Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

czwartek, 28 lutego 2013

Demokrator - Piotr Gociek

Tytuł: Demokrator
Autor: Piotr Gociek
Data premiery: 5 września 2012 r.
Wydawca: Ender Sławomir Brudny
Liczba stron: 490

   "Witajcie w Gorodopolis!

  • Tylko tu Żandarmi Wolności kontrolują sieć fi-fi-fi, a szajdokamery śledzą każdy krok radosnych obywateli.
  • Tylko tu po niebie w poszukiwaniu kradzionej energii krążą sterowce Gazdromu, a po ziemi krwiożercze chatki na kurzych łapkach.
  • Tylko tu automatyczne śmieciarki piszą traktaty filozoficzne i sroży się wojna z okrutnymi chustaszami z Chafgachustanu.
  • Tylko tu na świat przychodzą superbohaterowie, tacy jak Mistok Man, Matros Man, Baba Girl i Dziad Moroły.
  • Tylko tu swe majątki pomnażają wielomarchowie i mnogomarchowie, a zabawiają ich najpiękniejsze spiczki, mewki i krasawice.
  • Tylko stąd w kosmos mkną statki junaków Dalekiego Patrolu, niosąc brudnemu wszechświatowi wolność, demokrację i nanonuce.
  • Tylko tu Dzień Wyborów to dzień naprawdę szczęśliwy, a każdy nowy rok to Dobry Rok.
"Demokrator" - to oszałamiająca powieść satyryczno-fantastyczna o krainie, która wyposażona w niewyczerpane zasoby energii, ubóstwianego przywódcę i całkowity brak skrupułów szykuje się do podboju świata. Surrealistyczna, okrutnie śmieszna i przerażająco zabawna książka, w której słychać echa Strugackich, Bułhakowa, Orwella, a nawet "Czarnoksiężnika z krainy Oz" i amerykańskich komiksów o superbohaterach."

                                                                                                                              - od wydawcy

   Książka kupiona totalnie w ciemno. Na promocji '3 za 2'. Długo zwlekałam, aby ją przeczytać, bo zawsze znalazło się coś innego, lepszego. Opis jest zachęcający, więc gdy w końcu wzięłam się za czytanie, wielce się zawiodłam. 

   Właściwie to nie przeczytałam jej do końca. Ledwo wytrwałam przez 110 stron. Styl jest strasznie wlekący się i irytujący. Literki nie są za małe, więc o tyle dobrze. Prawdopodobnie, gdyby były maciupeńckie, nawet bym tej książki nie kupiła. 

   Fabuły też konkretnej nie ma. Wymyślona planeta, która jest jednocześnie krajem, chce podbić inne państwa. Cały opis tego przedziwnego kraju kojarzy się z Rosją i tym, co się tam dzieje. Akcja jest nijaka. Nie wciąga, rozwija się tak jakby chciała a nie mogła. Przeczytałam niewiele, ale właściwie w każdym rozdziale jest inny bohater, a potem ewentualnie się do konkretnego bohatera wraca.

   Wiem, że niektóre osoby kupiły tę pozycję ze względu na polecenia Ziemkiewicza, ale mam wrażenie, że była to jedynie chęć pomocy. 

   Niewiele tej recenzji wyszło, ale właściwie co miałam powiedzieć, to powiedziałam. Wystawiam tej książce marną jedynkę (1/6). Strasznie się męczyłam przy czytaniu, więc jest to pozycja tylko i wyłącznie dla osób lubiących politykę i całą jej otoczkę. Osoby, które nie lubią tych klimatów, powinny od tej książki trzymać się jak najdalej.

★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

   P.S. Prawdopodobnie niektórzy z Was, o ile nie wszyscy, wiedzą już o akcji "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka". Ciekawi mnie czy zastanawialiście się nad wzięciem udziału w tej jakże ważnej akcji, hm? :) Klik.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Przykry początek - Lemony Snicket

Tytuł: Seria Niefortunnych Zdarzeń. Przykry początek
Tytuł oryginału: A Series of Unfortunate Events. The                       Bad Beginning
Autor: Lemony Snicket
Data premiery: 1 stycznia 2002
Wydawca: Egmont Polska Sp. z o. o.
Liczba stron: 176

   "Drogi Czytelniku!
Z przykrością zawiadamiam Cię, że książka, którą trzymasz w ręku, jest wyjątkowo nieprzyjemna. Opowiada ona historię trójki dzieci, którym wszystko układa się fatalnie. Pomimo uroku osobistego i inteligencji rodzeństwo Baudelaire wiedzie żywot pełen przykrości i łez. Od pierwszych stron tej książki,gdy dzieci bawią się na plaży i otrzymują tragiczną wiadomość, nieszczęście depcze im po piętach. Są jak magnesy przyciągające pecha.
W tej jednej małej książeczce utrudniają im życie: chciwy i odrażający łotr, drapiące ubrania, straszny pożar, spisek mający na celu zagarnięcie ich majątku, oraz zimna owsianka na śniadanie.
Moim przykrym obowiązkiem jest spisanie smutnych przypadków rodzeństwa Baudelaire, lecz Tobie, Czytelniku, nic nie przeszkadza odłożyć tę książkę i poczytać sobie coś wesołego, o ile wolisz wesołe lektury.
Z szacunkiem
Lemony Snicket"

                                                                                                                         - od wydawcy

SERIA NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ

1|2|3|4|5|6|7|8|9|10|11|12|13

   Trafiłam na książkę w dzieciństwie i od razu się w niej zakochałam. Pamiętam jak przechodził mnie dreszcz jak czytałam niektóre tomy z tej serii. W tym momencie jestem w trakcie czytania książek 500 - 800 stronicowych i, niestety, idzie mi to jak krew z nosa. Wychodzi więc na to, że jest to recenzja zastępcza i to pisana na szybko, aby nie było na blogu cicho.

   Biorąc do ręki książkę po raz kolejny, po bardzo, bardzo długim czasie, byłam sceptycznie nastawiona. Czy książka dla dzieci może spodobać się osobie, która ma już dwadzieścia lat? I jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że właściwie nie było po co się tak denerwować. Może nie miałam już takiej frajdy w czytaniu tej książki jak kiedyś, ale nie było tak źle.

   Aczkolwiek jak ją tylko otworzyłam uśmiałam się. Czcionka tak wielka, że nawet osoba prawie niewidząca by ją zobaczyła. Mało tekstu na stronie, obrazki - swoją drogą przepiękne, no i oczywiście niewielka liczba stron. No, ale w końcu o to mi chodziło, żeby jak najszybciej przeczytać. Zajęło mi to chyba pół dnia, i to tylko dlatego, że co chwila robiłam sobie przerwę. Myślę, że spokojnie 2-3 godziny starczą (dla osób, które szybko czytają - ja do takich nie należę).

   Nie wiem ilu z Was czytało tę serię i co właściwie wie o autorze, dlatego wyjaśniam. Lemony Snicket jest postacią fikcyjną, autorem i narratorem "Serii Niefortunnych Zdarzeń". Pod tym nazwiskiem kryje się Daniel Handler, który dostał polecenie napisania kryminału dla dzieci i wyszła wyżej wymieniona seria. Jeśli jednak interesuje Was cała otoczka zbudowana wokół "autora" - historia jest bardzo ciekawa - to odsyłam tutaj. Ciekawe jest natomiast to, że początkowo miały być tylko 4 części, lecz w rezultacie wyszło 13. Liczba pechowa chyba specjalnie została tu użyta. 13 książek, każda po 13 rozdziałów.

   Zanim przejdę do treści słów kilka o adaptacji filmowej. Przede wszystkim film zawiera w sobie fabułę trzech pierwszych tomów, jednak jest ona tak wymieszana, że obejrzałam go tylko raz i to też z wielkim bólem. Najgorsze jest to, że rolę Hrabiego Olafa odegrał Jim Carrey, którego jestem wielką przeciwniczką. Film był raczej żałosny niż śmieszno-straszny.

   Właściwie to treści w tej książce nie ma za wiele. Ot trójka rodzeństwa Baudelaire: 14-letnia Wioletka, 12-letni Klaus i Słoneczko, które jest bobasem, dowiaduje się, że ich rodzice zginęli w pożarze, który wybuchnął w ich domu. Bankier, który sprawuje piecze nad ich majątkiem umieszcza ich w domu dalekiego kuzyna ich matki (?), Hrabiego Olafa. Żyją w podłych warunkach, są wykorzystywani przez wuja, a na dodatek jemu zależy tylko i wyłącznie na fortunie Baudelaire'ów. W związku z tym uknuł spisek, jak do dostać. Dzieci na szczęście w porę się zorientowały i udaremniły ten plan, jednak Hrabia Olaf zdołał uciec, zanim go aresztowano.

   Biorąc pod uwagę perspektywę czasu wystawiam ocenę cztery (4/6). Jak byłam młodsza bardzo mi się podobała, jednak teraz już trochę mniej. Jednak jeżeli chcecie dać dzieciom "coś innego" to jest zdecydowanie seria godna polecenia, a dodatkowym atutem są też wyjaśnienia trudniejszych słów, dzięki czemu dzieciaki wzbogacają swój zasób słownictwa.

★★★★★★☆☆☆☆

sobota, 23 lutego 2013

Kroniki rodu Kane - Ognisty tron - Rick Riordan



Tytuł oryginału: The Kane Chronicles. Book Two: The Throne of Fire
Tytuł polski: Kroniki Rodu Kane. Tom II: Ognisty Tron
Autor: Rick Riordan
Data premiery: wrzesień 2011
Wydawca: Galeria Książki
Liczba stron: 464

„Odkąd bogowie starożytnego Egiptu zostali wyzwoleni we współczesnym świecie, Carter Kane i jego siostra Sadie znaleźli się w tarapatach. Jako potomkowie Domu Życia Kane'owie są obdarzeni wyjątkowymi mocami, ale przebiegli bogowie nie dali młodym magom czasu na opanowanie choćby podstawowych umiejętności. A byłyby bardzo potrzebne - ich przerażający nieprzyjaciel, wąż chaosu Apopis rośnie w siłę. Jeśli w ciągu kilku dni nie zdołają zapobiec jego uwolnieniu, nastąpi koniec świata. Innymi słowy: zwykły dzień rodziny Kane'ów.


Aby mieć jakiekolwiek szanse w walce z siłami chaosu, rodzeństwo musi przywrócić do życia boga słońca Ra - to zadanie przekraczające wszystko, czego dokonał jakikolwiek mag. Muszą odnaleźć trzy części Księgi Ra i nauczyć się zawartych w niej zaklęć. Och, nie wspomnieliśmy chyba, że nikt nie wie, gdzie Ra się znajduje.”
- od wydawcy

Kroniki Rodu Kane
Tom I | Tom 2 | Tom 3


                   Moje pierwsze pytanie po przebrnięciu przez książkę: Co ja właśnie przeczytałam? Nie wiem czy to moja wina, że między tymi dwoma częściami było tak dużo czasu, czy też zwyczajnie autor wkopał się w niezłe bagno umysłowe, z którego wyjść nie potrafił i dlatego powstało, o, to coś a nie coś czego się spodziewałam. Nie, nie będę książki od razu skreślać, bo to tylko mały, naprawdę malutki fragmencik. Ale no, ważny. Kiedy wzięłam się za tę powieść liczyłam na to co zawsze: czyli coś genialnego, co wyszło spod pióra pana Riordana. „Czerwona piramida” ogromnie mi się spodobała, niestety czytając „Ognisty tron” miałam wrażenie jakbym przegapiła połowę, ba, jakiś cały tom, który jest między tymi dwoma. Na serio. Tak, jakby ktoś wyciął mi z mózgu fragment wspomnień, zdarzeń, które miały miejsce między tymi dwoma tomami. To było dziwne, ale znośne. Jakoś udało mi się zabrnąć do końca i nawet całkiem mi się podobało, choć zachwytu raczej nie będzie. 

                   Sadie i Carter wrócili. Zmagają się z nowymi problemami, jakim są ich uczniowie, nowi rekruci w Domu Brooklyńskim (skąd się oni wzięli? Jakoś tego sobie przypomnieć nie mogę, o ile była o tym mowa), słabnięcie mocy najwyższego lektora, Desjardinsa, który niezbyt lubi rodzeństwo Kane, bogowie, którzy próbują ich zabić i oczywiście ucieczka Apopisa, która ma nastąpić w najbliższym czasie. A przecież to tylko dwójka dzieci, które nie powinny być odpowiedzialne za losy świata bogów i śmiertelników, prawda? 

                   Jak zwykle mamy do czynienia z wieloma ciekawymi przygodami, które rodzeństwo razem przeżywa. Pojawiają się też nowe postacie, na przykład Wład Mienszykow (wróg Sadie i Cartera), albo Bes, który jest przyjacielem Bastet i ma przejąć na jakiś czas opiekę nad rodzeństwem. Jest też wiele innych bohaterów, których jednak często nikt nie pamięta, a imion lista byłaby długa, więc po co, skoro to raczej mało ważne? Ten kto chce i tak się dowie. 

                   Wszystko dzieję się bardzo szybko, tutaj jeszcze nie skończyli jednego, a muszą wyruszać w kolejną drogę, żeby nie marnować cennego czasu, którego może im zabraknąć. 

                   Oczywiście, jak to zawsze (no, prawie) w tego typu historiach bywa, wszystko kończy się dobrze (znów: no, prawie). Na razie Sadie i Carter Kane opóźnili koniec świata, jednakże czeka ich jeszcze wiele pracy przy utrzymaniu wszystkiego w ryzach. Straszny Apopis przebudzi się, a młode rodzeństwo niekoniecznie będzie gotowe by go poskromić. Wczoraj byłam już w bibliotece i udało mi się zdobyć trzeci tom, ostatni już, tej serii. Z tyłu okładki piszą, że to zadanie może pozbawić młodych magów nawet życia. No, ciekawe, ciekawe, nie powiem że nie, choć kto wie czy może niezbyt bardzo naciągane? 

                   Według mnie, ta seria, czyli Kroniki Rodu Kane, najmniej przypadła mi do gustu spośród wszystkich, które Rick Riordan wydał. Nawet „Zagubiony heros” z Olimpijskich herosów, do którego byłam nieco sceptycznie nastawiona zyskał większą sympatię niż „Ognisty tron”. Niestety, nie mogę postawić piątki, tak jak „Czerwonej piramidzie”, a szkoda. Trzy z plusem (3+/6) to wystarczająco dobra ocena. Jak dla mnie zabrakło… no: tego czegoś, co miały wszystkie inne książki tego autora. Nie wiem czym to było spowodowane. Może już wyrosłam z tego typu książek? Nie wiem, raczej nie, bo w „Percym Jacksonie” ciągle się zakochuje, od początku, za każdym razem. Więc nie wiem czy to mój błąd, czy też błąd pana Riordana. Mam jednak cichą nadzieję, że zwieńczenie serii, czyli „Cień węża” zachwyci mnie i będę mogła pozytywnie wyrazić się na ten temat pod sam koniec. 

★★★★★☆☆☆☆☆

ODAUTORSKO

      Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to jedna z moich gorszych recenzji. Nie jestem w stanie jednak napisać nic innego, nie wiem czemu. Ostatnio mam w ogóle jakiś zastój w pisaniu recenzji, bo już trzy książki czekają w kolejce. Mam nadzieję, że szybko uda mi się przebrnąć przez problem z pisaniem, bo to moja ostatnia recenzja, którą miałam „w zanadrzu” dla Was. Teraz mam dylemat, co przeczytać z mojego stosiku bibliotecznego. I chyba zabiorę się za „Zbuntowaną”, do której niestety mam nieco mieszane uczucia. Niestety termin w bibliotece goni, a szkoda, bo chętnie rozpoczęłabym czytanie „Hyperversum” albo „Pana Lodowego Ogrodu”. No nic, mam nadzieję, że to Wam na razie wystarczy, a ja tymczasem idę sprzątać pokój, gdyż po południu idę na „Piękne istoty” do kina. Ktoś już widział? Polecacie? :D

wtorek, 19 lutego 2013

Plotkara 11 - Cecily von Ziegesar


Tytuł oryginału: Don’t Forget About Me
Tytuł polski: Nie zapomnij o mnie
Autorka: Cecily von Ziegesar
Data premiery: 2007
Wydawca: Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 280

„Ludzie, zapomnijcie o łzawych pożegnaniach – skupmy się na bajecznych przyjęciach pożegnalnych! Już prawie wyjeżdżamy do college’ów i te ostatnie dni są jak niekończący się wieczór sylwestrowy z odliczaniem do północy – absolutne szaleństwo pod hasłem „całuj każdego, kogo masz pod ręką”. No więc: czy wszyscy się złamią i w ostatniej chwili ujawnią swoje sekrety? Będę tam, żeby to sprawdzić.
plotkara

Witajcie w Nowym Jorku, na Manhattanie, w jego najelegantszej części – Upper East Side, gdzie moi przyjaciele i ja mieszkamy w ekskluzywnych apartamentach – i dostajemy wszystko, co chcemy, kiedy chcemy i kogo chcemy – nawet jeśli ten ktoś jest już zajęty. W naszym świecie urządzenie imprezy oznacza wynajęcie Metropolitan Museum dla dwustu najbliższych przyjaciół, a zazdrość i zdrada są, jak zawsze, gośćmi honorowymi.”
- od wydawcy

              No i przyszła kolej na jedenasty już tom „Plotkary”, którą raz lubię, a raz nie. Stwierdziłam, że nie mogę pozostawić tej serii nieskończonej, mimo że niezbyt podobają mi się kolejne pomysły autorki i jej styl, który się nieco zmienia i zmienia (na gorszy, oczywiście). Wcześniej myślałam sobie, że było to dwieście osiemdziesiąt stron istnej katorgi, jednak pomyliłam się. Ta mała i niepozorna książeczka sprawiła, że jak wcześniej miałam niechęć do czytania czegokolwiek, tak teraz znów pochłaniam stosy książek (nieważne, że większość jeszcze nawet nie ma zalążka recenzji, to się zmieni). Był to taki przerywnik, mały impuls, który pchnął mnie dalej. Takie książki jednak są potrzebne, a przynajmniej mi, bo dzięki temu zaczynam szukać nowych, coraz to lepszych pozycji, które ciągle zostają wydawane przez różnorakie wydawnictwa. Tak. „Plotkara 11” była mi potrzebna. I to bardzo. 

              Nie będę zdradzała żadnego zarysu fabuły, nie ma sensu, bo to byłoby głupie. Powiem tylko tyle, że to już prawie koniec, główni bohaterowie idą do college’u (albo  i nie) i to tyle. Co pani Cecily von Ziegesar miałaby pisać więcej? Dodam jeszcze jednak, że poza tym to większości wydarzeń się nie spodziewałam. Czemu? Bo to co wymyśliła autorka było głupie. Autentycznie. Ale nieważne. 

              W tej recenzji nie będę się również rozpisywała znów o stylu Cecily, gdyż pisałam o nim w poprzednich kilku recenzjach. Ale tak, dalej jest lekki i przyjemny, łatwy w odbiorze i takie tam. Dość szybko uporałam się z tą powieścią, bo wystarczyło kilka godzin i już. Niestety, w ciągu tych kilku godzin mój mózg chyba się zbyt rozpłynął. Odkładam na półkę do biblioteki i po dwunasty (dzięki Bogu, już ostatni) tom, sięgnę dopiero w wakacje, albo na wiosnę, kiedy trzecioklasiści będą pisać matury, a ja jako świeży pierwszak będę miała wolne.
              Nie chcę kolejny raz wystawiać „Plotkarze” tak okropnej oceny, jaką jest dwójka z plusem. Dlatego dam trzy i to z malutkim plusikiem. Dlatego, że  jak już mówiłam, dzięki niej znów żyję pełnią życia wśród książek, no, i dlatego, że to już koniec (prawie). Mam ogromny sentyment do Blair, Nate’a i Sereny, ale i do Dana i Chucka, którego wcale tak dużo w książkach nie ma. Zdecydowanie bardziej polecam serial, który swoją drogą, już się skończył i nigdy nie wróci. No to chyba tyle. Tak więc jeszcze raz: 3+ na 6. To wcale nie jest tak źle, prawda?

★★★★★★☆☆☆☆

sobota, 16 lutego 2013

Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej pioruna - Rick Riordan



Tytuł oryginału: Percy Jackson & The Olympians. Book One: The Lighting Thief
Tytuł polski: Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy. Tom I: Złodziej Pioruna
Autor: Rick Riordan
Data premiery: 2009
Wydawca: Galeria Książki
Liczba stron: 360

"Wiecie co, wcale nie chciałem być półkrwi. Nie prosiłem się o to, żeby być synem greckiego boga. Byłem zwyczajnym dzieckiem: chodziłem do szkoły, grałem w koszykówkę i jeździłem na rowerze. Nic szczególnego. Dopóki przez przypadek nie wyparowałem nauczycielki matmy. Wtedy się zaczęło. Teraz zajmuję się walką na miecze, pokonywaniem potworów, w czym pomagają mi przyjaciele, a poza tym staram się po prostu... przeżyć. Zrozumiecie to, jak przeczytacie opowieść o wszystkim, co stało się po tym, jak Zeus, bóg niebios, uznał, że ukradłem mu piorun - a rozgniewany Zeus to naprawdę spory problem!"

Czy Percy zdoła znaleźć piorun zanim rozpęta się wielka wojna bogów?
Co by było, gdyby Bogowie Olimpijscy wciąż żyli w XXI wieku? Co by było, gdyby nadal zakochiwali się w śmiertelnikach i śmiertelniczkach i mieli z nimi dzieci, z których mogą wyrosnąć wielcy herosi - jak Tezeusz, Jazon czy Herakles?
Jak to jest być takim dzieckiem?
To właśnie się przydarzyło dwunastoletniemu Percy'emu Jacksonowi, który zaraz po tym, jak dowiedział się prawdy, wyrusza na niezwykle niebezpieczną misję. Z pomocą satyra i córki Ateny Percy odbędzie podróż przez całe Stany Zjednoczone, żeby schwytać złodzieja, który ukradł przedwieczną broń masowego rażenia - należący do Zeusa piorun piorunów. Po drodze zmierzy się z zastępami mitologicznych potworów, których zadaniem jest go powstrzymać. A przede wszystkim będzie musiał stawić czoła ojcu, którego nigdy nie spotkał, oraz przepowiedni, która ostrzegła go przed ...
Ale o tym przeczytasz już w książce!
- od  wydawcy
Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy

Tom I | Tom II | Tom III| Tom IV | Tom V

                        I znów mitologia! Ach, mówiłam już, jak bardzo kocham mitologię? Chyba tak, ale co tam: BARDZO. Pamiętam, jak pierwszy raz moja koleżanka z klasy, jeszcze w gimnazjum, zaczytywała się chętnie w tej serii. Ja, oczywiście ciekawa spytałam czy fajne. No i tak się zaczęło. Pożyczyła mi najpierw pierwszy tom, a późnej kolejne. Ale na pierwszym tomie się zatrzymamy. Wtedy nie miałam jeszcze bloga, bo to był rok 2009, a ja swojego założyłam w 2012, dlatego teraz postanowiłam pożyczyć jeszcze raz, tylko tym razem z biblioteki, przeczytać ponownie i Wam zrecenzować. Bardzo lubię wracać myślami do tej książki, toteż miałam wielką radochę z kolejnego czytania i sprawdzania swojej wiedzy na temat całego tomiku.

                        Percy Jackson to dwunastolatek, który cierpi na dysleksję i który ZAWSZE wpada w tarapaty niezależnie od tego czy się o to prosi, czy nie. Zmienia szkołę co roku, gdyż w każdej robi coś przez co zostaje z niej wyrzucony. W tym roku znajduje się w Yancy Academy, „prywatna szkoła z internatem dla dzieci z problemami, znajdująca się na północy stanu Nowy Jork”*. Nie może cały rok mieszkać w domu, dlatego jego mama ciągle znajduje mu nowe szkoły z internatem i to coraz dalej od domu. Dlaczego? Żeby go chronić, jednak na początku historii Percy nie do końca rozumie po co. Wszystko się dopiero wyjaśnia, kiedy jadą wraz z mamą do Montauk, gdzie mieli swój własny domek nad morzem. W nocy spotkała ich niespodziewana burza. Do drzwi dobijał się Grover, jedyny przyjaciel Percy’ego z Yancy Academy. Jednak nie był tym samym Groverem, miał koźle nóżki zamiast ludzkich nóg. I wtedy dopiero Perseusz Jackson poznał całą prawdę o sobie i to zmieniło jego życie na dobre, czy tego chciał, czy nie.

                        Tak, Percy Jackson jest herosem, synem śmiertelnej matki i greckiego bóstwa. Tylko którego? No właśnie, ci co przeczytali to wiedzą, ci co nie… pewnie też, bo tyle się o tym trąbi. Jednak dopiero w rozgrywających się później wydarzeniach jeden bóg przyzna się do spłodzenia małego heroska jakieś dwanaście lat temu.

                        Ale odbiegłam trochę od fabuły. Percy wraz z mamą i Groverem jadą do Obozu Herosów, gdzie chłopak spędzi całe lato. Tylko tam jest bezpieczny, choć właściwie to nawet nie. Wszędzie czai się zło, a wojna Wielkiej Trójcy Bogów jest już blisko. Dostanie się do Obozu Herosów wcale nie jest takie łatwe, a na pewno nie wtedy kiedy goni Was ogromny Minotaur. Ale trzeba sobie jakoś radzić samemu, prawda? I tak właśnie Percy dał sobie radę, jednak poniósł koszmarną stratę. Minotaur zabrał jego matkę wraz z chwilą kiedy sam się „rozpłynął” do Podziemia, gdzie nie wiadomo co się z nią dokładnie może stać. Kiedy wszystko się skończyło, młody heros wziął Grovera (który od pewnego czasu był nieprzytomny) i ruszył ku ogromnej sośnie Thalii, tak jak oboje: mama i przyjaciel, wskazywali mu drogę. I tak oto nasz młody bohater trafia do miejsca, gdzie pasuje idealnie: do Obozu Herosów, gdzie wszyscy są tacy, jak on.

                        Jak już mówiłam w innych recenzjach książek pana Riordana, jestem po prostu zakochana w jego pomysłach i stylu pisania. Jest przyjemnie lekki i bardzo łatwo się czyta jego historie. Autor świetnie wpasował mitologię grecką we współczesność, gdzie tak naprawdę wszystko jest możliwe. Olimp na sześćsetnym piętrze Empier State Bulding, Podziemie Hadesa w zachodnim Hollywood w Studiu Nagraniowym REQUIEM, to wszystko zostało bardzo fajnie przemyślane i umiejscowione. Sama chętnie bym to wszystko sprawdziła J Ale no, muszę wierzyć Percy’emu na słowo.

                        Percy dostaje misje, idąc do Wyroczni nie wie czego się spodziewać, boi się, bo wie, jakie niebezpieczeństwo na niego czeka. Odkąd trafił do Obozu Herosów zdążył sobie narobić wrogów w postaci Clarisse, córki Aresa, ale poznał Annabeth, Luke’a i wielu innych, no a poza tym miał również Grovera, który gotów był z nim wyruszyć na niebezpieczną misję. Teraz pytanie: czego dotyczyła ta misja? W świecie bogów na ostatnim spotkaniu na Olipie wszystkich olimpijskich bóstw został skradziony Piorun Piorunów Zeusa. Jak myślicie, kogo obwiniają? Oczywiście, Percy’ego, syna Posejdona (tak, tak, napisałam to, nie wiem czy to spoiler, czy nie), który przyznał się do niego. Wyrusza również na poszukiwanie Pioruna Piorunów, żeby oczyścić swoje dobre imię i dobre imię swojego ojca, które tak naprawdę nie znał. Młody Jackson wraz z Annabeth i Groverem przeżywa niezliczoną ilość zapierających dech w piersiach przygód, które odmienią nie tylko całą trójkę, ale i losy całego świata nie tylko bogów, ale i śmiertelników.

                        Wszystkie przygody są ryzykowne i wymagające doskonałego planu, jednak córka Ateny zawsze (no, prawie) jest gotowa coś wymyślić. Grover również bardzo się poświęca całej sprawie. Percy jest dumny z tego, że ma takich przyjaciół, gotowych mu zawsze pomóc.

                        Długo nie muszę się zastanawiać nad oceną dla tej książki. Jest to bezapelacyjnie wielka szóstka, na którą zasługuje. Styl, pomysł, bohaterowie. Już trzy lata temu (o ile nie więcej) zakochałam się w tej serii i nawet teraz moja miłość do niej nie przeminęła. Nie mogę się doczekać, kiedy znów wrócę do kolejnych tomów i je Wam zaprezentuje z mojej strony.\

★★★★★★★★★★

*opis pochodzi z książki, strona 7 i 8

ODAUTORSKO
        Przepraszam, że nic wcześniej nie dodawałam, ale zaczęła się znów szkoła i nauczyciele nie dają spokoju. Ciągle testy, kartkówki, jakieś prace domowe na trzy strony. Ciężko w sumie aż tak bardzo nie jest, ale trzeba się wziąć za siebie, bo do końca roku szkolnego tak dużo czasu nie ma, a potem poprawianie ocen będzie uciążliwe. Mam nadzieję, ze recenzja, którą właśnie dodałam przypadnie Wam do gustu. Mam w zapasie jeszcze dwie, a zaraz skończę „Fałszywą nutę”. Niestety, czytanie ostatnio idzie mi mozolnie, nie wiem nawet z jakiego powodu. Również i nad tym bardzo ubolewam. Ale mam nadzieję, że szybko mi się odmieni i będę mogła przeczytać cudowne książki, które ostatnio Wam pokazywałam. No to na dzisiaj to tyle. Życzę miłego weekendu, z dobrą książką przy której wszyscy odpoczniecie. Pozdrawiam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka