Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 28 września 2013

Wyspa Motyli - Corina Bomann



Tytuł oryginału: Die Schmetterlingsinsel
Tytuł polski: Wyspa Motyli
Autorka: Corina Bomann
Data premiery: 15 lipca 2013
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Liczba stron: 464

„Tajemnica z przeszłości i namiętna miłość ukryte pośród herbacianych wzgórz.

Diana, wzięta prawniczka, nigdy nie przypuszczała, że z dnia na dzień wyjedzie na drugi koniec świata. Trzymając w ręku zdjęcie młodej kobiety na tle wzgórz, decyduje się wyruszyć na Cejlon, by rozwikłać rodzinną tajemnicę sprzed stu lat. Diana chce spełnić ostatnią wolę ukochanej ciotki, poznać swoje korzenie i uciec od niewiernego męża. Na urzekającej wyspie spowitej aromatem herbacianych krzewów odkrywa historię namiętnego, zakazanego uczucia, które na zawsze zmieniło losy jej rodziny. Czy to sprawi, że Diana znajdzie szczęście i miłość?”
- lubimyczytac.pl
                         Jak pewnie wiecie z recenzji mojej siostry, Wyspa Motyli to książka, którą dostałyśmy od Wydawnictwa Otwartego. Bardzo jestem zadowolona, że udało mi się zdobyć tę powieść, bo jest ona z opisu bardzo intrygująca i zachęcająca do swojej lektury. Byłam nią zachwycona, jeszcze zanim do mnie przyszła pocztą. Potem mój entuzjazm nieco opadł, kiedy trafiła w moje łapki i tak to niedawno zabrałam się za jej czytanie ze zwykłego braku czasu związanego z rokiem szkolnym, który się rozpoczął jakiś czas temu. Teraz znalazłam trochę czasu na tę książkę i wreszcie udało mi się ją po kilku dniach skończyć. Mam nadzieję, że moja recenzja Was zachęci do sięgnięcia po „Wyspę Motyli”.

                         Diana mieszka w Niemczech razem z Phillipem, jej mężem i prowadzi kancelarię. Pewnego dnia dostate telefon, że jej ciotka, Emmely, znów trafiła do szpitala i może to być ostatni moment na odwiedzenie jedynej rodziny Diany. Kobieta wyrusza do Anglii, do Treymane House, gdzie żyje staruszka. W końcu jednak ostatnia rodzina Diany Wagenbach umiera, jednak coś jej po rodzinie pozostało. A mianowicie paskudna tajemnica, o której się nikomu nawet nie śniło. Diana musi rozwiązać przykry sekret, ciążący nad Treymane’ami od bardzo długiego czasu. Czy jej się uda? Czy Cejlon zachwyci ją, tak bardzo jak wszystkich innych? Czy uda jej się na Sri Lance odnaleźć nie tylko tajemnicę, ale i samą siebie? Otóż, żeby się o tym przekonać, musicie sięgnąć po tę fantastyczną i intrygującą powieść, jaką jest Wyspa Motyli.

                         Corina Bomann stworzyła naprawdę piękną i intrygująca historię, którą czyta się niezwykle szybko i z zapartym tchem. Ogólnie, książka podzielona jest na dwie księgi, w każdej z nich znajdują się dwa wątki. Jeden współczesny – z Dianą, jej ciotką i całą resztą akcji, oraz drugi – pokazana w nim jest przeszłość, czyli Grace i Victoria, które wyruszyły na Sri Lankę wraz z Henrym Traymane’em. Bardzo mi się podoba taki zabieg, bo możemy poznać historię z dwóch perspektyw i wiemy, co dokładnie się wydarzyło, jeszcze zanim Dianie udaje się rozwiązać całą tajemnicę. Sami możemy wcielić się w „detektywa” poszukującego rozwiązania całej tej sprawy. To naprawdę bardzo fajna sprawa i książka jest napisana tak, że to właśnie czytelnik może być również „Dianą”.

                         Styl autorki jest naprawdę świetny, rewelacyjny, można by rzecz! Czyta się książkę naprawdę w zawrotnym tempie, choć nie udało mi się jej skończyć w przeciągu jednego czy dwóch dni, ze względu na to, że miałam szkołę i nie mogłam jej zawalić. Czytać ją musiałam w przeróżnych odstępach i wyszło jak wyszło, recenzja pojawia się dopiero teraz.

                         Bardzo podoba mi się jeszcze jeden wątek „życiowy, że tak powiem, dotyczący bezpośrednio i tylko Diany, a nie całej jej wcześniejszej rodziny. Bardzo mi się to podoba, bo wtedy wiemy, że nie jest to wyidealizowana powieść, których ja nie cierpię i czytać nie potrafię. Potem i również ten wątek zostaje wyjaśniony i przebiega w zupełnie innym miejscu, że aż szkoda nie przeczytać tej książki. Lubię i takie wątki i takie historie, więc u mnie powieść, jak najbardziej na tak.
                         Uważam, że Corina Bomann stworzyła oś wyjątkowego i naprawdę godnego polecania. Książkę czytało mi się miło, nie było żadnych zgrzytów ani momentów, kiedy chciałam ją odłożyć. Musiałam, ale to co innego! Dwie płaszczyzny historii to również coś, co lubię. Gorąco polecam Wam „Wyspę Motyli”, gdyż jest to naprawdę uczuciowa i wartościowa powieść.

★★★★★★★☆☆☆

ODAUTORSKO

                         Chciałabym Was gorąco przeprosić za brak jakichkolwiek postów na blogu, ale niestety, szkoła nie służy czytaniu i większość czasu poświęcam lekcjom i nauce. Bardzo Was przepraszam i mam jednak nadzieję, że nie przestaniecie czytać naszego bloga. Następna recenzja nie wiem kiedy się ukaże, ponieważ czytam 3 część „Dziadów” Adama Mickiewicza, a we wtorek mam sprawdzian z dwóch działów z matematyki i nic tylko nauka zaprząta mój umysł. Wybaczcie mi, bardzo proszę!
                         A jak u Was z nauką i czytaniem książek? Pogodziliście jakoś te dwie rzeczy? Jeśli tak, to co właśnie czytacie? :)

sobota, 21 września 2013

Wilkołaki z Mercy Falls: Niepokój - Maggie Stiefvater


Tytuł oryginału: Linger

Tytuł polski: Niepokój
Autorka: Maggie Stiefvater
Data premiery: 26 października 2011
Wydawca: Wydawnictwo Wilga
Liczba stron: 430

„Drugi tom bestsellerowej powieści 'Drżenie'. Nadchodzi wiosna, a wilki zrzucają futra...

Współczesna powieść o wilkołakach? Tak! A w niej nowi bohaterowie, wielka miłość, która musi pokonać wszelkie przeszkody, wielka przyjaźń i prawdziwe poświęcenie.

Nadchodzi wiosna. Sam jest człowiekiem, ale tym razem to z Grace zaczyna się dziać coś dziwnego. W dodatku rodzice próbują ją rozdzielić z Samem – skupieni jak zwykle tylko na sobie, nie zwracają uwagi na to, jak bardzo ranią córkę. Isabel po śmierci brata zaprzyjaźnia się z Grace. Po długiej zimie w domu Sama pojawia się nowy wilk, Cole – niepokojący gość, który odmienia życie każdego z nich.

Nie wiedziałam, że istnieje tyle różnych sposobów na to, żeby powiedzieć żegnaj.”
- lubimyczytac.pl
Wilkołaki z Mercy Falls

Drżenie | Niepokój | Ukojenie

                         „Drżenie” wspominam bardzo miło, porównując je do „Zmierzchu”, który kocham. Tak więc, nie dziwne że jak tylko mogłam to sięgnęłam po drugi tom serii o wilkołakach z Mercy Falls. Teraz, gdy jestem chora i mam więcej wolnych chwil postanowiłam przeczytać „Niepokój”, pożyczony z biblioteki. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że ten tom będzie lepszy od swojego poprzednika i z miłą chęcią go przeczytam, a potem sięgnę po kolejny, ostatni już, który nosi tytuł Ukojenie. Już nie mogę się tej chwili doczekać! Liczę na to, że gdy tylko zawitam niedługo do biblioteki, to będzie on stał na półce. A tymczasem: zapraszam do recenzji „Niepokoju”!

                         Do Mercy Falls powolutku przychodzi wiosna zwiastując ciepły wietrzyk, wiosenny deszczyk i topnienie śniegu. Pogoda poprawia się z każdą chwilą, jednak dalej można oczekiwać zimniejszych dni. Wraz ze zmianą temperatury „na wierzch” wychodzą nowe wilki, które zostały zamienione przez Becka jeszcze przed zimą (tak mi się wydaje, bo nie ma o tym wspomnienia w książce). Sam, jako główny dowodzący nową sforą musi pomóc „rekrutom”, którzy nie dają sobie rady. W międzyczasie jednak zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Z Grace, z jej życiem, z ich związkiem… Wszystko powoli zaczyna się sypać. A jest jeszcze Cole, nowy wilkołak, który za wszelką cenę chce pozostać w swojej zwierzęcej postaci. Wszystko to daje bardzo ciekawy efekt historii, która nie zawsze jest idealna. A pewnie jak wiecie, nikt nie lubi idealnych historii bo wtedy każda byłaby taka sama. Czekam na dalszy bieg wydarzeń wraz z Samem, Grace, Isabel i całą resztą bohaterów, którzy tworzą tę wspaniałą powieść.

                         Autorka raczej nie zmieniła swojego pióra, a jeśli to ja tego nie zauważyłam, co w sumie jest dobre. Bo Grace nie zdaje się dorastać, więc i mowa, jaką się posługuje nie musi być zbytnio wyszukana. Czekam jednak na ten moment, bo wierzę, że będzie to wspaniałe przeżycie poznać coś nowego. Wiele zmian już zostało wprowadzonych, ale na tę jedną czekam. Mimo że nasza bohaterka jest już na tyle dorosła, to nie osiągnęła takiego stanu, którego oczekuje. Może jednak nigdy nie uda mi się tego dostrzec, bo Maggie Stiefvater może nie zrobić tego, czego chcę lub zrobić to bardzo delikatnie i subtelnie, czego raczej bym nie zauważyła. Dalej jej pióro pozostaje na plus, w dodatku krótkie fragmenty wierszy, które sama wymyśla są naprawdę dobre i dogłębnie dotykające. To kolejny plus. Naprawdę te krótkie frazy mnie zachwyciły i poruszyły.

                         Tym razem robi się nieco bardziej dramatycznie i to też mi się podoba, bo akcja nie jest jednostajna i nudna, tylko coś dzieje, a to lubię najbardziej! Niezwykle podobają mi się wątki z nowym bohaterem, Cole’em, które są naprawdę ciekawe i nieprzewidywalne. Maggie Stiefvater dodała również historię z perspektywy Isabel, która też mi się niezwykle podoba, bo dzięki temu można ją poznać, a w poprzednim tomie nie mieliśmy aż takiej możliwości.

                         Dalej nie została do końca rozwiązana zagadka przemieniania się z wilka w człowieka i odwrotnie. Czy lekarstwo podziałało? A może jednak taki sposób potrafi zabić? Tego musicie dowiedzieć się sami, a uwierzcie mi, naprawdę warto!

                         Podsumowując, „Niepokój” to bardzo przyjemna historia, gdzie są wzloty i upadki (nie)zwyczajnych nastolatków, zmagających się z (nie)zwykłymi problemami. Ale można i siebie odnaleźć w tej historii. Jest tyle osób, że każdy może dopasować swoją osobowość do kogoś z tej serii. Ja chyba najbardziej utożsamiałabym się z Olivią, ale dlaczego? Nie mam bladego pojęcia.
                         Książkę czyta się naprawdę szybko, więc dla osób chodzących do szkoły jest idealna, bo nie potrzeba marnować całego dnia na przebrnięcie choćby do połowy. Naprawdę gorąco Wam ją polecam, więc jeśli jesteście po 1 tomie, a nie wiecie czy sięgnąć po następny… to już wiecie! A jeśli nie mieliście do czynienia jeszcze z Wilkołakami z Mercy Fall no to już! Biegiem do biblioteki!

★★★★★★☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”. 


czwartek, 19 września 2013

Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek - Rafał Kosik



Tytuł oryginału (polski): Felix, Net i Nika oraz Orbitalny Spisek
Autor: Rafał Kosik
Data premiery: 14 listopada 2008
Wydawca: Powergraph
Liczba stron: 418

„Podczas imprezy sylwestrowej Felix, Net i Nika niechcący odpalają eksperymentalną rakietę kosmiczną. Tajne służby poszukują sprawców, a sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że rakieta spadnie gdzieś na terytorium Polski. Bohaterowie muszą zlikwidować zagrożenie. Rozpoczyna się walka z czasem.
Jednocześnie rzeczywistość szkolna nie ułatwia im zadania. Szkoła stara się o uzyskanie certyfikatu jakości, co prowadzi do wielu absurdalnych i bardzo zabawnych sytuacji.
To, co spotka Felixa, Neta i Nikę utwierdzi ich w przekonaniu, jak ważna jest przyjaźń i pomaganie innym.”
- lubimyczytac.pl
Seria „Felix, Net i Nika”

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 (planowana na listopad 2013)

                            Ci, którzy czytają mojego bloga regularnie, wiedzą, że seria o Felixie, Necie i Nice to jedna z moich ulubionych, tak samo jak Harry Potter czy kilka innych, których wymieniać nie będę ze względu na bezsensowność tej czynności. Ta seria, przeznaczona niby dla dzieci i młodzieży, choć według mnie każdy się z nią będzie umiał obchodzić, jest niezwykła, pełna przygód, po prostu rewelacyjna. Od pierwszej strony pierwszego tomu zakochałam się w książkach tego autora i chyba nieprędko to uczucie się zmieni. Wprawdzie były momenty, które mi niezbyt przypadły do gustu, ale to były tylko chwilowe napady innych emocji i nie liczę tego zbytnio do oceny końcowej. Ale no już nie przedłużając zapraszam Was do dalszej części recenzji.

                            Felix, Net i Nika to trójka gimnazjalistów chodząca do jednej z warszawskich szkół, gdzie wszystko jest jak najbardziej normalne (tak by się wydawało). Jest jednak w tych uczniach coś takiego, co nie pozwala im na bycie normalnymi. Są jak magnes na kłopoty, które dziwnym trafem zawsze ich odnajdują, choćby nie wiadomo jak daleko od miejsca zdarzenia złych rzeczy się ukrywali, bądź jak najbardziej chcieli się ukrywać. Nie. Kłopoty zawsze ich znajdą i zawsze ta trójka będzie zmuszona do ich rozwiązywania. Pomyślicie sobie: a co tam niby wielkiego może zrobić trójka zwykłych uczniaków. Otóż: może i to bardzo wiele. Ale żebyście się o tym przekonali, to sami musicie sięgnąć po książki autorstwa Rafała Kosika. 

                            Orbitalny spisek został podzielony na dwa tomy: piąty i szósty. Początkowo ten zabieg niego mnie rozzłościł, ale gdy tylko skończyłam pierwszą część to zachwyciłam się tym i stwierdziłam, że autor postąpił bardzo dobrze. Dlaczego? Duża ilość informacji naraz jest zła, a przyspieszanie niepotrzebnie akcji i omijanie kilku wątków wpłynęłoby na tę powieść, oczywiście negatywnie, jeśli o moje zdanie pytacie. Dlatego nie mogę się już doczekać sięgnięcia po kolejną część. Ale zaraz, zaraz. Nie o tym miałam mówić tylko o tym, co się w „Orbitalnym spisku” dzieje. Otóż… Wszystko zaczyna się ostatniego dnia tego jakże pięknego roku. Nasi bohaterowie wybierają się na Sylwestra do Gilberta, ich kolegi z klasy. Jego tata jest szalonym naukowcem, choć może nie do końca o takie szaleństwo naukowe mi chodzi. Jest po prostu podstarzałym facetem, który lubi poeksperymentować, ale nie robiąc nikomu krzywdy. Tak więc Felix wraz z Netem i Niką zauważają w ogródku Kurtaczów (takie bowiem nazwisko nosił ich kumpel z klasy) rakietę. Chłopak co nieco im opowiada o niej, a nasi bohaterowie, jak zwykle, są nią bardzo zaciekawieni. Nieoczekiwanie musieli rozgrzać piec w domu Gilberta, było w nim bowiem niepoprawnie zimno i bez kurtki nie szło wytrzymać. Oczywiście, jak to zwykle bywa nieostrożni uczniowie rozkręcili nie te kurki co trzeba i uruchomili rakietę, która wraz z fajerwerkami wbiła się w nocne niebo. Co z tego wyniknęło? Co wyniknie w drugim tomie, który autor musiał skonstruować, żeby wszystko oddać tak, jak chciał? A nie powiem Wam! Sama w sumie nie wiem, co czeka na mnie w kolejnej części, ale jak i Wy przeczytacie  to się dowiecie, i nie ode mnie. 

                            Lubię w tej serii to, że nie trzeba jej czytać po kolei. No, z wyjątkiem tej konkretnej części, która nosi tytuł Orbitalny spisek. W prawie każdej, no, w każdej są jakieś nawiązania do poprzednich przygód naszych bohaterów, ale zwykle są wyjaśnione w adnotacji na dole strony. I to mi się podoba, jednakowoż ja wolę czytać po kolei i zwykle wkurzam się, że nie zawsze wszystko jest u mnie w bibliotece. Mam nadzieję, że gdy pójdę na polowanie do siódmego już stosiku na moim blogu to uda mi się dorwać szósty tomik „Felixa, Neta i Niki”. Trzymajcie kciuki.

                            Rafał Kosik raz po raz zaskakuje nas swoim piórem, które jest niezwykle lekkie, przyjemne i młodzieżowe. Jednak osoba starsza, niż przepisowy młodziak, również odnajdzie w nim wiele rzeczy, niekoniecznie będących tylko dla młodszych czytelników. Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że każdy może sięgnąć po powieści z tej serii, bo można w nich odnaleźć wiele bardzo fajnych i ciekawych rzeczy, o których wcześniej się nam nie śniło. Autor znów swobodnie wplata młodzieżowy (i nie tylko!) humor w rozmowy naszych bohaterów. Dalej są oni dziećmi, i choć są poważniejsi niż reszta, nie są kreowani na dorosłych w ciałach gimnazjalistów. Bałam się, że w końcu tak się może stać, ale do tej pory się nie stało (i oby nie stało się tak później!). 

                            Orbitalny spisek to pełna akcji, humoru i nowych pojęć powieść, która zachwyci nie tylko dzieci i młodzież, ale i dorosłych. Wierzcie mi, to jak Harry Potter, tyle że… polski i nieco inny. Zachwycająca historia nie tylko pod względem fantastycznym, ale i obyczajowym, jeśli tak mogę to nazwać. Pokazana jest bowiem jeszcze szara rzeczywistość naszych malców, którzy dzielnie muszą znosić szkołę, problemy w domu czy też inne rodzinne i przykre doświadczenia. Felix, Net i Nika mimo swoich przygód nie z tego świata, dalej trzymają się go (tego świata) i są zwykłymi ludźmi, uczniami, którym zdarzają się problemy, kłótnie i… inne tego typu sprawki. 

★★★★★★★☆☆☆


Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”. 


ODAUTORSKO

Jak burza ostatnio mknę przez te wszystkie powieści zebrane u mnie na półce od dłuższego czasu. Ale to bardzo dobrze. Choroba jednak ma swoje plusy i uda mi się dobić do mojej normy kilku przynajmniej książek na miesiąc. Muszę jednak jeszcze uzupełniać lekcję, więc nie w całości jestem wolna i zdolna do siedzenia i czytania cały dzień. No ale lepsze pół dnia niż marne 10-20 minut codziennie, gdy do szkoły muszę chodzić. Mam nadzieję, że recenzja się Wam podoba i z miłą chęcią ją przeczytaliście.
Pozdrawiam gorąco Was w ten pochmurny i już w pełni jesienny dzień. Zasiądźcie na łóżku, okryjcie się kocykiem i z gorącą czekoladą zanurzcie się w świat książek!

wtorek, 17 września 2013

Norweski dziennik #2: Obce ścieżki - Andrzej Pilipiuk



Tytuł oryginału (polski): Norweski dziennik tom 2: Obce Ścieżki
Autor: Andrzej Pilipiuk
Data premiery: 22 września 2006
Wydawca: Wydawnictwo Fabryka Słów
Liczba stron: 386

„Jak pamiętamy z części pierwszej Norweskiego Dziennika Paweł Koćko (lub jak kto woli Tomasz Paczenko) nie mógł narzekać na wakacyjną nudę. I tym razem Pilipiuk nie oszczędza swojego bohatera (bo przecież bohaterzy są po to, by ich doświadczać na różne sposoby, ku uciesze czytelników). Nie dość, że chłopak musi się ciągle ukrywać, to nadal nie wie zbyt wiele o swojej tożsamości. Wciąż poszukuje odpowiedzi na pytania: kto podjął się pewnego szalonego eksperymentu genetycznego, jak rozumieć niepokojące sny, nawiedzające chłopaka? Jakby tego jeszcze było mało, nie zawsze wiadomo, kto szpieg, a kto przyjaciel...”
- lubimyczytac.pl
Seria „Norweski dziennik”

Ucieczka | Obce ścieżki | Północne wiatry

                   Ci, którzy czytali recenzję pierwszego tomu, czyli Ucieczki, pamiętają, że byłam nim zachwycona, a Andrzej Pilipiuk stał się jednym z moich najukochańszych autorów. Niestety, druga część, czyli Obce ścieżki bardzo, ale to bardzo mnie zawiodła, a mój entuzjazm co do samego autora również opadł. Nie wiem czym zostało to spowodowane, ale wydaje mi się, że Pilipiuk nie włożył w ten tom wystarczającej ilości serca. Jakiś pomysł miał, jednak gdzieś po drodze coś zgubił i już przestał być on taki wspaniały, jaki być miał. Zawiodłam się bardzo na tym tomie i nie wiem, czy w najbliższym czasie sięgnę po trzeci.

                   Paweł Koćko, choć tak naprawdę Tomasz Paczenko dalej mieszka na północy Norwegii w swojej ruderze. Towarzyszy mu w tym stanie Maciek Wędrowycz i ich dwójka wiernych druhów – głupich i grubych psiaków. Jeśli chciałabym mówić o akcji to nie mielibyście po co tej książki czytać, jeśli ktoś z Was chciałby się na nią skusić. Powiem tylko tyle, że nic ciekawszego się tutaj nie dzieje. Oboje chłopców wiedzie życie, gdzie zmagają się z problemami, niestety, nie są to problemy zwykłych nastoletnich chłopców. Tomaszowi na karku siedzą nieprzyjaciele, szpiedzy i okropne KGB. Jego pochodzenie dalej nie jest znane, a on sam dla siebie pozostaje nieodkrytą tajemnicą. To byłoby niezwykle ciekawe, gdyby opisy niektórych rzeczy były dłuższe, a sam Tomasz nie był takim jakże oryginalnym i mądrym bohaterem. Zbyt wyidealizowany, jeśli o moją opinię chodzi, i nie wiem czy nie zauważałam tego w pierwszym tomie, czy to nie było takie… urzeczywistnione. W każdym razie bardzo mnie to w oczy kuło i zniechęcało do dalszego czytania.  

                   Wszystko, co wydawało mi się że pamiętam z poprzedniej części, jakby nie miało miejsca w drugiej. Te dwa tomy łączy ogromna przepaść. Nie wiem, kiedy Tomasz zmienił zdanie na temat wielu rzeczy i zaczął rozumieć co się wokół niego dzieje, nie mając bladego pojęcia o niczym. Co się z nim takiego stało, że przejrzał na oczy wszystko i wszystkich. Kolejny minus, który nie dawał mi spać po nocach. To było naprawdę tragiczne. Jakby Tomasz był dwoma osobami jednocześnie i jedna miała jedno zdanie, a druga drugie. To mi nie podpasowało i naprawdę nie wiem czy nie było tego w „Ucieczce” czy ja na to nie zwróciłam uwagi… Pojęcia nie mam.

                   Gdyby tego było mało… Akcja jest nijaka. Prawie nic się nie dzieje. Tomasz odkrywa swoje ja, spędza czas z księżniczkami, Maćkiem i swoją przyjaciółką Ingrid, ale nic po za tym. W dodatku nie może się zdecydować którą dziewczynę lubi i z każdą ma jakiś pokrętny związek, o którym on sam chyba zapomina. Jego przygody są tak nieprawdopodobne, że to głowa mała. Niby nic nie robi… ale jednak. Znaczy, ja wiem, że to jest fantastyka i w ogóle. Ale nie wiem jak można stworzyć takie nijakie i prostolinijne dzieło, które nawet pod koniec nie zaskakuje. Nie ma co czekać, bo niczego człowiek się nie doczeka. No, może w ostatnim tomie, choć też wątpię. Czuję się, jako czytelniczka, olana przez autora, który nie przyłożył się odpowiednio do napisania „Obcych ścieżek”. Liczyłam na coś zupełnie innego, a dostałam jakieś coś, czego nazwać nawet nie umiem.

                   Nie będę nikomu tego polecała, pierwszej części raczej też nie zaczynajcie, jeśli potem nie chcecie męczyć się z… tym czymś. Myślałam, że Andrzej Pilipiuk pokaże klasę po raz kolejny, ale niestety, ją stracił. Przynajmniej u mnie, bo wiem, że mojej koleżance cały cykl bardzo się podobał. Nie wiem. Spróbujcie, jeśli chcecie, ale robicie to na swoją odpowiedzialność z perspektywą zanudzenia się na śmierć.

★★★☆☆☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”. 


ODAUTORSKO

Witam Was, moi kochani czytelnicy! Wiem, że teraz większość z Was siedzi w szkole nad podręcznikami, których nie lubi i nad zajęciami, które są niezwykle nudne. Zazdroszczę Wam :< siedzę z jakimś paskudnym choróbskiem w domu od wczoraj i przez kolejny tydzień pewnie jeszcze będę. Niby się powinnam cieszyć, ale… nie lubię zaległości. Dlatego cieszcie się, jeśli macie szansę wszystko robić na bieżąco! Mam nadzieję, że mimo negatywności recenzja i tak jest dobra, jeśli wiecie o co chodzi. Jedyny plus w tej chorobie jest taki, że mam duuuuuużo czasu na czytanie, a ostatnio wcale go nie miałam. Zdążyłam skończyć już prawie dwie książki i kolejne pewnie mi się uda. Tak więc cieszcie się, będzie więcej recenzji niż zazwyczaj w roku szkolnym, ale mniej niż w wakacje. No, coś za coś. Jak Wam mijają szkolne dni? A może też jesteście chorzy? :< Piszcie co czytacie i czy sięgniecie choćby po 1 tom tej dziwnej serii!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka