Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 29 marca 2014

Seria książkowo zdjęciowa #12

Seria książkowo-zdjęciowa
#1 | #2 | #3 | #4 | #5 | #6 | #7 | #8 | #9 | #10 | #11 | #12
I znów jestem beznadziejna, bo nie bloggowałam od 9 dni. I po raz kolejny na blogu jest zasyp zdjęć, które nikomu nie są potrzebne, ale nieważne. Chciałam Was serdecznie przeprosić, ale ostatnio dwa tygodnie leżałam w domu z chorobą, a jak wróciłam do szkoły, to nie było mowy o jakimkolwiek luzie, bo trzeba było wszystko uzupełnić (do tej pory mi się tego nie udało zrobić ok). Przez jakieś trzy tygodnie nie przeczytałam żadnej książki, ale ruszyłam wreszcie z Wampirem Lestatem. Jestem na 150 stronie i powoli się rozkręca. Zobaczymy jak to będzie dalej. Ale no nic, mam nadzieję, że miło spędzacie ten wiosenny czas przy takim cudownym słoneczku! 
Tymczasem zapraszam na zdjęcia. 

 Na pierwszy rzut idzie logiczna układanka, którą kupiła mi mama, jak byłam chora, żebym się nie nudziła. Bardzo fajne trójwymiarowe puzzelki, które strasznie ciężko zebrać w jedną całość, ale w końcu się udało! Chętnie rozejrzę się za innymi tego typu rzeczami.

Sklejki jedzeniowe. Kupiłam sobie fasolki w Rossmanie, tak dawno ich nie jadłam!

 Tutaj pocztówki, które jakiś czas temu wyleciały w świat.

 A tu pocztówki, które dostałam. Ostatnio więcej wysyłam, niż dostaję :c

Patrzcie, patrzcie! Dostałam znaczki z HP *.* Wszystkie pocztówki dostałam, oprócz tych w lewym dolnym rogu. Te wysyłałam ja i chciałam Wam pokazać superaśne taśmy washi tape, które cudownie wyglądają na pocztówkach.

Znów kartki do wysłania.

Niektórzy wysyłają mi nawet zakładki. Ostatnio dostałam dwie z Holandii. Ta niebieska to moja faworytka :D

 Tutaj co aktualnie czytałam.

Podczas choroby czytanie nie jest wcale takie przyjemne :c

 Wnętrze mojego Postcrossingowego segregatorka.

 Sklejka lekturowa. Czytałam "Kamizelkę", "Mendela Gdańskiego" i "Powracającą falę". Dwie ostatnie nowelki bardzo mi się podobały i polecam z całego serca.

 Książkowo. Ostatnio zmieniłam układ moich zdobyczy i na głównej półce, którą widzę, gdy się zawsze budzę, stoi cały Rick Riordan! *.*

 Tutaj misz-masz, bo są pyszne słodkie patyczki, którymi ostatnio się zajadam. Dwie gazetki podróżnicze, lektura i piosenka, która jest moją ulubioną jak na razie!

 Że niby ja taka pilna uczennica hehe Jeszcze w starych okularach.

 Takie nie wiadomo co właściwie.

 I znów pełno mojego kociaka. Głupi, bo głupi, ale czasem słodziutki :)

 Stwierdziłam, że pokażę się Wam w nowych okularach, ale nie wiedziałam którą selfie wybrać, więc macie wszystkie :D

 Tutaj jakże profesjonalna sesja zdjęciowa z Lemmym, który nie miał ochoty, ale co tam.

 Pierwsza kartka jest z Holandii, druga poleciała na Białoruś. Pisana po polsku!

 Znów jedzonko. Paluszki rybne zrobiłam sama! A takie kanapki noszę codziennie do szkoły. Mniami!

 Ostatnio przyszło do mnie zamówienie z Postallove.com. Uwielbiam tę stronę! Mają prześliczne pocztówki, a Pani Ewa zawsze jest sympatyczna :3


Dziś znów dużo zdjęć i wydaje mi się, że już zawsze będzie ich tyle. Mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Piszcie, co sądzicie.
A jak u Was z czytaniem? No i ze szkołą? Koniec marca, niektórym zbliżają się egzaminy gimnazjalne, innym matury (mnie czeka za rok -.-). Piszcie, co się u Was dzieje. 
Pozdrawiam i do napisania!

czwartek, 20 marca 2014

Tunele. Głębiej - Roderick Gordon i Brain Williams



Tytuł oryginału: Deeper
Tytuł polski: Tunele. Głębiej
Autorzy: Roderick Gordon i Brain Williams
Data premiery: 2008
Wydawca: Wydawnictwo Wilga
Liczba stron: 640
Tunele. Głębiej to kontynuacja mrożących krew w żyłach przygód Willa i Chestera. Chłopcy docierają do Głębi, gdzie czekają ich nowe, dramatyczne wyzwania. Walcząc o przetrwanie w ciemnościach Wielkiej Równiny, odkrywają przerażający spisek Styksów, którzy jest wymierzony przeciwko światu Górnoziemców.

Górnoziemcy, Styksowe, Koprolici, renegaci – wszyscy oni są bohaterami tej ekscytującej powieści. Czy chłopcy przetrwają? Czy Will odnajdzie ojca? Co się stało z jego prawdziwą matką Sarą i przybraną siostrą Rebeką?

Czy może być jeszcze mroczniej i niebezpieczniej?
- lubimyczytac.pl

 

Seria „Tunele”

Tunele | Głębiej | Otchłań | Bliżej | Spirala | Finał

Will i Chester wcale nie są bezpieczni pod ziemią, ani tam, dokąd zmierzają z odnalezionym bratem młodego Burrowsa. Jadą do Głębi, gdzie nawet Koloniści boją się zapuszczać, gdzie na każde 20 m w dół temperatura rośnie o kolejny stopień (mnie uczyli, że na każde 30, ale nieważne). Chłopcy szukają ojca głównego bohatera, czyli Willa, choć nie wiem, czy nie powinnam nazywać go Sethem. Czy im się uda? Jakie niebezpieczeństwa czekają na dzieciaki jeszcze GŁĘBIEJ? Co się stanie, jeśli ktoś odkryje ich zamiary? 

W międzyczasie toczą się losy Sary Jerome, biologicznej matki Willa, o której nikt nie ma bladego pojęcia. Zbiegła z Kolonii ucieka przed bandą Styksów, którzy próbują ją złapać i znów wrzucić pod Ziemię. Gdy w końcu do tego dochodzi, zostaje jej zaproponowany tajemniczy układ, który zaważy o losach całej ludzkości, w przyszłości. 

Głębiej to drugi tom Tuneli, znacznie grubszy od poprzedniego i obawiałam się, że nie dam rady go skończyć. Początkowo tak właśnie to wyglądało, że nie przebrnę przez sześćset czterdzieści stron nudnej historii, która wcale a wcale mnie nie interesowało. Okazało się potem, że będzie znacznie łatwiej, a  trudności były tylko chwilowe. Książkę tę czytało się bardzo szybko, a przez zakończenie przebrnęłam, jak burza. Nie wiem tylko, czy było to spowodowane chęcią jak najszybszego odłożenia powieści, czy rzeczywistych emocji, jakie wywarło na mnie ostatnie dwadzieścia czy trzydzieści kartek.

Przygody Willa, Chestera i Cala, które rozgrywają się na „arenie” Głębi i Wielkiej Równiny są raczej jednostajne, momentami nudne i przewidywalne. Początkowo wszystko idzie gładko, potem się coś komplikuje, potem znów jest bajecznie, a na koniec… BAM. W zamyśle miało być to niespodziewany zwrot akcji, ale dla wielu czytelników może być ogromnym rozczarowaniem, bo to wszystko zdarzyło się już gdzieś indziej, na kartach innych powieści, sprzed bestsellerów, jakimi rzekomo jest seria Tunele. Rozczarowałam się jeszcze bardziej, niż myślałam, że się rozczaruje, ale w głębi mnie, gdzieś tam bardzo głęboko, GŁĘBIEJ (hehehe), czuję pewien niedosyt związany z wyjaśnieniem kilku spraw. Nie będę tutaj przytaczała konkretnego wątku, bo może ktoś jednak skusi się na przeczytanie, a ja nie chcę narażać nikogo na spoilery, zachowam więc to dla siebie. Ale ostrzegam: nie tylko u mnie mogła zaistnieć taka sytuacja, a bardziej wymagający czytelnik naprawdę może dostać zupełnie coś innego od swoich oczekiwań. 

Licznie występujące powtórzenia może nie rażą w oczy, ale łatwo je wyłapać i poskładać wszystko w całość. Autorzy powinni wykazać się bogatszym językiem, nawet jeśli jest to książka przewidziana dla dzieci w przedziale wiekowym do lat trzynastu. Często wyłapywałam te same wyrazy i zwroty zawarte w rozdziałach, czasem nawet po kilka razy. Zbyt proście zbudowana zdania to również zdecydowany minus. Nie mówię, że książka musi być napisana tak jak Krzyżacy, ale bez przesady z tą prostotą i ułatwianiem dzieciakom zadania. 

Mogę stwierdzić, że mimo ogromnej ilości stron i wielu wątków zawartych w całej historii, panowie nie wykorzystali całego potencjału pomysłu, który w rzeczywistości wcale nie jest taki zły i głupi. Omijanie niektórych wątków nie jest również pożądane, no chyba, że wszystko wyjdzie na światło dziennie w trzecim tomie. Przyznam się szczerze, że czytanie Tuneli sprawiło mi jakąś radość, a nawet zachęciło do sięgnięcia po kolejną część, lepszą, mam nadzieję. Książka niekoniecznie jest tak zła, jak się może wydawać po mojej recenzji, ale nie każdy znajdzie w niej to, czego chce. Jedna z nielicznych serii, na których się (na razie) rozczarowałam, ale zobaczymy z czasem, jak to wszystko się rozwinie. 

★★★★★☆☆☆☆☆
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Klucznik(Kolejna w serii)

ODAUTORSKO
Wreszcie znalazłam chwilę czasu na skończenie i napisanie tej recenzji. Piszę to 18 marca, ale dodam zapewne z kilkudniowym opóźnieniem. Następny w kolejce jest Wampir Lestat. Przeczytałam pierwsze dwadzieścia stron. Jakie wrażenia? Niezbyt pozytywne, a podobno miało mi się spodobać. No nic, na pewno książkę dokończę i zobaczę, jak to będzie dalej, ale nie widzę tego w kolorowych barwach, niestety. Życzcie mi powodzenia!
Dziś, to znaczy 18 marca, znów zostałam w domu, bo się słabo poczułam. Kiepsko mi idzie, rozleniwiłam się, przestałam pracować. Ale mam już dość.
Potrzebuję wakacji! I to natychmiast. Cały czas się staram, ale nic mi z tego nie wychodzi.
A Wy co aktualnie czytacie? Zmagacie się z nawałem pracy w szkole lub na uczelni i nie macie czasu na nic, tak jak ja?

poniedziałek, 17 marca 2014

Wiosenne zestawienie muzyczne

Postanowiłam przygotować dla Was post o piosenkach, których nie mogę słuchać w innej porze roku niż wiosna. Mam wiele wykonawców, albumów i pojedynczych utworów, które w zimie kompletnie mi się nie podobają i mogę wtedy nawet rzec, że danej piosenki nienawidzę, za to, gdy przychodzi wiosna wychwalam ją pod niebiosa. Mam nadzieję, że jesteście zainteresowanie takim postem i zatrzymacie się przy nim na chwilkę. A więc, zaczynam. 

Na pierwszy ogień idzie You Sound Good To Me Lucy Hale. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że słucham tej piosenki tylko we wiosnę, po znalazłam ją dosłownie kilka dni temu. Jest jednak wesoła i idealnie nadaje się na wiosenne spacery do szkoły, gdy promienie słońca rażą nas niemiłosiernie w oczy. 

Florence to jedna z moich ulubionych kobiet śpiewających, a Never Let Me Go, mimo raczej zimowego teledysku kojarzy mi się tylko i wyłącznie z wiosną. Również bardzo często słucham tej piosenki w drodze do szkoły. 

Kolejna dwa utwory należą do przesympatycznego Owl City, które kiedyś bło moim ulubionym wykonawcą. Sympatyczne i skoczne piosenki sprawdzą się świetnie na samotnym spacerze ze słuchawkami w uszach, albo podczas zwykłego wyjścia do biblioteki. Pokazuję dwa utwory, ale jest ich jeszcze więcej, a każdy następny jest lepszy od poprzedniego. 

Sleepyhead kiedyś mogłam słuchać w nieskończoność, teraz zdarza mi się to okazjonalnie. Ale idzie wiosna, a piosenka ta na nowo podbija moje serce i słucham jej coraz częściej. Typowo wiosenny hit, jak dla mnie.

Tutaj znów Owl City, ale tym razem nie sam. Jedna z moich ulubionych piosenek. Przyjemna, niezbyt krzykliwa, ale skoczna. Jadąc metrem i słuchając Good Time zawsze się uśmiecham, a ludzie dziwnie na mnie patrzą. 

Na nowo wracam do zespołu Kumka Olik, którego jedna płyta dzielnie stoi na mojej półce. Idealna muzyka na podróże komunikacją miejską, np. tramwajem, kiedy przez okno przebijają się promienie wiosennego słoneczka. 

I na sam koniec We found love Rihanny. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Cudownia piosenka, bardziej może kojarzy mi się z latem i wakacjami, ale na pewno będzie to moja faworytka w najbliższym czasie.

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że post się podoba. 
Lubicie którąś z tych piosenek? Podzielcie się własnymi wiosennymi hitami :)

EDIT
Wiecie co? Miałam opublikować dziś ten post z radością na twarzy, że wiosna jest tuż tuż, ale jej tak naprawdę jeszcze nie ma :< Idąc do szkoły, wiatr wiał mi w oczy, deszcz zamoczył mi kurtkę tak bardzo, że to powinno być zabronione, a podczas powrotu było jeszcze gorzej. Piosenek słuchałam, ale nie miałam uśmiechu na ustach, bo jak można go mieć, gdy szaro i buro jest na zewnątrz? :c 

sobota, 15 marca 2014

Seria książkowo-zdjęciowa #11

Seria książkowo-zdjęciowa
#1 | #2 | #3 | #4 | #5 | #6 | #7 | #8 | #9 | #10 | #11
Co z tego, że ferii nie ma już od dwóch tygodni. Ja sobie zrobiłam wolne znowu, cztery dni po powrocie do szkoły nabawiłam się jakiegoś paskudztwa i leżę w domu od zeszłego czwartku. Jedynie dwa dni temu musiałam wybrać się do lekarza-ortodonty na wyciski, które są niezbędne do moich płytek retencyjnych. Poza tym mam problem z okiem i gardłem. Jestem zła, bo się okazało, że moje zamówione oprawki nigdy już nie przyjdą (wycofane z produkcji) i muszę szukać nowych. A tamte były idealne. No i jak na złość przez to oko nie mogę nosić soczewek kontaktowych.Ciekawe jak długo. No ale nieważne. Ostatnio nie czytałam dużo, mimo choroby, bo gorączka i ogólne osłabienie mi na to nie pozwalały, a gdy już czułam się na siłach to musiałam nadrobić materiał z tych kilku dni nieobecności. Przegapiłam kilka rzeczy, ale jakoś daję radę. Nie przedłużając już, zapraszam na zdjęcia! Jest ich bardzo dużo, nie wiem czemu tyle wyszło. Może przez to, że siedząc w domu znów złapałam aparat, zamiast ciągle robić zdjęcia iPadem? Może :D zapraszam do oglądania! :)

PS. Przepraszam też za brak recenzji, tylko ciągle te zdjęcia i zdjęcia, ale na razie na prawdę mam stosunkowo mało czasu. Wszystko muszę uzupełniać, douczać się w domu i na przerwach, w drodze do szkoły i jak wracam. Tunele już kończę, a recenzja powinna pojawić się w przyszłym tygodniu, ale i tak chciałam przeprosić :*
 
Ostatnio na moim biurku robiłam porządki i teraz mam wszystko ładnie ułożone. Najbardziej lubię mój wielki kubas w koty, który dostałam do kuzynki na urodziny. W związku z tym, że jest ogromnej pojemności i herbatę piję się z nieco ciężko, postanowiłam zrobić go bardziej użytecznym i służy mi teraz jako pojemnik na przybory piśmiennicze. 
Drugie zdjęcie prezentuje mój nowy nabytek - Złodziejkę książek w wydaniu filmowym. Jestem zadowolona, że wreszcie mam własny egzemplarz. 
Na trzecim obrazku widzicie Tunele. Głębiej, które aktualnie czytam, a ostatnie zdjęcie przedstawia mój The Book Jar z Ostatnią piosenką, którą skończyłam jakiś czas temu. Recenzja - klik

 Zlepek zdjęć z Ostatnią piosenką w roli głównej. Postacie poboczne - kubek herbaty o smaku borówki z wanilią i kocia zakładka :)

Sklejka zdjęć typowo szkolnych. Akurat tutaj prezentują się pięknie lektury. Zbrodnia i kara, której jeszcze nie zaczęliśmy omawiać (pewnie czekają w szkole specjalnie na mnie XDD), nowele Prusa i opowiadania Konopnickiej. Muszę przeczytać Mendela Gdańskiego, Kamizelkę oraz dodatkową nowelę Prusa. Wybrałam Powracającą falę. Będę chyba jedyną osobą, która nie weźmie pięcio-stronicowej opowiastki.

 Misz-masz biurkowo-szkolny. Tutaj widzicie jak wygląda moje miejsce pracy z lewej strony. Uwielbiam te sztuczne kwiatki z Ikei i ozdobne doniczki! Świąteczna świeczka wcale nie pasuje, ale nie miałam co z nią zrobić, no i The Book Jar oraz taśmy ozdobne washi tape z papieru ryżowego ze sklepu Tchibo. 
Potem zdania z matematyki, nad którymi siedziałam bardzo, bardzo długo. Nie wszystko można ogarnąć, gdy nie było się w szkole przez cały tydzień :c
Notatki z geografii są bardzo przydatne. Dostałam ostatnio moją pierwszą pełną piątkę ze sprawdzianu w tym roku. Zwykle dostaje 4+ lub 5-. Teraz czas na zrobienie notatek z biosfery, bo w czwartek czeka mnie kolejny sprawdzianik.

 Tutaj bardzo kwiatowo i kulturowo HA HA. 
Czerwone karteczki to fiszki na język angielski, które sama zrobiłam. Dotyczą time and money. Pewnie i tak nie będzie kartkówki (albo była, jak mnie nie było), ale przynajmniej się już nauczyłam. 
Pudełko z kwiatkami na nakrętce to maść nagietkowa, która jest po prostu boska na wszelkiego rodzaju zadrapania, otarcia i blizny. Ja używam tego na twarz, bo mam tendencje do rozdrapywania każdego pryszcza czy krosty. Mi nie zatyka porów, ale jest to możliwe (maść jest ciężka i tłusta). 
Voyage kupiłam tydzień temu, dobrze zrobiłam, bo miałam coś do poczytania podczas choroby, co nie jest książką, której nie mogłam z osłabienia utrzymać w dłoniach.

Niektórzy mogli już widzieć, co czytam, na Google+. Tutaj pokazuję jeszcze raz, co wylosowałam po Ostatniej piosence. Ciekawe, jaka będzie następna pozycja.

 Dla fanów kociaków (czyli dla mnie) - sporo zdjęć Lemmy'ego, który ostatnio nazywany jest Prosiakiem hahaha I, o dziwo, on na to reaguje!

 Sklejka jedzeniowa. Mniami! Znów tosty z patelni. Domowa tortilla, chociaż jest na włoskim placku pszennym. Herbata od siostry z pracy - klik. I mniamniusie spaghetti bez mięsa. Pyyyycha!

Znów tortilla. Znów tosty. Sałatka z The Salas Story wzbogacona o pyszne razowe grzanki domowej roboty. I pancakesy! Lepsze od tych, co był ostatnio. Te bez czekolady. Jadłam z 38 stopniami gorączki, ale pamiętam, że były wyborne. Znów robiła siostra :)

 A to jest mój najnowszy nabytek. Butelka Bobble z filtrem węglowym. Kupiłam ją, bo wykalkulowałam, że rocznie na mnie wydaje się ponad 500 złotych na zwykłą wodę mineralną w butelkach. To dużo pieniędzy, ale nie tylko, to również dużo plastiku, który zaśmieca naszą planetę. Ta butelka pozwala mi cieszyć się pyszną wodą, oszczędzać pieniążki (smak przefiltrowanej wody kranowej wcale nie odbiega od tej wody kupionej z butelki) i jednocześnie dbać o środowisko.

 Kwiatki na dzień kobiet dostałam od Taty. Są piękne! Uwielbiam kwiaty.

 Sklejka zdjęć postcrossingowych. Takie pocztówki i listy wychodzą z mojego domku hehe

 Jakiś cas temu, moja wychowawczyni poprosiła mnie, żebym zrobiła w mojej klasie prezentację na temat mojego hobby, czyli Postcrossingu. Chciałam również pokazać moim znajomym kolekcję pocztówek. W związku z tym zrobiłam segregator (obkleiłam go zwykłym papierem pakowym i ozdobiłam wedle własnego uznania). Każda kolekcja kartek z danego kraju jest opatrzona odpowiednią etykietą. A to wszystko w wiosennym, zielonym kolorku. Szkoda, że nici z tego wyszły, bo akurat zachorowałam.

 Znów pocztówki i listy. Tutaj nieco inne zestawienie, ale niektóre się powtarzają (miałam kilka podobnych zdjęć).

I znów kartki. Na pierwszym zdjęciu te, które Mama mi kupiła. Wszystkie są z Warszawą. Na drugim są te, które dostałam. Te dwie z lewej strony dostałam od mojej penfriend z Ukrainy. Prawa górna jest z Niemiec, a prawa dolna z Chin. Z tą dziewczyną z Chin również piszę listy :)

 Zdjęcie panoramiczne mojego pokoju. Ciekawie się prezentuje, według mnie, bardzo lubię mój pokój. Choć nie wygląda jeszcze tak, jakbym chciała.

Na dziś to tyle. Które zdjęcia lubicie najbardziej i jakiego typu sklejek chcecie więcej za dwa tygodnie? :)

poniedziałek, 10 marca 2014

Ostatnia piosenka - Nicholas Sparks


Tytuł oryginału: The Last Song

Tytuł polski: Ostatnia Piosenka

Autor: Nicholas Sparks

Data premiery: 23 sierpnia 2013

Wydawca: Wydawnictwo Albatros

Liczba stron: 446


Najnowsza książka mistrza romantycznej powieści, Nicholasa Sparksa, autora takich przeniesionych na ekran bestsellerów, jak 'Noce w Rodanthe', czy 'Pamiętnik'.
'Ostatnia piosenka' to ponadczasowa opowieść o miłości w jej najróżniejszych aspektach, nadziei, gniewie i wybaczeniu. Książka powstała początkowo jako scenariusz filmowy (ekranizacja w 2010 roku), a sama powieść zadebiutowała na 1 miejscu list bestsellerów 'New York Timesa' i 'USA Today'.

Życie siedemnastoletniej Ronnie Miller wywróciło się do góry nogami, gdy jej ojciec postanowił porzucić karierę i wyjechać do niewielkiego miasteczka w Północnej Karolinie. Jego ucieczka oznaczała koniec małżeństwa Millerów. Trzy lata później Ronnie dalej nie chce mieć nic wspólnego z ojcem i nie utrzymuje z nim kontaktu.
Nieoczekiwanie matka wysyła dziewczynę i jej młodszego brata, Jonah, by spędzili wakacje w Wilmington. Dla Ronnie to ciężka próba - przyzwyczajona do Nowego Jorku, zakochana w jego nocnym życiu i modnych klubach, musi zmierzyć się nie tylko z niechęcią do wiodącego spokojne życie pianisty i zaangażowanego w budowę miejscowego kościoła ojca, ale również z senną atmosferą nadmorskiej mieściny. Wszystko wskazuje na to, że to będzie najgorsze lato w jej życiu...”

- lubimyczytac.pl

Ronnie ma siedemnaście lat i właśnie weszła w etap buntu przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Wysłana przez matkę na całe lato do ojca, z którym trzy lata temu zaprzestała jakichkolwiek kontaktów, nie jest w pełni zadowolona. Bez klubów, nocnych imprez i jej przyjaciółki Kayli te wakacje zapowiadają się jeszcze gorzej, niż nastolatka może to sobie wyobrazić. Jednak, kto wie, co przyniesie nadmorskie miasteczko Karoliny Południowej, tak inne, od Nowego Jorku, do którego przywykła? Co, jeśli na jej drodze pojawi się przystojny Will? Czy i wtedy zamierza zrezygnować z dobrej zabawy?

Ostatnia piosenka to moje pierwsze spotkanie z Nicholasem Sparksem, ale teraz już wiem, że na pewno nie jest ostatnie. Z początku, nie wiedziałam czego się spodziewać, jak facet wcieli się w młodą dziewczynę z masą problemów na głowie. Bałam się, że mogę się rozczarować, a to nie zdarza mi się zbyt często. Czy tak się stało? Nie! Jestem zachwycona Sparskem i jego lekkim piórem, które wcale nie opowiada o lekkich dylematach i rozterkach. Nie jest wybitne, to fakt, nie wyróżnia się niczym spośród setek innych stylów przeróżnych pisarzy, ale to nic, ponieważ cała historia jest naprawdę wzruszająca i poruszająca. Zdawałoby się, że nie można tego powiedzieć o romansie zbuntowanej nastolatki z chłopakiem-siatkarzem z dobrego, bogatego domu. To fakt. Ale ta książka nie opisuje tylko tego.

W swojej powieści, autor poruszył ważne kwestie, takie jak dawanie innym drugiej szansy na poprawę swojego zachowania, wybaczanie drugiej osobie i zrozumienie jej postępowania, zrozumienie jej samej. Jest również o miłości, nie tylko tej namiętnej, ale i rodzinnej, do brata i ojca. Historia, którą przedstawił nam pan Sparks jest tak autentyczna, że niemalże nieprawdopodobna. I to jest w niej najpiękniejsze. Najwspanialszych chwil nie trzeba oczekiwać po najwspanialszych momentach, trzeba ich szukać w prozaicznych czynnościach zwykłych codziennych dni – tego uczymy się czytając Ostatnią piosenkę.

Bohaterowie są naprawdę różni. Niebanalna i trudna w odbiorze Ronnie, stereotypowy amerykański nastolatek Will, zagubiona i żyjąca pod presją Blaze, bad boy Marcus, kochający ojciec ukrywający swoje problemy. To tylko garstka informacji, ale obrazuje nam fakt, że nie trzeba wyszukanych cech, żeby stworzyć grupę cudownych bohaterów, nawet jeśli mają być tylko zwykłymi ludźmi. Nie każdy jest idealny, znamy to z życia, od książek oczekuje się perfekcyjnego wyobrażenia, ale po co? Nic nam z tego nie przyjdzie, nigdy nie uda nam się zaznać idealnego życia, bo takie nie istnieje. Nicholas Sparks dobrze o tym wie i chce uświadomić o tym innych.

Jest jednak przynajmniej jeden powód, dla którego obniżam ocenę Ostatniej piosence. Czasami akcja pędziła tak szybko, że nie dało się zorientować, w którym momencie jesteśmy. Kilka tygodni opisane na jednej stronie to bardzo mało, więc czułam pewien niedosyt. Ja wiem, nie można pisać np. o jedzeniu owsianki przez pięćset stron (choć znalazłby się pewnie jakiś ochotnik do tego zadania), ale skrócony przekaz informacji czasami mnie irytował. Może to nie jest ważne, skoro ta powieść mnie poruszyła do głębi, ale jednak nie czułam się całkowicie usatysfakcjonowana, gdy ją skończyłam.

Podsumowując, jest to piękna powieść o problemach, miłości i dawaniu innym szansy na poprawę swojego zachowania. Will, który nie do końca jest idealny, stał się moim ulubionym bohaterem, o którym chętnie bym poczytała jeszcze więcej. Żałuję, że książka skończyła się tak szybko i nie ma kontynuacji, ale nie można mieć wszystkiego. Wzruszająca, pełna emocji historia nie trafi do wszystkich, ale naprawdę warto spróbować.
  
★★★★★★☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:


(2,8 cm)


Jeśli chodzi o ekranizację Ostatniej piosenki, to muszę się przyznać, że spodziewałam się raczej czegoś innego. Owszem, nie liczyłam na dokładne odzwierciedlenie wersji papierowej, ale to, co dostałam wcale a wcale mnie nie zachwyciło.

Po pierwsze: aktorzy. Ani Miley Cyrus, ani Liam Hemsworth nie pasują mi na bohaterów, w których role się wcielili. Mimo że miałam ich zdjęcie na okładce, nijak nie mogłam ich wpasować w odpowiednie kryteria. Porażka na całej linii, a Liama bardzo lubię i wydawałoby się, że będzie idealny do każdej roli. Otóż nie. Na Willa nie nadaje się ani trochę, może poza charakteryzacją na gorącego siatkarza, na którego lecą wszystkie dziewczyny z okolicy. Ale to do niego nie pasuje!
Miley Cyrus w roli Ronnie to jednak chyba coś znacznie gorszego. Ja nie wiem, kto ją wybrał, ale chyba nie miał oczu. Ona pasuje tam jak pięść do nosa. Patrząc na jej twarz, nie wiem, czy ona się uśmiecha, jest smutna, obojętna czy zdziwiona. Pierwsze spotkanie jej i Liama (Ronnie i Willa) było tak koszmarne i sztuczne, że to po prostu poezja.

Pomijam już fakt, że mało co zgadzało się z książką, bo o tym mogłabym dyskutować przez najbliższy tydzień. Jest jednak jedna rzecz, która zmieniła moje nastawienie do filmu (w tym lepszym kierunku). Jest to mianowicie moje wzruszenie ostatnimi scenami. Zarówno jak i przy książce, i przy ekranizacji płakałam. To było akurat niesamowite, jak zwykły opis zdarzeń lub przekazanie go za pomocą kamery, może człowieka wzruszyć.

Koniec końców, aktorzy i gra aktorska była koszmarna, za to ostatnie fragmenty zostały ujęte w ciekawy sposób i zrobiły to, co zrobić miały – wycisnąć łzy z oczu widza. Nie jest to ekranizacja górnolotna, ale mało która taka jest. Co się więc dziwić. Jeśli ktoś nie chce czytać książki, film może spokojnie obejrzeć, po prostu jako kolejny romans między nastolatkami z czymś nowym w tle. Jeśli ktoś czytał książkę i się zastanawia, czy obejrzeć – odradzam. Nie warto psuć sobie dobrego nastawienia do wersji papierowej kiepską ekranizacją.

Ocena filmu: 3+/6


ODAUTORSKO

No i wreszcie jestem z nową recenzją! Myślałam, że wcześniej dodam post o filmowej wersji Złodziejki książek, ale nie wiem, czy w ogóle taka notka pojawi się na tym blogu. Na razie mój mózg jest wyprany całkowicie, zjedzony przez chorobę, która już ustępuje, ale przez którą narobiłam (i pewnie jeszcze narobię) sobie wiele zaległości. W drodze losowania czytam teraz: 
A jak tam u Was? Chorujecie, czy cieszycie się piękną pogodą za oknem? Jak w szkole? Albo na uczelni, w pracy, w domu… ? Gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie :) Postaram się do Was wrócić szybko (w sobotę będzie zdjęciowy post, nie wiem, czy dodam coś przed tym), a potem się zobaczy. Pozdrawiam gorąco!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka