Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

poniedziałek, 2 września 2013

Intruz - Stephenie Meyer



Tytuł oryginału: The Host
Tytuł polski: Intruz
Autorka: Stephenie Meyer
Data premiery: listopad 2008
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 556

„Pasjonująca historia o potędze miłości.

Nasz świat został opanowany przez niewidzialnego wroga. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich normalne życie. Jedną z ostatnich niezasiedlonych, wolnych istot ludzkich jest Melanie. Wpada jednak w ręce wroga, a w jej ciele zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Intruz bada myśli poprzedniej właścicielki ciała w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa duszy coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzna, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, który miał być jej wrogiem. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, którego obie kochają.”


                                                                                                                     - od wydawcy

                    Stephenie Meyer to jedna z moich ulubionych autorek, a jej saga „Zmierzch” podbiła moje serce aż trzy razy, bo tyle ją czytałam. Bardzo mi się podobała, jednak jej takie uzupełnienie, czyli „Drugie życie Bree Tanner” nie do końca przypadło mi do gustu, dlatego gdy myślałam o „Intruzie” bałam się go zaczynać. Sądziłam, że nie przypadnie mi do gustu, że nie będę lubiła tej książki, a moja sympatia do pani Meyer opadnie. W końcu jednak na ekrany kin weszła wersja filmowa tej powieści. Bardzo mnie zachwycił zwiastun. Musiałam zobaczyć ten film i nie obchodziło mnie, że nie przeczytałam książki. Ale właśnie obejrzenie tego filmu popchnęło mnie do sięgnięcia po jego wersję papierową. Cieszę się w tym wypadku, że zrobiłam tak, a nie na odwrót. Nie wiem czemu, po prostu ten bieg zdarzeń przypadł mi bardziej do gustu. Gdybym zaczęła od książki byłabym zdegustowana i zawiedziona filmem. A jest on naprawdę dobry. No ale w tym poście o filmie mówić nie będę, bo to nie zalicza się do wyzwania „Najpierw książka, potem film”, niestety. No ale tak miało najwidoczniej być. A teraz przejdźmy do dalszej partii tej recenzji.

                    Melanie Stryder musi się ukrywać, inwazja obcych odbiła piętno na jej stylu życia i priorytetach. Najważniejszy dla niej jest Jamie, jej młodszy brat. Oboje się ukrywają w nadziei, że każdy kolejny dzień będzie dla nich dobry i nie trafią w ręce wroga. Niestety, było logiczne, że któregoś razu im się nie uda. Raczej jej, nie im. Ona była starsza, odpowiedzialna za wszystko, za swojego młodszego brata. Wreszcie ją złapali. A ona obiecała Jamiemu, że wróci. I co? Nie dotrzymała swojej obietnicy. Melanie jest jednak wojowniczą, pewną siebie i odważną dziewczyną, tak więc, kiedy została wszczepiona jej Wagabunda ona dalej żyje w jej umyśle i czasem zdarza się jej przejmować kontrolę (bardzo, ale to bardzo rzadko, ale jednak). Poza Jamiem Melanie zostawiła również Jareda, mężczyznę swojego życia, z którym wiodła jako tako spokojną codzienność. Wagabunda ma za zadanie przeszukać wspomnienia swojej żywicielki, by ta doprowadziła ją do innych niezasiedlonych jeszcze ludzi. Nie wie jednak, że powoli zakochuje się w Jaredzie i Jamiem, dwóch najbliższych osobach ciału, do którego została wszczepiona. Wagabunda w końcu jednoczy się z Melanie, którą trzyma w swoim umyśle, a raczej która sama się tam trzyma. Żywicielka z każdym kawałkiem przebrniętej drogi pokazuje nowy punkt orientacyjny, w razie gdyby rzekomo zła dusza zmieniła zdanie i ją okłamała. Ciało mimo że wytrzymało długo, nie wytrzymało wystarczająco. Odnaleziona odpiero potem przez Jeba, szalonego wuja Melanie może stanąć twarzą w twarz z Jaredem, Jamiem i całą społecznością, która przez te wszystkie lata była tak skrupulatnie tworzona.

                    Stephenie Meyer pomimo wielu tego typu historii na rynku książkowym wybiła się, tak samo jak z sagą „Zmierzch”. Przez wiele osób jest nielubiana i potępiana, ale równie wielkie (albo i większe) ma grono osób ją lubiących i chętnie czytających. Ja zaliczam się właśnie do tej drugiej grupy, z czego się bardzo cieszę, bo przy czytaniu jej serii o Belli i Edwardzie, jak i przy czytaniu o Melanie, Wagabundzie i reszcie ubawiłam się niezwykle, niezwykle się wzruszyłam i wiedziałam, że trafiają one na moją listę książek ulubionych. „Intruz” właśnie taki jest – wciągający, niezwykły, opowiadający o miłości i poświęceniu. Wagabunda, mimo że jest innego gatunku woli pomagać ludziom by przeżyli, niż ich wydać. A powinna to zrobić, jako dobra i uczynna dusza, która nigdy nie kłamie i zależy jej na dobru ogółu. Jednak ona była inna. Nie chciała tego wszystkiego. Nienawidziła Łowczyni, która została jej przydzielona. Czemu? Czemu zachowywała się tak inaczej? Czemu chciała pomóc ludziom, rebeliantów, których powinna chcieć zasiedlić? Żeby się dowiedzieć czemu, musicie sięgnąć po „Intruza”, a moim zdaniem naprawdę warto.

                    Narracja jest tu również pierwszoosobowa, tak jak w przypadku sagi Zmierzch, ale coraz bardziej się do niej przekonuję. No i uważam, że w tej historii musiała zostać użyta na narracja. Z wiadomych powodów – Wagabunda walczy z Melanie w swoim umyśle i dziwnie by było, gdyby opisywał to ktoś z zewnątrz. Styl autorki uległ zmianie, można to wyraźnie dostrzec, ale nie jest źle. Według mnie jest lepiej i bardzo się z tego cieszę. Czytało się to niezwykle przyjemnie i szybko! A książka jest naprawdę gruba no i ma nieco inny format – jest znacznie wyższa – a czcionka malutka. Ale to w niczym nie przeszkadza. Początkowo może się wydawać, że po trzech godzinach czytania nie zabrnęliśmy zbyt daleko, ale to się zmieni. Potem ja nie wiedziałam, kiedy te wszystkie strony przeleciały mi przez palce. Żałuję, że tak szybko się to skończyło i szkoda, że jest to tylko jednotomowa historia. Ja tak uwielbiam serie.

                    Stephenie Meyer, jak to zwykle bywa, ma dla nas jakieś przesłanie. W końcu nie napisała tej powieści z byle powodu, prawda? Tutaj możemy nauczyć się, że nie zawsze należy myśleć o sobie. Wagabunda tego nie robi. Pomaga innym niezależnie od tego, jak wielkiego wysiłku musi w to wszystko włożyć. Jest obca, więc uważa że musi pracować jeszcze więcej niż wszyscy. Pokazuje też, że w każdej sytuacji można się asymilować, nie zawsze jest się tą obcą osobą, bo w końcu ludzie się przyzwyczają i zaczną traktować innych jako swoich. Tak jest w tym przypadku i uważam że tak powinno być zawsze i wszędzie. Nie można być odtrącanym, bo to jest złe. Co z tego, prawda, że rodzina Wagabundy zajęła całą planetę?

                    Intruz jest powieścią, do której na bank wrócę jeszcze razy kilka w swoim życiu. Bardzo mi się podobała i uważam, że jest niezwykle urocza. Jej objętość jest naprawdę ogromna, więc zapewnić może wiele godzin przyjemnej rozrywki. Dobra na leniwe i chłodne wieczory, kiedy to pija się gorącą czekoladę i siedzi pod kocem z nadzieją, że jutro będzie cieplej. Polecam ją nie tylko fanom tego typu powieści, ale wszystkim, bo naprawdę jest warta przeczytania.

★★★★★★★★★★

Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam fantastykę”.


9 komentarzy :

  1. Oglądałam film, który bardzo mi się podobał, więc teraz chyba czas żeby przeczytać tę książkę ; D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, że książkę zaczęłam ale nie skończyłam ;) Być może czas to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno lepsza powieść tej autorki niż saga Zmierzch :) Bardzo dobrze mi się ją czytało!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobała mi się ta książka, choć nie była według mnie genialna. Choć jest lepsza od 'Zmierzchu' :)

    weronine-library.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Intruza czytałam w niewielkim czasie po jego premierze. bardzo dobra książka, której nawet ekranizacja się powidła. ciekawe co Mayer zaprezentuje następnym razem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak miło czytać recenzję kogoś kto raczej lubi Stephenie i jej sagę Zmierzch! Książki "Intruz" nie czytałam ale kupiłam ją w Tesco bodajże i czeka sobie na półce. A chcę tę książkę przeczytać właśnie tak jak i ty - bo obejrzałam zwiastun a potem film. I powiem tyle że film KOCHAM ! Oglądałam trzy razy i jeszcze nie raz oglądnę. Mam nadzieję że książka będzie równie interesująca. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo że saga ''Zmierzch'' nieprzypadła mi do gustu, to ''Intruz'' czeka na przeczytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo, ja przeczytałam "Zmierzch" jakieś pięć razy :D
    Intruz też mi się podobał, może nie aż tak, jak Tobie, ale mimo wszystko był całkiem niezłą lekturką :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za podesłanie linka do recenzji,
    dodałam ją do wyzwania "Czytam Fantastykę"
    serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka