Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 11 czerwca 2014

19 razy Katherine - John Green




Tytuł oryginału: An Abundance of Katherines
Tytuł polski: 19 razy Katherine
Autor: John Green
Data premiery: 4 czerwca 2014
Wydawca: Wydawnictwo Bukowy Las
Liczba stron: 303

„Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający
Kathrine X chciała się tylko przyjaźnić
Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową
K-19 złamała mu serce

Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczętach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o Zasadzie Przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o poszukiwaniu samego siebie.”
- lubimyczytac.pl

Nie można zapełnić pustki tym, co się straciło.

Są autorzy, którzy wypuszczają same dobre książki, nie tylko dla młodzieży, ale zwykle o niej. Każda z nich jest wyjątkowa, chociaż portrety bohaterów niemal pozostają niezmienne. John Green należy do autorów, którzy właśnie tacy są, wspaniali i całkowicie uroczy poprzez historie (wymyślone lub też nie), które potrafią całkowicie pochłonąć każdego czytelnika. Książki Greena podobają się młodzieży, ale nie tylko (chociażby mojej Mamie bardzo podobały się Papierowe miasta oraz Szukając Alaski), są prawdziwe i mają w sobie to, co czytelnik chce zobaczyć, ale co również jest samą prawdą. Tam nie ma kłamstwa, fantastycznych rzeczy i faktów z Kosmosu, o których można pomarzyć czytając te wszystkie niemożliwe do zrealizowania historie. Do tej pory nie wiedziałam, że można tak całkowicie oddać się jednemu autorowi i ubóstwiać jego książki, które są o niczym innym, jak o codziennym życiu.

Kto nie lubi matematyki? Pewnie jest duże grono takich osób, a nawet nie duże, a ogromne. Bo jak można lubić matematykę, podczas gdy książki są takie cudowne i wcale nie potrzeba do nich posiadania ścisłego umysłu z matematycznym myśleniem. Jestem dziwnym przypadkiem – niemal geniusz z matematyki i wielbicielka literatury, do której takie rozumowanie ani trochę mi się nie przydaje (przynajmniej w większości przypadków). Jednak co, jeśli chcielibyśmy wyznaczyć wzór opisujący każdy, dosłownie każdy związek międzyludzki? Jak wyglądałby wykres znajomości dwóch osób, które w pewnym momencie stają się parą? Pojawia się pytanie: czy to jest w ogóle możliwe? Dla Colina Singletona, choć jest to duże wyzwanie, to również jest rozrywka, ale przede wszystkim praca, która mogłaby odmienić jego życie. Zrozumiałby wreszcie dlaczego każda z dziewiętnastu dziewczyn o imieniu Katherine go rzuciła, dlaczego skazany jest na porażkę i dlaczego, zdawałoby się, uwielbia cierpieć poprzez działania dziewcząt o tymże dziewięcio-literowym imieniu? Nie na wszystkie pytania dostaniecie odpowiedź, a na pewno nie w tej recenzji, ale po przeczytaniu najnowszej powieści Greena na pewno będziecie mogli udzielić odpowiedzi na większość z nich.

Colin Singleton to siedemnastolatek, który uwielbia anagramy i jest cudownym dzieckiem. Co to znaczy? Niezwykle inteligentny, wręcz genialny chłopak, który zna więcej faktów o świecie niż encyklopedia. Wie, kto i kiedy sprawował władzę, prawdopodobnie nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie. Potrafi wyjaśnić większość codziennych zjawisk na podstawie zasad fizycznych i chemicznych. Ma pojęcie z dziedziny biologii, historii i filologii. Potrafi posługiwać się jedenastoma języki, umie grekę i łacinę. To musi być geniusz. Ale geniusz z tylko jednym przyjacielem i skazanym na porażkę chłopakiem przez swoje uwielbienie do kochających-rzucać-Colinów Katherine (swoją drogą, jak brzmi liczba mnoga od tego imienia?).

Do tej pory rzuciło go aż dziewiętnaście Katherine. Ostatnia, która tak naprawdę była pierwszą, wytrzymała z nim 343 dni, niemal rok. Załamany Colin wyrusza w podróż swojego życia przez Stany razem ze swoim przyjacielem Hassanem, który był w najgorszych momentach jego życia. Dwójka przyjaciół trafia do małego miasteczka, dziury zabitej dechami, gdzie nic się nie dzieje. Ale czy na pewno? chłopak wreszcie w spokoju rozpocznie pracę nad „Teorematem o zasadzie przewidywalności Katherine”, ale czy naprawdę uda mu się podać ogólny wzór dotyczący każdej z jego byłych dziewczyn, przyszłych dziewczyn o imieniu Katherine i czy rzeczywiście będzie można pod ten wzorek podstawić dwoje dowolnych ludzi? Każdy chciałby to wiedzieć, a gdyby była stuprocentowa pewność, że zadziała… Na to musicie sobie odpowiedzieć sami, ale pewnie wiecie, co by wtedy było.

Green znów przedstawia nam fantastyczną historię, której zakończenia tak właściwie nie znamy, a możemy się jedynie domyślać. Często jest to bardzo uciążliwe, ale w tym przypadku całkowicie pożądane. Autor pozwala czytelnikowi dopowiedzieć sobie koniec tak, jak sam by tego ów czytelnik chciał. Przekazał najważniejsze rzeczy, wartości, którymi bohaterowie dążą do celu i na podstawie tego oraz własnego chciejstwa możemy wymyśleć resztę sami. Pojawić się może pytanie, czy w takim razie książka zaspokoiła nasz „literacki apetyt”. Mój tak, zdecydowanie. Nie czuję się, jakby John Green przedstawił nam tylko część historii, nie. Jeśli komuś nie zależy na tym, co dzieje się dalej – będzie się czuł usatysfakcjonowany i tak, bo wprawdzie nie znamy dalszej historii tej historii (masło maślane?), to wiemy przynajmniej na czym Colin stanął i czy Katherine przestały go rzucać. A musicie mi wierzyć na słowo, że to zostanie wyjaśnione, przynajmniej w sposób satysfakcjonujący w moim przypadku.

Choć Colin ślepo wierzy, że istnieje wzór opisujący KAŻDY związek na świecie, to my wiemy, że czegoś takiego nie ma. Przyszłości nie można przewidzieć, zależy od zbyt wielu czynników: pogody, sytuacji politycznej w kraju, nastroju ludzi, wieku i tego, co ich łączyło, co przeżyła dana dwójka, ile się zna, jak daleko mieszka, jakie owoce i warzywa lubi. To wszystko ma wpływ na to, jak potoczy się dalej losy takiej pary. Może ktoś umrze? Albo się wyprowadzi? Wszystko jest możliwe, a przyszłość nie jest pewna i nie można opisać jej za pomocą pewnego wzorca z niewiadomymi, gdyż byłby to niewiarygodnie długi wzór niemożliwy do wyprowadzenia. Uważam, że dla Colina szukanie tej wartości idealnej było oderwaniem się od myślenia o wszystkich dziewczętach-Katherine i głównie tej Katherine Wielkiej/XIX, z czego on sam nie zdawał sobie sprawy. Musiał zrozumieć, czemu ich związek się skończył, a przynajmniej tego chciał, aż w końcu ten fakt, że nie ma już przy sobie swojej najukochańszej dziewczyny przestał mu ciążyć i zrozumiał, że to koniec. Zrozumiał, że choć jest cudownym dzieckiem i geniuszem, to nie ma wpływy na to, co będzie działo się w jego życiu uczuciowym, niezależnie jak bardzo by się starał. 

Podsumowując, 19 razy Katherine to niezwykle pouczająca lektura, do której początkowo miałam mieszane uczucia, ale teraz wszystko stało się jasne. Życie polega na poznawaniu nowych ludzi i rozstawaniu się z nimi, ale najważniejsze jest by nie tracić przy tym części siebie, a jeśli już by do tego doszło, to należy wiedzieć, jak sobie z tym radzić. Ważna w tym wszystkim również jest przyjaźń, gdy pojawia się miłość nie można zapomnieć o najbliższych, którzy byli zanim dziewczyna czy też chłopak pojawiła się na naszej drodze. To niezwykle ważne, bo tacy ludzie są z nami zawsze, a miłość niekoniecznie, szczególnie, w tak młodym wieku. Colin nauczył mnie, że nie można płakać nad rozlanym mlekiem (choć on sam to robił) i że nawet po najgorszym rozstaniu, gdy myślimy, że nasze życie nie ma sensu, a sami rozpadliśmy się na milion małych kawałeczków, nie należy się załamywać, bo to minie. Nie zatrzymamy przy sobie nikogo na siłę, jeśli ten ktoś nie będzie tego chciał. Trzeba żyć dalej i nie oczekiwać niczego od życia, bo jedynie można się rozczarować. Dopiero gdy sobie odpuścimy – zobaczymy wszystko z zupełnie innej perspektywy i kto wie… Może znajdziemy to, czego tak usilnie szukaliśmy.

Morał z tej historii jest taki, że nie pamiętamy co się stało. To, co pamiętamy, staje się tym, co się wydarzyło.
 
★★★★★★★★★★

Książka bierze udział w wyzwaniach:
"Klucznik" (Autor jest mężczyzną)


OD AUTORKI: Myślałam, że ta recenzja pojawi się później, ale jednak udało mi się ją napisać szybciej niż te książek z biblioteki. Cóż, tak czasem bywa. Jestem zachwycona tą powieścią i polecam ją każdemu! Mam nadzieję, że zaopatrzyliście się już we własne egzemplarze. Do wakacji tak bisko! Jakie plany, i te wyjazdowe, i te czytelnicze? Piszcie! :D

18 komentarzy :

  1. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która nie przeczytała jeszcze żadnej książki Greena. Muszę to w końcu zmienić, może w tym miesiącu się uda :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze nic nie czytałam od pana Greena :)
      Ale wczoraj wypożyczyłam "Papierowe miasta", niestety czekam aż wyrobię się ze wszystkim co mam do roboty i zaczynam czytać ! :D

      Usuń
    2. Warto spróbować, naprawdę! Ja zaczęłam przygodę z tym autorem stosunkowo niedawno, a już mam na swoim koncie wszystkie jego książki i w każdej znalazłam coś magicznego i wspaniałego. Polecam gorąco! :)

      Usuń
  2. Muszę w końcu zabrać się za książki tego autora ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety po niezbyt udanej lekturze Szukając Alaski jestem troszkę sceptyczna w stosunku do 19 razy Katherine - ufam jednak, że młodym czytelnikom ten tytuł przypadnie do gustu - w końcu Green pisze o młodych dla młodych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi "Szukając Alaski" przypadło do gustu najmniej ze wszystkich książek Greena (recenzja już niedługo), ale odnalazłam w tej lekturze wiele sytuacji, które nauczyły mnie bardzo dużo rzeczy. Może nie każdemu się podobają jego książki, ale ważne, że spróbowałaś :)

      Usuń
  4. Ależ piękny nagłówek! Przeuroczy! :3 Bardzo mi się podoba.
    To pierwsza recenzja tej książki jaką czytam! Ależ jesteś niesamowicie szybka, i wiesz, powiem tylko jedno słowo: łaaaał! Chce ją przeczytać! Już! teraz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Własnie dzisiaj zamówiłam tę książkę! Już się nie mogę doczekać aż przyjdzie i dołączy do mojej kolekcji książek Greena! ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka do mnie leci dlatego też zerknęłam tylko pobieżnie by niepsuć sobie przyjemności czytania. Cieszę się jednak, że tak wysoko ją oceniasz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ogromnie się cieszę, że tak pozytywnie oceniasz tę książkę, bowiem mam ją już w swoich zasobach bibliotecznych, ale jeszcze nie czytałam i jakoś nie mogłam się do tego przemóc, lecz teraz po twojej zachęcającej recenzji szybko wezmę się za tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie czytałam :C Wszędzie o tym słyszę, a trafić nie mogę :c Ale może niedługo :D Zapowiada się bardzo bardzo fajnie i bardzo wysoka ocena więc nie mogę przegapić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdy widzę nazwisko Green, to biorę książki w ciemno, bo wiem, że na pewno mnie zachwycą ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałabym, bo jeszcze nic od tego autora nie wpadło mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Greena czytałam tylko Gwiazd Naszych Wina, ale nie wyobrażam sobie, żebym nie sięgnęła po coś prawdopodobnie w wakacje.

    + Śliczny nowy szablon, jakoś "lżej" się tu zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Żałuję, ale wydaje mi się, że tylko ja jeszcze nie miałam okazji poznać twórczości tegoż autora. Mam nadzieję szybko to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie miałam styczności z twórczością Greena ale na pewno to nadrobię. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety nie zaopatrzyłam się we własny egzemplarz, ale to nie zmienia faktu, że baardzo chcę przeczytać tę książkę. Szczególnie, że występuje w niej moja imienniczka :D Piękne imię, naprawdę piękne - Katherine! ^.^

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając komentarze powyżej można spotkać różne opinie...
    Ja uwielbiam książki pióra Johna Greena. Każda książka jego pióra jest piękna i nie potrafię ich porównać ;) "19 razy Katherine" to książka, na której premierę książkową się niecierpliwiłam. W końcu dostałam ją na zakończenie roku ;)
    Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka