Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 31 sierpnia 2013

Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe - Jennifer Echols



Tytuł oryginału: The Boys Next Door, Endless Summer
Tytuł polski: Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe
Autorka: Jennifer Echols
Data premiery: 23 stycznia 2013
Wydawca: Wydawnictwo Jaguar
Liczba stron: 503

Faceci z reguły niedowidzą, ale najlepsi kumple bywają kompletnie ślepi!

Lori od lat spędza wakacje tak samo. Pracuje w Vader Marina wraz z bratem i trzema chłopakami z okolicy: Cameronem, Seanem i Adamem. Lori to dziewczyna-kumpel, mogłyby jej wyrosnąć piersi o rozmiarze arbuzów, a starzy znajomi i tak nie zwróciliby uwagi. Problem w tym, że Lori podkochuje się w Seanie i doskonale wie, że jeśli nie weźmie sprawy w swoje ręce, ten nigdy w życiu nie zobaczy w niej kobiety.

Pomysł jest genialny w swej prostocie. Lori i Adam, będą udawać parę, a wtedy na pewno Sean przejrzy na oczy! W teorii wszystko wygląda znakomicie, a początki są obiecujące... Plan działa bez zastrzeżeń do momentu, w którym przestaje działać w ogóle. A potem... A potem wszyscy mają sporo kłopotów.”
- lubimyczytac.pl
                     „Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe” to tylko przerywnik w moim stosiku numer sześć oraz sześć i pół. Kupiona na wakacjach, w momencie gdy „Infoszok” powoli dobiegał końca. Słyszałam jednak o niej wcześniej, nie pamiętam tylko czy mówiono, a raczej pisano, o niej dobrze czy też nie. skusiłam się. Żałuję? Nie wiem. No mogłabym wydać te pieniądze na coś lepszego i bardziej wartościowego, ale wierzę, że każda powieść ma w sobie coś wartościowego i tutaj spróbuję to znaleźć. Może nie będzie to takie trudne, jak teraz sądzę?

                     Lori ma prawie szesnaście lat, starszego brata Billa oraz ojca, który został wdowcem jakiś czas temu. Jej przyjaciele ograniczają się do grona Tammy, dziewczyny, z którą jest w szkolnej grupie tenisa. Za płotem jej domu mieszka rodzina Vaderów. Pan i pani Vader oraz trójka ich dzieci – trzej synowie – najstarszy Cameron, średni Sean i najmłodszy Adam. Dziewczyna zawsze chciała spędzać z nimi czas, jednak oni nie zawsze jej na to pozwalali. Teraz cała piątką jeździ po jeziorze na wakeboardach i pracuje w marinie Vaderów. Nasza główna bohaterka od dzieciństwa upatrzyła sobie Seana jako swojego chłopaka i postanawia zrobić wszystko, żeby przed jej szesnastymi urodzinami ten się z nią umówił. Dziewczyna tworzy przeróżne intrygi, w których sama się zaczyna powoli gubić. Również inni ją w nie wplatają, mimo że ona o tym nie wie. Jak zakończy się ta cała pokręcona historia? Czy Lori będzie z Seanem? Czy może jednak nie? Żeby się przekonać musicie sami sięgnąć po tę powieść.

                     Zacznę może od tego, że książka jest podzielona na dwie części. Ja na początku myślałam, że to dwa tomy w jednym wydaniu, ale tak chyba nie jest, więc się pomyliłam. Tytuł całkiem ciekawy, choć infantylny i nie wiem czy by mnie zachęcił, gdybym nie sięgała po tę lekturę na wakacjach i.. nie oszukujmy się, z braku laku. Niemniej jednak uważałam, że na wakacyjne dni ta lektura może zdać się rewelacyjnie, bardziej może trafiać w moje gusta podczas wakacji właśnie niż jakieś bardziej poważne lektury, albo niż podczas roku szkolnego i nauki. Musiałam więc uporać się z nią szybko.

                     Styl autorki nie jest jakiś wyszukany. Zwyczajny, czasem nawet zbyt zwyczajny, ale lekki i przyjemny, choć momentami miałam uczucie, że czytam opowiadanie na blogu, a wiecie jak ja tego nie lubię, brr. Cieszę się, że autorka chciała wczuć się w rolę postaci, o których pisze, ale też bez przesady. Bo można uzyskać efekt przerostu formy nad treścią i tutaj Jennifer Echols się o to delikatnie ociera. No nic, najważniejsze jednak jest to, że czyta się jej historię szybko i bez większych problemów. Z odbiorem przez czytelników jest tak samo, bo nie używa jakichś skomplikowanych metafor, parafraz czy czegoś innego, co wymyślili sobie humaniści. Jestem zdecydowanie na tak, bo wiem, że niektórzy bardzo lubią tego typu książki. Wiele osób dzięki takim właśnie powieściom pokochało czytanie i sięgnęło po ambitniejsze lektury, z czego jestem zadowolona. Jestem też jednak zadowolona z tego, że ja pokochałam czytanie od razu, a nie zachęcały mnie jakieś nastoletnie powieści o Bóg wie czym i Bóg wie, jak mało poważnym. Nie żebym potępiała tego typu ludzi! Co to to nie! Po prostu ja się cieszę, że ze mną tak nie było, bo wtedy czytałabym chyba tylko takie historie i nie zapoznałabym się z jakąś fajną fantastyką czy czymś innym. Nie twierdzę też, że jest tak zawsze, nie.

                     Szczerze się Wam przyznam, że pierwsza część tej powieści podobała mi się bardziej i po jej skończeniu śmiało mogę przyznać, że to mi wystarczyło i druga była po prostu… zbędna. Tak, to moje odczucie, choć wiem, że i niektórzy takie mogą mieć. Co mnie cieszy, bo nie jestem wtedy sama. Nie wiem czemu autorka wplotła w to jeszcze więcej intryg, niż było potrzeba, uważam, że te prawie 250 stron książki zaspokoiłyby każdego czytelnika tego typu historią. No ale, żebym mogła Wam zrecenzować tę książkę, musiałam rozpocząć i drugą część. Jednakże jak już mówiłam – autorka mogła jej nie pisać i też byłoby dobrze.

                     Podsumowując, cieszę się że sięgnęłam w te lato po tak lekką młodzieżówkę. Może nieco irytującą ale jednak. Podobała mi się i myślę, że wielu dziewczynom w moim wieku (ale nie tylko) może się spodobać. Nie zachęcam do kupowania, bo 38 złotych za coś takiego to… zbyt dużo i można poświęcić te pieniądze na jakąś ambitniejszą lekturę. Ale jeśli znajdzie się ją w bibliotece to myślę, że jeśli czas pozwala i wakacje nie mają się ku końcowi to przeczytać można.

★★★★★★☆☆☆☆

ODUATORSKO

                     Ostatnio na blogu ukazują się tylko posty filmowe albo książek nie będących w stosiku. Jestem zmartwiona! Kiedy ja to skończę wszystko czytać? Za rok, dwa?! Oby szybciej, choć nauka w szkole na to raczej nie będzie pozwalała. No cóż. Zobaczymy. Kilka dni wolnego będzie w międzyczasie… A jak Wy czujecie się z tym, że zaraz idziemy do szkoły? Zdenerwowani, bo zaczynacie nową szkołę? Znudzeni, bo wracacie do starej? Piszcie!

piątek, 30 sierpnia 2013

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Morze Potworów - Rick Riordan AKTUALIZACJA



Tytuł oryginału: Percy Jackson & The Olympians. Book Two. The Sea Of Monsters
Tytuł polski: Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Tom II: Morze potworów
Autor: Rick Riordan
Data premiery: 29 października 2009
Wydawca: Galeria Książka
Liczba stron: 276

Siódma klasa była dla Percy'ego Jacksona wyjątkowo spokojna. Żaden potwór nie przedostał się na teren jego nowojorskiej szkoły. Ale kiedy niewinna gra w zbijanego z kolegami z klasy zmienia się w śmiertelną rozgrywkę z brutalną bandą olbrzymów-ludożerców...sprawy przyjmują paskudny obrót. Niespodziewana wizyta Annabeth, przyjaciółki Percy'ego, oznacza kolejne złe wieści: magiczna granica broniąca Obozu Herosów została zniszczona przez truciznę podrzuconą przez tajemniczego wroga. Jeśli lekarstwo nie znajdzie się na czas, jedyna bezpieczna przystań dla herosów przestanie istnieć.”
- lubimyczytac.pl
Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy

Złodziejpioruna | Morze potworów | Klątwa tytana | Bitwa w labiryncie | Ostatni olimpijczyk

                  Z serią o Percym Jacksonie spotkałam się po raz pierwszy na początku gimnazjum, kiedy to pożyczyłam pierwszy tom od mojej koleżanki z klasy. Od razu mi się spodobał, a gdy tylko sięgnęłam po drugi, wiedziałam, że jest to wspaniała seria, która podbiła moje serce i chętnie będę do niej wracała. Tak też się stało. Po kilku tygodniach ponownego czekania na „Morze potworów” wreszcie je mam i w ciągu jednego wieczora udało mi się je przeczytać. Wrażenia? Tak samo pozytywne, jak za pierwszym razem! Ale o tym w dalszej części recenzji.

                  Percy przeżył kolejny rok w szkole, znów nowej, ostatni dzień zapowiadał się niezbyt pozytywnie, gdyż jego mama dostała informacje z Obozu Herosów, od Chejrona. Liczył jednak na dobry dzień w szkole, skąd nie było możliwości by go wywalili, skoro przeżył cały rok. Percy jednak się przeliczył. Lajstrygony na sali gimnastycznej, gdzie mieli wuef napadli na niego i jego znajomych z klasy. Musiał jakoś się uratować, w czym pomógł mu Tyson, jego jedyny przyjaciel ze szkoły i… Annabeth, która zjawiła się nie wiadomo skąd, jak to ona. Trafiają wreszcie do Obozu Herosów, gdzie nie dzieje się najlepiej. Bohaterowie chcą ruszyć na niebezpieczną misję, gdzie musza odnaleźć Złote Runo, które uleczy Sosnę Thalii, niestety nie uzyskują na to zgody. Muszą to zrobić na własną rękę. Czy tak postąpią? To Percy! Czego się żeście spodziewali? :)

                  Mimo że czytałam „Morze potworów” po raz drugi to i tak mnie zaskakiwało na nowo. Bardzo jestem przywiązana do całej serii o Percym Jacksonie, którą miałam już okazję czytać i miło mi się wspominało te wszystkie przygody przeżyte w drugim tomie. Percy, Annabeth i Tyson wyruszają na poszukiwanie nie tylko Złotego Runa, ale również swojego przyjaciela Grovera. Los nie jest po ich stronie przez bardzo długi czas, dopiero później staje się dla nich przyjaźniejszy, ale dzięki temu jest trochę napięcia. Autor idealnie operuje słowem pisanym i zakochujemy się w jego historii już od pierwszych stron. [nie wiem czy spoiler, ale na wszelki wypadek zaznaczę] Ciągnie się też wątek Kronosa, który kawałek po kawałku wstaje z martwych, a Luke, syn Hermesa, były obozowicz mu w tym pomaga. Bardzo lubię ten wątek, nie wiem czemu, tak po prostu. Może dlatego że lubię Luke’a? I książkowego, i filmowego. Nie mogę się szczerze już doczekać ekranizacji, która wskoczy do kin już niebawem, bowiem stanie się to 16 sierpnia bieżącego roku. Pewnie nie uda mi się iść od razu, bo będę na wakacjach nad morzem, ale gdy wrócę to jak najszybciej pójdę i zrobię update tej recenzji o opinię ekranizacji :)

                  Styl Ricka Riordana nie uległ diametralnej zmianie, czyta się go dalej szybko, jest przejrzysty i łatwo przyswajalny. Tę książkę można przeczytać w jeden wieczór! Wszystko zaskakuje, każdy kolejny rozdział przynosi nowe przygody, ale i niebezpieczeństwa, które czyhają na naszych bohaterów.

                  Kolejny tom to kolejne przygody, kolejna dawka humoru i szczypta niepokoju o życia Percy’ego i jego przyjaciół. Jest to jednak fantastyczne oderwanie się od rzeczywistości i wejście w świat, gdzie mitologiczni bogowie istnieją naprawdę! Podczas czytania możemy również się uczyć, to bardzo dobry sposób, żeby zapamiętać nazwy bogów, mitologicznych stworów i co kto zrobił (lub nie). Dalej, dalej! Łączmy przyjemne z pożytecznym.

                  Podsumowując, dzięki Percy’emu Jacksonowi pokochałam twórczość Ricka Riordana, więc mam ogromny sentyment do tej serii. Wrócę do niej jeszcze nie raz, ale tymczasem czekam aż uda mi się dorwać trzeci tom w bibliotece, choć z tego co pamiętam, chyba najmniej mi się podobał. Ale… O drugim mam mówić. Jest to pełna przygód powieść, gdzie również bohaterowie zmagają się ze zwykłymi, nastoletnimi problemami. Ich życie to nie tylko walka ani niebezpieczne misje, trzeba również pamiętać, że to młodzi ludzie, którzy dopiero wkraczają w niebezpieczny świat mitologii (choć nie wszyscy, niektórzy zrobili to już dawno temu).

Ocena książki: 6/6

Książka bierze udział w wyzwaniu „Najpierw książka,potem film”.


                  Seria o Percym Jacksonie to jedna z moich ulubionych i ekranizacja pierwszej części bardzo mi się podobała. Niecierpliwie czekałam na kolejną i w końcu się doczekałam. Film wszedł na ekrany kin w Polsce 16 sierpnia bieżącego roku. To już druga ekranizacja na którą czekałam w tym miesiącu! Moje odczucia?!

                  Jak dla mnie film był niezwykły! Nieco się różnił od książki, ale to zawsze, wiadomo. Kilka wątków zostało pominiętych, ale to nic. Nie można oczekiwać idealnego odzwierciedlenia wersji papierowej. Niektórzy mogli się zawieść i to nawet bardzo. Ja nie mówię, że film jest idealny, ale zły też nie jest. Bardzo mi się podobał, uśmiałam się przy jego oglądaniu niesamowicie, a myślę że to dobrze.

                  Czasem miałam wrażenie, że to nie jest to, czego chciałam. Jednak w rezultacie, po głębszych przemyśleniach to najlepsza rzecz, jaką dostać w tym wypadku mogłam. Zakochałam się na nowo w Loganie Lermanie, dalej uważam, że Alexandra Daddario jest śliczna, a Brandon T. Jackson niezastąpiony w roli satyra-przewodnika. Dodatkowo polubiłam bardzo Douglasa Smitha (Tysona) oraz Leven Rambin (Clarisse). Filmową Clarisse lubię znacznie bardziej niż tą książkową. W ekranizacji wcale nie jest taka zła, a w wersji papierowej… no niezbyt sympatycznie się prezentuje i mojego serca raczej nigdy nie podbije.

                  Efekty specjalne – bardzo dobre, według mnie, bo się na tym nie znam. Ale na mnie film wywarł ogromne wrażenie, może nawet jeszcze większe niż „Miasto kości” oglądane w środę? Musiałabym się zastanowić. Na pewno oba filmy są warte obejrzenia w kinie. Nie żałuję wydanych pieniędzy na bilet na Percy’ego Jacksona i Morze Potworów, mimo że nieco odbiega od książki.

Ocena filmu: 5+/6

czwartek, 29 sierpnia 2013

Miasto kości - Cassandra Clare AKTUALIZACJA



Tytuł oryginału: City of Bones. The Mortal Instruments – Book One
Tytuł polski: Trylogia Dary Anioła Tom 1: Miasto Kości
Autorka: Cassandra Clare
Data premiery: 17 czerwca 2009
Wydawca: Wydawnictwo Mag
Liczba stron: 512

Miasto kości to pierwszy tom trylogii Dary Anioła!!!

Dziewczyna ze skłonnością do wpadania w tarapaty,
Wampir, który zmaga się ze swoją mroczną naturą,
Półanioł, pogromca demonów.

Połączyła ich miłość i walka, dzieli ich wszystko,
Razem wkraczają do Miasta kości.”
- od wydawcy

Seria "Dary Anioła"

Miasto kości | Miasto popiołów | Miasto szkła | Miasto upadłych aniołów | Miasto zagubionych dusz | Miasto rajskiego ognia (w przygotowaniu)

         „Miasto kości” to książka o której pierwszy raz usłyszałam od mojej przyjaciółki. Podczas gdy ona ją czytała, opowiedziała mi trochę o tej serii i ja również postanowiłam, że chcę ją przeczytać. Było to dawno temu, jeszcze gdy byłam w gimnazjum, czas ten pokrywał się właśnie z datą wydania „Miasta kości”. Już od pierwszych stron zapałałam sympatią do powieści pani Clare. Może nie jest ona jakaś oryginalna, bo wiadomo, że tego typu historii jest na rynku bez liku. Jednak według mnie ma to „coś”, co zachwyca i przez co chce się poznawać dalsze losy bohaterów. Autorka stworzyła coś, co większości się podoba i dlatego jest to chętnie czytana powieść. U mnie w gimnazjum przynajmniej tak było. Wiele dziewczyn czytało i wymieniało się opiniami na jej temat. Z niecierpliwością oczekiwało się kolejnych tomów, początkowo myśląc, że będą tylko trzy, bowiem na pierwszych stronach „Miasta kości” pada informacja, że jest to pierwsza część trylogii „Darów Anioła”. Na szczęście (albo nie) Cassandra Clare postanowiła wydać jeszcze bodajże dwie, których nie czytałam. Ale nie o tym teraz, o tym będzie innym razem. Teraz wkroczymy do Miasta Kości.

         Jak już wspominałam, to moja przyjaciółka pierwsza sięgnęła po tę powieść i ona opowiedziała mi o zarysie fabuły, zresztą, czego sama bym się dowiedziała ze skąpego opisu na końcu książki? No właśnie – niczego. Więc zainteresowana opisem mojej przyjaciółki, najpierw poszłam do biblioteki i pożyczyłam, jednak później, gdzieś przy trzecim rozdziale postanowiłam kupić swoją własną. Szybko się z nią uwinęłam za pierwszym razem i teraz też, bo książkę przeczytałam w niecałe dwa dni!

         Clary jest piętnastolatką, która żyje jedynie z matką Jocelyn Fray, której mąż zginął w wypadku. Dziewczyna jest niską, szczupłą dziewczyną z burzą rudych włosów. Nastolatka nigdy nie znała swojego ojca, matka nigdy jej o nim nie mówiła, zbyt bardzo ją to bolało. Nie wiedziała też o sobie paru rzeczy, rzeczy, które były niezwykle ważne. Najlepszym, i chyba jedynym przyjacielem dziewczyny na tę chwilę jest Simon, zwyczajny chłopak, który z wyglądu może uchodzić za kujona.
         Natomiast Jace Wayland został sierotą dawno, dawno temu, kiedy na jego oczach został zabity jego ojciec, a matka odeszła od nich bardzo dawno. Jest dobrze zbudowanym nastolatkiem ze złotymi włosami i pięknymi oczami.
         Clary i Jace pierwszy raz spotykają się w klubie Pandemonium, który jest dość dziwnym miejscem. Później okazuje się, że Jace Wayland jest Nocnym Łowcą, czyli zabójcą złych demonów. Nocni Łowcy to ludzie mający krew ludzką i krew anielską. Dawno, dawno temu Anioł Rajzel zmieszał swoją krew z ludzką i dał ją ludziom do wypicia. Nocni Łowcy mają za zadanie bronienie świata przed demonami, jak już wspomniałam. Od ich pierwszego spotkania życie Clary zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni.
         [spoiler] Matka Clary, Jocelyn znika, a właściwie zostaje porwana przez Valentine’a, który jest niebezpiecznym Nocnym Łowcą chcącym powiększyć swoją rasę kosztem zwykłych ludzi. Wszystko przybrało niesamowity obrót, dziewczyna dowiaduje się coraz więcej informacji na temat nie tylko swojej mamy ale i samej siebie. Nie wie co o tym myśleć, jednak musi dać sobie radę, a informacje, których się dowie mogą zniszczyć kilka spraw. Ci, co jeszcze się nie zabrali za czytanie tej książki, a chcą poznać jej zakończenie i początek nowej historii musza sami po nią sięgnąć i zabrnąć do samego końca.

         Styl Cassandry Clare nie jest wybitny, mimo to bardzo łatwo i przyjemnie się go czyta, podejrzewam, że nawet najbardziej oporny czytelnik nie będzie miał z nim problemów. Rozdziały są odpowiedniej długości, więc nie ciągną się nieskończenie długo. Autorce udało się przekazać i w opisach, i bardziej w dialogach świat przedstawiony oraz historię wszystkiego co ważne.

         „Miasto kości” autorstwa Cassandry Clare to powieść o Nocnych Łowcach, których życie, które do tej pory było niebezpieczne, teraz będzie jeszcze bardziej niebezpieczne. A wszystko za sprawą jednej przykrej sprawy z przeszłości, która odmieniła historię nie tylko Idrisu, czyli kraju Nocnych Łowców, ale również całego magicznego świata. Jace i Clary dowiedzą się o sobie informacji, które zmrożą im krew w żyłach. Wszystko to wydaje się być takie nieprawdopodobne, nawet w tak nieprawdopodobnym świecie stworzonym przez panią Clare.

★★★★★★★★☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę” oraz „Najpierw książka, potem film”.

         W związku z premierą ekranizacji tej książki 21 sierpnia bieżącego roku, moja recenzja zostaje tak jakby „odświeżona” i wrzucona zostaje do niej moja opinia na temat tegoż oto filmu. Czy był okej? Był super! Wprawdzie wiele odstępstw było od papierowej wersji, ale mnie to naprawdę urzekło. Nie można przecież zrobić IDENTYCZNEGO filmu, tak jak książki. Cieszę się bardzo, że wybrałam się do kina na „Miasto kości”. Uśmiałam się jak nienormalna przy kilku scenach, kilka kwestii pamiętałam z powieści, ale gdy wymawiali je aktorzy to powróciło ze zdwojoną siłą i znów śmiałam się jak szalona.
         Na efektach specjalnych to ja się nie znam, ale jak na mój gust były niezłe. Może nie do końca tak sobie wszystko wyobrażałam, jednakże nie jest to tragiczna wersja tego, co mogliśmy otrzymać.
         Jeśli chodzi o moment, który najbardziej mi się podobał… Oczywiście, że to jest scena w szklarni. Aktorów, którzy zostali dobrani do roli Jace’a i Clary wprawdzie niezbyt lubię, tak w tej scenie odnaleźli się niesamowicie i świetnie zagrali! To naprawdę było coś niesamowitego.
         Mam kilka zastrzeżeń, które pewnie może mieć każdy fan serii o Clary i Jace’ie, ale to jest nieważne, bo film naprawdę podbił moje serce i wywarł na mnie ogromne wrażenie. Już dawno nie oglądałam tak dobrego filmu, na podstawie powieści (no, może nie licząc „Charliego”, ale to było dawno temu).

Ocena ekranizacji: 5+/6

ODAUTORSKO

         No i jestem po filmie. Widziałam wczoraj, pisałam zresztą na Google+, że idę. Bardzo mi się podobało, jak możecie wywnioskować z opinii wyżej.  A Wy widzieliście już ten film, czekacie na jego obejrzenie czy nie zamierzacie go oglądać? Piszcie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka