Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 31 października 2013

Zaćmienie - Stephenie Meyer



Tytuł oryginału: Eclipse
Tytuł polski: Zaćmienie
Autorka: Stephenie Meyer
Data premiery: listopad 2009
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron:551

„Ciąg dalszy popularnej sagi Twilight. Kiedy media zaczynają donosić o serii tajemniczych morderstw w Seattle, a do lasów wokół Forks powraca żądna zemsty wampirzyca, Bella uświadamia sobie, że znowu grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. W dodatku, wiedząc, że jej decyzja może doprowadzić do odnowienia odwiecznego konfliktu pomiędzy wampirami a wilkołakami, zmuszona jest wybierać pomiędzy miłością Edwarda a przyjaźnią Jacoba. zbliża się też zakończenie roku szkolnego, a więc termin przemiany co Bella ma wybrać: życie czy śmierć.”
- lubimyczytac.pl
Saga „Zmierzch”
Zmierzch | Księżyc w nowiu | Zaćmienie | Przed świtem

                       Ci, którzy czytają mojego bloga zapewne już wiedzą, że jestem wielką fanką twórczości Stephenie Meyer i bardzo lubię, wręcz kocham sagę „Zmierzch”, jak i „Intruza”. Bardzo podobają mi się jej pomysły, mimo że wiele osób uważa je za oklepane, nudne czy też tandetne. Ja tak nie uważam i bardzo chętnie powracam do jej książek, tak więc teraz po raz 4 bodajże mam już za sobą trzeci tom tej wspaniałej, moim skromnym zdaniem, serii, która pobiła nie tylko moje serce, ale i wielu na tym świecie. 

                       Zacznijmy więc może od początku. Bella poznaje Edwarda, który jest obrzydliwie bogaty i nieziemsko przystojny, nie wie jeszcze, że jest to legendarny potwór, który odmieni jej życie. Edward to wampir, ale to już wiecie. Po kilku nieprzyjemnych incydentach wreszcie dochodzi do akcji „Zaćmienia”, która jest chyba moją ulubioną częścią, ale to się dokładnie okażę, kiedy przeczytam ponownie „Przed świtem”, bo to się może zmienić. Bella Swan, zwyczajna nastolatka, już niedługo będzie kończyła szkołę, a co za tym idzie: życie. Jest jednak jeden warunek – musi zostać żoną Edwarda. Czy na to przystanie? Czy zechce stanąć na ślubnym kobiercu? Czy może zrezygnuje z tego i stanie u boku najgorętszego i najprzystojniejszego chłopaka w całym stanie Waszyngton? Wiecie o kogo chodzi? Oczywiście! O Jacoba, a o kogo by innego. Tak więc, to co wybierze nasza bohaterka zależy tylko i wyłącznie od niej, ale nie my pierwsi się tego dowiemy. Pierwsza będzie mała wróżbitka, jak ją pieszczotliwie nazywa Jake, Alice. Ale sami musicie się dowiedzieć, jeśli tak bardzo chcecie. Jednak ostrzegam – nie będziecie mogli się oderwać! To jednak nie wszystko. Niedaleko Forks dzieją się dziwne rzeczy. W Seattle dochodzi do serii zabójstw, które szokują całą okolicą. Charlie, ojciec głównej bohaterki, również się martwi. Nie wiadomo co to za potwór grasuje w tym miejscu. Tamtejszej policji nie udaje się go nigdy schwytać. Co gorsza, śledztwo nie porusza się na przód, bo ofiary nijak nie są ze sobą powiązane. Jednak możemy się już domyśleć, kto za tym stoi. Wampiry. Nowonarodzeni pod czyimś dowództwem. Czyim? A o tym musicie przekonać się już sami. 

                       Stephenie Meyer po raz kolejny mnie zaskakuje. Nieważne, że znam całą serię na pamięć. Nieważne, że wiem jak się wszystko potoczy. To naprawdę nie jest ważne. Ważne jest to, że dalej mi się to podoba i mogłabym czytać te książki nieustannie. „Zaćmienie” to najlepsza do tej pory część, przynajmniej jeśli o ten raz czytania chodzi, a czytam to już 4 raz, tak dla przypomnienia. Mam nadzieję, że i Was ta część nie zawiedzie, a to prawda – jest znacznie lepsza niż jej poprzedniczki, a przecież tamte też były niewiarygodnie dobre! Kolejny raz mogłam przeżywać z Bellą, Edwardem i Jacobem ich problemy i rozterki, emocje i stany, które nimi targały. Pani Meyer idealnie oddaje ich uczucia, i tak, wiem, większość osób mnie tutaj skrytykuje, ale bez przesady, może i to głupie, ja wiem, ale to w końcu książka dla nastolatek i nie jej wina, że taką powieść stworzyła, po prostu taki miała zamysł. Nie dziwota więc, że większość ją krytykuje, skoro czyta coś, co nigdy by im się nie spodobało. Ja nie mówię, że to jest nie wiadomo jakie arcydzieło, ale jest to jedna z moich ulubionych serii i jest bardzo wartościowa, nawet jeśli te wartości nie są takie głębokie, jak np. w „Dziadach” Mickiewicza czy „Kordianie” Słowackiego. To nie ten typ i nie tego należy się od lektury sagi „Zmierzch” spodziewać. 

                       Ta część podoba mi się również ze względu na to, że poznajemy historie niektórych bohaterów. Mówię tu na przykład o Jasperze i Rosalie. Tego pierwszego uwielbiam, Rosalie niestety nie. W filmie nie odpowiada mi aktorka, w książce również mi się nie podoba (nawet po 4 części, ale o tym innym razem). Mam do niej jakiś uraz i nigdy go się nie pozbędę. Może to dlatego, że ona jest mega piękna i super i w ogóle taka och i ach a ja nie? Może. Ale nawet jeśli bym to pominęła to jej osoba mi nie odpowiada, choć historię ma wzruszającą i stawiającą włosy dęba na karku i na głowie. Jasper to co innego. On miał kiepsko i jemu współczuję, biedny się nacierpiał wiele zanim Alice się w jego życiu pojawiła. Rosalie podobnie, ale… to jednak nie to samo. Nie wiem czemu tak mam, a jak z Wami? Czy Wy lubicie Rosalie?

                       W „Zaćmieniu” jest również dużo Jacoba. Wprawdzie w drugim tomie też go było dużo, ale jednak to nie to samo. Tutaj jest… taki inny, lepszy i zdobył to coś, czego nie miał wcześniej. Bardziej mi się podoba tutaj, jest taki troskliwy o Bellę i w ogóle. Znaczy, do czasu, wiadomo, potem sytuacja się komplikuje, ale to nic. Nieważne. Mój ulubiony fragment z tej części jest właśnie z Jake’iem w roli głównej. [spoiler] Mam na myśli tę sytuację, kiedy on ją pocałował, a ona wcale tego nie chciała i potem go bardzo mocno uderzyła. A przynajmniej jej się tak wydawało. No i nasza niezdarna Bella złamała sobie kość. A przecież Jake to taki kochany chłopak, prawda?
                       Ogólnie rzecz biorąc „Zaćmienie” to chyba najlepsza część z całej serii i bardzo miło ją wspominam. Cieszę się, że znalazłam czas na odnowienie znajomości z twórczością Stephenie Meyer i nie mogę się już doczekać kolejnego tomu, bo tam są moje dwa ulubione wątki, ale o tym napiszę niebawem, gdy tylko uda mi się przebrnąć przez inne, mniej radujące mnie powieści. 

★★★★★★★★☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniach:
- „Czytam fantastykę”,
- „Najpierw książka, potem film”.



                       W związku, że zgłosiłam się do wyzwania „Najpierw książka, potem film” jestem zobowiązana do opowiedzenia Wam trochę o ekranizacji „Zaćmienia”, na której w kinie byłam trzy razy, a którą kolejne trzy obejrzałam sama w domu. 

                       Film powstał w 2010 roku i pamiętam, jak musiałam czekać półtora roku na ekranizację. Wysiedzieć nie mogłam i tak się cieszyłam jak pierwszy raz poszłam do kina! Od razu wszystko mi się spodobało, mimo wielu nieścisłości z książką. Film został jednak zrobiony naprawdę fajnie i uważam, że jest ciekawym dopełnieniem całej powieści. 

                       Kristen Stewart świetnie pokazała moją ulubioną scenę, którą opisałam nieco wyżej. Bardzo mi się to podobało i za każdym razem nie mogę powstrzymać śmiechu. Nie pasuje mi tylko zakończenie, które w książce zostało pokazane inaczej i tutaj zostało inaczej zrobione. Niby chodzi o to samo, ale nie czuję tego, co przy książce. 


                       Niemniej jednak, film mi się bardzo podobał. Aktorzy ponownie wywarli na mnie ogromne wrażenie, jeszcze bardziej niż przy pierwszych częściach. Może to ze względu na to, że „Zaćmienie” wydaje mi się być bardziej profesjonalnie zrobione od swoich poprzedników. I chyba to prawda. Polecam Wam obejrzenie tego filmu, nawet jak nie zamierzacie czytać całej sagi, bo to naprawdę dobry film na chwilę relaksu. No i oczywiście film ma niesamowity soundtrack!

Ocena filmu: 5/6

sobota, 26 października 2013

Harry Potter i Więzień Azkabanu - J.K. Rowling


Tytuł oryginału: Harry Potter and the Prisoner of Azkaban
Tytuł polski: Harry Potter i Więzień Azkabanu
Autorka: J.K. Rowling
Data premiery: 30 czerwca 2001
Wydawca: Media Rodzina
Liczba stron: 450

„Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka niebezpieczny przestępca. Kim jest? Co łączy go z Harrym? Dlaczego lekcje przepowiadania przyszłości stają się dla bohatera udręką? W trzecim tomie przygód Harry'ego Pottera poznamy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, zobaczymy Hagrida w nowej roli oraz dowiemy się więcej o przeszłości profesora Snape'a. Wyprawimy się również wraz z trzecioklasistami do obfitującego w atrakcje Hogsmeade, jedynej wioski w Anglii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów.”
- lubimyczytac.pl
Seria „Harry Potter”

Kamień Filozoficzny | Komnata Tajemnic | Więzień Azkabanu | Czara Ognia | Zakon Feniksa | Książe Półkrwi | Insygnia Śmierci

                  „Więzień Azkabanu” to, niestety, jest moja najmniej ulubiona część. Choć całą serię kocham, ten tom niezbyt przypadł mi do gustu i go nie zachwalam, film również jakoś mnie nie rajcuje. No ale każdy lubi co innego. Znaczy, nie żebym ja nie lubiła tej książki, wręcz przeciwnie, ale ta jest najmniej przeze mnie lubianą. Czemu?  No cóż. Brak Voldemorta to chyba nie jedyny powód. No ale o tym przekonacie się za chwilkę, czytając tę recenzję do końca. 

                  Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że Harry Potter to zwyczajny angielski trzynastolatek, któremu szczęście w życiu po prostu nie dopisało. Chodzi w starych ubraniach, włosy ma zwykle w nieładzie, a jego okulary są wiecznie popękane. Nie ma rodziców, mieszka z okropnym wujostwem i chciałby jak najszybciej wyrwać się z ich szponów. Ale nie może, bo to jego jedyna rodzina. Nie wiecie jednak zapewne, że dwa lata temu Harry dowiedział się, iż jest czarodziejem i ma możliwość uczęszczania do najlepszej Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. To wtedy dowiedział się po raz pierwszy, że jego rodzice wcale nie zginęli w wypadku samochodowym, a z ręki, a raczej różdżki, Sami-Wiecie-Kogo. To wtedy naraził się po raz pierwszy na niebezpieczeństwo, ale wolał to, niż mieszkanie z Vernonem, Petunią i ich okropnym synem Dudley’em, który uprzykrzał mu życie, jak tylko się dało. W tym roku, młody Potter idzie na trzeci rok, gdzie czeka go wiele niespodzianek, ale i nieprzyjemności, które odmienią jego życie raz na zawsze. Tytułowy więzień Azkabanu to Syriusz Black, liczę na to, że każdy wie kto to. Uciekł, grasuje po świecie nie tylko magicznym, ale i poza magicznym, czyli mugolskim. Czego chce i jaki związek z tym ma biedny i malutki Harry? Tego dowiecie się tylko czytając tę powieść. A naprawdę warto. 

                  Czytając trzeci tom „Harry’ego Pottera” czułam się tak, jak za pierwszym razem. Zachwycona i oczarowana światem stworzonym przez panią Rowling. To naprawdę genialne, jak można wszystko tak wymyślić i dopracować. Włożyła w to naprawdę wiele pracy i za to powinniśmy jej dziękować. Od małego lubiłam Harry’ego i oglądałam filmy i chciałam przeczytać książki. Teraz zrobiłam to po raz kolejny, nie tylko z obowiązku na blog, ale dla przyjemności, bo bardzo lubię wracać do tej serii. Wcześniej myślałam, że to jest moja najmniej ulubiona powieść, ale po kilku dniach nie pisania i tylko myślenia stwierdzam, że nie jest ona wcale taka zła i ma w sobie wiele dobrego. I wcale mi się nie nie podoba. Jest naprawdę bardzo fajna! Dopiero po jakimś czasie udało mi się to zauważyć. Jestem niezwykle z tego zadowolona, bo teraz lubię tę serię jeszcze bardziej, o ile to w ogóle jest możliwe!

                  Dla Harry’ego ten rok będzie naprawdę męczącym rokiem, jednak uda mu się go skończyć bez żadnych większych atrakcji, jeśli porównywać je do spotkania z Sami-Wiecie-Kim kilkanaście lat temu. W gruncie rzeczy ta przygoda to mały pikuś z tym, co było i z tym, co dopiero będzie. Poznajemy w tej części nowych bohaterów, chociażby Syriusza Blacka, Profesora Lupina, ciotkę Marge, z którą wyniknie bardzo śmieszna (niestety, nie dla niej) sytuacja. Poza tym bardzo się uśmiałam czytając o Hermionie na zajęciach z wróżbiarstwa – to chyba mój ulubiony wątek w tej części! 

                  Z tego tomu dowiadujemy się również trochę o przeszłości, tego co było w Hogwarcie wcześniej, z kim przyjaźnił się tata Harry’ego, James, co robił, kogo nie lubił i do jakich gorączek udawało mu się doprowadzać nauczycieli, niczym Fred i George Weasley’owie teraz. Bardzo fajnie wplecione to jest w teraźniejszą akcję, która w sumie mało odbiega od tamtych czasów, bo zawsze znajdzie się ktoś na miejsce kogoś innego. 

                  Rowling stworzyła kolejny, wspaniały tom o Harrym, który na pewno zachwycił miliony, i to nie tylko dzieci, ale i dorosłych. Jest to naprawdę wartościowa pozycja, którą każdy powinien przeczytać, przynajmniej takie jest moje zdanie. Na pewno znajdą się przeciwnicy tych książek, ale cóż, zawsze tak jest i nie można o to nikogo winić. Ja kocham tę serię i na pewno do niej powrócę po raz n-ty, może nawet niedługo, bo dalej czuję niedosyt po jej przeczytaniu!
★★★★★★★☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”. 


ODAUTORSKO
Kolejna recenzja w październiku zawitała na naszego bloga. Tym razem jednak znacznie szybciej, choć nie wiem, kiedy będzie następna. Czytam aktualnie „Zaćmienie”, ale wiadomo, ze szkoła jeszcze i lekcje do tego to marnie mi to może iść. Na razie weekend to się nie przejmuję, bo lekcje już prawie skończyłam i jedynie powtórzyć materiał mi zostało. A Wam jak idzie czytanie? Co teraz macie pod ręką na wieczór lub do śniadania rano? Trzymajcie się cieplutko. Przesyłam Wam gorące pozdrowienia! 

wtorek, 22 października 2013

Kwiaty na poddaszu - Virginia C. Andrews

Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Tytuł oryginału: Flowers in the Attic
Autorka: Virginia C. Andrews
Data wydania: luty 2012 r.
Wydawca: Świat Książki
Liczba stron: 384

   "Szczęśliwą z pozoru rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia - w wypadku samochodowym ginie ojciec. Matka z czwórką dzieci zostaje bez środków do życia i wraca do swego rodzinnego domu. Niezwykle bogaci rodzice mieszkający w ogromnej posiadłości wyrzekli się córki z powodu jej małżeństwa z bliskim krewnym, a narodzone z tego związku dzieci uważają za przeklęte. W tajemnicy przed dziadkiem rodzeństwo zostaje umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie opuszcza. Dzieci żyją w ciągłym strachu, a odkrycie, jakiego dokonuje najstarszy brat, stawia rodzeństwo w obliczu nieuniknionej katastrofy."

                                                                                               - od wydawcy


Kwiaty na poddaszu | Płatki na wietrze | A jeśli ciernie | Kto wiatr sieje | Ogród cieni

   O książce słyszałam już dawno temu. Poszłam nawet do księgarni i ją obejrzałam. Zaintrygowała mnie, ale brak gotówki uniemożliwił kupno, a potem wyleciało mi z głowy. Jednak jakiś czas temu ją w końcu kupiłam. I muszę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale po kolei.

   Po pierwsze: jak zaczęłam czytać to odniosłam wrażenie, że do końca nie wiem o co chodzi. Tak jakby książka była kontynuacją innego utworu. Zaczęłam szukać i okazało się, że Kwiaty na poddaszu to pierwsza część sagi o Dollangangerach. Po drugie: po opisie na okładce spodziewałabym się, że owym odkryciem będą jakieś zwłoki czy coś równie niezgodnego z prawem. Jednak z pomocą przyszedł Internet i okazało się, że portal lubimyczytać.pl ma już trochę bardziej doprecyzowany opis książki. Ponadto okazało się, że ta autorka upodobała sobie temat miłości zakazanej.

   Styl jest okej. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie. Jednak jest jeden minus. Narratorem, a właściwie narratorką, jest Cathy Dollanganger. Momentami denerwowały mnie jej "wypowiedzi". Na mój nos to ma strasznie zawyżone mniemanie o sobie, ponadto posiada strasznie mały zasób słów. Do tego stylu trzeba się przyzwyczaić, ale akcja jest tak ciekawa, że szybko przestaje się zwracać uwagę na niezbyt górnolotny styl.

   Przez dłuższy czas zastanawiałam się jak opisać fabułę nie zdradzając zbyt dużo informacji i nie spoilerować Wam czytania, ale w tym przypadku chyba się nie da.... No cóż, postaram się tego nie robić, ale niczego nie obiecuję.

   Głównych bohaterów jest czworo, Chris, Cathy, Carrie i Cory Dollanganger. Cathy, jako narratorka, zaczyna opowieść od tego jaka relacja łączyła ją i jej rodzeństwo z ojcem. Jednak tak naprawdę to akcja zaczyna się w dniu urodzin ich taty, w dniu w którym zginął. Po kilku dniach matka oznajmia im, że muszą się wyprowadzić, ale ponieważ nie mają pieniędzy, muszą udać się do babki. Problem polega na tym, że dziadkowie rodzeństwa są fanatykami religijnymi i a) babka ma ich za pomiot szatana i b) dziadek w ogóle nie ma pojęcia o ich istnieniu. Plan obmyślony przez matkę jest "prosty": na nowo zjedna sobie miłość dziadka ([spoiler!] została wydziedziczona za małżeństwo z przyrodnim wujem), znów zostanie wpisana do testamentu i może kiedyś powie mu o swoich dzieciach. Problem polega na tym, że matka nie ma zamiaru mu tego powiedzieć. Sama żyje jak księżniczka, a dzieci zostały umieszczone w jednym pokoju bez możliwości wyjścia. Na dodatek muszą przestrzegać chorych zasad babki.

   W takich warunkach rodzeństwo spędziło ponad trzy lata. Lata dojrzewania, dorastania i poznawania własnego ciała. Jeżeli w takim momencie zamknie się chłopaka i dziewczynę w jednym pomieszczeniu na tak długi okres to koniec końców musi się między nimi coś zadziać i nie ważne czy to brat z siostrą czy niekoniecznie. [spoiler!] I w tym przypadku również tak się dzieje. Chris zaczyna czuć do swojej siostry coś więcej niż braterską miłość. Mimo że bardzo się stara nad sobą panować w pewnym momencie nie daje rady i dochodzi między nimi do złamania zasad babki i powtórzenia zachowania rodziców.

   Oczywiście to nie wszystko, co się zdarzyło w książce, ale chyba więcej nie mogę zdradzić, bo w końcu nie chodzi o streszczenie książki w całości, tylko o zachęcenie Was do sięgnięcia po nią. Dlatego tutaj się zatrzymam, ale dodam, że książka trzyma w napięciu. Jedyne nad czym długo główkowałam to dlaczego tak długo zajęło im dojście do tego, że ucieczka jest jedynym wyjściem z sytuacji.

   Okładka również mi się bardzo podoba - jednak wiem z niektórych recenzji, że chyba jestem wyjątkiem. Wytarte białe litery, wielki dom i różowe, jakby papierowe, kwiaty. Cała kompozycja idealnie oddaje nastrój panujący w książce. Skrywa mrok i tajemnicę, jaka czai się w zakamarkach wielkiej posiadłości. Dodatkowo cieszę się, że litery nie są za malutkie, a papier kremowy, a nie biały, co bardzo ułatwia czytanie.

   Zostawiam Was z recenzją, a sama pędzę do księgarni po drugą część tej dziwnej, ale fascynującej sagi. :)

★★★★★★★★☆☆




FILM
Porwałam się na obejrzenie filmu na podstawie książki. Niestety na podstawie tylko w sensie teoretycznym, bo osoba, która pisała scenariusz poszła o krok za daleko zamieszczając fragmenty, których w ogóle nie było w książce. Ponadto film nie porusza w ogóle tematu, który tak bardzo interesował autorkę. Czyli temat miłości zakazanej, pomiędzy bratem a siostrą. Film jest o rodzeństwie skrzywdzonym przez okrutną matkę, która aby odziedziczyć fortunę posunęła się do wszystkiego. Jeżeli ktoś po przeczytaniu książki porwie się na film, niech za wiele od niego nie oczekuje. Aczkolwiek muzyka jest wprost idealna. Jak również zagranie babci dzieci przez Louise Fletcher. Ale jak na film z 1987 roku to chyba całkiem nieźle wyszło.

Ocena filmu: 3+/6

sobota, 19 października 2013

Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia - J.R.R. Tolkien


Tytuł oryginału: The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring
Tytuł polski: Władca Pierśceni: Drużyna Pierścienia
Autor: John Ronald Reuel Tolkien
Data premiery: 2001
Wydawca: Wydawnictwo MUZA
Liczba stron: 533

„W zamierzchłych czasach kowale elfów wykuli Pierścienie Mocy. Lecz Sauron, Mroczny Władca, stworzył w tajemnicy Jedyny Pierścień, napełniając go swą potęgą, aby rządził pozostałymi. Ale Pierścień zniknął i przepadł gdzieś w Śródziemiu. Minęło wiele wieków, zanim się odnalazł i trafił w ręce hobbita, którego przeznaczeniem stała się wędrówka do Krainy Cienia, by w Rozpadlinach Zagłady zniszczyć Jedyny Pierścień... I oto Drużyna Pierścienia wyrusza z Shire. Żaden z uczestników wprawy – hobbici Frodo, Sam, Pippin i Merry, czarodziej Gandalf, krasnolud Gimli, elf Legolas, Boromir z Gondoru i tajemniczy Obieżyświat – nie wie, co czeka u kresu podróży. Ale są pewni jednego: jeśli nie wypełnią misji, świat ogarną Ciemności”
- lubimyczytac.pl
Trylogia „Władca Pierścieni”

Drużyna Pierścienia | Dwie wieże | Powrót króla

                      Pamiętam, jak byłam młodsza i mój tata z radością zaczytywał się we „Władcy Pierścieni”. Mnie to w ogóle nie interesowało, kojarzyło się z książkami dla starych ludzi, których ciekawią zupełnie inne rzeczy. Nie wiem czemu, po prostu wtedy nie byłam na tyle duża, żeby sięgnąć po tę trylogię. Jednak teraz, kiedy jestem już w drugiej liceum dodałam pierwszy tomik do stosika i cieszę się, że wreszcie udało mi się ją przeczytać. Nie wiedziałabym co mogę stracić, gdybym nie zaczęła tej serii. Bardzo jestem rada, że mogę Wam teraz zrelacjonować moje pierwsze spotkanie z jakże ciekawą i lubianą przez wszystkich trylogią.

                      Tolkiena chyba każdy zna, więc przedstawiać go raczej nie muszę, jedno tylko powiem: początkowo byłam do niego nieco sceptycznie nastawiona i bałam się zaczynać z nim swoją historię, bo nie wiedziałam co z tego wyniknie, czy raczej coś dobrego, czy niekoniecznie. Jednak teraz jestem niezwykle szczęśliwa, że udało mi się skończyć tę książkę i nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła sięgnąć po następną.

                      Fabułę chyba każdy zna, ale sama chciałabym ją sobie nieco uporządkować, więc nieco o niej napiszę. A więc… Bilbo Baggins się już starzeje i nie jest tym samym hobbitem co kiedyś. Mieszka z nim jego krewny, Frodo Baggins, którego również ustanowił właścicielem swojego majątku w przyszłości. Do przejęcia przez Froda własności jego wuja jest mniejszy kawałek czasu, niżby się wszystkim wydawało. Wkrótce nasz bohater, żwawy i młody jeszcze hobbit rusza na przygodę, a raczej misję, która odmieni jego życie na zawsze. A nie będzie to miła wyprawka na drugi koniec Shire, jak się domyślacie (lub wiecie).

                      Bałam się nieco tej powieści, początkowo szła mi opornie, potem jednak się rozwinęła akcja i już przestało mnie wszystko nudzić, choć gdy tylko zasiadałam do jej czytania zasypiałam! Pewnie to jest skutek ciężkiej pracy w szkole, i po niej w sumie też, więc nie mam za złe tego Tolkienowi, bo książka ta naprawdę nie jest nudna, jak się sami przekonaliście lub przekonać możecie. Mnie się bardzo podobała. A dlaczego? O tym dalej.

                      Po pierwsze: bohaterowie! Jest ich tyle i czasem łatwo się pogubić, ale sa tak fantastycznie stworzeni, że nikomu to pewnie nie przeszkadza. Ja jestem naprawdę zachwycona. W szczególności uwielbiam Legolasa! Ale raczej tego filmowego niźli książkowego. Ale o tym będzie potem. Wszyscy są naprawdę super, każdy jest inny, wszyscy są wyraziści. Naprawdę, to coś wspaniałego.

                      Po drugie: nazwy miejsc i imiona! Kolejna cudowna rzecz, choć tego to ja wcale nie ogarniam. Ciężko mi idzie zapamiętywanie nazw krain itp., ale od czego są te mapki w książkach? Bardzo fajnie, że wydawca je tam umieścił. One naprawdę ułatwiają orientację w terenie i umożliwiają zobrazowanie przebiegu trasy Drużyny Pierścienia. Wiele z tych nazw w sumie nie umiem nawet wymówić, ale miło się je czyta po swojemu. Można się poczuć, jak prawdziwy Tolkien, hehe.

                      Po trzecie: rozdziały! Wszystko jest tak złożone i zwarte w całość, że czytając jeden rozdział nie sposób nie przeczytać drugiego. Naprawdę. Ja byłam tak zachwycona i oczarowana, że po prostu nie dawałam rady przestawać czytać. Niestety, czasem musiałam, a odkładałam czasem na bardzo długi czas. No ale cóż, szkoła ważniejsza.

                      Styl Tolkiena oczarował mnie już od „Hobbita” i tak samo teraz mnie nie zawiódł. Początkowo było owszem trudno i nudno, ale co z tego, skoro dalej poszło jak z płatka i niesamowicie się przy tym ubawiłam?

                      Cieszę się niezmiernie, że wreszcie udało mi się przeczytać pierwszy tom, tej cudownej trylogii i nie mogę się doczekać kolejnych. Bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się losy naszych ukochanych bohaterów, którzy przeżywają tyle niesamowitych przygód. A Wy już macie za sobą „Władcę Pierścieni”, czy jeszcze nie?

★★★★★★★★★☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:
- „Czytam fantastykę”,

- „Najpierw książka, potem film”.

                      Dziś udało mi się również obejrzeć ekranizację tej powieści. Starają już, bo z 2001 roku, nawet nie wiedziałam, że to takie stare. Ledwie pięć lat miałam. I cóż mogę powiedzieć?
                      Szczerze? Film całkiem fajny, jednak jest dużo nieścisłości, które bardzo, ale to bardzo mnie drażniły. Aragorna wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, za to Legolas podbił moje serce.
                      Ekranizacja nie jest tak nadzwyczajna, jak jej wersja papierowa, ale również warta uwagi. Zastanawia mnie tylko zakończenie, albo ja nie pamiętam, jak to było, albo oni coś pokręcili. Ja nie wiem, pojęcia nie mam, ale pewnie się w drugiej części przekonam. Mam nadzieję przynajmniej. I oby mi to nie zepsuło całej frajdy!
                      Ogólnie polecam, ale jeśli nie czytaliście książki, a film obejrzeliście to koniecznie musicie sięgnąć po tę powieś. Jeśli na odwrót – możecie się nieco zawieść. A jeśli jeszcze nic z tych dwóch rzeczy nie czytaliście, ani nie widzieliście – to do dzieła, ale zaczynajcie od papieru!

Ocena filmu: 4+/6

ODAUTORSKO

Recenzja wreszcie się pojawiła. Po bardzo długim czasie. Mam nadzieję, że się Wam podoba, nie jest ona najlepsza, niestety, ale cóż, długa przerwa mi nie służy. Teraz czytam trzeci tom „Pottera” i mam nadzieję, że z jego recenzją pójdzie mi już lepiej. A Wy co teraz czytacie? Czy raczej nie macie czasu, bo trzeba się uczyć? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka