Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

niedziela, 16 czerwca 2013

Śmierć letnią porą - Mons Kallentoft



  Tytuł oryginału: Sommardöden
Tytuł polski: Śmierć letnią porą
Autor: Mons Kallentoft
Data premiery: 2010
Wydawca: Wydawnictwo Rebis
Liczba stron: 448

„Nowy król skandynawskiej powieści kryminalnej!

Mieszkańcy Linköpingu nie pamiętają tak gorącego lata. Miasto trapi upał, szaleją pożary lasów. Pewnego dnia ktoś spotyka w miejskim parku nagą nastolatkę, która nie pamięta, co jej się przytrafiło ani kto ją skrzywdził. Niebawem na plaży nad jeziorem zostaje znaleziona kolejna ofiara, tym razem martwa. Komisarz Malin Fors musi zmobilizować wszystkie siły, by powtrzymać mordercę i położyć kres serii zabójstw, jakiej to miasto jeszcze nie widziało.

Śmierć letnią porą to mrożąca krew w żyłach opowieść o złu, które wypełzło na ulice sennego od upału miasta i czyha w ciemności na niewinne młode dziewczyny.”
- od wydawcy
Seria z komisarz Malin Fors

Ofiara w środku zimy | Śmierć letnią porą | Jesienna sonata | Zło budzi się wiosną | Piąta pora roku

                   Pierwsze spotkanie z Monsem Kallentoftem i Malin Fors odbyło się bez większych przeszkód, a mogę nawet rzec, że było cudowne i miło je wspominam. To już drugi raz, kiedy czytam książki tego autora, a nawet nie drugi, tylko któryś z kolei, bo specjalnie na potrzeby bloga czytam tę książkę po raz kolejny. Nie martwię się tym jednak, bo zakończyłam swoją przygodę z serią o Malin Fors w połowie trzeciej, czyli „Jesiennej sonaty” i chcę znów wdrożyć się w to środowisko i styl autora, żeby z chęcią przebrnąć przez trzeci, czwarty i piąty tom, które stoją już na mojej półce i czekają.

                   Linköping, miasto na południu Szwecji, które liczy sobie prawie sto tysięcy mieszkańców. Miasto, w którym dzieją się okropne rzeczy, z którymi policja czasem sobie nie radzi. Miasto, które wydawać się może niebezpieczne. Miasto, w którym ludzie nie znają granic. Czyli miasto, jak każde inne. W poprzednim tomie wydarzenia działy się mroźną zimą, tym razem przechodzimy w skrajne, upalne lato, gdzie deszcz nie padał do bardzo długiego czasu. A co za tym idzie? Poza upałem i duchotą wychodzącą na ulice Linköpingu, wychodzi również czające się w ciemności zło. Zło, którego nie sposób powstrzymać. Zło, które zabiera młode, ledwie czternastoletnie dziewczynki. Zło, które pozbawia rodziców ich pociech. Ale może trochę jaśniej? Jasne. Pewnego upalnego, lipcowego dnia zostaje zgłoszona policji wiadomość o nagiej dziewczynie w Trädgårdsföreningen, która nic nie pamięta. Malin, która dostała wiadomość udała się tam jak najszybciej. Naga czternastolatka, wyszorowana do białości klorinem z oczyszczonymi ranami zadanymi jakimś ostrym narzędziem, krwawiąca z dróg rodnych, przestraszona, bo kto nie byłyby przestraszony w takiej sytuacji? Nie mówi, prawdopodobnie jest w zbyt wielkim szoku. Dopiero kiedy Malin Fors przyjeżdża na miejsce zdarzenia coś mówi, choć też nie od razu. To przecież mogłabyś być ty, Tove, myśli sobie. To nie jest normalne. Ba, kto uważa, że jest? Szukają sprawcy. Znaleźli w niej płatki niebieskiej farby. Skąd? Bóg jeden wie.
                   Nieco później zostaje zgłoszone zaginięcie Theresy Eckeved. Za następnych kilka dni jednak się znajduje. Szkoda tylko, że martwa. Zawinięta w zwykłe worki na śmieci, zakopana na plaży nad kąpieliskiem Stora Rängen. Tak samo, jak wcześniej wspomniana dziewczyna – Josefin Davidsson – miała białą skórę wyszorowaną klorinem, takie same niebieskawe płatki w pochwie, tylko rany inne, zupełnie inne i dokładnie oporządzone. Ten sam sprawca? Chyba tak. Pytanie tylko: dlaczego? Dlaczego napada i morduje zwykłe młode dziewczynki, które nie zdążyły jeszcze pożyć? No właśnie, dlaczego?

                   Pan Kallentoft trzyma nas w napięciu, jego opowieść mrozi krew w żyłach. To przecież może zdarzyć się wszędzie, ta historia nie jest żadnym wymysłem autora, to  n a p r a w d ę  może się zdarzyć. I to mnie przeraża najbardziej, że człowiek jest zdolny do takich rzeczy. Że może dla własnego… czegoś dopuścić się takiej zbrodni. To przecież chore i nienormalne, ale co ja tam wiem, nie mnie jest wygłaszać sądy nad takimi ludźmi. Ale, ale, wracając do książki. Malin czuje nieodpartą potrzebę wyjaśnienia tej sprawy, nie tylko dlatego, że to jej powinność, bo jest policjantką, ale też dlatego, że to mogło spotkać jej córkę – Tove – i dlatego że to nie daje jej spokoju. To jest bardziej skomplikowane i mające korzenie głęboko, głęboko w przeszłości. Komisarz Fors nie wie jednak jeszcze, jak bardzo to wszystko jest nienormalne i chore. Jak bardzo człowiek musi zostać skrzywdzony, żeby dopuścić się takich koszmarnych rzeczy. Jak bardzo, się pytam.

                   Autor czasem nazbyt realistycznie opisuje wszystkie zabiegi przeprowadzane w jego książce, czasem robiło mi się słabo i niedobrze od nadmiaru wszystkich informacji, czasem się zastanawiałam czy nie wyrzucić tej książki przez okno. Moja ciekawość jednak zwyciężyła, bo jednak mimo że czytałam tę powieść już raz, to kompletnie zapomniałam zakończenia i kto krył się za serią morderstw i przestępstw w Linköpingu. Jak dla mnie to było do przewidzenia dopiero na ostatnich kartach książki. Wcześniej nijak nie dało się tego dostrzec. I bardzo dobrze, według mnie Mons Kallentoft świetnie operuje wszystkimi środkami, które ma do dyspozycji. Jedną z rzecz, które naprawdę mi się podobają jest wplecenie takich jakby przemyśleń ofiary do całej historii. To jest coś, z czym wcześniej się nie zetknęłam (no chyba, że liczyć poprzednią książkę tegoż autora). Wielu osobom się to nie podoba, w ogóle książki Kallentofta wielu nie przypadły do gustu. Jednak coś co jest inne wcale nie znaczy, że jest gorsze, a sporo osób tak uważa. Mnie bardzo zaintrygowały te powieści, a i okładki są cudowne, prawda?

                   Cieszę się też, że akcja nie mknie cały czas, jak w niektórych książkach (choć nie przeczę, czasem to potrzebne). Tutaj raz jest ślimacze tempo, raz koński galop. Ale to naturalne, jeśli policja na coś trafi i jeden z wątków się może rozwinąć. Bardzo podobają mi się też ogólne przemyślenia samej Malin Fors, głównej bohaterki, matki-rozwódki, która sama musi nieść ciężkie brzemię życia.

                   „Śmierć letnią porą” to wstrząsający kryminał, który mrozi krew w żyłach. Delikatne osoby nie powinni czytać tej powieści, ja niestety to zrobiłam, ale w sumie nie żałuję. Kilka naprawdę koszmarnych opisów i zasnąć przez najbliższe noce nie można. Ale naprawdę warto. Książka pokazuje do czego zdolni są ludzie, jak okrutni mogą być pod wpływem wydarzeń z przeszłości, tego co im się przytrafiło. Pokazuje też „dorosłość” niektórych czternastolatków, piętnastolatków, którzy uważają, że nie potrzebują już opieki rodziców, jednak grubo się mylą. Strasz, zło, ciemność, które wchodzą w głąb Linköpingu są naprawdę okropne, myślimy sobie, że życie w takim mieście to koszmar, jednak to niekoniecznie musiało być to miasto, to mogło się zdarzyć wszędzie, w Twoim mieście także. A lato przecież się zbliża. Kto wie, co czyha na nas za zakrętem? No właśnie. Nikt. 

★★★★★★★★★★


ODAUTORSKO

                   No i jest wreszcie „Śmierć letnią porą” na blogu. Tak idealnie się czasem akcji wpasowała w naszą porę roku, prawda? Lektura początkowo szła mozolnie, ale potem wystarczył jeden wieczór i bum. Koniec. Ze stosiku piątek zostało mi tylko „Morze potworów” po które jutro znów idę do biblioteki. Pierwsza część nowego stosiku jest już przygotowana, jeszcze tylko dodać do niej biblioteczne pozycje i będzie gotowy do wrzucenia. Najpierw jednak „Śmierć letnią porą” i drugi tom Percy’ego Jacksona, którego uwielbiam. No. Mam nadzieję, że z chęcią przeczytacie moje kolejne recenzje i przejrzycie stosik. Ja uważam, że jest na razie naprawdę cudowny, a co dopiero jak wrócę z książkami z biblioteki, których nie mogę się już doczekać! Szkoda, że weekend się kończy. Na razie czytam „Intruza” z tego nowego stosu, jednak niezbyt mi się podoba, szczerze – film chyba wydaje mi się być lepszy. Ale mam nadzieję, że zmienię swoje zdanie wraz z zagłębianiem się dalej w powieść pani Meyer. A Wy co teraz czytacie? Serdecznie pozdrawiam i życzę miłej niedzieli. :D

3 komentarze :

  1. Nie znałam wcześniej tego autora, ale coraz bardziej przekonuje się do kryminałów skandynawskich więc pewnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z miłą chęcią sięgnę po tę książkę. Naprawdę mnie zaciekawiła :) Muszę zacząć czytać te tak wychwalane skandynawskie kryminały!

    in-corner-with-book.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe :) Uwielbiam kryminały, a ten zapowiada się nad wyraz obiecujący :) I ta wysoka ocena! A co do recenzji to jest świetnie napisana. Tak trzymaj :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka