Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

środa, 26 grudnia 2012

39 wskazówek: Labirynt Kości - Rick Riordan


Tytuł oryginału: THE 39 CLUES: The Maze of Bones
Tytuł polski: 39 wskazówek: Labirynt kości
Autor: Rick Riordan
Data premiery: kwiecień 2012
Wydawca: Wydawnictwo INITIUM
Liczba stron: 240

„39 wskazówek to seria dziesięciu książek przepełnionych akcją i humorem. Szkic oraz fabuła cyklu zostały nakreślone przez Ricka Riordana, który jest autorem pierwszego tomu.
39 wskazówek to jednak nie tylko doskonała książkowa przygoda, ale również gra on-line, która pozwoli każdemu uczestnikowi stać się członkiem rodziny Cahillów i rywalizować o wspaniałe nagrody.”
- opis całej serii

„39 wskazówek
Co byś zrobił, gdyby nagle okazało się, że twoja rodzina jest jedną z najbardziej wpływowych w dziejach ludzkości? A gdyby powiedziano ci, że źródło tej potęgi zostało ukryte w postaci 39 wskazówek w różnych zakątkach świata? Gdybyś stanął przed wyborem: wziąć milion dolarów i odejść lub otrzymać pierwszą wskazówkę, jaka byłaby twoja decyzja? Amy i Dan Cahill bez wahania wybrali wskazówkę, rozpoczynając tym samym bardzo niebezpieczny wyścig.
- od wydawcy

                Po tę pozycję sięgnęłam nieco spontanicznie. Będąc w bibliotece chciałam pożyczyć drugi tom „Kronik Rodu Kane” pod tytułem: Ognisty Tron. Niestety nie był on akurat dostępny i to bardzo mnie zasmuciło. Pomyślałam więc, że może pożyczę coś innego tego autora, bo przecież Rick Riordan jest fantastyczny i grzechem byłoby nie brnąć dalej w jego dorobek literacki. Zauważyłam na samej górze półki „39 wskazówek. Labirynt kości”. Jako osoba o dość niskim wzroście, sporo się namęczyłam, żeby w ogóle dotknąć tej książki, a o jej zdjęciu już nie wspominając. Jednakże udało mi się po wielu trudach (następnym razem idę do biblioteki z kimś :) i tak oto teraz, kiedy jestem (niestety nie świeżo) po przeczytaniu jej, mogę Wam ją zrecenzować. 

1 wskazówka
                Amy i Dan Cahill to dwójka dzieci, rodzeństwo, które jest pod opieką znienawidzonej przez wszystkich, zrzędliwej ciotki. Jedyną pociechą w ich życiu są odwiedziny u babci Grace, która niestety zmarła. Dzieci miały nadzieję, że na odczytaniu testamentu, po pogrzebie, to oni dostaną jej posiadłość i już nigdy nie będą mieli kłopotów z pieniędzmi i ich ciotką Beatrice. Niestety testament nie mówił nic o tym, kto odziedziczy jej majątek. Ogromna liczba osób, każda na swój sposób spokrewniona z Grace Cahill miała wybór: milion dolarów albo wskazówka, „która może doprowadzić do największego skarbu na świecie i dać niewyobrażalną potęgę”*. Znaleźli się tacy, który wzięli pieniądze, jednak znaczna część rodziny wybrała wskazówkę. Wydawałoby się, że Dan i Amy powinni wziąć pieniądze, jednak wskazówka była jedyną rzeczą, łączącą ich z jeszcze niedawną żywą Grace. Tak więc dwójka nastolatków wyruszyła w nieznane, bez pieniędzy, bez starszego opiekuna (Beatrice w życiu nie zgodziłaby się na szukanie jakiegoś skarbu, który według niej pewnie by i tak nie istniał), bez żadnej przewagi nad innymi. Jednak: co mieli tak właściwie do stracenia?

                Jak na 240 stron to akcja pędzi bardzo szybko, czasem chyba aż za szybko. Jednak nie jest to kilka dużych wątków, które mogłyby wprawić czytelnika w zawrót głowy. I mimo że można by to uznać za minus (tą szybkość) to brak mętności i zamotania się autora tworzy nam z tego plus i to bardzo duży. Styl pana Riordana jest lekki, przyjemny i łatwo przyswajalny, co nie znaczy, że jest banalny i taki, jak każdy inny. Nie. Ja osobiście zakochałam się w jego książkach po przeczytaniu pierwszych stron „Percy’ego Jacksona i Bogów Olimpijskich. Złodzieja Pioruna”. To było coś nowego, niesamowitego i z każdą kolejną książką, którą czytam czuje się tą samą magię co na początku. A to bardzo ważne, bo mam wielu autorów, których czytanie późniejszych książek  nie sprawia mi takiej przyjemności, jak za pierwszym razem. 
 
                Nie wiem czy to jest ważne, ale podoba mi się format tej książki. Jest taka… przyjemna w trzymaniu. Nie jest ani duża ani gruba i twarda okładka dobrze do niej pasuje (przynajmniej nie zniszczyła mi się dzięki temu w szkole, kiedy obok niej leżało trylion pięćset sto dziewięćset podręczników i zeszytów :).

                Szczerze muszę Wam się przyznać, że nie miałam bladego pojęcia, o tym, że Rick Riordan będzie autorem tylko tej części, a każdej kolejnej będzie ktoś inny. To mnie trochę rozczarowało i boję się nieco czytać kolejne tomy, bo kto wie, jak wyjdzie to innym? Niekoniecznie musi wyjść źle, nie, nie, nie, tylko pan Riordan narzucił w pewnym sensie styl całej serii i już się do niego przyzwyczaiłam (tak, po jednym tomie). Jeśli ktoś już czytał „Fałszywą nutę”, to proszę opowiedzieć coś o tym, czy wszystko wyszło dobrze czy nie. Bo niby czytałam jedną recenzję drugiej części, ale nie jestem do końca przekonana. Może Wy zapewnicie mnie o takiej samej wspaniałości „Fałszywej nuty”. 

2 wskazówka (zaszyfrowana) - Kto rozwiąże?

                Teraz pozostaje mi już tylko wystawić ocenę. I tak się zastanawiam, zastanawiam… No nie wiem. Sześć na pewno nie będzie, bo to musiałoby być naprawdę cudowne arcydzieło. No, ale pięć na sześć (5/6) to bardzo dobra ocena, czyż nie? I Rick Riordan może być z siebie niezmiernie dumny, gdyż każda jego książka podoba mi się tak samo, o ile nawet nie bardziej! Czekam z niecierpliwością na możliwość przeczytania kolejnej części, a potem następnej i znów, i znów (oczywiście, kiedy ukażą się w Polsce :). Zachęcam Was do zapoznania się z tym tomem tej serii, bo naprawdę warto. Jednak jeśli to ma być Wasze pierwsze potkanie z Rickiem Riordanem… Lepiej zacznijcie od „Percy’ego Jacksona”. 

★★★★★★★☆☆☆

*Cytat ze strony 25

wtorek, 25 grudnia 2012

Wielkie żarcie zakończone bólem brzucha i z górą książęk.

   Te święta obfitowały głownie w książki. Przyczyniło się do tego to, że prowadzimy tego bloga. Nie przypominam sobie, żebyśmy dostały aż tyle książek w jednym czasie. Jednak dla fanek tego typu rozrywki jest to chyba bardzo dobry pomysł, nie sądzicie? Ponieżej zdjęcie całkiem pokaźnej sterty papieru pachnącego drukarnią:




   Chętnie przeczytamy jakie książki podarował Wam Święty Mikołaj w tym roku. :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Alicja - Jacek Piekara



Tytuł oryginału (polski): Alicja
Autor: Jacek Piekara
Data premiery: marzec 2010
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 368

Aleks na początku historii jest tym, kim zawsze bałem się być: człowiekiem przegranym pod każdym względem, którego przekonanie o własnym talencie i wyjątkowości ginie pod wpływem całkowitej obojętności otoczenia. A jednocześnie nieumiejącym podejmować decyzji, tkwiącym w marazmie, utopionym w szarzyźnie, zniechęconym i zagubionym.
Jacek Piekara,
Wywiad dla arenahorror.pl

Magia to najodpowiedniejsze słowo na określenie relacji między Alicją i Aleksem. Przyjaźń jest chyba pojęciem za małym, zaś miłość – zbyt typowym i nieoddającym istoty tej znajomości.
Tawerna RPG

               Czemu pożyczyłam „Alicję”? Po pierwsze: Jacek Piekara. Nie, nie czytałam jeszcze żadnej jego książki, ale tylko się naczytałam o jego powieściach, że po prostu musiałam. Nie wiem nawet jakim cudem go znalazłam w bibliotece. Przypadek, dopiero potem mi się przypomniało, że kiedyś nałogowo czytałam recenzje jego książek. Sięgnęłam więc na półkę z fantastyką, pod literą P i wyszło, jak wyszło. Pożyczyłam „Alicję”. Po drugie: tytuł. Myślałam, że fajnie będzie móc przeczytać coś o dziewczynie, która również nosi takie imię, jak ja (może właśnie dlatego tak bardzo kocham „Alicję w Krainie Czarów”, hm?)

               O fabule wiele mówić nie można, gdyż nie jest to jeden konkretny wątek, który się ciągnie i ciągnie. Nie. Tu chodzi o coś więcej. Chodzi o relację między Aleksem, mężczyzną koło czterdziestki, który żyje w koszmarnych warunkach pisząc scenariusze i użalając się nad samym sobą, a Alicją, która jest czternastoletnią dziewczynką, jak na swój wiek bardzo dojrzałą i inteligentną. Trochę zmroziło mi krew w żyłach, kiedy dotarł do mnie ten fakt, ale potem jakoś się z tym uporałam i zdołałam dobrnąć do końca. A w sumie było bardzo łatwo, bo książka wciąga.

               Ogólnie w tym jednym tomie znajdują się tak naprawdę dwie części: „Alicja i Miasto Grzechu” i „Alicja i Ciemny Las” (wiem, że na pewno można dostać tą drugą część w osobnym tomiku, ale czy pierwszą? Nie mam bladego pojęcia).

               Początkowo zachowanie i czyny Alicji mogą szokować, no, przynajmniej ze mną tak było. Wydawało mi się to niemożliwe i jednocześnie takie… magiczne.

               Książce wystawiam ocenę równą 5 na 6. Jest mi głupio, że napisałam tak mało, ale czytałam ją, no, dość dawno i zapomniałam ją zrecenzować, a potem nie miałam czasu, bo nauki miałam sporo.  Ale podsumowując: „Alicja” jest powieścią wartą przeczytania, niby taką samą, jak każda inna, ale magiczną i ma w sobie „to coś”. Zachęcam Was do zapoznania się z jej treścią. Według mnie najlepsza jest na jesienne, deszczowe wieczory, ale nawet nie wiem dlaczego. 

★★★★★★★★☆☆

ODAUTORSKO

No, przepraszam za marność tej recenzji z całego serca :c I jednocześnie chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń i ogromnych stosów książek pod choinką (choć teraz pewnie te stosy leżą już obok Was i zaczytujecie się w każdej powieści). No, chciałabym Wam też życzyć dalej rozwijającej się kariery w blogsferze, która się powiększa i powiększa, bardzo dużo nowych współprac, które zaowocują w nowe książki i doświadczenia. Oraz oczywiście Szczęśliwego Nowego Roku! Żeby przyniósł Wam wszytko to, czego chcecie! 

niedziela, 23 grudnia 2012

Księga o Niewidzialnym - Eric-Emmanuel Schmitt

Tytuł oryginału: Cycle de l'invisible
Tytuł polski: Księga o Niewidzialnym
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Data premiery: 7 listopada 2012 r.
Wydawca: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Liczba stron: 368

   "Księga o Niewidzialnym to zbiór najpiękniejszych opowieści Erica-Emmanuela Schmitta.

Na kartach książki znajdziemy nieznaną w Polsce buddyjską baśń Milarepa, a ponadto najbardziej cenione przypowieści autora: Oskar i pani Róża, Pan Ibrahim i kwiaty Koranu, Dziecko Noego i Zapasy z życiem.

Historie te poruszają najczulsze struny ludzkiej wrażliwości i przypominają o prawdziwym sensie życia - Niewidzialnym, lecz możliwym do odkrycia."

                                             - od wydawcy


Była to kobieta ulotna, niczym dym z jej własnego papierosa.

   Muszę przyznać, że specjalnie za tą książką się nie rozglądałam. Trafiłam na nią zupełnie przypadkiem, podczas wycieczki po Empiku w poszukiwaniu prezentu gwiazdkowego dla mamy. Ostatecznie kupiłam co innego, choć rozważałam i tę pozycję. Aczkolwiek ta książka tak zaprzątnęła mój umysł, że nie mogłam opuścić księgarni bez niej. 

   Miałam już styczność z twórczością tego pana. Choć może nie z jego bezpośrednio. Jednym z moich ulubionych filmów, do których co jakiś czas wracam i chyba nigdy mi się nie znudzi jest "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu". Gdy pierwszy raz go obejrzałam, postanowiłam nabyć książkę. Niestety skończyło się tylko na znalezieniu autora. Potem kupno książki odeszło w zapomnienie, jak wiele rzeczy w mojej egzystencji. Ale cóż poradzić, po prostu jestem osobą zapominalską. Jednak przypadkowe odkrycie, było pretekstem do powrotu do kiedyś zamierzonego celu nabycia książki.

Żyć powoli, na tym polega tajemnica szczęścia.

   Nie ukrywam, że moją ulubioną przypowieścią ze zgromadzonych w tej książce jest wyżej wspomniana "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu". Przypowieść o przyjaźni, niezwykłej i nierealnej, w której muzułmanin pomaga odnaleźć młodemu Żydowi szczęście i sens życia. Płakałam przy filmie, płakałam i przy książce.
Z największym sceptycyzmem podchodziłam do "Zapasów z życiem" i "Oskara i pani Róży". Lecz w miarę czytania przekonałam się do nich to mało powiedziane. Pokochałam je całym sercem. Jednak "Dziecko Noego" w ogóle nie przypadło mi do gustu, choć porusza kwestię łapania Żydów podczas II wojny światowej w Belgii. Przypowieść opowiada o księdzu, który ukrywa garstkę młodzików-sierot.
Ach, no i jest jeszcze "Milarepa"! Buddyjska przypowieść o tybetańskim joginie, który swoją nienawiść zamienił na szczęśliwe życie w ascezie. To tak w skrócie, jednak nie da się nie zauważyć, że książka bardzo mocno obfituje w sprawy religijne, a jeżeli nie w te, to w duchowe.

- Mnie się bardzo podobasz, Oskarze.
Trochę mnie tym ciocia Róża speszyła. Miło jest słyszeć takie rzeczy, człowiek dostaje gęsiej skórki, tylko że nie bardzo wiadomo, co odpowiedzieć.

   Muszę powiedzieć, że po lekturze tej książki wyjaśniło mi się wiele rzeczy. Odnalazłam odpowiedzi na problemy, które nurtowały mnie od kilku miesięcy. Dodatkowo jest to okres, w którym zawsze poupadam trochę psychicznie, a dodatkowy stres na uczelni też robi swoje. Książka pomogła mi się podnieść i sprawiła, że mam siłę dalej zmagać się z życiem i optymistycznie patrzę na nowy roku. Jeżeli wśród Was, jest osoba, która jak ja mam gorszy okres w ziemie, to gorąco polecam lekturę tej pozycji. Naprawdę dzieją się cuda! Zmiany, które zachodzą w psychice są niewiarygodne! Zimowa depresja nie ma szans.

   Dodatkowym atutem tej książki jest oprawa graficzna. Podejrzewam, że gdyby nie ona, przeszłabym obok książki i nie zwróciła na nią uwagi. Jako studentka indologii, bardzo interesuje się tego typu grafiką. Koleżanka z roku stwierdziła nawet, że to wydanie wygląda jak Koran. I być może nawet można porównać ją do swego rodzaju świętej księgi, gdyż zawiera wskazówki jak żyć, aby być szczęśliwym.

Religia nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuje tylko pewien sposób życia.

★★★★★★★★★★

   Muzyka: Hey - Do Rycerzy, do Szlachty, do Mieszczan

Po drugiej stronie chmur zawsze jest czyste niebo.

P.S. Z tego miejsca chciałabym życzyć Wam, drodzy czytelnicy, wesołych i pogodnych świąt, niech Św. Mikołaj będzie rozdawał książki na prawo i lewo, a zabawa sylwestrowa będzie trwała do białego rana, oczywiście bez kaca. Jestem pewna, że tego samego życzy Wam również moja siostra. :) Nie chcę nic obiecywać, ale być może przed nowym rokiem pojawi się jeszcze jakaś recenzją, ale jeśli nie to Do napisania już w roku 2013.

sobota, 15 grudnia 2012

Królowa Zdrajców - Trudi Canavan



Tytuł oryginału: The Traitor Queen: Book Three of the Traitor Spy Trylogy
Tytuł polski: Księga trzecia Trylogii Czarnego Maga: Królowa Zdrajców
Autorka: Trudi Canavan
Data premiery: sierpień 2012
Wydawca: Galeria Książki
Liczba stron: 608

„Wydarzenia w Sachace zmierzają do punktu kulminacyjnego, gdy Lorkin powraca po kilku miesiącach spędzonych wśród buntowników. Królowa Zdrajców powierza mu doniosłe zadanie wynegocjowania przymierza między jego ludem a Zdrajcami. Lorkin musi zostać budzącym postrach czarnym magiem, aby móc okiełznać potęgę całkowicie nowego rodzaju mocy wykorzystywanej do tworzenia klejnotów. Wiedza ta może przynieść zmiany w Gildii Magów lub sprawić, że Lorkin na zawsze pozostanie wygnańcem.

Królowa Zdrajców to triumfalne zwieńczenie „Trylogii Zdrajcy” zapoczątkowanej przez Misję Ambasadora i rozwiniętej w tomie pod tytułem Łotr.”
- od wydawcy

               Niestety to już koniec. Jest mi tak koszmarnie smutno z tego powodu, iż „Trylogia Zdrajcy” została już zakończona. Nie wiedziałam czego się spodziewać, natomiast wiedziałam, że będzie to coś wow, wielkiego i niesamowitego. Tak też się właśnie stało „Królowa Zdrajców” okazała się najbardziej emocjonującym tomem ze wszystkim, zdarzyło mi się nawet płakać kilka razy podczas czytania. Ale o tym później. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że udało mi się dopaść tą książkę w swoje łapki, nie było łatwo, sama kupować jej nie chciałam, gdyż nie mam ani poprzedniej trylogii, ani nie mam tomów z tej, nie opłacałoby mi się to po prostu, jeśli miałabym już kupić to obie serie wchodzące w całość. Nałaziłam się po tych bibliotekach i szukałam, ale żadna nie miała w ogóle jeszcze kupionej, wiadomo jak to teraz, ucinają dofinansowanie na biblioteki publiczne. Idąc więc do Mediateki nie myślałam o tym, że od razu pójdę na fantastykę i poszukam tego pod literką C. Jednak nóżki zaprowadziły mnie tam nieco później, i ku mojej radości znalazłam to na co tak długo czekałam! Skakałam ze szczęścia: autentycznie! No, ale żeby nie opowiadać Wam więcej o mojej euforii, przejdę do dalszej części recenzji, na którą pewnie już długi czas czekacie.

               Może zacznę trochę od fabuły. A więc wszystko dzieje się na płaszczyźnie czterech wątków: pierwszy – Lorkin, który jest głównym bohaterem całej trylogii, zamierza wrócić do domu i przekazać Gildii informacje zdobyte od Zdrajców, części ludu Sachaki, którzy pragną zmienić rządy w tym państwie; drugi – Dannyl, Ambasador Kyralii w Sachace, ten wątek łączy się z wątkiem Lorkina, gdyż chłopak ten był asystentem Ambasadora. Kyraliański Mag musi pomóc synowi Sonei w ucieczce, do czego przyczynia się również jego przyjaciel poznany w Sachace; trzeci – Sonea, Czarny Mag, który ma zakaz opuszczania i Gildii, całej Kyralii, rusza do Sachaki by nieść pomoc swojemu synowi i ostatni, czwarty – Ceryni, który musi ukrywać się przed Skellinem, który zamierza przejąć jego majątek i władzę w podziemnym półświatku. To taki mega wielki skrót. Więcej dowiedzieć się można czytając całą trylogię.

               Styl autorki nieco się zmienił, według mnie, ale to bardzo dobrze, bo to znaczy, że Pani Canavan się rozwija pod względem pisarskim i stara się naprawiać wszystkie niedociągnięcia. Czasem się zastanawiam również, ba, czasem, ZAWSZE, jak można mieć tak genialne pomysły! Owszem, ja czasem też wpadnę na coś ciekawego, wręcz oryginalnego, jednak w życiu nie napisałabym historii składającej się z dwóch trylogii i każdy z tomów miał po 600 stron! A ona ma na swoim koncie jeszcze „Erę Pięciorga” i jeśli Wikipedia nie kłamie to czeka nas jeszcze przynajmniej jedna seria od tej autorki.

               Czytając każdą kolejną stronę czułam takie nieprzyjemne uczucie, które sprawiało, że robiło mi się smutno. To pewnie dlatego, że koniec był bliski, a ja na nowo zakochiwałam się w każdym z bohaterów. Ich przygody, całe historie i przemyślenia są niesamowicie ciekawe, że aż czasem żałuję, że nie jestem Nowicjuszką w Gildii Magów albo młodą Zdrajczynią czy też kimkolwiek innym.

               W kilku słowach: „Królowa Zdrajców” jest cudownym zwieńczeniem całej historii, niesamowite, magiczne, cudowne. Można tak wymieniać i wymieniać. Cicho wierzę, że autorka postanowi jeszcze coś kiedyś napisać o losach Lorkina, Lilii, Anyi, Sonei i innych (tom wcale nie skończył się tak, jakby miało nie być końca). Wierzę, że Pani Trudi Canavan nie przestanie pisać i nie zawiedzie swoich fanów (bo jak to tak można!) i coraz więcej ludzi będzie zachwycało się jej powieściami. Daję 6 na 6 nie tylko temu tomowi, ale i całej trylogii i samej autorce: za pomysł, wytrzymałość i chęci w przekazaniu tego dalej. Dziękuję.

★★★★★★★★★★

niedziela, 9 grudnia 2012

Chemia śmierci - Simon Beckett

Tytuł oryginału: The Chemistry of Death
Tytuł polski: Chemia śmierci
Autor: Simon Beckett
Data premiery: 28 października 2011 r.
Wydawca: Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 247


     "Manham. Małe spokojne miasteczko. "Krajobraz pozbawiony zarówno życia, jak i konkretnych kształtów. Płaskie wrzosowiska i upstrzone kępami drzew mokradła." To tu doktor David Hunter szuka schronienia przed okrutną przeszłością. Sądzi, że przeżył już wszystko to, co najgorszego może przeżyć człowiek. Ale śmierć, "ów proces alchemii na wspak, w którym złoto życia ulega rozbiciu na cuchnące składniki wyjściowe", wdziera się do Manham. I to w niewyobrażalnie wynaturzonych formach. Jeszcze nie wiemy, dlaczego hunter - wybitny antropolog sądowy - zaszył się tu jako zwykły lekarz. Dlaczego odmawia pomocy policji, skoro potrafi określić czas i sposób dokonania każdej zbrodni. Wiemy tylko, że się boimy. Razem z mieszkańcami Manham czujemy odór wszechobecnej śmierci. Giną młode kobiety, dzieci znajdują makabrycznie okaleczone zwłoki, ktoś podrzuca pod drzwi martwe zwierzęta, ktoś zastawia sidła na ludzi. Spokojne miasteczko rozsadza strach i nienawiść.
Każdy może być ofiarą.... I każdy może być zwyrodniałym mordercą..."


                                                                                                                           - od wydawcy


To nacinanie nożem, ta suknia, ten taniec, to wszystko stanowiło element jakiegoś niezrozumiałego rytuału. Wiedziała, że go nie przeżyje.

     Właściwie nigdy nie miałam w planach tej książki. O autorze w ogóle nie słyszałam, w księgarniach też na nią nie trafiłam. Więc jak to się stało, że jednak do mnie trafiła? No cóż, moja siostra pożyczyła ją chyba z jakiś rok temu od koleżanki i nawet jej nie tknęła. I tak sobie książka stała i stała na półce. W końcu stwierdziłam, że wypadałoby tą książkę kiedyś oddać, więc sama się za nią wzięłam.

     Zacznę może od strony fizycznej książki. Okładka furory nie robi, ale muszę przyznać, że jej prostota jest adekwatna do treści. Format jest dobry, jednak jak dla mnie literki są troszeczkę za małe. Książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, choć początek niekoniecznie. Utwór trzyma w napięciu, zwłaszcza pod sam koniec, kiedy ma okazać się kto jest mordercą. Zdania są tak zbudowane, że czułam dyskomfort w brzuchu, jakbym się stresowała. Narracja jest pierwszoosobowa, główny bohater, oraz trzecioosobowa, porwane kobiety. Taka a nie inna narracja przywodzi mi na myśl przesłuchanie. Są dobre teksty, które wprowadzają element wyczekiwania, np. Nie zrobiłem tego, ale już wkrótce miałem się przekonać o tym, jaki to był błąd [nie jest to cytat]. To chyba na tyle jeżeli chodzi o sprawę zewnętrzności książki.

Och, nigdy nie wątp w człeka prawego i szlachetnego. Taki zawsze coś spieprzy.

     Akcja książki dzieje się w Wielkiej Brytanii, a konkretniej w Manham. Czas bliżej nieokreślony, lecz na pewno współczesność. Głównym bohaterem jest David Hunter, antropolog sądowy, który po tragedii rodzinnej postanawia opuścić Londyn i udać się do małego miasteczka, aby odciąć się od dotychczasowego życia. Zmienia nawet zawód, staje się wiejskim lekarzem. Po trzech latach upalnego dnia dwóch miejscowych chłopców znajduje makabrycznie okaleczone zwłoki ze skrzydłami (charakteryzacja zwłok nawiązująca do zwierząt - podobnie było u Larssona w "Millennium", z tym że tam było z nawiązaniem do Biblii) i od tego zaczyna się pościg za seryjnym mordercą. Porywa kobiety i po trzech dniach tortur je zabija. Miejscowa policja odkrywa przeszłość lekarza i prosi go o pomoc. Początkowo doktor Hunter odmawia, lecz dawnych nawyków ciężko się wyzbyć, dlatego w końcu się zgadza. I od tego zaczyna się pościg za zabójcą, który mieszka wśród miejscowej ludności. Wszyscy bohaterowie są mniej więcej tacy sami. Jest jednak kilka wyjątków. Między innymi pastor. Szczerze powiedziawszy to twierdzę, że jest to szuja, która na miejscowej tragedii, chce przejąć kontrolę. Prawie do samego końca myślałam, że to on okaże się mordercą. Co do samego sprawcy to muszę przyznać, że w życiu nie pomyślałabym o takim obrocie sprawy jaki był w tej książce.

Zabójczy dla roślinności, niszczy trawę, w której pełzną larwy, tworząc swoistą pępowinę śmierci ciągnącą się aż do miejsca, skąd wyszły.

     Ocena: 5+/6. Ta książka ma wszystko to co tygryski lubią najbardziej. :) Trzymanie w napięciu, zwroty akcji i nieprzewidywalność. Polecam każdemu, kto szuka kryminału, aby zacząć swoją przygodę z tym gatunkiem. 

★★★★★★★★★☆

     Muzyka: Disclosure - Latch feat. Sam Smith
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka