Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

piątek, 31 stycznia 2014

Seria książkowo-zdjęciowa #8

Seria książkowo-zdjęciowa
#1 | #2 | #3 | #4 | #5 | #6 | #7 | #8
 
Postanowiłam zmienić nieco koncepcję i wrzucać Wam kolaże, ponieważ za dużo zachodu mam z układaniem tych wszystkich zdjęć i ciągłym włączaniem podglądu, który ostatnio nie chce się ładować. Dzisiaj trzy sklejki po 4 zdjęcia. Zapraszam gorąco :)
 

Sklejka zdjęć urodzinowych. Dwudziestego piątego stycznia bieżącego roku stałam się dorosła!  Tak, ja też nie wierzę, jak ten czas szybko leci... Kwiaty piękne, faworki - mniami, za to tort niestety nie przypadł mi do gustu :c Moja mama za to zrobiła mi faworkowe serduszko :3


Randomowe zdjęcia z poprzednich dwóch tygodni. Gorąca czekolada z bitą śmietaną w ogromnym kubasie jest jak najbardziej odpowiednia na tę pogodę. Lalka, którą aktualnie męczę na drugim obrazku. Na trzecim - co aktualnie czytam, a raczej staram się, bo czasu brak :< I na ostatnim paluszki Mikado, które jadłam kiedyś i które dostałam ostatnio od siostry :3 PYCHOTKA!

 Tutaj widzicie kalendarz, zrobiony przeze mnie. TAK, SAMA GO ZROBIŁAM. Składa się z jakichś dwustu stron, każdy miesiąc jest oddzielony przeglądem dni danej części roku, potem są tygodnie, do których dołączyłam listę rzeczy TO DO oraz planner posiłków, którego tutaj nie zobaczycie. Pod koniec każdego miesiąca jest kartka na 20 przeczytanych książek. Styczeń wypada marnie, bo zapełniłam tylko trzy okienka :c Podoba się Wam?

sobota, 25 stycznia 2014

Złodziejka książek - Markus Zusak



Tytuł oryginału: The Book Thief
Tytuł polski: Złodziejka książek
Autor: Markus Zusak
Data premiery: 2008
Wydawca: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 495

Rok 1939. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie. Od momentu wydania powieść znajduje się na szczycie listy bestsellerów „The New York Timesa”. Zyskała również ogromne uznanie krytyki literackiej.

...zasługuje na miejsce obok Dziennika Anny Frank oraz Nocy Elie Wiesela. Ma szansę stać się pozycją klasyczną.
USA Today

Poruszająca i do głębi przejmująca.
Washington Post

- lubimyczytac.pl

Złodziejkę książek miałam już raz w stosiku na blogu (klik do stosika 3). Byłam bardzo ciekawa tej pozycji, ale gdy skończył mi się termin w bibliotece, nie mogłam jej nawet przedłużyć. Postanowiłam więc na jakiś czas odłożyć przeczytanie tej książki i zabrać się za coś innego. Jak widać, los chciał by tak się stało. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że 31 stycznia 2014 roku film stworzony na podstawie tej powieści będzie miał swoją premierę. To był impuls, który popchnął mnie do jak najszybszego pójścia do biblioteki i pożyczenia tej książki po raz kolejny. Bardzo żałuję, że wtedy nie udało mi się jej przeczytać. Czemu? Zaraz się przekonacie.

Tytułowa złodziejka książek to tak naprawdę zwyczajna dziesięcioletnia Liesel Meminger, która wraz ze swoim bratem, Wernerem, miała udać się do niemieckiej rodziny na wychowanie, gdyż jej matka nie była w stanie sprawować opieki nad tą dwójką. Po drodze ma miejsce wydarzenie, które odmieni życie małej dziewczynki na zawsze. Podczas tego również nastąpi jej pierwsza kradzież książki, którą Liesel znajdzie na zimnym śniegu. Od tamtego czasu, jak już wspomniałam, jej życie się zmieni. I to diametralnie.

Nie można tutaj mówić zbyt wiele o fabule, bo można zdradzić za dużo. Choć w sumie nie jest to konkretny jeden wątek, który się ciągnie i ciągnie przez prawie pięćset stron. Nie. tutaj mamy do czynienia z różnymi wydarzeniami z życia Lisel Meminger, które na nią wpływają w różny sposób, każda kolejna rzecz przybliża ją jednak do następnych kradzieży książek. Czasem są to przemyślane decyzje, innym razem spontaniczne, ale właśnie te rzeczy są głównymi punktami zaczepienia całej historii.

Narratorem tej historii jest sama Śmierć, która często porównuje wydarzenia do kolorów, które wraz z następowaniem nowych (zdarzeń) pojawiają się na niebie. Bardzo mi się ten pomysł podoba, tak samo jak Śmierć, jako narrator. To ciekawy zabieg, który wiele wnosi do historii, bo również pokazuje ją nie tylko z perspektywy małej dziewczynki, która musi żyć w makabrycznych czasach Adolfa Hitlera, ale poznajemy również sprawę od kuchni, mówiąc kolokwialnie. Problem z tym jest jednak taki, że nie ma większego momentu zaskoczenia, gdyż wszechwiedząca Kostucha, zabierająca dusze z ziemi, zna każde wydarzenie i nie chce pozostawiać nas w niepewności. To podobno zbędne. W przypadku tej książki może i tak jest. Ba, na pewno tak jest, ale przy innej pewnie bym się nieco bardziej o ten aspekt czepiała. Na początku każdego rozdziału jest spis rzeczy, które narrator zamierza nam przestawić. W środku zaś, poza samą właściwą fabułą, są również krótkie notatki od Śmierci. Na przykład wyjaśnienie poszczególnych niemieckich słówek albo jakieś ważne informacje, które umożliwią dogłębniejsze zrozumienie wydarzeń, myśli i poczynań bohaterów. 

[spoiler!] Mimo że wszystko cały czas jest naprawdę cudowne, to najbardziej podobała mi się historia, odkąd pewien Żyd, nazywany Maxem Vandenburgiem, który trafia na Himmelstrasse po długim czasie ukrywania się. Hans Hubermann, czyli przybrany ojciec Liesel, kiedy był na froncie podczas I Wojny Światowej, powiedział jednemu ze swoich przyjaciół, że w razie czego może pomóc. I tak oto, po wielu latach od tamtej obietnicy, na progu ich domu w Molching staje syn jego nieżyjącego już przyjaciela – Max. Podoba mi się ta postać, bo wprowadza do życia małej Meminger jeszcze więcej zamieszania, niż miała go wcześniej. Znajduje jednak w nim swojego przyjaciela i bardzo się o niego martwi. Wie również, że to co robi wraz z rodzicami – ukrywa Żyda – jest złe, przynajmniej według Hitlera. Podoba mi się, ile Max wniósł do tego domu, do postrzegania świata dziewczynki, której gadatliwość nagle zostaje wystawiona na ogromną próbę.
 
Książka, choć cudowna, jest smutna i tragiczna. My, zwykli śmiertelnicy, którzy nie potrafimy zrozumieć masakry, jakiej dopuścił się Adolf Hitler, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak źle było innym ludziom w tych czasach. Jasne, może nam się wydaje, że wiemy, ale to nieprawda. Nigdy nie doświadczyliśmy takich rzeczy i oby to się nie zmieniło, ale nie możemy mówić, że to wszystko pojmujemy. Może to jest wymyślona historia, a może kiedyś naprawdę była jakaś dziewczynka, która kradła książki? Ileż było takich dzieci, jak Liesel Meminger?
Złodziejka książek jest pouczającą lekturą, ale nie jest lekturą łatwą. Do takich pozycji trzeba dojrzeć i, mimo że jest to historia o małej dziewczynce, nie można nazwać jej historią dla dzieci.
Bardzo chciałabym przeczytać Złodziejkę po niemiecku (wiem, że to nie jest oryginalny język tego utworu) i mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda. Na razie moje doświadczenie z tym językiem, jest chyba zbyt ubogie, ale że bardzo go lubię, zamierzam to zmienić.

★★★★★★★★★★

Książka bierze udział w wyzwaniu "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"(4,1cm)



ODAUTORSKO
Nie wiecie, ile męczyłam się z recenzją tej książki. A to brak czasu, a to brak pomysłu jak zacząć. Ale wreszcie jest i jestem zadowolona z tej recenzji. Nie jest chyba taka zła. Przynajmniej według mnie :p
Teraz czytam „Jesienną sonatę”, tak, tak, jeszcze! Ale to nie moja wina, że mam szkołę, niestety. Potem zabieram się za Ostatnią piosenkę chyba. Ale jeszcze nie wiem. w każdym razie ze stosiku ubywa coraz więcej książek i już niedługo zaprezentuję Wam kolejny! Może w ferie zimowe? Zobaczymy czy dam radę.
A Wy co teraz czytacie? Kiedy macie ferie i jak tam oceny na pierwszy semestr, jesteście zadowoleni? :) Ja jestem! I jestem zadowolona z informacji, którą otrzymałam 16.01, że… dum, dum, dum… 18 lutego mam wizytę u ortodonty i zdjęcie aparatu! :D No, to tyle nie mogę się tym faktem nacieszyć hehehehehe
Życzę Wam dużo ciepła i przyjemnej lektury w te zimowe dni i gorąco pozdrawiam :3

niedziela, 19 stycznia 2014

Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa - Clive Staples Lewis



Tytuł oryginału: The Lion, The Witch and The Wardrobe
Tytuł polski: Opowieści z Narnii. Tom 1: Lew, czarownica i stara szafa.
Autor: Clive Staples Lewis
Data premiery: 2005
Wydawca: Media Rodzina
Liczba stron: 182

„Ze swojego dzieciństwa C.S. Lewis (1898–1963), profesor uniwersytetu w Cambridge, zachował w pamięci obraz fauna idącego przez zaśnieżony las z parasolem i paczkami. W 1949 r. ten wyimaginowany obraz zainspirował pisarza do napisania opowieści o czwórce dzieci przeniesionych z Anglii do innego kraju, który nazwał Narnią – świata faunów, mówiących zwierząt i mądrego Lwa. Tak powstała powieść „Lew, czarownica i stara szafa”, pierwsza z siedmiotomowego cyklu „Opowieści z Narnii”, o czwórce młodych ludzi pomagających uratować ten pełen uroku i niezwykłych tajemnic świat przed siłami władców zła i bezkresnej zimy.”
- lubimyczytac.pl

Seria „Opowieści z Narnii”
Lew, czarownica i stara szafa | Książe Kaspian | Podróż „Wędrowca do Świtu” | Srebrne krzesło | Koń i jego chłopiec | Siostrzeniec czarodzieja | Ostatnia bitwa

Siedmiotomowy cykl Opowieści z Narnii był jednym z pierwszych, które dostałam i które bardzo chciałam przeczytać. Miałam wtedy może dziewięć czy dziesięć lat, to było już tak dawno, że nawet nie pamiętam. Wiem tyle, że odnośnie tej książki, najpierw obejrzałam film. Byłam zachwycona całą historią, a potem doszła jeszcze oprawa graficzna cienkich tomików, które wtedy mogły się zdawać nie do przebycia w mniej niż pół roku. Długo stały na mojej półce, jeszcze na starym mieszkaniu, aż w końcu w połowie, mniej więcej, podstawówki postanowiłam zabrać się po raz kolejny za pierwszy tom, czyli Lew, czarownica i stara szafa oraz za dokończenie serii, na tamtą chwilę bowiem miałam na koncie jedynie początek. Odkąd założyłam bloga, ciągle za mną chodziło zrecenzowanie tej książeczki, a potem następnych z całego cyklu i wreszcie mi się udało.

Akcja książki umiejscowiona jest w latach 40. XX wieku, podczas nalotów na Londyn. Czworo rodzeństwa: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja Pevensie zostają odesłani na wieś, do domu pewnego Profesora, żeby zapewnić im bezpieczeństwo. Jak się potem okazuje, nie będzie im się wcale nudziło w starym domu, w otoczeniu starych ludzi, którzy nie pozwalają na żadne rozrywki. Wszystko się zmienia, kiedy Łucja trafia do krainy zwanej Narnią. A jak? Przez starą szafę, gdzie chciała się ukryć. Oczywiście, kto wierzyłby w jakieś bajeczne historie  swojej najmłodszej siostrzyczce? Sytuacja przybiera jeszcze inny obrót, gdy cała czwórka znajduje się w kraju, gdzie przez złą czarownicę trwa wieczna zima. Nie mają wyboru. Jako Synowie Adama i Córki Ewy muszą pokonać zło i przywrócić Narnii pierwotny ład i porządek. Czy im się to uda? Wszyscy pewnie wiedzą, ale tych, co książki jeszcze nie czytali, serdecznie zachęcam, mimo iż jest to raczej niezobowiązująca lektura na godzinkę lub półtorej, bez zbędnych opisów, w których można się pogubić.

Clive Staples Lewis to autor, którego nie można nie znać. Każdy chyba słyszał o jego serii pod tytułem Opowieści z Narnii, ale trzeba wiedzieć, że wydał jeszcze inne książki, tym razem już nie dla dzieci. Skupmy się jednak na omawianym cyklu. Siedem cienkich książeczek napisanych przyjemnym i prostym językiem. Pierwsza, czyli Lew, czarownica i stara szafa, jest opisem historii rodzeństwa Pevensie, jak już mówiłam, a cała reszta to tylko dodatki. Są to jednak ważne dodatki, bez których nie jesteśmy w stanie zrozumieć całej krainy zwanej Narnią. O tym jednak dłużej pisać będę w miarę pojawiania się recenzji kolejnych tomów na blogu.

Jak już wspomniałam, książeczkę czyta się bardzo szybko i bardzo łatwo. Nie ma w niej niezrozumiałych słów, nawet dla dzieci, do których skierowana jest ta historia. Dzięki temu one same mogą ją przeczytać, z mniejszymi lub większymi problemami w zależności od poziomu czytania i wiekowego pułapu. Mnie nieco drażnił zbyt prosty język bez zbędnych opisów, które mogłyby nam przybliżyć obraz Narnii. Nic na to jednak poradzić nie mogę, wiedziałam, że książka skierowana jest do grubo młodszych czytelników ode mnie. Uważam jednak, że nie stałaby się tym dzieciom żadna krzywda, gdyby wzbogacić tę pozycję o kilka stron porządnego opisu otoczenia.

Kolejną sprawą, która mnie niepokoiła były teksty bohaterów, które nie wydają mi się prawdopodobne. Znaczy, rozumiem, że takie były czasu, a historia jest taka a nie inna, ale niektóre zdania wypowiadane przez Zuzannę lub Piotra był po prostu śmieszne. Nie wiem, co o tym myśleć, dlatego nic więcej nie napiszę. Można było przemilczeć tę sprawę, ale to była rzecz, która chyba mnie najbardziej zirytowała. Nawet skąpy opis otoczenia nie wprawił mnie w takie zdenerwowanie i zakłopotanie.

Podsumowując, książka jest magiczna i na pewno warta uwagi, młodsze dzieci powinny być nią zachwycone. Ja również jestem, ale to może dlatego, że gdy byłam mniejsza to również ją czytałam i mnie po prostu oczarowała. Pamiętam po prostu ten świat, gdy miałam te dziewięć czy dziesięć lat. Niektórzy mogą być zawiedzeni, ale jak połączyć przeczytanie książki z obejrzeniem filmu, to naprawdę można się zakochać (choć wiele rzeczy się nie zgadza).

★★★★★★★★☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniach:





sobota, 18 stycznia 2014

Seria książkowo-zdjęciowa #7

      Stwierdziłam, że tych postów książkowo-zdjęciowych jest zdecydowanie za dużo, więc zmieniam akcję i będę je dodawała w co drugą sobotę. Mam nadzieję, że się nie gniewacie. A teraz, bez zbędnych przedłużeń, zapraszam na zdjęcia :)
Seria książkowo-zdjęciowa
#1 | #2 | #3 | #4 | #5 | #6 | #7
 


 Wiem, że niektórzy z Was uwielbiają mojego kociałka i chętnie go oglądają, więc proszę :) Tutaj leży na moim laptopie, kiedy ja byłam w kuchni i piekłam ciasto. Gdy wróciłam, miałam wyłączony czas na fejsbuku, włączył wiadomość do mojej koleżanki z klasy i chciał jej wysłać milion znaków równości (=), na szczęście tego nie zrobił. Poza tym wyłączył i Wi-Fi i włączył tryb samolotowy. Pół godziny się męczyłam, żeby to wszystko naprawić! A to tylko wina małego kotełka :p

 Tutaj pokazuję Wam moją pychotkową czekoladę w cudownym kubeczku z misiem, który pochodzi stąd: klik. Jest naprawdę cudowny!



Przyszła zima, to i pora na ciepłe napoje do nas wróciła. Tutaj oglądam Atlas chmur, robię mapki z pasmami górskimi na świecie na lekcje geografii i piję mega dobrą herbatkę, którą przyniosła mi siostra. Mniami! 
Link do fanpage'a, skąd pochodzi herbatka: klik.




 A tutaj herbatka z mojej ulubionej perspektywy - na tle wielkiej mapy Europy, która wisi u mnie na ścianie. Jeśli kogoś interesuje, jaki smak ma to już piszę: różowa guawa z truskawką i kulkami liczi na herbacie wysokogórskiej :3





 
 

Podczas czytania Opowieści z Narni: Lew, czarownica i stara szafa. Nieźle się ubawiłam przy tej cieniutkiej książeczce. Ale o tym w recenzji, która się niedługo ukaże (mam nadzieję x.x)










Tutaj jeszcze jedno zdjęcie mojego kotka. Wygląda sobie przez okienko na śnieżek, który wreszcie spadł! Ale teraz już się topi i jest okropna breja na chodnikach... Pięciominutowa zima - ale super.






Na koniec mam dla Was jeszcze dwa zdjęcia. Bohaterką są dalej Opowieści z Narnii. Te drugie zdjęcie podoba mi się bardziej, choć początkowo miałam go nie dodawać. Recenzja już niedługo, jak napisałam :p

Podobają Wam się zdjęcia? Co teraz czytacie? Bo ja dalej męczę Jesienną sonatę. Niestety, ale brak czasu na wszystko doskwiera, a szczególnie na czytanie. No ale takie życie. Czekam z niecierpliwością na ferie zimowe, kiedy będę mogła leżeć w łóżku, nie martwić się nauką i czytać do upadłego! A Wy może już zaczęliście ferie? Piszcie! :)

sobota, 11 stycznia 2014

Atlas chmur - film

źródło


Reżyseria: Tom Tykwer, Lana Wachowski, Andy Wachowski
Scenariusz: Tom Tykwer, Andy Wachowski, Lana Wachowski
Premiera: 8 września 2012 (świat), 23 listopada 2012 (Polska)
Gatunek: Dramat, Sci-Fi
Czas trwania: 2 godziny 52 minuty
Obsada: Tom Hanks, Halle Berry, Jim Broadbent, Hugo Weaving, Jim Sturgess, Donna Bae, Ben Whishaw
Soundtrack: Tom Tykwer, Johnny Klimek, Reinhold Heil
Recenzja książki: klik



Pamiętacie, jak niedawno dodałam recenzję książki Mitchella Atlas chmur? Miałam obejrzeć film, ale nie chciało mi się siedzieć trzy godziny przed laptopem bez sensu. W końcu nadarzyła się okazja. Podczas niezobowiązującej pracy, tj. kreślenia gór z każdego kontynentu na mapkach konturowych na lekcję geografii, zaczęło mi się nudzić, a sama muzyka nie wystarczyła. Postanowiłam zabrać się za ekranizację książki, o której miałam wysokie mniemanie dopóki jej nie przeczytałam. Obejrzałam film. I co? 

Z tego co pamiętam z książki, film nie jest w zupełności zgodny z książką, ale są to jedynie niewielkie różnice, które bez głębszego zastanowienia są niemalże niewidoczne. Zastanawiałam się więc, dlaczego ten film tak bardzo mi się podobał? Dlaczego oczarował mnie bardziej niż książka, która rzekomo jest tak fantastyczna? Nie mogę sobie odpowiedzieć na to pytanie i będzie mnie ono nurtowało jeszcze przez bardzo długi czas, ale może kiedyś się dowiem?

Pierwszą rzeczą, która najbardziej mi się podobała to było całkowite pomieszanie historii, które w książce są ułożone z niesamowitą precyzją. Tutaj sceny nie trwają po trzydzieści minut, są przemieszane między sobą, tak, że stanowią coś naprawdę niesamowitego. Wiedziałam, jak to zostało opisane w książce i może dlatego, że między poszczególnymi historiami było duże odległości, nie zrozumiałam tego całego przesłania? W ekranizacji tej było zupełnie inaczej. Poczułam magię tego wszystkiego. Każdy bohater oczarował mnie swoją rolą i sytuacją, w której się znajdowałam. Nie musiałam się niczego domyślać, a długie opisy, które były w książkach, nie miały możliwości irytowania mnie podczas oglądania. 

Drugą rzeczą jest ścieżka dźwiękowa do filmu. Niesamowity dobór utworów, od spokojnych po te mniej. Najbardziej do gustu przypadł mi utwór pod tytułem Travel to Edinburgh. Oczywiście poza tytułowym Atlasem chmur (Cloud Atlas End Title). Jednak każdy kawałek jest na swój sposób cudowny i wzruszający. Uwielbiam słuchać tego na wyciszenie przed snem, albo jadąc do szkoły, by uspokoić skołatane nerwy przed klasówką. 

Ostatnimi rzeczami, o jakich chciałam wspomnieć tak bardziej szczegółowo to charakteryzacja bohaterów oraz efekty specjalne. Jestem pod ogromnym wrażeniem, że aktorom udało się niepostrzeżenie wślizgnąć w tyle różnych osobowości. Ludziom, którzy byli odpowiedzialni za danie im takiego, a nie innego wyglądu, udało się pierwszorzędnie. Ja nie mogłam czasem poznać kto kogo gra. Jestem zdumiona, jak można wcielić się w cztery czy pięć postaci, nie gubiąc wątku poprzedniej i pamiętając co należy zrobić na następnym kroku. Efekty specjalne również mnie oczarowały, choć na nich się nie znam i więcej raczej powiedzieć nie mogę. Ale choćby dla nich warto obejrzeć ten film, jeśli jest się fanem tego typu rzeczy. 

A więc, podsumowując moje odczucia co do filmu, mogę stwierdzić, że jest on lepszy od książki, co naprawdę mnie zdumiało, bo rzadko tak się dzieje ogólnie, a w moim przypadku to już w ogóle. Film warty uwagi, nawet jak nie czytało się książki (według mnie nie warto po nią sięgać). Można z niego wynieść na pewno więcej niż z wersji papierowej. Wzruszyła mnie końcówka, która była chyba najsmutniejszą częścią filmu, samej powieści nie udało się doprowadzić mnie do łez, czego niezmiernie żałuję. Nie jest to krótki czas oglądania, bo prawie trzy godziny mogą znużyć, ale tutaj tak się nie dzieje. Naprawdę warto zabrać się za obejrzenie Atlasu Chmur. 
 

Ocena filmu: 5+/6

Książka bierze udział w wyzwaniu „Najpierw książka, potem film”.


ODAUTORSKO

Dziś nie ma recenzji książki, ani postu z Serii książkowo-zdjęciowej. Postanowiłam dodawać te posty co drugą sobotę. Tak będzie lepiej i dla bloga, i dla Was, bo niektórzy mogą być znużeni czytaniem ciągle tego samego. Post ze zdjęciami pojawi się za tydzień i liczę na to, że nie będziecie zawiedzeni i smutni. Niedługo dostaniemy również nowy szablon (chyba o tym pisałam), wyczekujcie więc zmian.
Następne w kolejce do recenzji to Lew, czarownica i stara szafa oraz Złodziejka książek. A aktualnie czytam Jesienną sonatę, a Wy? Piszcie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka