Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 14 czerwca 2014

Szukając Alaski - John Green




Tytuł oryginału: Looking for Alaska

Tytuł polski: Szukając Alaski

Autor: John Green

Data premiery: 9 października 2013

Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las

Liczba stron: 312

„Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.”
- lubimyczytac.pl

W którymś momencie wszyscy podnosimy wzrok i uświadamiamy sobie, że zgubiliśmy się w labiryncie.

Są autorzy, których wszystkie książki są niesamowite, wciągające i zapierające dech w piersi. Są autorzy, którzy jedną książka zaskarbili sobie miliony serc. A są i tacy, którzy dzięki tej jednej powieści się wypromowali, ale i z powodzeniem ludzie czytają ich inne książki i również się zakochują. Takim autorem jest zdecydowanie John Green, pisarz znany głównie z powieści o Hazel i Augustusie, bo kto by nie znał Gwiazd naszych wina? W książkowej blogosferze huczało, huczy i będzie huczeć o jego twórczości, bo jak można nie mówić o jednym z najpopularniejszych młodzieżowych twórców historii, które poruszyły milionem serc? 

Miles Halter to chłopak bez życia, nie ma przyjaciół, a w szkole był popychadłem. Na imprezę z okazji zakończenia szkoły przyszło raptem dwóch znajomych, którzy i tak wyszli po kilku chwilach. Ale chłopak się tego spodziewał, to jego rodzice nalegali na odstawianie szopki i udawanie, że ich synek ma ukochanych przyjaciół, którzy będą za nim tęsknili, gdy tylko opuści Florydę na rzecz Culver Creek, szkoły w stanie Alabama. Chłopak jeszcze nie wie, jakie atrakcje go tam czekają. Ale o tym za chwilę.
Alaska Young to piękna i seksowna dziewczyna, która również uczęszcza do Culver Creek. Jest szalona, niepoczytalna i niesamowicie popularna, choć w innych kręgach, niżby chciała typowa amerykańska nastolatka. Potrafi omotać sobie każdego chłopaka, ale mimo to jest niezwykle inteligenta. Poszukiwaczka przygód nie tylko tych w normalnym życiu, ale również w tym umysłowym – kocha książki i ma ogromną biblioteczkę w swoim pokoju w internacie.

Co się stanie, gdy ta dwójka spotka się na swej życiowej drodze? Jaki wpływ wywrze na Milesa tak niesamowita dziewczyna, jak żadna inna? I dlaczego John Green nadał tej książce taki tytuł, a nie inny? Tego dowiecie się tylko wtedy, gdy przeczytacie „Szukając Alaski”.

Na początku byłam zachwycona faktem, że rozpoczynam kolejną książkę Greena, który zawojował moje serce ostatnimi czasy. Jednak po kilku stronach Szukając Alaski straciłam cały entuzjazm. Początek wcale mi się nie spodobał, a dalej było tylko gorzej. Nijaki Miles, który nie zaskarbił sobie mojej sympatii, ani nawet szalona Alaska, czy nawet Pułkownik – żadna z tych postaci nie zasługiwała na większa uwagę. Ale postanowiłam doczytać książkę, jak to zawszę robię. No i nie mogłam pozwolić na zbyt pochopne ocenianie tej powieści. Co to to nie, nie mogłam sobie pozwolić na skreślenie Greena. Ja musiałam się dowiedzieć, jak się to skończy. 

Widać, że jest to pierwsza książka Johna Greena. Widać po niej, że gdy ją pisał był jeszcze niedoświadczonym pisarzem. Widać to chociażby na tle Gwiazd naszych wina oraz Papierowych miast. Te dwie powieści są znacznie lepsze. Jednak koniec końców „Szukając Alaski” wcale nie było taką złą książką. Dlaczego? Bo nauczyłam się wielu rzeczy, bo gdzieś od połowy powolutku mnie wciągnęła, bo nastąpił niesamowity zwrot akcji, którego nigdy nie zapomnę i dlatego, że po prostu się skończyła. Może to niemiłe z mojej strony, ale każdy chyba ma taką książkę, której zakończenia wyczekiwał z wielu powodów. Moim było już totalne znużenie, choć mimo wszystko zostałam pozytywnie zaskoczona przynajmniej w pewnym stopniu. 

Tym razem również się uczymy wielu rzeczy podczas lektury Szukając Alaski. Czego chociażby? Tego, że nie można lekceważyć uczuć innych, że trzeba być fair względem przyjaciół, rodziców, ale przede wszystkim: względem siebie. Trzeba umieć panować nad swoimi emocjami i w odpowiedniej chwili poprosić o pomoc, jeśli takowa jest nam (lub też naszym przyjaciołom) potrzebna. Z tej historii można wynieść wiele dobrego, zobaczyć, jakie skutki mogą mieć nasze czyny w przyszłości, ale też nie do końca, bo nigdy nie wydarzą się dwie takie same historie, będące swoimi identycznymi „bliźniętami”, to jest zwyczajne niemożliwe. Ale jak to mawiają: można się uczyć na cudzych błędach. Choć chyba na swoich jest się uczyć najlepiej, prawda? 

To, co zaskoczyło mnie w tej powieści, to fakt, że koniec końców jednak pokochałam znienawidzoną Alaskę i Milesa, który, szczerze mówiąc, jest życiową ofermą. Chciałabym móc im powiedzieć, że to właśnie dzięki nim zrozumiałam wiele spraw, które aktualnie (bądź też nie) wwiercały się w mój umysł. Zdenerwowanie jakie towarzyszyło mi przed lekturą, całkowicie opadło po jej zakończeniu. Spokój ducha jaki mnie opanował, a jednoczenie wewnętrzne rozdarcie wobec Johna Greena, były najlepszymi odczuciami, jakie mogły mnie opanować. W tej książce jest wiele sprzeczności, tak jak w moim poczuwaniu się do Szukając Alaski. Z tego również można wynieść jedną bardzo ważną naukę: nic nie jest takie, jakie się nam początkowo wydaje. 

W wielu momentach nie pochwalam działań bohaterów, a wręcz je krytykowałam. Były chwile, gdy rzucałam książkę na bok i mówiłam sobie, że jej nie skończę, że to nie możliwe. Ale w rezultacie musiałam dobrnąć do ostatniej strony. Jestem szczęśliwa, że tak się stało, choć może nie jestem zadowolona z całej tej historii.

Podsumowując, Szukając Alaski to lektura obowiązkowa dla fanów Johna Greena, który potrafi wprawić czytelnika w taki stan konsternacji, że w głowie się to nie mieści. Chwilami zabawna, smutna i zatrważająca lektura o niespełnionej miłości i przyjaźni, która może przetrwać nawet najgorsze wydarzenia. Może tutaj wyjdę poza krąg moich rozważań, albo tego, czym rzeczywiście jest, ale ja zauważyłam na przykładzie bohaterów z tej powieści, że wszystko wychodzi z domu i od rodziców, Alaska, Miles i Pułkownik byli tacy, a nie inni właśnie ze względu na zachowania wyuczone w domu, wartości przekazane przez mamę i tatę i ich podejście do życia. Dlatego ta powieść jest tak niesamowicie prawdziwa, choć możliwe, że sam pomysł zrodził się jedynie w głowie autora. Ale kto wie, przecież może naprawdę jest na świecie gdzieś jakaś Alaska, która łamie serce Milesowi, kompletnie nie rozumiejąc własnych uczuć? To jedynie Wielkie Być Może, ale przecież zawsze warto żywić nadzieje, nawet jeśli sprawa wydaje się być z góry przegrana. 

To jest właśnie tajemnica, prawda? Czy labiryntem jest życie czy umieranie? Przed czym próbuje uciec: przed światem czy końcem świata?

★★★★★★★★☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniach:

"Klucznik" (Autor jest mężczyzną ORAZ Wydana w 2013 roku)



OD AUTORKI: Długo męczyłam się z tą recenzją i sama nie wiem do końca, czy ją lubię, czy nie. Na pewno wiele wniosła do mojego życia i zmieniła je, choć nie jakoś diametralnie. Jestem szczęśliwa, że są tacy autorzy jak Green, którzy w odpowiednim momencie potrafią podsunąć czytelnikowi dokładnie to, czego potrzebuję. Skończyłam tę recenzję 30 minut po przeczytaniu 19 razy Katherine i głównie mam na myśli właśnie najnowszą powieść Johna, ale każda jego książka obrazuje cząstkę mojego życia. To naprawdę niesamowite, szczególnie, że jest ono totalnie pokręcone i nienormalne! 

Mam nadzieję, że wychodzicie już na ostatnią prostą w szkole. Ja już prawie nie chodzę na zajęcia i rozkoszuję się lekturami w chłodnym łóżku z kubkiem zimnego soku na stoliku. Piszcie, co Wy aktualnie czytacie i co sądzicie o „Szukając Alaski”! Pozdrawiam gorąco (albo chłodno, bo gorąco jest na dworze) :D

16 komentarzy :

  1. Po lekturze "Gwiazd naszych wina" muszę przeczytać i tę książkę. Bardzo mnie ciekawi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam jeszcze twórczości Johna Greena, ale niebawem się to zmieni, bowiem mam już na półce jego najnowszą powieść ,,19 razy Katherine'', którą zamierzam na dniach przeczytać. Jeśli przypadnie mi do gustu to chętnie sięgnę po inne dzieła autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "19 razy Katherine" bardzo miło wspominam, choć czytałam tę książkę kilka dni temu, dalej o niej myślę. Bardzo przyjemna, ale i mądra lektura. Polecam :)

      Usuń
  3. Podobno to najgorsza książka Greena, ale sama muszę to sprawdzić na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, najmniej mi się podobała, ale nie jest zła, sama w sobie, jeśli nie brać pod uwagę innych dzieł tego autora, to naprawdę pouczająca książka. Choć rozkręca się wolno, to potem czytelnik wciąga się w akcję i musi poznać zakończenie.

      Usuń
  4. Ja jestem w trakcie jej czytania, już "Po" i jestem zaskoczona, bo kompletnie się tego nie spodziewałam, tzn. ostatnie rozdziały "Przed" nasuwały przebieg dalszych zdarzeń, ale i tak wciąż jestem w szoku...

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie porównanie "Szukając Alaski" do "Buszującego w zbożu" jest zupełnie nietrafne, bo ten pierwszy tytuł jest zdecydowanie lepszy niż drugi. Powieść Salingera wynudziła mnie niemiłosiernie, a Greena przypadła do gustu i spodobała się bardziej niż osławiona "Gwiazd naszych wina".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Buszującego w zbożu" czytałam tylko fragmenty i fakt, również niezbyt przypadły mi do gustu, ale nie mam jak ocenić całości, bo zwyczajnie nie czytałam :)

      Usuń
  6. Z książek Greena czytałam tylko wspaniałe "Gwiazd naszych wina". Pozostałe książki "Pana Zielonego" mam w planach, ale chyba najbardziej ciekawi mnie "19 razy Katherine". "Szukając Alaski" na pewno przeczytam i muszę pamiętać, żeby nie zniechęcać się do tej książki i doczytać ja do końca jak Ty :)

    Zapraszam także do zapisania się do Blogowego Klubu książki, więcej na blogu poświęconym BKK: http://blogowy-klub-ksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam "Buszującego w zbożu" z czystej ciekawości, długo przed wydaniem "Szukając Alaski" i niesamowicie się na tej książce wynudziłam, dlatego też bardzo zdziwiło mnie porównanie obu tych lektur. W każdym razie jednak jest to druga najlepsza książka Greena w mojej prywatnej klasyfikacji, niesamowity debiut! Przyznam się jeszcze szczerze, że byłam niesamowicie szczęśliwa, gdy wydarzyła się w tej książce TA rzecz (ci, którzy przeczytali na pewno wiedzą, o co chodzi, nie chcę jednak nikomu spoilerować). Trochę dziwnie jest czerpać radość z tak... dramatycznego wydarzenia, nic jednak na to nie poradzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam GNW i Papierowe miasta, dlatego teraz poluję na 19 razy Katherine i Szukając Alaski właśnie. :) Troszkę martwi mnie ten smętny początek, ale to w końcu John Green, więc liczę, że i tak spodoba mi się powyższa książka. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę ,że przypadły Ci do gustu książki tego autora . Ta natomiast leży na mojej półce i w lato z pewnością zostanie przeze mnie przeczytana , więc podwójnie się cieszę ,że pozyskała tak dobrą ocenę u Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawiły mnie wszystkie książki tego autora - muszę dopaść w najbliższym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam i bardzo miło wspominam :) na oku mam teraz oczywiście "Dziewiętnaście razy Katherine" :3

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja słyszałam, że jest to właśnie jedna z lepszych książek Greena. Mam zamiar jednak i tak przeczytać wszystkie jego książki, które zawsze potrafią wnieść coś do życia czytelnika. Takie książki to skarb. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka