Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Atlas Chmur - David Mitchell


Tytuł oryginału: The Cloud Atlas
Tytuł polski: Nowy Przywódca
Autor: David Mitchell
Data premiery: 7 listopada 2012
Wydawca: Wydawnictwo Mag
Liczba stron: 536

„Nominowany do Nagrody Bookera bestseller Atlas Chmur Davida Mitchella to również jedna ze Stu Książek Dekady według wpływowych brytyjskich krytyków literackich Richarda Madeleya i Judy Finnigan. Teraz na jego podstawie powstał głośny film, w którym kreacje stworzyła plejada gwiazd: Tom Hanks, Halle Berry, Susan Sarandon, Jim Sturgess, Ben Whishaw, Jim Broadbent i Hugh Grant.

Pasażer statku, z utęsknieniem wyglądający końca podróży przez Pacyfik w 1850 roku; wydziedziczony kompozytor, usiłujący oszustwem zarobić na chleb w Belgii lat międzywojennych; dziennikarka-idealistka w Kalifornii rządzonej przez gubernatora Reagana; wydawca książek, uciekający przed gangsterami, którym jest winien pieniądze; genetycznie modyfikowana usługująca z restauracji, w oczekiwaniu na wykonanie wyroku śmierci; i Zachariasz, chłopak z wysp Pacyfiku, który przygląda się, jak dogasa światło nauki i cywilizacji – narratorzy Atlasu Chmur słyszą nawzajem swoje echa poprzez meandry dziejów, co odmienia ich los zarówno w błahym, jak i w doniosłym wymiarze.

W tej niezwykłej powieści David Mitchell znosi granice języka, gatunku literackiego i czasu, proponując zadumę nad właściwą ludzkości żądzą władzy i niebezpiecznym kierunkiem, w którym w pogoni za władzą zmierzamy.”
- lubimczytac.pl
O Atlasie chmur naczytałam się wiele dobrego dawno, dawno temu i w związku z tym, poprosiłam rodziców o tę książkę na Święta. ZESZŁOROCZNE ŚWIĘTA. Jakoś tak wyszło, że nigdy nie miałam większej ilości czasu na zapoznanie się z tą powieścią, a bałam się ją zaczynać podczas natłoku nauki i sprawdzianów. Więc wyszło, jak wyszło. Dopiero 22.12.2013 roku zaczęła się moja przygoda z Atlasem. Jak ona przebiegła? Czy była pozytywna, czy wręcz przeciwnie? Tego dowiecie się w dalszej części recenzji. Zapraszam.
Cała książka podzielona jest na sześć części, z których pięć występuje dwa razy, a jedna – szósta – tylko raz, ale jest znacznie dłuższa. Ułożone są w taki sposób: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 5, 4, 3, 2, 1. Czyli kończąc książkę wracamy do początku historii, od której się to wszystko zaczęło. Każdy taki fragment opisuje innego bohatera, jednak (jak się potem okazuje) wszystko się razem łączy w całość.  
Pierwszym bohaterem, którego poznajemy jest Adam Ewing, który jako prawnik podróżuje po Pacyfiku na „Wieszczce” i obserwuje życie na morzu. Przynajmniej tak wnioskuję, bo tylko to raczył opisywać w swoim genialnym dzienniku. W pierwszej część nic ciekawego się raczej nie wydarza. Płynie sobie i tyle. Najpierw myślałam, że to on będzie najbardziej nielubianą przeze mnie postacią z tej książki. Jakże się myliłam!
Kolejnym jest Robert Frobisher, czyli anglik, który udaje się do Belgii (tego nie ogarnęłam, ale chyba do Belgii), gdzie pracuje jako pomocnik sławnego, ale zniedołężniałego już kompozytora. Ach, ileż to on przygód już przeżył, a jakże ciekawych? Opisuje w swoich listach do przyjaciela, to wszystko, co tam się wydarzyło. Lubię historie w formie listów, ale ta mnie jakoś nie za bardzo urzekła. Choć co się dziwić, jak cała ta książka.
Zaraz bo Robercie jest Luisa Rey, która pracuje w jakiejś podrzędnej gazecie, gdzie nie może się nawet wykazać swoim talentem. Poznaje Rufusa Sixsmitha podczas awarii windy. Następnie zajmuje się sprawą reaktora HYDRA, który został zatwierdzony, jako nieszkodliwy, co mija się jednak z prawdą. Kobieta stara się to udowodnić za wszelką cenę. Nie wie jednak, jakie niebezpieczne może być to zadanie.
Timothy Cavendish to kolejny bohater tej książki. Pracuje w wydawnictwie i za sprawą pewnej książki, musi uciekać gdzie pieprz rośnie. Choć to może nie jest wina samej książki, ale pieniędzy, których się dzięki niej dorobił stary Cavendish. Trafia do Aurora House, gdzie wcale nie chce przebywać i gdzie nie może znaleźć dla siebie miejsca. Super ciekawe, czyż nie?
Sonmi~451 to służka, która pracuje w restauracji Papy Songa i wierzy, że poza usługiwaniem innym nie ma prawa do niczego innego. Wcina Mydło, śpi kiedy jej każą, nie ma przyjaciół, bo nie można im rozmawiać. Dziewiętnaście godzin na nogach, siedem dni w tygodniu, pięć godzin snu. Nie powiecie mi, że tego nie można nazwać niewolnictwem. Jednak z Sonmi dzieją się dziwne rzeczy, których ona sama z początku nie rozumie i nie chce do siebie tego dopuścić. W jej życiu po prostu za dużo się działo, każdy tak czasem ma.
Ostatnia część dotyczy Zachariasza i jego ludu, który się zajmuje rolnictwem, hodowlą zwierząt i „mienianiem się” z innym ludem, który przypływa do nich dwa razy w roku, podczas doby, gdzie dzień i noc mają tą samą długość. Na ich wyspy zostaje wypuszczona Meronym, której sam Zach nie toleruje i najchętniej wyrzuciłby ją do morza.
Powiązania między częściami prezentują się następująco:
o   Adam Ewing pisze dziennik i nic poza tym.
o   Robert Frobisher znalazł dziennik Ewinga i pisał listy do Sixsmitha.
o   Luisa Rey czytała listy Frobishera do Sixsmitha i szukała stworzonego przez niego „Atlasu chmur na sekstet”.
o   Timothy Cavendish dostał historię Luisy w formie książki.
o   W części o Sonmi~451 wspomniane są chyba fragmenty z historii Luisy Rey, ale dokładnie nie pamiętam.
o   Lud Zachariasza wierzy, że Sonmi jest boginią i się do niej modli.
Tak więc prezentują się powiązania. Pewnie jest ich więcej, jakieś detale, które mi umknęły, albo po prostu nie trzymały się całej kupy, która została stworzona w jakiś wymyślny i niezrozumiały sposób, przynajmniej dla mnie. Wybczacie.
Zacznę może od tego, że David Mitchell potrafi bardzo dobrze manewrować różnymi stylami swojego dzieła. Każda część wyszła mu tak, jak zapewne zamierzał. To znaczy jak? Nie ma żadnych zgrzytów w opisach, język nagle się nie zmienia, co jest plusem, bo przy takiej liczbie różnych epok (mogę nazywać to epokami) nie sposób jest nie stracić rachuby. Za to go podziwiam i sama chciałabym móc w taki sposób pisać, ale nie każdy może być takim Mitchellem, prawda?
Na tym się chyba moje pozytywne punkty kończą. Choć nie, na pochwałę zasługuje jeszcze historia Sonmi~451, która, mimo że jest smutna, to najbardziej przypadła mi do gustu. Zafascynowało mnie myślenie głównej bohaterki i jej postrzeganie świata przez pryzmat bycia, no, nie oszukujmy się, niewolnikiem. Wyzwoliwszy się z tego stanu, poznała prawdziwy świat i… I co? Miała swoje poglądy, których się trzymała, niezależnie od czegokolwiek i kogokolwiek, tyle powiem. Bardzo mi się to spodobało i dlatego mogę śmiało stwierdzić, że części poświęcone jej opowiadaniu są najlepsze i najbardziej warte uwagi.
Teraz kolorowo już nie będzie. Ale niestety, mus to mus, więc opowiadam o wszystkim.
Pytanie numer jeden – po co, do jasnej Anielki, takie długie opisy? Ja rozumiem, to głębokie przesłanie, o którym wszyscy tak namiętnie gadają, na bank ma coś z tym wspólnego. Ale, nie oszukujmy się, książka ta byłaby znośna (i na pewno dostałaby wyższy stopień ode mnie), gdyby o połowę ją skrócić. Broń Boże, część z Sonmi, ale na przykład Upiorną Udrękę Timothy’ego Cavendisha lub Bród Slooshy i wszystko co potem. Te dwie historie, to najbardziej męczące historie, jakie kiedykolwiek czytałam. Naprawdę. Przy nich, to ja nawet szybciej bym się za „Krzyżaków” wzięła! Fakt, autor idealnie dopasował styl do czasów i bohaterów, ale tak niemiłosiernie mnie drażniło czytanie tego, że mnie mało co szlag nie trafił. Przepraszam, ale po co się rozpisywać na pół strony o tym, jak jakiś Zachariasz Mężny (albo Straszliwy, już się w tym pogubiłam), który miał dziewięć czy dziesięć lat (nawet nie wiem, czy dobrze zrozumiałam) poszedł w krzaki, gdzie udał się za potrzebą? Coś naprawdę jest nie tak z tą książką, czego Wam nie udowodnię niezbitymi dowodami, ale jeśli jest ktoś, kto wierzy mi na słowo – cieszę się.
Upiorna Udręka… była nieco lepsza, ale również ten Cavendish mnie niezmiernie irytował. Według niego, jego życie było udręką, ale dla mnie to to wcale nie było takie… udręczone. Starszy facet, który trafia do Domu Spokojnej Starości. Co w tym dziwnego? Po co to komu w historii, która ma odmienić świat? Ja nie wiem, przyziemna sprawa, dobrze, pan David chce pokazać, że to dzięki takim sprawom, świat się jeszcze kręci. Ale nie musi opisywać tego w stu stronach. Wystarczyłyby dwie.
Pytanie numer dwa – tytuł „Atlas chmur”, a o samym Atlasie prawie żadnej wzmianki, jak na taką obszerną powieść. Chwila, to nie było pytanie. Nieważne. Atlas chmur tu, atlas chmur tam, atlas chmur śmam. Wszystko ok, tylko jak on się wiąże z tym wszystkim. Fajnie, Frobisher sobie go wymyślił, fajnie, na sekstet, fajnie, że jest taki wspaniały. Nazwa w sumie ciekawa, taka przyciągająca. Melodię wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, niż tą, którą zaserwował nam muzyk z filmu, ale nie o tym teraz. Naprawdę, coś się zaczyna wprowadzać, to coś należy skończyć. A nie, ja tu siedzę, czytam, kończę książkę i czuję niedosyt. Tak, mimo że niezbyt mi przypadł do gustu ten twór, to czułam pewną pustkę w tym wszystkim. Jakby Mitchell miał zamiar wydać kolejny tom i objaśnić nam to wszystko, a ja biedna będę musiała czekać na to, Bóg wie, ile. Nic takiego jednak mieć miejsca nie będzie (i dobrze), ale więcej spraw powinno być wyjaśnionych, nie każdy siedzi podczas czytania z zeszytem, zapisuje wszystko, nawet kolor kubraka, jaki miał na sobie Ewing, Frobisher czy też Cavendish albo inny typ, i potem analizuje to przez wiele, wiele godzin, a może dni czy też miesięcy nawet. ZA MAŁO KONKRETÓW.
Liczyłam na to, że książka, która była tak szczodrze reklamowana i wychwalana pod niebiosa w całym Internecie, zachwyci również mnie. Czy tak się stało? Niestety nie i bardzo tego żałuję. Atlas chmur przy bliższym spotkaniu zawiódł mnie i to bardzo, nie macie pojęcia, jak bardzo. Oczekiwałam ździebko czegoś innego i dostałam coś, co nie do końca mi się spodobało. Owszem, wszystko się łączy, wszędzie są wspominane rzeczy z innych części, bohaterowie mają jedno znamię, które wygląda jak kometa (o zgrozo, chciałam napisać jak kosmita). Wszystko bardzo fajnie, ale głębszego sensu ja w tym nie widzę. Miałam dreszcze i ciarki na całym ciele podczas czytania niektórych fragmentów, ale żadne OCH i ACH nie padło z moich ust.
Kiedy tak czytałam i czytałam „Atlas”, myślałam sobie: gdzież to ja zawitałam? Naprawdę, możecie mnie uznać za głupią, niedoceniającą literatury nastolatkę, która uważa się za, Bóg wie jak wielkiego, krytyka literackiego, który nie rozumie prawdziwej głębi tej książki, ale za Chiny, ludzie, ja tego nie rozumiem. Ot, takie sobie historie, które autor połączył, robiąc z nich książki, pamiętniki lub artykuły w gazetach w innych częściach, ale nic poza tym.
Spodziewałam się czegoś, po czym będę mogła powiedzieć: to naprawdę dobra książka, dawno takiej nie czytałam. Chciałam mieć po niej „kaca książkowego”, przez którego nie mogę zacząć czytać innej lektury. Czy go miałam? Nie bardzo. Od razu sięgnęłam po coś lżejszego, co dałoby odpocząć mojemu umysłowi.
Uważam, że Atlas chmur to powieść nie dla wszystkich, a może dla wszystkich, tylko do niej należy dojrzeć? Ja dojrzewałam rok i powiem szczerze, nic mi z tego nie przyszło. Wiem, że młodsze dziewczyny ode mnie, widzą w tej książce wspaniałe rzeczy i poruszające przesłanie, ale ja nie. Nikomu nie polecam tej książki, chyba, że już naprawdę nie wiecie, co macie zrobić ze swoim życiem i chcecie wprowadzić do niego jeszcze więcej zamieszania, niż możecie sobie wyobrazić. Lektura bez większego sensu, która nic a nic nie wniosła do mojego życia. Jedynie może zdegustowanie, które towarzyszyło mi przy niektórych scenach. Tak, to trzeba przyznać, bezpruderyjności Mitchellowi nie brakuje. 

★★★☆☆☆☆☆☆☆

Książka bierze udział w wyzwaniach:



Ten fragment dodam później. Nie mam na razie ochoty na oglądanie 3-godzinnego filmu. Przepraszam.

ODAUTORSKO
To chyba najdłuższa recenzja jaką udało mi się napisać. Jest też chyba najbardziej nieprzychylna i najmniej składna. Za to przepraszam i oczekuję od Was zrozumienia!
Długo czekałam na moment, w którym podzielę się z Wami recenzją tej książki. Zawsze myślałam, że dostanie ona 6+ i będziemy razem się zachwycać jej niesamowitością. Zawiodłam się, mam nadzieję, że mnie nie zdepczecie.
Wolne się kończy, zaraz szkoła. Macie już wystawione oceny semestralne, czy jeszcze się uczycie, żeby wyciągnąć się na jak najlepszy stopień? Ja jeszcze muszę się uczyć, ale miejsca dla książki na pewno nie zabraknie.
Pochwalcie się, co teraz czytanie! Życzę Wam wszystkiego dobrego w nadchodzącym roku, dużo powieści godnych polecenia i dużo szczęścia. Niech los zawsze Wam sprzyja!

9 komentarzy :

  1. Zdecydowanie książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm dziwne bo film był dla mnie czymś ekstra i myślałam, że książka też taka bd ;)
    Niestety, Twoja recenzja rozczarowała mnie co do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spodziewałam się tak negatywnej opinii na temat tej książki. Pomimo tego, że jej nie polecasz, i tak pewnie po nią sięgnę, żeby wyrobić sobie na jej temat własne zdanie. Najwyżej się zawiodę, ale i tak zżera mnie ciekawość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta powieść mnie nie ciekawi aż tak bardzo. Raczej się nie skuszę :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie długa ta recenzja, ale czytało się fajnie. :D Książka wydawała mi się ciekawa, do czasu aż ją tak pięknie zrecenzowałaś. :> Chyba sobie odpuszczę, noo chyba że mnie coś podkusi i się za nią wezmę. :O Ale nie, nie.. Jak już by do tego doszło to w dalekiej przyszłości. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. O jejku... Już od dawna mam ochotę na książkę i cały czas oczekiwałam, że kiedy w końcu uda mi się po nią sięgnąć będę oczarowana. Jednak po twojej recenzji poważnie rozważę argumenty przemawiające za i przeciw :3
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, a tyle ludzi się tym tytułem zachwyca... musze sama się przekonać, o co chodzi z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  8. Długa, długa, ale dzięki temu wypisałaś wszystkie wady, które znalazłaś. ;) Mimo tego wszystkiego mnie ta książka ogromnie intryguję, właśnie przez to wracanie do początku. ;) Ciekawy zabieg. Może mi się spodoba. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę się wypowiedzieć odnośnie książki, ponieważ jeszcze nie zaczęłam jej czytać. Czeka na mnie na półeczce. Oglądałam jednak film i mnie zachwycił. Według mnie to arcydzieło. Tytułowy "Atlas chmur", jako utwór stał się moim ulubionym i mogę go słuchać do woli. Wiem, że takie same uczucia odnośnie filmu ma mój narzeczony. Oglądaliśmy go dwa razy i jest on wymagający, podejrzewam, że książka również. Zmuszał mnie do myślenia, do wyciągania wniosków, do składania faktów w jedno. Za drugim razem widziałam o wiele więcej powiązań i jeszcze bardziej zrozumiałam przesłanie. Do filmu będę wielokrotnie wracać, bo jest wspaniały.
    Nie spodziewałam się przeczytać tak negatywnej recenzji tej książki, gdyż widziałam same pozytywne i słyszałam również, że każdy był z niej zadowolony. Co do rozległych opisów - też ich nie lubię, ale czasami są konieczne do lepszego wyobrażenia sobie świata. Czasami do niektórych książek trzeba dojrzeć, aby wysnuć z nich odpowiednie wnioski :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka