Wszystkie recenzje, inne teksty, zdjęcia stosików i zdjęcia książek zamieszczone na blogu Siostry W Bibliotece są naszą własnością i nie zgadzamy się na ich kopiowanie bez naszej wiedzy i zgody.
(Na mocy Dz.U.1994 nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

sobota, 6 października 2012

61 godzin - Lee Child



Tytuł oryginału: 61 hours
Tytuł polski: 61 godzin
Autorka: Lee Child
Data premiery: 27 lipca 2011
Wydawca: Wydawnictwo Albatros
Liczba stron: 432

„Jack Reacher jest bohaterem 16 bestsellerowych thrillerów Childa, przetłumaczonych na 38 języków. Niebezpieczny i inteligentny twardziel, obdarzony poczuciem humoru. Bez wahania używający siły. Facet, któremu nie należy wchodzić w drogę. Typ niezależnego samotnika, który nigdzie nie może zagrzać miejsca. Pojawia się, rozwiązuje problem i odchodzi. Mężczyźni go podziwiają, kobiety za nim szaleją. Do grona jego największych fanów zaliczają się m.in. Stephen King i były prezydent USA Bill Clinton.

Zima w Dakocie Południowej. Minus dwadzieścia stopni, śnieżyca, oblodzona droga i zmęczony kierowca. Autobus, którym jedzie Reacher, wpada w poślizg i zjeżdża do rowu. Najbliższa miejscowość Bolton oddalona jest o trzydzieści kilometrów. Zanim zjawi się pomoc, wszyscy pasażerowie zdążą odczuć fatalne skutki mrozu. Niedaleko Bolton zbudowano olbrzymi zakład karny. W jednej z jego cel siedzi przywódca motocyklowego gangu handlującego amfetaminą, a w miasteczku mieszka główny świadek koronny, emerytowana bibliotekarka Jane Salter, strzeżona przez miejscową policję. Reacher odkrywa, że komisariat policji w Bolton znajduje się w stanie paranoi. Pilnować więzienia, czy pilnować świadka? Ktoś na pewno będzie próbował go uciszyć. Ktoś z miejscowych, może nawet policjant, czy nasłany morderca? Jaką tajemnicę kryje opuszczona baza wojskowa w pobliżu miasteczka- baza, której nie ma na żadnej mapie? Jack ma dokładnie 61 godzin, by znaleźć odpowiedź. Kluczem do niej jest pewien niski mężczyzna, który z ogrodzonej murem posiadłości sto kilkadziesiąt kilometrów od Mexico City pociąga za wszystkie sznurki…”

- od wydawcy

              Powieść pod tytułem „61 godzin” jest moim pierwszym zetknięciem się z Lee Childem. Jack Reacher jest bohaterem, którego dopiero poznaję, który wprowadza mnie w jego własny świat. Toteż trudno jest mi patrzeć na to normalnie. Jestem podekscytowana pisząc tą recenzję! Właśnie skończyłam czytać tę książkę (jest 22:30 dnia 5 października). TO BYŁO NIESAMOWITE. Ale może od początku...

              Będąc jeszcze w sierpniu w bielańskiej Mediatece pożyczyłam tę pozycję z działu NOWOŚCI. Dużo dobrego się o Lee Childzie naczytałam, tak więc: czemu by nie? Potem tylko stała na półce, a ja nie chciałam zacząć jej czytać. Sama właściwie nie wiem czemu, może bałam się, iż rozczaruje mnie ta pozycja? Może. Naprawdę, nie jestem w stanie teraz stwierdzić czemu nie chciałam jej przeczytać. Jednak wraz z nastaniem roku szkolnego przybyło mi obowiązków, których wykonywać nie chciałam. Lektury, klasówki, prace domowe tak bardzo zostały znienawidzone (na nowo po wakacjach) przez moją skromną osóbkę, że chwyciłam pierwszą lepszą leżąca na stoliku nocnym książkę i zaczęłam czytać. Skutek? Nosiłam ją zawsze do szkoły i czytałam w wolnych chwilach (czasem nawet i nie tylko w tych wolnych). Trzy dni zajęło mi jej przestudiowanie i zanalizowanie. Okazała się, dla mnie, fenomenem. Ale o tym zaraz…
 
              Lee Child jest brytyjskim pisarzem, który zasłynął z cyklu powieści sensacyjnych (dokładniej szesnastu – do tej pory), których głównym bohaterem jest Jack Reacher, były major amerykańskiej jednostki wojskowej. Jego najważniejszymi dziełami są Poziom śmierci, Elita zabójców i właśnie 61 godzin. 



              „61 godzin” to 14 tom cyklu książek z głównym bohaterem – Jackem Reacherem – na czele. Uznaje się tą książkę – ale również i całą serię – za sensację, kryminał, ale i thriller (na okładce wydania z lipca 2011 roku sam Stephen King mówi, że Jack Reacher nie ma sobie równych wśród bohaterów, współczesnego thrillera). Uważam, że jest to bardziej powieść kryminalna niż thriller, ale owszem, i do tej półeczki można ją schować. 

              Trochę o fabule. Jack Reacher zamierza udać się w podroż, nie lubi przecież siedzieć zbyt długo w jednym miejscu, bez bagażu udaje się jednym autobusem wraz ze staruszkami na „wycieczkę”. Pech chciał, że zimy w Dakocie Południowej są okropne, minus dwadzieścia stopni to najłagodniejsze co ich mogło spotkać. Autobus, którym jedzie cała wycieczka wpada w poślizg na oblodzonej ulicy. Na zewnątrz jest zawierucha, śnieg sypie, wiatr wieje, zimno jak w zamrażalce, a najbliższe miasteczko – Bolton – jest oddalone o co najmniej 30 kilometrów. Pomoc jednak nadeszła na tyle szybko, by nikt nie mógł odnieść bardzo poważnych kontuzji i chorób (niektórzy nabawili się złamań i przeziębienia, ale to niegroźne skutki). Mieszkańcy miasta zaoferowali nocleg, gdyż wczesny powrót na ustaloną trasę nie był możliwy. Jak się później okazuje, miasteczko nie jest malutką mieścinką, liczy prawie 13 tysięcy mieszkańców i jako tako prosperuje. Na jego terenie znajduje się ogromny zakład karny, a na nieco dalszych obrzeżach jest opuszczony budynek, który kiedyś należał do wojska. Teraz obok niego znajduje się osada gangu motocyklowego handlującego amfetaminą, którego szef siedzi w więzieniu w Bolton. Sprawa sądowa o skazanie całej grupy ma odbyć się za miesiąc, a Jane Salter, świadek całego zdarzenia siedzi zamknięta w swoim domu pod ciągłym nadzorem. Jack Reacher łamie swoje zasady i spędza w owym miasteczku więcej czasu niż powinien. Zamierza rozwiązać zagadkę opuszczonej bazy wojskowej. Jest również Platon – niebezpieczny Meksykanin, który od roku jest odpowiedzialny za całe to bagno związane z amfetaminą. 

              Styl autora jest całkiem przyjemny, czyta się szybko, nawet bardzo szybko. Nie jest on jednak jakoś szczególnie ubarwiony, co u mnie chyba plusuje, przeważnie wolę konkret, chyba, że czytam poezję, albo jakiś romans, wtedy tak. Pióro Childa to coś, z czym wcześniej nie miałam do czynienia i nie jestem w stanie z niczym tego porównać. Nie wiem nawet, czy nie wolę stylu Childa od Kinga. Tak, to bardzo prawdopodobne, ale musiałabym przeczytać jeszcze coś jeszcze każdego z tych panów, żeby wiedzieć to tak na sto procent. Autor odwalił kawał bardzo dobrej roboty, tak sądzę. Tak, tak sądzę.

              Bardzo podoba mi się w układzie tej książki, że dzieje się ona na kilku płaszczyznach z różnymi bohaterami i w różnych miejscach. Pan Child opisuje głównego sprawcę tego wszystkiego, jednak zachowuje jej anonimowość i dopiero pod koniec książki, kiedy Jack wreszcie odkrył o co chodzi, ujawnia zbrodniarza. Tak samo jest z kobietą, z którą Reacher rozmawia przez telefon podczas swojego pobytu w Bolton. Jest anonimowa, ale do czasu. Dopiero wtedy, kiedy autor chce, by Jack ją poznał i kiedy on sam dopiero odgaduje jej tożsamość na podstawie kilku faktów, które wziął – według mnie – nie wiadomo skąd, jednak to jest niesamowite. To coś innego od wszystkich książek, które czytałam wcześniej. 

              Reasumując, książka jest ciekawa, pełna akcji i przeróżnych bohaterów. Autor doskonale odnajduje się w treści i wie, co i jak powinno wyglądać. Ciekawił mnie również, dlaczego taki tytuł. Otóż: okazało się, że od początku książki do rozwiązania akcji jest 61 godzin i autor w poszczególnych wątkach to bierze pod uwagę i odlicza czas, który już minął. Niestety nie mam przed sobą już książki, gdyż była z biblioteki, jak już wspominałam i nie wiem jak dokładnie brzmiał ten fragment, ale na początku książki właśnie było o tym wspomniane, żeby czytelnik mógł się w tym wszystkim połapać. 

              Jednym słowem książka mnie zachwyciła, styl autora urzekł mimo takiej tematyki, a Jack Reacher został jednym z moich ulubionych bohaterów. Wystawiam ocenę bardzo dobrą z plusikiem. Nie mogę się już doczekać, kiedy wezmę się za następną historię, która wyszła spod pióra pana Childa. 

★★★★★★★★☆☆

ODAUTORSKO 

               I mamy kolejną recenzję. Tym razem Lee Child. No ale, o tym możecie przeczytać wyżej, teraz ogłoszenia parafialne. Mimo zawirowań w szkole, jestem w stanie czytać i recenzować! Myślałam, że będzie gorzej, ale nie jest, mam dobre oceny przy minimalnym wkładzie i mam sporo czasu na moje ukochane książki. Poza tym zamierzam włączyć się w akcję w mojej szkole, w której będę promowała czytanie książek! No, potem Wam powiem co z tego wyjdzie. W następnej kolejce do recenzji jest "Książe mgły", jeśli to kogoś interesuje, a potem pierwszy tom GONE, który czytać będę już trzeci lub czwarty raz. Ale ja to uwielbiam. Przepraszam również za nieobecność na Waszych blogach, ale czasu, jak czasu niby dużo, a jednak mało. Nadrobię to wieczorem, jak mi się uda. Tymczasem: NIECH MOC KSIĄŻEK BĘDZIE Z WAMI.
Życzę Wam miłego, czytelniczego weekendu.

5 komentarzy :

  1. Słyszałam o tej książce i bardzo chcę ją przeczytać.
    Twoja recenzja jeszcze bardziej mnie do niej przekonała.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat tej książki nie czytałam, ale Lee Chil pisze całkiem nieźle, więc prędzej czy później - na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubie ksiazki Lee Child'a, ale do tej pory jeszcze nie mialem okazji tej przeczytac.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie, to niestety nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Autora znam ale tej książki jeszcze nie czytałam. Chyba niedawno była w Biedronce, mogłam ją kupić :(

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla nas wielką motywacją do pisania tego bloga i ulepszania go, dlatego dziękujemy bardzo za każde słowo :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka