno jest lepiej niż w poprzednich dwóch tomach. To na bank! Podoba mi się, że autorka pracuje nad sobą i chce jeszcze bardziej zadowolić czytelników. Czasem młodzieżowy slang drażni oko, ale co się dziwić – taka to książka i nie mogę oczekiwać od pani Andrzejczuk rozmów rodem z Lalki, czy Krzyżaków.

Jedyną rzeczą, która naprawdę mnie drażniła, a raczej osobą, był Maksym. W naszych czasach nie spotyka się takich ludzi, a nawet jeśli, to są niezwykle interesujący, ale do czasu. Tutaj mamy do czynienia z typowym przystojniakiem, który wie, że podoba się dziewczynom, ale ma to głęboko gdzieś, szukając swojej największej miłości. Zachowuje się dziwnie, wręcz… nienormalnie. Gdybym spotkała na swojej drodze kogoś jego pokroju, to raczej bym trzymała się od tej osoby z daleka. Choć inteligentny i na pewno skory do rozmowy na każdy temat, nie przekonuje mnie swoim ironicznym podejściem do Natalii, która lubi mieć wszystko czarno na białym.

Była jedna sytuacja, która mnie zaskoczyła i to naprawdę tak zaskoczyła, że musiałam czytać kilka stron po raz kolejny. Zdziwiło mnie to! Z jednej strony czułam ogromną sympatię do osoby, która była w to zamieszana, a z drugiej nie spodobało mi się takie podejście. Towarzyszyły mi mieszane uczucia i dalej towarzyszą, bo kto wie co stanie się dalej?

Mając teraz mieszane uczucia co do wszystkiego (nie chodzi o książkę, a raczej o życie), jestem zadowolona, że w końcu coś naprowadziło mnie na właściwe tory. Przemyślałam sobie wiele spraw, które wcześniej były nieprzemyślane i stwierdzam, że niektóre cytaty z tej powieści są wartościowe i bardzo mi pomogły. Nie wiem, czy każdy by tak miał, ja po części utożsamiam się z Natką, więc to zapewne dlatego, ale każdy znajdzie coś dla siebie. Wiadomo, nie wszyscy przeżywają swoją pierwszą miłość w wieku 15 lat, ale tu wiek nie ma znaczenia, schodzi na dalszy plan, bo to dotyczy wszystkich. Nie tylko zakochanych gimnazjalistek, które nie wiedzą, z którym chłopcem mają się spotykać.

Sama książka nie jest arcydziełem, które należy przeczytać. To fajna, odprężająca lektura, którą można sobie odpuścić, ale jeśli ktoś lubi tego typu historie, to warto przeczytać. Nie jest to pozbawiona sensu powieść. Zawarte w niej są najprostsze i najbardziej prozaiczne mądrości świata, o którym w nawale codziennej pracy zapominamy, gdyż są tak oczywiste. Wcześniej sądziłam o tych książkach, że są pustą lekturą, niewartą uwagi, teraz wiem, że nawet najbanalniejsza sytuacja, może nieść za sobą morał. Jaki jest tutaj? Każdy pewnie wie, ale ja Wam go nie zdradzę. Sami musicie dowiedzieć się, co takiego mądrego zostało ukryte na stronicach Pamiętnika nastolatki 2.5.

★★★★★★★☆☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniach: 


ODAUTORSKO
No i jest recenzja. A wiecie, że tej książki nie ma w stosiku? Pożyczyłam ją ostatnio i bardzo się cieszę, że wreszcie zabrnęłam dalej z tą serią. Nie mogę się doczekać końca! Już niedługo zbliżają się wakacje, a w szkole i tak nie ma luzu. Choć czas na czytanie znajduję, bo uczę się coraz mniej :D walczę jednak o czerwony pasek i muszę się przyłożyć. Mam kilka recenzji do napisania, więc nudzić się nie będziecie, ale gdy pula nowych postów się skończy… Może być kiepsko.
Co teraz czytacie? Skończyliście już naukę na ten rok, czy jeszcze walczycie o dobre stopnie? :D Piszcie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka